Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 16, 2015 Przez a303 W NWO

Kulisy rządzenia światem przez Iluminatów

Komentarz: Serdeczne podziękowania za opracowanie transkryptu z własnymi uwagami dla B.K. Materiał do ściągnięcia także w formacie pdf – link. Redakcja

Były Elitarny Okultysta Spirytysta Ujawnia Tajemnice Iluminatów 1982-Dokument

…Powiedział mi: „Hej, mam ci do powiedzenia coś fantastycznego”. Powiedział: „Jestem włączony w poczet grupy ludzi komunikujących się z duchami zmarłych ludzi. Jesteś zainteresowany perspektywą rozmowy z duchem swojej zmarłej matki?” I byłem w szoku. Byłem w szoku. I powiedział: „Nie bałbyś się rozmawiać z duchem własnej zmarłej matki, prawda?” Więc powiedziałem: „Powiem ci coś, muszę się nad tym zastanowić, bo jest to coś, o czym wcześniej w życiu nie słyszałem”…

Centrum Badawcze Hart przedstawia:

„Podróż w świat nadprzyrodzony” z autorem książki, p. Rogerem Morneau.

Będąc młodym mężczyzną, przebywającym w mieście Montreal, Roger Morneau zaangażował się w kult demonów. W tej oto II części serii wywiadów Roger da nam relację z pierwszej ręki, odnośnie swojej potyczki z mocami ciemności. Następnie opowie o Boskiej ingerencji w jego życiu, przez którą został wyratowany.

Osobami towarzyszącymi mu są: Cyryl i Synthia Grosse. Para ta dała Rogerowi pierwsze wskazówki potrzebne, aby wyjść z kultu w stronę Prawdy.

Przewodniczącymi tej niezwykłej rozmowy są: Dan i Karen Houghton z Centrum Badań Hart.

Na ten temat wyszły również książki Rogera Morneau, które są dostępne w polskiej sprzedaży za pośrednictwem wydawnictwa ORION PLUS.

Wydawnictwo ORION Plus, skrytka pocztowa 39

26-600 Radom, tel. 046 857 28 00

Sklep internetowy: http://www.orionplus.pl/

Najnowsze pozycje książkowe Rogera Morneau są dostępne w wersji angielskiej. Po przejściu na emeryturę Roger poświęcił swoje życie służbie modlitewnej. Jego książki: „Niesamowite odpowiedzi na modlitwę”, „Jeszcze bardziej niesamowite odpowiedzi na modlitwę” i książka: „Kiedy potrzebujesz niesamowitych odpowiedzi na modlitwę”. Książki te są pełne zadziwiających cudów. W sprzedaży na terenie USA dostępne jest także nagranie video z relacjami niektórych ludzi, którzy doświadczyli tych niesamowitych odpowiedzi na modlitwy.

……

Zatem dołączamy do rozmowy z panem Morneau w części I Wywiadu.

Część pierwsza.

Podróż w świat nadprzyrodzony.

D.H. (Dan Houghton) – Jak to się stało, że w ogóle przystąpiłeś do grupy modlącej się do demonów?

R.M. (Roger Morneau) – Więc, jak wróciłem z Królewskiej Marynarki Wojennej, po Drugiej Wojnie Światowej, ja szukałem dla siebie zajęcia w Montrealu, w Kanadzie. I w tym czasie napotkałem kolegę, towarzysza z okrętu. I ten kolega powiedział: „Hej, Morneau, ty żyjesz! I jak miło cię widzieć! Powiedział: „Może pójdziemy do restauracji zjeść coś?” Powiedziałem: „W takim razie muszę wziąć wieczór wolny”. W ten wieczór pracowałem w Windsor Bowling Alleys przy bilardzie. To centrum rozrywki dla ludzi z wyższej klasy społecznej. Wziąłem wolne i poszliśmy coś zjeść. Powiedział mi: „Ejjj! Mam ci coś fantastycznego do opowiedzenia”. Powiedział: „Należę do kręgu ludzi, którzy komunikują się z duchami zmarłych. Jesteś zainteresowany perspektywą przemawiania z duchem swojej zmarłej matki?” I byłem w szoku. Byłem w szoku. I powiedział: „Nie bałbyś się rozmawiać z duchem zmarłej matki, prawda?” Więc powiedziałem: „Powiem ci coś, muszę się nad tym zastanowić, bo jest to coś, o czym nigdy wcześniej w życiu nie słyszałem”.

D.H. – Większość ludzi ma obawę przed czymś takim.

R.M. – Powiedział: „To widać na twojej twarzy, boisz się iść na seans. Ale ja cię znam, ty tam pójdziesz”. I wówczas zaczął mi wspominać, jaki byłem dzielny, służąc na okręcie i tego typu rzeczy”. Powiedział: „Przestałeś być tym samym człowiekiem, zmieniłeś się. Tchórz cię obleciał!” To co usłyszałem, wystarczyło. Zapytałem: „Kiedy idziemy na seans?” Więc pewnego sobotniego wieczoru znaleźliśmy się w pięknym nowym domu w Montrealu. Należał do kobiety-medium. Była to moja pierwsza wizyta. Zaproszonych było ok. 20 gości. Ja byłem jednym z zaproszonych. Kobieta komunikowała się z duchami, jako pośrednik dla zaproszonych osób będących na spotkaniu. Przekazywała im przesłania otrzymane od duchów. Wśród gości była kobieta nie przestająca gadać, gadała przez cały czas, zanim zaczął się seans. Ona nie wierzyła w to, że zmarli się tam ukazują i w inne podobne rzeczy. Powiedziała: „Będę zaskoczona, gdy ujrzę tu moją umarłą siostrę, wówczas uwierzę”. W trakcie seansu jeden z mężczyzn powiedział do kobiety-medium: „Chcę, abyś porozmawiała teraz z moim kolegą, zmarłym 6 miesięcy temu. Ale ja nie chcę, aby on się tu pojawił, chcę tylko z nim rozmawiać”. Powiedział: „Nie ufam, że on do ciebie mówi. Chcę osobiście z nim rozmawiać”. Medium powiedziała: „Pozwól, zapytam, czy duch życzy sobie mówić na głos do ciebie. Tak, duch będzie mówił do ciebie”. I wtedy dało się słyszeć mocny tajemniczy głos w pomieszczeniu. Głos powiedział: „Jak się masz, Frank? Miło mi, że poprosiłeś, aby ze mną pomówić” Oni porozmawiali z sobą przez chwilę. Po zakończeniu rozmowy Frank powiedział: „To jest największy zaszczyt być i rozmawiać z duchami zmarłych”. Następnie medium powiedziała: „Mamy dziś wieczór bardzo specjalną niespodziankę dla przybyłych. Duch zamanifestuje się sam przed nami otwarcie, tutaj, za kilka minut”. I nagle, w jednej sekundzie poczuliśmy tak, jakby wielki podmuch lub wiatr uderzył w budynek. I dokładnie przez ścianę… Światła nie były jasne, były przyciemnione, było kilka lamp podłogowych i kilka takich, jak ta tutaj. I ta prześwitująca postać wychodziła dokładnie ze ściany.

D.H. – Jak poczułeś się w tym momencie?

R.M. – Prawie jakby moje serce zatrzymało się na moment.

K.H. (Karen Houghton) – Domyślam się.

R.M. – Wiesz, to było bardzo dziwne uczucie! Ten duch to była dama w przepięknej wieczorowej sukni. I powiedziała do Marii: „Moja droga siostro, jesteś cudowna, chcąc się ze mną widzieć”. Maria zemdlała, osunęła się z krzesła, spadając na podłogę. Kilku mężczyzn wstało, unieśli ją. Duch w tym czasie odszedł. To był początek mojej podróży w ten świat.

D.H. – To właśnie w ten sposób dostałeś się tam?

R.M. – Tak. Następnie uczęszczałem tam przez jakiś czas. Wiesz? Tu jest coś zaskakującego w działaniu ludzkiego umysłu. Na początku nie możesz tak po prostu przyjąć tych ponadnaturalnych rzeczy. Wiele rzeczy, które pierwotnie przerażały na myśl o wzięciu w nich udziału, stają się później zwykłe i powszednie.

D.H.- Chcesz powiedzieć, że kontakt z ponadnaturalnym może stać się czymś na porządku dziennym i nikomu to nie przeszkadza?

R.M. – Tak.

K.H. – Inaczej mówiąc, im więcej w to wchodzisz, nie czujesz się zakłopotany, mimo że jest to niełatwe uczucie.

R.M. – Tak.

D.H. – Więc co ty w sobie czułeś?

R.M. – Gdy następnie wstąpiłem do tajnego stowarzyszenia, które czciło demony

D.H. – Ale jak to… Jak było to inne od chodzenia na seanse spirytystyczne, Roger?

R.M. – Różnica jest taka – na seansach nie jestem czynnie zaangażowany w wiele rzeczy. Ale kiedy dostajesz się do konkretnego stowarzyszenia czcicieli demonów, wówczas… i w dodatku gdy zostaniesz tam zwerbowany na polecenie wysoko postawionych istot ze świata duchowego, wówczas nigdy stamtąd nie wyjdziesz żywy. Przed takim wtajemniczeniem stanęliśmy, ja i mój przyjaciel, nie mając o tym świadomości i … w tym środowisku spirytystycznym był pewien bardzo popularny lider jazzowej grypy muzycznej, bardzo sławny muzyk, grający często w Montrealu i Vancouver w Kanadzie i w większych miastach. Pewnej nocy poszliśmy na seans spirytystyczny, on był tam ze swą żoną. Duchy przekazały mu, co ma uczynić. Dostał instrukcje, że będzie tam dwóch facetów. Dostał od ducha nasze nazwiska i instrukcję, aby przystąpić do nas w chwili, kiedy jego żona będzie starała się skomunikować z duchem w czasie seansu. Wtedy miał jej powiedzieć, że chce już jechać do domu, bo jest zmęczony: „Jak tylko zobaczysz tych dwóch, gdy będą wychodzić, wówczas wyjdziesz za nimi natychmiast. Wychodząc przez główne drzwi, zapytasz, czy mają czym jechać”. Powiedzą: ”Nie, my złapiemy tramwaj kilka budynków dalej”. „Ty wówczas zaoferujesz podwiezienie i zaprosisz ich do luksusowej restauracji. Zamówisz im dobre jedzenie i zagadasz o służbie w marynarce wojennej”. I dokładnie tak ta osoba z nami postąpiła. I znaleźliśmy się w wystawnej restauracji, podjechaliśmy od strony bocznej alei. Pamiętam to, jakby to było wczoraj, zaparkowaliśmy samochód w bocznej alei. To była restauracja przy głównej ulicy Montrealu. Nastawał wieczór.

D.H. – Roger, więc byłeś w tej restauracji. Co tam się wydarzyło?

R.M. – Przydzielono nam stolik, lecz gdy tam weszliśmy, restauracja była pełna ludzi. Było kilka stolików wolnych z napisem: „rezerwacja”. Właściciel restauracji rozpoznał muzyka. Przywitał się, powiedział: „Panowie, potrzebujecie stolik? Teraz już posiadacie rezerwację. Siedliśmy tam i zamówiliśmy drinki i dania. Kiedy rozmawialiśmy, muzyk zapytał: „Jak długo, koledzy, siedzicie w czarnoksięstwie?” Zatkało nas lekko. Zapytałem: „Co masz na myśli?”. Powiedział: „No wiesz, to co robicie, te niby rozmowy z duchami”… Powiedział: „To jest niemądre”.

D.H. – I ten człowiek był z wami razem na seansie?

R.M. – Tak.

D.H. – I mówi wam, że to niemądre, co właśnie uczyniliście.

R.M. – „Moja żona” – powiedział – „ona chodzi na seanse, ponieważ czuje się w ten sposób komfortowo i umie uchwycić z tego coś dla siebie, dobrze się z tym czuje. I żyje kierowana tym, co duchy zapowiadają na przyszłość. Dla mnie to niepotrzebna fatyga. Ja chcę mocy, więc idę prosto do źródła tej mocy” I zapytał mnie: „Jak ci się wydaje, co sprawiło, że jestem tak bardzo sławny?”. „Szczerze mówiąc” – powiedziałem – „musiało dopisać ci szczęście”. Powiedział: „Nie ma czegoś takiego jak szczęście. Albo jest pewna moc, która pracuje dla ciebie gdzieś tam, albo w przeciwnym razie, nie osiągniesz wyżyn tego świata w mojej profesji”, więc … po tym temacie przeszliśmy na temat… czczenia demonów.

D.H.- Czy zaintrygowało cię to? Czy chciałeś się dowiedzieć więcej o sprawach, które ujawniał?

R.M. – Tak. Następnie on powiedział: „Duchy, które przypuszczasz, że są duchami zmarłych, z którymi się komunikujesz, to faktycznie upadli aniołowie, duchowe istoty. Są to w istocie aniołowie, których pociągnął za sobą szatan podczas swego upadku. Ci aniołowie to piękne istoty.

D.H. – Tak po prostu to powiedział?

R.M.- O, tak.

K.H. – To, co powiedział, nie wydaje ci się niepokojące?

R.M. – Wstrząsnęło mnie to nieco. Wcześniej o tym nie wiedziałem. Powiedział: „Wy dwaj macie świetną przyszłość przed sobą, ponieważ powiedziano nam…, najwyższy kapłan z naszego tajnego społeczeństwa powiedział nam, że nasz pan – szatan – ma wobec was dwóch specjalny plan.

D.H. – Powiedz, co miał na myśli, mówiąc „nasz pan”.

R.M. – SZATANA. A my byliśmy zainteresowani, aby słuchać go dalej. Powiedział nam: „Słuchajcie, my czcimy istoty duchowe. My czcimy LUCYFERA i wszystkich jego aniołów. Oni wyglądają tak pięknie jak wówczas, zanim zostali wyrzuceni z NIEBA”. Powiedział: „To było nieporozumienie w całej tej sprawie wśród nieba i innych galaktyk”. I Powiedział: „Naszego pana tam nie zrozumiano. Bóg nie mógł go znieść, tak jak ludzi, którzy popełniają dzisiaj błędy, więc my prowadzimy wobec Niego działania wojenne. Dobro przeciwko złu. I nam przypadło być tymi złymi, ale my nie jesteśmy aż tak źli. Powiedział: „Patrzę na tę sprawę walki między siłami dobra i zła i jedna osoba wierzy w Boga, inna w Lucyfera. To jak polityka”.

D.H. – Tak więc „WIELKI BÓJ” jest w rzeczy samej prawdziwy?

R.M. – Tak.

D.H. – I ty słyszałeś, jak mówiła o nim osoba, która jest po drugiej stronie w boju.

R.M. – Tak. Ci ludzie są zaprzedani dla słów jakoby Jezus miał nie powrócić na ziemię W MOCY I W WIELKIEJ CHWALE. Jezus natomiast zaabdykuje i zrzeknie się wszystkich roszczeń do Ziemi, ponieważ ich najwyższy kapłan kiedyś powiedział, że Jezus zrzeknie się roszczeń, bo wie, że Ziemia jest zgodnie z prawem słusznie należna szatanowi. I w tym czasie (końca świata)” powiedział: „ Lucyfer”, on wspomniał imię Lucyfer wiele razy, imię Szatan wspominał równie często. Mówił także o Szatanie słowami: „nasz pan”. Nasz pan przy końcu świata wzbudzi swoich ludzi z grobów.

D.H. – George to wszystko ci mówił, czy najwyższy kapłan?

R.M. – George.

D.H. – Wieczór minął, rozmowa dobiegała końca. Wypiliście nieco alkoholu.

R.M. – Tak.

D.H. – Czy czuliście, że stoicie w obliczu okazji, która może nigdy się nie powtórzyć? Co więc się stało dalej?

R.M. – Więc on powiedział w końcu: „Słuchajcie panowie. Chciałbym was przedstawić kilku ludziom ze stowarzyszenia. Odpowiadałby wam następny tydzień? Wieczór w środę? Podjechałbym po was tam, gdzie mieszkacie. Jesteście zaproszeni na jedną z naszych ceremonii”.

D.H. – Ceremonii? Tak jak nabożeństwo w kościele?

R.M.- Tak. To coś podobnego. To jest ceremonia w dowód uznania dla istot duchowych. Członkowie dzielą się relacjami z błogosławieństw od duchów w ich życiu. Więc po słowach Georga nie dowierzałem. Myślałem, że się po prostu upił. Przypuszczałem, że się z nami nigdy już nie skontaktuje. Wiecie… Ale to była prawda. Nastał środowy wieczór, a on zjawił się po nas. Przyjechał swoim wielkim Lincolnem. Wsiedliśmy. Pojechaliśmy w jeden z najpiękniejszych terenów Montrealu. To miejsce było pałacem. Pałac jest zwykle dużych rozmiarów, my nazywaliśmy je małym pałacem. Było przepięknie. Tak, to było piękne miejsce.

(Uwaga: Nic się nie zmieniło w szatańskiej taktyce kuszenia i zwodzenia ludzi:

„Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”. – Mt 4,8-10) – B.K.

K.H. – Roger, twój przyjaciel George wziął ciebie i twego towarzysza Rolanda do tego pałacu, gdzie ludzie czcili demony. Jak tam było? Jakiego typu ludzie tam przychodzili?

R.M. – Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Wyobrażałem sobie ludzi o złych charakterach. Będąc na miejscu, byłem zdumiony, ludzie byli o wielkiej ogładzie, świetnie ubrani, odznaczający się ujmującą osobowością. Wielu z nich to sławni ludzie sukcesu: doktorzy, prawnicy, wielu ludzi biznesu. Oni mieli tam swą ceremonię modlitewną do swych bogów, kanclerzy duchowych. Ci duchowi kanclerze to dowódcy władający legionami istot duchowych pod nimi. Rozmawiali o rzeczach, które bogowie ich życia dla nich uczynili. Oni nazywali konkretne demony po imieniu, np.: bóg Nechusztan. To imię występuje w Biblii, w Drugiej Księdze Królewskiej 18,4. Synowie izraelscy czcili miedzianego węża, którego Mojżesz niegdyś uczynił. Za tym oto wężem stał demon. Właściwie nie czcili samego węża, ale demona stojącego za wężem, tj. demona Nechusztan. I ten sam demon Nechusztan jest… Kapłan opowiedział nam przypadek lekarza, który był w stanie wykonywać operacje, jakich wcześniej nie wykonywali. Pacjenci byli przytomni, pozbawieni czucia. Ten lekarz był w stanie przeprowadzać operacje, jakich wcześniej się nie podejmowano. Demon poddawał mu zdolność do przeprowadzenia operacji i powodował, że operowany nie czuł bólu. Nie było także problemu z krwią, ponieważ po przecięciu ciało mogło zostać otwarte i nie krwawiło. Tak więc mógł wykonywać pracę, której nikt wcześniej nie czynił.

K.H. – Przypomniałam sobie szczegół z twojej książki. Na spotkaniu, ku czci tych istot, śpiewano hymny. Dlaczego w ten sposób czczono demony?

R.M. – Tak. To było dla mnie zaskoczeniem, gdy tam dołączyłem, kapłan satanistyczny rzekł: „ Teraz zejdźmy do podziemia. Nastaje czas składania czci bogom. I nastała sesja wychwalania ich, tj. czas śpiewania im. Więc zeszliśmy do podziemia. I jak myślicie, co nam wręczono? (17:23) Śpiewniki chrześcijańskie z hymnami. Nie mogłem w to uwierzyć. Powiedziałem: „Co to ma znaczyć?”. Kapłan satanistyczny powiedział: „ A teraz dla tych, co są tu nowi, wyjaśniam, że jest to najwyższa forma oddawania czci duchom – to szydzić z Jezusa, z Jego ludu, z Jego Kościoła. Więc oni śpiewali chrześcijańskie pieśni, hymny.

D.H. – Ale oni nie śpiewali tych samych słów, co w pieśniach chrześcijańskich?

R.M. – Tak, oni zmienili wiele z tych słów, by otrzymać ze śpiewu formę bluźnierstwa. Tak samo jest i dzisiaj w świecie muzyki rockowej. Osoby noszą symbole bluźniercze, takie jak odwrócony krzyż np. w kolczykach. To jest forma bluźnierstwa, szydzenie z Jezusa Chrystusa. To duchy inspirują ludzi, by ci nosili te symbole. Duchy poddają ludziom przyjemność z noszenia tych rzeczy, chcą, by sięgali po te symbole i nosili je. Emblemat krzyża reprezentuje Ukrzyżowanie Chrystusa dla chrześcijan.

D.H. – Jakie były twoje wrażenia, gdy pierwszy raz wstąpiłeś do podziemnego pomieszczenia kultu bogów?

R.M.- Więc po kilku wizytach w pałacu najwyższy kapłan po ceremonii poprosił mnie i kolegę do siebie. Po kilku słowach oznajmił nam: „Pan mojego życia powiedział, że nastał dla was czas, abyście zostali wtajemniczeni dalej, wstępując do podziemnej sali kultu bogów. Przeszliśmy następnie do pięknej głównej sali, przepięknej. Balustrady były ogromne, masywne, pięknie rzeźbione, a żelazne dekoracje były pierwszorzędnie wykonane. Piękne dekoracje na ścianach, żyrandol nad aulą. Aula była na podwyższeniu 8-10 schodów wyżej od reszty. Aula była wielka i piękna. Taką aranżację światła widziałem po raz pierwszy w życiu, najlepsza jaką kiedykolwiek widziałem. Gdy weszliśmy głębiej, nie było tam za jasno, ale delikatne strunowe światła wzmacniały piękno wszelkich detali. Wiele rzeczy było pokrytych złotem, miało złotą oprawę, mały ołtarz… Oni mieli na ścianach obrazy duchów. Duchy materializowały się, robiono im zdjęcia. Ze zdjęć malowano obrazy. Wokół sali było rozmieszczonych około 100 takich obrazów.

D.H. – Coś na styl kaplicy.

R.M. – Tak. I przy każdym obrazie stał mały ołtarz. Palono na nim świeczki i kadzidła podczas odprawiania modlitw ku czci danego ducha. Kapłan powiedział, że niektóre ze znajdujących się tam przedmiotów były z czystego złota. Niezwykłym doznaniem było móc to widzieć.

D.H. – Więc jak poczułeś się, wchodząc do tego pomieszczenia?

R.M.- Ja czułem, że ci ludzie mają moc i mieli jej wiele.

D.H. – Czy to cię wabiło?

R.M.- Tak i nie.

D.H. – Miałeś mieszane uczucia?

R.M. – Tak mieszane uczucia. Znajdujące się tam rzeczy wyglądały przepięknie, a opowieści brzmiały znakomicie… Ale wiedzcie, ja wychowałem się w chrześcijańskim domu, gdzie rodzice nauczali każdego z nas w rodzinie, przede wszystkim starszych. Ojciec mawiał: „Jeśli uwikłasz się w czynienie czegoś złego, będziesz musiał zapłacić za to należną cenę. Zawsze jest cena do zapłacenia za cokolwiek na tym świecie”. Tak więc ta myśl przyszła mi do głowy. Zacząłem się zastanawiać: „Jak daleko zajdziesz z tymi duchami, nie płacąc za to należnej ceny?”. Rozumiesz?

D.H. – To rozumowanie przeraziło cię?

R.M. – O, tak.

D.H. – Postanowiłeś wyjść ze stowarzyszenia?

R.M. – Nie było możliwości, aby wyjść stamtąd. Ponieważ tak nam mówiono.

D.H. – Wiedziałeś o tym tamtego czasu?

R.M. – Tak.

D.H. – Więc szedłeś w głąb stowarzyszenia z coraz większym strachem?

R.M. – Tak. Z coraz większym strachem. Powodem były słowa kapłana, gdy mówił, że jego pan ma dla naszego życia specjalny plan, a także, że nikt nigdy nie został wcielony w poczet stowarzyszenia bez zaproszenia ze strony istot duchowych. To było dla mnie bardzo jasne. Także nakreślił nam rozmiar niebezpieczeństwa. Wyjaśnił nam niebezpieczeństwo, jakie pociąga za sobą nieposłuszeństwo wobec woli tych istot. Wspomniał również o pewnym mężczyźnie i jego żonie, mieszkających w ognioodpornym budynku w Montrealu. To miejsce dokładnie się spaliło w kilka minut. Ten człowiek był członkiem ich stowarzyszenia, ale zdecydował, że trzeba mu czasu, aby przemyśleć pewne rzeczy. Duchy zażądały, aby został zainicjowany głębiej w kult, on to odciągał.

D.H. – W rzeczywistości byłeś wybrany przez ponadnaturalną demoniczną moc, abyś został członkiem ich grupy ludzi o ponadprzeciętnych przywilejach.

R.M. – Widzisz, kapłan wspominał, że na świecie są tysiące ludzi w podobnych stowarzyszeniach czczących demony. Powiedział: „Ale my w Montrealu jesteśmy elitą, my znamy niezwykłą prawdę. Prawdę o tym, kim jest w rzeczywistości nasz pan, wiemy o upadłych aniołach. One nie są odrażającymi stworami. Są przepięknymi majestatycznymi istotami. Ich nadzwyczajny wygląd przedstawiały wspomniane obrazy na ścianach wokół kaplicy. To były niezwykłe istoty. Zwłaszcza obraz wielkich rzeczywistych rozmiarów, przedstawiający upadłego Lucyfera. Był zawieszony nad jego ołtarzem. To robiło wrażenie. On wyglądał jak człowiek o wielkim intelekcie, wysokie czoło. To, jak patrzył oczyma, oprawa jego oczu, to dawało głębokie przeświadczenie, że jest to ktoś bardzo, ale to bardzo obeznany i potężny.

D.H. – Potężny.

R.M. – Tak i potężny.

D.H. – Więc Roger, ten najwyższy kapłan, o którym wspominałeś, on był tym, który cię wtajemniczył do podziemnej sali kultu.

R.M. – Tak.

D.H. – Czy on również przewodził w części składania świadectw, którą wspomniałeś?

R.M. – Tak. Miał on także asystenta, innego kapłana.

D.H. – W porządku. A teraz powróćmy do momentu składania świadectw. Co działo się w czasie trwania tych świadectw?

R.M. – Mówiono tam wiele historii o sukcesie.

D.H. – Przyjmowania pozytywnych postaw duchowych? I podobnych rzeczy?

R.M. – Mówiono wiele historii dotyczących sukcesu np.: „mistrz uczynił to i tamto dla mnie”. Pamiętam pewną osobę prowadzącą kilka transakcji biznesowych. Wszystko, czego się dotykał, przynosiło profity. I on nam o tym mówił. Następnie była tam inna osoba. Był to jasnowidz. Pracował tylko dla zamożnych ludzi. Tylko dla nadzwyczaj bogatych. On mawiał: „Ja wiem, co i jak, jakie oni mają potrzeby, więc niech płacą. Tak więc on doradzał w transakcjach biznesowych. Ludzie przychodzili do niego z określoną transakcją i zapytaniem, czy w to mają wejść. Doradzał w dziedzinie nieruchomości przemysłowych. On rozmawiał z duchem. Ten duch był poddany tylko jemu. Duch był słyszalny tylko przez niego. On go słyszał, lecz inni nie, więc duch mówił temu jasnowidzowi w co warto inwestować. Ta osoba nazywała się astrologiem – rzekomo czytająca w księżycu, w gwiazdach… Wiecie.

