Najnowsze

Opublikowano Grudzień 26, 2012 Przez Jan W Bez kategorii

Mit o międzynarodowym spisku przeciwko Putinowi

Z dedykacją dla wszelkich „Beinów” i tym podobnych, obsesyjnie putinologicznych i zarazem odmóżdżonych „znawców” tematu. Artykuł jest tymczasowo podwieszony. Admin

Źródło: http://www.rusimperia.info/catalog/2261.html

Data publikacji: 20.09.2012

Tłum. RX

putin

Od niedawna, kontrolowane przez Kreml, media a także prokremlowscy politolodzy i eksperci twierdzą uporczywie o powstaniu międzynarodowego spisku mającego na celu obalenie reżimu W.W. Putina. Ta teoria spisku powstała po przeprowadzeniu „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie i zaczęto najuporczywiej o tym mówić natychmiast po rozpoczęciu masowych akcji protestu rosyjskiej opozycji w grudniu 2011 roku. Zwolennicy reżimu Putina rozpoczęli krzyczeć o tym, że USA i kraje UE finansują rosyjską opozycję w celu wywołania fali narodowego niezadowolenia i obalenia reżimu „narodowego przywódcy” Putina, żeby wymienić go na kogoś proamerykańskiego. W opinii putinistów, Amerykanie chcą skończyć ze stabilizacją i zawrócić Rosję do okresu lat 90-tych i w wyniku tego zniszczyć całkowicie Rosję i ją zlikwidować.

W lutym 2012 roku po akcji grupy „Pussy Riot” w Świątyni Chrystusa Zbawiciela w tej spiskowej teorii pojawił się jeszcze i „religijno-mistyczny” podtekst, ten mianowicie, że wrogowie Rosji chcą zgubić Putina i prawosławie. Oprócz aktywistów ruchów prokremlowskich, ze „spiskiem światowych tajnych sił przeciwko Putinowi” zaczęli walczyć także współcześni czerwoni, sowieccy staliniści w osobach Prochanowa i Kurginiana, a także niektórzy przywódcy tak zwanego „ruchu patriotycznego”, tacy jak Głazjew, Rogozin i Narocznickaja. Do kohorty walki z proamerykańskimi liberałami zapisały się lojalne wobec Kremla „prawosławne” stowarzyszenia społeczne w rodzaju ruchu „Narodnyj Sobor” albo „Russkaja Narodnaja Linija”. W celu niedopuszczenia do władzy białowstążkowych rewolucjonistów, dokarmieni „patrioci” organizują liczne „antypomarańczowe” wiece, demaskują „przeklęty amerykański imperializm” i wzywają wszystkich „patriotów” do zjednoczenia i powstania w obronie rosyjskiej państwowości w osobie Władimira Władimirowicza Putina. Czasami w głowach „antypomarańczowych patriotów” pojawiają się zupełnie absurdalne teorie spiskowe. Tak więc Kurginian w jednym z wywiadów twierdził, że chroni spiskowców Dmitrij Miedwiediew, który rzekomo sam jest liberałem. Byłoby to interesujące gdyby zapytać Kurginiana po co w takim razie Putin trzyma na stanowisku premiera Miedwiediewa? Być może Putin boi się zemsty z jego strony albo siłowiki (FSB) Putina nie mają odpowiedniego talentu „przenikliwości” Kurginiana i nie domyślają się „wywrotowej” działalności Miedwiediewa. W rzeczywistości wszystkie te teorie globalnego spisku nie wytrzymują krytyki. Na dowód istnienia amerykańskiego spisku aktywiści proputinowskich ruchów przedstawiają takie argumenty jak finansowanie przez amerykański Departament Stanu opozycyjnych organizacji pozarządowych i społecznych stowarzyszeń, zniesławianie wizerunku Rosji w zachodnich mediach a także pragnienie Amerykanów przekształcenia Federacji Rosyjskiej w kolonię.

Tak, oczywiście, Waszyngton finansuje liberalną opozycję ale putinowscy „czerwoni patrioci” zapominają o tym fakcie, że różnego rodzaju organizacje praw człowieka i liberalne stowarzyszenia, w tym także opozycyjne, otrzymywały zachodnie pieniądze i w okresie rządów jelcynowskich. Ale przecież na podstawie tych faktów nikt nie twierdzi, że Amerykanie chcieli jakoś usunąć rodzinę Jelcyna w latach 90-tych. Putinowską Rosję zachodni politycy i zachodnie media stale nazywają państwem policyjnym i złodziejskim, krytykują za brak demokracji a Putina często nazywają dyktatorem. Jednakże i jelcynowską Rosję Zachód nie lubił szczególnie, europejscy obrońcy praw człowieka w tamtych latach oskarżali rząd Federacji Rosyjskiej o przestępstwa w Czeczenii.

