Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 30, 2016 Przez a303 W NWO

Powstanie Zakonu Iluminatów: 01.05.1776 r. Ingolstadt

Po czterech latach zwłoki, 7 sierpnia 1773 roku, papież Klemens XIV uległ w końcu naciskom Burbonów oraz ich masońskich ministrów i rozwiązał znany na całym świecie zakon Towarzystwa Jezusowego.

Jezuitów usunięto już wcześniej z Portugalii i Francji; zlikwidowanie ich zakonu przez Kościół, któremu pragnęli służyć, było posunięciem o nieprzewidzianych konsekwencjach dla Europy. Zaledwie jedno pokolenie później każda z dynastii, która przyłożyła rękę do jego rozwiązania, w tym również samo papiestwo, stanęło w obliczu rewolucji. Władca Francji z rodu Burbonów został zdetronizowany i ścięty przez motłoch, który rychło zwrócił przeciw samemu sobie w obłędnej orgii krwi, trwającej aż do początku XIX stulecia. Kres położył jej dopiero upadek Napoleona, będący następstwem klęski zadanej mu przez sprzymierzonych. Zaowocowało to przywróceniem monarchii oraz pokoju i stabilności w Europie na kolejne sto lat. Mimo owej klęski, zrodziła się wówczas nowa koncepcja – idea rewolucji, której upiorna obecność w dziedzinie polityki trwała przez dwieście lat, a w sferze kultury nawet dłużej.

a

Żadne z tych zjawisk rzecz jasna nie ujawniło się tuż po decyzji papieża: bezpośrednie następstwa rozwiązania zakonu jezuitów nie miały aż tak istotnego wymiaru. Wolnomularze mogli upatrywać w tym dowodu własnej politycznej przewagi, dla uczonych jednak była to okazja dla popchnięcia do przodu własnych karier. Jednym z ludzi, którzy uznali, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i wykorzystali klęskę jezuitów dla osobistych korzyści, był Adam Weishaupt. Urodził się w Ingolstadt 6 lutego 1748 roku. Od siódmego do piętnastego roku życia uczył się w jezuickim gimnazjum, które zakon prowadził w jego rodzinnej miejscowości. W tym czasie jego postawa wobec jezuitów przybrała postać mieszaniny miłości oraz nienawiści i utrwaliła się w nim na resztę życia. Zaowocowało to stworzeniem opartej na jezuickiej duchowości koncepcji Sceelenanalyse, co z kolei miało daleko idące konsekwencje.

W roku 1773 Weisheupt miał dwadzieścia pięć lat i był już profesorem prawa katedry uniwersytetu w Ingolstadt. Jedenaście lat później bawarski pisarz Johanes Pezzl, który zrobił karierę na analizowaniu charakterów innych ludzi, napisał jeden ze swoich szkiców, których kilka zachowało się po dziś dzień. Opisał w nim Weishaupta jako „bladego, sprawiającego wrażenie twardego i niewzruszonego człowieka, który do tego stopnia pochłonięty był samym sobą, że jedynymi ludźmi, którzy kiedykolwiek się doń zbliżyli, było kilkoro kolegów-wykładowców. Dzięki rozwiązaniu Towarzystwa Jezusowego Weischaupt umocnił swoją pozycję na uczelni, objął bowiem katedrę prawa kanonicznego oraz filozofii praktycznej. Katedra ta, od ponad dziewięćdziesięciu lat zarezerwowana dla jezuitów, mogła mu teraz przypaść, choć nie był teologiem.

Błyskawiczny awans Weishaupta zapewne zdopingował go do snucia planów dalszej kariery, wykraczały one jednak poza zwyczajne i przyziemne akademickie rozgrywki. Weishaupt chciał się upewnić, że jezuici nie odzyskają wpływów na uniwersytecie w Ingolstadt, zaczął więc najpierw rozglądać się za możliwością wstąpienia do masonerii bądź innej tajnej organizacji, których pod koniec stulecia zwanego wiekiem tajnych stowarzyszeń powstawało wiele. Po kilku próbach, które podjął w tej sprawie w lożach Monachium i Norymbergi, zniechęcił się do wolnomularstwa wskutek jego dziwacznych rytuałów. Podobnie zareagował po zetknięciu się z różokrzyżowcami z sąsiedniego Burghausen, do których dotarł za pośrednictwem swoich studentów.

Ponieważ rozczarował się istniejącymi tajnymi stowarzyszeniami, postanowił utworzyć własne, aby jezuici nigdy już nie powrócili do Ingolstadt. Być może z uwagi na ducha owych czasów, a może dzięki geniuszowi Weishaupta, jego zdolnością do kierowania ludźmi oraz umiejętności psychologicznej manipulacji, poczęta przezeń idea zaczęła żyć własnym życiem i szybko okazało się, że uczelniane ramy są dla niej zbyt ciasne. Nie dlatego, że uniwersytet nie miał związku z jego planami. Jako profesor Weishaupt miał styczność z młodymi, łatwo ulegającymi jego wpływowi ludźmi, którym zaszczepiał antyklerykalne przekonania; wielu jego studentów odurzonych możliwościami, jakie oferowała im tamta epoka, chętnie dało się wciągnąć do utworzonego przezeń tajnego stowarzyszenia. 1 maja 1776  Weishaupt powołał do życia organizację, której nadał nazwę Klubu Doskonalenia, zamienioną na Zakon Pszczół, a następnie na Zakon Iluminatów, pod którą to znamy ją dzisiaj.

