Opublikowano Wrzesień 13, 2012 Przez NS W Świat

Mit szczególnych relacji między USA a izraelem

Dajcie już spokój z tym Iranem; w Obamę jest wycelowany rewolwer nuklearny izraela

Izrael - mit Iranu

To prawdopodobnie największy z amerykańskich mitów politycznych, powtarzanych ad nauseam przez kandydatów na prezydenta podczas kampanii wyborczych. Prezydent Barack Obama stwierdził, że USA cieszą się specjalną więzią z izraelem, jakiej nie da się porównać ze stosunkami z jakimkolwiek innym krajem. Nazwał to przyjaźnią „niezachwianą”, „trwałą” i „unikalną”, „powiązaną poprzez nasze wspólne interesy i głęboko osadzone wartości”.

Jego republikański rywal, Mitt Romney, poszedł jeszcze dalej, twierdząc że nie ma „źdźbła różnic między nami a naszym sojusznikiem izraelskim”. Najnowsza reklama wyborcza Romneya, uwydatnia szczegóły jego letniej wizyty w izraelu, wysławiając „głęboką i wysoko cenioną relację”.

Lecz o ile takie enuncjacje tworzą bazę pozornego consensusu w Waszyngtonie, to realia są takie, że wysoce ceniona przyjaźń jest niczym więcej niż tylko bajeczką dla dzieci. Było to rozpropagowane przez polityków, aby zamaskować podejrzliwość i całą masę przykładów dwulicowości i zdrady, jakie cechowały te związki odkąd powstał  izrael.

Politycy może i wolą wyrażać swą niezachwianą miłość do izraela i przekazywać miliardy dolarów rocznie pomocy dla żydów, ale amerykański establishment ds bezpieczeństwa, przynajmniej prywatnie, od zawsze uważał izrael za nielojalnego partnera.

Brak zaufania trudno było szczególnie ukryć w przypadku stosunku do Iranu. Izrael wywierał nieubłagany nacisk na Waszyngton, najwidoczniej w nadziei wmanewrowania go we wsparcie albo dołączenie do ataku na Teheran, aby powstrzymać to, co izrael określa jako irańskie wysiłki w celu budowy bomby nuklearnej ukrytym pod pozorem tworzenia programu energetyki cywilnej.

Gdy sprawozdanie skupiało się na osobistej animozji między Obamą a premierem Netanyahu, prawda okazała się taka, że oficjele amerykańscy generalnie są w głębokiej sprzeczności z izraelem co do tej kwestii.

Otwarty konflikt wybuchnął w tym miesiącu wraz z raportem Pentagonu o poważnym ograniczeniu udziału we wspólnych ćwiczeniach wojskowych p.n. Austere Challenge, jakie mają się odbyć za miesiąc, i jakie zostały zareklamowane przez izraelskich wojskowych, jako największe i najważniejsze wspólne manewry w historii obydwu krajów.

Celem ćwiczeń miało być przetestowanie gotowości izraelskiej tarczy obrony przeciwrakietowej w przypadku irańskich akcji odwetowych, które prawdopodobnie powodują  największą obawę izraela, powstrzymując go przed rozpoczęciem i samodzielnym przeprowadzeniem ataku. Główną przeciwwagą Pentagonu i formą nacisku na izrael jest radar działający na mikrofalowych częstotliwościach, znajdujący się w izraelu, lecz obsługiwany wyłącznie przez załogę amerykańską, który może wcześnie uprzedzić izrael o zbliżaniu się irańskich rakiet.

Straszy stopniem oficer izraelskiej armii powiedział dla czasopisma the Time, jaki przekaz po analizie całej sytuacji zakomunikował Pentagon: „Zasadniczo to, co Amerykanie nam mówią, brzmi – nie ufamy wam”.

Lecz rozdźwięk między dwoma “niezachwianymi sojusznikami” nie ogranicza się tylko do Iranu. Antypatia była normą tych stosunków przez dziesiątki lat. W okresie letnim, aktualni i byli pracownicy CIA przyznawali, że amerykański establishment ds bezpieczeństwa zawsze uważał izrael za swe kontrwywiadowcze zagrożenie numer 1 na Bliskim Wschodzie.

Najbardziej osławiony szpieg pracujący w imieniu izraela, Jonathan Pollard, pracownik wywiadu marynarki wojennej, przekazał tysiące tajnych dokumentów do izraela w latach 80-tych. Powtarzające się żądania izraelskie o jego uwolnienie były dla Pentagonu jątrzącą się raną, i to wcale nie najmniej ważną, gdyż urzędnicy ds obrony uważają obietnice izraelskie, że nigdy więcej jego szpiedzy nie będą działać na ziemi amerykańskiej, za całkowicie nieszczere.

