Najnowsze

Opublikowano Sierpień 23, 2016 Przez a303 W Polska

MORD W PONARACH – POKŁOSIE UNII JAGIELLOŃSKIEJ. Jan Bek

Adam Mickiewicz: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie…”.

"Tylko dlatego, że byliśmy Polakami"

„Tylko dlatego, że byliśmy Polakami”

Obok wyjaśnionego już dziś z całą pewnością mordu w Katyniu, istnieje w dalszym ciągu „niewyjaśniony” mord w Ponarach – największego miejsca kaźni Polaków na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej.

Wiadomo jednak mieszkańcom Wilna i okolic, że Polaków mordowano w lesie cichego kurortu Ponary, w obrębie tzw. „Dużego Wilna” od lipca 1941 r. , a więc wtedy, kiedy Litwa była już pod okupacją niemiecką.

W ponarskich dołach mordowani byli nie tylko pojedynczy Polacy, ale również całe rodziny, prześladowane za swą patriotyczną postawę.

Z przyczyn politycznych o tej zbrodni  – w przeciwieństwie do zbrodni w Katyniu  popełnionej przez „rosyjskiego odwiecznego wroga” – panuje milczenie: milcząc jakby się udzielało cichego przyzwolenia na zaliczenie tej potwornej zbrodni na konto hitleryzmu. Przemilczali zbrodnię ze zrozumiałych względów komuniści  i z podobnych, przemilcza ją dziś także „niepodległościowy” PiS.

Bowiem gdy jedna strona, komuniści, milczała z uwagi na „radziecki naród Litwy”, to PiS milczy z uwagi ….na niemiecką,” unijną wspólnotę europejską ”- Litwini są w „unii”, a jeśli tak, to wszystko to, co wyczyniali podczas okupacji  należy puścić w niepamięć. Inaczej mogliby się śmiertelnie obrazić ,  i „unia” ostro by Polskę zrugała, że nie wolno mordu przypominać.

Dziwne to bowiem kodeksy karne wszystkich cywilizowanych państw  zbrodni ludobójstwa nie przedawniają i ścigają zbrodniarzy aż do grobowej deski.

 Bardzo, bardzo  chętnie (i przeważnie słusznie)   obarcza  się zbrodniami na terenach okupowanych przez Niemców  oddziały niemieckiej policji  lub „ Einsatzgruppe SS”. Ale zbrodnie popełniane przez ich pachołków, Ukraińców i Litwinów, są  „zagadkowo” przemilczane przez kolejne ekipy zauroczonych unijnych entuzjastów.  Powiedzmy wprost bez owijania w bawełnę, robi się to celowo by po latach nie można było wskazać winnego, a Polacy zapomnieli… Bo jeśli zbrodni nie ma, to nie ma też winnego.                                                                 

A przecież ponarskie doły są jeszcze bardziej przerażające, bo umierali w nich i nad nimi nie tylko żołnierze (dorośli mężczyźni) lecz także kobiety, dzieci i młodzież.

Prawie każdy  Polak  wie o mordzie w Katyniu: trąbią o nich bez ustanku Sakiewicze, Maciarewicze, Kaczyńscy, Bieleckie i kontrolowane przez nich masmedia –  politycy „niepodległościowi”  wiodą prym  w nagłaśnianiu zbrodni w Katyniu,  w której „zginął kwiat polskiej inteligencji”… I najważniejsze:  w nim „genialny mąż stanu, prez. Lech Kaczyński…”

A czy jakiś „wybitny mąż stanu” zginął w Ponarach? Nie, prawda? No więc…?         

Tym samym przemilczanie i jawne usiłowanie ukrycia zbrodni w Ponarach, przekraczającej wielokrotnie dokonania NKWD w Katyniu, jest jakby deprecjacją „nie-inteligentnych Polaków”.

Bowiem  tylko w Katyniu pomordowano strzałem w potylicę „inteligencję” Polaków, a w Ponarach  zamordowano „ nie-inteligentnych” mieszkańców Wilna i jego okolic. W Ponarach ginął więc jakby „gorszy” gatunek Polaków: gorszy, bo „kresowy”.              

 Kto zresztą wie czy naprawdę to byli Polacy, a nawet jeśli byli, to czy nie lepiej przemilczeć ich historię i nie mówić jak się tam znaleźli ? Co tam robili? Czy nie lepiej pozwolić Litwinom do nazywania Polaków „bezwzględnymi kolonizatorami Litwy i grabarzami jej niepodległości? Pogadają i przestaną, a ślady polskości przy głośnych werblach  litewskiej propagandy za 100 lat zasypie piach, znikną cmentarze wileńskie, rozsypią się kościoły, zawalą stare polskie domy i dworki, zostanie siłą zlituanizowana polska ludność…

Nie będzie kłopotu, nie trzeba będzie potrzeby kolejnego łaszenia się przed wyborcami i wymachiwania wytartym sztandarem „polskości na Kresach” nie trzeba będzie wydawać „Kart Polaka”….

Czy naprawdę Polacy z Kresów naprawdę nie mieli nic wspólnego z Danutą Siedzikówną? Widać nie!

„POWIEDZ TO INNYM…”, Więziony na Łukiszkach, Piotr Wróblewski, alumn „Wileńskiego Seminarium Duchownego” wspomina :

„…. Któregoś dnia, wiedziony z kolegami do łaźni mijałem się z grupą chłopców potwornie skatowanych. – To uczniowie gimnazjum Mickiewicza i Słowackiego – usłyszałem czyjś głos obok.

Jeden z nich ledwie się poruszał, pochylony z twarzą poranioną i opuchniętą. Jego ręce omalże sięgały ziemi. (…)

– Nie boicie się śmierci? Nie żal wam życia? Kim ty jesteś? – pytałem.

Padło nazwisko, bodajże Kowalewicza i głos po chwili milczenia spokojnie, odważnie przekazywał dalej coś w rodzaju testamentu:

-„Słuchaj, kimkolwiek jesteś, wiedz, że wyrok śmierci nie pokonał żadnego z nas. Solidarni i świadomi wagi chwili oddajemy życie za Boga i Ojczyznę. Wierzymy, że to, o co walczyliśmy, nie zginie. Sprawę podejmą inni… Polska powstanie wolna i niepodległa… Powiedz to innym… Nie załamał się nikt. Wierzymy, że naszym życiem, naszą śmiercią rozporządza Opatrzność, więc jesteśmy spokojni i ufni”.                                                                                                       

Po „wyzwoleniu” przez Sowiety litewscy komuniści  starali  się pracowicie zbudować gmach kłamstwa ponarskiego i obarczyć zbrodnią… Niemców. Pomordowanym przez Litwinów… stawiano pomniki, upamiętniające je jako… ofiary terroru niemieckiego : to obywatele sowieccy i Litwini byli ofiarami zbrodni… To Niemcy mordowali…

Dziś, tak, jak wczoraj -tyle, ze natrętniej i brutalniej- przybiera propaganda litewskich oficjalnych władz.

Notuje się wypadki, że turystom polskim, zamieszanym w stosunkowo niegroźny wypadek drogowy… zmienia się w policyjnych protokołach nazwiska na…. litewsko brzmiące. Niepojęte ale prawdziwe.

„WYŻSZE WZGLĘDY”.  Rządząca dziś Polską kolejna ekspozytura, pozostając niebywale serwilną wobec „zachodu”, a zwłaszcza wobec USA, grając (?) rolę wytresowanego, cyrkowego  jamnika nie mówi o Ponarach ani słowa prawdy. Nie odważa się. Nie mówi się o Ponarach w szkołach na lekcjach historii, nie mówi się w masmediach – panuje obrzydliwa zmowa milczenia.

Na  straży zmowy milczenia stoją źle, powierzchownie rozumiane tzw. „stosunki dobrosąsiedzkie”  z Litwą i względy polityczne podyktowane „wyższą koniecznością”:  narzuconą nam przez „zachód”  demoliberalną, „polityczną poprawnością”.  A także swoiście pojmowaną „geopolityką”.    