Amerykanie rzeczywiście chcą, w przyszłości, rozczłonkowania Rosji i przekształcenia jej w półkolonialne zaplecze surowcowe dla krajów rozwiniętych. Do realizacji tego celu byłoby dla nich korzystne żeby Rosją rządził ich protegowany, któryby prowadził zewnętrzną i wewnętrzną politykę w duchu rządów Jelcyna-Kozyriewa. Jednakże, jak widać, reżim Putina także ich całkowicie satysfakcjonuje. Na przekór twierdzeniom prokremlowskich „patriotów” Władimir Władimirowicz Putin nie jest „państwowcem”, jego polityka zagraniczna w wielu wypadkach jest w kolizji z naszymi interesami narodowymi a polityka wewnętrzna nie sprzyja rozwojowi naszego państwa. Putin pozwolił Amerykanom na rozmieszczenie baz w Azji Środkowej, oddał Chinom 200 kilometrów kwadratowych rosyjskiego terytorium, zapewnił wstąpienie Rosji do World Trade Organization. Zdolność bojowa Armii Rosyjskiej za Putina została ostatecznie zlikwidowana przez „reformę” wojskową Sierdiukowa (ministra, handlarza meblami- tłum.), obecnie krajowy kompleks obronny zamierza kupować broń za granicą. Dlatego i bez pomarańczowej rewolucji Rosja skazana jest w przyszłości na los kolonii Zachodu.

Wreszcie, jeśliby Amerykanie na poważnie chcieli zrealizować „pomarańczową rewolucję” w Rosji to dawno już by do niej doprowadzili i Putin siedziałby dzisiaj nie na Kremlu a na ławie oskarżonych. Rzecz w tym, że cały państwowy system Federacji Rosyjskiej aż od administracji prezydenta do samego dołu jest przeżarty korupcją.

