Najnowsze

Opublikowano Marzec 14, 2013 Przez stophasbara W Bez kategorii

Mit „Polska przed rozbiorami była przedmurzem chrześcijaństwa”

autor: Pluszowy Miś

Jest to tylko próba analizy chazarskiego mitu, nie aspirująca do miana pracy historycznej albo jakiejś wartościowej polemiki literackiej, jednak z uwagi na głębokie zakorzenienie tego mitu w świadomości i tradycji polskiej, warto podjąć próbę jego krytyki.

Dlaczego autor wskazuje na chazarskie korzenie powstania tego mitu, wyjaśnione zostanie w treści niniejszego opracowania. Spróbuję w nim również odpowiedzieć na kwestię – na czym polega niebezpieczeństwo funkcjonowania tego mitu w świadomości zbiorowej, choć będzie to tylko głos w dyskusji możliwy do poddania go wielostronnej krytyce.

Na początek tytułem wyjaśnienia zaznaczam, że nie mam zamiaru ani bronić ani atakować islamu, a już szczególnie nie mam zamiaru robić tego w oparciu o różnorakie oklepane frazesy, jakich jest pod dostatkiem, a co moim zdaniem uparcie zakorzeniała kolejnym pokoleniom Polaków masońska wersja edukacji. Nie będę się także posługiwał „poprawnym politycznie” medium pod nazwą wikipedia. Spróbuję przedstawić po prostu garść faktów.

Oczywiście lekcje o podbojach islamskich w minionych wiekach miały i mają swoje obowiązkowe miejsce w programie szkolnym. Dla dorosłych dzieci chazarskie media mają tak samo dziecinny zestaw edukacyjny na śniadanie, obiad i kolację, informując codziennie o grozie islamskiej ekspansji. Autor artykułu nie przeczy, iż z takim zjawiskiem mamy do czynienia. Obecnie łatwo to zaobserwować praktycznie w całej Europie. Ale między obserwacją skutków (które widzą wszyscy) a zauważeniem przyczyn (rzadkie wypadki)  istnieje zasadnicza różnica. Nie odbiegając zbytnio od materii artykułu, pozwolę sobie tylko na jedną dygresję. Warszawiacy powiedzą o ekspansji islamu, bo muzułmanie dostają prawo budowania meczetów w naszej stolicy. Zgoda. Jednak pozwolenia na budowę nie wydają się same, robią to urzędnicy z nadzoru budowlanego na polecenie swoich przełożonych. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że wspinając się po drabinie zależności służbowej docieramy na sam szczyt urzędniczej władzy, czyli do tymczasowego chazarskiego administratora stolicy Polski, Heiki Grundbaum. 

Wracam do zasadniczego wątku. Zacznijmy od cytatu zawartego w jednym z artykułów zamieszczonych na stronie:

…Sułtan turecki Bajazyd z radością przyjął tych, którzy uciekli do jego kraju.”Jak można nazywać Ferdynanda Aragońskiego mądrym królem – tego samego Ferdynanda, który zubożył swój własny kraj i wzbogacił nasz?Zatrudnił on żydów do wytwarzania broni do walki z Europą….

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/wypedzenia-zydow/

Przed wypędzeniem żydów z Hiszpanii Turcy osmańscy podejmowali liczne uporczywe próby podboju Europy, jednak udało im się złamać tylko opór państw płd części Bałkanów, natomiast bardzo skuteczny opór postawiły im Węgry, szczególnie gdy Jan Hunyadi w roku 1456 odniósł zwycięstwo w bitwie pod Belgradem. Turcy zrozumieli, że nie mają szans i na 70 lat Węgry stanowiły dla nich zaporę nie do sforsowania. Tragedia Węgier miała miejsce dopiero po bitwie pod Mohaczem w 1526 r.

Dlaczego jest to bardzo istotna okoliczność? Ponieważ pomiędzy rokiem wypędzenia żydów z Hiszpanii (1492), a klęską pod Mohaczem ma miejsce jeszcze jeden niezmiernie istotny dla całego obrazu fakt historyczny, jaki jest bardzo świadomie niemal całkowicie okryty zasłoną milczenia. O tym informuje właśnie wyżej zamieszczony cytat. Wygnani żydzi znaleźli schronienie pod skrzydłami Turków, sowicie opłacili ich łapówkami oraz sprzedali Turkom sekret wytwarzania broni, w tym szczególnie odlewania nowoczesnych na ówczesne czasy armat oraz produkcji arkebuzów. Europa mogła się skutecznie bronić przed atakami islamskimi dopóki miała nad nimi przewagę myśli technicznej. Gdy tę przewagę zdrajcy chazarscy sprzedali Turkom, szala przechyliła się na korzyść islamu.

