Opublikowano Sierpień 23, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Mapa Petersa- nowy podział świata?

Źródło: http://3rm.info/27453-karta-petersa-novyy-peredel-mira.html

Data publikacji: 18.08.2012

Tłum. RX

Odpowiednio reagować na nadchodzące wyzwania.

W czerwcu 2006 roku Sekretarz Stanu USA Condoleezza Rice określiła wojnę pomiędzy Izraelem a Libanem godnym uwagi zdaniem: „To co dzisiaj obserwujemy to, w istocie, przedstawia sobą początek bólów porodowych w rezultacie których rodzi się nowy Bliski Wschód i co byśmy nie uczynili to musimy zdawać sobie sprawę, że pracujemy w imię Nowego Bliskiego Wschodu”.

USA nawet nie próbowały ukrywać, że to właśnie one zapładniają „stary” Bliski Wschód i jednocześnie pełnią rolę „siostry położnej” sztucznie wywołującej „przedterminowe” narodziny „nowego” Bliskiego Wschodu. Bieżące wydarzenia w Tunisie, Egipcie, Jordanii, Jemenie i w mniejszym stopniu w Algierii i Maroko, świetnie ukazują konsekwencje polityki USA w tym regionie. Nieprawdą jest, że zamieszki społeczne występują w społecznie niespokojnych i autorytarnych państwach.Doświadczenie historii pokazuje, że społeczny wybuch „wewnętrznego płomienia” w takich krajach występuje tylko na „przecięciu czasu”, kiedy stary autorytarny władca umiera a nowy wydaje się niedostatecznie silnym. Przez cały pozostały czas lud, jak bardzo by nie cierpiał, zwyczajowo chwali swojego władcę. W przypadku Tunisu i Egiptu jest to jeszcze bardziej słuszne ponieważ wieloletni przywódcy tacy jak Zin El-Abidin Ben Ali i Hosni Mubarak wprowadzili w tych krajach stabilizację.

„Mapa Petersa” Bliskiego Wschodu w rezultacie zmian geopolitycznych

Oznacza to, że pomimo nienajlepszych warunków socjalnych, widocznych powodów do rebelii nie było. Jednakże rebelia miała miejsce. I jeżeli Ben Ali poddał się wystarczająco szybko to Mubarak trzymał się władzy. „Upór” Hosni Mubaraka doprowadził do nieoczekiwanego efektu, a mianowicie do zrywania masek z dyrygentów rebelii. 2 lutego z wezwaniem do Mubaraka o wsłuchanie się w głos ludu i podanie się do dymisji zwrócił się premier Turcji. 3 lutego z podobnym apelem wystąpił prezydent USA a 4 lutego o swoim poparciu egipskiej opozycji oświadczyli przywódcy 27 państw członkowskich Unii Europejskiej. Uderzająca jednomyślność jeśli zwłaszcza weźmie się pod uwagę fakt, że w Egipcie po prostu nie ma żadnej opozycji. Na „świętym miejscu” próbowano osadzić Muhammeda El-Baradei, byłego szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i niefortunnego kandydata na stanowisko Sekretarza Generalnego ONZ. Jednakże El-Baradei wyraźnie nie udało się wywiązać z narzuconej mu roli otumanienia czadem samowoli i anarchii mas „rewolucyjnych rebeliantów”. Trzeba było pilnie przetasować talię kart i oczyścić drogę do fotela prezydenckiego Egiptu Sekretarzowi Generalnemu Ligi Państw Arabskich, Amra Musy. Przy tym „koszty produkcji” egipskiej rewolucji musiały mieć wkalkulowanę starcie tych dwóch polityków pomiędzy sobą. To co się obecnie dzieje nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Ludowe rebelie w północno-afrykańskich krajach są inicjowane z zewnątrz. I pozostaje nam tylko zrozumieć cele lalkarzy (animatorów kukiełkowych), których, bądźmy obiektywni, rządy Mubaraka w zupełności zadowalały.

Oznacza to, że dyrygenci wydarzeń w tych krajach realizują o wiele ważniejsze cele niż stabilizacja w regionie, w tym i bezpieczeństwo tras energetycznych i ropociągów.

