Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 1, 2016 Przez a303 W Świat

Media prowokują wojnę nuklearną. John Pilger

Uniewinnienie człowieka oskarżonego o najgorsze zbrodnie, ludobójstwo, nie pojawiło się w wiadomościach ani nagłówkach. Nie pokazały tego ani BBC, ani CNN. The Guardian zamieścił krótki komentarz. Takie rzadkie oficjalne potwierdzenie zrozumiale pogrzebano czy stłumiono. To tłumaczyłoby zbyt dużo o tym jak rządzą władcy świata.

a
Międzynarodowy Trybunał Karny ds. byłej Jugosławii (ICTY) w Hadze spokojnie oczyścił serbskiego prezydenta Slobodana Milosevica z oskarżenia o zbrodnie wojenne dokonane podczas wojny bośniackiej 1992-1995, łącznie z masakrą w Srebrenicy.

Daleko od spiskowania ze skazanym liderem bośniacko-serbskim Radovanem Karadzicem, Milosevic naprawdę „potępił czystki etniczne”, sprzeciwił się Karadzicowi, i próbował zatrzymać wojnę która rozczłonkowała Jugosławię. Pogrzebana na końcu liczącego 2.590 stron wyroku na Karadzica w lutym ubiegłego roku, ta prawda nadal obala propagandę, która usprawiedliwiała nielegalny atak NATO na Serbię w 1999.

Milosevic zmarł na atak serca w 2006, samotny w celi w Hadze, podczas trwania fałszywego procesu przed wymyślonym przez Amerykanów „międzynarodowym trybunałem”. Odmawiając mu operacji serca która mogła uratować mu życie, jego kondycja uległa pogorszeniu, monitorowali go i przetrzymywali potajemnie amerykańscy funkcjonariusze, jak pokazała Wikileaks.

Milosevic był ofiarą wojny propagandowej, która płynie jak potok przez nasze ekrany i gazety, i zaprasza wielkie zagrożenie dla nas. On był prototypem demona, szkalowanego przez zachodnie media jako „rzeźnik Bałkanów” odpowiedzialny za „ludobójstwo”, szczególnie w jugosłowiańskiej secesjonistycznej prowincji Kosowo. Tak powiedział premier Tony Blair, powołał się na holokaust i zażądał działań przeciwko „temu nowemu Hitlerowi”. David Scheffer, amerykański ambasador w misji specjalnej zbrodni wojennych [sic], zadeklarował, że wojska Milosevica wymordowały aż „225.000 albańskich mężczyzn w wieku 14–59 lat”.

To było usprawiedliwieniem bombardowań NATO, dowodzonym przez Billa Clintona i Blaira, które zabiły setki cywilów w szpitalach, szkołach, kościołach, parkach i studiach TV, i zniszczyły gospodarczą infrastrukturę Serbii. Było to rażąco ideologiczne, na niesławnej „konferencji pokojowej” we francuskim Rambouillet, Milosevica skonfrontowała Madeleine Albright, amerykańska sekretarz stanu, która miała zdobyć niesławę uwagą, że zgony pół miliona irackich dzieci były „warte”.

Chazarka Madeleine Albright i Hitlery Clinton

Chazarka Madeleine Albright i Hitlery Clinton

a
Albright przedstawiła Milosevicovi propozycję, której nie mógłby zaakceptować żaden krajowy lider. Jeśli nie zgodzi się na obcą militarną okupację swojego kraju, z siłami okupacyjnymi „poza procesem legalnym”, i na narzucenie neoliberalnego „wolnego rynku”, to Serbia zostanie zbombardowana. To było w „Apendyksie B”, którego media nie przeczytały albo stłumiły. Celem było zmiażdżenie ostatniego niezależnego „socjalistycznego” kraju w Europie.

Kiedy NATO rozpoczęło bombardowania, wystąpiła panika wśród kosowarskich uchodźców „uciekających przed holokaustem”. Kiedy się zakończyły, na Kosowo spadły grupy międzynarodowej policji, by ekshumować ofiary „holokaustu”. FBI nie udało się znaleźć ani jednego masowego grobu i wróciła do kraju. To samo zrobił hiszpański zespół kryminalistyczny, jego lider ze złością zdemaskował „semantyczny piruet wojennych machin propagandowych”. Ostateczna liczba ofiar w Kosowie wynosiła 2.788, w tym kombatanci po obu stronach, i Serbowie i Romowie zamordowani przez pro-NATOwski Kosowarski Front Wyzwolenia. Nie było żadnego ludobójstwa. Atak NATO był oszustwem i zbrodnią wojenną.

