Najnowsze

Opublikowano Lipiec 23, 2015 Przez Jan W Polska

Polska – Kwestia In vitro żydem wyjaśniona

Nasza Ojczyzna kona na naszych oczach, ale nie jest to śmierć wielkiego rycerza ugodzonego włócznią wroga, który wykrwawiony ranami i osaczony przez krwawego najeźdźcę broni się do ostatka, trzyma gardę i resztką sił uderza mieczem swego wroga, a to po to, aby raz jeszcze umniejszyć siły tego diabła i tym maksymalnie ocalić swoich.

a,a

Polska dzisiejsza to profetyczny przykład upadku ciała, którego duch poddał się nikczemnemu wrogowi, a i gorzej nawet – jest dotknięty syndromem sztokholmskim, który dokonał jego mutacji, co polega nie tyle już na sympatyzowaniu z agresorem, ale na autoupodleniu.

Przeciętny polski inteligent nawet ten najwyższej klasy jest notorycznie wystraszony, boi się wszystkiego, a najbardziej własnej żony, w oczach której jest nieudacznym rybakiem, niepotrafiącym przejąć właściwej kontroli nad wolą złotej rybki, co udało się wszystkim innym chłopom –- tylko nie jej własnemu mężowi, a których to jego żona zna dobrze i to od głębszej strony, bo to takie czasy.

A im niżej w lud tym gorzej, matki Polki co rusz są przyłapywane na albo morderstwie na własnym dziecku, bo mały Jasio denerwował jej konkubenta, albo też na tym, że te bardziej inteligentne zrobiły jakiś deal z wynajętymi likwidatorami, którzy za nieduże pieniądze wsadzili takie dziecko do worka i wrzucili je do Wisły.

Zwykłe rodziny, zamknięte w ekonomicznym getcie exterminacji Polaków jako narodu, coraz częściej doświadczają czegoś, co nawet najgorszy pesymista, malkontent, kontestator przemian w Polsce nie mógł przewidzieć: kidnapingu polskich dzieci i oddawaniu ich do tzw. „rodzin zastępczych”.

W dwutysiącletniej historii chrześcijaństwa w Europie nie ma niczego, co by tak ucieleśniało ducha żydostwa, jak urzędowe porywanie dzieci. To jest żyda gwałcącego wiele ciał równocześnie: ciał przerażonych dzieci wyrywanych z rąk oszalałych matek, obłąkanych ojców w rozpaczy walących łbem w kaloryfer, a i nawet sąsiadów z klatki schodowej, cóż to za multigwałt-gwałt! To tylko żyd potrafi.

Ale urzędowy kidnaping dzieci nie jest niestety zaskoczeniem, czymś nowym. Wchodząc do EU należało się spodziewać tego i podobnych. W końcu EU to nic innego jak ekonomiczno-urzędowa forma III Rzeszy i to w wersji jeszcze toksyczniejszej, bo z żydami nie w komorach, ale na wysokich urzędach.

Kidnaping ten pierwotnie pojawił się w Polsce masowo w 1939 roku, bo już w październiku Niemcy porobili obozy koncentracyjne dla polskich rodzin i tam w warunkach obozowych, pod bagnetami zabierali rodzicom dzieci nadające się do zgermanizowania.

W Szwecji, kraju żydo-protestanckim, w latach 70-80 porywano do 30.000 dzieci rocznie. Obecnie sprawa ta jest bardzo złagodzona, ale i wyciszona jedynie, bo widać, że proceder trwa. „Opamiętanie się” jest wymuszone, a to za sprawą muzułmanina z dawnej Jugosławii, któremu socjal odebrał zaadoptowane od swego dalekiego kuzyna dziecko. Po licznych próbach odzyskania dziecka lub choćby odesłania go z powrotem do rodziców do Jugosławii, ten zdesperowany i poniżony muzułmanin wyciągnął pistolet i w trakcie dyskusji zastrzelił „panią pracownik socjalny”. Wydarzenie to wywarło piętno na morale szwedzkich państwowych kidnaperów. W Polsce coś takiego nie może się wydarzyć, bo ostatni mężczyźni zostali wystrzelani w latach budowy ustroju, a ich potencjalni następcy wyabortowani w oficjalnej licznie 6 milionów, a faktycznie w ilości 25 milionów.

Za „komuny” porwań nie było wcale, a to nawet za czasów Brystygierowej i Bermana. W PRL – podobnie zresztą do sowietów – tamten system zabijał ciało, ale ducha nie pogwałcał. Dopiero EU, jako konstrukcja protestancka, w pełni odzwierciedlająca ducha żydowskiego diabła, ukazała swe prawdziwe oblicze i to obecne porywanie dzieci jest tego prostą, a i nieludzką ilustracją. A to dzięki żydom i ich roli w tej Rzeszy, – razem z nimi, a nie przeciw nim – wszystko idzie jak z płatka, co widać.