Zachodni emisariusze bez problemu przekupią na swoją stronę większość politycznej elity Federacji Rosyjskiej aż do administracji prezydenta, która za pomocą pokojowego „przewrotu pałacowego” bez wysiłku zdoła zmusić „przywódcę narodowego” do odejścia. Lojalność putinowskiego środowiska w stosunku do swojego szefa budzi wątpliwości. Świadczy o tym chociażby ten fakt, że już dwóch byłych członków putinowskiego rządu przeszło do obozu opozycji. Ale nawet jeżeli urzędnicy i siłowiki (FSB) pozostaliby lojalni w stosunku do Kremla to waszyngtoński Departament Stanu znalazłby inne sposoby rozprawy z Putinem. Przede wszystkim Amerykanie dogadaliby sicze swoimi marionetkami, monarchiami Zatoki Perskiej, żeby obniżyć ceny ropy naftowej. Po tej operacji rosyjski budżet przestałby otrzymywać w ogromnej ilości petrodolary a to nieuchronnie doprowadziłoby do wzrostu napięć społecznych. USA i ich sojusznicy w przypadku przygotowania „pomarańczowego przewrotu” napiętnowaliby Putina w całym świecie jako krwiożerczego dyktatora marzącego o zemście za zdruzgotanie ZSRR w Zimnej Wojnie. Federacja Rosyjska rzeczywiście znalazłaby się w międzynarodowej izolacji. Obama miałby także wszelkie podstawy po wyborach 2012 roku ogłosić Putina nielegalnym przywódcą Rosji, powołując się na ujawnione przez liberałów, ujawnione nadużycia podczas wyborów prezydenckich. Zamiast tego Amerykanie starają się zachowywać w stosunku do Putina jak do równego partnera. Przywodcy zachodni okresowo krytykują putinowską linię polityczną ale ta krytyka nie wychodzi poza określone ramy. W odróżnieniu od Łukaszenki Putin nie podlega stałemu zniesławianiu przez zachodnioeuropejskich polityków. Sankcje przeciwko urzędnikom Federacji Rosyjskiej stosowane są tylko w związku z niewiele znaczącą sprawą Magnitskiego, sprawa Chodorowskiego na Zachodzie jest prawie dobrotliwie zpomniana. A w marcu 2012 roku Obama pogratulował Putinowi z okazji zwycięstwa w wyborach prezydenckich. W tym przypadku jeżeliby kierownictwo USA na poważnie wzięło się za przygotowanie obalenia putinowskiego reżimu w Rosji to postarałoby się ono o zorganizowanie masowych akcji protestu opozycji w całym kraju a nie 30-to tysięcznego efekciarskiego białowstążkowego wiecu w Moskwie. I amerykańscy planiści polityczni już dokładnie zrobiliby wszystko co możliwe żeby znaleźć dużo bardziej popularnych w społeczeństwie przywódców opozycyjnych od tych dawno już zdyskredytowanych, takich jak Niemcow, Udalcow, Nawalnyj. Najprawdopodobniej najbardziej proamerykańska opozycja nie byłaby liberalna ale składałaby się w zasadzie z sił lewicowych i nacjonalistów., których hasła byłyby popularne wśród szerokich mas. Pod naciskiem masowych protestów i przejściu na „stronę narodu” siłowików (FSB), Putin nieuchronnie zmuszony by był do podania się do dymisji. Obecna białowstążkowa opozycja wywiera niezwykle mizerny wpływ. Jej przywódcy wyglądają karykaturalnie i stale ich wyśmiewa tłum. Ponadto cała opozycja składa się z różnych sił niezdolnych do zawarcia pomiędzy sobą ugody. Jako takiego, białowstążkowa opozycja, nie posiada pozytywnego programu ani atrakcyjnych haseł dla szerokich mas. Dopiero na ostatnim „marszu milionów” zaczęły być poruszane problemy społeczne. Media opozycyjne są niekompetentnymi propagandystami. Zamiast mówienia o problemach prostych ludzi, w szczególności o wzroście opłat socjalno-mieszkaniowych, komercjalizacji oświaty, korupcji, niskich pensjach, liberalna opozycja troszczy się tylko o dyskusję nad, irytującym wszystkich, tematem „Pussy Riot” i „więźniów sumienia” w rodzaju Chodorowskiego czy Liebiediewa. Liberałowie nie rozumieją, że los jakiegoś tam Chodorowskiego, nikogo w ogromnej większości, w naszym kraju nie interesuje, tym bardziej, że naród pragnie nawet ostrzejszego wyroku w odniesieniu do niego. Zatem liberałowie rozpalają w narodzie rosyjskim jeszcze większą nienawiść w stosunku do samych siebie. Wszystko to mówi jedynie o tym, że liberalne media nie są kierowane zza oceanu. Eksperci i analitycy z USA świetnie zdają sobie sprawę z nastrojów naszej ludności i bez trudu mogą znaleźć skuteczny sposób manipulowania nią. To prawda ale jednocześnie rodzi się pytanie po co w takim razie USA finansuje białowstążkową opozycję jeżeli skuteczność jej działania równa jest zeru. Moim zdaniem robi się to dlatego żeby utrzymać Rosję w stanie niestabilności. Oni potrzebują tego żeby opozycja okresowo prowokowała niepokoje społeczne i pogłębiała rozłam w społeczeństwie, przyspieszając tym samym proces dezintegracji i rozpadu naszego państwa. W tym celu zagraniczne fundacje przeznaczają pieniądze na działalność różnego rodzaju totalitarnych sekt a także wspólnot kulturalnych propagujących antyrosyjski separatyzm. Nawiasem mówiąc, zwolennicy teorii spisku przeciwko putinowskiemu reżimowi z jakiegoś powodu zapominają o fakcie, że do niedawna działalność wszystkich niekomercyjnych organizacji finansowanych zza granicy praktycznie nie napotykała jakichkolwiek przeszkód ze strony władz. Dopiero latem tego roku przyjęto nowe prawo mające na celu to żeby objąć kontrolą działalność tych niekomercyjnych organizacji pozarządowych. Ale to prawo nie gwarantuje tego, że organizacje pozarządowe finansowane zza granicy nie znajdą w nim różnych luk. Wychodząc z tych wszystkich faktów trzeba przyznać, że wszystkie twierdzenia prokremlowskich aktywistów o istnieniu międzynarodowego spisku mającego na celu obalenie Putina są niczym więcej jak mitem. I rządzący reżim z powodzeniem wykorzystuje ten mit. Zapytacie dlaczego przestępczo-oligarchiczny reżim narzuca narodowi ten mit? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Po pierwsze, żeby mobilizować wszystkich aktywnych zwolenników putinowskiego reżimu. Po drugie, po to żeby demonizować wizerunek liberalnej opozycji w oczach społeczeństwa, zmusić tym samym pasywnych przeciwników Putina aby myśleli, że on jest rzekomo mniejszym złem z dwóch istniejących. Po trzecie, za pomocą narzucania tego mitu, władza próbuje odwrócić uwagę Rosjan od istniejących problemów a także próbuje obwinić o swoje wszystkie niepowodzenia „machinacje przeklętych amerykańskich imperialistów”.

