Najnowsze

Opublikowano Styczeń 6, 2013 Przez a303 W Bez kategorii

Łapalice – najnowszy zamek w Europie

ŁAPALICE

Łapalice (kaszub. Łapalëce) – kaszubska wieś położona w województwie pomorskim, w powiecie kartuskim, w gminie Kartuzy nad jeziorem Łapalickim w pobliżu wzniesienia Chochowatka (215,1 m n.p.m.). Miejscowość znajduje się niedaleko Chmielna na terenie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. W zaborze pruskim i podczas okupacji niemieckiej wieś nosiła niemiecką nazwę Lappalitz. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa gdańskiego.

zamek-lapalice-zgory

DOJAZD

Niedokończony zamek znajduje się w pobliżu wsi Łapalice, ok. 5 km na zachód od Kartuz. Jest on ukryty w lasach nad wschodnim krańcem małego jeziorka Rekowo. Aby dotrzeć na miejsce należy udać się z Kartuz drogą wojewódzką nr 211 na Sierakowice. Na granicy Łapalic, tuż za składami budowlanymi, trzeba skręcić w lewo w asfaltową ulicę Zamkowa i jechać nią, aż oczom naszym ukaże się duża, murowana brama wjazdowa z wysoką wieżą i dwoma ogromnymi zaokrąglonymi u góry otworami na okna, które niczym oczy uważnego obserwatora bacznie pilnują, aby nikt nie dostał się przez skute łańcuchem przejście.

Przed wrotami budowli znajduje się niewielki parking, na którym można pozostawić auto. Dalej należy udać się betonową drogą wzdłuż muru, na jego końcu skręcić w prawo i podążać wzdłuż płotu. Trudnością może okazać się odnalezienie suchej drogi, jednak jest to wykonalne.

ZAMYSŁ BUDOWNICZEGO

Zamek w Łapalicach – zagadka rodem z końca XX wieku, został zbudowany przez Piotra Kazimierczaka – rzeźbiarza, snycerza oraz producenta rzeźbionych mebli gdańskich. Ten niezwykły wizjoner odtworzył w latach osiemdziesiątych XX wieku średniowieczne realia. Budowany dom i pracownia okazały się być najprawdziwszym zamkiem. Szkoda, że niedokończonym.

W zamierzeniach autora projektu cały budynek miał stać się galerią sztuki, wykończoną kunsztowną drewnianą sztukaterią oraz dziełami malarstwa dorównującymi pięknem zabytkom sprzed kilkuset lat. Wnętrze miało być wykonane prawie w całości z drewna, łącznie z artystycznie zdobionymi sklepieniami i podłogami. Całokształt wystroju powinny uzupełnić liczne rzeźbiarskie dzieła sztuki. Duża część elementów wykończenia wnętrza została już wykonana i oczekuje jedynie na zakończenie budowy. W sklepieniach wyraźnie widać miejsca przygotowane na kasetony.

Właściciel zamku wyjaśnia: „Ten zamek nie powstał z kapelusza. Myślałem o nim od wczesnej młodości. To ma być dzieło moje życia, a nie jakaś tam budowa hotelu w dwa lata. Ja nie jestem szaleńcem. Wiem jak potężnych nakładów finansowych wymaga taka inwestycja. Dlatego wybudowałem w Świętym Wojciechu koło Gdańska duży zakład produkcji mebli, żeby zarobić pieniądze na zamek. Zakład miał być mecenasem Łapalic. Nie zastanawiałem się, ile lat to wszystko potrwa. Uznałem, że może uda mi się takie dzieło skończyć jeszcze za mojego życia.

Inwestor zapewnia, że „Wnętrza zamku w Łapalicach powinny być niepowtarzalne, zniewalające przepiękną scenerią i najwyższym kunsztem jej wykonania. Dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał.

HISTORIA BUDOWY

Prace przy budowie zamku rozpoczęły się jeszcze na początku lat 80-tych XX wieku i do tej pory nie zostały zakończone. Pozwolenie na budowę obejmowało tylko budynek mieszkalny z pracownią rzeźbiarską o łącznej powierzchni 170 metrów kwadratowych. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na powstającą w Łapalicach monumentalną budowlę. W ciągu kilku lat wybudowano bowiem obiekt o powierzchni 5 tysięcy metrów kwadratowych, sztuczne jeziorko, wszystko zaś częściowo osłonięte betonowym murem o wysokości prawie 3 metrów.

robert_kudera_lapalice_7731

W 1990 roku pan Piotr sprowadził do Gdańska super nowoczesne maszyny – najnowszą technologię w obróbce drewna, jaka wówczas w ogóle istniała na świecie. W latach 1990-1991 zawarł potężne kontrakty, głównie z Niemcami. Miał zagwarantowane wielkie zyski, dzięki którym bez problemu budowałby zamek w Łapalicach. Cała produkcja szła na eksport, a jej odbiorcy wręcz zachwycali się meblami jego firmy. Wszystko zaczęło się od Zakładu Energetycznego w Gdańsku. W roku 1991, kiedy wybudował nowe hale produkcyjne odmówiono mu dostaw energii. Warunkiem wznowienia dostaw miało być wybudowanie przez pana Piotra trafostacji. Trafostacja powstała na gruncie państwowym za pieniądze z kredytów. Niestety, szybko znaleźli się donosiciele i podnieśli larum w nadzorze budowlanym oraz w banku. Bank zażądał zwrotu kredytu. W takiej sytuacji firma nie mogła ruszyć z produkcją mebli na dużą skalę i lukratywne kontrakty przepadły. Firma przestała istnieć.
Sytuacja ta spowodowała, że na początku lat 90-tych budowa zamku została wstrzymana, a zamek zaczął popadać w ruinę. W 1994 r. wierzyciele próbowali przejąć zamek za długi, jednakże – wyceniony na kilkanaście miliardów złotych – nie znalazł kupca.