Zupełnie nierealna, wprost kabotyńska dziś idea restytucji quasi „Polski Jagiellonów” (w której jednak nie ma… dużej części  rdzennie polskich ziem na Liwie, Białorusi i Ukrainie, idea jakiegoś poronionego  „Międzymorza”  oraz  „jedynie słuszna” proamerykańska, demoliberalna  polityka ochoczo, nagłaśniając zbrodnie sowieckie i akceptując oficjalną wersję o „zbrodni niemieckiej”  nakazuje  przemilczanie, wiodącej  roli   Litwinów w ponarskim  mordzie.

Ta antynarodowa, antypolska  polityka mówi jasno, że w przypadku „nieszczęśliwego  rozpoczęcia  dyskusji na ten temat”  należy tak nią pokierować, by każdy słuchacz odniósł wrażenie, że  o wiele ważniejszy jest „mord w Katyniu” (bo tam „zginął kwiat inteligencji”) i pogardliwie, bagatelizując rzeczywistość wskazywać, że „za mord w Ponarach są odpowiedzialni Niemcy”.

Zrozumiałe, że taką w wersję nakazano głosić w Polsce i na Litwie po II wojnie światowej, w okresie sowieckim. Ale ta wersja ma dobre zakotwienie w historii „okresu międzywojennego” Litwy i nie zmieniła się w „Litwie  dzisiejszej- demoliberalnej.

Najbardziej  istotną różnicą w potoku plugawych łgarstw i niedomówień jest to, że przemilczanie zbrodni odpowiada najwięcej naszym rzekomym „towarzyszom broni z unii jagiellońskiej”, Litwinom – bezpośrednim sprawcom ludobójstwa: to nie oni, a Niemcy mordowali, nie mordowano Polaków tylko żydów…

Tak samo, jak na Wołyniu nie mordowali Polaków Ukraińcy, a „partyzantka sowiecka”…No,  w najlepszym przypadku byli to…”faszyści ukraińscy-banderowcy”.

Milczenie  jest dla nas nie tylko wstydem: ile razy trzeba powtarzać, że tylko prawda nas wyzwoli, że  nie trzeba się jej bać, że nie można budować na kłamstwie i przemilczeniach, że domaganie się oficjalnego „przepraszam” nie  jest ani „antylitewskim” żądaniem,  ani przejawem „polskiego szowinizmu”… Na odwrót: milczenie  budzi szowinizm, skrajny nacjonalizm, a akurat tego na Litwie i Ukrainie nigdy nie brakowało i zawsze buchał on wysokim płomieniem.                                         

Polakom chodzi tylko o to, by zbrodnię ponarską przedstawić w pełnym świetle prawdy, by otwarcie wskazać, że Polaków mordowali  zaczadzeni chorobliwym nacjonalizmem Litwini  nie tylko za cichym przyzwoleniem Niemców ale także  za wiedzą szowinistycznych, sprotestantyzowanych  hierarchów… kościoła katolickiego – nawet dziś Episkopat Litwy, wyrażając  w imieniu narodu litewskiego „ skruchę”  za zbrodnię ponarską…. pomija słowo „Polak”, ograniczając tę skruchę tylko …do ofiar żydowskich. Niebywałe ale prawdziwe.

ŚCISŁA WSPÓŁPRACA. Wykorzystanie przez Litwinów faktu współpracy z Niemcami do budowania swych wpływów na obszarze Wileńszczyzny było rzeczą naturalną w warunkach powszechnego, żywiołowego szowinizmu litewskiego i musiało nieuchronnie doprowadzić do konfrontacji z polską ludnością poddanej, nawet w czasach okupacji sowieckiej  przez Litwinów,  antypolskiej polityce. Szowinizm litewski w czasach nowej, tym razem niemieckiej okupacji Litwy przez Niemców, nawet jeszcze bardziej wzrósł.  Rodziło to poważne napięcia na tle narodowościowym.

Nawet litewskie antyniemieckie podziemie niepodległościowe, choć bardzo słabe,  pozytywnie oceniało fakt istnienia na Wileńszczyźnie współpracującej z niemieckimi władzami litewskiej administracji dostrzegając, „ obiektywnie służyła ona utrzymaniu naszych (tj.litewskich –JB) wpływów na tym terenie”.

Niemcy w zasadzie od początku byli zainteresowani eskalacją konfliktu polsko-litewskiego, co uwidoczniało się w różnych sytuacjach.

Litwini, na ogół z własnej woli, funkcjonując w niemieckiej machinie okupacyjnej (głównie w formacjach policyjnych i bezpieczeństwa) , uczestniczyli ochoczo w akcjach terrorystycznych skierowanym przeciwko Polakom. Nie musieli ich Niemcy do tego namawiać.               

Rzecz jasna, że popełnione przez nich zbrodnie musiało zradykalizować postawę polskiego podziemia. Nakręcało to spiralę zbrodni i odwetu. Klasycznym przykładem instytucji zaangażowanych w działalność terrorystyczną wobec Polaków, była współpracująca ściśle z gestapo litewska policja bezpieczeństwa, „ Sauguma.

Jej działania niejednokrotnie uderzały w struktury polskiego państwa podziemnego, dlatego też funkcjonariusze tej formacji, odpowiedzialni za śmierć wielu polskich patriotów traktowani byli przez polskie podziemie równie bezwzględnie, co funkcjonariusze Gestapo.

ROZPRAWA Z KOŚCIOŁEM. Rok 1942 przyniósł również podjęcie zdecydowanej walki z polskim kościołem katolickim : akcję przeciw polskim katolikom prowadził „katolicki”  rzekomo kościół  na Litwie. Użyłem cudzysłowu  bo do „katolickiego kościoła litewskiego” bardziej pasuje przymiotnik „protestancki”, a nie „katolicki  – z ducha była Litwa zawsze kalwińsko-luterańską.

Czy Kościół Katolicki może prześladować innych katolików? Czy znane są takie przypadki ? Oczywiście, nie! Ale protestancki-jak najbardziej!

Fakt ten potwierdzały raporty agend polskiego państwa odziemnego. W jednym z nich, sporządzonym przez Delegaturę Rządu w Polsce, opisującym sytuację mającą miejsce na ziemiach wschodnich w końcu 1941 i początku 1942 r. można przeczytać , że :

„….Ciężkie chwile od początku wojny po dzień dzisiejszy przeżywa polski Kościół Katolicki na Wileńszczyźnie, gdzie kościoły polskie opanował szowinistyczny brutalnie działający kler litewski. I duchowieństwu i ludowi kler ten stara się w życiu religijnym narzucać język litewski; prześladuje on i szykanuje duchowieństwo polskie, zwłaszcza zaś czcigodnego, sędziwego arcybiskupa  Jałbrzykowskiego, który nieugięcie trwa na swym posterunku”.

W styczniu 1942 r. powstał na rozkaz dowódcy policji litewskiej, Antanasa Iskauskasa, obóz internowanych dla polskich księży w Saltupe. 3 marca 1942 r. aresztowano i osadzono początkowo w więzieniu na Łukiszkach, a następnie we wspomnianym obozie 15 profesorów z Seminarium Duchownego przy kościele św. Jerzego w Wilnie na czele z rektorem ks. prałatem Janem Uszyło, 6 członków kapituły oraz 253 zakonników aresztowanych w Wileńskim Kolegium Jezuickim.

12 marca 1942 r. aresztowano ks. arcybiskupa Romualda Jałbrzykowskiego i ks. Adama Sawickiego, których internowano w Mariampolu.

6 marca 1942 r. rozstrzelano w Ponarach ks. Romualda Świrkowskiego, członka Wojewódzkiej Rady ZWZ-AK z ramienia Kurii Metropolitarnej.

Większości tych działań w sposób bardziej lub mniej otwarty patronowała znacząca część litewskiej hierarchii kościelnej. Rektor seminarium duchownego,  Vladas Talaba,  w swym inauguracyjnym przemówieniu na otwarciu seminarium duchownego wyraźnie zapowiedział, iż bramy seminarium będą stały otworem tylko przed osobami litewskiego lub białoruskiego pochodzenia.

Tym samym kontynuowano proces intensywnej lituanizacji „kościoła katolickiego”.