D.H.- Jakiego tytułu używała ta osoba?

K.H. – Jasnowidz.

D.H. – Ach, jasnowidz.

R.M. – Tak. To było ciekawe. Ta osoba wstała i powiedziała: „Miałem zaskakujące doświadczenie zeszłego tygodnia”. Powiedział: „pan zatroszczy się o was”. Pewne małżeństwo przyszło do tego astrologa, dając mu zarobić sporo pieniędzy. Powiedział im, by wejść w ten interes. Jego zarobek stanowił pewien stały procent od całkowitego zysku. Zwykłe honorarium było dla niego niewystarczające, gdy w grę wchodziły tak wielkie pieniądze. Tylko interesował go procent z zysku tych ludzi, więc powiedział: „Daliście mi zarobić pewną poważną sumę pieniędzy. Oni byli z tego zadowoleni. Nie dziwię się im. Jego stawka była rozsądna. Wówczas duch doradczy przyszedł do jasnowidza i powiedział: „Zapytaj ich, kiedy zamierzają zapłacić brakujące należne ci 1700 dolarów”. I on tak uczynił. Na spotkaniu z małżeństwem, po otrzymaniu honorarium, zapytał o brakujące 1700 USD: „Te pieniądze stanowią ustaloną wcześniej należną mi procentowo kwotę transakcji”. Żona zemdlała. Mąż powiedział: „Będziemy mieli te pieniądze dla ciebie w 24 godziny”. Takie rzeczy miały miejsce na tego typu ceremonii składania świadectw.

D.H.. – Więc on dziękował istotom duchowym, ponieważ czuwały nad jego sprawami.

R.M. – Tak. Istotom duchowym.

D.H. – W jakim momencie ten kult duchów zaczął dotykać cię osobiście?

R.M. – Po niedługim czasie kapłan nadmienił nam, że nadszedł czas, abyśmy zaczęli ufać duchom, dając im szansę do działania dla nas. Był zbiór darów, z których można było wybrać jakiś. Widzisz… Ja trochę obstawiałem wyścigi konne. Nie było to rozumne obstawianie. Często chodziłem do bukmacherów obstawiać wyścigi. Powiedziałem: „Chciałbym posiadać zdolność od ducha do typowania zwycięskich numerów koni w zakładach bukmacherskich na torach wyścigowych, aby zyskać dla siebie trochę pieniędzy”. Zrobiono! Kapłan powiedział: „Będzie ci dane!”. Niedługo później, pewnej nocy, wpadłem w trans lub wyśniłem to. Nie wiem dokładnie, jak to było. Zobaczyłem 3 wyścigi, za które naprawdę dużo płacono. A te konie to były marionetki. To nie były w istocie dobre konie. To były konie, za które płacono 21:1, ponieważ były tak mizerne. Szansa, aby wygrał była tak uboga, że dawano za jego wygraną 21:1. Ukazała mi się tablica zakładów bukmacherskich z numerami zwycięskich koni na niej. Poszedłem tam. Duch wspomniał, że będzie to w sobotę. Była środa, czekałem do soboty i poszedłem tam. Na tablicy były wskazane wyścigi. Udałem się obstawić wyścig pewną sumą. I stałem się zwycięzcą. Pomyślałem: „Musiałbym być wariatem, aby nie postawić więcej pieniędzy na kolejny wyścig. Postawiłem więc 20 dolarów na kolejnego konia. I za tego płacili 21:1. Wyszedłem stamtąd, mając w kieszeni ok. 500 dolarów. Zacząłem w ten sposób zarabiać. Po tej wygranej udałem się do najlepszego sklepu z odzieżą męską w Montrealu. Kupiłem sobie garnitur za 200 dolarów.

D.H. – W 1946 roku garnitur za 200 dolarów to jak…

R.M. – W 1946 ludzie w mojej pracy przed pójściem do wojska dostawali 18 dolarów tygodniowo. Dobrą stawką było wynagrodzenie 50-75 dolarów tygodniowo.

D.H. – Duchy były dla ciebie łaskawe, ofiarując ci dar widzenia przyszłych wyników bukmacherskich.

R.M. – Następnie udałem się do kolejnego bukmachera. I pewnego razu kasjer powiedział do mnie: „Mój szef chce z tobą pomówić”. I powiedział: „Idź dokładnie przez te drzwi, o tam!”. No dobrze. Poszedłem. Szef powiedział: „Wchodź”. Siedział za wielkim biurkiem i palił duże cygaro. Powiedział: „To ty jesteś Roger?”. Odpowiedziałem: „Tak”. On wstał i zaczął chodzić wokół mnie. „Nie wyglądasz na tak bystrego” – powiedział. „Co proszę?”. „Nie wyglądasz na tak bystrego, abyś mógł wybrać zwycięskie konie spośród słabo obstawionych koni. Skąd otrzymałeś swą pomoc?”. „Co ma pan na myśli? Jaką pomoc? Mnie nikt nie pomagał”… „O, nie! My cię tu obserwujemy od kilku tygodni. Każdego razu odchodziłeś od nas z pokaźną sumą pieniędzy. I mówię ci, stary, jeśli chcesz listę wszystkich bukmacherów w Montrealu, dam ci ją, ale chcę, abyś się stąd wynosił i nie pojawiał się tu więcej, ponieważ inaczej ktoś postawi krzyż nad tobą. Wiesz, co mam na myśli”. Powiedziałem: „Dobrze, proszę pana, nie wrócę tu już więcej”. To trudny biznes, ten hazard.

D.H. – Nawet z pomocą duchów było trudno?

R.M. – Tak. To było trudne, mogli za to zastrzelić.

D.H. – Kapłan przekazał ci szereg informacji, gdy uczestniczyłeś w ceremoniach składania świadectw. Było tego sporo, ponieważ chodziłeś tam dłuższy czas.

R.M. – Tak.

D.H. – Przybliż nam temat „WIELKIEGO BOJU”. Już wcześniej lekko dotknęliśmy tego tematu. Chciałbym, abyś do tego powrócił i kontynuował go dalej, Roger. Kilka spraw, które ująłeś w swej książce: „Podróż w świat nadprzyrodzony”, poruszają sprawy duchowego „Wielkiego Boju”, tak bardzo znanego nam, chrześcijanom. Co to były za sprawy, które kapłan ci wyjawił?

R.M. – Więc on powiedział: „Między siłami dobra i zła toczy się „Wielki Bój”. Bój między Chrystusem i szatanem. Demony mają wielką świadomość tego boju”. Kapłan zawsze wywyższał wielkiego pana: szatana – jako super inteligentną osobę, którą jest – przepiękną z wyglądu, która jeśli się ukaże, to nie będziesz mógł na nią patrzeć z powodu towarzyszącej jej nadzwyczajnej światłości. Ta światłość przeszkodzi ci w dostrzeżeniu jej. Kapłan powiedział, że gdy był w Chicago, tam bliski mu duch ukazał mu się i przekazał informacje: „George zaprosił Morneau i jego towarzysza, aby wstąpili do stowarzyszenia. Osoba, która cię tam zastępuje, może zaprzepaścić pracę, jaką my, duchy, wykonaliśmy przez ostatnie kilka lat, jeśli nie wciągniecie tych dwóch dalej do stowarzyszenia. Tak więc kapłan najwyższy, który przebywał w Chicago, podnosi słuchawkę telefonu i wykręca numer. Wówczas duch doradczy ukazał mu się, jaśniał tak bardzo, że ten nie mógł na niego spoglądać. Po wzięciu słuchawki telefonu, chciał wykręcić numer, nie mógł. Był nadal oślepiony przepięknym, jasnym światłem cudownej istoty duchowej. Po ukazaniu się istoty nie widział numerów na telefonie, jego oczy postrzegały przez jakiś czas tylko rozmyty obraz. W końcu wykręcił samo zero. Zgłosił się operator. Podyktował mu numer. Operator wywołał połączenie. Oni poruszali wiele spraw takich jak: „Kto wygra ten konflikt”.

(Uwaga: „I nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków– 2 Kor 11,14-15) – B.K.

D.H. – A były dyskusje o ogniu i siarce?

R.M. – Tak. Powiedział: „Ludzie Biblii” – miał na myśli chrześcijan. Mówił: „ No wiesz, oni czytają w Biblii, jako byśmy my wszyscy mieli wylądować w jeziorze ognia, to i tamto. To wszystko bujda!” Powiedział: „Konflikt zakończy się pokojowo. Chrystus uświadomił sobie, że Jego roszczenia są niesłuszne i zrzeknie się wszystkich praw do Ziemi. Weźmie tylko kilka osób z Sobą, udadzą się z Nim na Jego planetę w centrum galaktyki. A my pozostaniemy tu z naszym panem. Nasz pan wzbudzi z martwych wszystkich swoich umarłych i będzie nas wszystkich jak piasku na brzegach morza. Rozumiesz? I pan nasz będzie rządził na wieki wieków, wiecznie. To są zadowoleni ludzie. Ja znam nazwiska kilku osób, które tam będą. Wspomniałem to, ponieważ są nam dobrze znane z historii”. To było całkiem imponujące.

(Uwaga: Jest to, oczywiście, kłamstwo, bo powiedziane jest: „A diabła, który ich zwodzi, wrzucono do jeziora ognia i siarki, tam, gdzie są Bestia i fałszywy Prorok. I będą cierpieć katusze we dnie i w nocy na wieki wieków”. – Ap 20,11) – B.K.

D.H. – Roger, czy ty miałeś wrażenie, że te osoby mówią prawdę?

R.M. – O tak, tak. Oni naprawdę mieli wszystko z góry na dół poukładane. Ale nie byłem tym, co mówili usatysfakcjonowany, tj. ich wykładnią. Ja coś odczuwałem. Coś tam było takiego… Coś jednak w tym było… Teraz to rozumiem. To był Duch Boga, mówiący do mnie: „Zawróć, przyjacielu! Trzymaj się od tego z daleka!” I… Kapłan mówił nam o potrzebie bycia zainicjowanym głębiej w kult.

D.H.- Więc oni pozwolili ci wejść w ich krąg, przyglądać się, jednocześnie nie można było się wycofać. Chodziłeś tam przez kilka miesięcy.

R.M. – O tak. Nie można się wycofać. Inicjacja jest nieunikniona. Jedynie ważne jest, kiedy do niej przystąpisz. Rozumiesz?

D.H. – Więc zaczęli cię naciskać, abyś wszedł głębiej.

R.M. – Wkrótce kapłan powiedział: „Panowie, nie będę was do niczego przymuszał, zgoda? Chciałbym jednak wam pokazać, co duchy potrafią uczynić dla poświęconych im sług. Zeszliśmy schodami w dół. Nie tymi samymi, którymi schodziliśmy do Sali oddawania czci bogom. Te były w innej części budynku. Wcześniej, będąc w pobliskim pokoju, szereg razy słyszałem tam to stukanie, towarzyszące pisaniu na maszynie. Były bardzo szybkie. Zastanawiałem się: „Ilu tam musi siedzieć ludzi i co oni piszą?”. I teraz szliśmy do tego pomieszczenia. Kapłan zapukał do drzwi. Ktoś odpowiedział: „Wejdźcie!”. Tam właśnie były wszystkie maszyny do pisania. Każda z nich poruszała się samoistnie. Każda pisała z prędkością, jakiej nigdy w życiu nie widziałem. I nie tylko to. Kapłan mówi: „Pokażę wam coś sprytnego. Chodźcie za mną!”. Powiedział: „Okrążymy stół” – Długości dwóch długich stołów. Było na nim 10 maszyn do pisania. Powiedział: „A teraz przyjrzyjcie się, maszyna pisze do prawej strony. Następnie nie zawraca, lecz pisze z powrotem, do lewej strony. Czy to nie jest coś niezwykłego?”. Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałem. On powiedział: „To duchy wykonują całą tę pracę”. I on przedstawił nas osobie, która otwarła drzwi. Był nią prawnik. Kapłan zapytał go: „Ile pieniędzy zarobiłeś zeszłego roku?” On odpowiedział: „Moje usługi warte są wiele tysięcy dolarów”.

D.H. – Ten prawnik miał tam ten biznes. Wewnątrz budynku kultu miał swój pokój z maszynami do pisania. Wkładał on papier do maszyn, a duchy pisały.

R.M. – Tak, on tylko wkładał papier

(Uwaga: Zastanawiający jest fakt, że te duchy potrzebują maszyn, aby napisać materialny tekst i człowieka, który uzupełnia papier…

Przypomnijmy sobie choćby dwie sytuacje ze Starego Testamentu:

  1. „Mojżesz zaś zszedł z góry z dwiema tablicami Świadectwa w swym ręku, a tablice były zapisane na obu stronach, zapisane na jednej i na drugiej stronie. Tablice te były dziełem Bożym, a pismo na nich było pismem Boga, wyrytym na tablicach”. –Wj 32,15-16.
  2. „W tej chwili ukazały się palce ręki ludzkiej i pisały za świecznikiem na wapnie ściany królewskiego pałacu. Król zaś widział piszącą rękę. Twarz króla zmieniła się, myśli jego napełniły się przerażeniem, jego stawy biodrowe uległy rozluźnieniu, a kolana jego uderzały jedno o drugie”. – Dn 5,5-6.

Czy nie należałoby się tu zastanowić nad współczesnymi wizjonerami, którzy „użyczają” swoich rąk do zapisywania objawienia, albo gdy tekst wychodzi spod klawiszy komputerowych?….) – B.K.

D.H. – A co wychodziło z tych maszyn?

R.M. – Różnego rodzaju dokumenty pomocne w karnych sprawach sądowych.

D.H. – Więc on sprzedawał to ludziom?

R.M. – To był cel jego wyjątkowej służby: oferować te dokumenty wybranym prawnikom w USA i Kanadzie.

D.H. – Kapłan pokazał wam to, by dać wam pojęcie o jakości błogosławieństw, jakich możecie dostąpić.

R.M.- Tak, zgadza się.

D.H. – Gdy opuściłeś tę salę z maszynami, oni nadal chcieli wymusić na tobie decyzję inicjacji poprzez nadanie ci publicznej profesji?

R.M. – O tak.

D.H. – Powiedz nam o tym.

R.M. – Więc oni mieli przepiękny ośrodek w górach, na północ od Montrealu, na północ od Saint Gath. Saint Gath jest znane w Montrealu. Znajdują się tam domki letnie. Oni mieli tam sporych rozmiarów ośrodek dla swoich ludzi. Dla swojego zamkniętego grona wyznawców. 31 października, w ostatni dzień października, w Halloween, gromadzili się tam na uroczystości, którą nazywali „żywe ofiary ze zwierząt”. Ja dokładnie nie wiem, co miało tam miejsce. Nigdy tego się nie dowiedziałem, zanim Pan (Jezus) wyciągnął mnie stamtąd. Do dziś nie wiem, co oni tam robili. Wówczas było to intrygujące dla mnie. Na spotkaniach, w których brałem udział, kapłan poruszał sprawy RADY GENERALNEJ, zwołanej przez szatana. Przekazał nam 3-CZĘŚCIOWY PLAN SZATANA, który pozwoli odwieść ludzi od zbawienia z wiecznym skutkiem. Pierwszy z nich brzmiał: „CHRZEŚCIJAŃSKIE BAŁWOCHWALSTWO”. Kolejny miał tytuł: „NAJZNAKOMITSZE ZWIEDZENIA POD POSTACIĄ WSPANIAŁEJ NOWEJ ERY”. Odnosi się to do ery, którą mamy dzisiaj. Pamiętajmy, ja dowiedziałem się tego w roku 1946. Ostatni brzmi: „WIELKA RADA SZATANA I JEGO WYSOKO POSTAWIONYCH ANIOŁÓW-KANCLERZY Z ROKU 1700”. Tajemnicze informacje, które otrzymałem z tej narady OTWIERAŁY SZEROKO OCZY. Na wstępie kilka słów o „WIELKIEJ NARADZIE KANCLERZY”.

D.H. – Zgoda.

(Uwaga: W apokryficznej Księdze Henocha również jest napisane, że upadłe anioły czyniły narady przed wyrządzaniem większego zła na ziemi. Jest o tym mowa w rozdziale 6,1-8 Księgi Henocha. Miało to miejsce już nawet przed potopem. Opisana przez Henocha sytuacja nawiązuje do grzechu upadłych aniołów z córkami ludzkimi, z których potem narodziły się hybrydy w postaci gigantów, czyli wielkoludów , o czym wspomina też Stary Testament (Rdz 6,1-4) i których to liczne szkielety znajdowane są obecnie przez archeologów. Jednak nie jest to podawane oficjalnie do wiadomości, a wręcz przeciwnie –tuszowane! Skoro Stary Testament pisze, że również ziemia została skażona (Rdz 6,11), można przez to rozumieć, że także świat zwierzęcy został zhybrydyzowany. Właśnie wtedy powstały dinozaury, które żyły równocześnie z ludźmi, a ich ślady często znajdowane są również w bliskim sąsiedztwie ze śladami wielkoludów, co potwierdzają również wielokrotnie archeologowie. Polecam do obejrzenia filmy:

Czy ludzie żyli w epoce dinozaurów   https://www.youtube.com/watch?v=Pc64TovAcwI

Młody Wiek Ziemi Dowody Geologiczne Archeologiczne Stworzenie – Film dokumentalny Lektor..HD.

https://www.youtube.com/watch?v=yvR0AlRQNzY

Czasem, w którym wyginęły dinozaury z powierzchni ziemi, był właśnie potop.

Zachęcam do zainteresowania się Księgą Henocha, którą można znaleźć na: http://www.proroctwa.com/Henoh.htm

Wynika stąd , że hybrydyzacja jest ulubionym zajęciem upadłych aniołów. W naszych czasach dotyczy ona tzw.: UFO-ludków i związana jest z kłamstwem o obcych cywilizacjach, co również wynika z właśnie czytanej tutaj relacji byłego iluminaty.

A tak na marginesie: Świat został stworzony przez Pana Boga dopiero 6000 lat temu. Potop miał miejsce w 1656 roku po stworzeniu Adama, a około 2340 lat przed Narodzeniem Pana Jezusa).

R.M. – „Z początkiem roku 1700” – to mówi kapłan – „szatan i wszyscy jego mocni aniołowie, pełniący obowiązki kanclerzy, zwołali WIELKĄ RADĘ na skalę światową. Mieli jeden cel i byli jednomyślni. Celem było przygotowanie się na nadchodzącą wielką przemysłową erę, mającą wkrótce nastać na świecie. Lucyfer także przewidział inną erę, mającą nadejść po erze przemysłowej. Erę niezwykłych odkryć naukowych, dokonywanych przez ludzi. Mówił: „Wejdziemy w niezwykłą erę, która zmieni sposób życia każdego człowieka. Ta era poprzedzi koniec świata i zakończy WIELKI BÓJ między siłami dobra i zła”. Kapłan wspomniał, że Lucyfer studiuje Biblię, by poznać przyszłe wydarzenia. W Księdze Daniela 12,4 szatan przeczytał o czasach ostatecznych, gdzie wielu będzie to badać i wiedza wzrośnie. On to zrozumiał, iż nadchodzi czas na nastanie tej ery. Z tego powodu zwołano Radę, by zmienić ich sposób działania (zwiedzenia ludzi). Podjudzić, wpłynąć na ludzi tak, by każdy sam siebie zdyskwalifikował z bycia członkiem Królestwa Jezusa Chrystusa.

(Uwaga: A Tak dla uściślenia, która nacja na ziemi temu wszystkiemu patronuje?:                                              „Znam twój ucisk i ubóstwo – ale ty jesteś bogaty – i znam obelgę wyrządzoną przez tych, co samych siebie zowią Żydami, a nie są nimi, lecz synagogą szatana” – Ap 2,9                                                                                

„Oto ja ci daję ludzi z synagogi szatana, spośród tych, którzy mówią o sobie, że są Żydami – ale nie są nimi, lecz kłamią” – Ap 3,9

„Głoszę to, co widziałem u Mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca” – J 8,38  

„Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” – J 8,44

„Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście” – J 8,47) – B.K.

D.H. – I kapłan był z wami tak po prostu bezpośredni?

R.M. – Tak, tak.

D.H. – Mówił to tobie i wam wszystkim, grupie 60-70 osobowej?

R.M. – Tak, to była grupa 60-70 osobowa.

D.H. – To były plany, które Lucyfer objawił jemu (kapłanowi)?

R.M. – Tak.

D.H. – W czasie, gdy Rada dobiegała końca, wyznaczono TRZY GŁÓWNE CELE, które zaraz przybliżę. Pierwszym celem było…

R.M. – Staranne przekonanie istot ludzkich, że szatan i jego aniołowie w rzeczywistości w ogóle nie istnieją. Zrozumcie, do tego czasu, chodząc po ulicach Paryża, widniały szyldy przepowiadaczy przyszłości, wróżek. Jak chciało się rzucić na kogoś klątwę, szło się do określonej osoby, tj. wiedźmy, wróżki, tak to szło, ale teraz musiało się to zmienić. Lucyfer powiedział: „Musimy teraz sprawić, by ludzie przyjęli do wiadomości, że szatan i jego aniołowie w ogóle nie istnieją.

D.H. – Wiesz Roger, to interesujące, nasze najświeższe badania prowadzone na społeczeństwie narodu amerykańskiego, wykazały, że 75% społeczeństwa nie wierzy w prawdziwego diabła, ale diabeł jest.

R.M. – O tak. Następnym celem jest: znaleźć sposób, by mieć totalną kontrolę nad umysłami ludzi poprzez hipnotyzm. To będzie zrealizowane poprzez wyjęcie hipnotyzmu ze sfery okultyzmu i przedstawienia go jako nowe odkrycie naukowe, przynoszące korzyść społeczeństwu.

K.H. – Więc szatana strategią jest przejęcie kontroli nad ludzkimi umysłami.

R.M. – Tak. Oni wiedzieli, że przeniesienie hipnotyzmu ze sfery okultyzmu i przedstawienie go jako odkrycie naukowe, przynoszące korzyść ludzkości oraz posłużenie się ludźmi o wielkiej sławie, wysoko wykształconymi, ludźmi mającymi potencjał, wówczas to otworzy drogę, aby działy się wielkie ponadnaturalne rzeczy u ludzi poddanych hipnozie. Ludzie ci nagle będą posiadać w sobie świadomość, jakoby kiedyś żyli. Inni opisywać będą życie praprzodków, cofną się w czasie wstecz do rzekomych innych wcieleń. I oczywiście, po zakończeniu się sesji, ta osoba nie będzie wiedzieć nic o starożytnej historii. W czasie sesji będzie przez nią mówić duch, podszywając się pod istoty ze starożytnych czasów, które powiedzą np., że żyły 3-4 tysiące lat temu. To było ich celem. Co się zmieni? Jaki to ma cel? To wytworzy w umysłach powszechnych odbiorców gruntowne podstawy, aby bezwzględnie temu zawierzyć. Na tym polega to niezwykłe wielkie zwiedzenie. Innymi słowy mówiąc, ludzie w to uwierzą, powie się: ta osoba została zahipnotyzowana, przeniosła się wstecz do czasów prehistorycznych, pamięta to i tamto, może usłyszymy, że była Aleksandrem Wielkim, albo jakimś generałem. Ta osoba po zakończeniu się sesji, wstanie i nie będzie miała pojęcia, o czym przed chwilą mówiła. To jest więc droga do dechrystianizacji zachodniej części świata poprzez wprowadzenie mistycyzmu. Nastał też czas dla Lucyfera, w którym powziął kroki, aby wybrać człowieka, który zainicjuje i rozpocznie promować tę naukę. Szatan osobiście wybrał tego człowieka: Franza Mesmera, austriackiego lekarza.

D.H. – To wszystko powiedział ci kapłan?

R.M. – O tak.

D.H. – W porządku.

R.M. – Ten człowiek był do tego najodpowiedniejszy, z największym potencjałem. Mesmer powołał do życia teorię zwaną „zwierzęcym magnetyzmem”. Później nazwę jej zmieniono na „Mesmeryzm”. Mesmer był prowadzony przez duchy tak, by myślał (to powiedział kapłan), że określone osoby mają magnetyczne oddziaływanie, które jest w nich. To spowoduje, że te osoby będą mieć niezwykłą moc nad innymi osobami, nawet do punktu wprowadzenia innych w trans. Za życia Mesmera ta teoria była bezwzględnie przyjmowana przez ogół. Powoli ludzie temu zawierzali. Obecnie, po jego śmierci w roku 1815, wielu lekarzy europejskich używało hipnotyzmu jako środka znieczulającego.

D.H. – Czy hipnotyzm to to samo, co mesmeryzm?

R.M. – Tak, zgadza się. Mesmeryzm został opracowany jako wyższa forma przepływu magnetycznego fluidu. Kapłan również oznajmił: „Planem szatana jest zwieść ludzką komórkę społeczeństwa (każdą rodzinę)”. Powiedział: „To zwiedzenie to najbardziej intryguje umysł szatana”. Dalej mówił, jak tego dokona. Powiedział: „Osoba o nazwisku Darwin i inna osoba o nazwisku Thomas Henry Huxley, zostaną użyte przez duchy, ponieważ w dzieciństwie poddane zostały hipnozie za sprawą lekarzy. Zrozumiano, iż są oni dobrymi narzędziami, aby nakłonić masy ludzi do przyjęcia tej teorii wierzeń, jaką szatan przygotował dla ludzi.

D.H. – Jeszcze raz, jakie były te 3 wytyczne, Roger? Z tych trzech spraw pierwsze było: szatan nie chce, aby przeciętna rodzina miała świadomość, iż on i jego aniołowie istnieją.

R.M.- Zgadza się.

D.H. – Druga rzecz miała na celu przejęcie pod kontrolę umysły ludzi.

R.M. – Zgadza się.

D.H. – Jak brzmiał trzeci punkt?

R.M. – Zniszczyć autorytet Biblii bez wyrzucania jej w ogień.

D.H. – W porządku. Jaką przyjęto tu strategię?

R.M. – Przyjęto tu bardzo zaskakującą strategię. Po WIELKIEJ RADZIE zdecydowano, aby szatan natchnął Charlesa Darwina osobiście, by przekazał mu wytyczne własnej (szatana) teorii ewolucji. Charles był natchniony tą teorią przez samego jej twórcę, tj. upadłego Lucyfera. I w tym czasie szatan i jego aniołowie byli świadomi, że gdy zaoferują teorię ewolucji rodzajowi ludzkiemu, to ta teoria w ich życiu całkowicie zniszczy podstawową naukę o stworzeniu świata, znajdującą się w Biblii. A także teoria ta zniszczy naukę o upadku człowieka na skutek grzechu oraz zniszczy plan zbawienia. Ta teoria zniszczy to wszystko.

D.H. – Za jednym pociągnięciem?