Ciekawe, że Episkopat tak gorliwie biegający za każdym skrzywdzonym przez polski antysemityzm żydem, nie protestuje wobec tej rosnącej plagi porwań polskich dzieci, a dodatkowo, przez dziesięciolecia już, ci nasi purpuraci tak wrażliwi na krzywdy moralne żydów, tak obojętnie przejeżdżają wobec drogowych prostytutek i nic im do tego, że nie są to typowe magdaleny, które lubią swoją pracę, a nieszczęsne kobiety porwane w innych krajach i prostytuowane w Polsce, tak jak porwane Polki są prostytuowane w innych państwach, tak aby znikąd nie otrzymały ratunku, bo rodziny nie wiedzą nawet, gdzie są ich córki czy żony.

Diabelski duch soboru antychrysta oślepił wszystkich w Polsce i na nic zdają się pokrzykiwania abp. Andrzeja Dzięgi przeciw in vitro w stylu: „przygotowaliście ustawę zbrodniczą”. A sam ab. Dzięga to niewątpliwe autentyczny bohater spóźniony na barykady, a i nie tylko taki. Bo żadne wzywanie do „modlitwy” nic tu nie pomoże, bo tu trzeba działać, a nie tylko modlić się.

Kiedy nie ma czynu, to modlitwa sama w sobie nie przynosi skutku, gdyż jest pozbawiana materii naszych uczynków. Przecież Ewangelie nie ukazują Chrystusa „modlącego się”, czy nakazującego modlitwę, ale widzimy Zbawiciela , który bezustannie czyni, a modlitwa jest tego częścią. Zaś jako akcent przed odejściem, Chrystus nakazuje apostołom nie „modlitwę”, ale czyn, mówiąc: “Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody…” Gdzie oczywiście modlitwa jest zawarta, ale jako część nakazu, a nigdy jako jedyny składnik bytu, jak to się tego wymaga w okresie posoborowym. Konieczność czynu w procesie zbawienia to zresztą nic odkrywczego, bo starsi uczciwi katecheci nauczali zawsze swoje dzieci „czynu i modlitwy” w analogii do łodzi wiosłowej, że jedno wiosło to modlitwa, a drugie wiosło to czyn. I aby łódka szła do przodu, trzeba pracować równo obu wiosłami, bo inaczej to jest tylko kręcenie się kółko.

Hierarchowie obecnego Episkopatu bardzo wyraźnie preferują modlitwy przed czynami, a nawet się przed nimi wzdrygają, bo w ten sposób unikają grzechu antysemityzmu, jakim jest psucie interesu żydowskiego. Bo niekoszerne czynownictwo gojów, czyniąc swój, czyni to po ludzku, a nie po żydowsku i to jest ten grzech.

To siedzenie cicho na zachrystii nie ma swego początku dzisiaj, ani też in vitro w analogii do porywania dzieci też nie jest niczym nieoczekiwanym, a ma swój dawniejszy początek. Początek, źródło żydowskiego zła w Kościele, które jako posoborowy zaczyn diabła jest skrzętnie skrywane przed oczami telewidzów i te wezwania do modlitwy są właśnie takim mydleniem oczu. A jak już coś się wydarzy, tak jak teraz z tym in vitro, to wilki w owczych skórach krzyczą nam, że trzeba się modlić i pościć, a wszystko się naprawi, naprawi się samo. I tak do następnego razu, aby tylko niczego nie czynić, bo to grzech.

A in vitro to nie tylko kwestia zamrożonych zarodków, jak to na poły kłamliwie, a na poły prawdziwie bełkoczą biskupi, ale sataniczny plan żydów, mający na celu sprowadzenie człowieka do roli petenta swej własnej podstawowej biologii, który przed urzędnikiem będzie prosił o zapłodnienie, a urzędnik zgodzi się lub odmówi, a to zależnie od kwitów, orzeczeń i świadectw, no i opłat. I będzie to tak jak z porywanymi dziećmi, gdzie rodzic musi tłumaczyć się przed urzędnikiem, że dzieci swoich nie maltretował, bo je przecież kocha, a tylko je przyuczał do sprzątania zabawek przed spaniem i że teraz wszystkiego żałuje i zgodzi się na ten kurs bycia prawidłowym ojcem.