DOŁY ŚMIERCI. W 1940 r. Sowieci zaczęli w Ponarach pod Wilnem budowę bazy paliw płynnych dla samolotów. Zrobili pięć ogromnych wykopów. W okresie okupacji niemieckiej nad te doły Litwini spędzali ofiary – Polaków i Żydów – i rozstrzeliwali je z broni maszynowej.

Od lipca 1941 r. do lipca 1944 r. zamordowano w ten sposób około 100 tysięcy ludzi! Życie straciło około 30 tys. Polaków, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami. Reszta, 70 tys. ludzi, to Żydzi-polscy obywatele.

 Ludobójstwa w Ponarach dokonywał podległy niemieckiemu gestapo litewski „Ochotniczy Oddział Strzelców Ponarskich”„Ypatingas Burys”. Rekrutował się głównie z członków paramilitarnej organizacji nacjonalistycznej „ Lietuvos Szauliu Sajunga” ( „ Związek Strzelców Litewskich”), której liczebność w 1940 r. osiągnęła 62 tysiące jawnie, działających zbirów.

MORDERCY. Od lit. słowa „s~Jaulis” („strzelec”) Polacy nazywali ich w skrócie „szaulisami”. To oni w imieniu litewskiego ludu zajmowali się „polskimi „kolonizatorami”. Mordy na Polakach dotyczyły najwartościowszych przedstawicieli społeczności polskiej: inteligencji, duchowieństwa, żołnierzy i oficerów Armii Krajowej oraz innych organizacji niepodległościowych.

Szczególna gorliwość Litwinów – budujących chore wizje „wielkiej Litwy” (miała do niej wchodzić także część Polski i Białorusi) pod parasolem „Tysiącletniej Rzeszy ” – w mordowaniu Polaków wynikała głównie z antypolskiej nacjonalistycznej propagandy, wspieranej umiejętnie przez Niemców. Nie potrafiła ona jednak ukryć faktu, że społeczność litewska w przedwojennym Wilnie stanowiła zdecydowaną mniejszość: niewiele ponad 2%.

Wtedy w zbrodniczych litewskich umysłach (co zresztą świadczy o tym, że pomimo pozornej chrystianizacji pozostali Litwini poganami) zrodził się straszny plan: aby  miasto stało się „etnicznie litewskie” należało  zamordować dużą część Polaków, pozostałych zastraszyć i zmienić im nazwiska na litewsko brzmiące.

Jeden z raportów „Delegatury Rządu RP na Kraj” (maj 1942)  donosi: „…Litwini zawiedzeni w swych nadziejach przez Niemców jeszcze bardziej pragną zemsty nad pokonanymi Polakami. Stale grożą, że po wymordowaniu Żydów przyjdzie kolej na Polaków…” .                                

Inny raport (sierpień 1942 )  jest podobny w tonie : „…Wileńszczyzna w dalszym ciągu jest terenem najcięższego na obszarze ziem wschodnich Rzeczypospolitej terroru politycznego, w którym Litwini prześcigają się z Niemcami….”.

Mordowani w Ponarach Polacy przechodzili najpierw okrutne śledztwo : najczęściej w więzieniu na Łukiszkach lub w areszcie gestapo przy ul. Ofiarnej w Wilnie. Stamtąd przewożono ich ciężarówkami na miejsce zbrodni.

Zachowane relacje budzą do dziś lęk i grozę. Na przykład grupie polskich harcerek przed egzekucją (największą egzekucję  polskiej młodzieży  dokonali Litwini 12 maja 1942 r.)   kazano rozebrać się do naga, następnie puszczono psy, by rozszarpały ofiary, które potem dobijano nad ponarskimi dołami.

Powtórzmy raz jeszcze: w Ponarach Litwini zamordowali 30.000 Polaków i 70.000 żydów-polskich obywateli. Skala nikczemnego mordu, jak na tak małą nację, zaskakuje i, paradoksalnie, przewyższa w nagich cyfrach…mord na Wołyniu. Pomimo 70 tys. ofiar żydowskich, Żydzi podobnie…milczą. Czyżby także mieli jakiś ukryty cel?

GLINCISZKI. Ale mord w Ponarach nie był jedyny choć zaćmiewający ogromem inne litewskie zbrodnie.

Jak podaje komunikat „BIP” ( z 1944 r., nr.18, str.1) nad ranem  we wtorek, 20 czerwca 1944 r., do znajdującego się o 37 km od Wilna majątku Glinciszki wtargnęła, mówiących po rosyjsku grupa 6 mężczyzn, zażądała otworzenia obór i zrabowała kilka krów i świń. Majątek, zgodnie z rozporządzeniem niemieckiego „Zarządu Gospodarstw Rolnych w OSTLAND” zaopatrywał niemieckiego okupanta w żywność.

Stwarzało to okazję dla AK do aprowizacji własnych oddziałów drogą rekwizycji. Niejeden z pracowników majątku był żołnierzem AK. Zaglądali do majątku także litewscy policjanci po wyroby miejscowej gorzelni. Ale tym razem wszyscy pracownicy majątku byli zgodni w tym, że rabunku dokonała zwykła banda. Rabunek zgłoszono na posterunek litewskiej policji, która wysłała 9-cioosobowy patrol. Tak się złożyło, że opodal dworu patrol ten został ostrzelany przez  z zasadzki przez, przebywających opodal  partyzantów z 5. Brygady AK. Padło 4 policjantów, dwóch kolejnych zostało rannych, a reszta uciekła. Wkrótce po walce oddział AK się wycofał do Żakiszek.

Przybyły na miejsce oddział litewskiej policji natychmiast rozpoczął wyłapywanie okolicznych mieszkańców, którymi były przeważnie kobiety (niektóre w zaawansowanej ciąży) i dzieci. Zgromadzono około 40 osób, które na rozkaz litewskiego oficera, dowodzącego akcją, zostały podzielone grupami po 6 osób i rozstrzelane. Zwłoki zakopali polscy robotnicy z okolicznej wsi Barnele. Odchodząc z Glinciszek policjanci zabrali ze sobą … osobisty dobytek rozstrzelanych. Niejako przy okazji poddano torturom i zamordowano „półpolaków” : Wł. Komara (zarządcę prowadzącego majątek) z Wilna, Mikołaja Dubienieckiego,  a także Józefa Konecznego, który…zawiadomił litewski posterunek o napadzie.

Doszło do tego, że Polacy zostali objęci ochroną przez…okupacyjne władze niemieckie, które nakazały ekshumację ofiar i ich pogrzebanie.  Teren otoczyła niemiecka policja, a kierownik LO („Landbewirtschaftungsgesellschaft Ostland” – „„Zarząd Gospodarstw Rolnych w OSTLAND”), dr Kobe i komisarz okręgowy w Wilnie, Hans Hingst nazwali Litwinów „zbrodniarzami niegodnymi  noszenia mundurów” i zapowiedzieli ich ukaranie.  Z rozkazu dowódcy Sztabu Zwalczania Bad, oberlejtnanta dr Waltera Musila, wydanego 21 czerwca 1944 r. został aresztowany  dowódca litewskiej kompanii, por. Petras Polekauskas i jego 11 podkomendnych.

Postępowanie w tej sprawie wszczął wileński „Sąd SS i Policji”. Finałem – wg, doniesienia konspiracyjnej prasy litewskiej- było skazanie litewskiego dowódcy na śmierć, a części jego podkomendnych  na kary kilku lat ciężkich robót w więzieniu.

Odezwa gen.”Wilka” Krzyżanowskiego , „Biuletyn Informacyjny „BiP”, Nr. 16 (z dn. 26  czerwca 1944 r.) oraz ” Nr.18” (z dn. 1 lipca 1944 r.)  stwierdzały, że:

-policjanci rozstrzeliwali złapanych mężczyzn na miejscu, kobiety zabijali kolbami, dzieciom rozbijali głowy o mur i wrzucali do przydrożnego rowu.

– w bestialskiej rzezi nie oszczędzano nawet ciężarnych kobiet, którym rozpruwano brzuchy,

-Litwini nie ograniczyli się tylko do strzelania, lecz mordowali w sposób wyrafinowany, np., przywiązywali kobiety do drzew i strzelali do nich jak do strzeleckich tarcz.

