Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 14, 2017 Przez a303 W Żydomasońska rewolucja w "Kościele katolickim"

Największą słabością i zagrożeniem Kościoła jest brak wiary (…) wewnątrz Kościoła, który nie omija nawet jego hierarchii

W związku z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi staje przed nami dylemat szczególny – bo czyż możemy świętować to samo razem z naszymi wrogami?

a

 Jako chrześcijanie mamy przykazanie miłości nieprzyjaciół, ale wróg to nie to samo co nieprzyjaciel.

Na nieprzyjaciela mają wpływ nasze postawy, nieprzyjaciół sami sobie wybieramy, więc i z nieprzyjaźni zawsze możemy zrezygnować, wybaczać im zaznane od nich krzywdy, a przejść do budowy przyjaznych relacji, szukać jednakowego rozumienia normalności i przejścia do życia w zaufaniu.

Inaczej jest z wrogiem.

To wróg  nas sobie wybrał żeby nas zniszczyć, czy żeby nam odebrać podstawy naszego samodzielnego bytu w naszej tożsamości i warunki do życia ludzkiego – osobistego i wspólnotowego, cielesnego i duchowego.

 Wrogowi nie wolno wybaczyć tego co robi, a tym bardziej tego co w naszej ocenie jeszcze zamierza nam zrobić. Przebaczenie to branie winy naszego winowajcy na siebie. – W razie jego trwającej, czy planowanej agresji byłoby to z naszej strony samozatraceńcze a nawet samobójcze.

Za wroga można się modlić, aby się nawrócił i aby mu Bóg Ojciec wybaczył jego grzechy, ale to wpływać na naszą zewnętrzną postawę wobec niego nie może.

Z wrogiem nie może być dyskusji, targów, czy kompromisów. To nie są kwestie polityki, tolerancji religijnej, czy różnego rozumienia natury.

Tu idzie już nawet nie o naszą moralność w jej części stojącej na straży ładu naszego życia publicznego, ale o naszą moralność stanowiącą o naszej zdolności do samoobrony w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym, o obronie człowieczeństwa dojrzałego, wolności i powołań, zdrowia, życia i świętości.

Tu już idzie o obronę naszych struktur organizacyjnych dających nam zdolność obrony, poczucie bezpieczeństwa i zapewniających płaszczyzny i przestrzenie normalnego, pokojowego życia, wychowania potomstwa, czy rozwoju kultury, zachowania zdrowia i zdolności przeżycia.

– Wróg to ten co sięga po to nasze, co jest koniecznością dla naszego bytu, sięga po nasze dobra niezbywalne. – Jak tego nie obronimy, to nie przeżyjemy.

Jak już mamy zidentyfikowanego wroga, to musimy wiedzieć, że przed nami walka o wszystko, o nasze być albo nie być.

Wroga trzeba pokonać, bo inaczej nie tylko sami tego nie przeżyjemy i nie przeżyją osoby od nas zależne, ale i żadne dobro z tego nie wyniknie.

Za to kiedy jesteśmy pewni, że stoimy po stronie dobra, to nawet nie ma sensu domniemanie cech ludzkich u wroga, który  chce osłabić naszą siłę woli. To już mogą być tylko fałszywe skrupuły podpowiadane nam przez złego, aby niszczyć nasze morale, naszą zdolność samoobrony.

Wróg to już bestia w ludzkiej skórze – pokonanie go, rozbrojenie, pozbawienie możliwości szkodzenia jest koniecznością. Tu walki nie wolno zaprzestać dopóki trwa jakiekolwiek zagrożenie z jego strony dla nas, dla naszych bliskich, dla osób wobec których mamy powołania, czy za które jesteśmy odpowiedzialni.

Warto tu od razu zaznaczyć, że również fundowanie pokonanemu wrogowi wczasów w więzieniu to też fałszywe skrupuły, bo to on zburzył ład moralny, więc i nasze wszelkie wcześniejsze umowy, czyli że nie mamy wobec niego żadnego obowiązku. – Więzienie nie może być darmowe ani za pożyczane.