Zauważmy także, że jest bardzo prawdopodobne dojście do władzy w Egipcie grupy islamistycznej „Bractwo muzułmańskie”, które jest wielokrotnie większym zagrożeniem dla Izraela. Nie przypadkiem egipska „opozycja” wszędzie nosi portret Mubaraka z sześcioramienną gwiazdą Dawida. USA oraz fakt, że właśnie one są scenarzystą i reżyserem obecnych wydarzeń w świecie arabskim, poświęcając wiele co może oznaczać jedno a mianowicie, że dywidendy powinny znacząco przewyższać swoją wartością obecne straty.

Będzie to co najmniej kontrola nad całym „nowym” Bliskim Wschodem. Albo nad „nowym” Wielkim Bliskim Wschodem. Jest to plan przejęcia kontroli nad ogromnym terytorium, rozciągającym się od Izraela do Pakistanu i od Tunisu do południowego Kaukazu. Tylko takie globalne zadanie, które jest, nawiasem mówiąc, kiepsko zawoalowaną częścią planu „Strategia Anakondy”, mogła zachęcić Waszyngton do rezygnacji z interesów Izraela a w perspektywie i Turcji i Arabii Saudyjskiej. I trzeba koniecznie przypomnieć opublikowaną w czerwcu tegoż 2006 roku tak zwaną „mapę pułkownika Ralpha Petersa”. Weteran amerykańskiego wywiadu wojskowego opublikował w wydawanym przez Pentagon czasopiśmie „Armed Forces Journal” artykuł „Krwawe granice” wraz z mapą z bardzo znaczącym podtytułem „Jak może lepiej wyglądać Bliski Wschód”.