Mord był wynikiem litewskiego szowinizmu i nienawiści do Polaków.

Nastroje w oddziałach AK były straszne – nawet zahartowani weterani AK, znieczuleni na okropności wojny, byli wstrząśnięci. Wzburzenie narastało i w końcu gen. „Wilk” nakazał akcję odwetową, w której wziął udział dowódca 5.Brygady AK, rtm. Zygmunt Szendzielarz- „Łupaszka”.

Ale nawet w takiej sytuacji AK nie posunęła się dalej, niż to było konieczne: rozstrzeliwano wyłącznie kolaborantów litewskich, współpracujących z Niemcami i policjantów litewskich. Jeden z partyzantów wspominał, że „bylibyśmy jeszcze gorsi, gdyby nie rozkazy naszych dowódców.od morderstwa wstrzymywała nas religia i ks. „Ignacy”” ( ks. Aleksander Grabowski, kapelan-zmarł w Niepokalanowie).

MORDY BYŁY LOGICZNYM NASTEPSTWEM. Nie wolno dziś pisać prawdy o „dobrych Litwinach”- „ braciach  Polski Jagiellonów”. Nie wolno pisać o tym, że de facto Litwa była… grabarzem I Rzeczypospolitej – obrona granic Wielkiego Księstwa Litewskiego wyczerpała siły Korony.

Wolno o nich pisać w „prasie patriotycznej” wyłącznie  pozytywnie i piać peany na ich cześć. A jak był naprawdę?

Było tak : sowiecką okupację wschodnich obszarów RP we września 1939 r. już  w październiku 1939 r. zastąpił okupant litewski, tzn. narzucony przez Sowiety „rząd Litwy ” był tylko fasadą-rządziło NKWD i Stalin.

 Okupacja litewskich sowieciarzy paradoksalnie była dla ogromnej większości Litwinów długo oczekiwanym …wyzwoleniem spod „władzy polskich kolonizatorów”. Ale dla Polaków była ona równie ciężka jak sowiecka :  dyskryminowano polski język, zmieniano szyldy , nazwy ulic, wprowadzono przymusową lituanizację nazwisk (co trwa do dziś), przymusowa nauka w języku litewskim w szkołach, używanie języka litewskiego w urzędach i pracy oraz uznanie mieszkańców Wilna za…obcokrajowców.  Już 15 grudnia 1939 r.  zlikwidowano słynny Uniwersytet Batorego – nie zrobiły tego Sowiety, władze litewskie.Co z tego, że komunistyczne skoro wywołały swa decyzją powszechny aplauz  Zwalniano z pracy polskich kolejarzy i urzędników…To, w połączeniu z nagonką litewskiego „kościoła katolickiego”, odmawiającego sprawowania posługi duchowej Polakom  i organizującego akcje bojówkarzy-szaulisów, napadających na ludzi w …kościołach , nieuchronnie prowadziło do zbrodni.

Próby dialogu polsko-litewskiego, podjęte w kręgach inteligencji wileńskiej, były wobec szowinizmu „litewskich braci” i ogólnego zacofania intelektualnego Litwy  – w okresie międzywojennym tylko 35 tys. ludzi w tzw. „Litwie Kowieńskiej” – zajmowało się pracą umysłową). Próby musiały spalić na panewce wobec prymitywizmu Litwinów.

Ale już wkrótce mogli także mściwi  Litwini zakosztować owoców współpracy z Sowietami- w czerwcu 1941 r. rozpoczęły się wywózki Polaków i Litwinów na Sybir.

Mieli Litwini w „ usuwaniu polskości”  spore doświadczenie zdobyte podczas depolonizacji w Kownie (w czasie akcji w kościele Św. Trójcy pobito nawet…nuncjusza papieskiego, Mons. Vito Peroniego) – teraz czynili to na rdzennie polskich terenach.

Jedyną różnicą w tych akcjach była postawa litewskiej policji: w Kownie biernej, a Wilnie w, współdziałającej z szaulisami.

Sowiecki podbój Wileńszczyzny niósł za sobą znaczne pogorszenie sytuacji materialnej ludności ale, rzecz prosta,  dotykał on nieporównanie bardziej Polaków, niż  Litwinów. Wydawało się, że proporcjonalnie do wywożonej ludności szowinizm litewski się powoli wypalał.

Niestety, odżył on na nowo 22 czerwca 1941 r. po ataku Niemców na Sowiety.

Litwini poszli na jawną współpracę z Niemcami, sadząc naiwnie, że w ten sposób dobiją się własnego państewka.

LITEWSKA „HILFPOLIZEI”. Już w sierpniu 1941 r., a więc zaledwie miesiąc po wkroczeniu Niemców, utworzyli formacje polityczne,”Hilfpolizei” (pełniących także straże niemieckich obozów koncentracyjnych) , biorące ochoczy udział w prześladowaniu i mordach  Polaków, i Żydów. Jako cel główny  założono „oczyszczenie” Wilna z Polaków.

Nastąpiły fale aresztowań w Wilnie i na prowincji. Dochodziło do mściwych akcji odwetowych na ludności polskiej( jak choćby ta w Dubinkach)  za śpiewanie w kościołach podczas okupacji….sowieckiej ( okres „Litwy Radzieckiej”) pieśni religijnych w jęz. polskim ; należy z mocą stale przypominać, że litewski, „katolicki” kler z małymi wyjątkami,  zawsze… szedł we forpoczcie  band zbirów.

Symbolem litewskiego współudziału w zbrodniach  jest przede wszystkim działalność wspomnianych już „Ypatingas burys” – formacji prawie w 100% złożonej z Litwinów. To właśnie oni torturowali i masowo rozstrzeliwali w Ponarach i Glinciszkach. Zbrodnicza działalność prowadziła także „Litewska Policja Bezpieczeństwa”, podlegająca bezpośrednio niemieckiej „Gestapo” i „SD”.

To nie Niemcy torturowali Polaków na przesłuchaniach, a  „bracia” Litwini – pamiętacie ten durny wiersz , że ” Obok orła znak pogoni – poszli nasi w bój bez broni”?

To nie Niemcy organizowali karne ekspedycje, a Litwini – „litewska Pogoń” chwacko furkotała na wietrze.

To nie „Germaniche Kirche” organizował bojówki, wyrzucające Polaków z kościołów, a litewscy nacjonaliści – Niemcy nadzorowali i chwalili dobrą robotę : odgrywali rolę „dobrych panów” i bezstronnych obserwatorów : dawali ekstra przydziały chleba, kiełbasy i wódki…. Uważali Litwinów co prawda za g…(co potwierdza najlepsze źródło, „Dzienniki Goebbelsa”, t.2) ale g…pożyteczne dla ich celów.

Czy wysiedlenia Polaków z ich własnej ziemi pod okupacja niemiecką nie miała protoplastów? Czy Zamojszczyzna była -li tylko niemieckim wynalazkiem ? Nie miała wcześniejszych wzorców? Czy przypadkiem było nakładanie na Polaków (wzorem muzułmanów, nakładających 3 razy większe podatki na chrześcijan) większych podatków i większych kontyngentów siły roboczej do Niemiec? Czy mordy litewskiego bandyty w generalskim mundurze, gen. Povilasa Plecgavicziusa, tak dziś czczonego na Litwie jako…narodowy bohater, były niemieckim „wynalazkiem”?

A może miały one głębszą, litewską, pogańską  tradycję?

TYLKO DRZEWA…. Tylko one dziś szumią i ocieniają masowe groby „półpolaków” w Ponarach. Tylko one szumem listowia przekazują sobie prawdę o tamtych czasach. Bowiem dziś tzw. „elita  narodu”, zadziwiająco milczy: o litewskich mordach nie wolno szepnąć słówka. Tak samo,  jak nie wolno dziś cokolwiek powiedzieć o nieludzkiej, anty-polskiej polityce wobec Polaków na Kresach dzisiejszych, unijnych,  tym razem  demoliberalnych, szaulisów, odgrywających groteskową rolę władz „demokratycznej Litwy”.

