Opublikowano Październik 3, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii, Syjonizm i jego zagrożenia

Kultura nienawiści w izraelu

źródło: http://nationalinterest.org/blog/paul-pillar/culture-hatred-israel-7381

Dwa incydenty sprzed dwóch tygodni dają dobry pogląd na to, jak szeroko i głęboko w społeczeństwie izraelskim utrwalona jest nienawiść względem Palestyńskich Arabów. W jednym, 7 izraelskich podrostków, w tym dwie dziewczyny, jedna z nich 13-sto letnia, zostało aresztowanych za coś, co jak opisują świadkowie, było usiłowaniem popełnienia lynchu w zachodniej Jerozolimie na kilku młodych Palestyńczykach, z których jeden został pobity do nieprzytomności i znalazł się w szpitalu. W tym samym szpitalu leży jedna z ofiar innego incydentu: Palestyński taksówkarz, którego zaatakowano wielką porcją sztucznych ogni opodal osiedli na Zachodnim Brzegu.

Jak każde przestępstwa z użyciem przemocy w innych miejscach na świecie, w jakich istotną rolę odgrywa nienawiść względem grup etnicznych, rasowych czy religijnych, oraz dla tych, którzy gotowi są z ochotą naświetlać cechy wspólne w zakresie takich zachowań w społeczeństwach izraelskim i amerykańskim, ten problem właśnie niestety musi być tak analizowany, biorąc pod uwagę historię przestępstw popełnionych z nienawiści w USA, a konkretne przejawy tego zjawiska nienawiści różnią się poszczególnymi przejawami zachowań. Skala przebiega od pełnokrwistego terroryzmu aż po mniej gwałtowne działania.  Nieoficjalne statystyki uciekania się izraelczyków do używania siły i przemocy wobec Palestyńczyków ostatnimi laty najczęściej było powiązane z osadnikami na Zachodnim Brzegu. Jak pokazuje jednak napad dokonany w zachodniej Jerozolimie, problem nie ogranicza się do osadników ani do terenów okupowanych.   

Jak to dzieje się w przypadku przestępstw popełnianych z nienawiści w wielu miejscach świata, istnieje wielka różnorodność przyczyn oraz wyjaśnień. Przemoc wielkoskalowa sprzed roku wobec afrykańskich imigrantów w Tel Aviv zademonstrowała dowód na to, że Palestyńczycy albo Arabowie nie są jedynym celem izraelskiej nienawiści. To z kolei demonstruje, że jednym z jej korzeni jest generalizacja bigoterii bardzo podobna do tej, jaką niestety widzieliśmy w USA.

Lecz bardzo na miejscu i wyraźnie izraelską przesłanką tych czynów, jaka ma największy wpływ na wzrost powszechnych postaw nienawiści, jest nierozwiązany konflikt z Palestyńczykami. Ponieważ konflikt ten datuje się na długo przed założeniem państwa izrael, a ten fakt odpowiedzialny jest za zwiększoną dawkę przemocy, wywieraną przez izraelczyków, ale i wobec nich, nie dało mu się zaradzić, i tylko przybrał on jeszcze większej mocy.

Rzecz nie polega na czynach paru radykalnych osadników albo zwariowanych młodzieńcach, którym w krew weszły złe nawyki w odniesieniu do Palestyńczyków, traktowania ich jako groźnych obcych, wrogów czy terrorystów. Prawicowy rząd izraelski z ostatnich lat, poprzez dawanie wyraźnych sygnałów, że nie widzi miejsca dla wolnych Palestyńczyków w pokojowym układzie z izraelem, stworzył ogólnonarodową tendencję do postrzegania Palestyńczyków jako kogoś gorszego niż ludzkie istoty, kogoś, kogo można pozbawić wszelkich ludzkich praw. A taka tendencja prowadzi do legitymizacji przemocy wobec nich. Zabierając głos krytyczny w sprawie skutków takiego uprawomocnienia przemocy, prof. Gavriel Salomon z Haifa University stwierdza: „Nagle okazało się, że to nic strasznego spalić Araba w taksówce”.

Premier izraelski, Netanyahu publicznie potępił najnowsze akty przemocy, tak samo jak poprzednie. Lecz pozostają poważne pytania bez odpowiedzi w sprawie oficjalnego stanowiska wobec nieoficjalnej przemocy.

