Najnowsze

Opublikowano Marzec 26, 2017 Przez Jan W Polska

Mity rusofobów czyli „Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy”

Ten mit został ukuty i rozpowszechniony przez środowisko skupione wokół paryskiej „Kultury”. Jest on jednym z dogmatów tego środowiska jak też i jego wszelkiego rodzaju epigonów. Podawany jest najczęściej jako prawda z rodzaju „oczywistej oczywistości”, której nie tylko podważanie, ale jakakolwiek nad nią dyskusja, jest uważana za rzecz niedopuszczalną. Nie byłoby problemu gdyby to była tylko sprawa przeszłości, niestety, ten ahistoryczny, błędny, sprzeczny i szkodliwy mit miał i jeszcze ma, spory wpływ na myślenie, czy raczej należałoby powiedzieć, zniekształcenie myślenia, ludzi uważających się za elity polityczne w Polsce.

a1

Każdy, kto zabierze się za analizę tego mitu szybko dojrzy jego wewnętrzne sprzeczności i absurdalne założenia, na jakich został zbudowany.

Jego twórcy odnosili się do jakiejś swojej wymyślonej Ukrainy, gdzie niektórzy z nich widzieli się w roli atamanów, ale która nigdy nie istniała faktyczne, a była bardziej stanem ich umysłu niż realnym bytem politycznym. Tymczasem trzeba się odnieść do konkretnego państwa ukraińskiego i jego relacji z Polską, takich, jakie one faktycznie były, są i najpewniej będą.

Ukraina nie jest państwem mitycznym, ale konkretnym, i powstała w określonych warunkach historycznych i politycznych, co wpływa na jej stan obecny jak też na jej stosunek do Polski. Początek bytu państwowego o nazwie Ukraina miał miejsce prawie dokładnie 100 lat temu i był wynikiem politycznych i militarnych działań Cesarstwa Niemieckiego podczas pierwszej wojny światowej. Cały pomysł z utworzeniem Wielkiej Ukrainy był niemiecki.

Profesor Andrzej Nowak, bardzo bliski partii PiS, tak mówi o tym początku Ukrainy: „gdy Niemcy podczas rokowań w Brześciu zażądali – formalnie nie dla siebie – terenów od Morza Czarnego do Bałtyku, czyli całego obszaru dawnej Rzeczypospolitej. Dlatego przerwano negocjacje. Wtedy Niemcy zaszantażowali Lenina niezależnym układem pokojowym z Ukrainą, oddając jej ogromne terytorium, które przejdzie do historii jako Wielka Ukraina. To nada polityczny kształt marzeniom elit ukraińskich o własnym państwie, choć z niemieckiego punktu widzenia było jedynie narzędziem do rozbicia Imperium Rosyjskiego oraz uderzenia w aspiracje polskie.” [1]

Warto żeby politycy PiS, tacy jak Waszczykowski, Duda czy Piekło zastanowili się nad tą niemiecką genezą Ukrainy, bo fakt, że to był niemiecki projekt, miało i ma wielkie znaczenie.

Według Andrzeja Nowaka, ten niemiecki pomysł, inspirował ukraińskie, bardzo nieliczne, elity: „narodowe elity zobaczyły na mapie Wielką Ukrainę, taką od Przemyśla i Chełma po Charków i Donbas. I o tym już nigdy nie zapomniały. Do tej wizji nawiąże program Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w latach 20. i 30., a także jego zbrojnego ramienia – UPA – w czasie II wojny światowej. Do tej wizji nawiąże później również niepodległa Ukraina, bo bolszewicy, ustanawiając w odpowiedzi na niemieckie obietnice sowiecką Ukrainę (i następnie poszerzając ją m.in. po 17 września 1939 r.), de facto usankcjonowali kształt terytorialny Wielkiej Ukrainy.” [2]

Mamy tu sytuację zupełnie jasną. Ukraina swoje powstanie jako państwo zawdzięcza Niemcom i ukraińskie elity to bardzo dobrze pamiętają i tam właśnie kierują swoje nadzieje i oczekiwania. To w Niemczech szukała wsparcia OUN, otrzymywała je, i była gotowa rozpocząć masowe powstanie przeciwko Polsce wraz z niemieckim najazdem w ’39. Mimo, że Niemcy nie wyrazili zainteresowania tą ofertą, to jednak lokalnie doszło do napadów na polskie oddziały a nawet zajmowano miasta, jak na przykład Stryj. Łącznie Ukraińcy wymordowali wtedy kilka tysięcy Polaków. To Hitlerowi złożyli hołd ci, którym uroiło się, że pozwoli on na zaistnienie ich państwa proklamowanego 30 czerwca 1941 roku. Hitler nie zwrócił na to uwagi a inicjatorów tego przedsięwzięcia zamknięto. Nie zniechęciło to jednak Ukraińców od masowej kolaboracji z hitlerowskimi nazistami. Dziesiątki tysięcy zgłaszało się na ochotnika do formacji policyjnych i do SS Hałyczyna. O ich bezwzględnym przywiązaniu do Niemiec świadczy fakt, że tzw. Ukraiński Komitet Narodowy jeszcze w marcu 1945 roku, gdy już tylko tygodnie dzieliły Niemcy od upadku, zawarł umowę z III Rzeszą, gdzie uzyskał uznanie, a w zamian powołano z różnych kolaboranckich ukraińskich formacji (głównie SS Hałyczyna),  tzw. UAN (Ukraińską Armię Narodową).