Znaczenie iluminatów nie zasadza się na ich politycznej skuteczności (istnieli tylko nieco ponad osiem lat); znaczenie ważniejszy jest tutaj sposób ich wewnętrznej organizacji. Czerpiąc wzorce zarówno od jezuitów, jak i masonów, Weishaupt opracował wyjątkowo wyrafinowany system kontroli opartej na manipulowaniu ludzkimi namiętnościami. Od jezuitów zapożyczył koncepcję badania sumienia, a od Kościoła katolickiego, do którego członkowie Towarzystwa Jezusowego należeli, spowiedź sakramentalną; w ten sposób stworzył system zwany Seelenspionage, który umożliwił mu kontrolowanie adeptów w taki sposób, że nie byli tego świadomi.

Iluminaci zapewne nie staliby się niczym więcej niż kolejnym bawarskim bractwem, gdyby nie atmosfera epoki i przypadkowe, lecz szczęśliwe spotkanie Weishaupta z pochodzącym z północnych Niemiec arystokratą o wyjątkowym talencie organizacyjnym. W świecie niemieckojęzycznym masoneria pojawiła się w roku 1737, kiedy w hamburskim pubie „Enlischen Taverne” powstała pierwsza niemiecka loża „Absalom”. Jeszcze tego samego roku w Berlinie otwarto lożę „Aux trois aigles blancs”, a w 1740 roku „Aux trois globes”. W Wiedniu w roku 1742 powołano do życia lożę „Aux trois canons”. Weishaupt, który od pewnego czasu był zafascynowany masonerią, w roku 1777 wstąpił w końcu do nowo otwartej w Monachium loży Ścisłej Obserwy „Zur Rinigkeit”, Weishaupt poznał o cztery lata odeń starszego Adolfa Freiherra von Knigge, który od razu uległ jego urokowi. Von Knigge przystąpił do masońskiej loży Ścisłej Obserwy w Kasell w 1773 roku, ale podobnie jak wielu innych masonów nie był zadowolony z zastanego przez siebie statusu quo. Mierziły go skomplikowane rytuały oraz nieustanne wewnętrzne niesnaski i kłótnie, które powodowały dzielenie się wolnomularzy na co raz to nowe grupy i odłamy. W organizacji iluminatów stworzonej przez Weishaupta, von Knigge upatrywał narzędzia, które pozwoli mu zlikwidować ów chaos, zaprowadzić porządek i zreformować coraz to bardziej skłóconą masonerię.

Ponieważ następstwem wojny trzydziestoletniej był podział Niemiec zgodnie z regułą „czyja władza, tego religia”, von Knigge, który 5 lipca 1778 roku został członkiem iluminatów, spowodował, że w istocie katolicka i bawarska organizacja Weishaupta zyskała możliwość działania w protestanckich księstwach północnych Niemiec. Dzięki temu oraz zapałowi i organizacyjnym talentom von Kniggego, liczba członków zakonu zaczęła wzrastać.  Krótko po jego przystąpieniu iluminatów, liczba adeptów w całych Niemczech wynosiła już pięćset osób. Same liczby jednak nie mówią wszystkiego. Von Kniggemu, być może dlatego, że był arystokratą, udało się sprawić, iż oprócz studentów Weishaupta do iluminatów zaczęli przystępować przedstawiciele arystokracji oraz wpływowi biurokraci i myśliciele z całego obszaru Niemiec. Von Knigge sprytnie wykorzystał istniejące juz loże masońskie jako źródło pozyskiwania nowych członków.

Kluczowym wydarzeniem okazał się Konwent z Wilhelmsbad, czyli kongres wolnomularski, który obradował niedaleko Hanau od 16 lipca do 1 września 1782 roku. Miał on, jak się okazało, daleko idące konsekwencje nie tylko dla lóż Ścisłej Obserwy, ale również dla wszystkich europejskich lóż. Henry de Virieu, wracając z Konwentu w Wilhelmsbad, tak oto odpowiedział na pytanie swego przyjaciela o tajne informacje, z którymi podobno miał się tam zapoznać: „To wszystko jest znacznie poważniejsze niż myślisz, Spisek został przygotowany tak starannie, że jest praktycznie niemożliwe, żeby Kościołowi i monarchii udało się przed nim ochronić”. Nie ma pewności, czy właśnie w Wilhelmsbadzie opracowano plany rewolucji francuskiej, niewątpliwie jednak był on wodą na młyn iluminatów, którzy z dobrym skutkiem zaczęli przyciągać do swojej organizacji sporą liczbę masonów. Dzięki wysiłkom i staraniom podejmowanym w Wilhelmsbadzie von Kniggemu udało się przekonać część prominentnych masonów, żeby przystąpili do iluminatów. Należał do nich również książę Ferdynand Brunszwicki i książę Karol Heski, człowiek mający również szerokie kontakty w Szlezwiku-Holsztynie. Po spotkaniu z von Kniggem w Wilhelmsbad, do iluminatów wstąpił także wydawca Johann Joachim Christoph Bode, który zawiózł iluminatyzm do Weimaru i założył tam lożę, do której między innymi należeli Goethe, Karol August, książę Weimaru i niemal wszyscy z czołowych przedstawicieli oświecenia w Niemczech. Owe kilka tygodni, które von Knigge spędził w Hanau, były bardzo dla iluminatów owocne, a cel, jaki sobie postawili, czyli osłabienie loży Ścisłej Obserwy oraz doprowadzenie do ich „ziluminatyzowania”, wydawał się teraz możliwy do urzeczywistnienia.