Działania policyjne izraela wobec zjawiska anty-Palestyńskiej przemocy były w najlepszym stopniu co najwyżej nieskuteczne. Były szef sztabu armii izraelskiej, Dan Halutz powiedział, że władze izraela nie zrobiły dość dużo, aby powstrzymać anty-Palestyńskich terrorystów i wandali wśród osadników na Zachodnim Brzegu. „Gdyby chcieli” mówi Halutz „wyłapalibyśmy ich wszystkich”.

Jest także coś takiego, jak podburzanie do tych czynów poprzez płomienne przemowy religijnych przywódców powiązanych z izraelskim rządem albo rządzącymi partiami. Np. opłacany z budżetu państwa rabin z osiedli w Hebron i Kiryat Arba, w przemówieniu z zeszłego roku na konferencji opisał Arabów jako „wilki” i „dzikusów”. Główny rabin z Safed, również opłacany przez państwo, powiedział dziennikarzom w ubiegłym roku, że „kultura arabska jest bardzo okrutna”, że żydzi powinni wygonić Arabów, oraz że „wypędzenie Arabów z okolic żydowskich jest częścią strategii”. Rabin Ovadia Yosef, duchowy przywódca partii Shas – jaka jest częścią rządzącej koalicji Netanyahu – powiedział w swych kazaniach, że Palestyńczycy są „źli, zawzięci, są wrogami”, którym Bóg przewidział „szczeznąć z tego świata”, że „zakazane jest okazywanie litości” Arabom, że Arabowie są „źli i nikczemni”, i że „musicie wysłać na nich rakiety, aby ich zniszczyć”. Ktoś mógły zapytać, co urzędnicy izraelskiego rządu myślą na temat tych uwag, gdy oni czy też inni próbują wzywać o rozliczenie arabskich przywódców za anty-izraelskie obelgi wygłaszane przez każdego z ich wyborców.

Wśród atmosfery przesyconej takimi komentarzami, nie trzeba niczego szukać, jak to robi część izraelczyków, poszukując wyjaśnień ostatnich incydentów, popełnionych przez tak młode osoby, to po prostu skutek niedostatku właściwego wychowania. Nimrod Aloni z the Institute for Educational Thought w Tel Aviv zauważa, że młodociana działająca jako członkini linczującego motłochu „nie może być zwyczjnie wyrazem czegoś, co usłyszała we własnym domu”. Aloni mówi dalej: “to jest bezpośrednio związane z narodowym fundamentalizmem, jaki jest taki sam, jak retoryka neo-nazistowska, talibska, czy KKK. To wywodzi się z całej kultury, jaka poszła drogą eskalacji jawnego i bezceremonialnego języka opartego na przekonaniu o byciu narodem wybranym, któremu wolno robić, co tylko zechce”.

Chociaż nierozstrzygnięcie do tej pory konfliktu między izraelczykami a Arabami jest największym pojedynczym czynnikiem nienawiści między stronami konfliktu, izrael również wbudował w siebie słaby punkt poprzez wyeksponowanie etnicznej i religijnej nietolerancji, gdyż to państwo jest definiowane w kategoriach etnicznych i religijnych. Linia pomiędzy żarliwym patriotyzmem a etnicznym lub religijnym przegięciem jest w coraz większym niebezpieczeństwie, staje się coraz bardziej zamazana. I w tym stylu wypowiada się rabin Yosef z partii shas: „Jedynym celem nie-żydów jest służyć żydom…Gojim (nie-żydzi) urodzili się po to, żeby nam służyć. Bez tego, nie ma dla nich miejsca na świecie – tylko służyć ludowi izraela”.

Niemal cała reszta świata, włącznie z liderami państw arabskich, zaakceptowała izrael oraz jego status jako pierwotnej ojczyzny żydów za legitymowany stan prawny. Nienawiść emanująca z izraela nie zostanie zaakceptowana jako stan legalny, podobnie jak nienawiść wyrażana w jakimkolwiek innym miejscu. Tak, jak w przypadku innych konfliktów, bigoci, nienawistnicy i terroryści z obydwu stron będą, co tragiczne, „wygrywać ze sceny” sami siebie.

Komentowanie zamknięte.