Opublikowano Kwiecień 23, 2017 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Matka wszystkich hipokryzji. Robert Fisk

Skoro Trump tak bardzo troszczy się o syryjskie dzieci, to dlaczego nie potępia mordujących je rebeliantów?

a

W ten weekend zamordowano dziesiątki dzieci w Syrii, a gdzie jest lament prezydenta USA o tym jak ‚piękne’ są te dzieci, nie mówiąc o działaniach? Gdzie krytyka UE i UK? Zachód musi zareagować takim samym oburzeniem kiedy ofiarami terroryzmu są szyici. Albo – czy to nas nie obchodzi?

To była matka wszystkich hipokryzji. Niektóre martwe syryjskie dzieci są ważne, domyślam się. Inne syryjskie dzieci – nie. Jeden masowy mord w Syrii 2 tygodnie temu zabił dzieci i niemowlęta i wzbudził u naszych liderów słuszne oburzenie. Ale rzeź w Syrii w ten weekend zabiła jeszcze więcej dzieci i niemowląt – a wywołała tylko milczenie u tych, którzy uważają, że strzegą naszych wartości moralnych. Dlaczego tak ma być?

Kiedy gazowy atak w Syrii 4 kwietnia zabił ponad 70 cywilów, łącznie z niemowlętami i dziećmi, Donald Trump rozkazał atak rakietowy na Syrię. Ameryka przyklaskiwała. Jej media też. Także znaczna część świata. Bashara al.-Assada Trump nazwał „złym” i „zwierzęciem”. UE potępiła syryjski reżim. Downing Street ten atak nazwała „barbarzyńskim”. Niemal każdy zachodni lider żądał obalenia Assada.

Ale po samobójczym zamachu w ten weekend na konwój cywilnych uchodźców koło Aleppo, w którym zginęło 126 Syryjczyków, w tym ponad 80 dzieci, Biały Dom milczał. Mimo że liczba ofiar była dużo większa, Trump nawet nie zatweetował o swojej żałobie. Amerykańska marynarka nawet nie wystrzeliła w kierunku Syrii symbolicznego pocisku. UE stała się bojaźliwa i odmówiła wypowiedzenia nawet jednego słowa. Cała gadka o „barbarzyństwie” przez Downing Street została stłamszona.

Nie mają poczucia wstydu? Jaka znieczulica. Jaka hańba. Jak oburzające jest to, że nasze współczucie wysycha w momencie kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że ta najnowsza rzeź niewiniątek nie była warta tej samej ilości łez i furii jaką wywołała wcześniejsza rzeź. Faktycznie to nie zasługiwało nawet na jedną łzę. Bo 126 Syryjczyków – niemal wszyscy cywile – którzy zostali zabici koło Aleppo, byli szyickimi muzułmanami ewakuowanymi z dwóch zajmowanych przez rząd (Baszara) wiosek na północy Syrii. I ich zabójca oczywiście pochodził z al.-Nusra (al.-kaida), albo jednej z „sunnickich” grup rebelianckich, które my, Zachód, uzbroiliśmy – a nawet z samej Isis – i dlatego nie zasługiwali na nasz smutek.

ONZ, stukając kopytami na scenie jak zwykle, milczała. Najnowszy atak był „nową grozą”. A papież Franciszek nazwał go „niegodziwym”, i modlił się za „umiłowaną i zamęczoną Syrię”. I będąc wychowanym przez dość anty-katolickiego tatę, powiedziałem to co często mówię kiedy uważam, że papież postąpił dobrze, zwłaszcza Franciszek: dobry stary papież! Dlaczego, nawet praktycznie nieistniejąca anty-Assad „Wolna Armia Syryjska” potępiła atak jako „terrorystyczny”.

I to wszystko. I przypomniałem sobie wszystkie te ckliwe historyjki o tym jak Ivankę Trump, jako matkę, szczególnie poruszyło [especially moved] video z  Khan Shaykoun, miejsca ataku chemicznego 4 kwietnia, i zmusiło ja do zrobienia czegoś. I wtedy to Federica Mogherini, „wysoki przedstawiciel” UE ds. zagranicznych i bezpieczeństwa, która atak nazwała „strasznym” – ale podkreślała, że wypowiadała się „przede wszystkim jako matka”. I słusznie. Ale co stało się z jej macierzyńskimi uczuciami – i tymi Ivanki – kiedy pokazały się zdjęcia z północnej Syrii w ten weekend o zabitych niemowlętach i dzieciach zapakowanych w czarne plastykowe worki? Milczenie.