Milczenie „niepodległościowców” o ponurej spuściźnie z okresu II w. europejskiej jest jednocześnie doskonała okazją dla litewskich demokratów by wyszydzać  polskich, niezłomnych  żołnierzy.

Oto propagandowe pisemko demoliberalnych szaulisów na dzisiejszej Litwie, „Lietuvos Rytas”, donosi 12 listopada 2007 r. pod znamiennym tytułem, „Organizator zbrodni dubińskiej odznaczony  przez prezydenta polski”, że:

”… prez. Lech Kaczyński wręczył pośmiertnie wysokie odznaczenie członkowi polskiego ugrupowania wojskowego, który walczył z uczestnikami ruchu odrodzenia niepodległej Litwy i pomordował mieszkańców litewskiej wsi…”

O kogo chodziło? Kogo odznaczył Krzyżem Wielkim Orderu odrodzenia Polski prez. L.Kaczyński?

Odznaczył mjr. Zygmunta Szendzielarza – „Łupaszkę”, polskiego bohatera, żołnierza niezłomnego, który w akcji odwetowej, wykonując rozkaz swego przełożonego, gen.”Wilka”-Krzyżanowskiego  chwytał i  rozstrzeliwał  litewskich kolaborantów. Nie mordował ciężarnych kobiet i dzieci, a jednak….

A jednak  mjr. Z. Szendzielarz  jest dla dzisiejszych, demokratycznych Litwinów, czczących  kolaborantów i zbirów, „organizatorem zbrodni”gdyby „Łupaszka” wpadł wtedy żywy w ręce szaulisów, to wtedy ci szowiniści  piłowali by go piłą na traku jak jaki sosnowy pień.

Mają w tym wprawę – robili tak nie raz .

POLSKI „SZOWINIZM”?  Zostawmy sprawy II w. europejskiej i zobaczmy jak jest dziś na Litwie? ( http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/litwa-egzekucja-za-polskosc) jak się ma „mniejszość polska”  pod argusowym okiem „litewskich demokratów”?

Otóż ma się ona źle. Jest pozostawiona sama sobie. Nie ma wsparcia ze strony polskich, unijnych demo-liberałów zapatrzonych w unie jak w tęczę. Wystarczy wejść na parę polskich portali –jak choćby na „Kresy.pl (http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/litwa-egzekucja-za-polskosc-) by przeczytać art. „Litwa – Egzekucja za polskość”(pióra dr Bogusława Rogalskiego z dn. 20 maja 2014 ),   że:

„….Walka z polskością przybrała na Litwie paranoidalne rozmiary. Działania władz i urzędników litewskich przypominają te rodem z państw totalitarnych… Tym samym Litwa skręca w ślepą uliczkę skrajnego nacjonalizmu, łamiąc po drodze wszelkie standardy europejskie, promujące różnorodność językową i etniczną…. Na Litwie doszło do kolejnego, dyskryminacyjnego działania władz….Pod koniec 20013 roku, z inicjatywy pełnomocnika rządu, na samorządowca polskiej narodowości nałożono karę w wysokości 43 400 litów (12 569 euro). Horrendalna kara została nałożona za to, że pomimo nakazu usunięcia, polskie znaki informacyjne wciąż wiszą w rejonie solecznickim….

… Walka z językiem polskim i niszczenie polskości na Litwie trwa w najlepsze. Wspomniana kara to nie pierwszy przypadek rugowania polskości, kultury polskiej i języka polskiego z przestrzeni publicznej Litwy….

….Sytuacja na Wileńszczyźnie stanowi szczególny przykład ignorancji ze strony władz państwowych wobec standardów unijnych, promujących wielokulturowość, wieloetniczność i wielojęzyczność. Zakazywanie używania języka polskiego, jako języka pomocniczego, w rejonach wileńskim i solecznickim, gdzie odpowiednio mieszka 60 i 80 procent Polaków z ogólnej liczby mieszkańców, zakrawa na skandal z daleka pachnący dyskryminacją...

… Jest to sytuacja nader kuriozalna, gdyż do niedawna na dwujęzyczność pozwalała ustawa o mniejszościach narodowych, której po 19 latach obowiązywania, w roku 2010, nie przedłużono (sic!). Doszło w ten sposób do niespotykanego w Unii przypadku, gdzie w kraju członkowskim o znacznym odsetku mniejszości narodowych zlikwidowano przewidzianą dla nich ochronę prawną

… Warto jeszcze wspomnieć Traktat z Polską, w którym Litwa zobowiązała się do zapewnienia swobodnego posługiwania się językiem mniejszości narodowej w życiu prywatnym i publicznym, a z którego do dzisiaj się nie wywiązała… 

… Politycy i władze litewskie w dość niedorzeczny sposób tłumaczą prześladowania Polaków na Litwie. Zastanawiam się, jak długo jeszcze Polska będzie pozwalała na upokorzenie…

Jest już najwyższy czas, aby Polska zrewidowała swoją postawę wobec Litwy i zareagowała zdecydowanie na państwowy szowinizm litewski, którego ostrze wymierzone jest w polską mniejszość narodową. Unia Europejska i Polska muszą zatrzymać to swoiste litewskie szaleństwo, zanim będzie za późno.”

„Litewski wywiad uznaje walkę w obronie polskich szkół za grożenie bezpieczeństwu Litwy” znów donosi portal „Kresy.pl”(. wilnoteka.lt/l24.lt/kresy.pl)…:

„….Litewskie specsłużby twierdzą, że niektórzy działacze polityczni i społeczni działają na korzyść Rosji przeciw „bezpieczeństwu narodowemu” Litwy. Obok eurosceptyków i przedstawicieli lokalnej mniejszości rosyjskiej, w litewskim raporcie wymienia się także działaczy polskich….”

A jaka jest reakcja „niepodległościowców, snujących nierealne plany o „ odbudowie Polski Jagiellonów” i J.Piłsudskim?

Oto cytata z wypowiedzi  A. Dudy w okresie przedwyborczym ( 27.05.2015):

Działanie na rzecz poprawy mniejszości polskiej na Litwie musi być poprzedzone odbudowaniem narzędzi oddziaływania na Litwę i cały region... Poważne, strategiczne rozmowy na linii Warszawa-Wilno w zasadzie nie są prowadzone... Sikorski, Komorowski i Tusk zdecydowali o odejściu od budowania sojuszu państw naszego regionu na rzecz polityki „płynięcia w głównym nurcie europejskim” i tzw. „polityki piastowskiej” w kontrze do tzw. „polityki jagiellońskiej”, które to kalki są zresztą historycznym nadużyciem… ale świętym obowiązkiem władz polskich jest takie prowadzenie polityki w regionie i polityki dwustronnej, żeby posiadać narzędzia oddziaływania na decyzje władz litewskich.”                      

Ale od razu się zabezpiecz : „Tu potrzebne jest wyczucie i konsekwencja. Nie trudno się pokłócić i odciąć od siebie. Trudniej jest prowadzić skuteczny dialog… Tymczasem w ostatnich latach relacje polsko-litewskie w zasadzie zamarły, a sytuacja Polaków na Wileńszczyźnie wcale się nie poprawiła. Takiej polityki nie da się nazywać skuteczną….”

DEKLARACJE BEZ POKRYCIA. Jest to zbiór deklaracji bez realnego pokrycia w działaniu. Co zrobiono przez rok ? Jak wygląda „skuteczna polityka” obecnego reżymu?

Zacytujemy znów „Kresy.pl” (  04 kwietnia 2016) –„ Jak PiS robi z Polski litewskiego petenta.”(art. napisał Karol Kaźmierczak) :

„…Przedstawiciele rządu oraz Prawa i Sprawiedliwości zajęli stanowisko w sprawie Litwy. Okazuje się, że obóz rządzący nawet nie rozważa użycia jakichkolwiek narzędzi nacisku na litewskie władze i ciągle odwołuje się do dobrej woli Litwinów…

Jedynymi, którzy ośmielili się spytać obóz rządzący byli posłowie RB z klubu „Kukiz 15” w osobie p. Roberta Winnickiego Rząd Szydło został poniekąd zmuszony do jasnego zajęcia stanowiska interpelacją posła klubu „Kukiz 15”- Roberta Winnickiego.