A po kilku tygodniach, po wspomnianym wystąpieniu Condoleezzy Rice, opublikował książkę „Nigdy nie przestawajcie walczyć”, w której rozwinął swoje poglądy na uzasadnione zmiany obecnie istniejących granic Bliskiego Wschodu. Skandaliczna mapa znalazła się naturalnie w książce. Jak można łatwo zauważyć Amerykanie postanowili zmienić mapę regionu nie do poznania. Wyznaczyć na nowo granice a także wykreować „narodziny” kilku nowych państw. O tym, że ta mapa odzwierciedla poglądy nie tylko oszalałego świra, jakim może być Ralph Peters, ale zgadza się z planami rządu amerykańskiego, wymownie świadczy fakt wydania jej przez amerykańskie władze wojskowe. Tak więc od końca 2006 roku „mapa Petersa” jest badana i studiowana w wojskowo-edukacyjnych instytucjach USA, w tym i na wyższych kursach oficerskich i generalskich. Kadetom i słuchaczom jako zadanie domowe proponuje się znaleźć optymalne sposoby rozwiązania pomniejszych zadań w zakresie wdrożenia w życie „mapy Petersa”. Ciekawe jest to, że „mapa Petersa” była publicznie wywieszona do oglądania w wojskowym koledżu NATO w Rzymie, w którym przechodzili szkolenie tureccy oficerowie. Znieważeni widokiem okrojonej terytorialnie Turcji, poskarżyli się własnemu dowództwu po czym szef Sztabu Generalnego Armii Tureckiej, generał Beyukanit, wyraził zdecydowany protest na ręce Przewodniczącego Komitetu Połączonych Sztabów USA, jednakże w polityce USA nic się nie zmieniło. Dzisiaj praktycznie, nie pozostało już żadnych wątpliwości, że USA przystąpiły do realizacji kolejnego etapu projektu „Nowy Bliski Wschód”, który poprzedzały napaści na Irak i Afganistan. Wypowiedziane 4 lutego oświadczenie Szefa Komitetu Szefów Połączonych Sztabów Sił Zbrojnych USA, admirała Michaela Mullena, że „Armia USA gotowa jest do interwencji w wydarzenia w Egipcie jeśli wyniknie taka konieczność”, jest potwierdzeniem powyższej tezy. Nie wykluczone, że obecne wydarzenia w krajach arabskich są „rozpoznaniem bojem” i nie będą miały poważnych konsekwencji. Ale można jednocześnie stwierdzić, że to „rozpoznanie” ujawniło naocznie słabe strony państw arabskich. A to z kolei oznacza, że obecne wydarzenia niezawodnie będą miały swoją kontynuację. W tym i w innych regionach „nowego” Wielkiego Bliskiego Wschodu. I tutaj dobrze jest znowu powrócić do „mapy Petersa” a w rzeczywistości do planów amerykańskiego dowództwa wojskowego w sprawie Azerbejdżanu i graniczących z nim państw. Łatwo zauważyć, że Amerykanie dążą do „odcięcia” Iranu od Armenii i do stworzenia „nowonarodzonego” państwa Kurdystan. Zgodnie z tymi planami zakłada się odebranie Iranowi ogromnych terytoriów i stworzenie „zjednoczonego” azerbajdżańskiego państwa. Zatem, według planów USA, Armenia znajdzie się w okrążeniu przez Kurdystan, Azerbejdżan i Gruzję, państwa, których ludność będzie razem wynosić ponad 30 milionów obywateli. Wyobrazić sobie następstwa podobnego sąsiedztwa dla męczeńskich i udręczonych Ormian nie jest trudno. Łatwo także zauważyć, że początek realizacji kolejnego etapu projektu „Nowy Wielki Bliski Wschód” zbiegło się w czasie z masowymi szykanami i zarzutami oficjalnego Azerbejdżanu w stosunku do Iranu. Dzisiaj w Baku tylko leniwy nie oskarża Iranu o mieszanie się w sprawy wewnętrzne i próby eksportu rewolucji islamskiej do Azerbejdżanu. Jednocześnie Baku wyraża pochwały pod adresem egipskiej rebelii w której rolę wiodącą odgrywa „Bractwo Muzułmańskie”. Podobny „podwójny standard” oznacza nic innego jak wyrażenie zgody na współpracę z amerykańskimi planami albo, co także jest możliwe, koordynację swoich działań z Waszyngtonem. Azerbajdżan można zrozumieć bo „mapa Petersa” otwarcie sygnalizuje mu pojawienie się szansy odebrania Iranowi od dawna pożądanych północnych prowincji. Co ciekawe to i braterska Turcja, tracąca według planów amerykańskich spore obszary, może odnieść korzyść (!) pozbywając się niestabilnego, w politycznym i wojskowym aspekcie, południowo-wschodniego obszaru a dostanie możliwość skoncentrowania się na ekonomicznym rozwoju pozostałej części państwa. Trzeba koniecznie zauważyć, że realizacja projektu „Nowy Wielki Bliski Wschód” spowoduje nieodwracalną szkodę Rosji, Iranowi i Armenii. Według „mapy Petersa” Rosja będzie odcięta od południowego Kaukazu i Azji Centralnej co automatycznie przekształci ją w przeciętne państwo z niejasnymi (raczej katastrofalnymi) perspektywami na przyszłość. Co się tyczy Iranu to proponuje się „rozprawić” z nim w następujący sposób: całą północ kraju przekazuje się Azerbejdżanowi, znaczna część prowincji zachodnich przechodzi do Kurdystanu, południowe obszary roponośne otrzymuje państwo arabsko-szyickie a także nowe państwo o nazwie Wolny Beludżystan. Na pocieszenie Iran dostanie kamienistą pustynię zachodnich obszarów Afganistanu. Chyba Iran pozbawiony przyjaznych sąsiadów i znaczących części naturalnych

bogactw energetycznych nie będzie zdolny zachować suwerenności państwowej. I na koniec Armenia. Proponuje się jej „bonus” w postaci części regionu Kars, dokładniej górę Ararat. Pozostaje tylko zrozumieć jak długo będzie istniała Armenia jeżeli Ormianie zostaną okrążeni przez „wrogie” państwa o ogólnej ludności powyżej 60 milionów obywateli? Amerykański projekt „Nowy Wielki Bliski Wschód” to śmierć Armenii i jej strategicznych sprzymierzeńców i tylko połączone siły Rosji, Iranu i Armenii zdolne są do pokrzyżowania planów USA. Przynajmniej w regionie planowanego „Nowego Wielkiego Bliskiego Wschodu”.

Mapa Bliskiego Wschodu obecnie

 

W charakterze uzupełnienia do wniosków zawartych w tym artykule pozwalamy sobie zamieścić projekt graficzny neokolonialistów z gwiazdą dawida w klapie marynarek. Mapa zaczerpnięta z: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=505232239490950&set=vxywtia.1345394951.1345424107.173100899370754&type=1&theater&notif_t=photo_tag

Komentowanie zamknięte.