R.M. – Tak. Następnie kapłan wygłosił niezwykłe oświadczenie: „Duchy przekazały mi, że każdy, kto będzie nauczał teorii ewolucji, poczytywany będzie przez duchy za pastora nowego wielkiego systemu religijnego”. Widzicie, on nazwał teorię ewolucji „wielką teorią religijną”. Uczynił tak, ponieważ to jest system nauczania ludzi ukierunkowany, by wyeliminować ludzi z Królestwa Jezusa. Powiedział: „Każdy propagator tej teorii jest przychylny duchom, stanowi dla nich wartość. Ponadto taka osoba otrzymuje bardzo specjalną zdolność od samego szatana. To jest, otrzymuje wielką moc, aby powodował duchową ciemnotę, siłę do przekonywania oraz wciągania ludzi w system wierzeń”. 3 zdolności są dane propagatorom teorii ewolucji. To nie wszystko. Kapłan powiedział, że szatan rozważa pewne aspekty teorii ewolucji, mające dla niego większą wartość, które w obliczu całego Nieba i galaktyk, ustanawiają go w miejsce Jezusa i Aniołów, jakby „Dydaktykiem”, za którym podążą ludzie w ostatnich dniach, które pozostały na Ziemi. To w obliczu niebios i galaktyk jest dla niego największym zaszczytem, który on może jeszcze wywrzeć na ludzkości, wywierając na swych poddanych tego typu wpływ. To się zakończy, gdy „WIELKI BÓJ” dobiegnie końca. To było bardzo światłe.

(Uwaga: Z innych źródeł wiadomo, że sam Darwin określał się jako „kapelan diabła” i cierpiał na różne niezidentyfikowane choroby… Skoro teoria ewolucji dotyczy „powstania świata”, to może jednak warto byłoby dokładniej przyjrzeć się opisowi stworzenia świata przez Boga-Stwórcę, a zwłaszcza jak zostały stworzone i umiejscowione Słońce, Księżyc i gwiazdy?…

Z szerszym opisem wyglądu świata po stworzeniu można zapoznać się również w Księdze Henocha, w części astronomicznej: od rozdziału 72 do końca rozdziału 79.

W obecnych wersjach Starego Testamentu jest napisane, że Henoch „żył w przyjaźni z Bogiem” (Rdz 5,24), a w starszych wydaniach jest określony, jako ten, który „chodził z Bogiem”. Dzięki temu właśnie Henoch poznał całą astronomię i na podstawie jego opisów były konstruowane zegary astronomiczne, istniejące aż do czasów Kopernika.

Znaleziony u wybrzeży greckiej wyspy Antykithiry tzw. starożytny komputer, jest niczym innym ,jak zegarem astronomicznym ,skonstruowanym według wskazówek Henocha i idealnie wskazuje czas obiegu Słońca, Księżyca, zaćmień Słońca, Księżyca oraz obieg innych planet. Żaden astronom nie uzyskałby takiej wiedzy przy pomocy lornetek.

Polecam film: Komputer sprzed 2000 lat     http://gloria.tv/media/AGSP7kHS7w4) – B.K.

D.H. – Czy kapłan mówił takim tonem, jak mówią kaznodzieje-ewangeliści? Czy był entuzjastyczny? Czy widać było, że tym żyje? Czy był tym podekscytowany?

R.M. – O tak. On wierzył w to w całych 100 procentach. Bez wątpienia on w to całkowicie wierzył.

D.H. – Dlaczego on był tak bardzo podekscytowany demonami, starającymi się zwieść istoty ludzkie? Dlaczego w roku 1700, podczas Rady Głównej, „zwiedzenie” stało się jedną z głównych strategii działań?

R.M. – On powiedział, no więc „zwiedzenie” to jak polityka, rozumiesz? Ty ufasz jednemu kandydatowi, inna osoba ufa drugiemu kandydatowi. Oni walczą, abyś zdobył upragnioną pozycję i nie ma znaczenia, kto będzie sprytniejszy. A Lucyfer, upadły cherub, jest bardzo sprytny, on wygra, a Chrystus zrzeknie się roszczeń do planety Ziemia. Lucyfer wzbudzi z ziemi swych ludzi, ustanowi swoje królestwo trwające na wieki wieków. Bóg go nie zniszczy ogniem, ponieważ to byłoby zaprzeczeniem natury Boga-Stwórcy. Ponadto powiedział: „Obecnie upadłe duchy mają zdolność kontrolować ogień”. Jeśli w to nie wierzysz, jedź do Indii. Mają tam ludzi, chodzących po ogniu. To jest czynione mocą demonów. Te osoby są odpowiednio wzmacniane przez duchy, by mogły to czynić bez poparzenia się.

D.H.- To powiedział najwyższy kapłan?

R.M. – Tak. Powiedział: „Jeśli chcesz użyć ognia, możesz użyć i ten ogień ich (demonów), nie spali. Więc tak oni wierzą.

D.H. – Najwyższy kapłan mówił to wam niemal w formie duchowego uniesienia?

R.M. – O tak. On ma wyobrażenie być jedną z wyżej postawionych istot w nowym królestwie.

D.H. – W porządku. Z tej grupy, która tam była tej nocy, 60-70 osobowej, ilu z nich było zainicjowanych członkami, a ilu było świeżo wcielonych?

R.M. – Z nowych byliśmy tylko my dwaj, ja i mój przyjaciel.

D.H. – Ile wówczas miałeś lat?

R.M. – Ja byłem w wieku około 20 lat. (Zdjęcie Rogera Morneau z czasów, gdy był członkiem stowarzyszenia = 51 min. 39 sek.).

D.H. – Czy fakt, iż zostałeś wybrany, napawał cię trwogą?

R.M. – Tak, w pewien sposób. Później o tym myślałem i pytałem sam siebie, kiedy będę musiał zapłacić za to należną cenę. Ponieść tego koszt. Rodzice wychowali mnie w takiej świadomości. Jeśli uwikłasz się w czynienie zła, zbierzesz, co zasiałeś. Obyś w życiu chciał być uczciwy. Gdy spoufalisz się z ludźmi czyniącymi zło, prawdopodobnie wylądujesz za to w więzieniu lub gdzieś, gdzie nikt nie chciałby być. Tak więc zawsze jest cena, jaką należy zapłacić.

D.H. – Miałeś w sobie to małe „coś” być może zainstalowane przez twą matkę?

R.M. – Tak.

D.H. – I ojca dawno temu. To chroniło cię przed wejściem w pełne wtajemniczenie.

R.M. – Jedną z rzeczy, która naprawdę mnie zadziwia, zarazem szokuje, powodując wstrząs w moim sercu, jest to, co kapłan kiedyś powiedział. Jest to „chrześcijańskie bałwochwalstwo”

D.H. – Co kryje się pod pojęciem: „chrześcijańskie bałwochwalstwo”, którego użył kapłan? Powiedz nam dokładnie, co to oznacza, Roger.

R.M. – Kapłan powiedział: „CHRZEŚCIAJŃSKIE BAŁWOCHWALSTWO” jest najlepszym zwiedzeniem, skonstruowanym dla komórki społecznej, jaką jest rodzina (kobieta i mężczyzna). On zachwalał duchy, które notorycznie plugawią chrześcijańskie kościoły przez wyznawanie wiary w nekromancję. Używają pewnej formy czczenia demonów, przez co wciągają setki milionów chrześcijan w bałwochwalstwo bez ich świadomości o tych sprawach.

D.H. – Co to jest nekromancja? Opisz nam ją lub zdefiniuj.

R.M. – Jest to forma wierzeń nastawiona na wywoływanie duchów zmarłych.

D.H. -Tak abyś mógł rozmawiać z kimś, kto umarł?

R.M. – Tak.

D.H. – To było praktykowanie nekromancji, to, co odbyło się na pierwszym seansie, na którym byłeś?

R.M. – Tak. Kapłan powiedział: „To wspaniałe zwiedzenie oparte jest na zwodniczym przekonaniu jakoby człowiek posiadał nieśmiertelną duszę, która nawet po śmierci człowieka nie umiera”. Powiedział: „To formuje z bałwochwalstwa nekromancję. Na świecie są setki milionów chrześcijan praktykujących bałwochwalstwo, mniemających, iż wychwalają Boga”. Rozumiesz?

D.H. – To dlatego, ponieważ wierzą, że dusza jest nieśmiertelna, mimo że oni nie komunikują się z duchami zmarłych.

R.M. – „To jest przeciwne wobec popularnych wierzeń. Nekromancja w istocie nie jest oparta na wywoływaniu duchów zmarłych, ponieważ człowiek jest całkowicie śmiertelny i NIE posiada nieśmiertelnej duszy. Tak więc z kim oni się komunikują? Komunikują się z „przyjaznymi” istotami duchowymi, którym przez wieki wielką radość sprawiało materializowanie się, przybierając postać kochanków lub ludzi wielkiej sławy”.

(Uwaga: Faktycznie przy wywoływaniu duchów pojawiają się nie dusze bliskich zmarłych, lecz demony, dlatego tutaj w inteligentny szatański sposób następuje podwójne oszustwo: 1.Zakłamywanie prawdy o nieśmiertelnej duszy człowieka jakoby umierała razem z ciałem. 2. I jakby wiara w nieśmiertelność duszy była zwiedzeniem) – B.K.

D.H. – To były „przyjazne” istoty duchowe?

R.M. – Tak, „przyjazne” duchy.

D.H. – Czy jest więcej niż jeden rodzaj istot duchowych?

R.M. – O tak. Są 3 grupy w najwyższej hierarchii. Następnie w każdej z tych grup są kolejne grupy i podgrupy. Pierwsza grupa to: przyjazne istoty duchowe, które cechuje delikatne obycie. Te duchy nie są zasmucone tym, że kiedyś wyrzucono je z Nieba. Druga grupa to wojownicy. Ci lubią wnosić niedolę i rozbijać życie ludzi. Trzecia grupa to dręczyciele. Dręczyciele to prawdziwie niegodziwe duchy, nienawidzące Boga-Stwórcę całą swoją istotą. Nekromancja w rzeczywistości jest religijnym przekonaniem. Ludzie są przekonani, że umierając, przechodzi się w wyższy stan bytowania. Ufają, że w tym stanie będą mogli komunikować się i wpływać na ludzi żyjących tu, na ziemi. Rozumiesz. Wówczas kapłan powiedział: „ I tu zaczyna się interesująca rzecz. Zgodnie z tym, co mówi szatan, człowiek rzekomo nie musi wywołać ducha zmarłego, by być zaangażowanym w nekromancję. Wszystko, co musi zrobić, to zawierzyć w życie po śmierci. Ponieważ nekromancja zawiera wiarę jakoby dusza ludzka była nieśmiertelna. Każdy, kto wierzy, że człowiek posiada nieśmiertelną duszę, jest zaangażowany w nekromancję. To takie proste. – Tak oni to tłumaczą.

D.H. – Więc jak z tego wyłoniło się bałwochwalstwo?

R.M. – Przez ludzi, którzy ufają, że jednak rozmawiają, czy to z duchami Świętych, czy duchami zmarłych krewnych, czy duchami innych osób. Przykładem może być Loretta Lynn. Na łamach narodowej TV powiedziała o tym, jak stała się sławna i czemu to zawdzięcza. Powiedziała: „Moja bliska mi przyjaciółka, będąca w moim wieku, zmarła, gdy miała 18 lat. Ja wówczas w życiu próbowałam dostać się do przemysłu muzycznego. Moje próby kończyły się niepowodzeniem. Aż pewnej nocy, gdy siedziałam w łóżku, czytając książkę, zobaczyłam moją przyjaciółkę, wychodzącą ze ściany i idącą w moim kierunku. To był duch mojej przyjaciółki. Duch przyjaciółki powiedział: „Loreto, uczynię cię bardzo sławną osobą w przemyśle muzycznym zachodniej muzyki country i nie odstąpię cię, będę przy tobie cały czas. Zaufaj mi”. Dalej wspomniała koncert, który dawała. Przed koncertem wstała chora z łóżka. Myślała, że jej głos od tego ucierpi. Odezwała się do ducha i odczuła, że zostanie uleczona. Weszła na scenę, zaczęła śpiewać i w chwili, kiedy potrzebowała mocy, moc przyszła. Duch jej przyjaciółki poklepał ją po ramieniu i zaczął śpiewać za nią. Ona powiedziała: „Głos tego ducha popłynął przeze mnie z mocą”.

D.H. – Ty widziałeś to w telewizji w programie dokumentalnym?

R.M. – Tak. Przypuszczam – był to rok 1976. A teraz kapłan wyjaśnił, że kiedy ludzie wierzą w te sprawy, tak naprawdę otwierają samych siebie, aby być całkowicie zwiedzonymi przez demoniczne istoty. Ponieważ ich postawa daje tym duchom możliwość przybrania wizerunku zmarłego. Rozumiesz. A ludzie wierzą tym kłamstwom. Kapłan powiedział: „ To pasjonuje!… Przede wszystkim” – powiedział – „to przynosi szatanowi szacunek i cześć jego wielkiemu imieniu. Uszczęśliwia to także rzesze innych duchów, ponieważ one są tymi, przez które ludzie zostali ZWIEDZENI, by zawierzyć w nieśmiertelność duszy”. Rozumiesz. I oni się wielce radują. I to jest rozszerzenie chrześcijańskiego bałwochwalstwa.

D.H. – Przyjacielskie duchy, wspomnijmy to jeszcze na chwilę, były trzy kategorie duchów, a „przyjacielskie” duchy – to jedna z nich. Lubią się podszywać pod kogoś.

R.M. – O tak.

D.H. – Kogoś z historii.

R.M. – Tak. Specjalizują się w tym.

D.H. – Czy uczestnicząc w określonych ceremoniach, kiedykolwiek byłeś świadkiem duchowego channelingu – żywej komunikacji z duchami?

R.M. – Tak. Szereg razy. Był jednak jeden szczególny przypadek, który mnie zafascynował. Był niezwykły w pewnym sensie. Kapłan wspomniał o francuskim historyku, przynależącym do Uniwersytetu w Montrealu. To jest francuski Uniwersytet. Angielski jest w Magil. Uniwersytet w Montrealu jest francuskim Uniwersytetem. Ten człowiek był z Paryża, ale przynależał do Uniwersytetu. Chciał poznać szczegóły dotyczące życia Napoleona Bonaparte. Także szczegóły dotyczące jednego z jego generałów. Przy okazji powiem, że w innych częściach świata są także elitarne grupy czcicieli demonów, podobne do tej w Montrealu. Gdy tam byliśmy, on powiedział: „Panowie, udało wam się przyjść na czas, aby zobaczyć coś bardzo interesującego”. Mówił dalej: „Mój przyjaciel odprawił specjalne nabożeństwo na cześć demonów, odprawił je w sali kultu. I ten przyjaciel teraz użyje osoby-medium do komunikacji z określonymi duchami. Te duchy przekażą mu informacje ze starożytnych czasów dotyczące Napoleona. I tak się stało. Zeszliśmy na dół, ktoś podszedł i oznajmił, że jest gotowy do prowadzenia sesji. I ta osoba powiedziała, że będzie potrzebowała trzech ochotników. On potrzebował wybrać trzy osoby z puli zadeklarowanych ochotników. Te osoby miały zostać kanałami dla duchów. Zgłosiło się 5 osób, z których wybrano 3osoby. Ten człowiek wstrząsnął swą głową lekko. Jego oczy patrzyły przed siebie w punkt. On pozostał w tym stanie przez 30 minut bez mrugania oczyma. Duch przemawiał przez niego. Duch przedstawił się. Oznajmił, że piastuje stanowisko kanclerza. Zapytał: „Co chcielibyście wiedzieć?” Historyk miał notatnik, z którego przeczytał, co jest mu potrzebne.

D.H. – Ten historyk przybył z Paryża?

R.M. – Tak.

D.H. – On chciał dostać informacje…

R.M. – Szczegółowe informacje na temat Napoleona Bonaparte i jednego z jego generałów.

D.H. – Skierował swoje pytania do osoby-medium, która była aktualnie kanałem dla ducha.

R.M. – Tak. Duch wszedł w tę osobę i nagle głos, cała postawa osoby, zmieniły się. Głos całkowicie się zmienił.

D.H. – I ten głos przedstawił siebie jako głos istoty duchowej.

R.M. – Tak. Przedstawił się jako duchowy kanclerz.

D.H. – W porządku. Duchowy kanclerz. I wówczas zaczął odpowiadać na wszystkie jego pytania?

R.M. – Tak. Dla niektórych pytań duchy inscenizowały odbyte w przeszłości rozmowy Napoleona i generała. Kanclerz powiedział: „Do odegrania tych rozmów potrzebuję Lorda Reemi i Lorda Alfonsa. Wykonali oni duplikat dialogu, który odbył się w przeszłości.

D.H. – Coś na wzór małego przedstawienia?

R.M. – Tak. Tych dwóch uzupełniało rozmowę w szczegóły, których szukał. Ale rzecz, która mnie interesowała… Był nią Mer Montrealu, Kamelien Hood. Podczas Drugiej Wojny Światowej, na samym jej początku, był on postacią bardzo kontrowersyjną, występującą przeciw działaniom wojennym. Mówił francuskiej młodzieży, aby nie szła do służby wojskowej. Rozumiesz. Mawiał: „Idziecie przelać swą krew dla Brytyjczyków. Stosował tego typu mowy, odradzając od pójścia na wojnę. Wylądował za to w więzieniu. Całą wojnę spędził w więzieniu. A teraz… Historyk powiedział do kanclerza: „Przekaż mi treść przemówienia, które Kamelien Hood wygłosił na schodach ratusza w określonym dniu i dacie. Dzisiaj pozostały tylko niespójne informacje z tegoż przemówienia. Ale ty, panie, będziesz wiedział dokładną ich treść”.

D.H. – Czy Mer Montrealu wciąż żył w tamtych dniach?

R.M. – Tak. Wciąż żył.

D.H. – A ten historyk zapytał, co dokładnie Mer powiedział w przemówieniu?

R.M. – Tak.

D.H. – W porządku.

R.M. – Duch-kanclerz powiedział: „Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc. Cała moja działalność i moich poddanych obejmuje sprawy dotyczące Europy. Odejdę stąd i po moim odejściu przybędzie inny duch, który ci pomoże”. I tak się stało. Medium drgnął troszkę i wróciła mu świadomość. Zapytał: „Jak długo to trwało?”. „20 minut”. Był używany jako kanał przez 20 minut. Po chwili znowu duch wstąpił w niego. Przedstawił się jako duchowy kanclerz, który udzieli wymaganych informacji. Więc znowu werbalnie przekazano treść i był to głos Kameliena Hood’a.

D.H. – Skąd to wiedziałeś, że był to dokładnie jego głos?

R.M. – Ponieważ kiedy byłem młodzieńcem, słuchaliśmy głosu Kameliena przez radio. Nie było wówczas telewizji, tylko radio oraz gazety do czytania. Wszystkie przemówienia Kameliena były puszczane przez radio w tamtych czasach. W tamtych czasach nie było jeszcze magnetofonów w użyciu powszechnym. Kamelien musiał udać się do stacji radia, gdzie dokonano nagrania na taśmę szpulową. Następnie puszczano to nagranie raz za razem.

D.H. – Ty słuchałeś tego jako nastolatek, zanim poszedłeś do armii? Znałeś więc jego głos?

R.M. – Znałem jego głos bardzo dobrze. Powiedziałem do Georga, siedzącego obok mnie: „Czy to nie zdumiewające?” Odpowiedział: „Jeśli myślisz, że to jest zdumiewające, poczekaj aż duchy zaczną wcielać się w postacie osób, które znasz osobiście, w osoby: wuja, brata, siostry”… „To jest zdumiewające” – powiedział. Tak właśnie było. Oni są w stanie odegrać każdy głos z idealną dokładnością. Duchy są niezwykle dumne z tego. Kapłan powiedział: „ Czas tej Planety staje się coraz bardziej trudny i różnego rodzaju klęski coraz częściej dotykają Planetę. Duchy demoniczne chcą wpoić ludziom ważność Świętości Niedzielnej.

(Uwaga: Określenie „Czas tej Planety” oznacza dokładnie Czas Ziemi) – B.K.

K.H. – Roger, kiedy ja byłam nastolatką w latach 1970-tych, pamiętam piosenkę, która wówczas wyszła, mówiąca o „Wieku Wodnika”. I od tego czasu odnotowano na świecie powstanie i szerzenie się ruchu New Age. Zastanawiam się, czy gdy byłeś uwikłany w kult demonów, czy te osoby mówiły tam o ruchu New Age?

R.M. – O tak. To był ważny ruch, który się formował. To jest jedno z ważniejszych zwiedzeń w czasach końca. 3.Wspaniałe zwiedzenie „Chlubnej Nowej Ery”. Kapłan powiedział nam, przy jednej z dłuższych rozmów, kolejną fascynującą go rzecz. Mówił: „Wielki plan, wielki plan szatana przyniesie mu żniwo z każdego narodu za sprawą jego dzieła. Stanie się to zaraz przed zakończeniem „WIELKIEGO BOJU” pomiędzy „SIŁAMI DOBRA I ZŁA”. Rozmowa trwała, wyraziliśmy chęć poznania dalszych szczegółów dotyczących działalności duchów. Powiedział: „To stanie się w wyjątkowy sposób. Ten wielki plan sprawi, że ludzie zaczną się nim „ZAJADAĆ”. Ponieważ on mówił: ”Duchy demoniczne objawią się jako mieszkańcy dalekich planet galaktyki, którzy przybywają na naszą Ziemię, aby ostrzec jej mieszkańców przed rychłym jej zniszczeniem. Będą mówić o zbliżającym się zniszczeniu, przed którym można jeszcze się ustrzec, podejmując odpowiednie kroki. Coraz większa rzesza ludzi będzie miała doznania wyjścia z ciała”. Czy znany wam jest ten temat?

D.H. – Czytałem o tym.

R.M. – Innymi słowy mówiąc: pewne osoby wierzące w nieśmiertelność duszy, będą mogły udać się duchem w pewne partie świata, rozglądnąć się tam i po powrocie wszystko opisać.

K.H. – Słyszałam o tym.

R.M. – Miliony ludzi na Ziemi ufają, że dusza ludzka jest nieśmiertelna. To zaufanie będzie chętnie przyswajane przez ludzi, ponieważ duchy przemówią jako trans-medium (przez osoby), przekonując innych wpływowych ludzi o realności tego zjawiska.

D.H. – Czym jest trans-medium?

R.M.- To osoba, przez ciało której przemawia demon, tzw. „channeling”.

D.H. – Dzisiaj zwie się to „channeling”

R.M. – Shirey MacLaine doświadczyła spirytyzmu. Przybywały do niej duchy podające się za istoty z dalekich planet. Taki channeling trwał nawet 3 godziny.

D.H. – Słysząc o tym, czułeś wypełnianie się zdarzeń, o których kapłan wam mówił 45 lat temu?

R.M. – Dokładnie tak, tak. Kapłan tłumaczył, jak duchy objawią się, chcąc powierzyć ludziom drogocenne kierownictwo. To kierownictwo nie tylko pomoże ludziom uniknąć zniszczenia planety, ale pozwoli im wejść w wyższy stan egzystencji. Dla przykładu podał: „Duchy obiecywać będą wejście we wspaniałą NOWĄ ERĘ POKOJU I POMYŚLNOŚCI, jeśli ludzie dostosują się starannie do ich nakazów. Obiecywać będą ERĘ BEZ WOJEN, BEZ GŁODU, a także usposobią ludzi i ci nie będą już wrogo nastawieni wobec siebie. Sąsiad będzie żył w zgodzie z sąsiadem. Zamieszki społeczne już nie wystąpią. Obiecują erę spokoju i bezpieczeństwa, mającą trwać 1000 lat. To wszystko będą obiecywać w zamian za poddanie się pod ich kierownictwo.

D.H. – Brzmi to prawie jakby Raj z Edenu powracał na Ziemię.

R.M. – Dzisiaj słychać, jak wielu nauczycieli duchowych głosi nauki na temat „WSPANIAŁEJ NOWEJ ERY”. Mówi się o zaprzestaniu wojen, o wyeliminowaniu przyczyn społecznego niepokoju, o wyeliminowaniu głodu i innych tego typu spraw.

(Uwaga: Czyż nie o takich sprawach słyszało się od tzw. „Świadków Jehowy”?) – B.K.

D.H. – Opisując te wydarzenia, użył słów; „NOWA ERA”?

R.M. – Powiedział: „To będzie „CHWALEBNA NOWA ERA”. Tak. To, co powiedział, pokrywa się dokładnie z ideologią tego ruchu dzisiaj. Jak już wspomniałem wcześniej, gdy życie na Ziemi stanie się coraz bardziej uciążliwe i klęski żywiołowe coraz częściej będą odnotowywane na powierzchni Ziemi, wówczas duchy skierują swą całą uwagę, by przekonać religijnych liderów, by ci wszyscy przed całym obliczem Ziemi wywarli na ludziach ważność NIEDZIELI jako dnia świętego. Rozumiecie? Oni będą nauczali o świętości NIEDZIELI. Przywódcy religijni, ufając duchom, będą oczekiwać 1000 lat szczęścia i pokoju dla ludzkości, dlatego dołożą wszelkich starań, by propagować niedzielę jako dzień święty. Wówczas Rządy państw zatwierdzą prawa ustanawiające NIEDZIELĘ właściwym dniem spoczynku. Jedna osoba zapytała: „A co z ludźmi, którzy nie poprą rekomendacji otrzymanych od duchów?”. Kapłan powiedział: „To kompletnie nie będzie problemem. Rządy państw ustanowią prawa z niedzielą. Przymuszą ludzi do ich przestrzegania, bez znaczenia, czy w to będą wierzyć, czy nie. Osoby egzekwujące prawo wyjaśnią społeczeństwu, jasno obwieszczą, że prawo to jest konieczne do zapewnienia wszystkim pomyślnego życia”. Powiedział: „Takie prawo zostanie już niedługo wprowadzone”. Następnie wspomniał fakt na temat ”Czcigodnego Dnia Słońca”. Kult tego dnia w zeszłych wiekach wzbudzał gniew Boga!. Wielkie narody, a także mniejsze, wszystkie były zaangażowane w kult Słońca. W tamtych wiekach Stwórca gniewał się na czcicieli Słońca. Kapłan powiedział: „Ta historia znowu się powtórzy. Zamiast Słońca będą czcić NIEDZIELĘ jako dzień święty. On powiedział zdanie, którego nigdy nie zapomnę: „CZCZENIE NIEDZIELI ODDAJE KULT SZATANOWI, ponieważ szatan wybrał ten dzień jako swój dzień, ponadto namaścił go swoim autorytetem i mocą”. Możesz chwalić Boga, lecz JEŚLI CZCISZ NIEDZIELĘ, oddajesz tym aktem HOŁD SZATANOWI. Czy to nie jest coś? Więc czy teraz rozumiesz, dlaczego w ciągu jednego tygodnia przestudiowałem aż 28 biblijnych lekcji? A także zacząłem chodzić do kościoła w Szabat (Sobotę)? I nie opuszczałem nabożeństw SOBOTNICH, chyba że przez wzgląd na chorobę.

(Uwaga: Niedziela w różnych językach:                                                                                                     Sunday (ang.) – dzień słońca                                                                                                                                  Sonntag (niem.) – dzień słońca                                                                                                                         Zondag (holenderski) – dzień słońca                                                                                                             Søndag (norweski) – dzień słońca   itd…..                                                                                                 Jedynie w prawosławnej Rosji Niedziela nazywa się Woskriesienie, czyli Zmartwychwstanie…) – B.K.

D.H. – Kwestia dnia kultu pojawiła się na tamtym spotkaniu?

R.M. – Tak.