Również prawa wobec pokonanego wroga poza elementarnym humanitaryzmem powinny być zawieszone dopóki nie będzie przywrócona moralność, prawość i sprawiedliwość, a więc dopóki ład życia publicznego nie zostanie przywrócony, a przestrzeń życia publicznego nie zostanie zabezpieczona przed podobną agresją.

Najważniejsze dla nas to przetrwanie w ludzkiej, narodowej i religijnej tożsamości, bycie sobą i u siebie, robienie tego co należy i tego co powinno być zrobione bez względu na koszty własne.

– Pamiętanie zasług tych, którzy nam służą dają rzeczy dobre i piękne, czyniących nasze otoczenie możliwie najlepszym środowiskiem dla naszego życia, naszego trwania i rozwoju tak naszego, naszego potomstwa i naszych trwałych, samopodtrzymujących się struktur współnotowych, społecznych i organizacyjnych.

– Stanowienie i obrona nieprzekraczalnych granic tego co jest naszą duchową normalnością oraz materialną i cielesną bazą dla realizacji duchowych wolności i powołań, podjętych zobowiązań i wyznaczonych sobie ludzkich celów normalnością.

– Ochrona naszych powierzchni (w tym terytorium – domu i kraju), płaszczyzn oraz rynków publicznej aktywności i przestrzeni (w tym życiowej, oraz ekologicznej, ale rozumianej ideowo, a nie ideologicznie jak w ideologii zrównoważonego rozwoju), naszych rezerw i zasobów perspektywicznych.

– Honorowanie bohaterów, pisanie dumnej historii. Podtrzymywanie pamięci w potomstwie, tworzenie tradycji, budowa przyszłości rodziny i Narodu na dobrym przykładzie.

Kościół nasz zbudowany jest na Jezusie Chrystusie, na Jego nauczaniu, dziele i dobrym przykładzie.

Naród nasz od swojego początku formowany był wokół wartości katolickich, wokół tego co najlepsze, najmądrzejsze i najbardziej dalekowzroczne dla naszej świadomości i naszego życia duchowego w całej ludzkiej duchowości, wokół tego co najlepiej korelowało z wielką i dumną tradycją rodową naszych przodków.

My sami, wraz z naszym Kościołem i naszym Narodem uformowani zostaliśmy wokół wartości duchowych przyswojonych, uporządkowanych nie tylko w samej spisanej historii Objawienia Bożego, ale i całej ludzkiej historii życia ludzi jako istot duchowych w materialnym, ożywionym ciele. Uformowani wokół wartości przyswojonych, rozwiniętych i uporządkowanych tak hierarchicznie jak poziomo, ostatecznie uformowanych w naszej świadomości jako jako nasz duchowy szkielet obrośnięty naszą duchową naturą.

Wiele lat to wszystko trwało i mimo wielu błędów, zdrad i upadków, ale zawsze z podnoszeniem się do normalnego życia z Bożą pomocą wydawało dobre i bardzo dobre owoce, aż stało się to dla nas czymś tak zwyczajnym i oczywistym, że straciliśmy czujność wobec zagrożeń.

Do niedawna Kościół cieszył się w Narodzie wielkim zaufaniem, ale oto na początek aktualnego Wielkiego Postu metropolita warszawski, kardynał Nycz ogłosił w kościołach swój List Pasterski.

http://wrealu24.pl/4507-kard-nycz-jestesmy-gotowi-na-przyjecie-imigrantow-czekamy-na-otwartosc-wladz

Przed jego szkodliwością protestują i prawosławni:

Treść tego Listu Pasterskiego okazała się szokująca i pokazująca jak głęboko postąpiła zdrada i destrukcja wewnętrzna Kościoła, jak daleko potrafią się już posuwać jego wrogowie wewnętrzni, jak dalece to może być zabójcze dla życia naszego Narodu i bytu naszego Państwa, dla życia każdego z nas i naszego potomstwa, naszej ludzkiej przyszłości.

