Najnowsze

Opublikowano Sierpień 15, 2014 Przez a303 W Polska

O mieszaniu ras i dlaczego Żydom tak na nim zależy

Obcych ras nie należy wpuszczać do Polski nie dlatego, że mają za małe IQ (to może być używane jako argument w przypadku np. Murzynów, ale już nie w przypadku np. Chińczyków), ale dlatego, że są inni niż my i ich masowe przybycie tutaj i osiedlenie się byłoby po prostu kolonizacją.

Whitechapel High Street, Londyn.

Whitechapel High Street, Londyn, Anglia.

Czy to oznacza, że nienawidzę przedstawicieli innych ras? Nie! To oznacza po prostu, że chcę, aby Polska była krajem Polaków, czyli (czy to się komuś podoba, czy nie) białych ludzi. Oczywiście przynależność do białej rasy nie jest jedyną cechą narodu polskiego, ale jest jedną z nich, nawet jeśli gdzieś tam na przestrzeni historii znajdzie się jakiś śniady rodzynek szczerze spolonizowany.

Trzeba rozróżnić szowinizm od separatyzmu rasowego. To, że chcę zachowania Polski taką, jaka jest pod względem rasowym, nie znaczy, że innym rasom życzę źle. Wręcz przeciwnie, niech im się wiedzie jak najlepiej, ale niech wykuwają swoją pomyślność we własnych krajach.

Analogicznie – to, że nie zgodziłbym się, aby kloszardzi z dworca wprowadzili się do mnie do domu, nie oznacza, że życzę tym ludziom źle, czy ich dehumanizuję.

Druga sprawa: mieszanie ras jest narzędziem globalizmu, aby zniszczyć narody i państwa, zwłaszcza te zbudowane przez białego człowieka. Pan X czy Pani Y może sobie nie wierzyć w znaczenie czy nawet istnienie ras, ale Żydzi, którzy stoją za globalizmem, wierzą. Istnieją wypowiedzi bardziej i mniej znaczących Żydów – Morgenthau, Coudenhove-Kalergi, Freud, czy głośne w ostatnich latach wypowiedzi niejakiej Barbary Spectre i Noela Ignatieva, dostępne w internecie, w których wprost mówią o konieczności zniszczenia białej rasy jako jedynego realnego konkurenta Żydów do władzy nad światem lub o konieczności kolonizowania państw należących do białych ludzi za pomocą masowej imigracji przedstawicieli innych ras.

Otwieranie państw należących do białych ludzi na masową imigrację, to oprócz rewolucji seksualnej i feministycznej, główny postulat na wskroś żydowskiej i zarazem szowinistycznej Szkoły Frankfurckiej, sfinansowanej przez żydowskich krezusów oraz czołowe syjonistyczne organizacje żydowskie, a prowadzonej przez żydowskich intelektualistów; nie jakichś „lewicowców” bez żydowskiej świadomości, lecz autentycznych nacjonalistów czy wręcz szowinistów.

To Szkoła Frankfurcka jest odpowiedzialna za zgniliznę, która zniszczyła naszą cywilizację w drugiej połowie XX wieku. Zostało to zrobione świadomie przez żydowskich supremacjonistów, którzy wcale tego nie ukrywali.

Polecam lekturę książki Kevina MacDonalda „Kultura krytyki”, a zwłaszcza rozdziały: „Szkoła frankfurcka w socjologii i patologizacja więzi w społeczeństwach nieżydowskich” oraz „Zaangażowanie Żydów w kształtowanie polityki imigracyjnej USA”, gdzie, w oparciu głównie o źródła żydowskie jest opisana działalność Żydów w USA od 2 połowy XIX wieku do 1965 r, kiedy to za pomocą odpowiedniej ustawy otworzyli USA na oścież dla masowej imigracji, która sprawiła, że Stany w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat straciły swój dotychczasowy, euroamerykański charakter.

Jeszcze raz podkreślam: dla Żydów rasa ma znaczenie, co wynika jasno z ich wypowiedzi. Multikulturalizm nie jest „lewicową utopią”, jak wielu naiwnych mniema, ale jest przemyślanym narzędziem niszczenia białego człowieka, niszczenia chrześcijaństwa (czy się to komuś podoba, czy nie, to biały człowiek był na przestrzeni wieków rozsadnikiem chrześcijaństwa) i niszczenia suwerennych państw narodowych na rzecz postulowanego przez Żydów i ich masońskie psy jednego państwa światowego.

W książce MacDonalda jest przytoczone określenie syjonisty z USA, niejakiego Bena Wattenberga, który życzy sobie, aby Amerykanie stali się pierwszym „narodem powszechnym” świata. Warto tu dodać cytat innego syjonisty z USA, niejakiego Earla Raaba:„Urząd statystyczny poinformował, że wkrótce kolorowi czy nie-Europejczycy będą stanowić mniej więcej połowę ludności Stanów Zjednoczonych. I wszyscy będą obywatelami amerykańskimi. Przekroczyliśmy granicę, poza która partia nazistowsko-aryjska nie będzie już mogła zwyciężyć w tym kraju. Od półwiecza [my, Żydzi] wspieramy amerykańskiego ducha sprzeciwu wobec dogmatyków. Duch ten nie jest jeszcze w pełni rozwinięty, ale heterogeniczna natura ludności sprawia, że jego rozwój jest nieodwracalny – i dzięki temu mamy dziś pewniejsze zapory przed dogmatyzmem, niż kiedykolwiek przedtem”.