To jednak się nie udało z powodu walki prowadzonej wewnątrz organizacji. Jak na ironię, powodem tego konfliktu był system kontroli stosowany w zakonie. Sukces von Kniggego w rekrutowaniu nowych członków wywołał w Weishauptcie poczucie, że jego pozycja jest podkopywana przez podwładnego, co skłoniło go do zaostrzenia systemu kontroli. To z kolei było przyczyną pogłębienia się antagonizmów między nim a von Kniggem, który uważał, że jest źle traktowany. Ten drugi powiedział później, że nie przystąpił do iluminatów, żeby pełnić rolę kogoś podrzędnego, po którym „oczekuje się, że będzie ślepo przyjmował rozkazy od jakiegoś generała jezuitów”. Wedle jego oświadczenia, Spartakus (czyli Weishaupt), poniżał i tyranizował swoich podwładnych i chciał „narzucić ludzkości jeszcze cięższe jarzmo niż to, które nałożyli jej jezuici”. Ostatecznie rozłam stał się zbyt głęboki, żeby dało się go załagodzić i kiedy zakon iluminatów w roku 1738 osiągnął największą w swojej historii liczbę członków, zaczął się jego rozpad.

1 lipca  1784 roku iluminaci wydali oficjalną decyzję o wykluczeniu von Kniggego, jednocześnie jednak w dokumencie tym znalazła się także pochwała jego zasług dla istotnego zwiększenia liczebności członków organizacji. Usunięcia człowieka, który dzięki swoim talentom organizacyjnym i rekrutacyjnym sprawił, że liczba iluminatów wzrosła do około dwóch tysięcy ludzi, dokonano w wyjątkowo złej chwili. 22 lipca, na tydzień przed usunięciem von Kniggego z szeregów zakonu, władze Bawarii opublikowały pierwszy edykt zabraniający przynależności do tajnych stowarzyszeń.  Kolejne rozporządzenia w tej sprawie ukazały się 2 marca i 16 sierpnia 1785 roku. 2 stycznia 1785 roku książę biskup Eichstaett zażądał, aby władca Bawarii usunął z uniwersytetu w Ingolstadt wszystkich iluminatów. Choć członkowie zakonu dbali o zachowanie tajemnicy, Weischaupt i tak został głównym podejrzanym, zamówił bowiem dla uczelnianej biblioteki książki z literatury radykalnych oświeceniowych publikacji. 11 lutego 1784 roku odebrano mu katedrę prawa kanonicznego. Kolejnego roku wrzawa podnoszona przeciwko tajnym stowarzyszeniom zdecydowanie przybrała na sile. Zamiast czekać, aż dymisja pociągnie za sobą jeszcze gorsze dla niego skutki, na przykład oskarżenie o przestępstwo albo grzywnę, 2 lutego 1785 roku Weischaupt uciekł z Ingolstadt do pobliskiego, protestanckiego wolnego miasta Ratyzbony. Drugiego marca, kiedy książę Bawarii, Karol Teodor wydał swój drugi edykt, wymierzony przeciwko tajnym stowarzyszeniom, loża Minerwy w Ingolstadt, teraz pozbawiona przywództwa Weishaupta, została rozwiązana. Bawarskie władze zażądały jego ekstradycji i posunęły się nawet do tego, że wyznaczyły nagrodę za jego ujęcie. W tej sytuacji Weischaupt uznał, że musi wyjechać z Ratyzbony. W 1787 roku uciekł do protestanckiego księstwa Gotha, gdzie wraz ze swoją rodziną znalazł się pod opieką księcia Ernesta II, który był jednym z członków jego organizacji. Władca przydzielił Weishauptowi stanowisko w swej radzie dworu.

Gdyby bawarskie władze na tym poprzestały, iluminaci najprawdopodobniej zostaliby całkiem zapomniani, a w jakiejś przeglądowej publikacji historycznej poświęcono by im zapewne tylko krótki przypis. Kiedy jednak ludzie rządzący Bawarią znaleźli tajne dokumenty mające związek z lożą w Monachium, podjęli fatalną w skutkach decyzję o opublikowaniu tego, co odkryli. W ten sposób zapewnili Weishauptowi i jego spiskowcom wpływy, jakich oni sami nigdy nie byliby w stanie uzyskać. W czerwcu 1785 roku w rzeczach osobistych Jacoba Lanza, świeckiego księdza, który zginął rażony piorunem, odnaleziono ważne dokumenty. Świadczyły one, że iluminaci zamierzali przejąć loże masońskie. Później, w październiku 1786 roku i w maju 1787, po odebraniu iluminacie Franzowi Ksaweremu Zwackowi stanowiska w radzie dworu i zesłaniu go do miejscowości Landsut, w jego domu dokonano rewizji i odnaleziono kolejne dokumenty. Były one świadectwem wewnętrznej historii organizacji i ponad wszelką wątpliwość udowodniły konspiracyjny charakter stowarzyszenia. Pierwszy zbiór dokumentów opublikowano niemal natychmiast, bo już 12 października 1786 roku. Wywołały one ogromne poruszenie, które trwało latami.

Odkąd Wolter w latach trzydziestych XVIII wieku podczas pobytu w Anglii rozmiłował się w był w fizyce Newtona, oświeceniowi myśliciele dążyli do zastąpienia chrześcijańskiego porządku społecznego i stworzenia zupełnie nowego ładu, który miał opierać się na zasadach „naukowych”. Baron d’Holbach, w traktacie zatytułowanym System przyrody, który wywarł istotny wpływ na jego współczesnych, napisał, że ludzkość jest nieszczęśliwa proporcjonalnie do stopnia, w jakim daje się zwodzić systemom teologicznym. Podobne opinie były dowodem, że osiemnastowieczny program rewolucyjny już się narodził, gdyż skoro człowiek jest nieszczęśliwy z powodu religii, automatycznie szczęście zapewni mu zniesienie religii. Aby to jednak było możliwe, trzeba także obalić monarchie, które religię chronią.