Poseł zapytał czy władze Republiki Litewskiej przejawiają jakąkolwiek dobrą wolę w kwestii zaprzestania zinstytucjonalizowanej dyskryminacji miejscowych Polaków i regionu Wileńszczyzny.

Szef Ruchu Narodowego drążył zagadnienie, pytając dlaczego Litwini mają w ogóle zmieniać swoją politykę skoro Polska i tak nadskakuje swojemu sąsiadowi, wyprzedzająco zaspokajając wszelkie jego potrzeby. Zauważając, że nasz rząd tłumaczy swoją spolegliwość wobec Litwy „szerszym kontekstem geopolitycznym…”

No właśnie: „ geopolityka Litwy…” A przecież poseł Winnicki zapytał logiczne pytanie: „Na ile państwo o tak nic nieznaczącym  potencjale jak Litwa wzmacnia potencjał obronny Rzeczypospolitej i całego regionu?”.

WICEMINISTER DZIEDZICZAK DAŁ GŁOS. Pytanie było uzasadnione. Odpowiedź na interpelację Winnickiego w imieniu rządu,  wystosował z ramienia naszej dyplomacji wiceminister spraw zagranicznych, Jan Dziedziczak –  odpowiedzialny za sprawy Polaków poza granicami kraju. Ta odpowiedź nas poraża swą bezdenną głupotą i bezczelnością. Poraża bo uświadamia, że rząd PiS nie podejmie żadnych realnych działań dla obrony Polaków Wileńszczyzny przed litewską opresją. Poraża, bo oddaje poziom dogmatyzmu i perfidii sterników naszej polityki zagranicznej.

Dziedziczak zauważa, że „Republika Litewska do chwili obecnej nie wywiązała się ze swoich zobowiązań dotyczących ochrony praw Polaków na Litwie” i deklaruje, że „będziemy kontynuować działania na rzecz poprawy sytuacji”.  Ale w jaki sposób?

To wiceminister przemilcza, deklarując bezpłciowo jedynie wiarę w to, „że wspólnota interesów oraz dotychczasowa współpraca bilateralna i w formatach wielostronnych, połączone z konsekwentnymi zabiegami polskich władz skłonią władze w Wilnie do podjęcia stosownych działań na rzecz ochrony praw Polaków na Litwie”.

Aby nie było żadnych wątpliwości, że polski rząd nie zamierza podjąć wobec Litwinów jakichkolwiek zdecydowanych kroków, Dziedziczak, pisze, że „osłona lotnicza jakiej Polska udziela Litwie wynika ze zobowiązań sojuszniczych w ramach NATO” a „udział naszych sił powietrznych w sojuszniczej misji ochrony przestrzeni powietrznej państw bałtyckich jest działaniem sojuszniczym, a nie bilateralnym”.

Co wynika z tej wypowiedzi?

Czy nie to, że Polska, zamiast skoncentrować się na obronie własnych granic,  musi ochraniać i, ewentualnie, znów zalegać trupem pole …w obronie szowinistów litewskich, zaciekle tępiących Polaków? Dokładnie tak, jak to czyniła przez cały czas swego trwania aż do likwidacji państwa polskiego -od tzw. „unii lubelskiej”  z XVI w. aż do I rozbioru Rzeczypospolitej pod koniec XVIII w.

Kto  zliczy polskie groby rozsiane na bezkresnych wschodnich  przestrzeniach  aż po Morze Czarne ?

Tymczasem dla Polski priorytetem stało się  „utrzymanie sojuszniczej jedności i solidarności”. Reprezentant naszej dyplomacji zadowala się tym, że „Wilno zadeklarowało, że w 2018 roku osiągnie oczekiwany przez NATO poziom wydatków obronnych w wysokości 2% PKB” , a „…w ostatnim czasie Litwa dokonała również znaczących zakupów modernizujących jej siły zbrojne, kupując sprzęt i uzbrojenie”.

„Znaczących zakupów”? Ile jest wart potencjał obronny Litwy?

Te „znaczące wydatki” (2% PKB – o ile jest to prawda w co  należy wątpić) na obronność Litwy to 840 milionów dolarów. W przypadku Polski wartość ta (zupełnie  nie wystarczająca) zbliża się do 10 miliardów dolarów, a wydatki na wojsko Rosji  to  ponad 61 miliardów dolarów (3,5% PKB).

Szokująco wręcz brzmią dalsze słowa przedstawiciela naszej dyplomacji:

 „Strona litewska nigdy nie warunkowała dalszej współpracy z naszym krajem koniecznością porzucenia przez Polskę starań o poprawę sytuacji polskiej mniejszości na Litwie. Odstąpienie od domagania się praw narodowych Polaków na Litwie nie jest też wymogiem uczestnictwa w formatach współpracy wielostronnej, takich jak NATO i UE” –podkreśla Dziedziczak, dodając, że:

 „Nie istnieje też ze strony tych organizacji międzynarodowych jakakolwiek presja na Polskę w tych sprawach”.

Kim jest ten Dziedziczak?  Skąd się wziął? 

Analizując jego wypowiedź budzą się uzasadnione podejrzenia, że facet stara się coś ukryć. Bowiem nie sposób trudno nie spostrzec, że polski rząd ustawia się w roli klienta i  narzuca się Litwie ze swoją „strategiczną” pomocą.

Mało tego :on się  cieszy  jak dziecko, że Litwini łaskawie raczyli z niej skorzystać. Za całą nagrodę naszym władzom wystarczy, że znów mogły się popisać jako „wiodąca siła działań sojuszniczych” : sojusznicy na pewno się odwdzięczą.

Czy nie brzmi to wprost idiotycznie?

Ale właśnie takie  jest główne założenie „polskiej geopolityki” i „racji stanu”. Rzut oka do „Wikipedii” od razu stawia ministra Dziedziczaka na właściwym miejscu: jest ”politolog” i „geopolityk” demoliberalny.

Inaczej : demoliberalny politruk. Rzecz prosta jest tylko „przekaźnikiem”  myśli wyższych od niego,  demoliberalnych  decydentów.

DIALOG Z SZAULISAMI. Fakt, że nie jest to  własne stanowisko Dziedziczaka czy nawet MSZ pod „jedynie słusznym”  kierownictwem Witolda Waszczykowskiego, potwierdza wywiad Michała Dworczyka, opublikowany przez „Nasz Dziennik” (http://naszdziennik.pl/polska-kresy/82476,antypolska-litwa.html).

Artykuł jest sprytnie napisany, że robi nawet wrażenie…krytycznego. Robi wrażenie bezstronnego,  samodzielnego myślenia ale w jego zakończeniu, minister, zwala wszystko na Sikorskiego i PO – to „oni zawinili”. Bowiem PiS widzi to inaczej.

Jak widzi?

Dworczyk w innym artykule w tym samym dzienniku  (http://www.naszdziennik.pl/polska-kresy/151579,jak-ocalic-polskie-szkoly.html)  „zauważa ”   problemy Polaków:

„…Państwo litewskie od 1991 r. prowadzi bardzo konsekwentną politykę lituanizacji i ograniczania praw mniejszości polskiej…”

W innym numerze gazety znów powtarza to samo:

„…proces ograniczania szkolnictwa z polskim językiem nauczania na Litwie, trwa, niestety, od lat i konsekwentnie postępuje działania te są spowodowane niechęcią litewskich władz do polskich placówek oświatowych i chęcią ograniczenia języka polskiego w edukacji na Litwie… skutki podejmowanych obecnie decyzji (litewskich władz) będą trudne do odwrócenia”. 