Pan Piotr okazał się silnym człowiekiem i ponownie stanął na nogi w 1999 roku, głównie dzięki prowadzeniu pracowni rzeźby. Rzeźbił w drewnie, często zagranicą. Spod jego rąk wychodzą jedyne w swoim rodzaju krzesła, stoły, sekretarzyki, obudowy zegarów, a nawet fortepianów. Tworzy również różnego rodzaju elementy wykończeniowe wnętrz, od drobnych kasetonów, ramek po ościeżnice, ścienne i sufitowe boazerie oraz rzeźby ludzi i zwierząt.

Po raz drugi postanowił uruchomić dużą firmę meblarską. Wystartował w 2000 roku w miejscowości Święty Wojciech. Niestety, radość trwała krótko. Rok później, w lipcu 2001 r., firmę zalała wielka fala powodziowa. Cały teren Świętego Wojciecha znalazł się pod wodą. Na terenie byłego zakładu, jej poziom przekraczał 2,5 metra. Jego szkody oszacowano na dziesięć milionów złotych. Stracił wszystkie najnowocześniejsze maszyny nasycone elektroniką wraz ze sterującym je systemem komputerowym. Nie zwolnił załogi z dnia na dzień, tylko zatrudnił przy usuwaniu skutków powodzi. Kiedy woda ustąpiła widok był makabryczny. Trzeba było, pracując w błocie po kolana, wywieźć tony szlamu. Za tę ciężką robotę wypłacał pracownikom normalne pensje, ale już nie uiszczał składek do ZUS-u. Komornicy wszczęli postępowanie egzekucyjne i weszli na hipotekę, ale przecież powódź była wynikiem zaniedbań władz miasta, a nie właściciela firmy. Jednocześnie ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, ponieważ polisa obejmowała ubezpieczenie od zalania, a nie od powodzi.

Właściciel zamku w Łapalicach został zobligowany przez Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, aby do końca lipca 2006 r. złożyć dokumentację budowlaną. Niestety nie uczynił tego, w związku z czym Inspektor podjął decyzję o rozbiórce molocha. Problem w tym, że nie została dostarczona właścicielowi, czyli nie ma podstaw do rozbiórki. Pan Piotr bronił budowli przed rozbiórką. Domagał się, by Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Gdańsku stwierdził nieważność decyzji Kartuskiego Powiatowego Inspektora Nadzoru. Ten nie znalazł podstaw prawnych do unieważnienia podjętej przez niższą instancję decyzji i utrzymał ją w mocy. Właściciel ma rozebrać obiekt na własny koszt, jeżeli tego nie zrobi, zostanie wszczęte postępowanie egzekucyjne w celu przymuszenia inwestora do wykonania ciążącej na nim decyzji według określonej procedury. Natomiast, zdaniem inwestora, nie można zamku rozebrać. Budowa była rozpoczęta w 1983 roku i sama się już zalegalizowała, ponieważ minęło 20 lat. Pan Piotr obiecuje: „Jeżeli tylko zdobędę pieniądze, wznowię tę inwestycję. Rozważam dwa warianty: albo przekażę komuś ten obiekt np. na hotel, albo zrealizuję swoją wizję, mój pierwszy plan, który noszę w swoim sercu od kilku dziesięcioleci.” Inwestor zapewnia, że „Wnętrza zamku w Łapalicach powinny być niepowtarzalne, zniewalające przepiękną scenerią i najwyższym kunsztem jej wykonania. Dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał.

Lapalice-zamek+chmielno

ZAŁOŻENIE ARCHITEKTONICZNE

W budowli widać elementy charakterystyczne dla architektury gotyku, baroku, renesansu i oczywiście współczesnej. Już po kilku pierwszych krokach do wewnątrz widzimy misternie przygotowane sklepienia z drewna, kręte schody prowadzące na każdą z 12 wież (symbolizują 12 apostołów), fontannę stanowiącą centrum najniższego poziomu zamku oraz szyb przygotowany zapewne z myślą o windzie. Całość budowli można by podzielić na trzy części: zachodnią, centralną oraz wschodnią.

W zachodniej części znajduje się specjalnie przygotowany zadaszony basen. Szeroki na około dziewięć metrów i długi na piętnaście. O odpowiednie oświetlenie miały tu dbać wysokie okna usytuowane od strony południowej dające piękne słońce latem i widok na – zasnuty mgłą unoszącą się z jeziora – las. Nad basenem znajduje sie równie wielka sala balowa, lub jak twierdzą niektórzy kaplica z pięknym widokiem z balkonu.

Bryła budynku wyraźnie dzieli się na zamek niski i wysoki, z dachami w kształcie trumien oraz 12 basztami. Wjazdu na teren zamku strzeże ogromna wieża z bramą – barbakan. Między bramą, a głównym budynkiem znajduje się betonowy parking. Charakter tego obiektu jest raczej reprezentacyjny niż obronny, co nakazywałoby widzieć w nim bardziej pałac, niż zamek. Ukończenie zamku stoi jednak pod znakiem zapytania. Jedno skrzydło zbudowane na podmokłym terenie (brzeg jeziora) ostatnio groziło zawaleniem. Według opinii wielu architektów, przy zastosowanych rozwiązaniach konstrukcyjnych budowla powinna już dawno się zawalić.