Wszystkie oprócz ułamka osławionych „precyzyjnie sterowanych” amerykańskich rakiet uderzały nie w militarne a cywilne cele, łącznie ze studiami informacyjnymi Radio Television Serbia w Belgradzie. Zabito 16 osób, w tym kamerzystów, producentów i charakteryzatora. Ofiary Blair nazwał, bluźnierczo, częścią „dowództwa i kontroli” Serbii. W 2008 prokurator ICTY, Carla Del Ponte, ujawniła, że naciskano na nią by nie badała zbrodni NATO.

a

a
Był to model dla kolejnych inwazji waszyngtońskich na Afganistan, Irak, Libię, i podstępnie Syrię. Wszystkie kwalifikują się jako „największe zbrodnie” według norymberskich standardów, wszystkie zależące od propagandy medialnej. Choć dziennikarstwo tabloidalne odegrało swoją tradycyjną rolę, to poważne, wiarygodne, często liberalne dziennikarstwo było najbardziej skuteczne – ewangeliczne promowanie Blaira i jego wojen przez The Guardian, nieustanne kłamstwa o nieistniejącej broni masowego niszczenia Saddama Husajna w The Observer  i New York Times, i niezawodne walenie w bębny propagandy rządowej przez BBC w milczeniu jej zaniedbań.

W szczytowym momencie bombardowań, Kirst Wark z BBC przeprowadziła wywiad z dowódcą NATO, gen. Wesley Clarkiem. Na serbskie miasto Nis właśnie zrzucono amerykańskie bomby kasetowe, zabijające kobiety, osoby starsze i dzieci na otwartym targowisku i w szpitalu. Wark nie zadała ani jednego pytania o tym, ani o żadnych innych cywilnych ofiarach. W lutym 2003, dzień po podpaleniu Iraku przez Blaira i Busha, redaktor polityczny BBC, Andrew Marr, stał w Downing Street i wygłaszał co okazało się być zwycięskim przemówieniem. Podniecony powiedział swoim widzom, że Blair „powiedział iż będą w stanie przejąć Bagdad bez przelewu krwi, i że w końcu Irakijczycy będą świętować. I w obu tych punktach okazało się niezbicie, że miał rację”. Dzisiaj, z milionami ofiar i społeczeństwie w ruinie, wywiady Marra z BBC rekomenduje amerykańska ambasada w Londynie.

Koledzy Marra ustawiali się w kolejce by ogłosić Blaira zrehabilitowanym. Waszyngtoński korepondent BBC, Matt Frei, powiedział: „Nie ulega żadnej wątpliwość, że pragnienie bycia dobrym, wprowadzanie amerykańskich wartości na resztę świata, a zwłaszcza na Bliski Wschód… teraz coraz bardziej wiążą się z potęga militarną”.

Hołdowanie Stanom Zjednoczonym i ich kolaborantom jako życzliwej sile „przynoszącej dobro” działa głęboko w zachodnim dziennikarstwie establiszmentowym.  Ono gwarantuje, że za obecną katastrofę w Syrii obwinia się wyłącznie Bashara al-Assada, za którego obaleniem od dawna spiskowali Zachód i Izrael, nie z żadnych względów humanitarnych, a żeby skonsolidować agresywną siłę Izraela w regionie. Temu celowi służą rozpuszczone i uzbrojone przez Amerykę, Brytanię, Francję, Turcję i ich „koalicyjnych” zastępców siły dżihadystów. To oni rozsyłają propagandę i video, które stają się wiadomościami w Ameryce i Europie, i zapewniają dostęp do dziennikarzy i gwarantują jednostronne „informacje” o Syrii.

W wiadomościach ciągle jest miasto Aleppo. Znaczna część czytelników i obserwatorów będzie nieświadoma tego, że większość populacji Aleppo mieszka w kontrolowanej przez rząd zachodniej części miasta. W wiadomościach nie ma nic o tym, że oni codziennie znoszą bombardowania artyleryjskie ze strony sponsorowanej przez Zachód al.-kaidy. 21 lipca francuskie i amerykańskie bombowce zaatakowały rządową wioskę w prowincji Aleppo, zabijając do 125 cywilów. O tym Guardian poinformował na s. 22, bez żadnych zdjęć.

Po utworzeniu i udzieleniu zabezpieczenia dżihadyzmowi w Afganistanie w latach 1980 jako Operacja Cyklon – broń w celu zniszczenia Związku Sowieckiego – Ameryka robi coś podobnego w Syrii. Jak afgańscy mudżahedini, syryjscy „rebelianci” są żołnierzami piechoty Ameryki i Brytanii. Wielu walczy dla al.-kaidy i jej filii, niektórzy jak np. al Nusra Front, przemianowali się by dostosować się do amerykańskiej wrażliwości od 11 września. Kieruje nimi CIA, z trudnościami, tak jak kieruje dżihadystów na całym świecie.

