Najnowsze

Opublikowano Sierpień 1, 2015 Przez a303 W Rosja

Krzyżyk dla tatusia. Opowiadanie Ałły Popowej

Komentarz: Wzruszający do łez tekst, coś innego, niż ciągłe opisy zła, strachu, NWO, masonów itp.

Anna miała już zamknąć sklep, gdy drzwi się otworzyły i weszła dziewczynka lat około 6-7. Włosy w kolorze jasno blond były starannie zebrane w dwa warkoczyki. Duże oczy uważnie spojrzały na Annę.

a

– Już zamknięte, – chciała powiedzieć Anna, ale coś w spojrzeniu dziewczynki powstrzymało ją.

– Bardzo przepraszam, potrzebny jest mi krzyżyk.

– Krzyżyk? – Zdziwiła się Anna.

– Tak, srebrny krzyżyk.

Anna, zaskoczona tym i nieoczekiwaną klientką, wróciła za ladę i zapytała:

– Dlaczego srebrny?

– Dlatego, że on wypędza złe duchy.

– Coś podobnego! – zdziwiła się Anna. Ona też słyszała, że srebro jest skuteczne wobec złych duchów.

– A masz pieniądze?

– Tak. I dziewczynka wyłożyła na ladę woreczek pełen dźwięcznych miedzianych i srebrnych monet o wartości 5 i 10 kopiejek. Widząc zdziwienie Anny, wyjaśniła: „Ja to oszczędzałam na lalkę”.

Anna przypomniała swoje dzieciństwo bez zabawek i męczące pragnienie posiadania dużej, pięknej lalki. Wszystko zakotłowało się w jej duszy. Nachyliwszy się do maleńkiej klientki, czule zapytała: „A po co ci srebrny krzyżyk?”.

– Dla tatusia, – odpowiedziała dziewczynka i widząc zdumienie na twarzy Anny, powtórzyła: – Dla tatusia. Zabrała go nieczysta siła. On pije i pije.

Anna zbladła, a serce ścisnęło się nieprzyjemnie. „Biedna dziewczynka” – pomyślała Anna. Tak jak i ona sama: wpierw ojciec, a teraz jej mąż. Wszystko przez ten przeklęty alkohol!

– I rzeczywiście nieczysta siła – pomyślała Anna.

– A twój tata jest ochrzczony?

– Nie.

– To po co mu krzyżyk?

– Zaraz pójdę do cerkwi i poproszę, aby go poświęcić.

– A gdzie twoja mama? – coraz bardziej dziwiąc się, wypytywała Anna.

– Mama umarła. Ze smutku umarła, że tata pił.

– A kto się wami opiekuje?

– My sami, razem z tatą. On jest dobry. Nie zawsze jest pijany.

– A ty myślisz, jak poświęcą go, to on przestanie pić? – zapytała Anna.

– Babcia powiedziała, że od złych duchów tylko Cerkiew może pomóc.

Anna włożyła monety z powrotem do woreczka i podała dziewczynce.

– Jak masz na imię?

– Alonka wszyscy wołają. A tak, Jelena.

W jej oczach pojawiły się łzy.

– Za mało, tak?

– Posłuchaj. Weź te pieniądze i kup sobie lalkę, a krzyżyk ja tobie dam. I widząc zdziwione spojrzenie dziewczynki dodała: „Mam jeden dodatkowy”. Oczy dziewczynki zaświeciły się.

Anna włożyła krzyżyk do torebeczki i podała Alonce.

„Idź z Bogiem”. Po zamknięciu sklepu, Anna przez całą drogę do domu myślała o tym niezwykłym spotkaniu. I zbliżając się do domu, postanowiła: „Wezmę dzień wolny i pójdę do cerkwi”

… Alonka biegła, nie czując nóg pod sobą. „Żeby tylko cerkiew nie była zamknięta, żeby tylko nie była zamknięta” – powtarzała bez przerwy. Cerkiew była otwarta. Alonka dosłownie wleciała przez drzwi i zatrzymała się, jakby nogi nagle przyrosły do podłogi.

„Dokąd pędzisz, jak szalona? – zagrodziła jej drogę staruszka ze szmatą w ręku. – Cerkiew zamknięta”. – Nie, nie! – Z rozpaczą pomyślała Alonka.

– Muszę pilnie tatę ochrzcić, wie pani? Zabrała go nieczysta siła! Wydawało się jej, że powiedziała to cicho, ale zabrzmiało to pod sklepieniem kościoła tak głośno, że Alonka aż się skuliła.