STAN OBECNY – 2010 ROK

Tajemnicze zamczysko zdaje się nie przejmować urzędniczymi decyzjami i każdego dnia licznymi wieżyczkami gościnnie wita z daleka tłumy nadciągających turystów. Nieustannie pobudza wyobraźnię gości, którzy prześcigają się w odgadnięciu wizji gdańskiego artysty.

Obecnie zamek, będący nadal w stanie surowym zadaszonym, pod względem kubatury jest jednym z największych tego typu obiektów na Pomorzu, ustępuje pola jedynie zamkowi w Malborku. Teren, na którym znajduje się budowla to kilka hektarów gruntu, spory kawałek lasu oraz sztuczny staw.

To, co teoretycznie mogłoby stanowić nie tylko atrakcję regionu, ale też pobudzać rozwój turystyki, w gruncie rzeczy stało się uciążliwym problemem dla mieszkańców Łapalic. Wprawdzie wszechobecne tablice zakazu wstępu oraz wysoki mur wybudowany dookoła zamku nie odstraszają ciekawskich od zwiedzania, ale z tej dzikiej turystyki niewiele dobrego wynika. Sąsiedzi zwracają uwagę na to, że budynek stwarza zagrożenie, a przyjeżdżający turyści, także eksploratorzy opuszczonych miejsc i poszukiwacze przygód, zakłócają im spokój. Jakkolwiek podziwianie rozmachu budowli z pewnej odległości nie powinno być niebezpieczne, to wejście do wnętrza jest już sporym ryzykiem. Na pierwszy rzut oka widać, że rusztowania na wieżyczkach trzymają się na słowo honoru, a schody i okna nie są zabezpieczone.

W poprzednich latach można było swobodnie wejść na teren budowy i podziwiać od wewnątrz to przedsięwzięcie. Jednakże działalność wandali i kilkakrotne wypadki zwiedzających zmusiły właściciela do otoczenia zamku betonowym murem, który skutecznie uniemożliwia oglądanie budowli nawet z zewnątrz. Natomiast przekraczanie ogrodzenia może skończyć się spotkaniem ze stadem pilnujących terenu zamku groźnych psów.

Od pewnego czasu w miejscu, gdzie przez lata można było wejść na teren zamku, leży sterta gałęzi polanych substancją przypominającą olej samochodowy. Pojawiła się też tablica z wymalowanym napisem: „Wejście grozi zniszczeniem ubrania„.

http://www.astra28.eu/lapalice.html

zamek_w_lapalicach

11.06.2007

Co dalej z niezwykłą budowlą? Jeszcze nie koniec z zamkiem

Właściciel zamku w Łapalicach broni budowli przed rozbiórką. Domaga się, by Wojewódzki Inspektorat Nadzoru budowlanego stwierdził nieważność decyzji kartuskiego powiatowego inspektora nadzoru, który w ubiegłym roku nakazał rozbiórkę monumentalnej budowli. Sprawa jest w toku. Tymczasem ktoś zagrodził najbardziej uczęszczaną ścieżkę na zamek.

Los jednej z najbardziej znanych budowli na Kaszubach wciąż nie jest rozstrzygnięty. Zamek w Łapalicach miał być rozebrany, zgodnie z ubiegłoroczną decyzją Powiatowego Inspektora Nadzoru budowlanego.

Właściciel nie dostarczył bowiem projektu dokończenia robót i dokumentów legalizujących budowlę (pierwotnie pozwolenie obejmowało budowę domu jednorodzinnego i pracowni rzeźbiarskiej). Miał czas do czerwca ubiegłego roku (budowa zamku rozpoczęła się w 1983 roku).

Chce unieważnienia decyzji

Termin upłynął, dokumenty nie wpłynęły więc Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał decyzję o rozbiórce budowli.

Tymczasem jak się dowiedzieliśmy, właściciel zamku wystąpił do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego o stwierdzenie nieważności decyzji o rozbiórce.

Jak poinformowała Krystyna Weiler, dyrektor WINB, pismo inwestora wpłynęło 7 maja bieżącego roku.

– Wszczęliśmy postępowanie w tej sprawie – stwierdziła Krystyna Weiler. – W tej chwili nie potrafię powiedzieć jaki będzie jego wynik. Albo stwierdzimy, że decyzję powiatowego inspektora nadzoru budowlanego należy unieważnić, albo odrzucimy wniosek inwestora. Aby wcześniejsza decyzja została unieważniona musiałyby zaistnieć konkretne przesłanki, czyli decyzja powiatowego inspektora musiałaby zostać wydana na przykład z naruszeniem przepisów. Naszym obowiązkiem jest to sprawdzić.

Dwa miesiące?

Nie wiadomo ile czasu zajmie inspektorom weryfikowanie dokumentów. Jak powiedziała szefowa wojewódzkiego inspektoratu, postępowanie może potrwać nawet dwa miesiące.
Co zamierza właściciel zamku? Nie udało nam się z nim skontaktować – dziś po południu nikt nie podnosił słuchawki w jego gdańskiej pracowni. Do tematu wrócimy.

fot.: Robert Kudera

Retrospekcja

Właścicielem i budowniczym zamku w Łapalicach jest gdański rzeźbiarz Piotr Kazimierczak. Prace przy budowie obiektu rozpoczęły się jeszcze w latach 80-tych i do tej pory nie zostały zakończone.

Pozwolenie na budowę obejmowało tylko budynek mieszkalny z pracownią rzeźbiarską. Do dziś nie wiadomo, dlaczego nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na powstającą w Łapalicach monumentalną budowlę.