Kardynał Nycz wzywa do otwartości – w tym przypadku jest to faktycznie do zniesienie bariery, która dotychczas chroniła Polskę od zaplanowanej islamizacji.

Jeszcze Wielki Post nie minął, a już widać jak dalece destrukcyjnym jest ten list – choćby po tym, że np. zagrożony konsekwencjami karnymi za korupcję prezydent Gdańska już chce sobie zapewniać poparcie wpływowych kręgów antypolskich w czekających go zmaganiach z polską sprawiedliwością i chce przyjmować w gościnę 500 Syryjczyków (i to raczej gościć nie na swoim uzyskanym w wyniku korupcji majątku, nie na swój koszt, a podatników).

Również władze państwowe (MON i Prezydent) pokazują jak bardzo czują się zwolnione z pełnienia polskich obowiązków popierając przystąpienie USA do wojny w Syrii, a zapominając że tocząca się tam wojna jest głównym źródłem generującym uchodźców i będącym pretekstem ”usprawiedliwiającym” inwazję islamu na Europę (ku zagładzie państw Zachodu, w tym możliwe że i Polski na którą mogą być przez to zwiększone naciski, i wszystko to na koszt Europejczyków, w tym Polaków.

List ten był poprzedzony jego wystąpieniem o tym „miłosierdziu” dla uchodźców już w ubiegłym roku:

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/kard-nycz-papiez-przyjedzie-do-polski-i-zapyta-gdzie-uchodzcy-otworzmy-sie-2016-07

Padły tam niosące fałsz słowa: „Mamy być miłosierni nie w słowach, ale w konkrecie życia” (przemyca tu zwrot „mamy być”, a więc twierdzenie bardzo modernistyczne i kłamliwie satanistyczne, że miłosierdzie to obowiązek i „Za parę tygodni Papież Franciszek przyjedzie do Polski i upomni się o bezdomnych i uchodźców, czyli o wykonanie tego urojonego obowiązku.

Mało tego – takie rozumienie miłosierdzia jest zdradą Kościoła względem tzw. świata, a Polski względem ludzi stojących za ideologią korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu.

Oznacza, że Kościół w osobie Kardynała Nycza, a w domniemanym poparciu papieża Franciszka zwalnia władze państwowe i korporacje prywatne z kierowania się moralnością, z dbałości o bezpieczeństwo obywateli i klientów, oraz z takiej organizacji życia polityczno-gospodarczo-ekonomiczno-handlowego aby nie dochodziło do krzywdzenia ludzi, w szczególności do zbrodni na nich dokonywanych, w tym czynienia ich ofiarami wojen.

To patologia, bo tak naprawdę, to chodzi o to, aby nie dochodziło do sytuacji konieczności ratowania aktami miłosierdzia całych mas ludzkich, aby nie było zgody na „prawo do zysku” stawiane ponad sprawiedliwość, naturę, moralność i człowieczeństwo.

– Chodzi o to, aby udzielanie miłosierdzia przez zwykłych ludzi było czymś wyjątkowym i gestem w pełni dobrowolnym z powodu rzadkości takiej potrzeby, a jakieś fałszywe miłosierdzie (faktyczny zbrodniczy, wymuszony uzurpacją i gwałtem, niczym niezasłużony socjal) na koszt zwykłych ludzi przez władze państwowe aby nawet w ogóle nie wchodziło w rachubę.

List kardynała Nycza opublikowany został na początku Wielkiego Postu niewątpliwie po to, aby zdradziecko odwołać się do naszej dobroci. Zdradziecko, bo niestety wchodzi tu w rachubę nie dobroć a dobroć nadmierna, czyli faktyczne zło. – Dobroć nadmierna, bo motywowana raczej przeżywaną w okresie pokutą i poczuciem winy za grzechy własne jak miłością do bliźnich – tu miłością miłosierną.