Co najmniej dwóch innych szpiegów zidentyfikowano w ciągu ostatnich kilku lat. W 2008 r., były inżynier wojskowy armii USA, Ben-Ami Kadish, przyznał że umożliwił izraelskim agentom zrobienie zdjęć tajnych dokumentów o myśliwcach amerykańskich i broni jądrowej w latach 80-tych. W 2006 r., Lawrence Franklin, urzędnik obrony, został uznany winnym przekazania tajnych dokumentów dla izraela, jakie dotyczyły Iranu.

W rzeczywistości, takie przypadki zdrady od razu były przewidywane przez Waszyngton od samego początku tych relacji. W początkowych latach istnienia izraela, amerykańska baza na Cyprze monitorowała działalność izraela; obecnie izraelska komunikacja jest przechwytywana przez zespół lingwistów znających hebrajski stacjonujących w Fort Meade, Maryland.

Dokumenty odtajnione w tym miesiącu przez archiwa izraelskiego lotnictwa również ujawniają, że izrael w końcu rozpoznał tajemnicze samoloty krążące nad terytorium izraelskim na wysokim pułapie w okresie lat 50-tych, jako amerykańskie samoloty szpiegowskie U-2.

Jako oznaka trwałej ostrożności USA przed tym niebezpieczeństwem, izrael nie został włączony w skład koterii państwa, z jakimi Waszyngton dzieli się wrażliwymi informacjami wywiadowczymi. Członkowie grupy „Pięć Par Oczu”, złożonej z USA, UK, Australii, Kanady i Nowej Zelandii, zawarły porozumienie, że nie będą się wzajemnie szpiegować – warunek, z jakiego izrael z pewnością regularnie szydziłby sobie w najlepsze, gdyby był członkiem.

Tak naprawdę, to izrael ukradł nawet tożsamość wielu obywateli tych krajów, aby pomóc w operacjach Mossadu. Izrael notorycznie fałszował paszporty do przemytu agentów izraelskich, najlepszy tego przykład to przerzut agentów na sfałszowanych dokumentach do Dubaju w 2010 r. w celu dokonania zabójstwa lidera Hamasu, Mahmouda Al Mabhouha.

Izrael jest krajem bardzo odległym od kategorii zaufanych sojuszników USA w “wojnie z terrorem”. Były pracownik wywiadu powiedział dla the Associated Press w lipcu, że izrael znajduje się niżej niż Libia w rankingu krajów pomagających walczyć z terroryzmem sporządzonym przez administrację Busha po 9/11.

A zatem po co to całe gadanie o specjalnej więzi, jeżeli relacja jest charakteryzowana przez tak głęboki brak zaufania?

Część odpowiedzi na to pytanie znajduje się w groźnej taktyce zastraszania przez lobby pro-izraelskie w Waszyngtonie. Thomas Friedman, redaktor z the New York Times, wypowiadał się na temat rosnącej liczby czytelników w zeszłym roku, gdy zaczął pisać o tym, że amerykański Kongres jest skutecznie „kupowany i sprzedawany” przez izraelskich lobbystów.

Pokaz tej władzy był aż zanadto widoczny w ubiegłym tygodniu, gdy narodowa konwencja demokratyczna przyjęła poprawioną politykę naznaczenia Jerozolimy na przyszłą stolicę izraela, wbrew zarówno prawu międzynarodowemu, jak też głosom sprzeciwu delegatów.

Ale jest inny powód, o którym niewiele się mówi. Francis Perrin, szef francuskiej Agencji Atomistyki w latach 50-tych i 60-tych, gdy Francja pomagała izraelowi rozwijać program budowy broni atomowej wbrew życzeniom USA, kiedyś zwrócił uwagę, że izraelska bomba tak naprawdę jest „wymierzona przeciwko Amerykanom”.

Nie jest tak dlatego, że izrael chciałby zaatakować USA, lecz dlatego że zdaje sobie sprawę z tego, że gdy już wszedł w posiadanie jedynego na Bliskim Wschodzie arsenału nuklearnego, USA raczej nie będzie podejmować ryzyka wchodzenia mu w drogę, pomimo tego, że wiele jego działań politycznych staje w sprzeczności z interesami amerykańskimi.

Z tego powodu, jeśli nie wyłącznie z tego, izrael jest zdeterminowany powstrzymać każdego rywala, w tym Iran, przed wejściem w posiadanie broni nuklearnej, bo wtedy skończyłby się jego monopol.

źródło: http://www.globalresearch.ca

tł. S.

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.