Najnowsze

Opublikowano Styczeń 11, 2016 Przez NS W Polska

Kwestia polska raz jeszcze

Zamieszczam tłumaczenie ważnego eseju Jafe Arnolda o wpływach atlantystów i geopolitycznych wyzwaniach, jakie stają przed Polską w związku z przejęciem władzy przez PiS.

Bogusław Jeznach

a111

Kiedy się opisze ogólny obraz poddaństwa Polski atlantystom, jego podstawowe wskaźniki i charakter polskiej oligarchii w ogóle, wtedy szczegóły ostatnich wydarzeń w Polsce lepiej wpasowują się w bardziej spójny obraz.  Najważniejszymi z nich są oczywiście – wybór Andrzeja Dudy, dojście PiS-u do władzy, ostateczna klęska wyborcza post-socjalistycznej lewicy reprezentowanej przez Zlew, pojawienie się narodowców oraz powstanie nowej partii Zmiana o programie anty-atlantyckim.

W zachodnich kręgach analitycznych głównego nurtu ostatnie zmiany w polskim rzadzie są opisane jako przesuniecie na prawo i przedstawiane jako ultranacjonalistyczny rewanż konserwatywnych sił antyunijnych, które wyniosły do władzy PiS. Media mainstreamowe w różnych krajach Europy podniosły histeryczny wrzask jak to nowy „ultranacjonalistyczny” rząd w Polsce zamierza storpedować integrację Polski z UE co odzwierciedla ogólny wzrost prawicowego ekstremizmu w Europie.

Taka perspektywa jest w dużym stopniu przesadą i dostrzega tylko jedno drzewo a nie las. Wprawdzie prawidłowo umieszcza PiS po prawej stronie liberalno-demokratycznego spectrum politycznego, ale nie rozpoznaje tego, że tzw. miękki eurosceptycyzm  i konserwatywne wartości PiS-u nie tylko nie zmieniają jego zasadniczo atlantyckiej natury, ale są w rzeczywistości elementem spisku dla trwałego zaciemnienia elity atlantystów w Polsce. Tak samo jak PO tak i PiS jest podporzadkowany jastrzębiom z Waszyngtonu i nie ma wahań przy wspieraniu antyrosyjskiej polityki na poziomie międzynarodowym oraz entuzjastycznie wspiera siły faszystowskie na Ukrainie. Co więcej, konserwatywna twarz PiS-u, którą zwykle utożsamia się z katolickim fundamentalizmem i która werbalnie współgra z polskimi narodowcami, zmamiły, jak się wydaje tylu analityków ilu polskich wyborców.

W rzeczywistości tymczasowy triumf wyborczy PIS-u nie jest żadną siłą transformacyjną ani dramatycznym „w tył zwrot”, jak twierdzą niektórzy analitycy. Jak wykazał Bojan Stanisławski, polska scena polityczna jest prawdopodobnie jeszcze bardziej oligarchiczna, posępna, zrytualizowana i  udawana niż amerykański system dwupartyjny. PiS jest w swej istocie zasadniczo tak samo atlantycki jak poprzednio rządząca PO. Od każdego z rządów PiS-u tak samo jak poprzednio od PO można oczekiwać antyrosyjskiej retoryki wojennej, samobójczych w swej istocie posunięć gospodarczych i dyplomatycznych, oraz wiernopoddańczego, neoliberalnego naśladowania kolonizatorów Polski.

Niuansem, który przejawia się jednak w tegorocznym zwycięstwie PiS-u nie jest „przesunięcie w prawo”, tylko raczej chyba starannie wyreżyserowane zwycięstwo PiS w celu dokooptowania i zneutralizowania rosnącego w siłę ruchu narodowego, który w odróżnieniu od samego PIS-u można rzeczywiście powiązać z elementami skrajnej prawicy na europejskiej scenie politycznej.