A ponieważ akcja Litwinów będzie „trudna do odwrócenia” Dworczyk proponuje przeciwdziałanie:

„…Obecny rząd nie akceptuje takiego stanu. Podejmujemy wszelkie działania, by to zmienić, będą to działania na płaszczyźnie bilateralnej oraz na płaszczyźnie europejskiej… Posłowie pracujący w komisji akcentowali konieczność stworzenia wieloletnich programów, w których państwo polskie w sposób stały wspierałoby polską oświatę na Litwie. Padały takie propozycje jak organizowanie cyklicznych wyjazdów edukacyjnych tamtejszej młodzieży do Polski. Pomocna mogłaby się okazać stała podkomisja sejmowa…”                                          

Mówiąc prosto z mostu: jest to pusta gadanina jaka jest świetną podstawą dla  „działań bilateralnych” i prac tzw. „unii europejskiej”  …A do tego te „ograniczenia cyklicznych wyjazdów” Polaków z Kresów

Czyli  program rządu, „nie akceptującego takiego stanu”, jest programem ukrytego wzrostu biurokracji-jakbyśmy mieli jej nie dosyć. Jest programem odcinania Polaków od korzeni.

Nie pustosłowia trzeba, a działania, nie podkomisji ale konkretnego wyposażenia szkól, zaproszenia uczniów, zakwaterowanie ich  i 8-godzinne seminaria z języka polskiego i historii.

A przede wszystkim otwarte, brutalne przypomnienie Litwinom o prawach mniejszości, a gdy inne środki nie pomogą – wymuszenie tych praw siłą. 

W innym znów artykule p.minister  jednak działa: zaprosił ambasadora Litwy w Polsce przed oblicze posłów trzech komisji sejmowych gdzie przedstawiono mu „najwyższe zaniepokojenie i brak akceptacji”, a także uchwalony przez posłów dezyderat.

Jak Dworczyk chce skłonić Litwinów do ustępstw?

Powalająco prosto: „chodzi nam o prawdziwy dialog”. Ale już w następnym zdaniu…sam sobie przy tym przeczy, przyznając, że „rozmowy służą litewskiej stronie wyłącznie do gry na czas, mającej przykryć jej wrogie działania względem Polaków Wileńszczyzny”.

Mimo to ma nadzieję, że „strona litewska pozytywnie odniesie się do polskich postulatów.” Czyli klasyczne :”Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego, ani razu”…

Bo niby dlaczego Litwini  mieliby by to robić?                                                                                                      

Oni nie chcą czegokolwiek ale… Dworczyk  wie dlaczego mieliby to zrobić. Wyjawia to śmiało bez ogródek: „Bo nasze kraje mają podobne problemy jeśli chodzi o geopolitykę, politykę bezpieczeństwa”.

LEPSI UKRAIŃSCY HYCLE WE LWOWIE. Chyba na tym skończymy, bo można tak bez końca. Zauważymy jednak, że obecna ekipa rządowa najwyraźniej spisała Polaków na Kresach na straty. Kiedyś tam byli, a dziś już ich nie ma. I nie trzeba o nich mówić. W końcu to problem wstydliwy – „Polacy to kolonizatorzy”.

Należy natomiast stale mówić o Polakach w Kazachstanie, Syberii i oczywiście o tych w Katyniu. Trzeba mówić o powstaniu warszawskim o Bredzie, gen. Maczku i Monte Cassino. Tylko nie o Wilnie i Ponarach.

Można i trzeba mówić o rzezi na Wołyniu ale tylko w kontekście jej popełnienia przez „faszystowskich banderowców” – głupia, czcza paplanina. Bełkot nawiedzonych doktrynerów, mających zamiast mózgów, sieczkę w głowach.

Ale jednak są „konkretne wyniki”: zaprasza się  do Polski potomków Polaków z Kazachstanu. To naprawdę budujące, wspaniałe : wsiadają sobie w samolot lub pociąg i wygodnie lecą sobie lub jadą… Pod warunkiem, że pokryją sami koszt biletu powrotnego. Można by ich ewentualnie namawiać do pozostania w Polsce ale czy warto wszczynać taką akcję ze „zrusyfikowanym elementem”? Nie lepiej to przyjmować …Ukraińców? To dobry, bratni lud.

A pomoc dla Wileńczuków? Dla Polaków na Białorusi? A po kiego grzyba ?

Czy warto polepszyć stosunki z Łukaszenką by Polakom na Białorusi żyło się lepiej ? Po co? Aby dać im zarobić? Czy nie lepiej korzystać z bezproblemowej , taniutkiej siły roboczej z Ikrainy? Poza tym przecież „unia” zakazała jakichkolwiek kontaktów politycznych  z Białorusią  bo Łukaszenka jest  „totalitarnym dyktatorem”….

My, szczerzy demokraci z krwi i kości wiemy, że dyktatorów należy niszczyć – nawet kosztem pogorszenia warunków życia wszystkich mieszkańców. Obojętnie gdzie rządzą niechaj dyktatorzy idą na dno.  Im szybciej, tym lepiej. Musimy robić to, co nam każą „możni tego świata”  : Niemcy, „unia” i szajka międzynarodowych pachciarzy.

Jak  możemy pomóc Polakom  jeśli Litwini się uparli, że „nie chcą poprawy stosunków”?

Prosto : możemy jako „pomoc ” wysłać dla władz  litewskich  Wilna np. ze 100 tys. na łapanie bezdomnych psów?  Tak, jak to zrobiono ze Lwowem… To byłby  przynajmniej wymierny konkret, a rządzący odescy chałaciarze z pewnością by tę drobną sumę przyjęli.

Albo …czy nie lepiej i łatwiej  włożyć na głowę kapelusz , pomaszerować na kirkut w Kielcach i bajdurzyć jak Piekarski na mękach o „pogromie żydów w Kielcach” i „dziwnym zachowaniu się ludności polskiej”?

Jeśli do tych  wszystkich wspaniałych „osiągnięć”  dorzucimy  dziwnie serdeczny , spolegliwy  stosunek obecnego reżymu do rządu państwa, które zawsze tradycyjnie prowadziło zaciekłą walkę z polskością tych ziem  (w chwili gdy sowiecka armia Tuchaczewskiego stała nad Wisłą , w czasach „Litwy sowieckiej” w 1939 r. , w czasach okupacji niemieckiej ) to w głowie lęgnie się potworne podejrzenie i  kołacze się natrętne pytanie ,  czy aby deklaracje pisowskiego reżymu są naprawdę polskie? A co jeśli, nie?

Czy jest to – łagodnie mówiąc – „tylko naiwność polityczna” ?                 

Czy może jest to jeden z elementów specyficznego myślenia Polaków, o którym wspominał Jan z Czarnolasu, że „ Polak nową przypowieść sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi?  Czy,  wykorzystując i uwypuklając naszą irracjonalność polityczną , jest to element narzuconej nam gry?

Bowiem jeśli się uporczywie krzewi wśród ludzi  myślenie irracjonalne, to jak się może przebić i upowszechnić jakaś myśl racjonalna?  Czy jest racjonalnym myśleniem…nadzieja, że kiedyś Litwa zrozumie swoje błędne nastawienie do Polski?

Ale czy można zmienić ciągłym wskazywaniem „ruskiego niebezpieczeństwa” nastawienie ludzi niecierpiących polskości od ponad 500 lat?

 Z INNEJ BECZKI … Idzie o swoiście pojmowaną geopolitykę.  Geopolitykę rozumianą po polsku. Mam  być szczery ?  Będę, dlaczego nie?!

Kiedyś, przed 40 laty sadziłem, że termin   „finlandyzacja” jest niesłychanie dla nas obraźliwy, a dziś sądzę, że to całkiem dobry status: lepszy niż niemiecko-unijnego pachołka.

Wtedy, przed 40 laty chodziłem na antysowieckie demonstracje, zdzierałem gardło bowiem termin ten w odniesieniu do Polski był niestrawny – oznaczał status państwa, Finlandii,  pozbawionego suwerenności, żyjącego w cieniu wielkiego mocarstwa. Państwa, które utraciło większą część Karelii na rzecz Sowietów i tylko o włos uniknęło niewoli.

Gdy Niemcy zaatakowały Sowiety mieli Finowie z wojskami niemieckimi współpracować w blokadzie Leningradu ale z rozkazu fińskiego dowództwa 1 września 1941 roku, po wyzwoleniu Karelii, utraconej podczas wojny zimowej, zatrzymały się na linii granicy fińsko-sowieckiej sprzed wojny, co spowodowało, iż Leningrad nie został okrążony ze wszystkich stron. Później na wskutek nacisku „aliantów zachodnich” nawet wypowiedziano wojnę Niemcom.

