Najnowsze

Opublikowano Marzec 11, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Myśl polityczna Hugona Chaveza – próba identyfikacji źródel i wybranych aspektów

Źródło: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9643/mysl-polityczna-hugona-chaveza—pro

Data publikacji: 9.03.2013

Korzenie ideowe i doktryna czawizmu

cha1

 

Hugo Chávez – zwiastun ideologicznych przewartościowań XXI wieku

 

W 2007 r. trzech południowoamerykańskich autorów: Plinio Apuleyo Mendoza, Carlos Alberto Montaneri i Álvaro Vargas Llosa w swojej głośnej wówczas publikacji El regreso del idiotadokonali wśród latynoskiej lewicy rozróżnienia na „wegetarian” i „mięsożerców”. Ta pierwsza grupa, do której grona autorzy zaliczyli przywódców takich jak Michelle Bachelet (ur. 1951 r., prezydent 2006-2010) z Chile, Luiz Inacio Lula da Silva (ur. 1945 r., prezydent 2003-2011) z Brazylii, Leonel Fernández (ur.1953 r., prezydent 1996-2000 i 2004-2012) z Dominikany, czy TabaréVázquez (ur.1940 r., prezydent 2005-2010) z Urugwaju, reprezentuje typ polityczny bliski zachodnioeuropejskim partiom socjaldemokratycznym, w związku z czym autorzy Powrotu idioty oceniają jej rolę pozytywnie.

„Mięsożercy” to ich zdaniem lewica kolektywistyczna, antyliberalna i autorytarna. Mieszczą się tu Evo Morales (ur.1959 r., prezydent od 2006 r.) z Boliwii, Néstor Kirchner (1950-2010, prezydent 2003-2007) z Argentyny, Rafael Correa (ur. 1963 r., prezydent od 2007 r.) z Ekwadoru, a także zmarły przed kilku dniami Hugo Chávez (1954-2013, prezydent 1999-2013) z Wenezueli. W podobnym do latynoamerykańskich lewicowców tonie wypowiedział się 6 marca dla TVP prof. Roman Kuźniar, doradca Prezydenta RP ds. międzynarodowych. Kuźniar określił Cháveza „ikoną lewicowego, antyamerykańskiego populizmu”, zarazem zaś wyraził się o nim z pogardą jako o człowieku „owładniętym żądzą władzy”. Mamy tu zatem ujętą innymi słowami tą samą identyfikację wenezuelskiego przywódcy jako lewicy „mięsożernej”.

 

Antypatia liberalnych socjaldemokratów i demoliberałów w stosunku do Cháveza da się łatwo zrozumieć. Ten ostatni bowiem, podobnie jak jego regionalni naśladowcy, otwarcie zakwestionował neoliberalny „konsens waszyngtoński” (Washington Consensus) oraz jego polityczne i ekonomiczne instytucje. Chávez domagał się likwidacji między innymi Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Światowej Organizacji Handlu. W polityce walutowej planował powrót do standardu złota i domagał się zwrotu wenezuelskich rezerw tego kruszcu przetrzymywanych w bankach zachodnich. Chciał odejścia od amerykańskiego dolara jako środka tezauryzacji i rozliczeń międzynarodowych. W polityce handlowej wobec państw sojuszniczych uciekał się w tym celu niekiedy do wymiany barterowej. Działania te padły w Ameryce Łacińskiej na podatny grunt, rozszerzając zapoczątkowaną w Wenezueli rewolucję boliwariańską na państwa takiej jak Boliwia, Ekwador czy Nikaragua, a także pozwalając socjalistycznej Kubie wyjść z wieloletniej izolacji. Polscy badacze fenomenu czawizmu, Alicja Fijałkowska i Marcin Florian Gawrycki oceniają że „Dojście Cháveza do władzy to najważniejsze wydarzenie w zachodniej hemisferze od czasu rozpadu świata dwublokowego”.Wenezuelski przywódca był politykiem antysystemowym, który przygotował projekt rewolucyjnych przemian, będący jawnym wyzwaniem rzuconym Stanom Zjednoczonym i forsowanemu przez nie liberalnemu paradygmatowi cywilizacyjnemu. Chávez zakwestionował nie tylko podstawy politycznego i ekonomicznego ustroju Wenezueli ale także aksjomaty, na których oparto współczesne stosunki międzynarodowe – nie tylko na półkuli zachodniej. Chávez doszedł do władzy w sposób demokratyczny, wygrywając wybory prezydenckie w 1998 roku, wychodząc obronną ręką z zakończonego niepowodzeniem zamachu stanu przeciw niemu w 2002 roku, wreszcie zaś wygrywając po raz kolejny wybory w 2006 roku, referendum konstytucyjne w 2009 roku i wychodząc pomimo choroby zwycięsko z ostatnich w jego życiu wyborów w 2012 roku. Będąc demokratą i przestrzegając reguł demokratycznej gry wyborczej (wybory w Wenezueli nadzorowało między innymi Centrum Cartera, które nie zakwestionowało wyników żadnej z elekcji), Chávez zarazem zapowiadał i realizował program rewolucyjny, przekształcając gospodarkę kapitalistyczną w socjalistyczną, animując współpracę wszystkich państw i sił politycznych opierających się jankeskiemu globalizmowi, wreszcie zaś uznając i otwarcie głosząc, że to lansujące się na światowego żandarma Stany Zjednoczone są największym wrogiem i zagrożeniem dla prawdziwej wolności i demokracji. Wenezuelski przywódca nie mógł budzić entuzjazmu ani wśród stanowiącej w istocie lewe skrzydło neoliberalizmu lewicy socjaldemokratycznej, ani wśród intelektualnie obezwładnionych przez swe doktrynerstwo i niezdolnych już w związku z tym do trzeźwej oceny rzeczywistości epigonów marksizmu (jednym z największych oponentów czawizmu „z lewej strony” jest otoczony nimbem legendy Douglas Bravo, historyczny przywódca marksistowskich Fuerzas Armadas de Liberacion Nacional, w latach 60-tych prowadzących walkę partyzancką przeciwko rządowi Wenezueli). Doktrynę i praktykę swoich rządów nazwał „socjalizmem XXI wieku”, my zaś możemy je uznać za jeden z wariantów świata policentrycznego i zróżnicowanego, który zastąpić w końcu będzie musiał sataniczny, antyludzki amerykański globalizm. Chávez w polityce zagranicznej Wenezueli do zbudowania takiej nowej, sprawiedliwej rzeczywistości międzynarodowej dążył. Dlatego nie podzielając wszystkich jego lewicowych zapatrywań, uznać musimy, że był jednym z nas. Czawistowska Wenezuela była jednym z najsilniejszych ogniw Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego, wypowiadając amerykanizmowi wojnę totalną i budując dla niego alternatywę.