Dowodem na to jest właśnie fakt skrywany podczas kursu masońskiej edukacji. W czasie tego kursu niemal bezustannie klepie się i wtłacza do głów stereotypy zagrożenia tureckiego dla Europy, ale niemal zupełnie nie porusza się spraw stosunków Turcji z innymi jej ówczesnymi sąsiadami. A takim sąsiadem, z jakim Turcy nigdy sobie nie poradzili była Persja. Zanim Turcy wyruszyli pod Mohacz, chazarscy zdrajcy wyposażyli armię turecką w nowoczesną broń, przy pomocy której pokonali Persów w bitwie w dolinie Czałdyran w 1512 r. i dopiero zabezpieczając sobie plecy przed Persami, Turcy mogli zaatakować Węgry. Pomogli im w tym – chazarscy zdrajcy.

„Osmanowie mieli natomiast wyposażoną w broń palną piechotę, w tym elitarny korpus janczarów, rozbudowaną artylerię i kawalerię spahisów, a także jazdę rekrutowaną na podstawie systemu timarów”.

Wskutek tej chazarskiej dywersji upadły Węgry, a Polska „awansowała” do roli „przedmurza” (antimurle Christianitatis).  Mit tego „przedmurza” utrwalano na długo nim doszło do klęski pod Mohaczem, wcześniej tym terminem określano Bizancjum i Węgry. Stało się to szczególnie czytelne względem Polski, gdy papiestwo czyniło awanse wobec Stefana Bathorego podczas oblężenia Pskowa, licząc na zdobycie wpływów w Moskowii.

Potem w wieku XVII już otwarcie sam papież Innocenty XI napisał o Polsce, że jest „silnym i sławnym rzeczypospolitej chrześcijańskiej przedmurzem”.

Edukacja masońska utrwala mit o tym, że tymi kategoriami posługiwała się również polska szlachta. Na pewno takie idee również funkcjonowały, ale czy był to mit powszechny?

W tym miejscu oddajmy głos ludziom tamtej epoki:

„A nasi, nie jako rycerscy ludzi, ale baby właśnie albo raczej kurwy, z obozu nie śmiał żaden wystąpić na nich” – biadał Samuel Maskiewicz w swym diariuszu na temat porażki w walkach z Tatarami pod Oryninem.

„Nie wspominając dawniejszych rzeczy – powiada Stanisław Żółkiewski w r. 1618 – za mojej pamięci ordą wielką, jako teraz, byli Tatarowie po trzydziesty raz w Koronie: bywały wojska, bywali hetmani, któż ich kiedy gromił?” / Pisma St. Żółkiewskiego kanclerza kor. i hetmana w liście do Gembickiego, wyd. A. Bielowski, Lwów 1861/

„Przychodzi mi Waszmość Panów i Braci prosić – zaklina szlachtę w r. 1623 wojewoda ruski, Jan Daniłowicz – abyście z miłości swojej ku ojczyźnie każdy pod miasty swe okoliczne kupić się raczyli. Ja też sam podług możności swojej pode Lwów sie ruszę, tam zniósłszy się i jako najprędzej do kupy zebrawszy się, możem ojczyźnie upadającej jakkolwiek ratunek dać, bo zaprawdę Mości Panowie lepiej jest umrzeć, aniżeli na takie ciężkie i okrutne spustoszenia miłej ojczyzny patrzeć”.

