Najnowsze

Opublikowano Luty 17, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Młodopolska III RP

Źródło: http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/

Data publikacji: 15.02.2013

lem1

Niespodziewana abdykacja Benedykta XVI ze Stolicy Piotrowej wywołała sporo medialnego rozgłosu. Abstrahując od istoty tego wydarzenia, warto przy tej okazji zastanowić się nad znaczeniem wieku osoby w kontekście prowadzonej przezeń działalności.
Nie ulega wątpliwości, że czynnik czasowy odgrywa ważną, a często nawet kluczową rolę. Dwudziestolatek uprawiający wyczynowo pływanie jest już uważany w tym sporcie a „starego”. Złotym wiekiem dla osób parających się zawodami technicznymi jest okres pomiędzy trzydziestką a pięćdziesiątką, podczas gdy pracownicy fizyczni uznani są za najwydajniejszych od osiągnięcia dojrzałości do czterdziestki.
W przypadku osób aktywnych na polu publicznym, doświadczenie życiowe i skrystalizowane poglądy są nawet bardziej istotne niż formalne wykształcenie czy poziom inteligencji. Stąd też autentycznie wybitne jednostki zwykle osiągają swą prominencję już po pięćdziesiątce. Sytuacja takowa ma swoje odzwierciedlenie w percepcji wieku w poszczególnych społeczeństwach.
W społeczeństwach pierwotnych, charakteryzujących się największą kompatybilnością z prawami natury znajduje to między innymi wyraz w przewodniej funkcji w sprawach wspólnoty „rady starszych” (starszyzny).
Paradygmat takowy widoczny jest też w wielu współczesnych społeczeństwach. Weźmy dla przykładu dwa, które odgrywały największą rolę we współczesnej historii świata: USA i Rosja (ZSRR).
Społeczeństwo amerykańskie ocenia jednostki między innymi poprzez pryzmat zdrowia i energii i tylko w tym kontekście wiek ma dlań istotne znaczenie. Osoby obdarzone dużą witalnością nawet w podeszłym wieku mogą odgrywać w nim znaczną rolę, czego przykładem jest postać Ronalda Reagana.
Rosyjska tradycja nakazuje obdarzać większym szacunkiem i wiarygodnością osoby starsze, co w schyłkowym okresie komunistycznym zaowocowało nawet skrajnością w postaci gerontokracji.
Polska tradycja, a w szczególności dzień dzisiejszy odznaczają się diametralnie innym podejściem do tego zagadnienia, co wpływa w znacznym stopniu na społeczne zachowania.
Historycznie objawiało się to dużą niefrasobliwością i prawdziwie ułańską fantazją w podejmowaniu istotnych decyzji; rezultatem czego jest przykładowo cały szereg nieudanych powstań. Romantyczni przywódcy łatwo znajdowali poklask młodego duchem, nierozważnego społeczeństwa. Katastrofalne rezultaty błędnych decyzji są do dziś usprawiedliwiane a nawet gloryfikowane przez polskich patriotów niezdolnych do brania lekcji z historii. Wszelkie próby pragmatycznej oceny tych wydarzeń spotykają się z ich strony z emocjonalnymi oskarżeniami o wrogi stosunek do spraw Polski i sprzyjanie Jej wrogom. Nie są oni w stanie wyczuć subtelnej różnicy pomiędzy próbami poniżania Polskiego Narodu, a wysiłkami zdążającymi do zaszczepienia w Nim porcji zdrowego rozsądku.
Taka sytuacja powoduje też dodatkowy efekt w postaci nadmiernej niechęci w stosunku do Rosji, która nigdy nie bawiła się w „dyplomację” i lała nas prosto „w modę”. Z drugiej zaś strony Polacy zawsze kochali Zachód, który w całej historii naszych stosunków stosował perfidną hipokryzję, klepiąc nas protekcjonalnie po plecach i schlebiając w miarę potrzeby, równocześnie realizując w stosunku do nas niezmiennie zdradziecką politykę. Infantylni Polacy są głusi i ślepi na fakty płynące z Zachodu, rozpływając się jedynie w euforii pod wpływem nawet najdrobniejszych pustych pochwał, których nie szczędzą nam w razie potrzeby nasi europejscy i amerykańscy „przyjaciele”.