 

Czawizm jest doktryną rewolucyjną, socjalistyczną, demokratyczną, patriotyczną i aktywistyczną. Na poziomie negacji jest antyoligarchiczny, antyimperialistycznym antykolonialny, antyneokolonialny i do pewnego stopnia antykapitalistyczny. W polityce zagranicznej stoi na gruncie panamerykanizmu i współpracy sił antyglobalistycznych. Stawia sobie za cel przebudowę społeczeństwa, gospodarki, państwa i systemu stosunków międzynarodowych. W miarę upływu czasu ulegał coraz silniejszemu nasyceniu treściami religijnymi, obok nikaraguańskiego sandinizmu i ideologii Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej stanowiąc przykład zbliżenia doktryn integralnej lewicy XXI wieku z religią. Chávez stworzył koncepcję państwa będącego wspólnym projektem cywilno-wojskowym, polegającym na otwartym udziale wojska w rządzie cywilnym i włączeniu armii w życie społeczno-polityczne kraju. Ważną rolę odgrywa w jego myśli motyw twórczej roli wybitnej jednostki oraz motyw szerokiej (by nie powiedzieć: totalnej) mobilizacji społecznej. Znajduje to wyraz między innymi w czawistowskiej doktrynie ustrojowej i militarnej. Znane jest między innymi zainteresowanie wenezuelskiego przywódcy filozofią Fryderyka Nietzschego (1844-1900), z którego książką pozował nawet do zdjęć. Wenezuelski przywódca nie mieścił się w ideologicznych i doktrynalnych schematach XX wieku. Jego myśl przekroczyła granice tradycyjnie rozumianego socjalizmu, wymykając się analizie zarówno przez politologów, jak i przez doktrynerów – zarówno z prawicy, jak i z lewicy. Wielu reagowało na Cháveza kpinami lub kompromitującym przede wszystkim ich samych rzucaniem inwektyw – nawet tuż po ogłoszeniu jego śmierci. Te żenujące sceny nie powinny być jednak dla nas zaskoczeniem; przesłanie Cháveza przekracza po prostu horyzonty myślowe posyłających go do Piekła wspólnie ze Stalinem i Guevarą „kontrrewolucjonistów”od noszenia butów bez nosków, komunistów którym marksistowska scholastyka zamieniła mózgi w gąbczastą papkę (podobnie jak scholastyka tomistyczna uczyniła z mózgami ich „prawicowych” i „kontrrewolucyjnych” odpowiedników), profesorów stosunków międzynarodowych pisujących bełkotliwe komentarze do „Tygodnika Powszechnego” lub udzielających równie bełkotliwych wywiadów TVN 24 etc. Wszyscy ci – pożal się Boże! – „komentatorzy” to po prostu sieroty po „krótkim XX stuleciu”z jego zużytymi kategoriami politycznymi, ideologicznymi, geopolitycznymi, ekonomicznymi etc. Ich czas już minął, ich epoka się skończyła, na temat nowej zaś nie mają nic do powiedzenia. Odeślijmy tych zachodniackich, prawoczłowieczych i neoliberalnych rupieciarzy na polityczne wysypisko, gdzie jest ich miejsce, sami zaś pochylmy się nad niezwykle interesującym fenomenem czawizmu, nie bez kozery nazywanego niekiedy „socjalizmem XXI wieku”.

 

 

Caudillismo po wenezuelsku – wątki statokratyczne i filozofia czynu w czawizmie

 

Czawizm osadzony jest silnie w rodzimej tradycji wenezuelskiej. Odwołuje się do chlubnej i bohaterskiej przeszłości z czasów antyhiszpańskiej rewolucji i wojen o niepodległość. Najwybitniejszą postacią tych wydarzeń był oczywiście dowódca z czasów walk o niepodległość i późniejszy prezydent Wielkiej Kolumbii, Szymon Bolívar (1783-1830). Libertador nie wypracował nigdy własnego, spójnego systemu doktrynalnego. Jak zauważa jego biograf Robert Harvey, był raczej człowiekiem czynu niż myśli. Jego poglądom brakowało solidnej podstawy filozoficznej, prawnej i politycznej. Istotny z punktu widzenia dalszej historii Ameryki Południowej, jak i z punktu widzenia doktryny ustrojowej współczesnej Wenezueli, jest elitaryzm Bolívara. Był on przeciwnikiem rządów ludowych, uważając że prowadzą do demagogii. Początkowo był też przeciwny nieograniczonej władzy jednostki, choć w późniejszej praktyce rządzenia sam się do niej uciekał. Rządzić państwem powinna jego zdaniem elita ludzi moralnie uczciwych, zaś rząd powinien być silny i mieć rozległe uprawnienia. „Aby naród był wolny, powinien mieć silny rząd, dysponujący wystarczającymi środkami do wyzwolenia go od anarchii” powiadał Libertador. To między innymi właśnie w piętnie odciśniętym przez niego na południowoamerykańskiej kulturze politycznej upatruje się jednego ze źródeł tamtejszej tradycji populistycznego caudillismo. Ojczyzna dla Bolívara była przede wszystkim zadaniem. Widział potrzebę zorganizowania krajów hispanoamerykańskich w państwo, poddania ich jednolitemu systemowi władzy. Ojczyzna to dla Libertadora „kraj zorganizowany”. Zagrożeniem dla niej były w jego pojęciu partykularyzm i chaos stwarzany przez powstające we wszystkich większych ośrodkach miejskich porewolucyjnej Hispanoameryki junty. Jego myśl dałoby się zatem określić jako aktywistyczną i kreacyjną, jako swoistą „filozofię czynu”.W 1825 roku pisał: „Życie bierne, bezczynne, to obraz śmierci, to porzucenie życia, to antycypowanie nicości, zanim ona nadejdzie”.

 

Dla Cháveza odgrywający centralną rolę w jego myśli kult Bolívara jest przede wszystkim wezwaniem do działania. Bolívar nie jest symbolem i pomnikiem, ale inspiracją dla zdecydowanego rozwiązywania kryzysów. Christopher Convay stwierdza że „(…) Chávez angażuje Bolívara na dwóch frontach: z jednej strony krytykuje statyczny i samozadowalający dyskurs oficjalnej tożsamości, z drugiej stara się mobilizować wersję Bolívara najbardziej dynamiczną i politycznie mającą najwięcej energii do transformacji. Chávez wskazuje na paralele między nim a bohaterem wojny o niepodległość, sugerując, że jego prawo do sprawowania władzy pochodzi bezpośrednio od Bolívara”.W interpretacji wenezuelskiego przywódcyLibertador staje się więc wzorem zdecydowanego i wizjonerskiego przywództwa politycznego, wzorem aktywistycznym i konstruktywistycznym. Współczesny boliwarianizm według Cháveza oznacza polityczną i ekonomiczną suwerenność państwa, samowystarczalność gospodarczą i wychowanie w duchu patriotyzmu. Osiągnięciu suwerenności ekonomicznej służy nacjonalizacja złóż nośników energii i kopalin oraz przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym. Ma to dać środki niezbędne do rozwoju infrastruktury i zwiększyć zatrudnienie na rynku wewnętrznym, sprzyjać rozwojowi naukowo-technicznemu a także inwestycjom w oświatę i ochronę zdrowia. Zabezpieczeniu suwerenności ekonomicznej ma też służyć reforma rolna i program industrializacji. Konieczne jest wreszcie wprowadzenie kontroli inwestycji o charakterze spekulacyjnym, by zapobiegać atakom walutowym. Niezbędnym uzupełnieniem systemu bezpieczeństwa ekonomicznego jest system bezpieczeństwa polityczno-wojskowego, mający chronić kraj przed destabilizacją, groźbą zamachu stanu oraz zagraniczną interwencją w jego wewnętrzne sprawy.