2

3

4

Nie ulega wątpliwości co do skandalicznego, celowego, podłego okrucieństwa sobotniego ataku. Zamachowiec podchodził do autobusów z uchodźcami z wózkami ciastek i chipsów dla dzieci – podchodził, mogę dodać, populację uciekających szyickich uchodźców, którzy głodowali podczas oblężenia przez anty-Assad rebeliantów (niektórych z nich, oczywiście, my uzbroiliśmy). Ale oni się nie liczą. Ich „piękne niemowlęta” – cytuję Trumpa o wcześniejszych ofiarach gazu – nie wzbudziły u nas złości. Dlatego, że byli szyitami? Bo winni mogliby mieć zbyt bliskie powiązania z Zachodem? Czy może – i tu jest całe sedno – oni byli ofiarami złego rodzaju zabójcy.

Bo to czego chcemy teraz, to obwiniać „złego”, „zwierzę”, „brutala” itd. Bashara al-Assada, który był pierwszym „podejrzanym” sprawcą gazowego ataku 4 kwietnia (cytuję  The Wall Street Journal) i później oskarżonym przez cały Zachód o całkowitą i celową odpowiedzialność za rzeź gazową. Nikt nie powinien kwestionować brutalności reżimu. Ani jego tortur. Ani jego historii ogromnej opresji. Ale są jeszcze, naprawdę, poważne wątpliwości co do odpowiedzialności Bashara za atak 4 kwietnia – któremu przewidywalnie zaprzeczał – nawet pośród Arabów, którzy brzydzą się jego Baathist reżimem i wszystkim co oznacza.

Nawet lewicowy, a nie pro-syryjski izraelski autor Uri Avneri – przez krótko, w jego życiu, detektyw – zapytał: dlaczego Assad miałby dokonać takiej zbrodni [why Assad should commit such a crime], kiedy jego armia i sojusznicy wygrywali wojnę w Syrii, kiedy taki atak bardzo zażenowałby rosyjski rząd i wojsko, i kiedy to zmieniłoby zmiękczanie zachodnich postaw wobec niego na jawne wsparcie dla zmiany reżimu.

I informacja reżimu, że syryjski atak zainicjował wybuch w magazynie al.-Nusra w Khan Shaykoun (pomysł który przyjęli też Rosjanie) byłoby łatwiej odrzucić, gdyby Amerykanie nie wykorzystali takiego samego pretekstu do zabicia ponad 100 irackich cywilów w Mosulu w marcu, zasugerowali, że amerykański atak na ciężarówki z bronią Isis mógł zabić cywilów.

Ale to nie ma nic wspólnego z dużo bardziej krwawym atakiem w ten weekend na konwoje z uchodźcami udającymi się do zachodniego Aleppo. One były częścią teraz znajomego planu masowych wymian zakładników między syryjskim rządem i jego przeciwnikami, w którym suniccy oponenci reżimu w wioskach otoczonych przez syryjską armię lub jej sojuszników zostali wywiezieni do Idlib i na inne okupowane przez „rebeliantów” tereny, z bezpiecznym przejściem, w zamian za wolność szyickich wieśniaków otoczonych przez al.-Nusra, Isis i „naszych” rebeliantów, którym pozwolono na opuszczenie wiosek i udania się do bezpiecznych wiosek zajmowanych przez rząd. Takie były ofiary sobotniego zamachu, oni byli szyickimi wieśniakami z al-Foua i Kfraya, razem z kilkoma bojownikami rządowymi, en route do tego co byłoby – dla nich – bezpiecznym Aleppo.

Czy to jest forma czystek etnicznych czy nie – kolejny z grzechów Bashara, zdaniem jego wrogów – to sprawa dyskusyjna. Al.-Nusra nie nalegała żeby wieśniacy z al-Foua i Kfraya zostali w domu, kiedy chcieli by niektórzy z ich sunickich bojowników wrócili z otoczonych enklaw. W ubiegłym miesiącu gubernator Homs błagał sunnitów opuszczających miasto w „rebelianckich” konwojach do Idlib  by zostali w domach i w mieście. Ale to jest wojna do-mowa i takie przerażające konflikty dzielą miasta i miasteczka od pokoleń. Wystarczy spojrzeć na Liban 27 lat po zakończeniu swojej wojny domowej.

Ale co ostatecznie wskazuje na nasz udział w tej niemoralnej, niesprawiedliwej i przerażającej wojnie domowej, jest nasza reakcja na te dwie rzezie niewiniątek. Płakaliśmy i lamentowaliśmy, a nawet poszliśmy na wojnę z tymi „pięknymi dziećmi”, których uważaliśmy za punickie ofiary rządu Assada. Ale kiedy rozwalono na kawałki w ten weekend szyickie dzieci, tak samo ludzie, Trumpa to nie obchodziło. I matczyny duch Ivanki i Frederyki po prostu wysechł.

I mówimy, że przemoc na Bliskim Wschodzie nie ma z nami nic wspólnego.

Robert Fisk

Tłum. Ola Gordon

http://www.independent.co.uk/voices/syria-suicide-attack-refugee-buses-trump-only-cares-sunni-children-a7687066.html

Komentowanie zamknięte.