D.H. – Czy wymieniono jedynie NIEDZIELĘ?

R.M. – Tak. Zrozum, kapłan wspomniał: „SZATAN wybrał niedzielę jako „swój dzień”. STWÓRCA WYBRAŁ SIÓDMY DZIEŃ TYGODNIA. Lucyfer wybrał także „SWÓJ DZIEŃ”. Wybrał „PIERWSZY DZIEŃ TYGODNIA – NIEDZIELĘ”. Rozumiesz? Ludzie mają twierdzić, że czczą Boga-Stwórcę, lecz ŚWIĘTUJĄC NIEDZIELĘ, ODDAJĄ SZACUNEK I HOŁD SZATANOWI.

D.H. – Na tamtą chwilę byłeś w wieku 20 lat.

R.M. – Tak.

D.H. – Czy słyszałeś wówczas o Adwentystach Dnia Siódmego?

R.M. – Nigdy w życiu. Oni nic nie wspominali o Adwentystach Dnia Siódmego. Oni konkretnie mówili o grupie Adwentystów.

D.H. – Ale słowo Adwentysta było wspominane?

D.H. – Kapłan powiedział: „Nekromancja (o której wspomniałem wcześniej), jest ufnością jakoby umarli przechodzili do wyższego stanu egzystencjalnego”. Kapłan powiedział: „PRZEZ CAŁE WIEKI przyjazne DUCHY PILNIE PRACOWAŁY, by wnieść we wszystkie religie wiarę w nieśmiertelność ludzkiej duszy”. Rozumiecie. Następnie zaczął zachwalać to, jak bardzo szatan jest sprytny. Jak to udało mu się ZWIEŚĆ tym CAŁY ŚWIAT i to W ERZE wielkiej WIEDZY NAUKOWEJ I OŚWIECENIA. Wówczas jedna z osób uniosła rękę. Kapłan pozwolił jej zabrać głos. Osoba zapytała: „A co z Adwentystami? Nie możemy przecież zaliczyć ich do grona wierzących w nieśmiertelność duszy!?”. I zadał pytanie: „Jak to się dzieje, że Adwentyści nie mogą ulec „Wielkiemu Zwiedzeniu”? Kapłan powiedział: „Masz rację, przepraszam, zrobiłem błąd. Kiedy mówiłem o milionach ludzi na obliczu tej Ziemi, wiecie, każdy z nich czcił szatana, ja zapomniałem o Adwentystach. Jest ich niewielka grupa. Przy wspomnianych milionach uznałem, że nie warto o nich wspominać. Przepraszam za to”. Kapłan dodał: „Po drugie, argumentem, który chroni ich przed zwiedzeniem… Wyjaśnię to zaraz”. Dalej powiedział: „Moje kolejne oświadczenie zaniepokoi wielu z was, ale to, co wam powiem, jest szczerą prawdą, to fakt, to rzeczywistość. Ze względu na fakt, że Adwentyści przestrzegają biblijny SZABAT – PAMIĄTKĘ STWORZENIA, która wskazuje na Stwórcę i gloryfikuje Go. To sprawia, że jest NIEMOŻLIWOŚCIĄ dla duchów-demonów, aby mogli ich zwieść. Dana została im nadzwyczajna pomoc i genialna duchowa intuicja”. I dalej powiedział: „Posiadając te zaszczyty, są czymś więcej, niż tylko zwykłymi ludźmi”. I to zdanie wniknęło we mnie po prostu tak (klik). Później w życiu, kiedy usłyszałem ponownie słowo „Adwentysta”, kiedy Cyryl je wypowiedział, powiem o tym później, zapytałem go: „Do jakiej denominacji należysz?” Odpowiedział: „Adwentyści Dnia Siódmego”. „Powtórz to, proszę!” Odpowiedział: „Adwentyści Dnia Siódmego”. Zapytałem: „Czy to znaczy to samo, co Adwentyści?”. „O tak, wielu ludzi nazywa nas Adwentystami, to znaczy to samo”. A ja byłem tym zainteresowany.

(Uwaga: Jakkolwiek bardzo cenne są wypowiedzi P. Rogera Morneau, bardzo wiele wnoszą i naświetlają sprawę działalności Iluminatów, tak tutaj koniecznie trzeba poruszyć temat związany z tym, jakoby dusza ludzka była śmiertelna. Pamiętajmy, że są to słowa kapłana-satanisty, który służy szatanowi-ojcu kłamstwa, dlatego tutaj od razu trzeba to stwierdzenie sprostować, gdyż jest absolutnie niezgodne z naszą wiarą!                                              

W nieśmiertelność duszy wierzymy choćby z samego faktu, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Wielokrotnie też jest o tym mowa w Piśmie Świętym. Dla przykładu podaję chociaż kilka cytatów:

„Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”. – Mt10,28                                                                                                                               

„Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. – J 11,25                                                                                                                         

„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce”. – J 14,1-2                  

„Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze”. – Jk 1,21                                                                                                 

„Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go, wy w Niego, teraz, choć nie widzicie, lecz wierzycie, ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały, wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz”. – 1 P 1,9) – B.K.  

D.H. – Nie dziwię ci się.

R.M. – Chciałem wiedzieć, co ich Biblia mówi o wielu rzeczach.

D.H. – Rozumiem cię. To była ta jedyna grupa, niewątpliwie jedyna, ponieważ sam kapłan powiedział: „To jest ta grupa, która nie może zostać zwiedziona”.

R.M. – Zgadza się.

D.H. – Gdzieś w głębi ciebie znajdował się opór przed wstąpieniem dalej w kult, teraz się zbudził, dając olśnienie.

R.M. – Kilka miesięcy później te słowa pomogły mi podjąć decyzję dla Chrystusa. A także nie miałem przeciwwskazań, by przyłączyć się do ludu Bożego, zachowującego wszystkie Boże Przykazania. Pomocnym był w tym fakt, że już zdążyłem poznać tych ludzi. Po przestudiowaniu 28 lekcji biblijnych w ich towarzystwie, w ciągu jednego tygodnia zacząłem przestrzegać SZABATU trwale. Ale widzicie, na lekcje biblijne przeznaczaliśmy 4 godz. dziennie. Zaczynaliśmy o 19-tej wieczorem, kończyliśmy przed północą o godz. 23-ej. To były lekcje Cyryla., które pokazał mi dzień wcześniej, miał je ze sobą. Przestudiowanie każdej lekcji biblijnej zajmowało godzinę. Były tam pytania z odsyłaczami do wersetów z Biblii. Te wersety były odpowiedziami. To było fantastyczne. Duch Boży naprawdę oznajmiał mi łaskę zbawienia. Każda chwila w czasie tych lekcji biblijnych była dla mnie niezwykle drogocenna. Drogocenna, drogocenna, drogocenna.

D.H. – Roger. W tym czasie posługiwałeś się językiem francuskim, nie mówiąc po angielsku, prawda?

R.M. – Tak.

D.H. – Kiedy po przyłączeniu się do Adwentystów Dnia Siódmego przeczytałeś książkę „WIELKI BÓJ” autorstwa Ellen G. While?

R.M. – No więc. Ja… Lekcje biblijne miałem w roku 1946, w miesiącu październiku. W kwietniu roku 1947 zostałem ochrzczony i przyłączony w poczet kościoła. Tego samego roku, we wrześniu, Hilda i ja wzięliśmy ślub. Francuski kościół w Montrealu wręczył nam jako ślubny prezent serię książek „KONFLIKT WIEKÓW”. Do tego czasu nie czytałem książki „WIELKI BÓJ” (wchodzącej w skład serii).

D.H. – Ale później ją przeczytałeś.

R.M. – Tak.

D.H. – Po przeczytaniu „WIELKIEGO BOJU” co sobie pomyślałeś w oparciu o to, co tam pisało i co sam przeżyłeś w stowarzyszeniu?

R.M. – Odczułem, że autorka jest natchniona. Ta osoba posiada wiedzę, której nikt inny na powierzchni ziemi nie jest w posiadaniu, za wyjątkiem czcicieli demonów, o których wcześniej mówiłem. Ta wiedza jest wyjątkowa.

D.H.- To nadzwyczajne, że czciciele demonów byli chętni przekazać wam strategię działania szatana…

R.M. – Tak, ale…

D.H. – Oczywiście ich planem było, abyście nigdy nie wyszli z ich rąk.

R.M. – Zgadza się.

D.H. – Byliście pod pieczęcią śmierci.

R.M. – Zgadza się. Gdy uczynisz coś wbrew stowarzyszeniu, ich duchy nadzorcze doniosą o tym kapłanowi. Wówczas daremne jest tłumaczenie się przed szatanem, który już wszystko wie. Tak było w moim przypadku. Ja, gdy zacząłem chodzić na lekcje biblijne, począwszy od poniedziałku, duch nadzorczy wyśledził mnie i zdał w środę relację kapłanowi. Powiedział mu: „Masz zdrajcę w grupie swoich ludzi, ten Monreau…, pozbądź się go. On powziął kroki, by studiować Biblię z Adwentystami, ludźmi, których szatan nienawidzi najbardziej na obliczu całej Ziemi”. A najwyższy kapłan na skutek tych słów, niemal dostał zawału serca. Ponieważ miał do mnie pewne zaufanie i to, co usłyszał, teraz przeraziło go. To relacjonował mi mój kolega ze stowarzyszenia, który przyszedł do mnie później i namawiał, abym wrócił do nich.

(Uwaga: Tutaj wyraźnie widać, że szatan i jego kapłani nie są w stanie ogarnąć wszystkich ludzi i mieć ich pod bieżącą kontrolą, skoro muszą posługiwać się duchami, które śledzą ludzi i „donoszą” – w tym celu właśnie będą niezbędne chipy) – B.K.

K.H. – Roger, 3 dni przed datą twojej inicjacji w głąb tajnego elitarnego stowarzyszenia czcicieli demonów, zacząłeś studiować lekcje biblijne. Jak Bóg wyzwolił cię w tej ciężkiej chwili?

R.M. – Powiem wam, ale musimy wrócić wstecz kilka tygodni. Kiedy najwyższy kapłan mówił o błogosławieństwach, wynikających z inicjacji wyznaczonej na dzień 31 października, wieczorem, gdy wróciłem do domu, położyłem się do łóżka i nie mogłem spać, aż nastała godzina 3-cia w nocy. Przez umysł przechodziły mi różne ponadnaturalne zdarzenia z ostatnich kilku miesięcy do teraz. Włączyła się moja katolicka świadomość, powstały pytania, dotyczące Boga. Teraz zrozumiałem, wiedziałem, że jest Bóg, ponieważ spirytyści dali mi to do zrozumienia. Ale… byłem w stanie strasznego niepokoju. Nie mogłem przez to spać. W pewnej chwili, bez głębszego analizowania, leżąc na łóżku, wypowiedziałem słowa: „JEŚLI TAM W GÓRZE JEST BÓG, KTÓREMU ZALEŻY NA MNIE, NIECH MI POMOŻE!”. To wszystko, co powiedziałem. Następną rzeczą, którą odczułem, to głos budzika o godz. 6:30. Wstałem i poszedłem do pracy. W tym czasie zmieniłem zatrudnienie, odbyłem kurs hafciarski w Montrealu, specjalność – damskie suknie. Podjąłem pracę w przedsiębiorstwie szyjącym damską odzież. Tam wykańczałem suknie luksusowym haftem.

D.H.: – 3 dni pozostały do twojej inicjacji. Modliłeś się, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co robisz. Bóg podjął kroki wyratowania cię w niezwykły sposób. Opowiedz nam o tym, co wydarzyło się w ten poniedziałkowy ranek.

R.M.: – Wróćmy więc do piątku, poprzedzającego ów poniedziałek.

D.H.: – W porządku.

R.M.: Firma, w której pracowałem, należała do żydów. Miałem dwóch szefów. Jeden przestrzegał SZABATU, drugi nie. Harry nie przestrzegał Szabatu, gdy wychodziłem na zewnątrz, aby zapalić w czasie przerwy popołudniowej, on powiedział do mnie: „Roger, gdy będziesz wracał, wpadnij do mojego biura, chcę z tobą porozmawiać”. Powiedziałem: „W porządku”. Wracając, zawitałem do niego. Powiedział: „Zamknij drzwi!”. Zamknąłem. Mówił dalej: „Chciałbym, abyś zrobił dla mnie przysługę”. „O! Co ma pan na myśli?”. „Powiem ci co. Pamiętasz, jak kilka dni temu przyprowadziłem tu nowego, którego oprowadzałem po zakładzie?” „Tak, pamiętam”. „No więc on zacznie tu pracować od poniedziałku. To nie jest jakiś szary człowieczek. To chrześcijanin, który zachowuje biblijny dzień święty, SZABAT”. Powiedziałem: „Proszę powiedzieć raz jeszcze”. Powiedział: „On jak żydzi przestrzega siódmego dnia Szabatu. SOBOTA to SIÓDMY DZIEŃ TYGODNIA”. Ja odparłem: „Wyjaśnię Panu, zgodnie z tym, czego nas uczyli. Był błąd w kalendarzu i faktycznie niedziela jest siódmym dniem tygodnia”. On odparł: „Och, nie! Żadnej pomyłki w kalendarzu nie było. Sobota jest siódmym dniem tygodnia, jak widnieje tu na kalendarzu. Nigdy tego nie zmieniono. NIEDZIELA zatem TO PIERWSZY DZIEŃ TYGODNIA”. „O! To bardzo interesujące” – powiedziałem – „Pójdę do biblioteki i sam to sprawdzę”. „Och! Nie musisz iść” – odparł. Otworzył szafkę. Wyciągnął z niej duży słownik, wyszukał słowo SOBOTA i przeczytał – SIÓDMY dzień tygodnia. To samo zrobił ze słowem NIEDZIELA, przeczytał – PIERWSZY dzień tygodnia. „To bardzo interesujące” – powiedziałem. „A teraz to, co chciałbym, abyś dla mnie zrobił. Chciałbym, abyś..,. ale zanim powiem, oznajmię ci, że ten nowy będzie pracował na maszynie obok ciebie. Dowiedz się, do jakiej denominacji on należy. Bądź jednak taktowny. Nie mów mu jednak, że ja o to wypytuję. Masz czas, nie musisz się śpieszyć. To nie jest pilna sprawa i możesz odłożyć ją na później. Ale powiem ci jedno. Najdziwniejsze jest to, że ja myślę o tym człowieku cały czas i nie mogę się od tego uwolnić. Fakt, że jest chrześcijaninem i przestrzega siódmego dnia SZABATU, BIBLJNEGO SZABATU, nie daje mi spokoju. Wiesz, mam tak wiele ważniejszych rzeczy na głowie niż to, chciałbym jednak dowiedzieć się, z jakiej jest denominacji”. „No to dlaczego pan go sam o to nie zapyta?” – odpowiedziałem. „Oj, nie mogę tego zrobić, to zbyt osobiste!” W porządku.

D.H.: – Więc wyznaczył ciebie, abyś ty za niego to zrobił.

R.M.: – Miałem się tego dowiedzieć, nie zdradzając, że szef mnie posłał, więc poniedziałek nadszedł, nowy pracownik przybył. Szef przedstawił go nam. Było nas około 50 pracowników. Szef wygłosił krótkie przemówienie o Cyrylu. Podkreślił jego znakomite hafciarskie zasługi i przywitał go serdecznie. Następnie odprowadził go do jego nowej maszyny. Powiedział: „Roger, poznaj Cyryla”. Uścisnąłem mu dłoń i zaczęliśmy pracować. Nie minęło więcej, niż 20 minut, a moja maszyna zaczęła pomijać ścieg, więc w takim przypadku należało się zatrzymać i cofnąć do momentu, w którym to się stało. Ja pracowałem sekwencyjnie, inaczej mówiąc, kiedy dana kwestia się kończy, za nią nadchodzi wiązka nici złączonej z nią częściowo. Reszta nici jest na szpuli. Pomiędzy to przechodzi igła. Kiedy maszyna opuszcza ścieg, trzeba dublować pracę, wrócić i zacząć od początku. Nie trzeba było długo czekać, a mnie to zdarzyło się 2 lub 3 razy.

D.H. – I założę się, że byłeś bardzo szczęśliwy.

R.M. – Człowieku, byłem w szale! I, jako Francuz, w złości zacząłem przeklinać Świętych w Niebie. Używałem języka nieprzychylnego Cyrylowi. W każdym bądź razie zawołałem szefa: ”Proszę przyjść, spojrzeć na moją maszynę, mam z nią kłopoty”. Sprawdził, popracował na niej przez 5 minut. Zachowywała się znakomicie. Ja siadłem do niej ponownie. Zacząłem pracę i stało się to samo po raz kolejny. Harry po 2 czy 3 przeglądach zawołał po Joego. Joe przybył. Był to starszy mężczyzna. W tym zakładzie wiedział wszystko o maszynach. Joe spojrzał na napięcia pasków, drobne mechanizmy. Odparł: „Wszystko jest w znakomitym stanie”, więc zacząłem pracę ponownie i po 20 minutach kolejny raz to samo. Zatrzymałem pracę. Tak się złożyło, że w tym czasie była przerwa na kawę.

…..

D.H. – Cyrylu i Synthio, tak bardzo nam miło, że przybyliście do nas na dzisiejszą krótką wizytę. Cyrylu, nasze spotkanie zacznę od zadania ci pytania dotyczącego zdarzenia, jaki miałeś w życiu 45 lat temu.

C.G. – Tak, zgadza się.

D.H. – Udałeś się do nowej pracy w firmie hafciarskiej w Montrealu, w Kanadzie. Pierwszego dnia pracy na maszynie obok pracował pewien facet. Czy zauważyłeś w nim coś dziwnego?

C.G. – Tak, zauważyłem. Miał pewne niecodzienne zachowanie. Przede wszystkim kiedy pracował na swej maszynie, a ta odmawiała mu posłuszeństwa, on potrafił wyzywać maszynę językiem, który był dla mnie z lekka obraźliwy. Przeklinał maszynę zarówno po francusku jak i po angielsku. Był w tym lingwistą. Kiedy moja maszyna nawaliła, on zauważył, że ją naprawiam i wracam do pracy. Była w nas różnica i on ją sam zauważył. Obaj przejawialiśmy inne postawy, gdy nasze maszyny przestawały działać.

D.H. – Więc tego pierwszego dnia powstały problemy z maszynami. Twoja maszyna i jego – obie miały problemy.

C.G. – Tak, obie miały problemy tego dnia.

D.H. – Ty miałeś okazję w czasie przerwy zaznajomić się z nim. Jak on nawiązał z tobą kontakt?

C.G. – Podszedł do mnie tak jakby z pytaniem. Powiedział: „Zauważyłem, że gdy twoja maszyna psuje się, ty nie złościsz się, naprawiasz ją i wracasz do pracy.

C.G. – Powiedziałem mu: „nie ma sensu złościć się na maszynę, to bezrozumny obiekt”. On przeprosił za swoje zachowanie, wyrażane przez złość na maszynę. Tak zaczęła się nasza rozmowa. To dało mi okazję przekazania mu zrozumienia, które nabyłem kilka dni wcześniej.

D.H. – Jaka to była wiedza?

C.G. – Pastor Allen Wallen Temer udzielał mi lekcji biblijnych. Nie byłem w tym czasie Adwentystą. Byłem poruszony tymi lekcjami. On wykładał je bardzo prosto. Wszystko, co mówił, popierał Biblią, a nieraz Encyklopedią Britanika. Swoją mową dał mi dobry dowód na zawartość prawdy w tym, co przekazał.

R.M. – Więc wychodziłem i zapytałem Cyryla: :Czy widziałeś kiedyś taką zwariowaną sytuację, jaką miałem tu z maszyną?”. „Nie” – odpowiedział – „To nowa maszyna, całkiem nowa. Ma tylko niespełna miesiąc” – odpowiedziałem. Powiedział: „To bardzo niezwykłe”. Zeszliśmy na dół. Zapytałem: „Czy masz jakieś sugestie? Jak zaradzić temu problemowi?”. „Nie, niezupełnie, ale mam sugestię, która może pomóc. Słyszałem, jak wołałeś na Boga. Nie była to mowa, której chętnie słucham”.

D.H. – Czy to cię uraziło, Roger?

R.M. – Powiedziałem: „Dziękuję”. Nie uraziło mnie to. Było szczerze powiedziane. Powiedziałem: „Dziękuję. Przykro mi, że cię uraziłem swoim językiem” I tak przy okazji powiedziałem, taki zrobiłem wstęp: ‘Wydajesz się być religijnym człowiekiem, ma się rozumieć?”. „Tak, czytam Biblię, chodzę do kościoła”. „To wspaniale!”. „Do jakiej dominacji należysz?”. „No więc jestem Adwentystą Dnia Siódmego”. „Co proszę? Proszę, powtórz jeszcze raz”. „Tak. Jestem Adwentystą Dnia Siódmego”.

D.H. – Czy to cię zaskoczyło?

R.M. – No więc słowo Adwentysta mnie zaskoczyło. Ja słyszałem wcześniej o Adwentystach, ale o Adwentystach Dnia Siódmego nigdy nie słyszałem. Zapytałem: „Co wasza nazwa oznacza?”. „My przestrzegamy dnia siódmego. Wierzymy, że Bóg wybrał i naznaczył Sobotę jako dzień szczególny. Poświęcił ją i nałożył na nią specjalne błogosławieństwa. My, przestrzegając tego dnia, otrzymujemy te błogosławieństwa. Mamy ten dzień, aby czcić Jego Wielkie Święte Imię ”. „Czy to jest różnicą między wami i denominacją, którą powszechnie nazywa się „Adwentystami”. „To ci sami ludzie. Większość ludzi po prostu mówi do nas Adwentyści”.

D.H. – Wówczas twoje zainteresowania naprawdę wzrosło?

R.M. – I wówczas pomyślałem: „Człowieku, ależ niezwykła historia ci się przydarzyła, że znalazłeś jednego z tych ludzi”.

D.H. – Pierwsza przerwę na kawę spędziliście na rozmowie. Omawialiście swoje postawy, gdy maszyny zawodziły, ale ty w tym znalazłeś możliwość podzielenia się nowo zrozumianymi biblijnymi prawdami wiary.

C.G. – Tak.

D.H. – Czy zauważyłeś u niego zainteresowanie tym tematem?

C.G. – W rzeczywistości to on zadawał pytania. Później zrozumiałem, co było powodem stawiania tych pytań. Kiedy ubiegałem się o tę pracę, byłem pod wrażeniem studiowanych prawd biblijnych. Niezwłocznie oznajmiłem pracodawcy, że nie pracuję w Szabat. Powiedział: „Ale u nas nie musisz w ogóle pracować w niedzielę”. Ja odparłem: „Nie, chodzi o Sobotę”, więc on, będąc Żydem, zainteresował się tym, powiedział Rogerowi, a Roger powiedział to mnie później. „Sprawdź tego gościa, dlaczego on przestrzega mojego żydowskiego Szabatu”. Pytania Rogera wynikły z potrzeby jego szefa. A im więcej pytań Roger zadawał, tym bardziej stawał się sam tym zainteresowany. Gdy zainteresowanie wzrastało, a ja mówiłem mu więcej, on nagle powiedział: „Chcę usłyszeć więcej o twojej religii”. Powiedziałem: „Dobrze, może być w ten weekend”. On odpowiedział: „Nie, dzisiaj!”.

R.M. – My rozmawialiśmy o wielu sprawach. Po przerwie na lunch powiedziałem, że o godz. 15 chcę się również z nim widzieć, ponieważ mam kolejne pytania. Godz. 15 nastała, była przerwa na kawę. Wiele rzeczy przeszło mi przez umysł. Wiedziałem, że jeśli zaangażuję się w tę religię, wówczas duchy mnie zniszczą. Miałem tego pewność. Wszyscy w stowarzyszeniu mieliśmy tego pewność. Nie można się było sprzeciwić woli duchów. W przeciwnym razie byłeś niczym, stawałeś się historią, Więc powiedziałem: „ Cyrylu, czy pokażesz mi w Biblii rzeczy, które dziś mi mówiłeś, jeśli odwiedziłbym cię w twoim domu?”. Odpowiedział: „Tak, bardzo chętnie. Może w przyszłym tygodniu w któryś dzień?”. „Nie, nie za tydzień. Dzisiaj”.

D.H. – Czy był zdziwiony, kiedy to powiedziałeś?

R.M. – Zdziwił się. Powiedział: „Po co ci taki duży pośpiech?”. Ja powiedziałem: „Nie mogę ci tego powiedzieć, ale powiem tyle: „Albo dzisiaj, albo nigdy!”. Powiedział: „Poważnie mówisz?”. Powiedziałem: „Tak”. „I nie możesz mi powiedzieć, dlaczego to musi być dzisiaj?”. „Powiem ci – dzisiaj nie bardzo mi pasuje. Kompletowałem od lat kolekcję płyt jazzowych. Pewna osoba jest nimi zainteresowana. Przyjdzie je dziś obejrzeć”. Powiedziałem: „W takim razie nie ma o czym rozmawiać. Zapomnij o tym”. On powiedział: „Ty jednak mówisz serio. Chcesz, bym ci pokazał te wersety z Biblii”. „Oczywiście”. „No dobrze, przyjdź do mnie dziś na godz. 19 wieczorem”. Dał mi swój adres. Tego wieczora o godz. 19-ej zadzwoniłem w jego dzwonek u drzwi.

D.H. – Czy to cię zaskoczyło?

C.G. – Zaskoczyło mnie. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że miałem z sobą 28 lekcji biblijnych dla ludzi pracujących. Było to coś, co właśnie kupiłem. I pobiegłem do domu. Synthia i ja tego czasu byliśmy zaraz po ślubie. Przybiegłem do domu i powiedziałem: „Synthio, będziemy musieli udzielić lekcji biblijnych. Przyjdzie do mnie dziś pewien gość”. Tak więc wziąłem kilka pierwszych lekcji i najszybciej, jak mogłem, zacząłem się z nimi zaznajamiać. Spędziliśmy nad nimi pewien czas i nastała chwila jego przybycia. Siedzieliśmy w pokoju. On palił papierosy. My nauczaliśmy go Biblii, a on był bardzo zainteresowany.

K.H. – Synthio, jak dużo lekcji biblijnych przeanalizowaliście wspólnie tego pierwszego dnia?

S.G. – Zrobiliśmy 4 lekcje pierwszego wieczora. Zaczęliśmy o godz. 19.00. Przerabialiśmy wszystko po kolei z dbałością o szczegóły. Przypuszczaliśmy, że ten stan zainteresowania potrwa tylko na początku i na tym się zakończy. Wówczas on powiedział: „Nie, zróbmy kolejną lekcję!”. I tak zrobiliśmy kolejną i kolejne. Nie zakończyliśmy wcześniej jak przed godziną 23.30 lub nieco później – pod godzinę 24.00. Kiedy zakończyliśmy spotkanie, on siedział i mówił, a przy okazji on był nałogowym palaczem papierosów. Pokój był cały wyścielony dymem. Ledwie mogliśmy widzieć Biblię w rękach. Wcześniej przedyskutowaliśmy problem jego palenia. Zadecydowaliśmy modlić się w tej sprawie. Poprosiliśmy o to Pana. Mimo tego po każdym przybyciu Rogera, pokój był pełen dymu. Poprosiliśmy Pana, aby On zajął się dymem, a my będziemy nauczać Jego Słowa. Ja mam alergię na dym papierosów. Siedzieliśmy tam wszyscy. To było naprawdę coś.