Czy od tego czasu coś się zmieniło w sensie uzależnienia i stawiania ukraińskich elit wyłącznie na Niemcy?

Nic się nie zmieniło. Rządzący najdłużej Ukrainą, bo ponad dziesięć lat, prezydent Kuczma widział tylko Niemcy. Jak wspominał Giedroyc: „Kuczma bardzo nastawiał się na Niemcy jako głównego partnera Ukrainy – mówił mi kiedyś Osadczuk. – A ja zapytałem go: „A jak dojedziesz do tych Niemiec, nie przejeżdżając przez Polskę?”… ”. [3]

Widać jasno, że dla Ukrainy liczą się tylko Niemcy, zaś Polska jest taką przestrzenią, co ją od Niemiec oddziela. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja, gdyż Ukraina, jako de facto klient Niemiec, służy im w strategii okrążania Polski i pozbawiania jej możliwości wydostania się z niemieckiego uchwytu. O ile Rosja miewa zbieżne z Niemcami interesy, głównie gospodarcze, co potencjalnie jest niekorzystne dla Polski, to Ukraina jest całkowicie nakierowana na Niemcy i otwarta na ich wpływy polityczne i gospodarcze, co już nie tylko potencjalnie, ale w sposób oczywisty i faktyczny jest szkodliwe i zagrażające polskim interesom.

Czasami w tym swoim dążeniu do związania się z Niemcami ukraińscy politycy posuwają się do absurdalnych zachowań, aby tylko udowodnić jak są proniemieccy. Do czegoś takiego doszło podczas wizyty premiera Jaceniuka w Berlinie w 2014 roku, kiedy to zasugerował on, że ZSRR pod koniec ostatniej wojny „zaatakował” ziemie niemieckie, tak jak obecnie ukraińskie. [4]

Polscy politycy, wyznający doktrynę Giedroycia, chcąc jakoś uzasadnić swoje absurdalne parcie polityczne na sojusz z Ukrainą, odwołują się do epizodycznej i wymuszonej współpracy Piłsudskiego z Petlurą. Ta współpraca była dla Petlury koniecznością a nie strategicznym wyborem Polski jako sojusznika. Zagrażało mu wtedy całkowite zniszczenie przez bolszewików a na pokonanych Niemców nie mógł już wtedy liczyć. Zwolennicy linii politycznej Petlury utrzymywali do wybuchu wojny w 1939 roku wątłą współpracę z Polską, ale w trakcie wojny przeszli na pełną kolaborację z III Rzeszą. Andrij Liwycki, ten sam który z ramienia Petlury negocjował układ z Piłsudskim, w listopadzie 1944 roku organizował przy III Rzeszy tzw. Ukraiński Komitet Narodowy. Rzesza Hitlera już dogorywała a petlurowcy wiązali się z nią politycznie i militarnie. I to jest kierunek polityczny, do jakiego zwolennicy Giedroycia odwołują się kreśląc miraże polsko-ukraińskiego sojuszu. Trzeba być kompletnie naiwnym, by nie rozumieć, że ci ich ukraińscy „sojusznicy” zawsze będą preferować współpracę z Niemcami kosztem interesów polskich. Drobnym przykładem takich zachowań jest niepowodzenie starań Andrzeja Dudy by dołączyć Polskę do formatu normandzkiego, gdzie Ukraina, Rosja, Niemcy i Francja rozmawiają o pokoju na wschodzie Ukrainy. Starania Polski zdezawuował prezydent Poroszenko, podczas wizyty w Berlinie, określając je jako niepotrzebne. I tak się dzieje pomimo tego, że Polska daje Ukrainie miliardy pomocy i otwiera swój rynek pracy dla Ukraińców, co de facto uczyniło Ukrainę nieformalnym członkiem Unii Europejskiej. Wszystko to dzieje się oczywiście kosztem polskich interesów.

Polacy słusznie oceniają niemiecką okupację Polski jako czasy masowego ludobójstwa i zagrożenia istnienia narodu. Życie w Generalnej Guberni było koszmarem. Ale czy jest możliwe, że ktoś będzie wskazywał, i to całkiem na poważnie, jakieś pozytywne aspekty tej nazistowskiej okupacji dla określonej grupy ludności słowiańskiej w Generalnej Guberni? I ponadto napisze, że położenie tej ludności, pod pewnymi względami, było lepsze niż za czasów II Rzeczpospolitej. Wydaje się to niemożliwe. A jednak, proszę, oto co piszą na temat położeniu ludności ukraińskiej w GG historycy ukraińskiego pochodzenia: Roman Drozd i Bohdan Halczak.

