Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 3, 2014 Przez a303 W Historia

Mobilne komory gazowe wyprodukowane w ZSRR

aPodobno jak piece w Auschwitz, śmiertelne wąwozy Babi Jar, ciche popioły Chatyniu – samochody – komory gazowe są jednym z wielu symboli nazistowskich zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Przestępstwa te otrzymały międzynarodowy rozgłos, a ich ideolodzy i twórcy, większość z nich, otrzymali zasłużone kary.

W przeciwieństwie do zbrodni nazistowskich, sowieckie zbrodnie dotychczas nie tylko nie są uznane, ale mają dużo obrońców, uzasadniających okropności leninsko-stalinowskiego terroru „wybitnymi osiągnięciami” w późniejszych czasach. Tymczasem, nienawiść do ludzi i okrucieństwo systemu bolszewickiego nie tylko wyprzedziły o dziesięciolecia szaleństwa i brutalność nazistów niemieckich, ale także służyły jako przykład dla systemów rządowych w Europie Wschodniej, Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. W sprawie masowego niszczenia swoich potencjalnych, rzeczywistych i wyimaginowanych wrogów sowiecki komunizm wypróbował wszystkie możliwe sposoby i środki. Tak więc, na długo przed dojściem Hitlera do władzy i organizacji przez nazistów pierwszych „obozów zagłady”, podobne „instytucje” funkcjonowały na Północy Rosji. I stworzył je znany z dzikiego okrucieństwa pierwszy szef Oddziału Specjalnego Czeka, kolega Dzierżyńskiego,  Michaił Kiedrov.

Geografia i historia zbrodni sowieckich są rozległe. Począwszy od 1918 roku i przynajmniej do czasu śmierci Stalina w marcu 1953 powierzchnia „1/6 terytorium” była pokryta siecią lochów i rzeźni. Solovki, Holmogory, Bagreevka, Levashovskie nieużytki, Butovo, Kurapaty, Bykovnya, Sandarmoh – to tylko najbardziej znane nazwy ze wszystkich rosyjskich Kalwarii.

Byłoby dziwne, że z takim imponującym doświadczeniem sowieccy komuniści co najmniej na poziomie „amatorskim” nie próbowali przetestować różne metody zabijania. W tym te, które dotychczas uważane są za wyłączny „przywilej” nazistów.

Jednym z takich przykładów swego rodzaju „pierwszeństwa” sowieckich komunistów w sprawie niszczenia ich potencjalnych, rzeczywistych i wyimaginowanych przeciwników jest stosowanie duszących gazów .

Pierwsze przypadki użycia przez bolszewików toksycznych substancji miały miejsce w okresie wojny domowej. Najbardziej znany epizod: tłumienie buntu w prowincji Tambov w 1920-1921. Operacyjno – tajny nakaz nr 0116 z dnia 12 czerwca 1921, wydany pod podpisem dowódcy prowincji Tambow Michaiła Tuchaczewskiego i szefa sztabu wojsk Sztabu Generalnego Nikołaja Kakurina w celu „natychmiastowego oczyszczenia lasu” z rebeliantów nakazał użycie gazów trujących, dokładnie przy tym obliczając, żeby „chmura trujących gazów była całkowicie rozproszona po całym lesie, niszcząc wszystko”.

Są zachowane raporty bezpośrednich wykonawców tej czynności. Tak więc, w raporcie szefa działu Zavolzhsky od 20 sierpnia 1921 jest informacja, że w ramach operacji zostało wykorzystane w okolicach jeziora Ramza 130 szrapneli, 69 wybuchowych i 79 chemicznych  pocisków. W swoim raporcie z dnia 23 sierpnia 1921 dowódca artylerii Biełgorod Nieczajew poinformował, że w trakcie ostrzału wyspy, która mieściła jedną z baz partyzantów, jego batalion zużył 65 szrapneli, 49 wybuchowych i 50 chemicznych pocisków.

Tak więc , Rosja Sowiecka stała się pierwszym w historii XX wieku państwem, które zastosowało broń chemiczną przeciwko własnemu narodowi.