W czasie, kiedy zaczęto publikować pierwsze dokumenty iluminatów, Weishaupt ujawnił swoje rewolucyjne intencje i zamiary. Wygłaszając mowę, zatytułowaną Anrede an die neuaufzunehmenden Illuminatos dirigentes, dostarczył swoim przeciwnikom niezbitych dowodów, że celem jego tajnego stowarzyszenia było doprowadzenie do upadku monarchii i religii w całej Europie. Rossberg nazwał Anrede „sednem iluminatyzmu”. Profesor Leopold Alois Hoffman, jeden z czołowych przedstawicieli ruchu antyrewolucyjnego, uważał, że patrząc wstecz, z treści zawartych w Anrede można wywieść „całą rewolucję francuską oraz jej najistotniejsze wydarzenia”.

a

Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. Twór rewolucji (anty)francuskiej, powołany do życia 26 sierpnia 1789 roku

Mimo że dokumenty iluminatów wzywały do obalenia tronów i religii, najważniejsze znaczenie iluminatyzmu polegało na czymś innym. Upatrywać go należy raczej w tym, co dla konserwatywnego czytelnika było najbardziej niepokojące: iluminatyzm zdawał się bowiem ukazywać najskuteczniejszy system i metodę osiągania celów. Weishaupt nie wystosował wzywającego do rewolucji manifestu, lecz wymyślił system kontroli i nadzoru, który z kolei umożliwiał tworzenie zdyscyplinowanych komórek organizacyjnych, zdolnych realizować polecenia zarządzających nimi rewolucjonistów. Czynił to na dodatek w taki sposób, aby ludzie realizujący rewolucyjną strategię nie mieli najmniejszego pojęcia o tym, że są sterowani. intencje Weishaupta były jawnie rewolucyjne, ale najbardziej wstrząsającą rzeczą był mechanizm, za pomocą którego Weishaupt mógł wcielać je w życie, kontrolując umysły członków tajnego stowarzyszenia. Stworzył narzędzie kontroli psychiki, które było skuteczne właśnie dlatego, że nie wywodziło się z mechanistycznej filozofii oświecenia. D’Holbach napisał:

Człowiek jest dziełem przyrody, żyje w przyrodzie i podlega jej prawom: nie może wyzwolić się z jej mocy; nawet myślą nie może wyjść poza nią. Daremnie umysł jego usiłuje wznieść się ponad granice świata widzialnego, zawsze zmuszony jest doń powrócić… Człowiek jest istotą czysto fizyczną; to, co nazywamy człowiekiem moralnym, nie jest niczym innym, jak tą samą istota fizyczną, rozważaną ze szczególnego punktu widzenia, to jest ze względu na pewne sposoby jej działania wypływające z jej specyficznej konstytucji… Zarówno jego czynności widzialne, jak i niedostrzegalne ruchy powstające w jego wnętrzu, a wywołane jego wolą lub myślą są naturalnymi skutkami i koniecznymi następstwami jego własnego mechanizmu oraz impulsów udzielanych mu przez otaczające go byty… wszystkie nasze idee, pragnienia i czynności są koniecznymi skutkami naszej istoty i właściwości, jakimi obdarzyła nas przyroda, oraz okoliczności, w których każe nam się znajdować i które z konieczności nad modyfikują.

D’Holbach prezentuje tu prostacki materializm, który – choć nie w sposób jawny – stanowi jednak narzędzie kontroli. Czynnikiem decydującym o tym jest „Przyroda”, a ludzkie zachowania są prostym przejawem jej praw:

W świecie, tym wielkim zbiorowisku wszystkiego, co istnieje, widzimy wszędzie tylko materię i ruch. Jego całość ukazuje nam jedynie ogromny i nieprzerwany łańcuch przyczyn i skutków. Niektóre z tych przyczyn są nam znane, ponieważ działają bezpośrednio na nasze zmysły… Człowiek moralny to ten, kto działa za pomocą fizycznych przyczyn, których poznanie wykluczają nasze przesądy.

Taki ciąg rozumowania doprowadził nas ostatecznie do behawioryzmu, udoskonalania metod i sposobów „prania mózgów” oraz stosowania środków psychotropowych. Żadna z tych metod nie okazałą się skuteczna, ale co ważniejsze, żadna nie była dostępna rewolucjonistom, którzy w XVIII stuleciu byli członkami tajnych stowarzyszeń. W rezultacie oświecenie, biorąc pod uwagę prowadzoną przez jego przedstawicieli działalność polityczną, samo sobie rzucało kłody pod nogi, a przyczyną był prymitywizm przyjętej przez nie materialistycznej psychologii.

Weishaupt był dostatecznie inteligentny, aby ów materializm przekroczyć, mimo iż opowiadał się za tą samą rewolucją polityczną, której życzyli sobie materialiści. Jego system odrzucał prostacki materializm najbardziej znanych oświeceniowych myślicieli. W swoim traktacie Pitagoras, czyli rozważania o sekretnej sztuce władania światem oraz rządzącymi, Weishaupt przedstawia swój system jako jedyny możliwy sposób wcielenia zasad i ideałów oświecenia:

Czy istnieje większa sztuka niż jednoczenie samodzielnie myślących ludzi z czterech krańców świata, z rozmaitych klas społecznych i różnych wyznać, bez zadawania gwałtu swobodzie ich myślenia, mimo iż różne mają poglądy oraz namiętności, i zintegrowanie ich na stałe w jedną wspólną grupę, żeby ich zapałem napełnić i tak otwartymi uczynić, iż największe różnice między nimi znaczenia nie mają; by równi sobie byli w podporządkowaniu, aby z własnej inicjatywy wielu działało jak jeden, czyniąc to z własnego przekonania, do czego żaden zewnętrzny przymus zmusić by ich nie mógł?