 

 

Nacjonalizm czawistowski – tożsamościowy, bezgraniczny i czerwony

 

Chávez do postaci Bolívara stosował też analizę marksistowską: podkreślał że Bolívar prowadził walkę zarówno przeciwko imperium hiszpańskiemu, jak i przeciwko rodzimej oligarchii. Na wzór swojego wielkiego poprzednika, siebie samego Chávez widział jako prowadzącego walkę równocześnie z jankeskim imperializmem, jak i z wenezuelskimi elitami kompradorskimi. Zmieszanie elementu klasowego i narodowego widać także w osobie będącego jeszcze jedną inspiracją dla Cháveza gen. Ezequiela Zamory (1817-1860), dowódcy wojskowego z pierwszego roku wenezuelskiej wojny domowej lat 1859-1863. Zamora stal na czele zajmujących się wypasem bydła mieszkańców interioru, nazywanych llaneros. Jego program był egalitarny i antyoligarchiczny, domagał się w nim wolności, równości, wyborów powszechnych i reformy rolnej. Chciał także przeniesienia rewolucji do sąsiedniej Kolumbii. Chávez w swoich wypowiedziach wiąże panamerykański program Bolívara z rewolucyjnym internacjonalizmem Zamory. Nacjonalizm Cháveza nabiera zatem za pośrednictwem socjalizmu charakteru misjonistycznego. Nie jest to nacjonalizm dążący do umocnienia pozycji własnej wspólnoty politycznej kosztem sąsiadów, lecz nacjonalizm przypisujący własnej wspólnocie wyjątkową do odegrania rolę w polityce międzynarodowej. Bezpieczeństwo Wenezueli i spełnienie jej międzynarodowych aspiracji związane zostają z uniwersalnymi kategoriami sprawiedliwości, wyzwolenia od imperializmu, neoliberalizmu i globalizmu. Wenezuelski nacjonalizm nabiera w ten sposób treści głęboko humanistycznych.

 

Nacjonalizm czawistowski, podobnie jak te wszystkie ruchy narodowe które mieszczą się w paradygmacie Czwartej Teorii Politycznej sformułowanej przez prof. Aleksandra Dugina (ur. 1962 r.) i mającej być XXI-wieczną alternatywą dla liberalizmu, ma charakter z jednej strony państwocentryczny, z drugiej zaś tożsamościowy. Stało się to możliwe przede wszystkim dzięki socjalistycznym (acz ulegającym istotnym przewartościowaniom) korzeniom myśli politycznej Cháveza. Treści tożsamościowe znajdują wyraz w polityce republiki boliwariańskiej wobec rdzennych mieszkańców Ameryki. W konstytucji Wenezueli z 1999 r. przyznano, że także już w dobie niepodległości tego państwa, ludność autochtoniczna była ofiarą „prześladowań, eksterminacji, wyzysku i grabieży należących do niej zasobów”. Wobec Indian stosowano „przymusową asymilację” i „eksterminację kulturową”, także już pod rządami demokratycznymi. Z inicjatywy Cháveza zaprzestano w Wenezueli świętować rocznicę odkrycia Nowego Świata przez Kolumba. W 2001 r. wenezuelski przywódca nakazał przenieść do narodowego panteonu szczątki monarchy indiańskiego o imieniu Guaicaipuro, który był jednym z najdłużej opierających się europejskim kolonizatorom w tej części Ameryki. Zorganizowany w tym samym roku z inicjatywy Cháveza spis powszechny potwierdził istnienie w Wenezueli 533 tysięcy Indian, zorganizowanych w 34. plemionach i stanowiących łącznie 2,3% ludności kraju. W ramach realizowanej przez rząd Misión Identidad wszyscy oni otrzymali dowody osobiste. Od 2003 roku prowadzona jest ponadto Misión Guaicaicuru. Powołana została osobistym dekretem prezydenta nr 3040. Początkowo realizowano ją w ramach Ministerstwa Środowiska i Zasobów Naturalnych, jednak od 2007 r. rolę koordynatora przejęło utworzone specjalnie w tym celu Ministerstwo Ludów Autochtonicznych. W ramach misji dokonano między innymi po raz pierwszy w historii Wenezueli demarkacji terytoriów plemiennych poszczególnych ludów i nadania im kolektywnych tytułów własności do zamieszkanej przez nie i tradycyjnie im przysługującej ziemi. Pierwsze decyzje w tym zakresie zapadły już w 2005 r., kiedy to potwierdzono tytuły własności ludów Kariña i Warao do 127 tys. hektarów ziemi. Nie mniej ważne są programy mające na celu promocję języków i tradycyjnych kultur indiańskich, jak również oświaty i opieki zdrowotnej, z poszanowaniem jednak tradycyjnych praw, zwyczajów i medycyny naturalnej poszczególnych wspólnot.

 

Jedną z najważniejszych – obok Bolívara i Zamory – inspiracji osobowych Cháveza był południowoamerykański filozof Simón Rodríguez (1769-1854). Zmuszony do emigracji z Ameryki, pod imieniem Samuela Robinsona trafił między innymi na włączone wówczas do Rosji ziemie polskie, opanowując też wtedy przynajmniej podstawowe zwroty w naszym języku. Wzorując się na ideach Jeana-Jacquessa Rousseau (1712-1778), stworzył własną koncepcję systemu oświatowego, w jego przekonaniu lepiej dostosowanego do potrzeb krajów hiszpańskojęzycznej Ameryki, niż dotychczas istniejące systemy zaprowadzone przez madrycką metropolię. Imieniem Robinsona została nazwana uruchomiona w 2003 r. przez rząd wenezuelski edukacyjna Misión Robinson. Dzięki jej wdrożeniu, w ciągu dwóch lat, z pomocą kubańskiego programu Yo, Sí Puedo i przysłanych z Kuby nauczycieli, podręczników oraz materiałów audiowizualnych, udało się poddać alfabetyzacji 1,3 mln Wenezuelczyków, całkowicie eliminując zjawisko analfabetyzmu w tym kraju. W 2006 r. program Yo, Sí Puedo otrzymał w związku ze swoimi sukcesami nagrodę UNESCO. Dalsze etapy Misji Robinson realizowane w kolejnych latach stawiały sobie za cel upowszechnienie nauczania na poziomie szkoły podstawowej oraz walkę z analfabetyzmem funkcjonalnym; nacisk kładziono w tym przypadku na czytanie ze zrozumieniem, formułowanie opinii i redagowanie tekstów krytycznych i refleksyjnych. Z naszego punktu widzenia najistotniejsze jest jednak, że Rodríguez był też autorem opublikowanej w 1828 r. pracy Sociedades Americanas. Podkreślał tam wyjątkowość i niepowtarzalność amerykańskiej drogi rozwoju i specyfikę cywilizacji latynoskiej. Ameryka musi jego zdaniem szukać własnych sposobów rozwiązywania swoich problemów. Idea ta wywarła niezwykle istotny wpływ na myślenie Cháveza. Odwoływał się on często do wypowiedzi Rodrígueza twierdzącego że „Ameryka Hiszpańska jest oryginalna, oryginalne są jej instytucje i rząd, oryginalne są środki opierające się na jednym i na drugim. Albo je wynajdujemy, albo błądzimy”.