Tak więc, pomimo podobnych metod, które stosuje w stosunku do społeczeństw Imperium Euroatlantyckiego (US&UE) rządząca nim oligarchia, efekty tychże są nieporównywalnie donośniejsze w przypadku Polaków.
Metody, o których wspominam, opisałem w artykule zatytułowanym: Wychowanie do samozagłady, tu koncentruję się więc jedynie na aspekcie dojrzałości „wiekowej” społeczeństwa.
W okresie dwudziestolecia III RP agenturalnym mediom udało się wytworzyć w społeczeństwie syndrom „młodego, wykształconego, z dużego miasta”.
„Młody, wykształcony” pochodził najczęściej z prowincji, z której emigrował do miasta w poszukiwaniu wiedzy i możliwości życiowych. To co tam otrzymywał sugerowałoby raczej użycie w stosunku do niego epitetów: „infantylny ignorant”, ale pozytywny jego wizerunek został przez media dobrze ugruntowany.
W rezultacie tych i innych przemian, polska prowincja straszy ruinami pozostałymi po krajowym przemyśle i przemykającymi chyłkiem wśród nich emerytami. Klika dużych ośrodków „akademickich” tętni młodością o iście „europejskim” posmaku. Starzy nie są tam mile widziani, bo szpecą piękny wizerunek polskich metropolii pławiących się w wirtualnym dobrobycie.   Klepiąc biedę wstydliwie pozostają oni w czerech ścianach swych mieszkań, lub wystają w kolejkach nowoczesnych lecznic NFZu w oczekiwaniu na śmierć.
Młodzi natomiast nadają ton społeczeństwu.  Oczywiście jest on wirtualny jak wszystko inne w III RP, oprócz nędzy. W istocie sterują nimi media. Dzięki opisanej powyżej „młodzieńczości” społeczeństwa, jest to proces trywialnie prosty.
Wystarczy bowiem poinformować „młodych, wykształconych”, za jakie decyzje „europa” ich pochwali, za jakie wyśmieje, lub zgani, a w skrajnym przypadku nawet „wykluczy z ekskluzywnego klubu bogatych”, by mieć w społeczeństwie zagwarantowane „jedynie słuszne decyzje”.
Oczywiście autentyczną władzę sprawują zagraniczne ośrodki decyzyjne, a jej administrowanie powierzono „elitom”, w których syndrom młodości nie gra roli. Wśród nich liczy się jedynie stopień zaprzaństwa, czego przykładem jest choćby osoba „profesora” Bartoszewskiego.
Mało tego, „młodzi, wykształceni” z autopsji znają jedynie rzeczywistość III RP, której to dobry wizerunek jest z całą mocą przez media propagowany. Stąd też za normę uznają choćby to, że”
-w Polsce rodzi się człowiek jedynie po to by się do jakiegoś poziomu wyedukować, a w szczególności nauczyć jakiegoś „europejskiego języka” i wyemigrować;
– w mowie ojczystej posługuje się jedynie setką słów, z czego połowa to wulgaryzm zaczynający się na literę k..;
–wszystkie dojrzewające młode kobiety rozbiegają się po Europie i świecie w gorączkowym poszukiwaniu zagranicznego męża, partnera, kochanka, lub klienta;
-od obcokrajowców można się jedynie uczyć, nie wyłączając nawet murzynów z Bantustanu;
-w Polsce nic się nie opłaca produkować, nawet zieleninę na stragany sprowadza się z Grecji lub Hiszpanii;
-Polska pozbawiona jest jakiejkolwiek komunikacyjnej infrastruktury, ale każdy obywatel musi być posiadaczem samochodu.
Te i wiele, wiele innych atrybutów III RP, byłoby w każdym innym miejscu na kuli ziemskiej, w każdym czasie i epoce uznane za skrajną patologię, ale dla polskich „młodych, wykształconych” to jest „normalka”.
Jeśli więc wszystko jest w porządku, to, czemu próbować cokolwiek zmieniać?
Wszystko to układa się w logiczną całość. Pozostaje jednak pytanie czy wobec tego z sanacją musimy poczekać do momentu, gdy wyemigruje ostatni „młody, wykształcony”?
A jeśli tak, to co będzie można w takim społeczeństwie dokonać, oprócz godnego pochówku?

 

 

 

 

 

Komentowanie zamknięte.