Kiedy tajemnica istnienia tajnego stowarzyszenia wyszła na jaw i stała się powszechnie znana, Weishaupt przedstawił siebie jako zwykłego wychowawcę i starał się bagatelizować swój system kontroli and ludźmi, stawiając niemal znak równości między nim, a tym, co stara się robić każdy ojciec, wychowujący dzieci. Opublikowane dokumenty zadawały jednak kłam jego zapewnieniom o własnej niewinności. To, co proponował Weishaupt, było nie tylko pogwałceniem idei „bractwa”, na której opierały się loże masońskie; stworzony przez niego system czerpał z osiągnięć organizacji uważanej za antytezę oświecenia. Był na wskroś jezuicki. Barruel napisał, że iluminaci są pomostem między jezuitami a masonami, ale wszystkie narzędzia kontroli, którymi Kościół posługiwał się do panowania nad umysłami, były przez nich stosowane nie po tom, żeby doprowadzić ludzkie dusze do Nieba, lecz w celu stworzenia raju na Ziemi. Myśliciele okresu oświecenia w nieistniejącym już Towarzystwie Jezusowym widzieli sprawną maszynerię kontroli nad ludźmi, która przewyższała wszystko, co pod tym względem miały do zaoferowania wolnomularskie loże. Iluminatyzm był również taką machiną, tyle że esprit de corps zakonu jezuitów został odarty ze wszystkich religijnych naleciałości, dzięki czemu mógł zostać użyty dla realizowania celów i ideałów oświecenia. To właśnie dostrzegli u iluminatów konserwatyści dzienniku „Eudemonia” oburzony autor napisał w 1796 roku: „każdy, kto ma w pamięci obłudną machinę byłych jezuitów, bez trudu odkryje ją u iluminatów pod inną nazwą i innym służącą dążeniom. Niegdysiejszymi jezuitami kierował zabobon i przesądy, dzisiejszymi iluminatami kieruje brak wiary, ale cel jednych i drugich jest taki sam – powszechne zdominowanie całej ludzkości”.

Opinię publiczną niepokoiło oraz drażniło nie tyle to, że wedle popularnego wówczas przekonania i jezuici, i iluminaci stawiali sobie za cel uzyskanie władzy nad światem, lecz środki, którymi ci drudzy mieli zamiar się posłużyć. Weishaupt zapożyczył od jezuitów koncepcję kontroli ludzkich sumień oraz spowiedź sakramentalną o darłszy je z pierwiastków religijnych, uczynił z nich system zbierania informacji, szpiegowania i donosicielstwa. Członków jego organizacji uczono szpiegować siebie nawzajem, o wszystkim, czego się dowiedzieli, mieli informować przełożonych. Weishaupt wprowadził również obowiązek prowadzenia zapisków w zeszytach, nazywanych Quibus Licet. Adeptów zachęcano, aby obnażali w nich własne dusze przed zwierzchnikami. O Quibus Licet powiedział, że są one „tym samym, co jezuici nazywali spowiedzią”, a Zwackowi oznajmił, iż „zapożyczył tę koncepcję od sodalicji jezuickich, gdzie co miesiąc, na osobności przechodziło się bona opera.

Kiedy Utzenschneider zerwał z iluminatami, ujawnił właściwie to samo:

Adept wysyła owe comiesięczne raporty zwane Quibus Licet do prowincjała o tytule Soli i do generała całego zakonu o tytule Primo. Tylko superiorzy i generał znają szczegóły, które są tam omawiane, gdyż wszystkie te listy przekazywane są tam i z powrotem pomiędzy pomniejszymi przełożonymi. W ten sposób zwierzchnicy dowiadują się wszystkiego, co wiedzieć pragną.

W systemie Quibus Licet dostrzec można pierwsze zarysy metody szpiegowania, która stałą się nieodłączną częścią komunistycznej metody nadzorowania i kontrolowania ludzi i to zarówno w okresie, kiedy ich organizacyjne  komórki działały w podziemiu, jak i wówczas, kiedy przejęły władzę; była ona również jedną z cech państwa policyjnego, które komuniści zbudowali po objęciu rządów. Stworzony przez Weishaupta system nadzoru i kontroli szedł jednak jeszcze dalej. Oprócz wcielenia w życie zasady, że członkowie organizacji wzajemnie się szpiegowali, Weishaupt był również autorem techniki, która zyskała nazwę Seelenspionage, czyli szpiegowanie duszy. Dzięki niej wyżej postawieni w hierarchii iluminaci mogli zyskać wgląd w duszę adepta, dokonując analizy jego przypadkowych zdawałoby się gestów, wyrażeń lub słów, które zdradzałyby jego rzeczywiste uczucia. Von Knigge, który był dobrze obeznany z ową metodą, nazwał ją Semiotik der Seele.

Na podstawie oceny wszystkich tych cech charakterystycznych, pozornie najdrobniejszych i najmniej ważnych, można wyciągnąć wnioski mające ogromną wartość zarówno dla rezultatów ogólnych, jak i wiedzy o istotach ludzkich, stopniowo zaś uzyskiwać dzięki temu wiarygodne informacje o semiotyce duszy.

W celu usystematyzowania tej wiedzy, Weishaupt, w sposób przypominający nieco metodę, którą stop pięćdziesiąt lat później zastosował Alfred Kisney, opracował reguły dokumentowania historii stanu psychiki rozmaitych członków poszczególnych komórek organizacji iluminatów. Van Duelmen w poświęconej zakonowi iluminatów książce zamieścił reprint takiego dokumentu; dotyczy on Franza Ksawerego Zwacka z Ratyzbony. Jest to połączenie kinseyowskiej „kroniki” seksualnej z teczkami Stasi oraz ratingiem wiarygodności kredytowej, a celem jego stworzenia było uzyskanie kontroli nad konkretną jednostką. Dzięki informacjom zapisanym w schludnych kolumnach, wyżej postawieni iluminaci mogli dowiedzieć się, gdzie adept się urodził, kto należy do grona jego przyjaciół, poznać cechy jego wyglądu fizycznego, uzdolnienia, skłonności i lektury, datę wciągnięcia go do organizacji, a także pseudonim, który w niej nosił. Pod nagłówkiem „Morale, charakter, wyznanie, skrupulatność” zapisano, że Zwack jest człowiekiem „miękkiego serca” i „trudno z nim dojść do porozumienia, kiedy dopada go melancholia”. W części zatytułowanej „Uczucia prymarne” czytamy, że jego wadą jest „pycha i łaknienie zaszczytów”, jest jednak również człowiekiem „uczciwym, ale cholerycznym ze skłonnością do skrytości oraz opowiadania o własnej doskonałości”. Tych, którzy chcieliby wiedzieć, w jaki sposób kontrolować i sterować Zwackiem, Massenhausen (pseudonim organizacyjny „Aleks”) informuje, że najlepsze rezultaty osiągnął, nadając ich wzajemnym kontaktom aurę tajemniczości.