Dziś zmieniłem zdanie, bo co naprawdę oznacza „finlandyzacja” ?   To, że małe państwo takie jak Polska,  powinno jak to się mówi, „znać swoje miejsce”. Przynajmniej znać je powinno – nawet wtedy, gdy przed stuleciami okupowało przez 2 lata (w ciągu 500 lat historii)  stolicę sąsiedniego mocarstwa.  Tak mówi zdrowy, chłopski rozum ale…

„Ale byliśmy w Moskwie i nikomu się ta sztuka nie udała. Tylko nam!” – dziś roi się od wypowiedzi dumnych przygłupów (i to historyków, zabierających publicznie głos –vide „TV Republika”) No właśnie ale…. ale, występując i zajmując Moskwę w obronie interesów litewskich tak się osłabiliśmy, że za 2 lata okupacji Kremla… zapłaciliśmy 146 latami rozbiorów i niewoli… Proste porównanie: 2 lata do 130 lat. Oto wyrok historii. O  tym uczone głąby, politycznie, orientujące się bezkrytycznie na zachazarzonych amerykańskich demoliberałów,  nie mówią tylko  nostalgicznie wspominają, że był wtedy  „obok Orła znak Pogoni”…                                                                                                                                                       

W sumie i nam, i im wyszło na pohybel. Popadliśmy w to samo szambo: wywózki, rozwałki i krew na śniegu Sybiru.  Ale zarazem… inne wnioski z historii: w Polsce nostalgia za Kresami,  za „pogonią obok orła”, a na Litwie i Ukrainie straszliwy wzrost szowinizmu i nienawiści do Polaków.

Jednakże notujemy jeszcze dziwniejsze nastawienie  Polaków  do sąsiadów: łatwiej nam przychodzi (jakże jednak nisko upadliśmy) uniżone  słuchanie  i merdanie wyłysiałym ogonem przed… Niemcami, rozstrzeliwujących  nas masami w II WŚ pod ścianami domów, zapędzających nas  do koncentraków  i,  mordujących bez pardonu za byle co. Lepsze te wspomnienia,  niż normalny, wyważony stosunek do „ruskiego”.

Mamy  dokładnie taki sam stosunek do „ruskiego”, jaki mają do nas …Litwini. Skąd on się bierze?

Bierze się z wykoślawionego poczucia wyższości: jesteśmy lepsi, bo jesteśmy demokratami: wolność jest u nas tradycją, mamy ją  niejako w genach, a „nasza demokratyczna konstytucja  wyprzedziła o stulecia konstytucję Anglików”… jesteśmy katolikami, a „ruscy” są  prawosławnymi, bizantyńcami.  Wynika z tego, że kochają niewolę. Ponieważ katolicyzm jest lepszy („bo niesie ze sobą personalizm”) jesteśmy bezdyskusyjnie górą. Poza tym „Iwany” lubią leżeć na piecach , a nie na łóżkach,jak zwykli czynić ludzie cywilizacji łacińskiej. Dzięki katolicyzmowi górowaliśmy nad niewolnikami bo byliśmy na Kremlu i „decydowaliśmy o rosyjskich carach” … Dowód wyższości: rozbiliśmy ich pod Kłuszynem…, a pan Kmicic zrywał „kamuszki z czpek bojarskich”. Mając w stosunku do „zdziczałego ruskiego” poczucie wyższości, a więc „będąc lepszymi”, nie możemy oczywiście traktować go jako równego sobie politycznego partnera.

Odwrotnie Niemcy: ci są też katolikami i dostać od nich w kuchnię wcale nie było wstydem. Chociaż nie wiedzieć czego stale na nas parli i chcieli nas zniewolić. Mordowali nas, to prawda ale to był naród niezwykle kulturalny i pracowity. Karny. Nie mogli ścierpieć bezhołowia Słowian. Mieli poniekąd rację bo porządek być musi. Posłuch też – trzeba wykonywać rozkazy… Jeśli pan bauer mówi, ”Won smolucha do robota”,to trzeba pracować, a nie gadać, prawda?

Dlatego , chętnie u Niemców pracujemy i patrzymy przymilnie w oczy. Przede wszystkim dlatego, że chociaż nas masowo mordowali, to jednak po wojnie stali się od nas o wiele bogatsi. Mają forsę i są bogatsi niż „ruskie”,„pieniążki mówią. Taki jest świat”. Takie jest nasze myślenie o wolności: jeśli jesteś bogaty, to jesteś najwidoczniej lepszy bo to „znak od Boga. Objaw Jego łaski” … Znane-choć tylko niektórym – powiedzenie Chazarów…

Jasne, że chociaż  „zachód  nas stale zdradzał i sprzedawał… ruskiemu,  lepiej z nim trzymać bo tak jest ten świat urządzony. Nie mamy innego wyjścia.”

Jak to odbieramy? Czy nie jest to aby majaczenie chorego psychicznie?

Aleksander hr.Wielopolski napisał anonimowo po rzezi szlachty tzw.” „rabacji galicyjskiej” (bardzo lubianej przez Chazarów rzezi duchownych i ziemiaństwa-vide Bruno Jasieński, „Słowo o Jakubie Szeli”. Interesujące, że mordowany tylko Polaków) dokonanej w 1846 roku przez chłopów w Małopolsce, „List szlachcica polskiego do ks. Metternicha”. Wyrażał w nim oburzenie na inspirowanie rzezi przez władze austriackie.

Jednocześnie pozbawiony złudzeń co do pomocy Zachodu dla Polaków i obawiając się rewolucji społecznej, deklarował współpracę i ugodę z Rosją, nie stawiając żadnych żądań. Jako naczelnik rządu cywilnego Królestwa Polskiego mianowany przez cara Aleksandra II był przeciwnikiem antyrosyjskiej konspiracji.

Uważał, że samodzielnie będzie prowadził wszelkie rozmowy z Rosją dotyczące Królestwa Polskiego. Jego wielkość jako polityka dostrzegł nawet …Józef Piłsudski.

Wielopolskiemu przypisuje mu się powiedzenie: „Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”. Dziś, po latach wiemy, że jego praca polityczna była stale zwalczana przez agenturę pruską, dążącą wytrwale do utopienia Polski we krwi. Co się jej w końcu udało w „Powstaniu Styczniowym”.

Główni aktorzy na scenie geopolitycznej  świata  i Europy Środkowej rozpoczęli partię szachów pionami: są piony ludów bałtyjskich, jest i pion polski. Piony mają to do siebie, że są najsłabszymi bierkami na szachownicy; tylko w pewnych sytuacjach, w grze końcowej mogą wywrzeć istotną rolę i przemianą w hetmana przyczynić się do zwycięstwa jednego z graczy.

Ale aby tak się stało wymaga się od graczy mistrzowskiego posługiwania się nimi  w debiucie oraz  koncepcyjnej wirtuozerii w grze środkowej i końcowej.

Historia rozegranych do tej pory partii szachowych  wykazuje, niestety, na przewagę strony rosyjskiej, posiadającej tak najlepszych teoretyków, jak i graczy.

Dlatego, choć partia szachów może trwać długo to piony zwykle płacą … biciem przez figury przeciwnika. Jakoś niesłychanie rzadko docieraliśmy w  grze do partii środkowej, nie mówiąc o końcowej.  W szachowym rankingu na 1-szą 40-kę mamy 2 zawodników, USA mają 4-ech, a Rosja 9-ciu.

Dziwnym trafem odpowiada to naszej geopolitycznej pozycji- USA| jest daleko, a Rosja pod bokiem.

Osobiście wątpię czy polski pion, posuwany przez „wiernych”  „przyjaciół z zachodu” osiągnie „pole przemiany” na hetmana. A dopóki się to nie stanie musimy jeszcze więcej mówić o Katyniu i przemilczać Ponary.

W ten prosty sposób wzmocnimy się politycznie na międzynarodowej arenie i staniemy się prawdziwą potęgą w Europie Środkowej!

Jan Bek

Komentowanie zamknięte.