R.M. – 28 lekcji biblijnych w czasie jednego tygodnia, tj. siedmiu dni.

D.H. – Siedem dni, 4 godziny na wieczór. W sumie 28 lekcji biblijnych.

R.M. – Oni tego nie planowali. W trakcie rozmowy poznałem Synthię. Teraz Cyryl wyznał mi, że jeszcze nie jest ochrzczonym członkiem kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Powiedział: „Ja aktualnie studiuję kościelne doktryny. Pobieram nauki od pastora. Moja żona jest Adwentystką Dnia Siódmego, ale teraz chcę wziąć chrzest i stanę się Adwentystą, ale jeszcze nim nie jestem. Moja żona jest tą, która dobrze zna Biblię. Ja nie wiem za wiele i jestem przekonany, że ona dobrze poprowadzi naszą dzisiejszą lekcję. „Lekcja potrwa godzinę” – powiedział – „Czy możesz poświęcić na to tyle czasu?”. Powiedziałem: „Wieczór jest wasz”. Ona miała zestaw lekcji biblijnych, zatytułowanych: „28 lekcji biblijnych dla zapracowanych ludzi”. Taki był tytuł całej serii. Wyciągnęła jedną i powiedziała: „Jest tu wiele pytań. Przypisane są do nich cytaty z Biblii”. Odczytała pytania. Powiedziała: „A teraz możecie wyszukać w Biblii odpowiednie wersety, one dadzą odpowiedź”. I tak pytanie za pytaniem. „Czy odpowiada to tobie?” – zapytała. Odpowiedziałem: „Cudownie! No to zaczynajmy!”. Cyryl siedział obok mnie. Miał swoją Biblię, w której był w stanie odszukać fragmenty. Ja nigdy wcześniej w życiu nie otwierałem Biblii. Nigdy! Ujmijmy to w ten sposób; nigdy wcześniej nie miałem do niej dostępu. I tak to się zaczęło: od Słowa Boga. Po skończeniu lekcji biblijnej, Cyryl zapytał: „Czy podobało ci się?”. Powiedziałem: „To bardzo interesujące. Jaki jest tytuł następnej?”. „Następna lekcja dotyczy Księgi Daniela, rozdziału II-go. Dotyczy proroctw, Daniel był prorokiem”. Mówił o wydarzeniach w świecie. Przepowiadał światowe imperia, które nastaną po jego czasach w przyszłości. Powiedziałem: „Doprawdy? To bardzo interesujące. A jak długo będzie trwać ta lekcja?”. „Zajmie około godzinę. Jest tam 20 do 25 pytań”. Tak więc powiedziałem: „No to przeróbmy ją teraz”. Powiedział: „Oj, nie! Poczekaj! Kiedy możesz przyjść do nas ponownie?”. Powiedziałem: „Dlaczego muszę przychodzić ponownie?”.

D.H. – Była zdziwiona?

R.M. – Była bardzo zaskoczona! To dlatego, ponieważ… Popatrzyła także na męża, a jej mąż popatrzył na mnie. A ja powiedziałem: „Wy dwoje lubicie Biblię? Czy może jesteście zmęczeni?”. „O Nie, nie! My lubimy studiować Biblię!”. Odrzekłem: „No to przestudiujmy kolejny temat! Przecież jest dopiero 20 godzina”. Rozumiecie?

D.H. – I tego czasu paliłeś papierosy?

R.M. – Żebym był tylko palaczem, to nic! Ja pochłaniałem jednego za drugim! A kiedy było mi tego mało, ja wynagradzałem sobie braki paleniem cygara 2-3 razy w tygodniu. To tu Miłość Boża, Moc i Miłość Boża, współpracują razem w życiu tych, którym Bóg błogosławi. My nadal studiowaliśmy lekcje. Tego wieczora przestudiowaliśmy 4 lekcje biblijne. Gdy nastała 21 wieczorem, przerobiliśmy już 2-gi rozdział Księgi Daniela. Ja zapytałem: „Jaki jest tytuł następnej lekcji?”. Odpowiedziała: „A czy odwiedzisz nas w weekend?”. „Tak, mogę przyjść w weekend”. Ale chciałbym wiedzieć, jaki jest tytuł następnej lekcji!”. Ona podała mi tytuł. Powiedziałem: „Ależ to interesujące!”. Mamy zaledwie 21 godzinę, przeróbmy tę lekcję teraz!”. Cyryl popatrzył na nią z bardzo zdziwioną miną na twarzy, a Synthia popatrzyła w jego stronę. Ja powiedziałem: „Co dzieje się między was dwojgiem? Zachowujecie się tak, jakbyście byli w jakiejś zmowie i nie chcieli nadal studiować Biblii ze mną!”. Godzinę lub dwie później powiedziała: „Będę z tobą szczera. Nasz pastor Taylor dał nam instrukcję, jak udzielać lekcji biblijnych”. Synthia powiedziała; ‘ja nigdy wcześniej nie udzielałam lekcji biblijnych. My bardzo chcemy wiedzieć, jak dobrze je udzielać osobom chcącym poznać naszą wiarę. Pastor dał nam dokładne instrukcje, jak nauczać. Jednej osobie możemy udzielać jednej lekcji w tygodniu. Jeśli osoba będzie nadzwyczaj zainteresowana, wówczas może mieć dwie lekcje w tygodniu, ale nigdy więcej ponad to. Udzielając ci tych lekcji, przekroczyliśmy już jego zalecenia.

D.H. – Powodem ich wahań były zalecenia pastora, a nie to, że paliłeś papierosy, wydychając dym w ich kierunku? Oni tylko chcieli nauczać zgodnie z wytycznymi pastora, a ty wyprosiłeś, by złamali tę zasadę.

R.M. – Zgadza się.

D.H. – Myślisz, że oni mogli wyczuć twoją nagłą potrzebę poznania Prawdy?

R.M. – Tak. Cyryl i Synthia powiedzieli mi to później. Synthia zauważyła, że była we mnie jakaś niezwykła potrzeba. Później powiedziała o tym mężowi. W pewnym momencie wyszli do kuchnia po wodę. Ona zapytała tam męża: „Co o nim sądzisz?”. Cyryl odparł: „Jest w nim coś niespotykanego. Jeśli on chce studiować Biblię, to będziemy ją studiować. Nie powiemy o tym słowa pastorowi Taylorowi, ponieważ mogłoby to zaszkodzić dalszemu studiowaniu”. Ich pastor powiedział: „Za wiele lekcji spowoduje duchową niestrawność w człowieku i on już nie będzie chciał studiować Biblii”. Rozumiecie?

D.H. – Twój przykład pokazuje, że czasami osoba ma nadzwyczajny apetyt i wówczas należy się kierować prowadzeniem Ducha Świętego, a nie instrukcji pastora.

R.M. – Tak, zgadza się. Oni modlili się w tej sprawie. Cyryl powiedział swej żonie: „Ten człowiek przyjdzie na lekcje biblijne dziś o 19-tej godzinie i on pali papierosy. On jest nałogowym palaczem. Co my zrobimy? Czy mam mu powiedzieć, aby nie palił u nas w domu? Jeśli mu zabronimy, obawiam się, że nie będzie chciał u nas zostać na studium Biblii”.

D.H. – A co stałoby się, gdyby poprosili cię, abyś u nich nie palił?

R.M. – Powiedziałbym: „No to mi przykro, nie jesteście życzliwymi dla mnie ludźmi”. Rozumiesz? „Wy dwoje jesteście dla mnie zbyt powściągliwi, przykro mi”. Nawet dzisiaj dziękuję Bogu za prowadzenie Ducha Świętego. W tamtym nadzwyczaj ważnym czasie Duch Święty poruszał się między nami, inspirując tych dwoje. Synthia powiedziała do męża: „Czy umrzemy dla samych siebie tak, aby Chrystus był wywyższony?”. Cyryl powiedział: „Tak, to nas nie zabije, nawet gdy wciągniemy cały dym, który on wydycha, racja?”. Oni modlili się o to, myśleli o tym, a kiedy była już godz. 18:45, pytali jeden drugiego, co zrobić z moim paleniem. I wówczas ona wyszła z tymi słowami. Później, gdy studiowaliśmy już 3-cią lekcję, była godz. 22:00, ja powiedziałem: „A tak przy okazji, jaki jest tytuł następnej?”. Ona odpowiedziała i zaznaczyła. Że to będzie piękna lekcja. Powiedziałem: „Zróbmy ją teraz”. Cyryl powiedział: „Naprawdę, Roger, dziś już przestudiowaliśmy za wiele. Ty nic z tego nie zapamiętasz”. Odpowiedziałem: „Będziesz zdziwiony, ja mam pojemny umysł na sprawy, które mnie interesują”. „A więc ty się tym pasjonujesz?”. „Te kilka lekcji, które tu mieliśmy, to najlepsze, co w życiu słyszałem. Wy dwoje, o której idziecie spać? Nie chciałbym kolidować z waszymi przyzwyczajeniami co do wypoczynku”. Powiedział: „My kładziemy się spać o godz. 23:00”. „Pięknie” – powiedziałem – „No to ruszamy dalej. I Cyryl powiedział do żony: „No to studiujemy dalej!”. Gdy czas lekcji minął, powiedziałem sam do siebie: :Jeśli pozostanę przy życiu, to jutro chcę tu także przyjść”.

D.H. – Czy naprawdę wątpiłeś w to, że będziesz jeszcze żywy po tej nocy?

R.M. – Czułem pewność tego, że zostanę zabity. Czułem, że zginę w jakimś wypadku. Ja słyszałem wiele takich przypadków. Tak się czułem. Wiedziałem, że do jutrzejszego wieczora nie dożyję, lecz jeśli z jakichś powodów nadal będę żył, chcę tu wrócić i studiować Biblię z tymi ludźmi, więc zapytałem: „Co wy dwoje robicie w jutrzejszy wieczór?”. „Nic szczególnego”. „A co powiecie na spotkanie o godz. 19-ej na kolejne lekcje biblijne?”. Synthia popatrzyła na męża, on na nią. Cyryl powiedział: „Hej, my nic nie powiemy pastorowi o tym! My po prostu spotkamy się na lekcjach”.

D.H. – Tak zrobili.

R.M. – Powiedzieli: „Będziemy tu na ciebie czekać jutro o godz. 19:00”. Następnego wieczora byłem u nich. Przerobiliśmy kolejne 4 lekcje biblijne, a ja zapewniłem im kolejną, większą dawkę dymu.

……

To była część pierwsza „Podróży w świat nadprzyrodzony” wywiadu przeprowadzonego z autorem Rogerem Morneau. Wywiad prowadzili: Dan i Karen Houghton z Centrum Badań HART. Zakończenie tego niezwykłego wywiadu przedstawimy w części drugiej.    

……

…”Słyszeliśmy czyjeś kroki w hallu. Ten ktoś szedł w naszą stronę. Byliśmy w pokoju na końcu hallu. To były jedyne drzwi na końcu hallu. Słyszane kroki zatrzymały się przed jego pokojem. Nastało pukanie do drzwi. O północy słyszeliśmy kroki dochodzące z hallu. Powiedziałem: „Roger, nałóż rękę na klamkę i bądź gotów do otwarcia drzwi!”. Prężnie stanąłem z bronią naprzeciw drzwi, czekając na stukanie. Pukanie nastało”…

Centrum Badań HART prezentuje Drugą część wywiadu z autorem książki pt.: „Podróż w świat nadprzyrodzony”.

Autor: Roger Morneau w pierwszej części wywiadu zdał relację z wczesnych lat życia, kiedy to wszedł w satanizm.

Osobami towarzyszącymi mu w drugiej części są znani nam z pierwszej części Cyryl i Synthia Grosse. Para ta pomogła Rogerowi wyłamać się z mocy ciemności, odkrywając Kochającego Boga.

Prowadzącymi wywiad są: Dan i Karen Houghton z Centrum Badań Hart.

A teraz popatrzmy na konkluzję „Podróży w świat nadprzyrodzony”.

S.G. – My kontynuowaliśmy udzielanie mu lekcji biblijnych mimo dymu z papierosów. W pewnym momencie dotarliśmy do lekcji biblijnych, mówiących o: zdrowiu, diecie i ciele – jako świątyni Ducha Świętego. On był tym zafascynowany. W końcu zwróciliśmy jego uwagę na tekst w Biblii (5 Mojżeszowa 29:18). Ten tekst mówi, że kiedy człowiek odstąpi od Boga, „będzie korzeniem wydającym truciznę i piołun”. My powiedzieliśmy o tytoniu jako truciźnie. On był tym zafascynowany i powiedział: „ Dlaczego wcześniej nie powiedzieliście mi o tym, że nie palicie?”.

C.G. – Myślę, że tym, co najbardziej do niego przemówiło, to tekst znajdujący się w 1 Kor 3,16-17, mówiący: „Czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga, a tego, który niszczy świątynię Boga, tego Bóg zniszczy”. On zapytał mnie, co masz przez to na myśli?’. Odparłem: „Weźmy kościół, który wszyscy szanujemy. Wszedłbyś z papierosem do kościoła i palił go tam?”. Powiedział: „Oczywiście, że nie”. Wówczas powiedziałem: „A czy wziąłbyś tam alkohol i pił go tam?”. Powiedział: „Nie, to byłoby niestosowne”. Stosując te porównania, w końcu powiedziałem: „Twoje ciało jest kościołem, jest tą świątynią”. On powiedział: „Czy zatem moje palenie?”… Ja powiedziałem: „Tak”. Powiedział: ”Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym pierwszego wieczoru?”. Odparłem: „Jeślibym ci to wówczas powiedział, ty nie przyszedłbyś na kolejne spotkanie”. „No wiesz, tak, to prawda”. Widzimy tu, jaką cnotą jest cierpliwość. Okazywanie cierpliwości, a także poświęcenie swego czasu innym przynosi owoce.

D.H. – On wyznał wam, że był świadom wkraczania coraz głębiej w kult. Dotarł na tyle głęboko, że odczuwał strach. W takim stanie wypowiedział modlitwę do Boga. Nie wiedział za wiele, jak się modlić, powiedział: „Jeśli jest Bóg w Niebie, niech mi pomoże!”. W tamtym czasie ty byłeś odpowiedzią na jego modlitwę.

C.G. – Zgadza się.

D.H. – Ale czy tylko? Czy nie stało się tak, że On okazał się być także odpowiedzią na twą modlitwę?”.

C.G. – Z całą pewnością tak było. Kiedy brałem lekcje biblijne u pastora Taylora, doszliśmy do tematu, mówiącego o Sobocie. Ja urodziłem się w Halifax, Synthia w Montrealu. Wszyscy ludzie z mojego ówczesnego środowiska byli baptystami, nieliczni metodystami. Przez to było dla mnie nienaturalne chodzić do kościoła w Sobotę, a nie w Niedzielę. Jako małe dziecko widziałem moją żonę. Chodzącą w Sobotę do kościoła. Często naśmiewałem się z niej, ponieważ chodziła do kościoła w niewłaściwy dzień. Ale wracając do sedna sprawy, pastor Taylor i ja dotarliśmy do tematu, mówiącego o Sobocie. Taylor dowiódł ważności Soboty, ja mimo tego, nie chciałem mu wierzyć. W życiu tego, kto studiuje Słowa Boga, przychodzi moment, że chce się pozostać przy tradycji, zamiast „iść za Prawdą”. Ja chciałem pozostać przy tradycji. W tym samym czasie usłyszana prawda wzbierała we mnie. Skłoniłem się ku modlitwie, nie mówiąc o tym żonie. Rzekłem: „Panie, jeśli chcesz, abym przestrzegał tej Soboty, pozwól, bym podzielił się tą duchową wiedzą, którą posiadam, z jakąś potrzebującą osobą. To będzie dla mnie znakiem od Ciebie”. Niedługo później poznałem Rogera, który siadł przy mnie i poprosił o udzielenie mu lekcji biblijnych. To był znak. Wiedziałem. Teraz jestem tu dzisiaj.

D.H. – W jakim stopniu przeświadczenie Cyryla co do świętości Soboty, poruszyło cię duchowo? Z tego, co rozumiem, Cyryl nie był wówczas ochrzczonym członkiem Adwentystów Dnia Siódmego. On dopiero został ochrzczony później, w pewną Sobotę, pierwszą, na którą ty przybyłeś. A co, jeśli on nie byłby przekonany co do świętości Soboty i powiedział twojemu szefowi, że może pracować w Soboty?

R.M. No więc, ja wówczas straciłbym możliwość życia wiecznego. Tak wierzę. Utraciłbym nadzieję.

D.H. – Więc jego przeświadczenie, co do świętości Soboty, było częścią procesu, przed jakim postawił cię Jezus Chrystus.

R.M. – Dodam więcej do tego tematu. Cyryl pracował dla dobrej firmy hafciarskiej. Studiował Biblię z pastorem Taylorem. Taylor doprowadził studium do punktu, w którym konkretnie powiedział: „Powinieneś przestrzegać Siódmego Dnia – Soboty”. Jeśli chcesz służyć Panu we wszystkim, co nakazał, służ mu, jak powiedział: „Jeśli Mnie miłujecie, przykazania Moje przestrzegać będziecie (J 14,15). Czwarte Przykazanie mówi: Pamiętaj o dniu Szabatu, aby go święcić (2 Mojż. 20,8-11). Dlaczego chce, abyśmy przestrzegali tego dnia? Ponieważ jest Bogiem-Stwórcą. Nadał temu dniu błogosławieństwo. Cyryl rozmyślał nad tymi sprawami, prowadząc dialog sam z sobą. W końcu pomodlił się w tej sprawie: „Panie, daj mi jakiś znak! Chcę mieć pewność, że Ty za tym stoisz, że chcesz, abym zaczął przestrzegać Soboty już teraz! Ale Panie, czegoś mi brakuje. Powiem Ci coś, jeśli Ty poddasz mi możliwość spotkać kogoś, kto jeszcze nie wie o Sobocie (faktycznie niewielu ludzi o niej wie). I jeśli ja będę w stanie przekonać tę osobę w sprawie ważności biblijnej Soboty – Pamiątki Stworzenia, wówczas będę już wiedział, że pragniesz, abym w niedługim czasie zaczął ten dzień przestrzegać”. I czy wiecie? Odpowiedź na tę modlitwę nadeszła w czasie 2 tygodni. My to później przeanalizowaliśmy. W tym czasie, gdy ja wymawiałem modlitwę: „Jeśli jest Bóg na Niebie, Któremu na mnie zależy, proszę, niech mi pomoże!”. Myślę, że kilka dni później Cyryl podjął decyzję, aby Bóg dał mu znak. On chciał doświadczyć Boga, odpowiadającego na jego modlitwy. Chciał szczególnego działania, po którym on odpłaciłby posłuszeństwem wobec przykazań.

D.H. – W rzeczywistości więc, Roger, ty byłeś odpowiedzią na jego modlitwę, pomimo, iż byłeś nadal spirytystą.

R.M. – Tak.

K.H. – Cyrylu, czy ty i Synthia, spotykając się z Rogerem, wiedzieliście, że on jest spirytystą?

C.G. – Chcę, abyś wiedziała, Pan błogosławił nam potężnie, pomimo, iż byliśmy kompletnymi ignorantami w wielu sprawach. Ja nie zalecam nikomu, by wprost czynił to, co myśmy uczynili, będąc świadomym, że student jest pod dużą mocą demonów. Żaden człowiek sam w sobie nie ma mocy, aby przezwyciężyć demoniczne moce na własną rękę. Zachwyca mnie bardzo nasz Pan: dał nam Ducha Świętego, prowadził nas, zasłonił nam oczy na pewne sprawy. Gdy zagrożenie minęło, dał nam przejrzenie.

D.H. – Kiedy nastał czas, gdy dowiedziałeś się, że Roger jest spirytystą?

C.G. – Dowiedzieliśmy się tego gdzieś po przestudiowaniu ponad 14 lekcji. Nie wiem dokładnie, w jakim momencie. Pewnego wieczoru zaczęliśmy lekcje o „niewybaczalnym grzechu”. On miał łzy w oczach. Był przytłoczony. Siedział tak, mając kilka książek pod rękę. Zapytałem: „Dlaczego jesteś tak przygnębiony, Roger?” Wymówiłem jego imię po francusku. On odrzekł: „Ty nie wiesz, co ja czynię”. Odparłem: „Spójrz, Biblia mówi: „Każdy grzech ludziom będzie odpuszczony… ” (Mt 12,31). „Ale ty nie masz pojęcia, co ja czyniłem”. Następnie wyjawił, co robił, będąc w kulcie diabła. Ujawnił, jak daleko jest zaangażowany w Tajne Stowarzyszenie Czci Demonów. Pokazał kilka książek. Otwarłem jedną z nich. Ujrzałem w niej instrukcje pouczające, jak czcić diabła. Zamknąłem je szybko, mówiąc: „Nie chcę na to patrzeć!”. Powiedziałem: „Chcę, abyś jasno zrozumiał istotną rzecz: Jeśli wydaje ci się, że popełniłeś niewybaczalny grzech, wówczas nie byłbyś zainteresowany, by tu być po studium Biblii. W Biblii pisze: ‘Każdy grzech ludziom będzie odpuszczony’. Apeluję ci: „Musisz uznać sam siebie za tego, komu Bóg odpuścił, ponieważ faktycznie Bóg ci odpuścił”. Od tego momentu wiedzieliśmy, że Roger jest uwikłany w spirytyzm.

S.G. – Ja nawet nie wiedziałam wówczas o rzeczach, jakie czciciele demonów czynią. Oboje wówczas byliśmy bardzo naiwni. Moja nieświadomość tego była wielka do tego stopnia, że kiedy on nam o sobie mówił, ja po prostu powiedziałam: „Zostawmy tę sprawę grzechu na później, a teraz skupmy się dalej na lekcjach biblijnych, by je dokończyć”. Nie miałam w ogóle wiedzy o tych sprawach. Dopiero później Roger zaczął mówić nam więcej o swoich perypetiach w kulcie. Były to rzeczy niecodzienne, a które teraz po części i nas obejmowały.

D.H. _ Cyrylu, cokolwiek wy dwoje wiedzieliście o spirytyzmie, niewątpliwie szybko powstało w was pytanie: „Czy aby to, co mówi Roger jest prawdą?”. Byliście mało świadomi tych spraw.

C.G. – Tak.

D.H. – Ty, Cyrylu, współpracowałeś niegdyś z policją. Z tego tytułu miałeś specjalne pozwolenie na broń, wydane przez policję w Montrealu, zgadza się?

C.G. – Tak. Miałem pozwolenie na noszenie broni. Kiedy Roger powiedział mi o wydarzeniach ponadnaturalnych, a także o krokach, które słyszał wzdłuż hallu. On miał pokój na końcu hallu. Były tylko jedne drzwi na końcu tego hallu – jego drzwi. Kroki ustawały przy jego drzwiach. Wówczas nastawało pukanie do drzwi. W mieście były wówczas „unijne” niepokoje. Kiedy on powiedział mi o tych odgłosach i pukaniu do drzwi, ja odparłem: „To tylko ludzie z ‘unii’ przyszli do ciebie”.

R.M. – Tak.

C.G. – Więc ja powiedziałem: „Przepędzę ich tak samo, jak uczyniłem to, gdy przyszli dorwać mnie”. Miałem wówczas na tyle wiary w swój pistolet. Nie zapomnij, wtedy nie byłem jeszcze ochrzczony.

D.H. Jasne.

C.G. – Miałem wiarę w pistolet, który wziąłem z sobą, udając się do mieszkania Rogera. Na miejscu śmialiśmy się, rozmawialiśmy, spędzając miłe chwile. O północy usłyszeliśmy czyjeś kroki, przemieszczające się wzdłuż hallu. Powiedziałem: „Roger, połóż dłoń na klamce i bądź gotów, aby szarpnięciem otworzyć drzwi”. Ja stałem zawadiacko z pistoletem, czekając na pukanie do drzwi. Pukanie nastało. Nie pamiętam dokładnie, ile razy zapukano.

R.M. – My otworzyliśmy drzwi, a tam nikogo nie było!

C.G. – Tak.

R.M. – Cyryl powiedział… Zmienił mu się kolor… Kolor jego twarzy zmienił się, o tak! Możecie w to uwierzyć lub nie. On oczekiwał ludzi z „unii’.

D.H. – A czy tam ktoś był?

R.M. – Nikogo tam nie było.

D.H. – Cyrylu, jakich doświadczyłeś emocji w tamtym momencie, gdy drzwi się otworzyły?

C.G. – Za drzwiami nikogo nie było.

R.M. – Jego emocje przeszyły go i stał tam nieruchomo, niemal jak posąg z soli.

C.G. – To była twoja obserwacja, Roger.

R.M. – Zgadza się. Powiedziałem do niego: „Usiądźmy tutaj, oni nic nam nie zrobią”. Więc my usiedliśmy, prawda Cyrylu i zamieniliśmy kilka zdań, nie było problemu. Jednak 10 minut później duch zapukał w szybę na balkonie. Szyba w oknie była obluzowana i przeraźliwie drżała.

D.H. – A czy Cyrylowi wciąż dopisywało zawadiactwo?

R.M. – W tym czasie on aż podskoczył z fotela. „Prawda, Cyrylu?”.

D.H. – I krzyknął: „Wynośmy się stąd!”.

R.M. – To pukanie było przerażająco głośne.

C.G. – Tak. Po tych wydarzeniach powiedziałem: „Roger, nadszedł czas dla mnie, abym pozbył się pistoletu i przyjął chrzest przez zanurzenie w wodzie.

R.M. – Tak, zgadza się. To prawda, tak powiedział. Zakończyło się chęcią chrztu z jego strony.

D.H. – Słyszałem, że decyzje o chrzcie podejmowane są na skutek różnorakich przeżyć. Jednak ta decyzja powstała w wyjątkowej sytuacji.

S.G.- Przyznam, że sytuacja była dramatyczna. My byliśmy jak dzieci, zmagające się z rzeczami, o których nie mieliśmy wówczas pojęcia. I Bóg nas uchronił przed całym niebezpieczeństwem. Tak, jak już powiedziałam, jeśli wiemy, że ktoś jest zaangażowany w spirytyzm, taka osoba nic nie może robić bez duchowej pomocy, aby przeciwdziałać.

D.H. – Taka pomoc wymaga specjalnych modlitw.

S.G. – Tak, wymaga. Wymaga samego Pana, aby ten zajął się tą sytuacją. Człowiek nie podoła temu o własnych siłach, ponieważ tam są Moce, Zwierzchności Demoniczne – przy każdym, kto jest w to zaangażowany! Żaden człowiek się nie ostanie w starciu z tymi mocami!

D.H. – Co ci dało przeczucie, że teraz masz sposobność, by sięgnąć po Zbawienie? Co przeniknęło twój umysł, podając ci tę myśl?