W. Łoziński, „Prawem i lewem”:

„Zagony tatarskie to chroniczna plaga i klęska, to nieszczęście i hańba zarazem całej Polski, a w najpierwszym rzędzie tych ziem, o których mówimy. Pojmujemy całą głębię gniewnego wstrętu króla Batorego, który na pierwszy widok posłów tatarskich, przybywających do Polski po upominki w złocie i kożuchach, woła, uderzając po szabli: Nolo ego huius bestiae tributarius esse! (nie chcę płacić daniny dla tej bestii – przypis) Nawet przy uwzględnieniu wszystkich niedostatków organizacji państwowej w Polsce nie podobna prawie dziś zrozumieć, że naród tak bitny i waleczny, a który w sztuce wojennej nie ustępował innym współczesnym w Europie, że naród Tarnowskich, Żółkiewskich, Chodkiewiczów, Koniecpolskich, Czarnieckich, Sobieskich mógł znosić te bezustanne zagony hord nieregularnych, źle uzbrojonych i łatwych do pobicia, jak tego tyle mamy dowodów, że tylko przypomnimy Martynów, gdzie Koniecpolski z 5000 rycerstwa rozgromił 60 000 ordyńców, lub wyprawę wołoską Jana Zamoyskiego, podczas której 7000 Polaków oparło się zwycięsko 40 000 Tatarów – nie podobna prawie zrozumieć, że warstwy rządzące nie miały tyle rozumu, tyle energii, tyle ambicji, powiedzmy otwarcie: tyle wstydu, aby jeżeli już nie zdobyć się, jak to przecież uczyniła sąsiednia Rosja na zdeptanie zbójeckiego wroga w samym jego gnieździe, to przynajmniej czujnością, odporem, zorganizowaną stale obroną granic ubezwładnić jego najazdy. „Przedmurzem” chrześcijaństwa byliśmy niestety także w bardzo biernym znaczeniu tego frazesu, w znaczeniu tego, na co dziś Niemcy mają nazwę Pufferstaat – bo na co zdało się myśleć o chrześcijaństwie, skoro nie umieliśmy myśleć o sobie. Lepsza była dewiza wenecka: Prima Venezia, indopo i Cristiani (najpierw Wenecjanin, dopiero potem Chrześcijanin – przypis)”. /nakład księgarni Gubrynowicz i Syn, Lwów 1931/

Nawet w sytuacji wyjątkowej mobilizacji narodowej w obliczu klęski pod Cecorą, gdy Polska zdobywa się na prawdziwe postawienie „muru” wobec islamskiej nawały w obozie pod Chocimiem w 1621 r., otrzymujemy „braterską pomoc żydomasonerii”, dochodzi przecież do innej dywersji masońskiej wymierzonej w Polskę, o jakiej edukacja masońska próbuje milczeć albo w najlepszym wypadku oddzielać od siebie te dwa historyczne fakty. Mianowicie, w tym samym czasie od północy na teren Inflant wdziera się najemna armia szwedzka na usługach żydomasonerii i na zawsze pozbawia Rzeczpospolitą Inflant z Rygą. O tym, że wrogowie Polski dobrze wybrali moment nie trzeba nikogo przekonywać, wystarczy rzut oka na mapę, żeby zobaczyć, gdzie była polska armia (Chocim), a gdzie leży Ryga. Na marginesie tej kwestii powstaje wcale niemarginalne natomiast pytanie, które rzuca światło na prawdziwego twórcę tej układanki  – skąd król Gustaw Adolf wziął pieniądze na opłacenie swojej armii – masońskiego narzędzia? Dochody Szwecji wynosiły w tamtym czasie ok. 500 tysięcy talarów rocznie , podczas gdy utrzymanie samej armii szwedzkiej ok. 1,5 mln. Wtedy pieniądze nie były przecież stosem zadrukowanych papierków, a milion talarów to była góra srebra. Kto płacił resztę? Z różnych szemranych źródeł informacyjnych dowiedzieć się można, że kredytowali go „bogaci kupcy z Amsterdamu i innych miast holenderskich oraz Anglicy”. To ci sami „kupcy”, którzy sfinansowali wojnę 30-letnią, rewolucję Cromwella w Anglii, dokonanie przewrotu politycznego i odebranie kolonii Portugalczykom, a także stworzyli żydomasońskie narzędzie o nazwie Bohdan Chmielnicki. Oni również sfinansowali turecką armię pod Chocimiem. Podczas kursu masońskiej edukacji mamy rozdziały p.t. wojna polsko-turecka i wojny polsko-szwedzkie, tymczasem w rzeczy samej była to jedna i ta sama wojna, wojna polsko-masońska.