Przez ostatnie kilka lat inicjatywy prawdziwych nacjonalistów nabrały bowiem w Polsce więcej impetu niżby to pasowało na wpół kolonialnemu reżymowi w Polsce. Wzrost przypadków przemocy fizycznej wobec cudzoziemców i homoseksualistów, rosnąca popularność haseł odrzucających „dyktaturę Brukseli”, „islamizację Europy” oraz wołających o „Polskę dla Polaków”, wraz ze starszymi patriotycznymi sloganami, stopniowo wprowadziły do głównego nurtu polityki to, co przedtem było tylko marginalnym głosem antyunijnym. Jednakże, w odróżnieniu od innych nowych prawicowych sił w Europie, które mają bardziej wyraziste programy polityczne a nawet akcenty anty-atlantyckie, ta nowa fala polskiego nacjonalizmu przedstawia sobą bezkształtną masę, której uprzedzenia i sprzeczności obnażają ponurą rzeczywistość polityczną „atlantycznej” Polski i pomieszania samej kwestii polskiej jako takiej. Ludzie, grupy i zachowania mas, które można skojarzyć z tym nurtem nie mogą się połapać, czy problem leży po stronie obecnego Imperium Zła (USA), czy po stronie starego „Imperium Zła” (Rosji), czy może po stronie „mniejszego dyktatora” z Brukseli, czy też może raczej – o ile obecny polski system jest ogólnie zadowalający – problemem są tylko takie „niepożądane” grupy jak muzułmanie, Żydzi lub homoseksualiści. Polacy, jak się okazuje, są niepewni co do tego, czy bardziej „polskie” jest nienawidzieć i Rosji i Ukrainy, czy też może lepiej wspierać ukraińskich sprawców ich własnego ludobójstwa, ale na złość Rosji. A póki co zadowalają się przeżuwaniem wyświechtanych schematów, które de facto są już dawno zmonopolizowane przez ideologię rządzącego reżimu i deklarują katolicki fundamentalizm jako część „polskiej kultury” – teza, którą atlantyści historycznie upowszechnili dla podkreślenia polskiej „zachodniej” tożsamości. Zgodnie z tym, wynikiem był „marsz patriotów”, gdzie brak kierunku marszu obnażył wyraźne tendencje patologiczne, reakcyjne i infantylne. Jest oczywiste, że ruchowi temu brakuje autentycznie konstruktywnych propozycji. Niemniej,  poprzez samą liczbę młodych ludzi i ich coraz bardziej agresywne reakcje, które też wskazują na wewnętrzny niepokój, ten wzrastający ruch okazał się być siłą, z którą należy się liczyć. Co więcej, jest to jedyna siła, która jeśli się jej nie dokooptuje przez reżim, może być przechwycona przez siły anty-atlantyckie lub przez spiralę chaosu i w końcu zaowocować jakąś formą wulgarnego lumpenfaszyzmu.

Dokładnie to własnie: zagospodarowanie tego ruchu – było zadaniem PiS-u. W oparciu o swój „konserwatywny” wizerunek i banalną niechęć do UE, ale stosując „strategię ciszy” przez unikanie spraw ostrzejszych, takich jak Ukraina, na które nacjonalistyczny tłum i tak nie ma rozwiazań, PiS zdobył głos przeciętnego polskiego nacjonalisty, którego poparcie dało mu ten maleńki margines przewagi nad PO.  Resztki Polskiej Lewicy  połączone w Zlew, oraz nowa partia Razem w ogóle nie potrafiły  tego trendu zagospodarować. Żałosny stan polskiego ruchu związkowego i nieudolność lewicy w podjęciu podstawowych problemów polskiego atlantyzmu sprawiły , że jej wyświechtane socjaldemokratyczne frazesy  nie znalazły posłuchu po raz ostatni.

Krok ku zneutralizowaniu narastających inicjatyw nacjonalistów poprzez zwycięstwo PiS-u wydaje się być wykalkulowanym planem polskiej oligarchii. Mając PiS u władzy, masy ‘nacjonalistów’ na dorocznym marszu niepodległości 11 listopada w Warszawie, pomimo przyciągnięcia dużo większej liczby zwolenników niż w latach poprzednich, okazały się zdezorientowane i wciągnięte tylko w zwykły rytauł. Po co maszerujący skandowali hasła przeciw rządowi PO, skoro tego rządu już nie było? Jak mogli domagać się likwidacji resztek lewicy skoro lewica została ostatecznie pokonana? Ponadto, łagodny Kulturkampf PiS-u w sprawach społecznych, takich jak małżeństwa homoseksualne i aborcja oraz bierny sprzeciw w akceptowaniu kwot imigracyjnych dla Polski najwidoczniej zaspokoiło to, co w innym wypadku stanowiłoby radykalne żadania opozycyjne ze strony mieszanki demonstrujących nacjonalistów różnych odcieni.