Rzecz w tym, że to jest manipulacja wypaczająca naszą religijność, odwołująca się do źle rozumianego miłosierdzia.

– Manipulacja przez tą czasową, przedświąteczną, wielkopostną jej lokalizację zdradziecka, kierująca wiernych ku literalnemu pojmowaniu miłosierdzia, czyniąca miłosierdzie wartością samą w sobie i kłamliwie sugerująca, a wręcz ogłaszająca obowiązek miłosierdzia.

Faktycznie bowiem miłosierdzie jest łaską,

– jest aktem w pełni suwerennym, wolnym i świadomym tak przyczyn gróźb którym trzeba by zaradzić,

– łaską świadomą swoich realnych możliwości i ograniczeń – umiejętności, technicznych, psychologicznych, organizacyjnych i materialnych możliwości skutecznego i bezpiecznego działania,

– oraz łaską świadomą niewątpliwych dalszych zobowiązań i kosztów.

W pełnym tekście listu http://laboratorium.wiez.pl/2017/02/26/kard-nycz-jestesmy-gotowi-na-przyjecie-uchodzcow-czekamy-na-otwartosc-wladz/ mamy:

„Chodzi tu o wrażliwość miłosierdzia, o której mówi Jezus w Błogosławieństwach, a o której przypominał święty Jan Paweł II. Chodzi o znaczący symbol tej naszej wrażliwości na ludzi potrzebujących radykalnej pomocy”.

Nie tylko tu, ale cały czas kardynał Nycz mówi o miłosierdziu, a zaraz nazywa je pomocą.

To oczywiście perfidne oszustwo, bo pomoc to dar, ofiara, czy wsparcie, po otrzymaniu w wolnej dyspozycji osoby ją otrzymującej, a miłosierdzie jest łaską – a więc trzeba go jak każdą łaskę przyjąć i współpracować z tą łaską na warunkach łaskawcy.

Na coś takiego tu się nawet nie zanosi. Islamizatorzy na każdym kroku dają dowody tego, że oni idą tu po dary, a nie po łaski.

Więcej – oni mają wsparcie możnych w UE i od razu idą z roszczeniami i żądaniami „praw”, po czym zwykle budzą się naciski ich „sponsorów” wymuszające te „prawa”.

Miłosierdzie do którego się tu kardynał Nycz odwołuje jest tylko zdradziecką pułapką na tych z nas, co chcą czynić dobrze, ale naiwnie pojmują swoją dobroć.

To mieszanie miłosierdzia z pomocą jest tu niczym innym jak braniem naiwnych spośród nas na kłamliwy bajer religijny że to miłosierdzie.

Faktycznie byłoby to naciąganie nas na nie kończącą się „pomoc” nie tylko że dla wyłudzaczy, ale i dla naszych islamizatorów wśród których tylko w niewielkiej części by mieli być pomocy potrzebujący, dalej by było „łączenie rodzin” – i to, co już znamy z Zachodu.

List kardynała Nycza o tyle jest zdradzieckim, iż głosi go jako hierarcha Kościoła, a wychodzi na to, że „nie doczytał Ewangelii” – a w niej kluczowej dla tematu miłości bliźniego i miłosierdzia „Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie”:

(Łk 10,25-37).

Jej treścią jest nie tylko wzorcowy przykład Samarytanina.

Czyż przypowieść nakazuje każdemu udzielanie łaski miłosierdzia? – Nie!

Przypowieść mówi tylko że adresatem łask  płynących z braterstwa (tu miłosierdzia) są nawet cudzoziemcy (a w podtekście że udziela się ich nawet grzesznikom, wcale nie patrząc na ich stan duchowy), ale też jednoznacznie wskazuje na brak takiego obowiązku.