+++

Zacznijmy jednak od początku. Początek in vitro – tj. manipulacji człowiekiem, rozpoczął się faktycznie w 1967 roku, kiedy dr Christian Bernard dokonał pierwszego przeszczepu serca.

Była to faktyczna rewolucja i stało się jasne, że człowiek może dokonywać takiej ingerencji w organizmie ludzkim, że organ zepsuty można wymienić na dobry. Oczywiście od razu pojawił się problem dawcy, ale sprawę doraźnie rozwiązano bez większych problemów. Operacja odbyła się w kraju, gdzie prawo można było szybko nagiąć do potrzeb, a z samym operatorem było podobnie. Dr Bernard był żydem – a jego rodzina od pokoleń należącą do sekty hugonotów – miała oczywiste korzenie żydowskie.

Potem wszystko zaczęło się szybko toczyć, metody udoskonalono jak i też zwiększono zakres organów do przeszczepów. Prym wiodła tu medycyna USA, a kliniki zaczęły robić wielkie interesy. Zrozumiano, że części zamienne człowieka to najlepszy interes, jaki tylko można było sobie wymarzyć.

Był jednak pewien problem: moralność. O ile kraje protestanckie kierowane żydowskim pragmatyzmem szybko rozwiązły problem, bo ustanowiono pojęcie tzw. śmierci mózgu, jako kryterium śmierci człowieka, to strona katolicka długo siedziała cicho. Ale i tu nieśmiało zaczęto mówić o nadużyciach moralnych związanych z transplantacjami. Kiedy tak zaczęto niebezpiecznie dyskutować o etyce, to nagle pojawiła się sprawa Baby M http://gazetawarszawska.com/judaizm-islam/847-women-s-history.

Był to rok 1985, obecnie sprawy tej Baby M nikt nie zna, a jak o niej słyszał, to z niczym tego nie wiąże. Napiszmy zatem parę zdań, bo będzie też o Janie Pawle Wielkim.

W 1985 żyd Stern – koszerny jak się patrzy – podpisał bardzo dziwny kontrakt z gojowską kobietą, mężatką, która miała już poprzednio dzieci, o usługę surogatki. Stern był żonaty z żydówką, która jednak nie chciała zajść w ciążę, tłumacząc się tym, że jest chora, a ciąża pogorszy jej stan. Stern zapłacił surogatce USD 20.000, w kontrakcie zawarto umowę, że w czasie od momentu jej zapłodnienia, surogatka nie będzie utrzymywała stosunków z własnym mężem. Surogatka była w tarapatach finansowych i na początku wszystko szło dobrze.

Problem rozpoczął się, kiedy ciężarna poczuła ruchy dziecka i odezwał się w niej instynkt macierzyński. To sprawiło, że skontaktowała się ze Sternem i zaproponowała zerwanie umowy i zwrot zapłaty, jej mąż i ojciec poprzednich dzieci popierał ją w pełni. Jednakże sam Stern ostro zaprotestował i domagał się stanowczo oddania mu dziecka, tak szybko po urodzeniu, jak tylko będzie można go żywić bez mleka matki. Sprawa stała się głośna nie tylko w USA, ale i w całym świecie. Okazało się, że surogatka Mary Beth Whitehead była katoliczką. Sprawa stała się nabrzmiała i dla wielu w USA, problem nie dotyczył jedynie kontraktacji na człowieku, ale był też problemem moralnym o charakterze religijnym sensu stricto, bo domagano się ochrzczenia nowo narodzonej dziewczynki w Kościele Katolickim. I tu też sprawa otarła się o sąd w NY i o protesty dawcy spermy Sterna. Okazało się, że w otoczeniu matki i dziecka znalazł się ksiądz katolicki, który nie tyle chciał ochrzcić dziecko, ile może pilnował, aby w otoczeniu nie znalazł się konkurent, który by dokonał sakramentu chrztu. Surogatka w swej desperacji wielokrotnie apelowała do władz Kościoła o pomoc – nadaremnie. W końcu ustami Osservatore Romano odezwał się Watykan i dał jasno do zrozumienia, że Kościół nie będzie wypowiadał się w tej sprawie, bo jest to kwestia między matką a dawcą spermy.

I o to właśnie chodziło!

Kontrakt żyda Sterna z katoliczką surogatką był zwykłą żydowską prowokacją, przyuczającą Kościół Święty do cichego siedzenia w sprawach moralnych. Chodziło o nic innego, jak o ustawienie Kościoła w roli pasywnej w obliczu ewidentnego handlu człowiekiem, gdzie ta zawarta umowa była prostym rozwinięciem odwiecznego żydowskiego handlu niewolnikami.