To, co się z tego wyłoniło jest pewnym paradoksem wynikającym z dialektyki sytuacji. Skoro PiS zaczął oswajać sobie wzbierającą falę „patriotyzmu”, na polskiej scenie politycznej pojawili się nowi gracze, którzy wykorzystując ten chybiony sentyment patriotyczny, a także kryzys na lewicy podjęli inicjatywę, aby poddać w wątpliwość sam paradygmat atlantyzmu w Polsce. Najważniejszym z nich jest Zmiana, nowa partia polityczna, która została z miejsca oczerniona przez oligarchiczne i zachodnie media w Polsce jako „rosyjska piąta kolumna”. Zdają sobie one bowiem sprawę z autentycznego zagrożenia, jakie Zmiana stanowi, obnażając i konstruktywnie stawiając opór wobec ideologicznego, politycznego i gospodarczego paradygmatu atlantystów w Polsce.  Zmiana jest siłą wyraźnie synkretyczną która stara się przezwyciężyć tradycyjną dychotomię lewica-prawica i ma potencjał zjednoczenia najlepszych elementów z obu kierunków we wspólny front walki o sprawiedliwość społeczną, wyzwolenie narodowe i świat wielobiegunowy.  Zmiana wydaje się być najbardziej obiecującą nową inicjatywą która usiłuje obnażyć i zwalczać obecny paradygmat wobec mas Polaków, którym brakuje reprezentatywnej opozycji na scenie politycznej i którym grozi kooptacja do szeregów fałszywych sił „patriotycznych” lub zobojętnienie w kontekście upadku lewicy. Zmiana nie jest przy tym jeszcze jedną partią populistyczną. Jej program polityczny czerpie z bogatej tradycji politycznego synkretyzmu w Polsce i stawia pytanie o polską tożsamość geopolityczną  oraz jej rolę w świecie stosując krytyczną perspektywę prawicy i lewicy. Zmiana jest ponadto wspierana z wzajemnością przez rosnącą liczbę niezależnych serwisów informacyjnych, które coraz bardziej podważają dotychczasowy monopol informacyjny polskiej oligarchii władzy.

Kwestia polska raz jeszcze

Po to, aby lepiej zorientować ówże „odruch kolanowy”, reakcyjne siły w nacjonalistycznym tłumie czy powtarzane stare slogany z PRL i socjal-demokratyczne komunały lewicy, nowe inicjatywy i grupy, takie jak Zmiana działają jako katalizatory na rzecz transformacji dyskursu politycznego w Polsce. Ich wysiłki nie są tylko  częścią globalnego synkretycznego  projektu ideologicznego, ale są kluczowe w kwestionowaniu podstaw atlantyzmu w Polsce wśród zachodzących transpiracji politycznych. PiS jest tu celem doskonałym, bo jego pseudonarodowe pretensje łatwo jest obnażyć a przez to ujawnić zasadniczo atlantycki charakter polskiej oligarchii, zaciemniony przez liberalno-demokratyczny mit „konkurujących partii” oraz „konfliktu lewicy z prawicą”.

Polska geopolityka jest w kryzysie. Paradygmat atlantyzmu zredukował Polskę do roli przedmiotu a nie podmiotu geopolityki. To podporządkowanie ma negatywny wpływ na Polaków i zmieniło rzekomo niepodległą Polskę w psa do poszczucia w imię antypolskich interesów. Lecz co to są „polskie interesy”?