Jak widać z tego cytatu, niszczenie homogeniczności państw białych ludzi służy Żydom jako narzędzie trzymania tych ludzi w ryzach i do kontroli materialnych zasobów ich krajów). Bo jak Euro-Amerykanie mają się teraz zorganizować i odwrócić to, co się stało w 1913 r. i później? W multikulturowym społeczeństwie jest to bardzo, ale to bardzo trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe.

Tak więc Stany Zjednoczone nadal będą państwem-własnością Żydów (którzy stanowią zaledwie około półtora procenta ich populacji) i ich narzędziem dominacji nad resztą świata. A Euro-Amerykanie będą tylko ich nawozem, tak jak dotychczas.

Izrael Szahak twierdził, że historię narodu żydowskiego cechują cykle koniunkturalne, które polegają na tym, że Żydzi w państwach nie-Żydów zdobywają sobie status, który polega na tym, że, w różny sposób, doprowadzają do wyniesienia w takim państwie przychylnych sobie władców lub skorumpowania tamtejszych elit i przy ich pomocy do nadania sobie takich praw, które pozwalają eksploatować masy ludzkie tego kraju.

Jednak zawsze prędzej czy później dochodzi do tego, że albo pojawia się jakiś władca utożsamiający się z tymi eksploatowanymi masami, albo te masy wywołują powstanie i wynoszą do władzy jakiegoś swojego przywódcę i wtedy dochodzi do zemsty na Żydach, objawiającej się pogromami lub/i wypędzeniami.

I Szahak twierdził, że żydowskie elity na przestrzeni wieków zdawały sobie sprawę z istnienia takich cykli koniunkturalnych ich narodu. W wyżej przytoczonym cytacie widać po prostu, że uszczelniają system. Bo kim są niby ludzie określani przez Raaba jako „dogmatycy”, jeśli nie potencjalnymi przywódcami amerykańskiego ruchu wyzwoleńczego?

Pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z książki MacDonalda:

„Istotnie, do najgłębszych motywów analizowanej w tym studium żydowskiej działalności politycznej i intelektualnej należy lęk przed antysemityzmem. Svonkin pokazuje, że po II wojnie światowej „zaniepokojenie” i niepewność nadal trapiły amerykańskich Żydów, mimo, że antysemityzm najwyraźniej osłabł wtedy tak znacznie, że stał się zjawiskiem marginalnym. Ale z powodu tych obaw po 1945 roku nadrzędnym celem organizacji żydowskich do spraw relacji z innymi grupami społecznymi (tzn. Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, Amerykańskiego Kongresu Żydów i Ligi Przeciwko Zniesławieniu) było (…) zapobieganie powstaniu w USA reakcyjnego masowego ruchu antysemickiego”.

Piszący w latach siedemdziesiątych Isaacs przedstawił głębokie poczucie niepewności amerykańskich Żydów i ich przewrażliwienie na punkcie wszystkiego, co mogłoby się wydawać przejawem antysemityzmu. Rozmawiając na początku lat siedemdziesiątych „ze znanymi osobami” o antysemityzmie, pytał: „Czy według Pana/Pani może się to tutaj zdarzyć?”. „Nikomu nie trzeba było tłumaczyć, czym jest owo >>to<<„. Niemal wszyscy odpowiadali w taki mniej więcej sposób: „Każdy mający jakieś pojęcie o historii musi zakładać nie to, że może się zdarzyć, lecz że prawdopodobnie się zdarzy” lub „Pytanie nie brzmi: czy, lecz: kiedy”.

Gorliwe angażowanie się Żydów w politykę Isaacs, moim zdaniem słusznie, kładzie na karb właśnie tego strachu przed antysemityzmem. Wielka aktywność Żydów w sprawie imigracji jest tylko jednym z kierunków ich wieloaspektowego ruchu mającego na celu zapobieżenie powstawaniu w społeczeństwach zachodnich masowego antysemityzmu” (…)

Pochwałę różnorodności kulturowej w kontekście imigracji wyrażali też inni pisarze i przywódcy żydowscy. Charles Silberman stwierdza, że „Żydzi amerykańscy popierają tolerancję kulturową z powodu – głęboko zakorzenionego w historii – przeświadczenia, że są bezpieczni tylko w społeczeństwie uznającym bogaty wachlarz postaw i zachowań, a także różnorodność grup religijnych i etnicznych. Właśnie to przeświadczenie, a nie pochwalanie homoseksualizmu, skłania ogromną większość Żydów amerykańskich do uznawania „praw gejów” i do przyjmowania postawy liberalnej w większości tak zwanych kwestii społecznych”.

Oczywiście z tą tolerancją i liberalizmem to, wicie-rozumicie, tylko w państwach gojów, bo w Izraelu to już zupełnie inaczej:

http://www.wprost.pl/ar/287403/Izrael-drakonskie-prawo-przeciw-imigrantom-uchwalone/

Autor: Przemądrzałe Bydlę

Za: http://www.bibula.com/?p=75974

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.