Papieżem był Jan Paweł II, który tak pięknie i często mówił o człowieku, że krytycy wielokrotnie i przytomnie zwracali uwagę na to, że powinien mówić o Bogu, a nie o człowieku. To tu jednak zachował się całkowicie nie po ludzku, bo żydowska sperma znaczyła dla niego więcej, niż miłość matki i dziecka, nie mówiąc już o sprawach wiary, gdzie papież swoją pasywnością skazał – naraził – duszę dziecka na niebezpieczeństwo wiecznego potępienia.

Była to zresztą kopia innego nieludzkiego zachowania Wojtyły, opisanego w historii jego lat powojennych http://gazetawarszawska.com/antykosciol/1614-orphan, gdzie jako młody ksiądz odmówił chrztu świętego adoptowanemu chłopcu żydowskiemu i brutalną siłą wysłał go do „wujków” w USA, których to dziecko nigdy nie widziało na oczy i było przerażone wyrywaniem go od przybranych polskich rodziców oraz wsadzaniem na statek z nieznanymi ludźmi. Nieludzkie zachowanie Jana Pawła II zaświadczaliśmy wielokrotnie, a to obecne wpędzenie Polaków z Polski – w świetle duchowego pojmowania naszych losów – jest skutkiem wypędzenia karmelitanek z ich klasztoru na Żwirowisku, gdzie obecnie żydzi przerabiają ten klasztor na żydowska spelunkę z serwowaniem koszeru. A to, co widzimy w Polsce obecnie, to gniew Boga. Polacy to najbardziej zdechrystianizowane społeczeństwo w podobnym mu kręgu kulturowym, zaś zachodzących wydarzeń – w ich mistycyzmie – nie można inaczej wytłumaczyć, jak jakąś karą z niebios.

Nasza tolerancja wobec żydów woła o pomstę do nieba, zaś in vitro jest jakimś otwarciem bram piekieł, tam pójdziemy, jako naród i powrotu nie będzie, drzewo figowe bez owoców trzeba obić, aby uschło, a zgniłe jabłka wyrzucić, aby ratować zdrowe owoce – to proste prawdy…

Z in vitro, jako rodzajem wytrychu, Polki tym bardziej będą prowadzić niewłaściwy tryb życia, który jest główną przyczyną bezpłodności, a Polacy tym częściej będą tyrać na nieswoje dzieci, niż to ma miejsce do tej pory, bo pomyłek ze spermą będzie więcej, niż w przypadku tradycyjnego listonosza. Poza tym do całego społeczeństwa przejdzie szkodliwa psychologicznie atmosfera uzależnienia się Polaka od „pana doktora” – no i „zachodniego koncernu” w gabinecie, którego „pan doktor” będzie wkładał obcęgami do macicy coś, co ma przypominać człowieka. Polak jest słaby, strachliwy, niepewny, łatwo ustępujący miejsca innym, ta atmosfera psychologiczna z oddawaniem poczęcia dziecka w cudze ręce przyniesie ze sobą negatywne i dalekosiężne skutki psychologiczne. Sama kobieta będzie jeszcze bardziej wyzwolona, niż jest obecnie, a to również nic dobrego. Sama zaś metoda – w sensie technicznym – jest czymś przerażającym, bo takiego zapłodnienia nie można zrobić metodą chałupniczą, a tylko patrzeć, jak trzeba będzie mieć licencję na zapłodnienie, a nie jest to żadna fantazja. Bo jeżeli dzisiaj tak łatwo zabiera się dzieci rodzicom, upokarza tych rodziców przed całą Polską, bo zrobili to lub tamto, a jest tu wysoki próg podjęcia decyzji ze względu na wielorakie emocje, bo i dzieci są żywe i rozumne, to jak łatwo będzie manipulować parą ludzi, którzy jeszcze emocji rodzicielskich nie mają, czyli kiedy drastycznie zostanie obniżony próg emocjonalny manipulowania człowiekiem?

Jak łatwo będzie żądać od nich zaświadczenia o niekaralności, o zdrowiu, o grupie krwi i będzie się przeprowadzać wywiad środowiskowy, czy aby kandydaci do zapłodnienia nie są ludźmi o błędnych i szkodliwych poglądach. Czy człowiek o złych poglądach będzie miał prawo do szerzenia swych błędów na nowe pokolenie?

Byłoby to błędne!

a,aa

In Christo

Krzysztof Cierpisz

22-VII-2015

Za: http://www.gazetawarszawska.com/pugnae/1843-kwestia-in-vitro-zydem-wyjasniona

Data publikacji: 23.07.2015

Tags : , , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.