 

Konfrontację z amerykanizmem Chávez prowadził także na polu kultury. Krytycznie wypowiadał się o kulturze elit, uważając ją za oderwaną od rodzimych tradycji i narzuconą z zewnątrz. Przeciwstawiał jej kulturę proletariacką, akcentującą motywy wspólnotowe, narodowe, plebejskie i rewolucyjne. Ulubionym gatunkiem muzyki Cháveza jest plebejska llanera, komponowana przez żyjących do niedawna na koczowniczy sposób pasterzy bydła z południowej części kraju. W będącym kulturalnym bastionem czawistów Teatrze im. Teresy Carreño wystawiane są głównie przedstawienia ludowe z wykorzystaniem tego właśnie gatunku muzyki. Podobnie karakaskie Muzeum Sztuki Współczesnej zapełnione jest sztuką amatorską, o silnie wyeksponowanych treściach politycznych i agitacyjnych. Tradycyjnym elementem sztuki popularnej w krajach latynoskich są murale. Szeroko znane są te z czasów rewolucji meksykańskiej, czy zdobiące ściany domów na Kubie. Murale wenezuelskie przedstawiają sceny historyczne, hasła rewolucyjne, postaci Bolívara, Guevary, jak i samego Cháveza, wreszcie „misje boliwariańskie”. Tego typu twórczość obca jest większości krajów europejskich, dlatego może sprawiać wrażenie natrętnej, wszechobecnej polityzacji i zideologizowania, ale czy nie jest ona mimo wszystko korzystną alternatywą dla wszechobecnych na Zachodzie reklam, niekiedy przesłaniających nawet zabytki historyczne kluczowe dla kulturowego dziedzictwa danego narodu? Innym frontem konfrontacji kultury proletariackiej z jankeskim globalizmem jest film. Otwarta w 2006 r. w sąsiedztwie Caracas wytwórnia filmowa Villa del Cine była sztandarowym projektem polityki kulturalnej Cháveza. Ma ona być wyzwaniem rzuconym jankeskiemu imperializmowi popkulturowemu i przedstawianiu świata na modłę hollywódzką. W 2007 r. w Villa del Cine wyprodukowano nakręconą z olbrzymimi rozmachem superprodukcję historyczną Miranda regresa w reżyserii Louisa Alberta Lamaty. Poświęcona jest ona powrotowi z wygnania w Europie Francisco de Mirandy (1750-1816), jednego z późniejszych przywódców rewolucji antyhiszpańskiej. Inną wartą uwagi produkcją wenezuelską jest Zamora, tierra y ombres libres z 2009 roku, w reżyserii Romana Chalbauda. Film opowiada o wspomnianym wyżej gen. Ezequielu Zamorze. Z tego samego roku pochodzi współczesny film sensacyjny Libertador Morales, El Justiciero w reżyserii Efterpi Charalambidisa. Film ma co prawda charakter rozrywkowy i popularny, ale zarazem dostrzec w nim można przesłanie bliskie ideałom rewolucji boliwariańskiej. Krótko wypada wreszcie nadmienić o planowanej na bieżący rok kolejnej historycznej produkcji Toussaint, tym razem poświęconej osobie „Czarnego Napoleona”z Haiti. Reżyserem filmu ma być, co interesujące, amerykański aktor murzyński Danny Glover (znany w Polsce głównie z serii Zabójcza broń) – prywatnie podobno admirator zarówno haitańskiego rewolucjonisty z początku XIX wieku, jak i zmarłego przywódcy Wenezueli.

 

Na koniec warto wspomnieć słowem o stosunku czawizmu do religii. Chávez będąc osobiście człowiekiem religijnym, stał do końca życia na stanowisku świeckości republiki boliwariańskiej. Jego religijność znaczona była mocno wpływami teologii wyzwolenia i inspiracją ustrojem jezuickich redukcji w XVII-wiecznym Paragwaju, chrześcijaństwo zaś uważał za doktrynę emancypacyjną. W myśleniu wenezuelskiego przywódcy o Jezusie jako o niosącym przesłanie sprawiedliwości i inspirującym do walki z liberalną oligarchią da się dostrzec pewne podobieństwo do koncepcji „rewolucji proroków”azersko-rosyjskiego filozofa Gejdara Dżemala (ur. 1947 r.), wyłożonej w wydanej w 2007 r. pracy pod tym właśnie tytułem, Революция пророков. Tak, czy inaczej, wraz z postępami choroby nowotworowej Cháveza rozwijającej się od 2011 roku, a także wraz z umacnianiem się rewolucji boliwariańskiej, słabł na sile konflikt pomiędzy prezydentem a episkopatem Wenezueli. Ten pierwszy nigdy nie będąc ateistą, przezwyciężył właściwą ideologiom lewicowym nieufność do Kościoła, ci drudzy zaś zaprzestali jawnego popierania liberalnej i pro-waszyngtońskiej oligarchii. W ten sposób czawizm stał się drugim po nikaraguańskim sandinizmie nurtem wyrastającym z XX-wiecznej lewicy, coraz ściślej z upływem czasu spajającym się z mesjańskim, mistycznym i żarliwym ludowym chrześcijaństwem. Publiczne całowanie krzyża, nabożeństwa zamawiane w świątyniach, deklarowanie bojaźni i pokory wobec Boga, modłów pokutnych i przebłagalnych, było praktyką niespotykaną w państwach wywodzących swoją tożsamość z kultury europejskiej co najmniej od kilkudziesięciu lat – nawet wśród relatywnie skłonnych do wszelkiego rodzaju egzaltacji Latynosów.

 

 

Wenezuela w świecie policentrycznym – geopolityczne koncepcje czawizmu

 