Podobnie „bogaci kupcy” zamieszkiwali miasta na Krymie, które stanowiły enklawy w państwie Chanatu Krymskiego. Chazarska propaganda nie próbuje nawet znaleźć wyjaśnienia, dlaczego Tatarzy podbijając Krym, zostawili w spokoju te miasta-enklawy. I czym się głównie zajmowali owi „bogaci kupcy”, którzy zamieszkiwali owe enklawy? Otóż ta odnoga „bogatych kupców” zajmowała się dokładnie takim samym procederem, jaki ładnie opisuje zamieszczony na naszej stronie artykuł pod linkiem:

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2013/02/25/niewolnictwo-kontrola-broni-i-zydowskie-elity/

Co do zajęć organizatorów handlu niewolnikami u południowych granic Rzeczypospolitej, oddajmy głos polskiemu historykowi, Marianowi Małowistowi (Wschód a Zachód Europy XIII-XVI wiek, str. 183):

„W strefie Morza Czarnego, Azowskiego i Kaspijskiego rozwijały się wówczas dopiero ośrodki handlu w Tanie nad Donem, Saraju nad Wołgą, w Soldai na Krymie, od ostatniej zaś ćwierci XIII stulecia genueńska Kaffa….Otwierały się tu szanse wielkiego handlu, ale tylko dla szczególnie bogatych kupców, dysponujących poważnym kapitałem i mogących czekać długo na moment, gdy odzyskają zainwestowane sumy wraz z odpowiednio wysokimi zyskami. Tak zamożnych przedsiębiorców nie było nie tylko w XIII, ale i w XIV wieku w środkowo-wschodniej i wschodniej Europie….W tym samym właśnie okresie Tana stała się wielkim targowiskiem niewolników…”

„…Zarówno wówczas, jak przede wszystkim w okresie wcześniejszym niewolników zakupionych w Tanie zabierały na zachód „galee di Romania”, utrzymujące połączenie między Wenecją a strefą czarnomorską. Z Kaffy wysyłano niewolników na statkach genueńskich…Układ z Polską nie przeszkodził zresztą Genueńczykom krymskim w kilka lat później w odkupieniu od Tatarów dużej liczby jeńców porwanych podczas najazdu na polską Ruś i w sprzedaży ich Turkom…”(str. 186)

Naturalnie masońska edukacja wmawia nam mity, że tatarskie zbójectwo było wynikiem właściwego Tatarom stylu życia, którzy po prostu nie mieli nic do roboty i z tego nieróbstwa woleli już zajmować się działalnością bandycką. Po części to prawda, ale nie zapominajmy, że na terenie Rzeczypospolitej też mieszkali Tatarzy, poddani króla polskiego, i ci jasyru nie brali.

Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, iż działalność bandycka musi się opłacać, aby warto było nadstawiać za nią głowy. Tatarzy zajmowali się głównie uprowadzaniem jasyru, czyli braniem do niewoli Słowian zamieszkujących położone w pobliżu Chanatu tereny. Robili to dla pieniędzy, które dostawali jako okup albo sprzedając jasyr w niewolę. Chazarska propaganda skrzętnie milczy na temat organizatora tego bandyckiego procederu. Jedna z reguł prawa karnego mówi, że nie ma złodzieja, jeśli nie ma pasera, czyli kogoś, kto kupuje kradzioną rzecz. Ta reguła działa tylko w jedną stronę – jeśli jest popyt, to tylko wtedy może pojawić się podaż, nigdy odwrotnie.

Co wynika z tego zestawienia faktów? „Tatary gromić tak to niemal niepodobna, jako kiedyby kto chciał ptaki w powietrzu latające pobić”.  /Pisma St. Żółkiewskiego/

Gdy atakuje nas groźny pies spuszczony na nas przez właściciela, owszem bronimy się przed psem, ale winę widzimy we właścicielu psa. Ten właściciel również będzie bronić się fałszywymi stwierdzeniami, że pies sam nas zaatakował. Niczego innego nie robi chazarska propaganda w swych usilnych próbach utrwalenia bardzo niebezpiecznego mitu chazarskiego o „przedmurzu” i konieczności obrony przed islamem. Wskutek masońskiego kursu edukacji oraz zaawansowanych technik propagandowych mit ten na trwałe zadomowił się w świadomości polskiej i powoduje, że w miejsce wroga prawdziwego (chazarskich inspiratorów i organizatorów) widzimy tylko posłuszne narzędzia (Turków, Tatarów, islam).

Jak bardzo mit ten jest niebezpieczny, świadczy nie tylko zaawansowana technologia propagandowa służąca jego promowaniu, ale również reakcje zwykłych Polaków w konfrontacji ze stereotypem pod nazwą „przedmurze”. Najwyższy czas odłożyć mity na bok, żeby zrobić miejsce na fakty.

Komentowanie zamknięte.