W ciągu kilku lat wybudowano bowiem obiekt o powierzchni 5 tys. metrów kwadratowych, sztuczne jeziorko, wszystko zaś częściowo osłonięte betonowym murem o wysokości prawie 3 metrów. Zamek ma 12 baszt. Jest w nim kilkadziesiąt pomieszczeń, piwnice, basen. Zachodnia części budowli przypomina sporych rozmiarów kaplicę.

robert_kudera_lapalice_7752

Dzieło życia

Zamek od kilkunastu lat pozostaje w stanie surowym. Przyczyną przerwania robót były kłopoty finansowe Piotra Kazimierczaka.

W ubiegłorocznym wywiadzie dla „Kuriera Kartuskiego* stwierdził, że zamek jest dziełem jego życia i mimo wszystko zamierza go dokończyć.

Pytany, dlaczego nie złożył wymaganej dokumentacji projektowej stwierdził, że chce mieć czas „do przyszłej wiosny”.

„Budowa była rozpoczęta w 1983 roku i sama się już zalegalizowała, bo minęło 20 lat. Jeżeli tylko zdobędę pieniądze, wznowię tę inwestycję. Rozważam dwa warianty: albo przekażę komuś ten obiekt np. na hotel, albo zrealizuję swoją wizję, mój pierwszy plan, który noszę w swoim sercu od kilku dziesięcioleci” – powiedział.

Surowo zabroniona atrakcja

„Nowoczesne zamczysko” w Łapalicach od lat jest jedną z najbardziej znanych na Kaszubach atrakcji turystycznych. I chociaż wejście na prywatny de facto teren jest surowo zabronione, głównie ze względu na stan obiektu, zamek pojawia się nawet w przewodnikach turystycznych, jako miejsce godne odwiedzenia.

Jakkolwiek podziwianie rozmachu budowli z pewnej odległości nie powinno być niebezpieczne, to wejście do wnętrza jest już sporym ryzykiem. Na pierwszy rzut oka widać, że rusztowania na wieżyczkach trzymają się „na słowo honoru”, a schody i okna nie są zabezpieczone.

Przypuszczalnie właśnie dlatego ktoś w ostatnim czasie zagrodził wydeptaną przez tysiące ciekawskich ścieżkę. Ustaliliśmy, że jeszcze dwa tygodnie temu wejście za mur nie było żadnym problemem.

Ktoś zagrodził ścieżkę

Dziś w miejscu, gdzie przez lata można było wejść na teren zamku, leżała sterta gałęzi polanych substancją przypominającą olej samochodowy.

Pojawiła się też tablica z wymalowanym napisem: „wejście grozi zniszczeniem ubrania”. Gałęzie zagradzające przejście leżą też na ścieżce po drugiej stronie muru.

Co prawda uparci i tak dadzą radę wejść na teren zamku, ale zwracamy uwagę, że każda taka wycieczka jest niezwykle ryzykowna. Budowla z roku na rok jest w coraz gorszym stanie.

http://expresskaszubski.pl/o-tym-sie-mowi/2007/06/jeszcze-nie-koniec-z-zamkiem

zamek8

12.09.2006

* Piotr Kazimierczak: Nie jestem szaleńcem!

Z Piotrem Kazimierczakiem, rzeźbiarzem, właścicielem przerwanej budowy zamku w Łapalicach, rozmawia Piotr Cackowski.

– W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wywołał pan ogólnopolską sensację rozpoczynając tę monstrualną budowlę. Mamy rok 2006, a zamek w Łapalicach nadal pozostaje w stanie surowym otwartym. Z roku na rok niszczeje, a raczej straszy, skoro o zamku mowa. Czy ma pan jakiś pomysł na ostateczne rozwiązanie tego problemu?

– Chcę tę budowę dokończyć, ale pod jednym warunkiem, zgodnie z moją koncepcją, a to wymaga czasu.

– O jaką koncepcję chodzi?

– A to jest już moja słodka tajemnica.

– Proszę ją nakreślić chociaż z grubsza…

– Nie ma z grubsza. Albo jest tajemnica albo jej nie ma.

– A komu pan stawia warunki?

– Sobie. Ten zamek nie powstał z kapelusza. Myślałem o nim od wczesnej młodości. To ma być dzieło mojego życia, a nie jakaś tam budowa hotelu w dwa lata. Ja nie jestem szaleńcem. Wiem, jak potężnych nakładów finansowych wymaga taka inwestycja. Dlatego wybudowałem w Świętym Wojciechu koło Gdańska duży zakład produkcji mebli, żeby zarobić pieniądze na zamek. Zakład miał być mecenasem Łapalic. Nie zastanawiałem się, ile lat to wszystko potrwa. Uznałem, że może uda mi się takie dzieło skończyć jeszcze za mojego życia.

– A zatem podstawą zrealizowania pańskiego życiowego marzenia była dobrze prosperująca fabryka mebli w Świętym Wojciechu.

– Dokładnie tak to sobie wymyśliłem.

– I ponieważ firma nie rozwinęła skrzydeł „Łapalice stanęły”, bo zabrakło pieniędzy.

– Tak można powiedzieć. Przy czym ja nie popełniłem błędów. Podjęte zostały przeciwko mnie działania polityczne. Padłem ofiarą nagonki na takich ludzi jak ja, którym udało się w życiu coś ciężką pracą osiągnąć. Ale nie chcę o tym szczegółowo opowiadać. Upłynęło już kilkanaście lat.

– Kto pana gnębił, władze wojewódzkie, centralne? Był pan aresztowany, zabrano panu pieniądze?