Inny znany przykład zastosowania przez bolszewików gazów duszących należy do późniejszego okresu – okresu „Wielkiego Terroru” w 1937/38 (zwany także „Jeżowy”). W ramach realizacji operacyjnego rozkazu dowódcy NKWD Nikołaja Jeżowa 00447 „Operacja represji byłych kułaków, przestępców i innych elementów antysowieckich”, zatwierdzonego przez Biuro Polityczne 31 lipca 1937 r.,  pracownicy NKWD dokonali nagłych aresztowań, eliminację i zesłanie setek tysięcy ludzi .

Wykonywaniem kary śmierci zajmowała się specjalna grupa operacyjna na czele z wodzami KGB. We wszystkich regionach kraju były utworzone specjalne poligony do masowego niszczenia „wrogów ludu” i ich późniejszego pochowku. Biorąc pod uwagę dużą liczbę „skazańców” i żeby zdążyć w terminie, pracownicy zaangażowani w rozstrzeliwanie wyróżniali się dużą „pomysłowością”. Aby zaoszczędzić czas i amunicję stosowali różne metody. Na Dalekim Wschodzie skazanych na karę śmierci topili w morzu, a w niektórych regionach Ukrainy rąbali za pomocą siekiery, w regionie Nowosybirsku – dusili. Ale najbardziej „zaawansowanymi” było moskiewskie NKWD  które wypróbowało metodę zabijania ludzi przez uduszenie trującym gazem.

Autorem tego pomysłu był szef działu administracyjnego (ACS) NKWD w regionie Moskwa Isay Dawidowicz Berg. Porucznik Bezpieczeństwa Publicznego, członek KPZR(b) od 1930 roku, wykonywał rozkazy „trójki” NKWD w regionie moskiewskim: woził na egzekucję. Ale po tym jak łączna liczba więźniów do odstrzału w Moskwie przekroczyła 300 osób dziennie, dać radę z taką liczbą „śmiertelników” stało się niemożliwe .

Berg zaproponował własne rozwiązanie tego problemu. Z jego udziałem powstały pojazdy, tak zwane komory gazowe. Były zamaskowane na samochody dostawcze chleba. Przeciętnie mieściły 20 – 30, a czasem 50 osób . Zostały one zaprojektowane w następny sposób: wewnątrz ciężarówki odwracano rurę wydechową, i w drodze do miejsca egzekucji ludzie się truli gazem. Zanim wrzucono do samochodu, skazanych na śmierć więźniów rozbierano do naga, związywano, zakneblowano. Tak więc, po przybyciu na miejsce egzekucji oddział egzekucyjny miał tylko rozładować zwłoki do pochówku we wcześniej przygotowanych dołach .

Nie wszyscy skazani umierali z uduszenia tlenkiem węgla w drodze, niektórzy (podobno najsilniejsi) byli w stanie półprzytomnym.

Aktualni zwolennicy „jasnego obrazu” stalinizmu ten fakt używania gazów duszących w czasach „Jeżowa” zdecydowanie odrzucają. Sugeruje się, że jeśli naziści udokumentowali fakt używania komór gazowych, a NKWD – nie –  wiec „nic takiego nie było, bo być nie mogło”. Taki argument nie może być uznany za uzasadniony . Z tego powodu, że w nazistowskich Niemczech wykorzystywanie samochodów – komór gazowych sankcjonowano na najwyższym poziomie, podczas gdy w stalinowskim ZSRR zabijanie ludzi za pomocą trującego gazu było „inicjatywą” oficerów bezpieczeństwa bezpośrednio zaangażowanych w wykonywanie egzekucji. Oznacza to, że sowieckie komory gazowe były  swego rodzaju  „​​know how” , improwizacją, aby ułatwić niszczenie ludzi skazanych na śmierć. Oczywiste jest, że w tym przypadku jedynymi źródłami informacji dokumentalnych będą zeznania – i to tylko jeżeli oficer tajnej policji sowieckiej był później represjonowany. W ten sposób został udokumentowany fakt użycia ciężarówek – komór gazowych na poligonie Butowo .