„Przez cały okres okupacji w GG dynamicznie rozwijała się ukraińska oświata i kultura. W 1940 r. funkcjonowało 876 szkół ukraińskich, a w 1941 już 929. Były wśród nich szkoły podstawowe, średnie i 31 zawodowych. W Chełmie i Jarosławiu działały gimnazja. Powstały seminaria nauczycielskie w Krynicy i Hrubieszowie. Organizowano kursy dla analfabetów. Istniało 616 przedszkoli. Absolwenci szkół średnich mieli możliwość ukończenia studiów wyższych w Niemczech. (….) Na większości ziem Zakerzonia w okresie II Rzeczpospolitej nie istniała oświata ukraińska. Kontakt z ukraińską szkołą przyczyniał się do wzrostu świadomości narodowej wśród młodych ludzi. Nawet na zachodniej Łemkowszczyźnie coraz większy odsetek mieszkańców utożsamiał się z Ukrainą.  (…) W GG prowadzono ożywioną ukraińską pracę kulturalną. Działało 429 amatorskich teatrów. Prężnie rozwijała się działalność wydawnicza. Dużą rolę odgrywało Towarzystwo Wydawnicze „Ukraińska Książka” w Krakowie. Wydawano czasopisma w języku ukraińskim. W Sanoku działało muzeum „Łemkiwszczyna”. Rozwijała się także spółdzielczość gospodarcza. W 1941 r. w GG istniało blisko 1000 ukraińskich spółdzielni (….) Przemyśl odzyskał rolę głównego ośrodka rozwoju życia ukraińskiego na Zakerzoniu”[5]

Mamy tu, na opis stanu życia ukraińskiego podczas nazistowskiej okupacji, użyte określenia, gdzie jest mowa o dynamicznym, czy prężnym rozwoju, wzroście świadomości narodowej, ożywionej pracy kulturalnej, możliwości studiowania w Niemczech, rozwoju spółdzielczości i.t.d. I to wszystko było w Generalnej Guberni zarządzanej przez Hansa Franka.

Są to wszystko szokujące stwierdzenia. A może to my Polacy nie potrafiliśmy docenić kulturotwórczej roli Hansa Franka w Generalnej Guberni i ktoś musi wreszcie otworzyć nam oczy?

Dodam jeszcze, że jeden z autorów tej publikacji – Roman Drozd –  był rektorem Akademii Pomorskiej w Słupsku, został przez Lecha Kaczyńskiego  odznaczony srebrnym krzyżem zasługi, a Andrzej Duda nadał mu tytuł profesora zwyczajnego oraz otrzymał indywidualną nagrodę II stopnia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Był on także wiceprzewodniczącym Związku Ukraińców w Polsce oraz przewodniczącym Ukraińskiego Towarzystwa Historycznego.

Jak widać pani doktor Lucyna Kulińska, zajmująca się naukowo zbrodniczą działalnością OUN-UPA, nie może w Polsce zrobić habilitacji, a pan Drozd, głoszący opinie jak wyżej, jest i rektorem i belwederskim profesorem i otrzymuje odznaczenia oraz nagrody.

Podsumowując to wszystko, trzeba jasno powiedzieć, że Ukraina zawsze będzie politycznie bliżej Niemiec niż Polski i wiązanie się z nią jakimś sojuszem jest szkodzeniem sprawie polskiej i faktycznym przyczynianiem się do okrążania Polski przez Niemcy przy pomocy powiązanych z nimi państw, takich jak właśnie Ukraina, która na wszelkie możliwe sposoby chce stać się niemieckim satelitą, a którego elity nie widzą nawet innej alternatywy. Co zatem powstrzymuje Niemcy od otwartego zaangażowania się na Ukrainie?  Oczywiście strach przed Rosją. Polskie elity powinny jak najszybciej uświadomić sobie te uwarunkowania, bo są one oczywiste a niewidocznie mogą być wyłącznie dla osób zaślepionych rusofobią.

Stanisław Lewicki

[1] http://ncs-gm-web01.prodno-30001.console.newscycle.osl.basefarm.net/Plus-Minus/302169959-Andrzej-Nowak-Jak-Putin-laczy-carat-z-Brezniewem.html#ap-7

[2] ibidem

[3]http://wyborcza.pl/1,76842,10501833,Zmarl_prof__Bohdan_Osadczuk__Ukrainski_Polak__polski.html

[4] http://wiadomosci.onet.pl/swiat/niemcy-po-wywiadzie-jaceniuka-dla-ard-rosja-domaga-sie-wyjasnien/pkbv5

[5] Roman Drozd/Bohdan Halczak – Dzieje Ukraińców w Polsce w latach 1921-1989 – Warszawa 2010   s58,59

Za: http://konserwatyzm.pl/artykul/24381/lewicki-mity-rusofobow-nie-ma-niepodleglej-polski-bez-niepodleglej-ukrainy/

Data publikacji: 24.03.2017

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.