– Powtórzę, to było tendencyjne działanie sił politycznych. Gdybym na początku lat 90 tych był w jakiejś partii, miałbym wówczas parasol ochronny i moja firma by kwitła, a ja postanowiłem być niezależny. Nie pchałem się do polityki, chociaż bardzo mnie do takiej działalności namawiano i oberwałem w plecy. To, co tutaj wybudowałem, na mojej ojcowiźnie, w Świętym Wojciechu, kłuło wielu decydentów w oczy. Nie będę dziś mówił, kto mnie „uderzył” i komu zależało, żeby moja firma upadła. Przypomnę tylko, że w 1990 roku sprowadziłem do Gdańska super nowoczesne maszyny – najnowszą technologię w obróbce drewna, jaka wówczas w ogóle istniała na świecie. Jednocześnie w latach 1990-91 zawarłem potężne kontrakty, głównie z Niemcami. Była przede mną świetlana przyszłość. Miałem zagwarantowane wielkie zyski, dzięki którym bez problemu budowałbym zamek w Łapalicach. Zatrudniałem już ponad 100 ludzi, docelowo planowałem czterystu. Naprawdę ruszyliśmy z kopyta. Cała produkcja szła na eksport, a jej odbiorcy wręcz zachwycali się naszymi meblami. Byliśmy znakomitą wizytówką tego, że Polak rzeczywiście potrafi.

Łapalice 1

– I ktoś pozazdrościł panu tego sukcesu?

– A jak pan myśli? Zresztą nie tylko mnie. Niech pan się dowie, ile firm z tych, które doskonale prosperowały w Polsce przed kilkunastoma latu, przetrwało do dziś. Możemy tutaj mówić tylko o wyjątkach. Niestety, polskie piekiełko trwa w wymiarze sprawiedliwości i w rzeczywistości gospodarczej. Musi upłynąć jeszcze wiele lat, żeby tę smutną rzeczywistość w kraju nad Wisłą można było uzdrowić.

– Chyba trochę pan przesadza. Przecież w trzeciej RP zapaliło się zielone światło dla przedsiębiorczości prywatnej, wspierano prywatyzację …

– Niech pan nie żartuje. Przecież byliśmy świadkami największego złodziejstwa, jakie można sobie wyobrazić. Bez opamiętania sprzedawano różne firmy za grosze albo doprowadzano je do bankructwa. Początkowo też wydawało mi się, że widzę zielone światło. Jednak życie szybko pokazało mi, jak bardzo byłem naiwny. W 1990 roku nie ruszyłem pełną parą z produkcją mebli, bo stanąłem przed wieloma barierami.

– Poproszę o konkrety.

– Proszę pana, dnia by nam zabrakło na rozmowę o szczegółach i miejsca w kilku wydaniach pańskiej gazety, dlatego proszę potraktować to, o czym mówię, jako wypowiedź wybiórczą. Wszystko zaczęło się od Zakładu Energetycznego w Gdańsku. Najpierw w 1989 roku powiedziano mi, że do każdej zużytej kilowatogodziny będę musiał dopłacić określoną kwotę na rozwój energetyki. Przyjąłem te warunki i wpłaciłem żądaną sumę pieniędzy. Inwestycja ruszyła. Później, w roku 1991, kiedy wybudowałem nowe hale produkcyjne i sprowadziłem nowoczesne linie technologiczne odmówiono mi dostawy energii. „Chyba, że wybuduje pan sobie własną trafostację, to wówczas energia będzie”, usłyszałem. I tu się zaczęły schody. Wprawdzie dostałem kredyt na taką inwestycję, ale nie miałem na swoim terenie na nią miejsca, więc zaryzykowałem i zbudowałem trafostację na gruncie państwowym. Niestety, szybko znaleźli się donosiciele i podnieśli larum w nadzorze budowlanym oraz w banku. Ponieważ jeszcze nie miałem pozwolenia na tę budowę, kredytodawca przysłał mi nakaz zwrotu pieniędzy, które już zainwestowałem. W takiej sytuacji nie mogłem ruszyć z produkcją mebli na dużą skalę i lukratywne kontrakty przepadły. Znalazłem się w trudnej sytuacji finansowej, bo oprócz kredytu wpakowałem w ten zakład niemal wszystkie swoje oszczędności. Z mojej ponurej sytuacji cieszyli się zapewne „życzliwi” ludzie, którzy kierując się wyłącznie pobudkami politycznymi ubezwłasnowolnili mnie. Jak poślizgnęła mi się noga w czasie rozwiązywania problemu z dostawą energii, to natychmiast pojawiły się u mnie osoby, które z przekąsem mówiły: „No proszę, na biednego nie trafiło”. I postanowili mnie zniszczyć, rozpoczęli czynności egzekucyjne. Przyjechali komornicy i zajęli wszystko, co miałem, nieruchomości i ruchomości. Działali w wyjątkowym tempie. Uziemili mnie w jeden dzień. Firma przestała istnieć.

zamek6

– Poddał się pan?

– Nie. Zacząłem „boksować” się z sądami, bankami i różnej maści urzędnikami. Trwało to około ośmiu lat. Wygrałem kilka walk i ponownie stanąłem na nogi w 1999 roku, głównie dzięki prowadzeniu pracowni rzeźby. To jest taka rodzinna działalność gospodarcza. Pozwala mi żyć, psychicznie i finansowo. Rzeźbimy w drewnie, często za granicą. Spod naszych rąk wychodzą jedyne w swoim rodzaju krzesła, stoły, sekretarzyki, obudowy zegarów, a nawet fortepianów. Tworzymy również różnego rodzaju elementy wykończeniowe wnętrz, od drobnych kasetonów, ramek po ościeżnice, ścienne i sufitowe „boazerie” oraz rzeźby ludzi i zwierząt. Pracując w drewnie nie widzimy żadnych ograniczeń. Z tego materiału da się wyrzeźbić wszystko.