Da się wreszcie dostrzec inspirację Cháveza myślą geopolityczną Bolívara. Najbardziej znanym jej manifestem jest datowany na 6 września 1815 r. tzw. List z Jamajki. Bolívar wyraził tam pragnienie politycznego zjednoczenia kontynentu południowoamerykańskiego. Powinien on jego zdaniem „mieć jeden rząd, który zjednoczyłby mające powstać rozmaite państwa”.Służyć by to miało między innymi ochronie nowo powstałych państw przed zewnętrzną agresją i próbami rekolonizacji. Chávez w swojej wersji ideologii boliwariańskiej głośno artykułował potrzebę politycznej i ekonomicznej integracji Ameryki Łacińskiej. Zdawał sobie sprawę, że Wenezuela była za słaba by samodzielnie odgrywać decydującą rolę w polityce światowej, dlatego też przywiązywał duże znaczenie do przeniesienia rewolucji boliwariańskiej na poziom międzynarodowy. Bezpieczeństwo zapewnić mógł Wenezueli tylko udział w politycznej Unii Południa (Unión del Sur). Praktyczną realizację tego projektu było podpisanie w 2004 r. przez Hugona Cháveza i Fidela Castro Wspólnej Deklaracji w sprawie Alternatywy Boliwariańskiej dla Ameryk (Alternativa Bolivariana para las Américas, ALBA). Powołane tym dokumentem ugrupowanie ma być przeciwwagą dla forsowanej od 1994 r. przez Waszyngton neoliberalnej Strefy Wolnego Handlu Ameryk (Acuerdo de Libre Comercio de Américas, ALCA), która wzorowana była na NAFTA ale swym zasięgiem miała w odróżnieniu od niej objąć wszystkie państwa zachodniej półkuli poza Kubą. W przeciwieństwie do projektu waszyngtońskiego, ALBA nie jest jednak wyłącznie strefą wolnego handlu, ani też nie jest urządzona na zasadach rynkowych. Znana od 2009 r. jako Alianza Bolivariana para los Pueblos de Nuestra América, zajmuje się między innymi energetyką, komunikacją i transportem, bezpieczeństwem, polityką migracyjną i problemami ludności indiańskiej, związkami zawodowymi i prawem pracy, polityką finansową i kwestią zadłużenia zagranicznego, polityką przemysłową, rolną, zaopatrzeniem w surowce, polityką oświatową, naukową, rozwoju technologicznego, polityką zdrowotną etc. Zasady wymiany gospodarczej nie są wyprowadzane z ekonomii rynkowej ale z ekonomii wartości, tak, by każde państwo oferowało pozostałym na najlepszych możliwych warunkach to, co może dostarczyć, w zamian zaś otrzymywało to, czego potrzebuje. Projekt ALBA cieszy się w Ameryce dużym powodzeniem: obok założycielskich Kuby i Wenezueli do organizacji należy Boliwia (od 2006 r.), Nikaragua (od 2007 r.), Dominika (od 2008 r.), Antigua i Barbuda (od 2009 r.), Saint Vincent i Grenadyny (od 2009 r.), Ekwador (od 2009 r.). W latach 2008-2009 państwem członkowskim był też Honduras, ale wystąpił po zorganizowanym przez Waszyngton zamachu stanu, w którym w Tegucigalpie obalony został rząd Manuela Zelayi, zastąpiony następnie przez posłusznego Waszyngtonowi Roberto Micheletta. W warunkach kryzysu neoliberalizmu, szczególnie skompromitowanego kryzysem finansowym 2008 roku i dręczącym od wielu lat państwa południowoamerykańskie kryzysem zadłużenia zagranicznego, w kontekście wzrastającej niechęci do aroganckiego imperializmu USA, niechęci do sponsorowanych i kierowanych z Waszyngtonu międzynarodowych instytucji finansowych odpowiedzialnych za kryzys gospodarek amerykańskich i pogłębiające się nierówności majątkowe, popularność ALBA wydaje się zrozumiała.

 

Refleksji geopolitycznej Bolívara nie wyczerpywało bynajmniej hasło panamerykanizmu. W cytowanym już Liście z Jamajki snuł on marzenia o tym, by „Przesmyk Panamski stał się dla nas tym, czym Cieśnina Koryncka dla Greków! Obyśmy pewnego dnia mieli szczęście zwołania tam wielkiego kongresu przedstawicieli republik, królestw, imperiów, aby wespół z narodami pozostałych części świata rozpatrzyli i omówili doniosłe problemy wojny i pokoju”.Widzimy tu zatem coś na kształt projektu alterglobalistycznego, projektu świata policentrycznego, w którym państwa posiadające różnorodne formy ustrojowe, wywodzące się z odmiennych regionów świata i reprezentujące różne tradycje polityczne oraz zamieszkałe przez różne narody, konsultują się w kwestiach fundamentalnych dla utrzymania porządku międzynarodowego. Koresponduje to silnie z polityką zagraniczną czawistowskiej Wenezueli, poszukującej porozumienia z tak różnymi podmiotami jak Rosja, Iran, Kuba, Chiny, Hezbollah, Białoruś, Syria etc. Tak jak Bolívar pragnął geopolitycznej integracji bliskich sobie kulturowo i zajmujących ten sam region państw hispanoamerykańskich, tak politykę tą realizował Hugo Chávez w ramach ALBA. Tak jak Bolívar chciał równoprawnej współpracy i przyjaznych stosunków z państwami reprezentującymi inne kontynenty, inne cywilizacje i inne tradycje, tak Chávez starał się nawiązywać tego rodzaju współpracę ze wszystkimi państwami antyimperialistycznymi i udzielać pomocy tym, które jak Libia w 2011 roku lub Syria w 2012 roku zostały bezpośrednio zagrożone przez jankeski imperializm. Chávez wypełniał w ten sposób (zapewne nieświadomie) postulaty doktryny świata policentrycznego i pluralistycznego, wyłożoną przez Aleksandra Dugina w jego wydanej w 2012 r. pracy Теория многополярного мира.

 

 

Wojsko i naród na straży rewolucji – czawistowska koncepcja polityki bezpieczeństwa

 

W czawistowskiej doktrynie bezpieczeństwa dostrzec można zarówno wpływ klasycznej myśli socjalistycznej i komunistycznej, jak i doświadczeń powszechnej wojny ludowej z lat 1802-1804, prowadzonej na Haiti przeciwko francuskiej próbie stłumienia tamtejszej murzyńskiej rewolucji. Dla wojny tej symptomatyczne było spalenie miasta Cap przez wycofujące się w obliczu napoleońskiej interwencji oddziały murzyńskie w lutym 1802 r. Decyzja o spaleniu miasta podjęta przez jego ówczesnego murzyńskiego komendanta Henri Christophe’a (1767-1820, prezydent Haiti 1807-1811, król Haiti jako Henryk I w latach 1811-1820) stała się historycznym symbolem i fundamentem tożsamości strategicznej Haiti. Do ogłoszonej w 1805 r. konstytucji państwa wpisano słowa będące echem tamtych wydarzeń: „Na odgłos pierwszego wystrzału armatniego miasta znikają, a naród powstaje”. Strategia wojny rewolucyjnej przeciwko francuskim interwentom była zatem strategią powszechnej wojny ludowej, prowadzonej przez zdeterminowane grupy partyzanckie i rebelianckie, ustępujące przeciwnikowi uzbrojeniem i wyszkoleniem, ale przewyższające go zdecydowaniem i okrucieństwem. O zainteresowaniu czawistowskiej Wenezueli historią rewolucji haitańskiej lat 1791-1804 świadczy plan nakręcenia w będącej osobistym projektem Cháveza wytwórni filmowej Villa del Cine poświęconego jednemu z przywódców tej rewolucji, François-Dominique Toussaint Louverture’owi (1743-1803) filmu Toussaint, mającego być debiutem reżyserskim amerykańskiego aktora Danny’ego Glovera.