Kiedy manuskrypty iluminatów zostały opublikowane, wykształcona część społeczeństwa była ich treścią przerażona, ale też zafascynowana. Ludzi z jednej strony przerażało grzeszne wdzieranie się rewolucjonistów takich jak Weishaupt w najskrytsze zakamarki ludzkiej duszy, ale z drugiej fascynowały perspektywy pozyskania władzy nad osobami, które przed nimi się otworzyły dzięki upublicznieniu treści tych dokumentów. Wieland widział w iluminatach bazę dla przeprowadzenia reformatorskich zmian w pedagogice politycznej oraz podstawę politycznych reform. W ten sam sposób postrzegał to oczywiście również Weisheupt. Jego celem było stworzenie porządku społecznego spójnego z oświeceniową nauką i koncepcją obywatela jako jednostki wyemancypowanej od nadzoru władców działających in loco parentis. „Człowiek naprawdę oświecony nie potrzebuje pana” – pisał Weishaupt. Ludźmi można rządzić właściwie i dobrze tylko wówczas, kiedy „nie ma już potrzeby, aby nimi rządzić”. W tym kontekście, system Weishaupta zdradza wiele znamiennych podobieństw ze świeżo powstałą amerykańską republiką. Jej deklaracja niepodległości została ogłoszona nieco ponad dwa miesiące po założeniu organizacji iluminatów. System amerykański był odzwierciedleniem ideałów oświecenia, a wcielali je w życie angielscy protestanci; w przypadku iluminatów identyczną filozofię realizowali w praktyce bawarscy katolicy. Jedni i drudzy czuli, że ludzkość osiągnęła próg dojrzałości i dlatego władcy byli już zbędni. Człowiek, osiągnąwszy oświecenie, mógł już samodzielnie stanowić o sobie.

Fatalny w skutkach błąd, którym obarczona jest zarówno ta, jak i inne oświeceniowe koncepcje, polega na tym, że zakładają one zlikwidowanie norm moralnych kojarzonych z religią. W Ameryce oświeceniowe pryncypia uległy złagodzeniu, nie doszło tam bowiem do ustanowienia religii państwowej; rozwiązanie to, w oparciu o cytat z listu Thomasa Jeffersona, nazwano rozdziałem Kościoła od państwa. W sytuacji, kiedy republika nie zaakceptowała żadnej religii jako wyznania państwowego, a władał nią scentralizowany rząd podobny do tego, który w nieodległej przyszłości miał objąć władzę nad Francją, Kościołom pozostawiono wolną rękę w pozyskiwaniu sobie wiernych i dzięki temu pustka, będąca istotą oświeceniowej moralności, nie doprowadziła do wywołania społecznego chaosu, tak jak to miało miejsce we Francji.

Mimo to, dla każdego, kto umiał patrzeć, było jasne, że oto na jego oczach, urzeczywistnia się teza, którą Platon postawił w Państwie, pisząc, że demokracja nieuchronnie prowadzi do tyranii. Oświeceniowe umiłowanie wolności z konieczności wiodło zawsze do prześladowania religii, to zaś do niszczenia moralności, czego skutkiem był społeczny chaos. Oznaczało to, że ludzie, którzy, zachowując niejaką ostrożność i powściągliwość, wiązali się z ruchem oświeceniowym, musieli być także zainteresowani mechanizmami kontroli nad społeczeństwem, gdyż było to konieczne ze względu na postępujący upadek moralności, niezmiennie towarzyszący proklamacji „wolności”. Wolność, po której przychodzi czas na drakońskie rządy – oto dialektyka wszystkich rewolucji i rewolucja seksualna nie była pod tym względem wyjątkiem. W istocie rewolucja polityczno-społeczna i rewolucja seksualna jeżeli nawet nie były ze sobą tożsame, to z pewnością obie przebiegały w tym samym czasie i drugiej z nich nie sposób oddzielić od pierwszej. Z chwilą kiedy żądze i namiętności zostały wyzwolone od obowiązku podporządkowania ich tradycyjnym zasadom moralności wyrażanym przez chrześcijaństwo, aby uchronić społeczeństwo od rozpadu, trzeba je było podporządkować innej, bardziej rygorystycznej, „naukowej” formie kontroli. Kontrola nad społeczeństwem, co udowodniła historia rewolucji francuskiej, była nieuchronną konsekwencją wyzwolenia i emancypacji. Chaos, który ze sobą przyniosła, zainspirował Augusta Comte’a do zajęcia się „nauką” socjologii, która była erzacem religii, a co ważniejsze, sposobem na wyprowadzenie porządku z chaosu w świecie, który przestał uznawać i akceptować wiarę w religijne podstawy moralności.