Kilkadziesiąt lat władzy atlantystów zdusiło potencjał do ponownego szukania, wyjaśnienia i odkrycia polskiej racji stanu, a także historycznej roli geopolitycznej Polski i jej tożsamości w wyłaniajacym się wielobiegunowym świecie. Paradygmat atlantyzmu jest pluciem w twarz rzeczywistości która mówi przecież, że polska państwowość i historyczna ścieżka polskiej tożsamości są o wiele bardziej złożone niż się je stale przedstawia. O ile łatwo jest przyjąć fakt, że  Polska dziś pozostaje, albo raczej jest trzymana w obozie atlantystów, to można dowodzić, że jest to tymczasowy wynik bogatych, burzliwych, gwałtownych i niedokończonych dziejów narodu, który jako państwo pojawił się dopiero w roku 1945.  Polska tożsamość, podobnie jak tozsamość innych państw powstałych w epoce II wojny światowej i ustanowionego po niej porządku, jest ciągle kwestią otwartą i płynną.

Wyjątkowe geopolityczne uwarunkowania Polski i jej bogaty historyczny dylemat co do jej tożsamości pomiędzy Wschodem i Zachodem tworzą dla Polski potencjalną rolę mostu  pomiędzy centrum projektu euroazjatyckiego a Europą. W świecie multipolarnym Polska ma do odegrania rolę zwornika integracji europejskiej i euroazjatyckiej i uświadomienia sobie swej kontrowersyjnej, ale niezaprzeczalnej tożsamości w konstruktywny sposób. Ponadto, wyzwolenie Polski z ograniczeń hegemonii atlantyckiej zagroziłoby jednocześnie władzy atlantystów w krajach bałtyckich i wywołało wstrząsy u zachodniego sąsiada, co by ożywiło kontynentalny projekt europejski i naruszyło przyczółek atlantyzmu w Europie środkowo-wschodniej. W ten sposób Polska mogłaby również pociągnąć Grupę Wyszehradzką do projektu integracyjnego opartego na wspólnych wartościach, wspólnej historii i więzach ekonomicznych. Jeśli Polsce nie uda się odwrócić obecnej sytuacji i elita atlantystów będzie nadal wciągać Polskę w samobójczą krucjatę przeciw Rosji i jej sąsiadom, kolejny rozbiór polskich ziem w tej czy innej formie może znowu okazać się  „rozwiązaniem” europejskich i euroazjatyckich napięć politycznych, co – jak pokazuje historia – stworzyłoby tylko nastepne problemy. I żaden ruch narodowców o gorących głowach nie byłby w stanie powstrzymać ani sprostać takiemu zagrożeniu.

Walka przeciw fałszowaniu i wykrzywianiu polskiej historii w służbie paradygmatu „drogi do Europy” staje się coraz bardziej istotna. Obecne powyborcze porządki PiS-u, rosnący czynnik „narodowy”, który wpływa na polską oligarchię i wymaga jej reakcji, klęski tradycyjnej lewicy i prawicy, coraz bardziej szkodliwe skutki polityki atlantyckiej, pojawienie się nowych projektów anty-atlantyckich wychodzących z „idei polskiej” na bazie synkretycznej ideologii, oraz rosnąca konfrontacja pomiędzy projektem atlantyckim a eurazjatyckim w Europie Wschodniej i na Bliskim Wschodzie, tworzą żyzną glebę dla wznowienia w Polsce politycznego dyskursu na temat „kwestii polskiej”. Analitycy muszą sobie uświadomić, że w sferze geopolitycznej ponownie staje „kwestia polska” i powinni ja włączyć w szersze rozumienie kryzysu UE, hegemonii atlantyzmu w Europie i zarysów wielobiegunowego świata, które coraz bardziej nabierają kształtów ustawiając takie państwo jak Polska w centrum krzyżujących się linii geopolitycznych podziałów. Kordon sanitarny wykazuje oznaki pogarszającej się choroby, której wyleczenie znów staje się przedmiotem dyskusji. „Wyleczenie” Polski staje się pilnie jednym z kamieni węgielnych po to, aby przemienić Europę i wykuć świat wielobiegunowy.

/tłum. BJ/

Za: http://jeznach.neon24.pl/post/128751,kwestia-polska-raz-jeszcze

Data publikacji: 8.01.2016

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.