 

Wenezuelska doktryna bezpieczeństwa narodowego nosi nazwę „boliwariańskiej doktryny wojny defensywnej całego narodu”. Jest to zbliżona do kubańskiej doktryna wojny asymetrycznej. Zakłada opór całego społeczeństwa w przypadku agresji USA lub wspieranej przez Waszyngton Kolumbii. Obok czterech istniejących rodzajów sił zbrojnych: wojsk lądowych, marynarki wojennej, lotnictwa i gwardii narodowej zakładano utworzenie piątej w postaci narodowej milicji boliwariańskiej (w podobnym kierunku ewoluuje doktryna wojenna Boliwii pod rządami Evo Moralesa). Formacjami pomocniczymi są paramilitarne Frente Bolivariano de Liberación i Ejercito del Pueblo en Armas, które służyć mają zarówno do konfrontacji z opozycją, jak i przejść do działań nieregularnych na wzór iracki na wypadek okupowania całości lub jego części terytorium kraju. Doświadczenie zamachu stanu z kwietnia 2002 r. jak i cechy charakterystyczne dla ideologii socjalistycznych i komunistycznych, zadecydowały o obecności w wenezuelskiej doktrynie militarnej elementów polityzacji i ideologizacji sił zbrojnych. Armia wenezuelska zgodnie z zapisami konstytucji jest armią antyimperialistyczną i uczestniczy w pogłębianiu rewolucji boliwariańskiej, między innymi broniąc jej przed krajową oligarchią i agresorami z zewnątrz. Według Cháveza, podobnie jak siły zbrojne USA są narzędziem zaprowadzania imperializmu, tak siły zbrojne Wenezueli muszą być narzędziem zaprowadzania socjalizmu. W kwietniu 2007 r. stwierdził on, że oficerowie wenezuelscy powinni „każdego dnia deklarować z większą siłą i radykalizmem swój antyimperializm, rewolucyjność, boliwarianizm i socjalizm”. Jako nowe hasło przewodnie rewolucji ogłosił wówczas słowa „ojczyzna, socjalizm lub śmierć!”.Reorganizacji sił zbrojnych, wspieraniu ich rozwoju technologicznego i usprawnieniu ich funkcjonowania służyć ma program określany jako Misión Miranda. Program misji przewiduje między innymi utworzenie liczącej sobie 1,5 mln członków milicji obywatelskiej. Jej cele mają ponadto charakter ideologiczny: ma ona sprzyjać wytworzeniu nowej socjalistycznej świadomości wśród wojskowych i rezerwistów, którzy z kolei ideały rewolucji boliwariańskiej krzewić mają wśród cywilów. Nazwa programu pochodzi od nazwiska jednego z bohaterów rewolucji amerykańskiej przeciwko Hiszpanii, gen. Francisco de Miranda. Zabezpieczeniu zdobyczy rewolucji służyć ma też mobilizacja polityczna mas w formule finansowanych z budżetu państwa i liczących sobie 2 mln członków kół boliwariańskich (circulos bolivarianos). Wzorowane są one na kubańskich Komitetach Obrony Rewolucji (Comités de Defensa de la Revolución), podobne zaś twory powstają także w Nikaragui (Comités de Defensa Sandinista oraz Consejos de Poder Ciudadano) i w Boliwii (ponchos rojos). W doktrynie łączącej element wojskowy z modernizacją państwa widać podobieństwo do brazylijskiego ruchu tenentismo z lat 20-tych, modernizacyjną ideologią junty wojskowej która przejęła władzę w Peru w 1968 roku, a nawet z rolą odgrywaną przez siły zbrojne w kemalistowskiej Turcji.

 

Socjalizm XXI wieku

 

Socjalizm Cháveza wychodzi poza granice XX-wiecznych ideologii politycznych. W niewielkim stopniu warunkowany był ortodoksyjną myślą marksistowską. Chávez nie był teoretykiem, lecz praktykiem władzy i charyzmatykiem o dość porywczej osobowości. Z tego powodu, trudno mu było zmieścić się w ramach jakiejkolwiek doktrynersko pojętej ideologii. Rządy Cháveza nie były rządami doktrynerskimi, nie były też jednak rządami bezideowymi. Wenezuelskiego przywódcę interesowały bardziej idee, mniej zaś ideologie i wszelkie ograniczające swobodę jego działań zwarte i skończone systemy.

 

Autorem jednego z takich systemów był pierwotnie wykładający w Meksyku, później zaś pracujący jako polityczny doradca Cháveza, niemiecki filozof polityki prof. Heinz Dieterich Steffan (ur. 1943 r.). W 1996 r. ukuł on pojęcie „socjalizmu XXI wieku”, następnie wyłożone w pracach Hugo Chávez y el socialismo del siglo XXI (2005) oraz Der Sozialismus des 21. Jahrhunderts. Politik und Denken: Band 3 (2006). Według Dietricha, zarówno liberalizm jak i komunizm zawiodły jako teorie polityczne mające objaśniać rzeczywistość i dostarczyć narzędzi do rozwiązania najważniejszych kwestii, wobec których stoi ludzkość, takich jak ubóstwo, głód, rasizm, seksizm, zniszczenie środowiska naturalnego, wyzysk ekonomiczny etc. Obydwie te XX-wieczne teorie straciły swoją żywotność, kontekst zaś, w którym mogły być przydatne, uległ gruntownemu przekształceniu. Nie przeszły ona próby czasu i zostały negatywnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Nowa teoria polityczna, powinna według Dietricha stawiać sobie za cel zbudowanie społeczeństwa socjalistycznego i bezklasowego, osią ustroju politycznego którego byłaby demokracja partycypacyjna, mająca zastąpić oligarchizującą się łatwo demokrację przedstawicielską. Ustrój gospodarczy takiego społeczeństwa powinien być oparty na teorii wartości, nie zaś na teorii rynkowej. Gospodarka musi być nierynkowa i determinowana demokratycznie przez to, co bezpośrednio tworzy wartość. Demokracja powinna przybrać postać partycypacyjną, opierając się na państwie jako gwarancie dobra wspólnego. W ramach demokracji partycypacyjnej, dużą rolę odgrywać powinna demokracja bezpośrednia z instytucją plebiscytu i kształtowaniem odpowiedzialnych postaw obywatelskich. Dieterich nazwał swój projekt El nuevo Proyecto Histórico del Nacional Socialismo. Krokami do niego prowadzącymi ma być tworzenie regionalnych bloków geopolitycznych państw socjalistycznych i tworzenie analogicznych bloków politycznych współpracujących ze sobą (również na szczeblu międzynarodowym) ugrupowań socjalistycznych, etnicznych, antyliberalnych etc. Niemiecki filozof stał się „nadwornym ideologiem” Cháveza, łatwo zyskując „dostęp do ucha księcia” i posłuch dla swoich idei. Jego drogi z wenezuelskim przywódcą rozeszły się jednak ostatecznie w 2011 roku; Dieterich jest filozofem polityki, Chávez był zaś praktykiem władzy, dalekim bynajmniej od doktrynerskiego wdrażania koncepcji opracowanych przez niemieckiego myśliciela, czy nawet od szczególnie wnikliwego ich studiowania.