Geniusz Weishaupta polegał na stworzeniu systemu kontroli i nadzoru, który sprawdził się i okazał skuteczny w sytuacji, kiedy zanegowane zostały religijne stawy ładu moralnego. Pod tym względem na kolejne dwa stulecia system ów stał się wzorcem dla każdego świeckiego mechanizmu władzy, zarówno prawicowej, jak i lewicowej. Weishaupt był dostatecznie bystry i inteligentny, aby dostrzec, że idea „rozumu”, tak jak ją pojmowano w wolnomularskich lożach Ścisłej Obserwy, w żadnym razie nie jest w stanie zapewnić istnienia społecznego porządku. Moralność oderwana od swego ontologicznego źródła zaczęła być skutkiem tego kojarzona z wolą człowieka, który pojął działanie mechanizmu kontroli. Ponieważ, co udowodnił chaos panujący w lożach Ścisłej Obserwy, rozum częściej niż do porządku prowadzi do konfliktu między możliwymi do przyjęcia rozwiązaniami, iluminatyzm musiał wziąć prawo w swoje ręce i programować ludzkie zachowania w sposób, który odpowiadał przywódcom organizacji. Pod tym względem poszedł drogą typową dla wszystkich innych wcieleń oświeceniowej nauki społecznej, która kształtowała się przez kolejne dwieście lat. Identycznie w przypadku socjologii Comte’a, stary Kościół został zamieniony na nowy. Stary ład, ufundowany na naturze, tradycji i objawieniu, zastąpiono nowym totalitarnym porządkiem, którego fundamentem była wola rządzących. Rozpad organiczny iluminatów i usunięcie z niej von Kniggego – który uznał, że nowy porządek jest jeszcze trudniej zaakceptować niż stary – pokazały, iż ów nowy ład nie jest wolny od własnych wewnętrznych problemów. Jednak wiara w coraz skuteczniejsze techniki kontroli, bazujące na rozwijających się środkach masowego przekazu, spowodowała, iż wyzbycie się tego złudzenia było odwlekane w coraz to dalszą przyszłość.

Nose te ipsum, nosce alios („poznaj samego siebie, poznaj innych”) – oto motto, które Weishaupt zaczerpnął od wyroczni delfickiej i przyjął za własne. iluminaci byli również ucieleśnieniem przekonania Bacona, że wiedza równa się władzy. W tym przypadku wiedza oznaczała znajomość życia wewnętrznego konkretnego adepta i uczynienie z niej narzędzia jego kontroli i nadzoru. Gdyby zasady te przenieść na funkcjonowanie państwa, zgodnie z regułami działania iluminatów wiedza oznacza władzę polityczną. Propozycja Weishaupta to technika niefizycznego przymusu, podobnego do przymusu stosowanego przez jezuitów, teraz jednak podporządkowanego świeckiej utopii i wolnej od ograniczeń, które Towarzystwu Jezusowemu nakładał Kościół. W osobach nadzorujących Maschinenmenschen Weischeupt i von Knigge dostrzegli pierwsze kontury machiny państwa, które utrzymuje porządek poprzez sprawowanie kontroli nad swoimi obywatelami w sposób niezauważalny dla znakomitej większości społeczeństwa.

Nawet gdyby Weishaupt i von Knigge nie zrealizowali swej wizji w praktyce, opublikowanie przez bawarskie władze wspomnianej dokumentacji musiało spowodować, że wcześniej czy później i tak wizja ta zostałaby urzeczywistniona przez innych. Raz wypuszczona w intelektualny eter koncepcja człowieka – maszyny funkcjonującego w maszynie – państwie kontrolowanym przez podobnych jezuitom naukowców – nadzorców zawładnęła wyobraźnią kolejnych pokoleń. Ludzie tacy jak August Comte starali się odzwierciedlić ją w utopii, inni zaś ukazywali ją w postaci dystpnii – jako przykład można tu podać Aldousa Huxleya i Fritza Langa, którego film Metropolis zdaje się być odzwierciedleniem wizji Weishaupta.

a

Metropolis, film z 1927 r.

b

c

Weishaupt, podobnie jak Gramsci, proponował nie tyle rewolucję polityczną co kulturową. Chciał „otoczyć możnych tej ziemi” legionem ludzi, którzy prowadziliby szkoły, kościoły, katedry, akademie, księgarnie i zasiadaliby w rządach. Krótko mówiąc, miała to być kadra rewolucjonistów mająca wpływy we wszystkich ośrodkach władzy społecznej oraz politycznej i w ten sposób, w dłuższej perspektywie, wychowująca społeczeństwo w duchu ideałów oświecenia. Van Duelmen dostrzega związek między rewolucją kulturową, którą za pośrednictwem iluminatów proponował Weishaupt, i „marszem przez instytucje”, który uczestnicy wydarzeń z 1968 roku urzeczywistnili około dwieście lat później. Powstanie komunizmu usunęło w cień fakt, że przez mniej więcej sto lat po zdobyciu Bastylii iluminatyzm, zarówno w teorii, jak i w praktyce, był synonimem rewolucji. Jego spuścizna znalazła jednak zastosowanie głównie w praktyce. W tej jednej, niewielkiej organziacji stosowano in muce dosłownie wszystkie mechanizmy kontroli psychologicznej wykorzystywane później w takiej samej mierze przez prawicę i lewicę. Iluminatyzm stanowił zatem nowatorski system państwa policyjnego szpiegującego swoich obywateli. Odnajdujemy w nim zastosowanie psychoanalizy, uzasadnienie dziennika, koncepcję historii seksualnej Kisneya, spontaniczną samokrytykę dobrze znaną z procesów prowadzonych przed komunistycznymi sądami, „marsz przez instytucje” Gramsciego, manipulację pożądaniem seksualnym jako narzędziem kontroli, co stało się później podstawą reklamy, a także zalążki „nauki”  behawioryzmu, które wedle słów Johna B. Watsona próbuje „przewidywać i kontrolować zachowania”. Ostatni przytoczony tu przykład nie pozostawia wątpliwości, że jedyną wspólną rzeczą, którą łączy wszystkie te zjawiska, jest żądza władzy. System Weishaupta był system kontroli i nadzoru. Z jednej strony stanowił odzwierciedlenie oświeceniowych marzeń, z drugiej zaś był jedynym spójnym projektem rozwijania i udoskonalania technik kontrolowania społeczeństwa. Weishaupt naszkicował go ww jego pierwotnych zarysach ponad dwieście lat temu.