I mit o zamorskim spisku przeciwko putinowskiej Rosji już wydaje swoje owoce. Jak już wcześniej wspominano, do władz próbują się podczepić działacze tak zwanego „ruchu patriotycznego”. Przypuszczam, że w większości przypadków ci ludzie kierują się zwykłym, banalnym karierowiczostwem, chcą oni dostać od putinowskiego reżimu jakieś, dla siebie, przywileje i mają nadzieję, w przyszłości, zostać członkami putinowskiego rządu.

Przypuszczam, że reżim putinowski wykorzystuje podczepiających się pod niego „kieszonkowych patriotów” w celu zapewnienia sobie masowego poparcia. Rzecz w tym, że sytuacja w kraju z każdym rokiem się pogarsza coraz bardziej, władza traci kontrolę i za chwilę może wybuchnąć społeczna, spontaniczna eksplozja. A w tej sytuacji rządzącym władzom na Kremlu nie ma praktycznie na kim się oprzeć oprócz struktur siłowych i armii. Przecież nie Naszyści z przepłaconymi masami na wiecach Jedra (Jedinaja Rossija) będą bronić putinizmu. Nawet przedstawiciele rządzącej sitwy „Jedinoj Rossiji”, kiedy struktura władzy zacznie się sypać, w takim wypadku uciekną do przeciwnego obozu tak jak zrobili to członkowie KPZR po 1991 roku. Za to podczepieni pod władze „patrioci” i „tradycjonaliści”, którzy szczerze wierzą w zagrożenie z Zachodu, staną murem w obronie istniejącego przestępczo-oligarchicznego systemu i będą do końca go bronić. Niestety, trzeba przyznać, że mit o zamorskim spisku przeciwko putinowskiej Rosji poważnie szkodzi sprawie odrodzenia naszego kraju. Opierając się na tym micie, władza przeciąga na swoją stronę i tworzy organizacje pseudopatriotów i tym samym próbuje ona rozbić narodowo myślące grupy społeczeństwa. Wielu szczerych, narodowych patriotów i monarchistów, pod wpływem agitacji fałszywych patriotów, zaczyna tracić siły, czas i energię na walkę z liberałami, naiwnie mając nadzieję, że Putin kiedyś się ocknie.

Jednakże, w rzeczywistości, nadzieje te są bezpodstawne. Władza tak jak była antyrosyjska tak i jest taka nadal i zmieniać się nie zamierza. Wierzyć w przebudzenie Putina to tak samo jakby wierzyć w otrzeźwienie starczej, breżniewowskiej elity albo urzędników wczesnego gorbaczewskiego ZSRR. Ażeby zmienić sytuację w kraju to wszystkie zdrowe, narodowo myślące siły muszą całkowicie zerwać ze zdrajcami, flirtującymi z władzami, odrzucić wszystkie bezpłodne iluzje co do możliwości ewolucji putinizmu i przestać walczyć z mitycznym zagrożeniem przez spisek antyrosyjski pochodzący z zagranicy ponieważ władza Putina w niczym nie jest lepsza od opozycyjnych do niej liberałów. Prawicowe, narodowo-konserwatywne siły Rosji powinny się zjednoczyć, stworzyć zdolne do działania organizacje patriotyczne a także wypracować własny program, zdolny do bycia alternatywą wobec istniejącego, oligarchiczno-przestępczego systemu. Rosyjscy prawicowcy powinni kontynuować przekazywanie ludziom prawdy o ciężkiej sytuacji naszego kraju i starać się przyciągnąć do swoich szeregów, tylu ilu tylko można, aktywnych zwolenników. Koniecznie także musimy być przygotowani na godzinę X, kiedy Rosję mogą zalać poważne wstrząsy i zaburzenia. Jedynie w ten sposób można zmieniać jakoś sytuację w dobrym kierunku.

Wiaczesław Iwanow

Komentowanie zamknięte.