– Panie, miej litość! – Tkanina wypadła z rąk staruszki. Na desperacki krzyk Alonki zza ołtarza wyszedł Ojciec Mikołaj. Alonka wiedziała, że ci, który służą w cerkwi, nazywani są „ojcami”, ale ponieważ nie znała imienia tego „ojca”, to wykrzyknęła, biegnąc do niego.

– Ojcze, drogi ojcze! Pomóż memu tacie. Zabrała go nieczysta siła i on umiera!

Ojciec Mikołaj czule pogłaskał dziewczynkę po głowie, posadził na ławce i zaczął wypytywać o jej nieszczęściu …

… Świadomość powoli wracała do Pankrata (pol. – Pankracego – od A.L.). Jak ciężki kamień młyński zaczynała się obracać w mózgu, powodując ból nie do wytrzymania. Przypomniał sobie wczorajsze nieprzyjemne, przygnębiające poczucie samotności, które starał się zagłuszyć wódką. Przypomniał, jak nie będąc w stanie podnieść się, krzyczał na córkę Alonkę, aby poszła po przyjaciela – sąsiada. Przypomniał chude dziecięce ramionka, opuszczające się coraz niżej i niżej, jakby wkładano na nie nadmierny ciężar. Od tego wspomnienia poczuł się jeszcze bardziej przygnębiony. Jego oczy były spuchnięte i nie chciały się otworzyć. Z trudem udało mu się je rozewrzeć. Nic nie pojmując, zaczął się rozglądać. Wszystko było białe i tylko w rogu z boku wyłaniała się jakaś ciemna plama.

– Cóż, to wszystko, Ojcze Mikołaju. Teraz powinien trochę poleżeć, będzie można z nim rozmawiać, – pielęgniarka włożyła strzykawkę do pudełka i wyszła z sali chorych.

Ojciec Mikołaj patrzył, jak życie powoli wracało do człowieka. Nieogolona twarz nie starego człowieka powoli stawała się różowa. Zwykle Ojciec Mikołaj starał się podczas rozmowy patrzeć człowiekowi w oczy. Tylko tam można znaleźć odpowiedź na wszystkie lub liczne pytania o życiu duszy. Wiedział, że oczy rzadko kłamią. Ale kiedy Pankrat otwierał oczy, to widać było przez nie tylko mętną zasłonę.

Stopniowo kontury zaczęły się rysować coraz wyraźniej i Pankrat zobaczył siedzącego na krześle, „popa”, a obok cichą i zapłakaną córkę. Leżał na białym łóżku, i wszystko wokół było niezwykle białe i czyste.

– Nazywam się Ojciec Mikołaj, – przedstawił się nieznajomy. Oto pańska córka przyszła do cerkwi i pana uratowała. Tak, o mało co, a byłoby za późno.

Pankrat patrzył na twarz niemłodego mężczyzny i coś wewnątrz niego zaczęło się odwijać, stając się coraz większym i nie mieszczącym się w klatce piersiowej. Z bólem chciał wypchnąć to z siebie, to, co przeszkadzało mu oddychać. Pankrat wychrypiał coś na początku niezrozumiałego, a potem, jakby przepraszając, cicho powiedział: „Dziękuję”. Nie wiedział, za co dziękuje temu człowiekowi, ale kiedy zobaczył spokojne, dobre spojrzenie, to zrozumiał, że bardzo mu się chce wylać przed siedzącym nieznajomym człowiekiem wszystko, co się nagromadziło w jego duszy w ciągu wielu lat…

… Ojciec Mikołaj słuchał w milczeniu, nie zadawał pytań, i nie powiedział ani słowa. Pankrat milknął, gorzko wzdychał, po czym kontynuował wyrzucać z siebie na zewnątrz cały ciężar, wywracając na lewą stronę wszystkie ciemne zakamarki swojej duszy.

Było już późno, kiedy wyczerpany, opuścił głowę na poduszkę. Ojciec Mikołaj zaczął mówić cicho, po ojcowsku, czule. Mówił o krzyżu, który każdy musi nieść, o słabości człowieka, o duszy, jej pięknie i czystości. Niezwykłe słowa, jak znieczulający ból balsam, kładły się na serce Pankrata i biło ono równiej i spokojniej. Jakaś nieznana siła przenikała do wewnątrz i wypełniała je dziwnym ciepłem i bezgranicznym zaufaniem. „Jak dobrze!” – pomyślał Pankrat, zamykając oczy. Nie zauważył, jak zasnął.