Celem jest zniszczenie rządu w Damaszku, który, jak pokazuje wiarygodne badanie (YouGov Siraj), popiera większość Syryjczyków, albo przynajmniej od którego oczekują ochrony, niezależnie od barbarzyństwa w jego cieniach. Długoterminowym celem tego jest wyparcie się przez Rosję jej bliskowschodniego sojusznika jako część wyniszczającej wojny NATO przeciwko Federacji Rosyjskiej, która w końcu ją zniszczy.

Ryzyko nuklearne jest oczywiste, mimo że tłumią je media na całym „wolnym świecie”. Redaktorzy z  Washington Post, po wypromowaniu fikcji o BMN w Iraku, żądają by Obama zaatakował Syrię. Hillary Clinton, która publicznie radowała się ze swojej roli egzekucjonera podczas niszczenia Libii, wielokrotnie mówiła, że, jako prezydent, „pójdzie dalej” niż Obama.

Gareth Porter, samidzatowy żurnalista z Waszyngtonu, ostatnio ujawnił nazwiska tych, którzy prawdopodobnie utworzą rząd Clintonowej, którzy planują atak na Syrię. Wszyscy mają wojowniczą historię z zimnej wojny, były dyrektor CIA, Leon Panetta, mówi, że „następny prezydent będzie musiał rozważyć zwiększenie dodatkowych sił specjalnych na miejscu”.

Co jest najbardziej godne uwagi w zalewie propagandy wojennej obecnie jest jej oczywista absurdalność i zażyłość. Przeglądałem archiwalne filmy z Waszyngtonu w latach 1950, kiedy na dyplomatów, urzędników państwowych i dziennikarzy polował i niszczył sen. Joe McCarthy za kwestionowanie kłamstw i paranoi o Związku Sowieckim i Chinach. Jak odrastający guz, wrócił kult antyrosyjski.

W Brytanii, Luke Harding w Guardian kieruje nienawistnikami Rosji w swoim dzienniku potokiem dziennikarskich parodii, które Wladimirowi Putinowi przypisują każde wyimaginowane bezeceństwo. Kiedy opublikowano Panama Papers, na pierwszej stronie napisali o Putinie, i zamieścili jego zdjęcie, nie zważając na to, że nigdzie w przeciekach nie było wzmianki o Putinie.

Jak Milosevic, Putin jest Demonem Numer Jeden. To Putin zestrzelił malezyjski samolot nad Ukrainą. Nagłówek: „Według mnie Putin zabił mojego syna”. Niepotrzebne żadne dowody. To Putin odpowiadał za udokumentowane (i opłacone) przez Waszyngton obalenie wybranego rządu w Kijowie w 2014. Późniejsza kampania terroru ze strony faszystowskich bojówkarzy przeciwko rosyjsko-języcznej populacji Ukrainy była rezultatem „agresji” Putina. Zapobieganie o to by Krym nie stał się NATOwską bazą rakietową a ochroną w większości rosyjskiej populacji, która zagłosowała w referendum za dołączeniem do Rosji – dzięki któremu aneksowano Krym –  to kolejne przykłady „agresji” Putina. Szkalowanie medialne nieuchronnie staje się wojną medialną. Jeśli wybuchnie wojna z Rosją, zaplanowana czy przez przypadek, dziennikarze będą ponosić za nią znaczną odpowiedzialność.

W Ameryce kampanię antyrosyjską wyniesiono do wirtualnej rzeczywistości. Felietonista z  The New York Times, Paul Krugman, ekonomista z Nagrodą Nobla, Donalda Trumpa nazwał „syberyjskim kandydatem”, bo Trump jest człowiekiem Putina, mówi. Trump odważył się zasugerować, w rzadkim momencie jasności, że wojna z Rosją może być złym pomysłem. Mówiąc prawdę, poszedł dalej, i usunął z republikańskiego programu dostawy broni na Ukrainę. „Czy nie nie byłoby wspaniale, gdybyśmy dogadywali się z Rosją” – powiedział.

To dlatego nienawidzi go amerykański establiszment podżegaczy wojennych. Rasizm i demagogiczne tyrady  Trumpa nie mają z tym nic wspólnego. Historia rasizmu i ekstremizmu Billa i Hillary Clintonów zawsze mogą przebić Trumpa. (W tym tygodniu jest 20 rocznica „reformy” opieki społecznej Clintona, która rozpoczęła wojnę z Afro-Amerykanami). Co do Obamy: kiedy amerykańska policja rozstrzeliwuje jego braci Afro-Amerykanów, wielka nadzieja w Białym Domu nie zrobił nic by ich chronić, nic by złagodzić ich biedę, kiedy toczy cztery drapieżne wojny i bezprecedensową kampanię mordów.