R.M. – To był Duch Święty. Inspirował mnie. Obwieszczał mi Łaskę Zbawienia. On objawił mi te wielkie tajemnice w słowach Rz 3,24. To, jak się to odbyło, wykracza ponad moje zrozumienie. Duch Święty stwarza nas wówczas na nowo podczas obwieszczania nam tych tajemnic (1Piotr 1,23). Rozumiesz? On oczyszcza ci umysł. Daje ci zrozumienie. Postrzegasz rzeczy w nowym świetle, o którym wcześniej nie miałeś pojęcia. Nagle życie staje się mieć właściwe znaczenie i właściwy sens. Wówczas nawet nie jest ci straszne poniesienie śmierci dla objawionych zasad. Odczułem to drugiej nocy po przerobieniu lekcji biblijnych, udając się do domu. Powrót miejską komunikacją zajął mi około godzinę. Byłem u siebie o północy. Powiedziałem wówczas do siebie: „Nawet jeśli załatwią mnie dzisiaj, doznałem już niezwykłych, pięknych chwil, ucząc się wielkich rzeczy o Bogu. Pięknych rzeczy, więc właśnie w środę w nocy doznałem tej pierwszej nadziei. Otworzył mi się wówczas w Biblii werset (J 1,11-12). Tekst brzmiał: „Przybył do Swojej własności, a Swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjmą, da MOC, aby się stali Dziećmi Bożymi”. Synthia wyjaśniła mi wówczas, co to oznacza.

D.H. – Te słowa wniknęły wprost do twojego serca. Roger, podczas tych trzech dni – od poniedziałku do środy – co przeszło przez twój umysł, w odniesieniu do demonów?

R.M. Ja wiedziałem, że zostanę wyśledzony przez duchy. Czułem, że zginę z ręki ich ludzi lub w wypadku , albo na inny sposób. Tak właśnie czułem. Byłem jednak zdziwiony tym, że nic z tych rzeczy się nie dzieje. W środę w nocy wracałem ze spotkania i byłem umówiony na kolejne spotkanie w czwartek o 19-tej godz.

D.H. – Popraw mnie, jeśli nie zrozumiałem. Ty opuściłeś środowe wieczorne spotkanie ku czci demonom.

R.M. Tak.

D.H. – A tego dnia miałeś powiedzieć: „TAK” – dla pełnej inicjacji.

R.M. – Tak.

D.H. – A ty, zamiast udać się do nich, udałeś się na kolejną lekcję biblijną.

R.M. – Tak, zgadza się.

D.H. – No dobrze. Co wydarzyło się dalej?

R.M. – Powiedziałem: „To będzie koniec”. Wieczorem w środę mieli specjalną uroczystość dla demonów. Rozumiałem, że po tym będzie po mnie. Ale mnie nic się nie stało w nocy ze środy na czwartek. Nastał czwartkowy poranek, a ja wciąż żyłem. Poszedłem tego dnia na kolejne studium Biblii, przerabiając kolejne 4 lekcje. Wówczas uświadomiłem sobie, że STWÓRCA OPIEKOWAŁ SIĘ MNĄ. Ludzie ze stowarzyszenia NIGDY nie oddawali chwały Bogu, ale zawsze jednak odwoływali się do WYŻSZYCH MOCY. Z powodu respektowania tych autorytetów byli pyszni. Teraz poznawali Stworzyciela, Kim naprawdę jest. Ale oczywiście, szatan przedstawiał się im jako posiadający mądrość równą BOGU. On opracował nawet wyobrażenie, że jego królestwo będzie trwało wiecznie. Uświadomiłem sobie, że MOC BOŻA wkroczyła do akcji. Teraz stałem się dzielny. Duch Boży dał mi siłę, bym takim się stał. Wcześniej powiedziałem: „Bóg dał mi siłę. Czułem się silny i gotowy nawet umrzeć dla tych rzeczy, których się właśnie nauczyłem. Tak właśnie się czułem po tych lekcjach biblijnych.

D.H. – Więc wyszedłeś dzielny na kolejną lekcję biblijną w piątkowy wieczór.

R.M. – Tak.

D.H. – Później udałeś się na pierwsze Sobotnie nabożeństwo.

R.M. – O tak.

D.H. – Powiedz nam swoje przeżycie z tego Sobotniego nabożeństwa.

R.M. – Piątkowego wieczoru przed moim wyjściem o godz. 23:00, Cyryl powiedział do mnie: „Czy polubiłeś lekcje biblijne?”. „Ależ bardzo! Tak. Jutro wy dwoje idziecie do kościoła?”. Powiedział: „Tak. Czy chciałbyś iść z nami?”. Powiedziałem: „Tak. Te wieczorne lekcje wkroczyły już w Szabat. Chętnie pójdę, jeśli wciąż będę żył”. Zapytał: „Co masz na myśli, mówiąc te słowa?”. „No wiesz… Gdy wciąż będę żył, przyjdę tu, zrobię to i tamto”. Ja jednak wiedziałem, co znaczyły moje wypowiedziane słowa, tj.: „jeśli wciąż będę żył”. Cyryl powiedział: „Jutro przyjdź wpierw do nas, spędzimy miły czas, idąc razem do kościoła. To niedaleko – kilka bloków stąd”. Powiedziałem: „Dobrze, na pewno spotkamy się jutro”. I poszliśmy do kościoła. Zostaliśmy przywitani, wchodząc, Na ścianach były półki z broszurkami. Podszedłem do nich, przejrzałem kilka i wziąłem parę, umieszczając w kieszeni. Nastał czas szkoły sobotniej. Byłem nią zachwycony.

K.H. Roger, Pan pomógł ci przejść przez ten dzień bez sięgania po papierosy. Jak udało ci się ostatecznie uporać z nałogiem palenia papierosów?

R.M. – Więc powiem wam. Pastor Taylor przemawiał przez dłuższą chwilę. Dochodziła godz. 18:45. Już godzinę wcześniej czułem na sobie niezwykły dyskomfort. Doznawałem niesłychanie silnego pragnienia, by zapalić. Mówiłem do siebie: „Muszę dostać papierosa. Nie jestem w stanie już dłużej wytrzymać!”. Pastor w tym czasie kontynuował mowę. Mówił o tym, o co chciałem właśnie go zapytać. Było to dla mnie trudne. Po wyjściu z kościoła z Cyrylem i Synthią, powiedziałem: „Przykro mi, ale ja muszę zapalić”. W drodze do domu komunikacją miejską, powiedziałem sobie: „Skończenie z tym będzie uczuciem palącym jak piekło na obliczu ziemi. Po chwili powiedziałem: „NIE! Tak nie będzie, ponieważ ja otrzymam pomoc. Dotarłem do swojego mieszkania. Otworzyłem łazienkę, na półce miałem dwa kartony papierosów. Rozpakowałem je. Otwarłem każdą, wrzucając papierosy do muszli klozetowej. Spłukałem wodą. Wówczas uklęknąłem przy małym stole. Była na nim Biblia. Otworzyłem ją i zacząłem czytać – Ukrzyżowanie Chrystusa. Nadmienię, że czytam to dzień w dzień, każdego ranka – już przeszło 45 lat. Mateusz, rozdział 27, wiersze 24 do 54. Bóg pragnie, bym to czytał każdego dnia. Tak czynię. Teraz nawet obudzony w środku nocy, nie muszę zapalać światła, by wiedzieć, co tam pisze. Jest to już w moim sercu. Słowa te pomagają mi ufać i powierzać moje życie opiece Pana Chwały, Który przelał Swoją Drogocenną Krew na Górze Kalwarii, NABYWAJĄC tym czynem PRAWO, aby mnie WYBAWIĆ ze stanu, w którym się znajdowałem, a także ze stanu (wiecznej śmierci), która czeka po śmierci. Taki był koniec mojego nałogu palenia papierosów. Nigdy więcej nie miałem pragnienia, aby zapalić. Powiedziałem, aby wziął ze mnie to pragnienie, kształtując na nowo moje wnętrze. Uświadomiłem sobie, że On jest Stwórcą, więc potrafi stworzyć ponownie.

K.H. – Roger, dochodząc coraz bliżej do ceremonii chrztu – pełnego oddania swojego życia Jezusowi – czy demony chciały jakoś przeszkodzić w zrealizowaniu tej decyzji?

R.M. – Nie musiałem na to długo czekać. Podczas pierwszego tygodnia Duch Boży trzymał demony z daleka ode mnie. Nie miały one do mnie dostępu. Od nocy ze środy na czwartek było to dla mnie oczywiste. Ale już po Sobocie, gdy wróciłem do domu – w sobotnią noc o północy. Zauważyłem kartkę na drzwiach. Była od mojego kolegi Rolanda. On napisał na niej: „To bardzo pilne. Muszę z tobą dzisiaj rozmawiać! Nieważne, czy zadzwonisz do mnie w środku nocy. Ja muszę z tobą rozmawiać, ponieważ my doświadczamy wielkiego nieszczęścia!”. „No cóż” – pomyślałem – „Rolanda musiało coś bardzo zaniepokoić. W rzeczy samej”. Powiem wam teraz o pewnej rzeczy, którą studiowałem tego dnia. Miałem ze sobą książkę, pożyczoną od Cyryla i Synthii. Otworzyłem ją, zacząłem czytać. Była w niej zakładka, kartka przecięta na pół. Otworzyłem książkę w miejscu z zakładką i położyłem na stole. Nagle ta zakładka uniosła się w górę, lewitując. Przemieszczała się po pokoju. Rozumiecie? Nie byłem tym zakłopotany. Wiedziałem, kto to czyni. Zakładka skierowała się ku mnie i zatrzymała się jakieś 30 cm nad moją książką. Następnie zakładka z dużą siłą uderzyła w moją książkę. Ta spadła na moje kolana i niemalże na podłogę. W porę zdążyłem ją złapać. Rozumiecie? Odczułem, że Święci mówią coś do demonów i na tym się skończyło. Zrozumiałem, iż już nie będę rozmawiał z demonami. To przyszło mi na myśl. Wziąłem książkę do rąk raz jeszcze i zacząłem pisać. Wówczas demon wyrwał mi książkę i rzucił nią przez środek pokoju – w ścianę. Zrobił to z niezwykłą siłą. Podjąłem więc decyzję, aby zadzwonić do mojego kolegi Rolanda i zapytać, co u niego. Telefon publicznego użytku znajdował się w hallu. Nie chciałem jednak go użyć. Udałem się za to do restauracji na dole budynku i zadzwoniłem do niego. Zacząłem: „Jak się sprawy mają, Rolandzie?”. „Człowieku!…Och! Czy ciebie nie obchodzi moje życie, Morneau!? Jaki z ciebie przyjaciel?! Już od środy cierpię, chcąc cię spotkać! Byłem u ciebie i czekałem pod drzwiami. O jakiej ty godzinie wracasz do domu?”. „Ja wracam do siebie o północy”. On odparł: „Jesteś w tarapatach! Duch nadzorczy ukazał się najwyższemu kapłanowi w środę wieczorem i zdał mu sprawę o twoim studium biblijnym z grupą chrześcijan”. Ale nie w tym problem, że to byli tylko chrześcijanie. Ty studiowałeś Biblię z Adwentystami Dnia Siódmego! Z ludźmi, których szatan nienawidzi najbardziej na obliczu całej ziemi!”. Jak tyś tego dokonał, angażując się w coś takiego? Czyż nie zależy ci w ogóle na własnym życiu?” Odparłem: „Pewnie, że mi zależy”. „Mało tego” – powiedział… Powiedział mi następnie inne rzeczy, które demony przekazały do wiadomości najwyższemu kapłanowi. Ta rozmowa telefoniczna trwała dłuższą chwilę. W pewnym momencie ja powiedziałem: „A teraz słuchaj… Nie umiem ci wyjaśnić wszystkiego, co u mnie zaszło, tylko przez telefon”. Ja studiowałem wówczas Biblię 4 godziny każdego wieczoru przez cały tydzień. „Może jutro wpadłbyś do mnie, by widzieć się ze mną? Ja powiem ci o swoich powodach, dla których uczyniłem to, co uczyniłem”. Powiedział: „W porządku”. Wyznaczyliśmy poranne godziny niedzieli na nasze spotkanie. Po tym telefonie udałem się do swojego mieszkania. Wówczas stwierdziłem, że muszę się położyć spać. Była już późna godzina. Nie poleżałem długo, a tu nagle światła w pokoju się zapaliły. Wstałem więc i wyłączyłem światła. Wróciłem do łóżka, a tu światła znowu się zapaliły. Powiedziałem sam do siebie: „Nie ma sensu wstawać i wyłączać je kolejny raz, ponieważ znowu się zaświecą”. Zadecydowałem, że będę spał z włączonym światłem. W pewnym czasie rzeczy w pokoju zaczęły się przemieszczać, krążąc po pokoju. Oto obraz z jednej ściany uniósł się, powędrował na inną ścianę i wisiał na niej bez żadnego mocowania. Lampka, którą miałem na stole, uniosła się i stanęła w samym środku pokoju w powietrzu. I ona tam pozostała.

K.H. – Czy przerażało cię to tym razem?

R.M. – Nie, w ogóle nie!

K.H. – Nie, ponieważ ludzie mogą przywyknąć do wielu rzeczy. Można także otrzymać ponadnaturalną siłę od Boga lub szatana. Pan przeprowadzał mnie przez to. Mimo tego wiedziałem, że będę miał potworny bój na swojej drodze. Czułem, że bój będzie. Oni chcieli mnie zniszczyć, bez wątpienia. Po całym tym przedstawieniu, w końcu zasnąłem. Byłem zmęczony i chciałem się wyspać. Powiedziałem: „Panie, błogosław mi, chcę trochę wypocząć od tych duchów”. I tak usnąłem. Demony obudziły mnie około godz. 2-ej w nocy, a później o godz. 4-tej. O 4-tej godzinie usiadłem na łóżku. Włożyłem poduszkę za plecy. Oparłem się o ścianę. Powiedziałem do siebie: „Co ja teraz z tym zrobię? Pan w ogóle nie przegonił tych demonów ode mnie”. Wówczas przyszła mi myśl: „Być może Jezus-Król chce, abym otrzymał od duchów bezpośrednią informację, jak mnie postrzegają”. Powiedziałem do demona: „Chcesz ze mną rozmawiać?”. Demon odpowiedział: „Tak, nareszcie jestem w stanie z tobą rozmawiać. Co ty sobie wyobrażasz, czyniąc to, co czynisz?”. Widzicie, Pan nawet powstrzymywał demony i te nie mogły ze mną rozmawiać. Byłem świadomy, że demony są pod Jego szczególną kontrolą. Wdałem się więc w rozmowę z demonem. Uświadomiłem sobie, że jest to sam duch nadzorczy, ponieważ on powiedział: „Szatan ma kolosalne plany wobec ciebie: sława, zaszczyty, szacunek, bogactwo. Czy nic z tych rzeczy nie ma dla ciebie wartości?”. Powiedziałem: „Demonie, chcę, abyś wiedział, 10 dni temu przyjąłbym twą ofertę, dzisiaj mówisz do byłego spirytysty, który jest już wyedukowany i świadomy realności życia, a w szczególności świadomy realności ŻYCIA WIECZNEGO”. Powiedziałem: „Nie jestem tym zainteresowany”. Zanim jednak powiedziałem, nastała cisza na 2-3 minuty, może nawet 4 minuty. To jest bardzo dużo czasu! – dla duchów. W tym czasie duch nie dawał żadnych odpowiedzi na moje pytania.

D.H. – To tak, jakby on został zupełnie zaskoczony twą odwagą.

R.M. – Tak. Wówczas duch przemówił kolejny raz. Jego głos drżał. Innymi słowy mówiąc, kiedy osoba jest bardzo zdesperowana, w obliczu kryzysowej sytuacji, jej głos zmienia się. To dało mi jasność, że on przechodzi trudne chwile i ma problem z wyrażeniem samego siebie. A ta istota przecież jest bardzo inteligentną indywidualnością. On w końcu powiedział: „Pracowaliśmy długo, całymi latami, aby umiejscowić cię w planie naszego pana – szatana. A ty, co robisz?”. Tego typu słowa poddawał. Powiedział: „W porządku. Ty nie chcesz przyjąć oferty naszego pana”. Powiedziałem: „Zdecydowanie nie!”. On powiedział: „Od teraz ubóstwo będzie cechować twe życie, ale czy uda ci się pozostać wciąż żywym?”. Powiedział: „Wątpię w to, aby tak było. Jesteś straconym graczem”. Powiedziałem: „Wiesz co, duchu? Najwyższy kapłan wspominał o wyższych mocach. Ja teraz przynależę do NAJWYŻSZEJ MOCY. Ja nie muszę się przekomarzać z tobą, albo z twoim panem, albo z innymi duchami, ponieważ wszyscy jesteście przegrani. Ja tu jestem zwycięzcą. Sto milionów lat doskonałego, odrestaurowanego życia, przemienionego lub po zmartwychwstaniu. W doskonałym ciele, jakie dostanę, moje lata będą przeliczane w milionach lat. Biorąc ofertę twojego pana, co z tego będę mieć? Mam 20 lat i nawet, gdybym dożył 100 lat, to i tak – jak możesz to porównywać do owych stu milionów? I będę miał całe złoto, jakie będę chciał, i srebro, które wy mi oferujecie, i więcej, ponad to. Tak więc ja nie jestem już więcej PRZEGRANYM. Jestem ZWYCIĘZCĄ”. Duch powiedział na te słowa: „ZNISZCZYMY CIĘ”. Zaczął się śmiać. To było przerażające. Śmiał się przerażającym śmiechem! Zrozumiałem wówczas, że jest to ten śmiech, jaki był na obliczu NERONA, gdy lwy rozszarpywały chrześcijan w Koloseum. Powiedziałem sobie: „To jest ten rodzaj śmiechu, jaki musiał mieć Neron, gdy lwy rozszarpywały chrześcijan na arenie w Koloseum, w Rzymie.

D.H. – Jak więc ten demon w końcu odszedł, Roger?

R.M. – On wyszedł z takim impetem, że o mało drzwi nie wyszły za nim. On wyszedł przez drzwi balkonowe. Trzasnął drzwiami w ścianę tak silnie, że klamka wbiła się w ścianę.

D.H. – On odszedł tak po prostu, na swoje życzenie?

R.M. – Ja mu rozkazałem. Nakazałem mu w Imieniu Jezusa opuścić moje mieszkanie i nie przychodzić tu więcej!

D.H. – I on odszedł?

R.M. – On odszedł. Wychodząc, trzasnął drzwiami o ścianę. Klamka wbiła się w ścianę. Cyryl to pamięta. Było tam widać w ścianie miejsce po wbitej klamce. Budynek miał może 15 lat, więc ściany były dawno stawiane.

D.H. – Nakazałeś demonowi odejść mocą Krwi Jezusa Chrystusa. On odszedł, trzaskając drzwiami. A ty potem położyłeś się spać?

R.M. – Tak.

D.H. – Następnego ranka odwiedził cię twój przyjaciel Roland.

R.M. – Chciałbym powiedzieć o czymś, co miało miejsce między tymi dwoma wydarzeniami. Obudziłem się rano i mówię: „Czas wstawać”. Miałem Biblię na stoliku. Mój stolik nocny był po mojej lewej stronie od łóżka. Położyłem swoją rękę na Biblii i wówczas zacząłem przerzucać jej kartki w ten sposób. W tym czasie myślałem o wielu rzeczach i nagle otwarłem Biblię szeroko. I znowu zacząłem myśleć, nie zdając sobie sprawy, co właśnie uczyniłem. Wstałem, ubrałem się i popatrzyłem na Biblię. Moje oczy utknęły na 36-37 rozdziale Księgi Proroka Izajasza. Zacząłem to czytać i to było doświadczenie Ezechiasza, gdy Sennacheryb, wielki generał armii Asyryjczyków, obozował w pobliżu miasta Jeruzalem. On mówił do Ezechiasza, aby ten się poddał, otworzył bramy miasta, ponieważ i tak zostaną zniszczeni, jak każdy, kto wcześniej stanął na ich drodze. Byłem tą historią zdumiony i faktem, że Ezechiasz wziął przed Pana do Świątyni list, otrzymany od generała i zaczął go czytać i pytać Pana o radę. Prosił Pana o ochronę i prowadzenie. I zanim wrócił do swojego zamku, Prorok Izajasz przekazał mu wiadomość od Pana. Słowa mówiły, że nadchodzący Sennacheryb zawróci, skąd przyszedł. Ja kocham tę modlitwę, którą Ezechiasz się modlił. To była piękna modlitwa. To od tego momentu ciągle mam wewnętrzne pragnienie, aby obwarować siebie Słowem Bożym. Za każdym razem, kiedy czytam Słowo z Biblii, nawiązujące do mojego stanu, otrzymuję odwagę i siłę. Powiedziałem: „To muszę uczynić – obwarować siebie Słowem Bożym, zapamiętując Je. Zapisałem to sobie. Wziąłem kartkę papieru i podkreśliłem w Biblii na czerwono te wiersze modlitwy Ezechiasza. Zapisałem to także na kartce i włożyłem do kieszeni. Gdy podróżowałem tramwajem, mogłem uczyć się tego na pamięć. Czynię tak już od 45 lat i wciąż mam wiele do nauczenia. Hilda często mnie się pyta: „Czy ty wciąż ćwiczysz pamięć?”. Ja odpowiadam: „Tak”. „Po co ci to? Ty już tak wiele znasz z tej Biblii?”. „Ja potrzebuję więcej. Ja potrzebuję się lepiej czuć duchowo. To było dla mnie tym błogosławieństwem. W tej historii zobaczyłem piękne WYSWOBODZENIE. Wówczas przeczytałem resztę rozdziału. Później ukazany jest Anioł Pana, wychodzący w nocy. Kiedy generał i jego oficerowie zbudzili się rano, rozglądnęli się po obozowisku i zobaczyli, że wszyscy żołnierze są martwi. Udali się do Niniwy i tam pozostali pewien czas. Sennacheryb udał się do świątyni Nisrocha, swojego boga. W czasie oddawania mu czci, jego synowie przybyli i zasztyletowali go. Sami uciekli do ziemi Ararat. Byłem zdumiony tym, co tam przeczytałem. Zostawiłem wówczas swą Biblię otwartą na tej historii, w czasie odprawianego dla Boga nabożeństwa. Biblia była na tym otwarta, gdy mój przyjaciel przybył.

D.H. – Kiedy przybył twój przyjaciel, Roland, ty już zakończyłeś wielbić Boga i przyswoiłeś już historię o Sennacherybie.

R.M. – Tak.

D.H. – Co on powiedział? Czy był wstrząśnięty? Czy był zmartwiony?

R.M. – O, tak! Wstąpił do mnie, usiadł i powiedział: „Nie mogę uwierzyć! Myślałem, że ze wszystkich ludzi ty jeden nie byłbyś w stanie zrobić tak głupiej rzeczy, jak zadzieranie z duchami!”. Powiedział: ‘Ty przecież jesteś inteligentnym człowiekiem. Zgadza się? Wiesz, masz jeszcze wybór. Najwyższy kapłan powiedział mi, że jeśli wrócisz teraz ze mną i zobaczysz się z nim teraz, to NIE BĘDZIE PROBLEMU”. Wszystko zostanie po staremu wobec duchów”. Oni obiecali mu to już. On dostał od nich te pewne słowa. Powiedział: „Wybierzmy więc słusznie. Po co masz igrać z życiem?”. Powiedziałem: „No więc, powiem ci coś. Ja nie mam zamiaru iść do najwyższego kapłana – teraz, ani nigdy!”. Następnie rozmawialiśmy o szeregu innych spraw. On powiedział: „Nie chcę ci tego mówić, ale Ty zdecydowałeś już, że nie chcesz mieć nic do czynienia z szatanem i jego ludźmi. Nie chcę ci tego mówić, ale najwyższy kapłan powiedział mi, że za twoją śmierć została wniesiona zapłata. Lekarz, którego pamiętasz (podał mi jego imię), wyłożył 10 tysięcy dolarów, aby cię załatwiono”.

D.H. – Jak się poczułeś, wiedząc, że zapłacono za twoją śmierć?

R.M. – To zaskoczyło mnie lekko, ale byłem przygotowany na coś gorszego. Tak więc nie przejąłem się tym więcej. Duch Boży dodawał mi siły.

D.H. – Czy obecność Ducha Bożego była odczuwalna dla Rolanda na tym spotkaniu?

R.M. – Tak, w czasie rozmowy on zrozumiał, że traci pozycję. Zaczął być bardzo zdenerwowany. Wstał i podszedł do drzwi. Położył dłoń na drzwiach i tak rozmawialiśmy. Powiedział : „Morneau, proszę cię, jeśli nie przez wzgląd na siebie, zrób to dla mnie! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co się stanie ze mną, jeśli tobie się coś przydarzy? Ja nie wiem, jak oni mnie potraktują”. Powiedziałem: „Słuchaj, stary, powiem ci coś. Mam dla ciebie sugestię. Chodź ze mną. Gwarantuję ci całą ochronę, jakiej ci potrzeba. Dożyjesz sędziwego wieku. Ponadto powiem ci coś: wróć i powiedz najwyższemu kapłanowi i wszystkim chłopakom, aby przyszli do naszego kościoła! Ja niezwłocznie zaaranżuję u pastora spotkanie dla 100 osób w środkowym rzędzie!”. Poczułem się, że składam im zaproszenie. On powiedział: „Ja nigdy nie powiedziałbym podobnej głupiej rzeczy!”. Powiedziałem: „To jest twoja odpowiedzialność”. Powiedziałem: „Tak więc temat skończony!”. Wyciągnął papierosa. Jego dłoń drżała, gdy go trzymał. Powiedziałem: „Jesteś z lekka zdenerwowany. Powiedział: „ Powiem ci, dlaczego – jest tu MOC, OBECNOŚĆ, do której nie jestem przyzwyczajony. Czuję się tu bardzo nieswojo. Jest tu moc, która powoduje we mnie dyskomfort”. Powiedziałem: „Wiesz, co to jest? To jest obecność Ducha Bożego, Ducha Stwórcy, Darczyńcy Życia”. Powiedziałem: „Każda inna moc jest poddana wobec tej NAJWYŻSZEJ MOCY. Ty czujesz przed NIĄ lęk”. „O, tak!”. On zaczął mieć dość tej MOCY i powoli wychodził.

D.H. – Powiedział, że za twoją śmierć już zapłacono. A ty jak mu na to odpowiedziałeś? On był zdenerwowany, a jednak powiedział ci, że to ty podążasz Doliną Cienia, Morneau. Jak na to odpowiedziałeś?”.

R.M. – Powiedziałem: „Mój przyjacielu, mam dla ciebie informację, nie tyle dla ciebie, co do najwyższego kapłana”. I teraz Duch Boży dał mi specjalne oświadczenie sprawiedliwości do powiedzenia. Kiedy usłyszałem, że zostanę z ich rąk zabity, powiedziałem: „Słuchaj, mam pewną wiadomość dla najwyższego kapłana i jego chłopaków: dzień, w którym będą chcieli mnie zabić, będzie dniem, w którym Stwórca odbierze życie im wszystkim, za wyjątkiem najwyższego kapłana. I wówczas będą mieli same trupy w świątyni. Powiedz najwyższemu kapłanowi: nie zamawiaj trumien, ponieważ oni nie będą mieli tylu…

D.H. – Trumien?

R.M. – Nie, no tych…, karawanów.

D.H. – Och, karawanów z końmi!