– Patrząc na liczne eksponaty w pana pracowni można powiedzieć, że są to prawdziwe dzieła sztuki, a nie jakieś tam rzemiosło.

– Dziękuję, myślę, że bardzo trafnie pan to określił.

– Ale powróćmy do poprzedniego wątku. Ponownie stanął pan na nogi i…

– …po raz drugi postanowiłem uruchomić dużą firmę meblarską. Na początek zatrudniłem 31 osób. Wystartowaliśmy w 2000 roku. Niestety, radość trwała krótko. Rok później, w lipcu, zalała nas wielka fala powodziowa. Cały teren Świętego Wojciecha znalazł się pod wodą. Tu, gdzie rozmawiamy, na terenie byłego zakładu, jej poziom przekraczał 2,5 metra. Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Moje szkody oszacowano na dziesięć milionów złotych. Straciłem wszystkie najnowocześniejsze maszyny nasycone elektroniką wraz ze sterującym je systemem komputerowym. Mimo tej wielkiej tragedii nie zwolniłem załogi z dnia na dzień, a gdybym to wówczas zrobił, nie miałbym dziś wielu kłopotów finansowych. Ale ja nigdy nie działałem po to, żeby szarpać pieniądze wyłącznie dla siebie. Starałem się być uczciwy wobec mojej załogi. Nie wyrzuciłem jej na bruk, tylko zatrudniłem przy usuwaniu skutków powodzi. Kiedy woda ustąpiła widok był makabryczny. Trzeba było, pracując w błocie po kolana, wywieźć tony szlamu. Za tę ciężką robotę wypłacałem moim pracownikom normalne pensje, ale już nie uiszczałem składek do ZUS-u, bo przecież produkcja mebli stanęła. Z godziny na godzinę przestałem zarabiać. Poza tym musiałem ponieść olbrzymie koszty usuwania skutków powodzi, dlatego na opłacanie składek (za niedochodową pracę) nie było już mnie stać. Teraz mam potężne problemy z ZUS-em. Myślałem, że w obliczu tak wielkiej tragedii zostanę zwolniony chociaż z opłat składkowych, że ktoś doceni moje dobre serce i życzliwość wobec załogi, którą wielu przedsiębiorców, będąc w mojej sytuacji, zwolniłoby z pracy z dnia na dzień. Ale urzędnicy mieli to wszystko gdzieś. Wszczęli postępowanie egzekucyjne i weszli na hipotekę, żeby mnie dobić. To się w głowie nie mieści, przecież powódź była wynikiem zaniedbań władz miasta, a nie moich. To nie ja powinienem zajmować się zabezpieczaniem wałów ochronnych i czyszczeniem koryta Raduni. W normalnym kraju, w podobnej sytuacji, dostałbym duże odszkodowanie, a u nas… Niestety, byłem ubezpieczony tylko od pożaru i zalania wodą, ale taką z wodociągu, a nie falą powodziową. Niejedna osoba strzeliłaby sobie w łeb na moim miejscu. Najpierw otrzymałem nokautujący cios w roku 1991, a potem w 2001 – jeszcze bardziej bolesny w skutkach. Jeździłem do Warszawy, osobiście wysłuchiwałem obietnic ówczesnego premiera RP, który zapewniał mnie, że „pomoc dla ludzi dotkniętych klęską żywiołową szybko zaistnieje”.

zamek1

– I zaistniała?

– Tak zaistniała, że do dziś nie mogę złapać powietrza. Przecież ja nie oczekiwałem pomocy w postaci walizek pieniędzy. Liczyłem jedynie na zrozumienie i życzliwość ze strony władz i urzędników miejskich, ZUS, banków. Czekałem na decyzje, które umożliwią wznowienie działalności mojej firmy. Daremnie. Mimo to jeszcze trochę powalczę. Mało kto wie, że była zrobiona ekspertyza przez profesora z Wrocławia, który już dawno ostrzegał, iż Radunia jest wielkim zagrożeniem dla mieszkańców m.in. Gdańska Oruni oraz Świętego Wojciecha. I co? Nikt nawet nie zapoznał opinii społecznej z tym jakże ważnym dokumentem. Cały czas trawię to, czego doświadczam i idę dalej. Dokąd dojdę nie wiem, nie jestem prorokiem. Na pewno niczego, co w życiu zrobiłem, nie żałuję. Zapewniam pana, że nie budowałem zakładu i zamku po to, żeby to mieć, bo moja dewiza zawsze jest taka sama: pracuję tak, jakbym miał żyć wiecznie, a żyję tak, jakbym miał umrzeć jutro.

– Co dalej z tym wszystkim. Będzie pan po raz trzeci próbował uruchomić fabrykę mebli?

– Nie, z tym pomysłem to ja już postanowiłem dać sobie spokój. Ale uporządkuję wszystkie sprawy do końca.

– Puste hale będzie pan utrzymywał?

– Bez przesady. Nad ostatecznym rozwiązaniem jeszcze się zastanawiam. Mogę to wszystko na przykład sprzedać.

– Łapalice też?

– Trudno mi na takie pytanie odpowiedzieć. Na razie nic się tam nie dzieje, złego również.

– Ale jest nakaz rozbiórki, którego nie udaje się panu doręczyć.

– Jak dostanę ten dokument, to zobaczę co zrobię dalej.

– Tu już nie ma na co patrzeć. Powiatowy inspektor budowlany stracił cierpliwość. Mimo dobrej woli z jego strony nie wywiązał się pan z kilku terminów dotyczących dostarczenia pełnej dokumentacji na budowę zamku.