Jak wielu innych, którzy przyszli po nim, Weishaupt dążył do stworzenia technik kontrolowania człowieka w celu zastąpienia nimi samokontroli, na której jemu samemu zbywało. Oburzenie wywołane opublikowaniem manuskryptów iluminatów miało tę dobra stronę, że zmusiło do zastanowienia się nad rozbieżnością między głoszonymi przez Weishaupta zasadami moralnymi, a niemoralnością jego czynów. Weishaupt uwikłał się w romans ze swoją szwagierką, a kiedy ta zaszła w ciążę, próbował uniknąć odpowiedzialności, zmuszając ją do wykonania aborcji. Właśnie ten czyn skłonił księcia Bawarii, Karola Teodora do nazwania Weishaupta „łajdakiem, sprawcą kazirodztwa, mordercą dziecka, zwodzicielem ludzi oraz przywódcy spisku zagrażającego religii i państwu”. Książę użył najostrzejszych określeń, ale były one odpowiednie z uwagi na popełnione przez Weishaupta czyny i nie bardziej skrajne niż ideologia, którą jego poddany próbował wcielać w życie. Książę miał słuszność, upatrując w Weishauptcie człowieka reprezentującego swoimi poglądami antytezę chrześcijańskiego państwa, której istotą była koncepcja sprawowania kontroli nad ludźmi – pragnienie, aby ich zdominować, zamiast im służyć. Św. Augustyn nazwał pragnienie to libido dominandi. Skoro w wierze chrześcijańskiej ideałem jest służba oparta na miłości (niezależnie od tego, do jakiego stopnia wciela się ją w praktyce), jego odwrotność, reprezentowana przez rewolucjonistów, oznaczać może jedynie hegemonię i supremację. Najskuteczniejsze środki dla jej osiągnięcia wymyślano i opracowywano szczegółowo przez kolejne dwieście lat. Weishaupt jednak uczynił pierwszy krok na tej drodze, definiując i ustalając pojęcia, które zyskały walor autorytatywności. Walka o wyzwolenie będzie miała swój wymiar semantyczny; będzie również bitwą o władzę nad duszami, a kontrola i nadzór pozostają esencją rewolucyjnej praktyki, bez względu na to, jak często pojęcie „wolność” używane jest dla usprawiedliwienia jej przeciwieństwa.

W 1787 roku, tym samym, w którym Weishaupt uciekł do księstwa Gotha, Bode, obecnie de facto przywódca iluminatów na wygnaniu, udał się do Paryża i spotkał tam z członkami paryskiej loży „Les Amis Reunis”. Przeprowadził z nimi długie rozmowy i dyskusje, podczas których, wedle własnej relacji, którą umieścił w prowadzonym przez siebie dzienniku, starał się zainteresować tamtejszych masonów technikami i doktrynami iluminatyzmu. Czy mu się to powiodło, czy też nie, pozostaje do dziś kwestią sporną. Faktem jest jednak, że rewolucja francuska wybuchła dwa lata po jego pobycie w Paryżu, to zaś spowodowało, że zdaniem wielu osób Bodemu udało się przeszczepić bawarski iluminatyzm na terytorium Francji, a rewolucja 1789 roku była pierwszą z wielu kolejnych, które wybuchać będą, dopóki w niegdyś chrześcijańskiej Europie nie ostanie się żaden tron ani ołtarz. Profesor Leopold Alois Hoffman z Wiednia, jeden z czołowych kontrrewolucjonistów swoich czasów, napisał: „Francuzi nie wymyślili koncepcji światowej rewolucji. Ten honor przysługuje Niemcom. Francuzi mieli jedynie zaszczyt ją zapoczątkować… Comites politiques zorganizowano tuż po powstaniu iluminatyzmu, który narodził się w Niemczech i stał się o wiele niebezpieczniejszy, gdyż nigdy go stamtąd nie wykorzeniono. Zszedł on jedynie do podziemia, później zaś zrodziły się z niego jakobińskie kluby.”

Bode zmarł w 1793 roku, a około roku 1795 – choć Weishaupt nadal pobierał uposażenie w Gotha i pisał książki aż do roku 1830 – wydawało się, że wszelka działalność kojarzona z iluminatami jako spójną organizacją ustała. Wizyta Bodego w Paryżu, bez względu na jej bezpośrednie następstwa, dała początek koncepcji znanej jako teoria spisku. Wedle niej, od czasów iluminatów aż po bolszewicki przewrót z 1917 roku rewolucja była promowana przez jedną tylko organizację. Wilson uważa to za „śmieszne”, jednakże idea opartego na osiągnięciach nauki sterowania ludźmi – wynikająca z analizy pomysłów głoszonych pierwotnie przez iluminatów i upowszechniana przez te same siły, które im się przeciwstawiały – śmieszna nie jest. Daleko jej do tego, gdyż na wiele rozmaitych sposobów tworzy ona intelektualną historię kolejnych dwustu lat, które nadeszły.

Michael E. Jones

Był to fragment książki pt: Libido Dominandi Michael’a Jones’a. Grafika plus pogrubienia dodane przez Redakcję. Przypisy w oryginale/a303.

Tags : , , , , ,

Jedna odpowiedź

  1. W Ingolstadt na jednym z budynków przy Theresienstr. wisi info-tabliczka mówiąca, że tam, naprzemiennie była siedziba Illuminati i synagoga.