 

Tym niemniej, doktryna „socjalizmu XXI wieku” wpłynęła znacząco na myśl Cháveza. Mówił o zbudowaniu go w Wenezueli 30 stycznia 2005 r. podczas V Światowego Forum Społecznego. Zapowiedź tą powtórzył 5 grudnia 2006 r. po zwycięskich dla siebie wyborach prezydenckich. Socjalizm XXI wieku w interpretacji Cháveza ma korzenie chrześcijańskie i endemiczne. Jezus był według wenezuelskiego przywódcy pierwszym socjalistą i bojownikiem o społeczną sprawiedliwość. Ideał ten w dużej mierze urzeczywistniły zakładane przez jezuitów i rządzone na zasadach socjalistycznych osady misyjne dla Indian w Paragwaju, zniszczone następnie przez kolonizatorów i imperialistów. Socjalizm XXI wieku opierać się ma na moralności (przeciwko liberalnemu egoizmowi, chciwości, indywidualizmowi), demokracji partycypacyjnej, spółdzielczości (cooperativismo), egalitaryzmie sprzężonym z ideą wolności, oraz stowarzyszaniu się (asociativismo). Zdaniem Cháveza, Wenezuela, mając za sobą okres oligarchiczny, nie potrzebuje dyktatury proletariatu. Rozwiązaniem dla tego kraju jest koncepcja demokracji partycypacyjnej. Celami rewolucji boliwariańskiej są według Cháveza: 1) budowa państwa prawnego 2) rozwój sił produkcji 3) władza ludowa 4) przyspieszona socjalistyczna transformacja państwa 5) budowanie regionalnych socjalistycznych struktur geopolitycznych i politycznych 6) rozwój kadr średniego szczebla. Na XVI Festiwalu Młodzieży w Caracas w 2005 r. Chávez wspomniał, że droga rewolucji boliwariańskiej wiedzie od rewolucji antyimperialistycznej, poprzez rewolucję burżuazyjno-demokratyczną, kontrrewolucję neoliberalną, aż do budowy socjalizmu XXI wieku, wieńczącego dotychczasową historię Wenezueli. Socjalizm XXI wieku będzie przejściem od gospodarki rynkowej do demokratycznie planowanej gospodarki wartości, od państwa klasowego do zarządzania sprawami publicznymi przez większość obywateli, wreszcie od demokracji przedstawicielskiej (oligarchicznej) do demokracji partycypacyjnej (uczestniczącej). Osiągnięcie tych celów wymaga uprzedniego osiągnięcia celów pośrednich w postaci: autonomii narodowej, samowystarczalności ekonomicznej, respektowaniu zasad etyki w polityce, sprawiedliwej redystrybucji dochodów z ropy naftowej, pojmowaniu polityki jako służby narodowi, podjęcia walki z biedą i korupcją.

 

Pomocne w zidentyfikowaniu poglądów politycznych Cháveza okazać się może także przyjrzenie się niektórym jego decyzjom i sposobom ich wprowadzania w życie. Po objęciu urzędu prezydenta w 1999 r. podjął on starania dla zmiany konstytucji z 1961 r. Nie mając wystarczającej większości w parlamencie, zorganizował (pierwsze w historii państwa) referendum w sprawie powołania konstytuanty, w której jego zwolennicy zdobyli następnie przytłaczającą większość mandatów. Znalazłszy zaplecze w konstytuancie, rozwiązał nieprzychylne mu Zgromadzenie Narodowe, po czym doprowadził do uchwalenia nowej konstytucji, przegłosowanej jeszcze w tym samym roku w kolejnym referendum ludowym. Nowa ustawa zasadnicza wydłużała kadencję prezydenta z 5 do 6 lat, zwiększała znacznie jego uprawnienia, dawała prawo do reelekcji. W konstytucji ogłoszono powstanie V Republiki, która przyjęła nazwę Boliwariańskiej Republiki Wenezueli. Władza miała mieć charakter demokratyczny, zaangażowany, wybieralny, zdecentralizowany, alternacyjny, odpowiedzialny, pluralistyczny i odwoływalny. Zniesiono wyższą izbę parlamentu. Dotychczasowe instytucje kontrolne zunifikowano w postaci Moralnej Rady Republikańskiej. W konstytucji zapisano prawa polityczne, gospodarcze i społeczne. Zapewniono ochronę praw autochtonicznych mieszkańców kraju, pracę domową kobiet uznano zaś za działalność gospodarczą, zapewniając ponadto kobietom ochronę przed dyskryminacją, przemocą domową i wykorzystywaniem seksualnym, co w kraju rozbuchanego „machismo” nie wydaje się całkiem pozbawione sensu. Demokracja partycypacyjna nie przekreśla całkowicie zasad demokracji przedstawicielskiej ale uzupełnia je o elementy demokracji bezpośredniej. Na szczeblu krajowym są to konsultacje społeczne w formie referendum, na szczeblu lokalnym zaś powoływanie podejmujących kolektywnie decyzje Rad Komunalnych. Ich tworzenie nie jest obowiązkowe, ale zorganizowanie się przez obywateli, zdefiniowanie swoich najważniejszych potrzeb i przedstawienie kosztorysu gwarantuje współfinansowanie projektu przez państwo. Wychodzi się tu z założenia, że zawiązywane oddolnie lokalne wspólnoty mają prawo decydować o kwestiach takich jak podział administracyjny, lokalny budżet, podatki, inwestycje etc. Dyskusje i głosowania przeprowadzane są na otwartych zgromadzeniach mieszkańców w gminach, dzielnicach i miastach. Administracja, radni i burmistrzowie traktowani są jako egzekutywa realizująca decyzje danej społeczności i mogą być w każdej chwili odwołani z pełnionej funkcji przez zgromadzenie mieszkańców danej jednostki terytorialnej. Referendum konstytucyjne z lutego 2009 r. wprowadziło dalsze zmiany w ustawie zasadniczej, wydłużając między innymi z 6 do 7 lat kadencję głowy państwa i znosząc ograniczenia w liczbie pełnionych kadencji, oraz wprowadzając szereg dalszych socjalistycznych rozwiązań ustrojowych. Integralną częścią rewolucji boliwariańskiej była też przemiana struktury gospodarki wenezuelskiej poprzez zrównoważenie w niej udziału sektorów państwowego i spółdzielczego z prywatnym. Chávez nie dążył do zniesienia własności prywatnej, ale wzmacniał pozycję sektorów państwowego i spółdzielczego wobec firm prywatnych, szczególnie tych zagranicznych. Przedsiębiorstwa państwowe, jego zdaniem, lepiej realizują cele narodowego rozwoju niż korporacje międzynarodowe, nastawione przede wszystkim na własny zysk. Od 2007 r. Chávez realizował szeroko zakrojony program renacjonalizacji (poprzez skup akcji) przedsiębiorstw strategicznych: telekomunikacyjnych, energetycznych, naftowych, następnie zaś także stalowych i cementowych. Celem była samowystarczalność przemysłowa i rolno-spożywcza państwa. W oparciu o pomoc kubańską, od początku swoich rządów Chávez prowadził też szeroko zakrojone programy w dziedzinie lecznictwa, oświaty, a także inwestycji zagranicznych w kubański sektor przetwórstwa naftowego (rafineria w Cienfuegos).