– Bo to wymaga dużo czasu i bardzo drogo kosztuje. Oczywiście, pełną dokumentację będę musiał w końcu dostarczyć i zrobię to. Natomiast, moim zdaniem, nie można zamku rozebrać. Budowa była rozpoczęta w 1983 roku i sama się już zalegalizowała, bo minęło 20 lat. Jeżeli tylko zdobędę pieniądze, wznowię tę inwestycję. Rozważam dwa warianty: albo przekażę komuś ten obiekt np. na hotel, albo zrealizuję swoją wizję, mój pierwszy plan, który noszę w swoim sercu od kilku dziesięcioleci.

– To niech pan złoży dokumentację zawierająca właśnie taki plan.

– W tej chwili nie mogę. Sam ze sobą jeszcze wszystkich pomysłów projektowych nie rozstrzygnąłem. Muszę sobie dać czas do wiosny przyszłego roku.

– Ale dla powiatowego inspektora budowlanego ten czas już się skończył.

– Dla mnie nie. Jak odejdę z tego świata, to będzie koniec mojego czasu.

24408

– „Kurier Kartuski” zaproponował na swoich łamach rozwiązanie problemu w Łapalicach m.in. przy udziale władz samorządowych, przedstawicieli nadzoru budowlanego, Kaszubskiego Parku Krajobrazowego i przedsiębiorców. Skoro pan nie ma kilku milionów złotych potrzebnych do zakończenia tej inwestycji, to może obrady takiego gremium zaowocowałyby znalezieniem środków finansowych na dokończenie budowy zamku, który na pewno mógłby stać się największą atrakcją turystyczną tej części Kaszub. Co pan sądzi o naszej inicjatywie?

– Jest ona interesująca. Jak sam nie znajdę inwestora, to usiądę do takich rozmów. Ale poczekajmy do najbliższej wiosny. Wciąż marzy mi się zrealizowanie pierwotnego pomysłu.

– No to niech pan wreszcie uchyli rąbka tajemnicy.

– Ależ pan mnie dusi. Powiem tylko, że chodzi przede wszystkim o wykonanie wnętrz, w dużej mierze, moimi rękoma i według moich projektów. Mają one pomieścić całą gamę rzeźbiarskich dzieł sztuki. Mam na myśli m.in. ściany, sklepienia i podłogi. A tego nie wykona się w rok, czy w czasie kilku lat. Przy czym połowę tego wyposażenia już mam. Wnętrza zamku w Łapalicach powinny być niepowtarzalne, zniewalające przepiękną scenerią i najwyższym kunsztem jej wykonania.

– Czyli w XXI wieku chciałby pan stworzyć wewnątrz swojego zamku rękodzielnicze arcydzieło, tak jak robili to mistrzowie rzeźby i malarstwa np. 500 lat temu.

– Dokładnie tak. Przecież w mojej dziedzinie sztuki nic się od wieków nie zmieniło. Ja pracuję takim narzędziami, jakich używali przed kilkuset laty moi poprzednicy. Technika rzeźbiarska też jest taka sama. Właśnie w Łapalicach chciałbym tego dowieść. I dopiero po zakończeniu budowli mojego życia podejmę decyzję, jak ją wykorzystać. Na pewno nie będę w tym zamku mieszkał.

http://kurierkaszubski.eu/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=90

09.07.2008

Druga szansa dla zamku w Łapalicach!

Pojawiła się nowa perspektywa dla zamku w Łapalicach. Jego właściciel będzie mógł kontynuować budowę, jeśli do końca roku przedstawi nadzorowi budowlanemu projekt zamienny obiektu. Decyzja o rozbiórce zamku została uchylona, a nowa dokumentacja, jak mówi Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, już powstaje.

244119

W ubiegłym roku pisaliśmy, że Piotr Kazimierczak, właściciel zamku w Łapalicach, gdański rzeźbiarz i biznesmen, domagał się od Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego unieważnienia decyzji o rozbiórce zamku w Łapalicach, którą wydał Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kartuzach. Dopiął swego.

tu-mial-byc-basen

– Decyzja o rozbiórce zamku w Łapalicach została przez Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego uchylona – mówi Krzystof Nowak, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kartuzach. – Jednocześnie udało nam się nawiązać kontakt z właścicielem obiektu. Po rozmowach daliśmy mu czas na wykonanie projektu zamiennego zamku. W tej chwili jest on w trakcie wykonywania tej dokumentacji.

Jak mówi Krzysztof Nowak, właściciel zamku ma na to czas do końca roku.

– Jeśli właściciel przedłoży nam projekt zamienny i zostanie on zatwierdzony, będzie mógł kontynuować prace przy budowie zamku – powiedział.

Szef PINB w Kartuzach przyznaje, że inwestor musi praktycznie od podstaw wykonać nowy projekt, odzwierciedlający stan faktyczny obiektu. Złożone przez właściciela przed laty zgłoszenie dotyczyło bowiem budynku mieszkalnego z pracownią rzeźbiarską. Powstał zaś zamek z 12 basztami, otoczony murem wysokości około 3 metrów. Obiekt ma 5 tys. metrów kwadratowych powierzchni.

Krzysztof Nowak mówi, że stworzenie dokumentacji dla tak wielkiej budowli jest niezwykle skomplikowane i czasochłonne, ale nie jest niemożliwe.

– Z rozmów, które przeprowadziliśmy z właścicielem wynika, że bardzo poważnie podchodzi on do sprawy i będzie chciał dokończyć tę budowę – mówi Krzysztof Nowak. – Trudno oceniać szanse na realizację tych planów, w każdym razie piłeczka jest teraz po stronie inwestora.