Warto w tym momencie przytoczyć opinię znanego historyka radzieckich organów bezpieczeństwa państwa i represji politycznych na Syberii, Aleksieja Tepliakova, który uważa, że zeznania w aktach dochodzenia Berga „są uzasadnione, ponieważ wymyślić takie szczegóły byłoby bardzo trudne. Fakty archiwalne są tak przerażające, że ciężko coś takiego wymyślić”. ( List Tepliakova w dniu 14 maja 2011 / / Prywatne archiwum autora ).

Uważa się jednak, że ten epizod użycia duszących gazów jest jedynym w swoim rodzaju, a zatem daje powód do sceptycyzmu.

Ale, jak pokazuje analiza wielu wspomnień, praktyki uduszenia skazanych w specjalnie przystosowanych do tego ciężarówkach otrzymały pewne rozprzestrzenienie i poza sowiecką stolicą. Jeden taki epizod, który miał miejsce w Iwanowie podczas „Jeżowa” przeciwko grupie wysokich urzędników partyjnych, uznanych za „wrogów ludu”, przytacza autor rewelacyjnych w swojej szczerości wspomnień „NKWD od środka. Zapiski chekisty” Michail P. Szrejder. Po ogłoszeniu wyroku skazani dostawali karteczkę papieru i kazano im napisać prośbę o ułaskawienie. Tak więc, w celu uniknięcia ewentualnych ekscesów, skazanym na śmierć dawano nadzieję, że jeszcze nie wszystko skończone, i zaraz ich zawiozą z powrotem do więzienia.

Ale kilka godzin później autor wspomnień „dowiedział się od jednego z pracowników, który konwojowali grupę skazaną do odstrzału, że wyrok zostanie wykonany. Również powiedział mi, że gdy zamknięty samochód przybył na miejsce egzekucji, skazani byli wyciągani z samochodu prawie nieprzytomni. W czasie podróży oni byli prawie zatruci przez spaliny, specjalnie odprowadzane poprzez specjalną rurkę do środka zamkniętej ciężarówki” (Schrader M.P. NKWD od wewnątrz :  Uwagi Czekisty – Powrót , 1995 – str. 78 ).

Temu świadectwu można wierzyć. Około dwudziestu lat (od czasu wojny domowej do 1938 włącznie) pracował w systemie Czeka – OGPU – NKWD, Schrader był jednym z niewielu wysokich rangą funkcjonariuszy NKWD, kto po aresztowaniu w czasach represji końca lat 30-ch, nie tylko ocalił swoje życie (odsiedział wyrok w obozie), ale wiele lat później wyznał swoje myśli na papier.

Kolejną wzmiankę o komorach gazowych w służbie NKWD można zobaczyć w książce słynnego radzieckiego dysydenta, generała Piotra Grigorenko „W podziemiach można spotkać tylko szczury … „ . W niej autor przytacza zeznania jednego z jego przyjaciół, Wasilija Iwanowicza Tesla, człowieka, który stał dla Grigorenko osobą, która wskazała mu drogę „wyzwolenia z okowów ideologii komunistycznej „.

” … Tesla był dyrektorem gospodarstwa, więc,  oczywiście, najwięcej mówił o tym, co dzieje się w rolnictwie, ale były poruszane i  inne tematy, a wśród nich wspomnienia więzienia – obozu. Pewnego dnia  poruszyliśmy temat zbrodni hitlerowskich:

– Jakimi zwierzętami, nie, nie zwierzętami, bestiami trzeba być, aby wymyślić komory gazowe.

W odpowiedzi , Wasilij Iwanowicz, wahając się, powiedział:

– A wiesz, Piotr Grigoriewicz … to my wymyśliliśmy komory gazowe … tzw kułacy … dla chłopów.

I opowiedział mi następującą historię .

Pewnego dnia w więzieniu w Omsku zawołał go do okna z widokiem na dziedziniec sąsiad z celi. Okno było zasłonięte. Ale był prześwit, przez który widać było drzwi w innym budynku więzienia.

– Poobserwuj ze mną – powiedział sąsiad.

Po jakimś czasie przyszedł „czarny kruk „. Drzwi do budynku otworzyły się i strażnik pogonił ludzi biegiem do otwartych drzwi ciężarówki. Naliczyłem 27 osób – później zapomniałem liczyć, chciałem zrozumieć co to za ludzie i po co są zapędzane do samochodu, na stojąco, ciasno jeden przy drugim. Wreszcie zamknęli drzwi, a samochód odjechał . Chciałem odejść, ale więzienny sąsiad powiedział: „Poczekaj . Oni wkrótce wrócą”. I wrócili, bardzo szybko.