 

System czawistowski niewątpliwie jest więc systemem socjalistycznym. Boliwariańska Republika Wenezueli zaś jest państwem socjalistycznym. Jest to jednak nowatorski w porównaniu do XX-wiecznych nurt socjalizmu. W odróżnieniu od marksizmu, czawizm nie deprecjonuje ani tym bardziej nie odbiera prawa do istnienia reżymom różnym od siebie samego. Nie ma też w nim w zasadzie motywów historycystycznych i determinizmu historycznego. Nie określa nawet jako konfrontacyjnego swojego kursu wobec religii czy własności prywatnej i rynku, interpretując jedynie religię na sposób emancypacyjny i antykonserwatywny i dążąc do zrównoważenia sektora prywatnego i mechanizmów rynkowych przez sektory państwowy i społeczny oraz mechanizmy pozarynkowe. Ze względu na zasobność Wenezueli w złoża nośników energii, Chávez nie oparł się pokusie socjalnego rozdawnictwa i prowadzenie rozbudowanych programów społecznych, mających zmobilizować politycznie dotychczas wykluczoną z procesu politycznego biedotę wenezuelską, dając przy tym Chávezowi jej poparcie. Skonfliktowany z neoliberalną oligarchią Chávez stał się politykiem populistycznym, opierając swą władzę przede wszystkim na włączonej przez niego do systemu politycznego biedocie. Niepowodzenie zamachu stanu w kwietniu 2002 roku i powrót do władzy, zawdzięczał Chávez między innymi właśnie poparciu biedoty. Powszechna żałoba po jego śmierci popularność tą tylko potwierdza.

Według Jorge Valero, socjalizm XXI wieku to doktryna narodowa, ludowa, demokratyczna i humanistyczna. Jest on wprowadzonym za zgodną ludności pogłębieniem zasad demokratycznych. Ideologia socjalizmu XXI wieku zasadza się na przeciwstawieniu sobie demokracji przedstawicielskiej (nazywanej niepochlebnie w języku politycznym przedczawistowskiej Wenezueli „partidokracją” lub „puntofijismo”) i demokracji partycypacyjnej. Zmiany powinny zostać wprowadzone w kraju, następnie zaś przeniesione na poziom międzynarodowy. Muszą one mieć charakter rewolucyjny i prowadzić do przekształceń strukturalnych i ustanowienia nowego systemu politycznego.

 

 

Zamiast zakończenia: bohaterowie nie umierają nigdy

 

 

Nie wiemy, czy rewolucja boliwariańska w kształcie instytucjonalnym wdrażanym w życie przez Hugo Cháveza przeżyje swego autora. Nie szczegółowe rozwiązania ustrojowe, gospodarcze, czy też w obszarze polityki zagranicznej są w niej jednak przecież najważniejsze. Równie dobrze, w innym czasie i miejscu, mogłyby one przybrać zupełnie odmienny kształt. Testamentem życia Hugona Cháveza nie jest przede wszystkim „socjalizm XXI wieku” ani „rewolucja boliwariańska”. To były tylko historyczne i w gruncie rzeczy akcydentalne formy, wyrażające coś bardziej elementarnego i uniwersalnego: miłość bliźniego i brak zgody na niesprawiedliwość. Po przedwcześnie zmarłym wenezuelskim przywódcy pozostało wiele uroczych zdjęć, na których utrwalono, gdy taką miłość okazywał obywatelom swego kraju. Okazywane przez niego publicznie emocje wobec ofiar waszyngtońskiej tyranii, czy to w Afganistanie (gdy po rozpoczęciu jankeskich nalotów na to państwo wystąpił na tle zdjęć zabitych w bombardowaniach dzieci apelując o przerwanie agresji), czy w innych krajach, dowodzą że miłość ta nie ograniczała się tylko do członków własnego narodu. Od przytulania biedaków na ulicy czy rozmowy z wyszłą akurat spośród tłumu karmiącą piersią kobietą do będącego ideałem naszych północnych ras „imponującego chłodu” oczywiście jest daleko. Daleko też jest jednak do znanego nam z rodzimego podwórka „spieprzaj dziadu!”. Hugo Chávez mógł czasem błądzić. Jeśli jednak nawet błądził, to wszystko wskazuje na to, że błądził w dobrej wierze.

 

Chávez z pewnością był jednym z bohaterów „trzeciej pozycji”. Wychodząc od tradycji lewicowej, zreinterpretował ją i nadał jej nowy sens. Nie ze wszystkimi jego koncepcjami i działaniami musimy się zgadzać. W końcu w obrębie „trzeciej pozycji” mieszczą się nurty o niekiedy zupełnie różnej morfologii i treści. Uwarunkowane odmiennymi kontekstami etniczno-kulturowymi, historycznymi, gospodarczymi, językowymi, religijnymi etc. Tym, co wszystkie je łączy, jest tolerancja dla sposobów życia zbiorowego odmiennego niż nasz własny, dopóki nam one nie zagrażają. Łączy je zatem afirmacja różnorodności i pluralizmu. Tego rodzaju świata chciał też zmarły przywódca Wenezueli. Działał na rzecz jego powstania zarówno w swej polityce wewnętrznej, jak i w zagranicznej. Nie musimy podzielać jego szczegółowych koncepcji rozwiązań problemów przed jakimi stoi Wenezuela, by uznać że stał po naszej stronie. Był rewolucjonistą, walczącym o emancypację ludzkości od neoliberalnej tyranii Waszyngtonu. Rewolucjonistą, walczącym o to, byśmy również i my mieli przed sobą przyszłość inną niż neoliberalne zezwierzęcenie. Hugo Chávez był jednym z najsilniejszych ogniw Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego. Był jednym z nas.

 

Tymczasem, jeśliby nawet rewolucja boliwariańska miała stracić swój impet, to przecież nie wygasi to tęsknoty ludzi za lepszym, bardziej sprawiedliwym, wolnym od amerykańskiego globalizmu i neoliberalnej oligarchii, policentrycznym i pluralistycznym światem, w którym znajdzie się miejsce dla każdej, rzeczywiście uprawnionej metody życia zbiorowego. Idea tej walki o lepszy świat jest najważniejszym ideowym i politycznym dziedzictwem Hugona Cháveza. Był bez wątpienia jednym z najwybitniejszych szermierzy tej walki, ale nie był z pewnością szermierzem ani jedynym, ani ostatnim. Jego walka zatem będzie kontynuowana.

 

Człowiek umarł, idea będzie żyła.

 

  • Hugo Chavez?

 

  • Presente!

 

 

Ronald Lasecki

 

Literatura wykorzystana:
Dobrzycki W, System międzyamerykański, Warszawa 2002.

Dugin A., Теория многополярного мира, Moskwa 2012.
Fijałkowska A, Gawrycki M. F., Wenezuela w procesie (r)ewolucyjnych przemian, Warszawa 2010.
Gawrycki M. F., Wenezuela i rewolucja (boliwariańska) w Ameryce Łacińskiej, Toruń 2008.

Harvey R., Libertadores. Bohaterowie Ameryki Łacińskiej, Warszawa 2004.

Łepkowski T, Haiti. Początki państwa i narodu, Warszawa 1964.

Tenże, Simon Bolivar, Warszawa 1983.

 

(artykuł pierwotnie ukazał się na Xportal.pl)

Komentowanie zamknięte.