Z Piotrem Kazimierczakiem nie udało nam się skontaktować. Dowiedzieliśmy się natomiast, że kilka dni temu był na zamku w Łapalicach.

http://expresskaszubski.pl/aktualnosci/2008/07/druga-szansa-dla-zamku-w-lapalicach

24.05.2012

Zamek w Łapalicach będzie pensjonatem? Procedury jeszcze trwają

Zamek w Łapalicach ma zostać dokończony i będzie pensjonatem – dowiedziało się Radio Gdańsk. Krzysztof Nowak, Powiatowy Inspektor Nadzoru budowlanego potwierdza, że wydana została decyzja zatwierdzająca projekt budowlany, ale strony się od niej odwołały. Nadzór musi przeanalizować sprawę raz jeszcze.

1

Budowa tego niezwykłego obiektu rozpoczęła się 20 lat temu, ale zamek do tej pory nie został dokończony i z roku na rok niszczał. Budowla jest potężna – ma 5 tys. metrów kwadratowych powierzchni, sztuczne jeziorko, całość zaś częściowo osłonięta jest betonowym murem o wysokości prawie 3 metrów. Zamek ma 12 baszt. Jest w nim kilkadziesiąt pomieszczeń, piwnice, basen. Obiekt nigdy nie został oficjalnie otwarty, a mimo to stał się atrakcją turystyczną.

Jakiś czas temu zaistniała groźba rozbiórki budowli, ponieważ właściciel miał pozwolenie jedynie na dom i pracownię rzeźbiarską. Nadzór budowlany wezwał go jednak do przestawienia dokumentów pozwalających na legalizację zamku. Procedury trwały kilka lat. Wreszcie Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kartuzach wydał decyzję zatwierdzającą projekt budowlany.

– Rzeczywiście zatwierdziliśmy projekt budowlany, zakładający stworzenie w tym miejscu pensjonatu – mówi Krzysztof Nowak, szef PINB w Kartuzach. – Strony odwołały się od naszej decyzji do Wojewódzkiego Nadzoru Budowlanego, który wniósł zastrzeżenia do naszej decyzji. Musimy więc rozpatrzyć sprawę ponownie.

Jak podkreśla Krzysztof Nowak, z korespondencji z właścicielem zamku wynika, że jest on zdeterminowany do dopełnienia wszelkich formalności i dokończenia inwestycji.

– Liczymy, że uda się zakończyć tę sprawę, która ciągnie się de facto od 1989 roku – mówi Krzysztof Nowak.

http://expresskaszubski.pl/aktualnosci/2012/05/zamek-w-lapalicach-bedzie-pensjonatem-procedury-jeszcze-trwaja

7.11.2012

Niepewna przyszłość zamku w Łapalicach

Miał być pensjonat, ale…

Po raz kolejny ważą się losy słynnego już zamku w Łapalicach. Gdy w maju tego roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kartuzach zatwierdził projekt na dokończenie budowli, wydawało się, że właścicielowi uda się ostatecznie zrealizować plan i utworzyć wyjątkowy pensjonat. Zgody na to nie wyraża jednak teraz Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego. Co dalej z kaszubskim pałacem?

zamek_w_lapalicach 4

Prace nad budową rozpoczął przeszło 20 lat temu w Łapalicach gdański rzeźbiarz, Piotr Kazimierczak. Dom jednorodzinny z pracownią, jaki ujęty został w projekcie, szybko rozrósł się jednak do liczącego 5.000 m2 gmachu z dwunastoma basztami, kaplicą, salami bankietowymi, setkami schodów, korytarzy i innych bliżej nieokreślonych pomieszczeń.

Budowli nigdy jednak nie dokończono. Kłopoty finansowe Kaźmierczaka, a potem także braki dokumentacyjne sprawiły, że zamek przez lata niszczał i choć mimowolnie stał się i tak jedną z najchętniej odwiedzanych przez turystów atrakcji powiatu kartuskiego, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego zmuszony został do wydania decyzji o rozbiórce budowli.

Właściciel obiektu postanowił jednak walczyć o swoje niespełnione marzenie. Uzupełnił braki w dokumentach i złożył projekt zamienny, zobowiązując się do dokończenia inwestycji. Zamek miał według jego wizji przerodzić się w malowniczo położony pensjonat. Nowy projekt w maju tego roku zatwierdził już nawet inspektor Krzysztof Nowak, ale teraz pojawia się kolejna przeszkoda.

– Projekt nie zawierał wszystkich rozwiązań i uzgodnień, które powinny się w nim znaleźć. Miał to być pensjonat, a skoro tak, w naszej opinii winny być opracowane także wszystkie projekty branżowe, instalacje elektryczne, kominy, klimatyzacja, a ten projekt tak szczegółowych rozwiązań nie zawierał – wyjaśniał na antenie Radia Gdańsk Grzegorz Stosik, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego, który właśnie uchylił pozytywną dla Kazimierczaka decyzję inspektora z Kartuz.

To po raz kolejny stawia przyszłość zamku pod dużym znakiem zapytania. Właściciel obiektu odwołał się już od tego orzeczenia i teraz sprawa łapalickiego zamku trafi aż do Głównego Inspektora z Warszawy. Decyzji spodziewać można się już pod koniec listopada.

http://kartuzy.info/wiadomosc,13856,Niepewna-przyszlosc-zamku-w-Lapalicach.html

Zamek w Łapalicach … niedokończony „odlot”!

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=qpoAylZAr1s&NR=1]

Zamek w Łapalicach

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=cuYwRdQ6o68]

Wizualizacja projektu zagospodarowania terenu przy Zamku w Łapalicach

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=szT0LWV7v_E]

Komentowanie zamknięte.