R.M. – …„Lepiej będzie, jeśli zadzwonisz do straży pożarnej w Montrealu, aby całą setkę wynieśli w trumnach”. Powiedziałem, że to właśnie będzie mieć miejsce, a on powiedział: „Jesteś głupcem!”.

R.M. – Powiedziałem: „Tak myślisz? Pozwól, że pokaże ci coś”. Wziąłem do rąk Biblię i powiedziałem: „Opowiem ci pewną historię”. „Mów, byle krótko, bo wychodzę!”. Odparłem: „Wysłuchaj tego! Przeczytałem to dziś rano. To o człowieku, Ezechiaszu, ufającemu Stwórcy – setki lat temu. Wyjaśnię ci, co mu się przydarzyło: Sennacheryb przybył ze swoją armią – tak zaczyna się ta historia – Ezechiasz udał się przed Oblicze Pana, by modlić się w tej sprawie. A Pan odpowiedział: „Sennacheryb wróci drogą, którą przybył”. I w czasie tej nocy 150 tysięcy wojowników Sennacheryba zostało zabitych z ręki Anioła Pana”. Powiedziałem: „Ty mi nie mów, że ja nie wiem, co mówię!”. Powiedziałem: „Mogę cię zapewnić, że jeśli oni mnie zabiją, to wszyscy i tak poginą. Stwórca odbierze im dech życia” – czułem niesamowitą pewność tego. Była to dla mnie ochrona. Wierzę, że Bóg zabezpieczał me słowa.

D.H. – Jak więc zareagował na tę historię?

R.M. – On powiedział: „Tracę tu tylko swój czas, lecz zanim odejdę, nie mam zamiaru nawet uścisnąć twej dłoni. Ty już nie jesteś moim przyjacielem”. Powiedziałem: „Rób po swojemu!” „A jeśli kiedyś się jeszcze spotkamy, gdziekolwiek w mieście Montrealu, to nie waż się spojrzeć na mnie, jak gdybyś mnie znał, ponieważ ja i tak cię zignoruję i zawstydzę cię, gdziekolwiek będziemy!” – powiedział. Odpowiedziałem: „W porządku. Z tym nie będzie w ogóle problemu”.

…….

D.H. – Roger zwierzył się wam z tego, że grupa czcicieli demonów, której był członkiem w Montrealu, jest bardzo niezadowolona z jego poczynań, jak również demoniczne moce są oburzone, iż studiuje on z Adwentystami Dnia Siódmego.

Cyryl i Syntia Grosse – Zgadza się.

D.H. – Czy on kiedykolwiek nadmienił, że z tego tytułu może grozić wam jakieś niebezpieczeństwo?

C.G. – Wspomniał o pewnym wydarzeniu, które mnie zaniepokoiło. Powiedział, że odebrał telefon od kogoś z orientacji i ci ludzie grozili naszemu życiu. Znali nas z osobna po imieniu. Oczywiście, nikt Rogera nie śledził. Musiałem przyznać, że moce demoniczne były w stanie przekazać szczegóły i nasze nazwiska ludziom z organizacji. Następnie miały miejsce pewne wydarzenia, które w moim odczuciu były zainicjowane przez demoniczne moce.

D.H. – Synthio, było pewne wydarzenie, niepokojące dla ciebie i Cyryla. Roger był także nim przejęty. Na krótko po lekcjach biblijnych, wybuchł w waszym mieszkaniu ogień. Opowiedz o tym!

S.G. – Więc krótko po lekcjach biblijnych siedzieliśmy w dużym pokoju. Mieszkaliśmy wówczas z moim ojcem. To był pokój sporych rozmiarów. Siedzieliśmy tam, no co przybył mój brat, który miał pewne problemy. Oni chcieli zmyć jakiś brud z części garderoby płynem do czyszczenia. Mój brat zasugerował, że ta ciecz nie powinna być palna i że on to sprawdzi. Sprawdzi, czy ona będzie się palić, czy nie. Być może z racji tego, że był to wielki pokój, wydawało mu się, że opary nie będą bardzo stężone, więc on zadecydował, by zapalić zapałkę. Przypuszczam, że opary nie opadły na podłogę, tylko znajdowały się na wysokości, na której my siedzieliśmy. Opary zamieniły się w ogień, który rozszedł się po pokoju. My siedzieliśmy, a on palił się na wysokości 90cm nad podłogą.

D.H. – Opary zamieniły się w ogień?

S.G. – W ogień. Zamieniły się w ogień. Podłoga nie nosiła śladów po ogniu. Ogień pojawił się 90cm nad podłogą. Nagle patrzę, a wszyscy gdzieś znikli. Cyryl, jak się później okazało, szedł do piwnicy, by przynieść koc. A mój brat gdzieś znikł. Ja zostałam i udałam się w głąb pokoju, w stronę okien, które były na przedniej ścianie budynku. Pomyślałam: „Ten ogień sam nie zgaśnie, więc lepiej, bym coś uczyniła”. Wskoczyłam na krzesło (krzesło obrotowe), tym sobie nie pomogłam. Do okna było 90cm ode mnie. Mieszkaliśmy na 3 piętrze. Chciałam zeskoczyć przez to okna na balkon, znajdujący się poniżej – na drugim piętrze. Był to balkon małych rozmiarów. W tym czasie zasłony, po obu stronach okna, były trawione przez ogień. Pomyślałam sobie: „Lepiej nie, możesz minąć się z tym balkonem i upaść na chodnik w dole”. Pomyślałam: „To się nie uda”. Zostałam więc w tym miejscu i po prostu sparaliżował mnie strach. Jedyny proces, jaki był czynny w mej głowie, to wołanie do Pana: „Panie, ja nie chcę umierać! Wzięłam ślub rok temu. Moje całe życie jest przede mną. Jeśli widzisz, jak mogę stąd uciec, proszę, dopomóż mi jakoś!”. Czekałam, a odpowiedź nie przyszła. I wkrótce ktoś jakby uderzył mnie i spadłam z krzesła na podłogę. Ktoś powiedział: „Skacz teraz!”. Te słowa nie spowodowały we mnie żadnych pytań, czy wątpliwości, ani racjonalizacji. Ugięłam się, by przygotować się do dłuższego skoku. Byłam w części pokoju oddalonej od drzwi o minimum 250cm. Przykucnęłam. Między mną a drzwiami stało radio (wraz z lampką), ustawione na podwyższeniu. Gdy ja przykucałam do tego skoku, nagle znalazłam się na zewnątrz pokoju, następnie pojawił się na korytarzu Cyryl wraz z kocem. Ja nie pamiętam, w jaki sposób znalazłam się tam.

D.H. – Tak, jakbyś została przeniesiona.

S.G. – Tak, przeniesiona.

D.H. – Co działo się dalej w waszym dużym pokoju?

S.G. – Puszka z benzyną, nie! – to była nafta. Ta puszka znajdowała się tuż przy krześle. Zaraz po tym, jak tylko wyskoczyłam z pokoju, strumień ognia wydobył się z puszki i strzelił idealnie w sufit, osmalając go. Moje włosy były popalone. Miałam poparzoną twarz wokół oczu, także na czole. Spaliło mi brwi. Cyryl, zaskoczony, pytał: „Jak udało ci się wyjść z tego pokoju?!”. W tym czasie pokój już cały był w ogniu. Odpowiedziałam: „Nie mam pojęcia, modliłam się”. Byłam cała. Nie trzeba było już wówczas koca.

D.H. – Pan odpowiada na nasze modlitwy bez względu na to, co szatan planuje wobec nas. Nieprawdaż?

S.G. – Po tym wydarzeniu z ogniem przeprowadziliśmy się. Byliśmy gotowi przybyć do USA. Wyprowadziliśmy się daleko i zamieszkaliśmy z irlandzką rodziną, we francuskiej dzielnicy – oni uwielbiali czas wspólnych posiłków. My jednak nie chcieliśmy się zbyt zaaklimatyzować, ponieważ wiedzieliśmy, że wkrótce i tak wyjedziemy z kraju. Oni okazali się bardzo miłymi ludźmi. Niemniej jednak w czasie naszego pobytu wydarzyło się szereg dziwnych przypadków. Pewnego razu, gdy odmawialiśmy modlitwę przed pójściem spać, nagle drzwi zaczęły same trzaskać. Okiennice unosiły się i opadały i wiał wiatr. To nas przerażało. Tak więc każdego dnia szliśmy do łóżka, mając pod poduszką Biblię. Gdy zapalaliśmy światło, wszystko w momencie ustawało. Tak, jakby te moce oczekiwały na ten ruch. Tak działo się przez kilka tygodni. Później inna rzecz się wydarzyła. Dochodziły nas odgłosy tłukących się naczyń, wypadających z segmentu, odgłosy szorowania podłogi szczotką. Także szereg innych rzeczy. Ja byłam tym przerażona, nie chciałam tam zostać.

K.H. – Czy to działo się w czasie tych lekcji biblijnych, czy nieco później?

C.G. – Nie, stało się to po lekcjach. Wiele z tych rzeczy przydarzyło się nam w tym czasie. Trwało to przez kilka miesięcy.

D.H. – Byliście więc dręczeni przez moce demoniczne kilka miesięcy – za waszą rolę w przyprowadzeniu Rogera do poznania biblijnych prawd. Jak to się zakończyło?

C.G. – Moce ciemności tak naprawdę nie dają za wygraną. Jedyny sposób, aby powstrzymywać ich działania, to modlitwa na kolanach. Nie sądzę, by ktokolwiek był odporny na problemy, powstałe na skutek działalności sił diabelskich. Diabły czynią starania przeciw nam przez cały czas. Diabeł wie, iż jego czas jest krótki (1P 5,8). Nie można być skłonnym, by powiedzieć, że on przestał działać. Kiedy tylko tak ci się wyda, wiedz, że on nadal działa. My wciąż dzisiaj borykamy się z pewnymi uciskami, za którymi stoi szatan. Wiele błędów, które popełniamy lub myślimy, że popełniamy, w większości przypadków, zostały na nas zastawione. Dlatego nasz Pan pragnie, abyśmy się modlili bez ustanku (1 Tes 5,17).

D.H. – Czy był kiedykolwiek taki moment, w czasie tych trudnych chwil opresji demonicznych, że skłonni byliście pomyśleć, iż nie warto było pomagać Rogerowi?

C.G. – Nigdy! Nie! Nigdy! Powtórnie uczyniłbym to samo w razie zaistnienia podobnej sytuacji. Życie tutaj nie jest tak bardzo ważne, jak cała wieczność. Nie można odrzucić innej duszy z powodu własnych obaw lub braku odwagi. Nie było takiego czasu, bym chciał postąpić inaczej.

D.H. – Po tym, jak demon opuścił cię sobotniej nocy, czy zdarzały ci się w kolejnych miesiącach podobne zachowania z ich strony? Czy niepokojenie zakończyło się tak po prostu?

R.M. – Więc ich próby niepokojenia mnie nie zakończyły się natychmiast, tej nocy. Każdej nocy duchy stukały w ściany, w drzwi, tak iż budziło mnie to 2-3 razy w ciągu nocy. Duchy starały się sprowokować mnie do wszczęcia z nimi rozmowy. Pan nie zezwalał im na dręczenie mnie, za wyjątkiem kuszenia mnie, bym wszczął z nimi rozmowę. Stwórca daje nam wolność wyboru. Możemy wybrać dobro lub zło. Rozumiesz? Te decyzje obejmują twój zakres działań. To jest wolność, którą On nam dał. To piękne posiadać wolność wyboru. Oczywiście, przeciwnik Boży mówi: „Hej! Chcę mieć do niego przystęp! Przynajmniej pozwól mi, bym mógł pukać w jego drzwi! Jeśli on odpowie, wówczas straciłeś go, będzie mój!”. Ja byłem świadom tych rzeczy. To ciągnęło się przez 6 miesięcy. Duchy stukały każdej nocy.

D.H. – Zastanawiałeś się, dlaczego one wciąż czynią te starania?

R.m. – O, tak! Powiedziałem: „Dzięki Ci, Panie, że zezwoliłeś im tylko na to!”. Wiesz przecież, one zapewne pragnęły, by zawalił się na mnie sufit lub cały budynek. Ale ja myślałem nad tym i doszedłem do wniosku, że jest to rodzaj ciernia dla mojego ciała. W 2 Kor 12,7-9 Paweł mówi: ”Na skutek wielkiego objawienia Boga, został mi dany oścień w ciele, jakby wysłannik szatana policzkujący mnie, abym nie wynosił się ponad miarę”. Ludzkie upadłe serce po prostu kocha myśleć dobrze o samym sobie, być dumne, próżne, grzeszyć przeciw swemu Stwórcy. Apostoł Paweł mówi: „Będę się modlił w tej sprawie”. Dalej mówił: „Pytałem Pana 3 razy w tej sprawie”. Pan mu odpowiedział: „Moja łaska jest dla ciebie wystarczająca. Ponieważ Moja siła objawia się perfekcyjnie w słabości”. Czyż to nie piękne? Apostoł mówi dalej: Dlatego mam upodobanie w swoich słabościach, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa”. Ja powiedziałem to samo do Pana: „Panie, jeśli chcesz, by te duchy ścigały mnie przez resztę życia, stukając i budząc mnie, niech tak będzie! To jest minimum, które ja mogę znieść”.

D.H. – Więc kiedy to się urwało?

R.M. – Na jednym spotkaniu modlitewnym, usługujący zapytał, jak się mają sprawy w moim życiu duchowym. Odpowiedziałem: „Nie może być lepiej”. „Cieszę się za ciebie” – odpowiedział. To miało miejsce już na końcu spotkania modlitewnego, gdy wszyscy wychodzili. On zapytał: „A masz nadal problemy z duchami?”. „Z duchami tak, one próbują cały czas nawiązać ze mną komunikację! Pukają do mnie każdej nocy”. „Tak czynią?” – odparł. „Jak możesz to znieść? – zapytał. „Nie ma na to sposobu”. „O, nie, nie! Zaczekaj chwilę. To moja wina, nie powiedziałem ci tego”. Powiedział: „Duchy mają otwartą drogę do ciebie. Bóg jej nie może zamknąć tak długo, jak masz u siebie literaturę lub rzeczy, nawiązujące do kultu demonów. Masz u siebie coś z tych rzeczy?”. „O, tak! Mam 3 książki . Mam także kadzidła i świece”. On powiedział: „Pozbądź się tego wszystkiego, a duchy nie będą cię już nachodziły!. Ja jestem tego pewien”. Uczyniłem dokładnie to, co on powiedział. Wszystko ustało całkowicie. Dzisiaj ja jestem błogosławieństwem dla innych. Kobieta napisała do mnie z Californii. Napisała: „Bardzo pilnie potrzebuję twego numeru telefonu. Muszę z tobą pomówić, nie mogę tylko pisać. Ja nie mogę ci wszystkiego wyjawić w listach” – napisała – ”Ja potrzebują bardzo twej pomocy, ponieważ jestem dręczona przez demony”. Otrzymałem ten list i natychmiast… W liście był jej numer telefonu, napisała, bym do niej wykręcił, nagrał się na sekretarkę, a ona oddzwoni. Ona była wiedźmą. Nie odbierała przychodzących połączeń. Dzwoniący zawsze nagrywali się na automatyczną sekretarkę. Później ona oddzwaniała, więc ja do niej zadzwoniłem. Ona wyjawiła mi, z czym ma do czynienia. Powiedziała: „Musisz mi pomóc! Po prostu musisz mi pomóc!”. Rozumiesz? Jej nikt inny nie mógł pomóc.

D.H. – To nie była prośba, lecz żądanie.

R.M. – Tak. Powiedziała: „Musisz mi pomóc, bracie Morneau. Usługujący w kościele na miejscu, nie potrafią mi pomóc. Nawet przewodniczący konferencji myśli, że jestem pomylona. Czyż to nie smutne?”. Zapytałem: „A co dokładnie jest problemem?”. Wówczas ona powiedziała: „Próbuje czytać Biblię. Duch unosi Biblię i rzuca nią o ścianę przez środek pokoju. Kiedy czytałam twoją książkę, uzmysłowiłam sobie, że dzieje się u mnie to samo. To to samo zachowanie”. Powiedziała: „ Ja jestem podrzucana na łóżku o 3-ej w nocy, wznoszona w górę i upuszczana na łóżko”. Dalej powiedziała: „Rzeczy przemieszczają się po moim domu. Słyszę głosy męskie piętro niżej, a tam nikt nie mieszka. Drzwi same otwierają się i zamykają. Wracam sprawdzić je i są zamknięte na zamek. Okiennice same się otwierają i same zamykają”.

D.H. – Więc co jej powiedziałeś?

R.M. – Powiedziałem: „Jest pani dręczona przez demony”. „Co możemy z tym zrobić? Mój pastor nawet nie chce ze mną o czymkolwiek rozmawiać. On podchodzi do mnie: ‘Jak się siostra ma?’, przy czym stara się jak najszybciej nawiązać rozmowę z kim innym. Ja wręcz nie mogę mu powiedzieć o problemach, jakie miałam np. w zeszłym tygodniu”. Powiedziałem: „Z Bożym błogosławieństwem pani problemy będą rozwiązane”. Dałem jej wskazówki, jak ma tego dokonać.

D.H. – Jakie były te wskazówki?

R.M. – Powiedziałem: „Teraz będziesz musiała zrobić coś bardzo szczególnego, w porządku?”. ”Ja uczynię wszystko, co będzie trzeba, co tylko powiesz zgodnego z wolą Pana”. Powiedziałem: „Będziesz musiała zaznajomić się z mocą Krwi Jezusa, by zwalczyć demoniczną zwierzchność. Ta Krew daje wybawienie. On może zrobić coś dla ciebie, jeśli wpierw ty sama sobie pomożesz. Poza ofiarowaniem ci wieczności, On może wybawić cię od aktualnego ucisku, ale zanim to nastąpi, powiedz mi, czy kiedykolwiek w ostatnich dwóch latach… ”. Ona powiedziała: „Byłam już dręczona 10 lat temu. Po pewnym czasie ustąpiło, 2-3 lata temu powróciło i jest nadal”. Powiedziałem: „Masz do czynienia ze skazą, duchowym splugawieniem. Duchy mają do ciebie bezpośredni dostęp. Bóg nie może w aktualnej sytuacji ci pomóc, ponieważ w swoim domu trzymasz coś, co należy do osób uwikłanych w komunikowanie się z rzekomymi duchami zmarłych, faktycznie upadłymi aniołami. Czy ktokolwiek z twych znajomych może być uwikłany w seanse spirytystyczne?”. „Tak, pewna niewidoma kobieta. Opiekowałam się nią przez ostatnie lata, chodząc do niej 3 dni każdego tygodnia. Ona podarowała mi swój szalik, dała mi Biblię, kilka innych rzeczy. Zapytała: „Czy ty myślisz, że te rzeczy mogą powodować te manifestacje?”. Ona powiedziała mi o tej starszej kobiecie, niewidomej kobiecie. To było to. Ta staruszka nie chciała mieć u siebie Biblii, ponieważ ta Księga przysparzała jej kłopotów. Niewidoma staruszka w modlitwie rozmawiała ze swą matką, zmarłą matką. Matka powiedziała jej: „Ta Biblia przysparza ci kłopotów, pozbądź się jej”. Staruszka więc zapytała moją rozmówczynię: „Czy chcesz może tę Biblię?”. Moja rozmówczyni powiedziała: „Ja mam już jedną”. Staruszka odparła: „Musze ją komuś dać, weź ją”, więc ona wzięła tę Biblię. Kiedy wniosła Biblię do domu, wówczas wszystko się zaczęło. Wówczas duchy wprowadziły się do niej na dobre. Następnie staruszka dała jej szal i kilka innych rzeczy.

D.H. – Ty powiedziałeś jej, żeby pozbyła się tych rzeczy?

R.M. – Tak, zgadza się. Ja rozmawiałem z nią o 22-ej wieczorem. Ona oddzwoniła do mnie. Wcześniej nie było jej w domu. Ona właśnie wróciła od swojej siostry. Przejechała 50 km i wróciła na godz. 22.00, późnym wieczorem. Powiedziałem jej: „Chcesz dzisiaj pewnej rady? Więc weź wszystkie te rzeczy i przenieś je do garażu. Następnie usiądź, weź swą Biblię i zacznij czytać Mt 27,24-54 – Ukrzyżowanie Chrystusa. Czytaj to z wielkim zrozumieniem i módl się o to ze szczerą chęcią. Przeczytasz te 30 Wersetów od 24 do 54. Wówczas pomówisz o tym z Panem. Twe problemy zakończą się”. I tak się stało. Zadzwoniła do mnie następnego dnia. Pierwszy jej telefon odebrałem późnym wieczorem w sobotę. Następnego dnia zadzwoniła, by powiedzieć, że nie ma już problemów. Odgłosy i dręczenia po prostu ustały i nie powróciły, lecz jeden jedyny raz później zadzwoniła i powiedziała: „Jest problem. Słyszę znowu chodzenie”. „Ach, tak” – odpowiedziałem. „A czy na pewno wszystko wyniosłaś z domu, tak jak ci powiedziałem, byś uczyniła?”. Powiedziała: „Tak, ale zastanawia mnie pewna sprawa. Jakiś czas temu umawiałam się z pewnym mężczyzną po śmierci mojego męża”. Kilka lat po śmierci jej męża ktoś zapoznał ją z tym mężczyzną. Przez kilka miesięcy spotykali się razem, lecz on zdecydował, że nigdy nie zostanie Adwentystą, ponieważ pokłada zaufanie w nieśmiertelność dusz po śmierci ciała. Jego kuzyni wierzyli w to, on ich wspominał. Ten mężczyzna pozostawił u niej notę kredytową. Zapytałem: „Więc masz te jeszcze u siebie?”. Odpowiedziała: „Tak”. Powiedziałem: „Pozbądź się tego. Wynieś to z domu, umieść w garażu. Nie miej tego u siebie!”. Zrobiła tak. Następnie zadzwoniła, mówiąc: „Wszystko jest w porządku”.

D.H. – „Chcesz powiedzieć, Roger, że jeśli osoba jest spirytystą lub jest uwikłana w jakąś formę spirytyzmu i podaruje coś komuś, co trzyma w swoim domu, to ta rzecz daje duchom prawo do

R.M. – Drogę, to otwiera drogę. Tak. Wielu ludzi obawia się, by ktoś nie rzucił na nich klątwy, np. by ktoś nie wziął kosmyka ich włosów lub czegoś, co należy do nich i przy pomocy tego nie rzucił klątwy. Takie rzucanie klątw, to bujda. Władca podejmuje kroki przeciwko tym absurdalnościom. Ale… Gdy spirytysta lub ktoś uwikłany w jakąkolwiek formę czczenia demonów, podaruje ci cokolwiek, a ty wniesiesz to do domu, duchy mają otwarty wstęp do twego domu w pełnym wymiarze czasowym. Władca nie może ci pomóc. Przykro mi to mówić.

D.H. – On może ci pomóc, jeśli ty czynnie usuniesz te rzeczy?

R.M. – Tak, zgadza się, dokładnie.

D.H. – Ale to nie znaczy, że on ich nie trzyma w szachu, ponieważ oni miłują niszczyć.

R.M. – Natknąłem się na wielu ludzi, wśród piszących do mnie, z których wypędzano demony za pośrednictwem jednej ze służb, uwalniających od demonów. Pisała do mnie jedna kobieta. Minęło 10 lat od uwolnienia jej od demonów. Zajęło to 13 godzin. Ludzie ci modlili się, mówili do duchów, by je z niej wyrzucić. Było w niej ok. 100-150 demonów. Wiara tej osoby została kompletnie zniszczona… Kompletnie zniszczona. Chcę ci przybliżyć: są dwie różne grupy ludzi, którzy wyrzucają demony.

D.H. – Masz na myśli egzorcyzm, wyrzucanie demonów?

R.M. – Wyrzucanie demonów z ludzi. U Afrykanów, w ich religii istnieje egzorcyzm. I to istnieje także w dzisiejszych religiach chrześcijańskich. Z tych to religii ludzie mówią: „Jeśli masz w sobie strach przed tym lub tamtym, to masz w sobie demona strachu, więc tym, co uczynimy dla ciebie, będzie wypędzenie tego demona strachu z twego wnętrza”. Gdy te potencjalne osoby dadzą posłuch nauczaniu tych ludzi, pastorów…

D.H. – W te służby uwikłani są zarówno mówcy, duchowni.

R.M. – Tak, zdecydowanie tak. To dlatego jest to takie smutne. Ci ludzie w czasie kazania w kościele przytaczają fakt, że wielu z tutaj znajdujących się ludzi zapewne ma w sobie demona i te osoby o tym nie wiedzą.

D.H. – Czy to możliwe, by być opętanym przez demona, nie wiedząc o tym?

R.M. – Więc… nie. Jeśli nie jesteś chrześcijaninem. Jeśli poddajesz swoje życie dzień w dzień Chrystusowi – dzień za dniem, wówczas nie martwisz się demonami. One nie wejdą w twe życie. Jednak mają miejsca przypadki, gdzie mówca przytacza szczegóły uwolnienia ludzi z demonicznych opresji. Mówi o przypadkach uwolnienia od 100 demonów, które wymagały 10 godzin modlitw i zmagań się z duchem, by go wyrzucić. W czasie takiego kazania, wiele zgromadzonych tam osób przybyło z pewnymi problemami. Np.: pewien mówca wspominał: „Jeśli ktoś z tu zebranych ma pewien typ alergii, to on jest opętany przez ducha”. Pewna biedna siostra powiedziała: „Wierzyłam, że jestem opętana przez demona, lecz jeśli Jezus nie może mnie uchronić przed tym opętaniem, to cóż to za Bóg?”. Taka myśl przyszła jej do głowy. Ona o tym myślała.

D.H. – W rzeczywistości te domniemane służby uwalniające spod więzów demonów nawiązują wprost do okultyzmu.

R.M. – One są niebezpieczne. W Mt 7,22-23 Władca mówi słowa: „Tego dnia wielu powie do mnie, Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w Twoim Imieniu?. Czy w Twoim Imieniu nie wypędzaliśmy demonów i w Twym Imieniu nie czyniliśmy wiele cudownych rzeczy i cudów?”. Władca odpowie im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie, wy, dopuszczający się nieprawości!”. Te słowa są bardzo silne w wydźwięku. Kierowane są do pewnych jednostek, pastorów, mówców. Ma tu miejsce niewyobrażalne zasięgiem wyniszczenie chrześcijaństwa za pośrednictwem tych służb. One robią wielką ujmę Chrystusowi.

D.H. – Co właściwie jest problemem u tych służb uwalniających od demonów?

R.M. – Osoby, które są zaangażowane w tego typu służbę, gdzie prowadzą rozmowę z duchami w trakcie ich wypędzania

D.H. – Te osoby prowadzą rozmowę z duchami, pytają o ich imiona.