Obudził się Pankrat rano. W pierwszej chwili nie rozumiał, gdzie jest. Ale widząc skuloną na krześle córkę, przypomniał. Wstał, delikatnie przełożył ją na łóżko, a sam usiadł obok. Dziwne, ciepłe uczucie odczuwał gdzieś wewnątrz. Coś jeszcze go niepokoiło. I nagle przypomniał sobie późnego gościa. „To od niego, to dzięki niemu stało mi się lekko” – pomyślał Pankrat. Oczywiście, on nigdy nie zaprzeczał, że tam „coś jest”, ale teraz to „coś”, tak blisko dotknęło Pankrata, przemieniło jego uczucia i myśli. Nie pamiętał dokładnie, co mówił mu Ojciec Mikołaj, ale uczucie ciepłego zaufania, lekkości w duszy pozostało w nim i zmuszało, aby coś zrobić.

Wypisano Pankrata trzy dni później. Alonka przyniosła czystą koszulę i wyprasowane spodnie. Przebrał się, podziękował lekarzom i wyszedł z córką na ulicę. „Jakie jest dziś jasne i ciepłe słońce!” – pomyślał Pankrat ze zdziwieniem. Idąc, wziął Alonkę za rękę i po raz pierwszy ze zdziwieniem wpatrywał się w twarze przechodniów. I twarze te były jakby znajome, przyjazne i bliskie. Niektórzy nawet się uśmiechali do Pankrata, jak do dobrego znajomego.

Pankrat nawet nie zauważył, kiedy zbliżyli się do cerkwi. Zawahał się i zatrzymał, spojrzał na Alonkę, ona na niego i razem weszli do przedsionka cerkwi. W świątyni odbywało się nabożeństwo: wszędzie paliły się świece i słychać było cudowne, smutne śpiewy. Stanęli cicho w kącie, przytuleni do siebie. Z otwartych małych drzwi wyszedł kapłan, trzymając przed sobą jakiś przedmiot, podobny do kubka. To był Ojciec Mikołaj. Pankrat był tak zdenerwowany, że nic nie mógł zrozumieć, co mówi Ojciec Mikołaj. Wydało mu się nawet, że Ojciec Mikołaj z zadowoleniem spojrzał na Pankrata i lekko skinął mu głową. I nie zrozumiał Pankrat, co się z nim stało w następnej chwili: łzy strumieniem popłynęły z jego oczu, a on niezgrabnie ocierał je rękawem, szlochając jak dziecko.

Płakał nie wstydząc się swych łez i nie próbował ich powstrzymać. I wydawało mu się, że ktoś po ojcowsku, łagodnie i smutnie, głaszcze go po głowie. I od tego łzy płynęły jeszcze bardziej. Patrząc na niego, płakała też Alonka. Zrozumiała, że jej tatuś wyzdrowiał, że siła nieczysta opuściła go, choć jeszcze nie jest ochrzczony. Po cichutku wyjęła krzyżyk z kieszeni i ostrożnie włożyła ojcu do ręki. Spojrzawszy na krzyżyk, Pankrat ciepło i z wdzięcznością spojrzał na córkę i delikatnie ścisnął krzyżyk w swojej wielkiej dłoni.

Pankrat został ochrzczony tydzień później. Po chrzcie podszedł do niego Ojciec Mikołaj, powinszował i podarował mu ikonę św. Jerzego Zwycięzcy. Jakaś kobieta, płacząc i obejmując Alonkę również powinszowała Pankratowi. Alonka powiedziała, że to jest jej nowa znajoma, ciocia Ania ze sklepu. Wszystko dokoła było tak niezwykłe i tak po nowemu doniosłe, że Pankrat zmieszał się. W pewnej chwili stracił z oczu Alonkę. Po obejściu kolumny, zobaczył ją na kolanach przed ikoną, z której spoglądał na nią Pan.

Pankrat cicho podszedł i stanął za nią w milczeniu. I nagle posłyszał cichy, gorący szept córki: „Mój Drogi Ojcze! Dziękuje Ci za mego tatę. Bardzo Ciebie kocham”. I Pankat zrozumiał, że od tej chwili w jego życiu wszystko będzie inaczej. Delikatnie pogłaskał dziewczynkę po głowie. A ona wstała i ostrożnie położyła u podnóżka ikony mały woreczek i ucałowała nóżki Zbawiciela. Była szczęśliwa i spokojna. Teraz wszystko będzie dobrze! Wyszli z cerkwi i na ulicy spotkało ich jaskrawe słońce. To tak jakby i słońce z radością witało początek ich nowego życia!

Ałła Popowa

Źródło: http://3rm.info/publications/44929-krestik-dlya-papy-rasskaz-ally-popovoy.html

23 lipca 2015 r.

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

30.7.2015 r.

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.