Kiedy drzwi się otworzyły zobaczyłem czarny dym i posypały się zwłoki tych ludzi. Potem te zwłoki zrzucili do piwnicy, której nie zauważyłem wcześniej. Prawie tydzień oglądaliśmy takie akcje. Tamten budynek nazywano „kułackim” . Nawet po ubraniu było widać, że to są chłopi.

Słuchałem tej opowieści z przerażeniem i niesmakiem . I cały czas widziałem wśród tych chłopskich twarzy twarz wuja Aleksandra. Przecież on według informacji , którą otrzymałem, „zmarł ” w więzieniu Omsk. Jest możliwe, że zginął w komorze gazowej” (Piotr Grigorenko „W podziemiach można spotkać tylko szczury … „)

A oto kolejny dowód. Fragment wspomnień Valentina Tarasa. Znane białoruski pisarz, poeta, eseista, podczas wojny z hitlerowskimi Niemcami walczył jako partyzant i opisał panujące tam brutalne obyczaje, podkreślając, że właśnie wtedy zaczął się sypać fundament jego radzieckiej edukacji. Nie ostatnią rolę w tym odegrał następny epizod:

„Rodzina jednego z członków NKWD (nie pamiętam nazwiska), mieszkała w Brześciu, a ktoś z miejscowych poinformował Niemców, że to jest rodzina pracownika NKWD. I cała rodzina została zastrzelona. Słysząc to, pracownik NKWD napił się z rozpaczy , chodził po wszystkich ziemiankach brygady, płakał, bijąc się w pierś, i pytał każdego, kto się trafił na jego drodze : „Czy kiedykolwiek widziałeś żeby czekista płakał? Nigdy nie płakałem! Strzelałem ludziom w głowę – i nie płakałem! Wpychałem ludzi do komór gazowych – i nie płakałem! A teraz płaczę ! Zabili moją rodzinę ! Matkę , żonę , dzieci ! … Dranie ! Bestie ! …”

Oczywiście, rozpacz tego człowieka była straszna i nie do zniesienia  i ten ból  dotknął każdego! Ale ja z moim przyjacielem Stiopką byliśmy przerażeni również jego opowieściami o strzelaniu w głowę i komorach gazowych. Czy mamy komory gazowe? To naziści mają komory gazowe! To faszyści strzelają w głowę ! Może bredził z żalu? Byliśmy zaskoczeni z Stiopką przez to, co usłyszeliśmy i poszliśmy do ziemianki dyrektora wydawnictwa podziemnego komitetu partii regionalnych i zapytaliśmy go, czy takie coś może mieć miejsce – to co krzyczał NKWDzista? Szef wydawnictwa zmieszał się i szybko zaczął mówić, że ten pracownik NKWD przed chwilą był u niego  i nic takiego nie mówił, a my wszystko wymyśliliśmy. I, odwracając wzrok, zaczął wyjaśniać nam, że partia kiedyś miała dużo wrogów, że przed wojną w kraju roiło się od niemieckich agentów i szpiegów i trzeba było tak szybko, jak to możliwe, za pomocą wszelkich środków, ich zniszczyć …” (Taras V. Na wyspie wspomnień).

Zatem, zbadano fragmenty wspomnień, których autorzy – dwie różne osoby, o różnych poglądach politycznych. Nie znając siebie, przytaczają oni podobne epizody, które miały miejsce w różnych regionach kraju, i które, bez wątpienia, jasno pokazują, że  trucie ludzi gazem nie było dla komunistów niczym egzotycznym. Jeśli rząd stawia sobie za cel zniszczenie w krótkim czasie wielu tysięcy ludzi, to sposoby, żeby to osiągnąć, będą znalezione.

Pierwsza publikacja: gazeta „Krymskie echo”.

Dmitrij Sokołow

Źródło: http://rusk.ru/st.php?idar=57264

Tłumaczenie z rosyjskiego: Olga Ka

Tags : , , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.