R.M. – Tak. Te osoby kompletnie zatraciły zasługę Chrystusa. Pozbawiły się Krwi Odkupienia. Mniemają, iż pełnią uczynki Chrystusa, a czynią dzieło diabła. Oni degradują u ludzi zaufanie do Chrystusa. Pewna kobieta dzwoni do mnie każdego tygodnia. Od półtora roku dzwoni w piątkowy wieczór lub w niedzielę. Ona jest komentatorką. Dzwoni od momentu pojawienia się mojej książki pt.: „Niesamowita moc modlitwy”. Z tej kobiety wyrzucono demony. Jej wiara jest tak niska, że jestem zdziwiony, jak w ogóle ona jest w stanie utrzymać się przy życiu, wierząc Jezusowi. Ona zadzwoniła pewnego razu o godz. 22:30 na Gwiazdkę. Podniosłem telefon, powiedziała: „Bracie Morneau, muszę z tobą pomówić, przepraszam, że wydzwaniam tak późno. Następnie zaczęła płakać. Powiedziałem: „Proszę pani, w czym jest problem?”. Dopiero wówczas była w stanie się otrząsnąć. Powiedziałem wówczas: „Myłam naczynia godzinę temu, gdy wtedy męska dłoń spoczęła na moim lewym ramieniu. Momentalnie odwróciłam się, a tam nikogo nie było”. Powiedziała: „Ten sam duch próbuje wykręcić mi koła, gdy jadę samochodem drogą”. Zdarzyła się taka sytuacja, gdy nie mogła zapanować nad kołami samochodu. Podjechała do mechanika i powiedziała: „Coś jest nie tak z moim samochodem”. Mechanik przyjrzał się i powiedział: „Tak, ma pani wykręcone śruby w przednim kole”. Przykręcili je mocno. Ona wsiadła do samochodu. Miała 5 śrub w kole. Odjechała. Po przejechaniu mili, to samo stało się z kołem w tyle samochodu. Podjechała do mechanika, ten stwierdził: „W tylnym kole śruby są wykręcone”.

D.H. – Z tej kobiety niegdyś wyszły setki diabłów?

R.M. – Tak. Więc ona powiedziała: „Co ja mam czynić?”. Powiedziałem: „Zrobisz, co będziesz musiała. Umocnij się przymierzem od Boga, Chrystusa”. Następnie moim zadaniem było odbudowanie zaufania w moc Stwórcy. Wspomniałem o wydarzeniach z Listu do Kolosan. O przeobrażającej mocy Chrystusa. O tym, że my w Nim jesteśmy pełni. Że On jest Głową dla wszystkich zwierzchności i mocy. To On stworzył ich wszystkich. W każdym bądź razie ta kobieta powiedziała do mnie: „Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli będę telefonowała do ciebie każdego tygodnia? Czuję, że gdy z tobą rozmawiam, wzmaga się we mnie wiara w zasługi Krwi Jezusa Chrystusa. Po takiej rozmowie przybywa mi sił na cały dzień”. Następnie powiedziała: „Jeśli nie zadzwonię do ciebie, to w połowie kolejnego tygodnia czuję, że umieram”. Ona jest odpowiedzialną osobą. Powiem tyle. Pracuje na wysokim stanowisku w rządzie, dobrze płatnym. Bardzo dobrze wyedukowana. Piękna osoba o pięknym intelekcie. Mimo to jednak powiedziała: „Nie dam rady wyjść z tego”. Powiedziałem: „Wyjdziesz z tego, siostro, nie martw się”.

D.H. – Co jej zaleciłeś?

R.M. – No więc, nie będę wyjawiał tego, ponieważ jej sprawa była bardzo złożona.

D.H. – Miałeś kilka przypadków ludzi na skraju sił duchowych. Pracowałeś z tymi ludźmi bardzo ostrożnie?

R.M. – Tak.

D.H. – Niektórzy z nich stali się wrakami, uczestnicząc w służbie wypędzania demonów. To ważna kwestia.

R.M. – Tak. Gdyby sprzedawca z supermarketu powiedział im, że są opętani, nie byłoby problemu. Lecz kiedy usługujący pastor, głoszący Ewangelię, staje za pulpitem, mówiąc: „Jeśli macie określone strachy, obawy… Jesteście bez wątpienia opętani przez demona”. Gdy ta informacja dotrze do umysłu, człowiek może zastanawiać się: „Jakiego to mam Zbawiciela, Który nie może uchronić mnie od bycia opętanym przez demona!?”. Moc sugestii, jak wiemy, jest największą mocą na ziemi, znaną człowiekowi. Aleksander Wielki podbił świat, używając mocy sugestii. On nie chciał za wiele używać wojska. Powiedział: „Armii będę używał w ostateczności. Będę używał mocy sugestii” – powiedział. Oni otaczali miasto. Mieli specjalnych mówców. Ci każdego ranka i wieczora wygłaszali przesłanie. Przesłanie do ludzi, znajdujących się w mieście. Wzywali ich, by ci poddali się, bo i tak żywi z tego nie wyjdą. Tym sposobem poddawali umysły ludzi osłabieniu – na skutek powstałego w nich wyobrażenia o nadchodzącej klęsce. Wówczas tych ludzi ogarniały negatywne odczucia. Łatwo im było powiedzieć: „Poddajemy się, nie damy im rady!”. Z historii wiemy, że on zwojował świat nie mieczem, lecz słowami, których używał. Słowami, które wypowiadali jego mówcy. Moc sugestii jest największą mocą na ziemi, znaną człowiekowi. Tę technikę zapoczątkowali wyuczeni ludzie. Kiedy pastor wygłasza zza pulpitu przesłanie typu: „Nawet jeśli jesteś chrześcijaninem, możesz być opętany i bez wątpienia jesteś opętany”. Taka osoba wyniszcza zupełnie wiarę w Zasługi Krwi Chrystusa. Gdy wiara sięgnie zupełnie dna, wiecie, co wówczas może się stać? Demony mogą po prostu wejść do człowieka. Mają wówczas otwartą drogę do duszy. One będą tam obozować, mówiąc: „Mamy go w posiadaniu!”. Więc pastor mówi: „Dziś o godz. 19-tej na tym miejscu odbędzie się ceremonia wypędzenia demonów. Przygotujcie się wszyscy, bo być może będzie trzeba modlić się całą noc i pozostać tu, na miejscu”. Wiele osób do mnie dzwoniło, by powiedzieć o tych sprawach. Ludzie z krewnymi, niekiedy dzieci i rodzice – byli jednocześnie opętani przez demony. Przykro o tym mówić. Wiele z tych osób popełniło samobójstwo. Pastor zaczynał się modlić przed zgromadzonymi, mającymi demony. Nawiązywał rozmowę z demonem. Wypytywał o imię. Dowiadywał się, co demony robiły przez stulecia. Demony podawały całą masę niesłychanych faktów ze swojego świata. Te duchy to kochają. Kochają takie działania. One wychodzą, kiedy ku temu mają potrzebę. Interesuje ich rozmowa z wypędzającym i przedłużanie wyjścia. Niekiedy pojawia się inny głos, przedstawiający się np.: Krystyna i mówi: „Jestem kolejną osobowością tego człowieka”. To kolejny demon.

D.H. – Czy to wszystko, to zwykła gra demonów?

R.M. – Tak, to ich gra. Kiedy nadchodzi czas wyjścia demona, osoba jest prawie martwa z wycieńczenia.

D.H. – Roger, kontaktowało się z tobą kilka osób, mających pewne problemy. Ty utworzyłeś 7-krokowy plan pomocy byłym spirytystom, osobom uwikłanym w okultyzm lub osobom dręczonym przez demony. Czy podzielisz się z nami tymi najważniejszymi wytycznymi tego planu?

R.M. – Oczywiście. Mam szereg ludzi, którzy do mnie napisali lub dzwonili. Byli przelęknięci, ponieważ byli dręczeni przez demony, a nie rozumieli, dlaczego tak się dzieje. A teraz na str. 534 książki „WIELKI BÓJ” są dwie linijki pewnego stwierdzenia, które przytoczę: „Szatan dzisiaj stara się przezwyciężyć ludzi, tak samo, jak przezwyciężył pierwszych Rodziców (Adama i Ewę), burząc ich zaufanie, pokładane w ich Stwórcy”… („Wielki Bój”, Ellen G. White, str. 534 – wydanie angielskie). Interesujące słowa, nieprawdaż? A teraz, jak już wspomniałem wcześniej. Kiedy przywódca religijny staje za pulpitem i przekonuje ludzi, że są opętani, ich wiara spada do zerowego poziomu. Wówczas dopiero naprawdę demony wchodzą w nich, a oni wypędzają je z tych ludzi. Ale później… Ja wychodzę z planem, za sprawą którego ludzie otrzymują pomoc i to w szybkim czasie. Zapisałem to tutaj.

7-KROKOWY PLAN REGENERACJI DLA OSÓB DRĘCZONYCH PRZEZ DEMONY I TYCH WYNISZCZONYCH PRZEZ TZW. SŁUŻBY UWALNIAJĄCE SPOD MOCY DEMONÓW.

To nie są służby uwalniające od demonów, lecz otwierające szerszą drogę demonom. To z kolei wyniszcza chrześcijańską praktykę lub odseparowuje od Boga.

KROK NR 1: Wyrzuć lub zniszcz całą literaturę, którą otrzymałeś na takiej służbie. Pozbądź się wszystkiego, co       otrzymałeś. Demony mają prawo przemieszczać się wraz z przedmiotami naznaczonymi duchowym splugawieniem.

D.H. – Czyli to nie tylko rzeczy nawiązujących do okultyzmu należy się pozbyć, ale także cokolwiek, co ma związek ze służbami wypędzania demonów.

R.M. – Tak.

D.H. – W porządku.

KROK NR 2: Nie nawiązuj rozmowy z demonem, nawet jeśli mają to być słowa: „Wyjdź w Imieniu Jezusa Chrystusa!”.

R.M. – Tak, jak ja to czyniłem, gdy jeszcze nie posiadałem wiedzy Słowa Bożego.

D.H. – Pozwól, bym to pojął: Podczas chęci wyrzucenia demona, oni nie powinni nawet rozkazywać demonowi, by odszedł, powołując się na Imię Jezusa Chrystusa? Nie powinni z tym demonem rozmawiać? Co więc powinni uczynić?

R.M. – Pozwól, że przywołam historię. Jezus wyganiał demony. Czytamy o tym kilka razy w Biblii, jak Jezus wyganiał demony z ludzi (Mk 1,34 i 3,11-12). Pewnego razu duchy zaczęły przemawiać, ujawniając prawdę, iż jest On Synem Boga. Jezus zakazał im mówić, ponieważ one są duchami kłamliwymi (J 8,44). One powiedzą 3-4 słowa prawdy i 10 słów kłamstw!!! A ty to sobie wszystko razem przetworzysz i dojdziesz jeszcze do wniosku, że te duchy są z Boga, ponieważ tak ładnie mówiły o Panu Jezusie. Tak się sprawy nie mają w duchowym świecie, gdzie ma miejsce wielki konflikt.

D.H. – Jeśli osoba jest w sytuacji, gdzie demoniczna moc występuje bez wątpienia, to te osoby nawet nie powinny rozkazywać demonom, by te wyszły, powołując się na Imię Jezusa Chrystusa? Jak więc należy się ich pozbyć? Oni mają uklęknąć i modlić się?

R.M. – Nie.

D.H. – Mają prosić Ducha Świętego, by On to uczynił?

R.M. – Tak.

D.H. – Co powinni uczynić?

R.M. – Powinni to uczynić mocą Ducha Bożego. Jezus powiedział faryzeuszom, że On wygania demony mocą Ducha Bożego (Mt 12, 26-28). Powiedział to wprost do nich. Apostoł Paweł, gdy czytamy 19 Rozdział Dziejów Apostolskich, udał się do Efezu. Efez był miejscem różnych kultów, okultyzmu. Tam zaangażowane były demony. Było to centrum okultyzmu w Imperium Rzymskim. Tam czynił wysiłki przez 2 lata. Poznał tam 12 osób, które stały się jego uczniami. Oni modlili się za pogan w Efezie, ponieważ tam wówczas nie mieszkali w ogóle chrześcijanie. Jak dobrze wiemy, on dokonał niesamowitego dzieła, mówiąc dokładniej: Duch Święty wykonał niesamowite dzieło, jako odpowiedź na ich modlitwy. Duch Boży spoczął na Pawle tak bardzo, że nawet ludzie podchodzili do niego po chusteczkę lub przepaskę. Biblia sprawozdaje w Dziejach Apostolskich 19,11-12 – Bóg czynił specjalne cuda rękami Pawła tak, że nawet brano od niego chustki i przepaski, zanoszono chorym, wtedy choroby ustępowały z ludzi, a duchy nieczyste wychodziły. Więc Duch Święty, moc Ducha Świętego jest tym, co oczyszcza i wyswobadza od demonów. Wówczas nie trzeba nawet mówić: „Wyjdź w Imieniu Jezusa!!!”. To jest mylne działanie. Powiem ci, dlaczego. To jest niebezpieczne. Ponieważ duchy odeprą cię w większości przypadków. Ale jeśli się wciągniesz w starcie z nimi, to jesteś przegrany. Staniesz się skażony.

D.H. – Więc w obliczu podobnej konfrontacji z demonami, należy zanosić modlitwę, by Duch Święty Swą Mocą powstrzymał tę demoniczną siłę. To jest właściwa procedura.

R.M. – Ja wątpię w to, że ci ludzie byli opętani przez demony. Nie mam ku temu wątpliwości. W mojej pracy, gdy pracowałem w dziele reklam Yellow Pages, mieliśmy do czynienia z osobą, do której nikt nie chciał się udać z ofertą. Ten człowiek był dziwakiem. Jeden z chłopaków powiedział: „Myślę, że ta osoba jest opętana przez demona”. On był baptystą, więc on powiedział: „On musi być opętany przez demona, ja nigdy nie podejmę pracy z tym klientem”. Ja wszedłem tam. Ten człowiek bluźnił i przeklinał, uderzał w biurko pięścią w czasie rozmowy telefonicznej. On nakazywał komuś gdzieś się udać w pośpiechu – ja zacząłem się modlić. Modliłem się, by Boży Duch Święty za sprawą Krwi Chrystusowej, przelanej na Golgocie, wykonał pracę, którą przyrzekł wykonać, prosząc, by Krew Jezusa Chrystusa została przydzielona temu człowiekowi i aby jego grzechy zostały przebaczone, mimo, iż żył prawdopodobnie, nie wyznając grzechów przez przeszło 20 lat. On zapewne nie miał ku temu pragnienia, ale jest uprawniony do bycia wolnym za sprawą drogocennej Krwi przelanej przez Chrystusa, którą Chrystus podarował nam. Widziałem ludzi, którzy zachowali się, jak wielki balon, do którego przykładasz ostry ołówek. Ciśnienie znika, człowiek uśmiecha się tak, jakby śmiał się cały miesiąc. Jeden człowiek powiedział: „Proszę pana, jest pan tutaj 10 minut i to jest jedyny czas od zeszłego tygodnia, w którym ja wypoczywam”. On powiedział: „A tak przy okazji, kim pan jest?” On powiedział: „Posiada pan przy sobie pewną specjalną moc”.

D.H. – Czy powiedziałeś mu wówczas, że tą mocą jest Duch Boży?

R.M. – Nie powiedziałem mu tego w tym czasie, lecz uczyniłem to nieco później.

D.H. – Wspomniałeś już dwa pierwsze kroki, jaki jest ten 3-ci? Przypomnij raz jeszcze dwa pierwsze kroki.

R.M.:

  1. Pozbądź się całej literatury, materiałów, mających związek ze służbą wyzwalania od demonów lub okultyzmem.
  2. Nie rozmawiaj z duchami, ignoruj je zupełnie. Proś Władcę o Moc Ducha Świętego przez Zasługi Krwi Chrystusa, by móc rozprawić się z duchami. Zapytasz, skąd takie podejście do tej sprawy? Posiadam wiele wersetów z Biblii, które dowodzą tego. Chcę jednak przeczytać fragment z książki: „Życie Jezusa” ze str. 431. Ten tekst przedstawia tę sprawę we właściwym świetle. SAMO GORLIWE, NIEUSTANNE ZANOSZENIE PRÓŚB DO BOGA W WIERZE… DOPROWADZI DO WYLANIA DUCHA ŚWIĘTEGO I DANIA RATUNKU CZŁOWIEKOWI W WALCE PRZECIWKO ZWIERZCHNOŚCIOM I MOCOM, WŁADCOM CIEMNOŚCI TEGO ŚWIATA I PODŁYM DUCHOM NA WYSOKOŚCIACH”. (Życie Jezusa” – Ellen G. White, str. 431, wydanie angielskie). Ja tego dowodzę już 45 lat. To dla mnie nie nowość. To jest to, czego ja doświadczam od lat.

D.H. – Doskonale.

R.M. – Tak.

KROK NR 3: Wczesnym rankiem przeczytaj o Ukrzyżowaniu Chrystusa, Mt 27,24-54.

Zajmuje to 4 minuty bez żadnego śpieszenia się. Mt 27,24-54 ukazuje wydarzenia od Sali sądowej z Piłatem po Golgotę. Tam ukazany jest Syn Boży, umierający na Krzyżu i trzęsienie ziemi, które wówczas miało miejsce. Nawet rzymscy poganie przyznali wówczas: „Zaprawdę był to Syn Boga”. Kiedy to czytasz, wizualizujesz to? Tak, jakbyś tam był każdego ranka?

R.M. – Tak, zdecydowanie tak. To zmieni twoje życie. Pewien człowiek zadzwonił do mnie i powiedział: „Codziennie rano udaję się na Golgotę – od Sali sądowej z Piłatem aż po Golgotę”. On mówi: „Robię tak, jak mi nakazałeś czynić zeszłego roku. Moje życie zmieniło się. Jestem zupełnie inną osobą”.

D.H. – Chwała Panu.

R.M. – On mówi: „Mam zupełnie inny obraz i zrozumienie boju pomiędzy siłami dobra i zła. Ja rozumiem więcej z tego, co dokładnie Jezus dla mnie uczynił”. I ta osoba nie mogła przestać wymieniać rzeczy, które Bóg dla niej uczynił w jej życiu.

WSTĘP DO KROKU NR 4: Musisz prosić Boga nawet, gdybyś nie umiał i w życiu modlił się tylko 10 razy.

Będziesz modlił się za siebie lub kogoś, kto jest w tej sytuacji.

KROK NR 4: Powiesz, Panie, zanim poproszę Cię o Twą pomoc, proszę Cię o wybaczenie grzechów. Chcę upewnić się, że jeśli obraziłem Cię wypowiedzianymi słowami, myślami lub czynami, to Ty usuniesz te moje winy.

KROK NR 5: Powołuj się w modlitwie na Zasługi Krwi Jezusa Chrystusa. Zawsze pamiętaj, by wpierw się tym oczyścić.

Biblia sprawozdaje: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i przewrotne” (Jer 17,9). Jest wiele przewrotności w naszym umyśle. Różne myśli wędrują nam po głowie. Dostrzeżesz to dopiero, gdy zatrzymasz się i przyjrzysz się sobie.

KROK NR 6: Musisz modlić się o zwiększenie wiary oraz o otrzymanie mocy od Jezusa, która cię wyzwoli.

Wiara jest inspirowana przez Ducha Świętego. Będzie kwitnąć i prosperować, gdy będzie ceniona. Cytat z książki: „Wielki Bój”, autor: Ellen G. White, str. 527 (wydanie angielskie). Chcę przytoczyć pierwsze zdanie: „Wiara jest inspirowana przez Ducha Świętego”. Więc jeśli chcemy wiary, to do kogo mamy się zwrócić? Idziemy do Chrystusa lub do Ojca i błagamy, by otrzymać to specjalne błogosławieństwo. On da wam to zawsze. To błogosławieństwo jest cudowne.

KROK 7: Zapamiętaj Słowa Boga, by móc wieść zwycięskie chrześcijańskie życie.

Zapamiętywanie Słów Bożych automatycznie powiększa: wiarę, nadzieję, radość wobec Pana. Tak rodzi się moc.

K.H. – Roger, w ostatniej książce, którą napisałeś o modlitwie wstawienniczej… Czy doświadczyłeś wówczas niepokojów ze strony duchów?

R.M. – Tak. Było ich kilka.

D.H. – Te demony od 45 lat nie tracą okazji, by przeszkodzić ci w mówieniu.

R.M. – Tak. Zgadza się. Kiedy zacząłem pisać manuskrypt, nie było tego za wiele. Napisałem pierwszy rozdział, ponieważ na wypadek nagłej śmierci, chciałem ukazać siebie, starszego człowieka, który był w stanie się modlić. Bóg błogosławił w czasie mojego doświadczenia w szpitalu w Kanadzie, ale później, kiedy Daniel powiedział mi, że powinienem napisać całą książkę, powiedziałem: „Nie! Żaden pisarz ze mnie w tym temacie. Jest tyle książek o modlitwie”. On na to: „Napisz do p. Richarda Kofina z wydawnictwa Review i Herald, który pomógł ci przy pierwszej książce. Zobaczymy, co on ci powie”. Pan Kofin odpisał mi i powiedział: „Tak. Prześlij do nas 11-stronicowy manuskrypt. Chcemy się jemu przyglądnąć”. Później oczywiście przyszła dobra wiadomość. Oni chcieli, bym napisał 2 kolejne rozdziały, a później resztę manuskryptu. Więc gdy tylko zacząłem pisać drugi rozdział, pisałem go za dnia, nagle moje drzwi do garażu same zaczęły się otwierać. To były stare drzwi garażowe. Dom miał ze 100 lat, niewiele ponad 100 lat. Część garażu jest nowa, ale drzwi do garażu miały prawdopodobnie ze 40 lat. To swego rodzaju drzwi roletowe, podnoszone i opuszczane z dużymi sprężynami, robiące straszliwy hałas, gdy je unosisz i gdy je opuszczasz. Szczególnie, gdy opuścisz je tak, by dolna krawędź była 30cm nad podłogą i wówczas, gdy opuścisz uchwyt drzwi, opadną mocno i wszystkie szybki trzęsą się w ramkach, robiąc spory hałas. Otwarły się 3-4 razy. Nie zwracałem na ten fakt uwagi. Hilda poprosiła mnie, bym zszedł do niej na dół, sprawdzić, kto zabawia się naszymi drzwiami od garażu. Zszedłem, powiedziałem: „Wszystko jest w porządku”. Powiedziała: „Siądź tutaj i obserwuj. One już 3-4 razy otwarły się w ciągu ostatnich 30 minut”. „O!”. Powiedziała: „Czy Greg wczoraj czegoś nie pożyczał? Bo być może to Greg przyszedł coś pożyczyć i je otworzył!”. „Nie. On był i pożyczył, co trzeba, wczoraj”. Ja zaraz to przeanalizowałem. Trudno było uwierzyć, lecz od razu pomyślałem o duchach. Powiedziałem sobie: „Nie ma czym się przejmować, to nic takiego”. Wkrótce po tym udałem się do siebie, gdy nagle słyszę, jak drzwi się unoszą, a później są opuszczane. Więc powiedziałem: „Udam się tam i sprawdzę to”. Udałem się tam, a tam dookoła nie było w ogóle nikogo. Wróciłem więc i mówię Hildzie: „To już drugi raz nie stanie się”. Ona na to: „Co masz przez to na myśli? Skąd ty to wiesz?”. Powiedziałem: „Tego nie wiem… W okolicy jest mnóstwo młodzieży. Któryś musiał otworzyć drzwi i uciec”. Ja jednak wiedziałem dokładnie, co tam zaszło. Tego wieczoru, gdy ona wyszła do pracy na nocną zmianę w szpitalu… Ja wówczas zacząłem ponownie pisać. Kiedy tylko zacząłem, drzwi zaczęły podnosić się i opuszczać. Każdorazowo – co 20, 25 lub 30 minut – drzwi podnosiły się i opuszczały. Podczas opuszczania uderzały w podłoże i robiły okropny hałas.

D.H. – Co wówczas o tym pomyślałeś?

R.M. – Modliłem się w tej sprawie. Powiedziałem: „Panie, duchy nie chcą, bym pisał tę książkę, ale ja nie pracuję dla tych duchów, tylko dla Ciebie”. Powiedziałem: „Jeśli chcesz, bym opowiedział moje życie modlitewne z ostatnich 45 lat mojego życia, to będziesz musiał mi pomóc pozbyć się tych demonów”, ale okazało się, że przez całą tę noc drzwi otwierały się z 50 razy. Ponieważ ja pisałem do godz. 3:30 lub 4:00 nad ranem, zdałem sobie sprawę, że nie będę w stanie pisać za dnia. Następnej nocy stało się dokładnie to samo. Tak ciągnęło się to każdej nocy, podczas której pisałem ten manuskrypt. I powiem wam, co powiedziałem Panu następnej nocy, gdy to się ponownie stało. Powiedziałem: „Panie, w porządku. To może nie Niebo na ziemi, jesteśmy w terenie wroga. Ja mogę z tym żyć, byleby moja żona się tym nie zastraszyła”. To wydarzenie właśnie miało miejsce, gdy pisałem ten manuskrypt.

D.H. – I gdy tylko skończyłeś pisać ten manuskrypt, wszystko ustało?

R.M. – Ustało. Tak.

D.H. – Ale wiesz, ja potrafię zrozumieć, dlaczego diabeł jest tak bardzo zły. Ty ujawniasz nam informacje, dotyczące części jego pracy, którą tylko niewielu ludzi miało okazję widzieć i żyć, by móc o tym mówić. Ellen White pisze w książce „Wielki Bój” na stronie 516 (wydanie angielskie): „Nie ma nic bardziej przerażającego dla diabła, niż ujawnienie ogółowi metod jego działania, by ludzie otrzymali naturalną ochronę przeciw jego staraniom”. Ja rozumiem dokładnie, dlaczego on tym był przejęty. Chwała Panu, Jego Moc jest potężna i taka zawsze pozostanie.

R.M. – Pan przez lata był dla mnie łaskawy. W podróżach miałem wiele sytuacji z pojazdami, wichurami, zamieciami i śnieżycami. Podróżowałem wiele: 40-50 tysięcy kilometrów rocznie. To wiele kilometrów do przejechania co roku. Widziałem wiele razy sytuacje, w których mogłem zginąć. Dwie lub trzy sytuacje opisałem w mojej książce o modlitwie.

D.H. – Wynika z tego pewien morał. Powiedziane jest: „Gdy będziesz igrał z ogniem, poparzysz się”. Szczęśliwie dla ciebie, 45 lat temu zostałeś wyratowany z tego ognia, Roger. Twoje świadectwo żyje swoim życiem. Idziesz już 45 lat doliną śmierci, od której chciał odwieść cię najwyższy kapłan, ale… Jeśli dobrze przeczytałem w twojej książce, napisałeś : „Nie zamieniłbym tej drogi na inną”, ponieważ Stwórca idzie nią z tobą i tak doprawdy jest, nieprawdaż?

R.M. – Dokładnie.

Była to druga część wywiadu z Rogerem Morneau pt.: „Podróż w świat nadprzyrodzony” – Dwuczęściowego wywiadu prowadzonego z autorem Rogerem Morneau. Ten niezwykły wywiad prowadzony przez Dana i Karen Houghtonów z Centrum Badań HART.

……

Cały tekst został przepisany z filmu zamieszczonego na You Tube pt.:

Były Elitarny Okultysta Spirytysta Ujawnia Tajemnice Iluminatów 1982-Dokument     (3 godz. 19 min)

https://www.youtube.com/watch?v=ULztCK1juGQ

Przepisanie i opracowanie – B.K.

dnia 14.06.2015.

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.