CIA zażądała by nie wybierać Trumpa. Generałowie z Pentagonu zażądali by go nie wybierać. Prowojenny  New York Times – biorąc oddech od nieustannych tanich szkalowań Putina – żąda by go nie wybrano. Coś się dzieje. Ci trybuni „ciągłej wojny” są przerażeni tym, że wielomilionowy biznes wojenny, dzięki któremu Ameryka zachowuje swoją dominację, zostanie osłabiony, jeśli Trump dogada się z Putinem, a później z Xi Jinpingiem z Chin. Ich panika co do możliwości rozmów pokojowych między wielkimi światowymi potęgami – choć nieprawdopodobne – byłyby najczarniejszą farsą, gdyby sprawy nie były tak straszne.

„Trump kochałby Stalina!” ryknął wiceprezydent Joe Biden na wiecu dla Hillary Clinton. Kiedy Clinton przytaknęła, krzyknął: „My nigdy się nie kłaniamy. Nigdy się nie uginamy. Nigdy nie klękamy. Nigdy nie ustępujemy. Do nas należy linia mety. Tacy jesteśmy. My to Ameryka!”

W Brytanii, Jeremy Corbyn również wywołał histerię wśród podżegaczy wojennych w Partii Pracy i niszczących go mediach. Lord West, były admirał i lejberzystowski minister, ujął to dobrze. Corbyn zajmował „skandaliczne” antywojenne stanowisko „bo to daje mu głosy niemyślących mas”.

W debacie z rywalem na przywódcę Owenem Smithem, moderator zapytał Corbyna: „Jak postąpiłby Pan gdyby Wladimir Putin wystąpił przeciwko państwu należącemu do NATO?” Corbyn odpowiedział: „Chciałoby się najpierw tego uniknąć. Budowałoby się dobry dialog z Rosją… próbowalibyśmy wprowadzić demilitaryzację granic między Rosją, Ukrainą i innymi krajami na granicy miedzy Rosją i Europą wschodnią. Na co nie możemy pozwolić to seria tragicznego zwiększania wojsk po obu stronach, co może tylko prowadzić do wielkiego niebezpieczeństwa”.

Naciskany by powiedział czy autoryzowałby wojnę z Rosją „gdyby  Pan musiał”, Corbyn odpowiedział: „Nie pragnę wojny – czego chcę to świata, w którym nie będziemy potrzebować wojny”.

Linia pytań wiele zawdzięcza pojawieniu się brytyjskich liberalnych podżegaczy wojennych. Partia Pracy i media dawno proponowała im okazje do kariery. Przez jakiś czas moralne tsunami wielkiej zbrodni w Iraku pozwoliło im brnąć, ich odwracanie prawdy było chwilowym zakłopotaniem. Niezależnie od Chilcota i sterty obciążających faktów, Blair pozostaje ich inspiracją, bo był „zwycięzcą”.

O odrębnych poglądach dziennikarstwo i wiedzę od tego czasu systematycznie wypędzano albo przywłaszczano i opróżniano demokratyczne idee i ponownie napełniano „polityką tożsamości”, które mylą płeć z feminizmem i niepokój publiczny z wyzwoleniem i świadomie ignorują przemoc państwa i geszefciarstwo bronią, która niszczy życie tysięcy ludzi w odległych miejscach, jak w Jemenie i Syrii, a przyzywa wojnę jądrową w Europie i na całym świecie. […]

Bo tylko ruch który wypełni każdą ulicę i przez granice i nie podda się, może zatrzymać podżegaczy. W przyszłym roku będzie sto lat kiedy Wilfred Owen napisał co następuje. Każdy dziennikarz powinie to przeczytać i zapamiętać…

Gdybyś słyszał za każdym wstrząśnięciem
bulgot krwi, co wypływa z płuc zniszczonych pianą
odrażające jak rak wymioty, co niewinne usta wyżerają
nie opowiadałbyś, przyjacielu, z tym zapałem wzniosłym,
dzieciakom, co chwały desperacko żądne
starego kłamstwa, jak to: Dulce et decorum est
Pro patria mori.

[łac. jak słodko i zaszczytnie umierac za ojczyznę]

John Pilger

Tłum. Ola Gordon

Źródło: http://johnpilger.com/articles/provoking-nuclear-war-by-media

Tags :

Komentowanie zamknięte.