Mianowicie wymienia cechy charakterystyczne tych co minęli pobitego nie angażując się: kapłan i lewita, a więc to oznacza tamtejsze elity duchowe. – Im zarzucić że coś tu źle zrobili byłoby bardzo trudno.

W przypowieści chodziło tylko o wskazanie, kto jest bliźnim (bratem).

Parę ważnych zależności:

Miłosierdzie jest aktem miłosci braterskiej, podobnie jak solidarność wewnątrzwspólnotowa lub międzywspólnotowa, zaś miłosierdzie może wykraczać poza wspólnotę i w relacjach indywidualnych.

Miłosierdzie wyraźnie jest wtórne do życia wspólnotowego, ono ma oddolnie służyć celom wspólnoty. Udzielane cudzoziemcom ma być propagandą naszego życia wewnątrzwspólnotowego jako sprawiedliwego.

Sprawiedliwego, a więc i szanującego hierarchię sprawiedliwości: najpierw co należne sobie, „a bliźniemu swemu jak sobie samemu”.

– Tylko że nie tak od razu, bo nie żyjemy tylko dwaj: ja i ten bliźni. Mamy i inne powołania, odpowiedzialności i zobowiązania miłości w toku (w tym długi do spłacenia), które mają pierwszeństwo przed wchodzeniem w nowe zobowiązania  – tu miłości miłosiernej, czyli w skrócie miłosierdzia.

Już z tego choćby tematu długów wynika że niezależnie od innych uwarunkowań to oni potrzebują miłosierdzia, ale nie od nas, tylko od tych, co długów nie mają.

Miłość miłosierna bowiem to całkiem co innego jak indywidualna miłość osobowa.

W miłości osobowej kryterium jest dobro (czy piękno), które kochamy w drugim człowieku, a które nasza miłość na drodze służby, ofiary i poświęcenia chce wypromować dla dobra tej osoby. – Tu, aby cel był osiągnięty, możemy oddawać w akcie samopoświęcenia nawet własne życie.

Natomiast w miłości miłosiernej najpierw musimy respektować nasze miłości indywidualne oraz miłość samego siebie dobrze rozumianą – czyli chroniącą to, co jest nam niezbędne.

Razem oznacza to tyle, że swoich łask miłosiedzia udzielamy z nadmiaru tego, co posiadamy indywidualnie.

Miłość miłosierna jest bowiem związana z dobrem wspólnym wspólnoty w której żyjemy, a naszym do niego wkładem są dobra, które świadomie i dobrowolnie możemy na to przeznaczyć z naszych osobistych nadmiarów i oszczędności.

To zapewne wystarczająco tłumaczy dlaczego biblijni kapłan i lewita nie kwapili się ze swoim miłosierdziem wobec pobitego. – Jeżeli rozumieli czym jest miłosierdzie, to najprawdopodobniej oni już funkcjonowali w życiu społecznym na maksimum swoich możliwości, jeżeli zaś nie wiedzieli, to dopóki się nie dowiedzieli, nie grzeszyli.

Co innego z kimś kto powinien znać naukę Jezusa. – Takiego usprawiedliwić nie sposób.

Jezus dawał tu ambitny przykład gotowości do walki i stawiania czoła światu, gdy w Ogrodzie Oliwnym oprawcy już szli po Niego:

„J14, 30 Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata9. Nie ma on jednak nic swego we Mnie”.

Jasne, że mamy strzec się zwłaszcza aktywnego wroga wewnętrznego, wewnętrznego zła i zdrajcy.

A jak tak, to czy jako chrześcijanom wolno nam świętować to samo z takim kapłanem jak kardynał Nycz?

Miarka

Źródło: http://miarka.neon24pl.neon24.pl/post/137883,czy-wolno-swietowac-to-samo-razem-z-wrogiem

Tags :

Komentowanie zamknięte.