Najnowsze

Opublikowano Październik 7, 2016 Przez a303 W Świat

Kroniki szwedzkie nr 8. Jak się robi propagandę? Jan Bek

Peter Wolodarski wbrew oczekiwaniom Chazarów, odkąd zasiadł w fotelu redaktora naczelnego chazarskiego dziennika demo-liberalnego, „Dagens Nyheter”, („DN” -„Wiadomości Codzienne”) nie okazał się dobrym nabytkiem dla mediów, wchodzących w skład chazarskiego koncernu, „Bonniers”.

Ponieważ coraz więcej Szwedów krytykuje obecną politykę migracyjną , promującą nachodźców kosztem tubylczej ludności,  rząd Szwecji „podjął  kroki, ograniczające ich napływ”. Oczywiście jest to tylko gra  dla tubylców, by ich uspokoić  – „ intelektualnej elity” czytającej  prasę  „Bonniers,a” i uważających „przewodnią siłę społeczeństwa”. Tak jak wszędzie na świecie, a szczególnie w Europie, jest ona za „dalszym importem”.

Ale nawet te niesłychanie ostrożnie zawoalowane,  oficjalne deklaracje demo- liberalne , te koszmarne pustosłowia, wzbudziły ostrą reakcję zawsze czujnej, pilnującej obowiązującej „politycznej poprawności”( tzn.„tolerancji”) , chazarskiej „Dagens Nyheter”(„DN”) z potężnego, chazarskiego, medialnego koncernu „Bonniers”.

Redaktor naczelny „DN” ( codziennej), spełniającej w  Szwecji podobną rolę gazety „opinioTFUrczej” co michnikowska „Gazeta Wyborcza” w Polsce, Peter Wolodarski , potomek chazarskich „prześladowanych uciekinierów” z Polski, w serii artykułów napiętnował „politykę rasistowską” Szwecji.

Jest czujny, bo „islamofobia” w pokrętnej, chazarskiej dialektyce faktycznie oznacza…”nienawiść”, „rasizm”…do Chazarów. Niby „co ma piernik do wiatraka” ale np. czy taki na pozór niewinny fakt, że ktoś nie lubi „halalu” i uważa, że zwierzęta należy zabijać szybko i humanitarnie, a nie  przez poderżnięcie gardła i  powolne wykrwawianie  nie jest  dowodem „rasizmu”? Ba, nawet… „otwartego antysemityzmu”?

 Oczywiście, że tak jest – Chazarzy też lubią „halal” i go stosują w uboju.

Peter Wolodarski - piękny portret.

Peter Wolodarski – piękny portret.

Wolodarski, który jest koszernym Chazarem,  zwalcza „rasistów” już od dawna: piętnowanie „islamofobów -faszystów” stało się jak gdyby jego drugą naturą. Ale może jednak stałe węszenie za „faszystami” jest  jego podstawowym zadaniem?

Jak się rzuca okiem na  tytuły  artykułów pro-islamskich zamieszczanych w „DN” czy czyta same artykuły można odnieść wrażenie, że pisano je na zamówienie jakiegoś imama-speca od koranistycznej propagandy.

Z tego logicznie nasuwa się pytanie, czy aby  propagacja islamu w Szwecji  nie jest dla Wolodarskiego do czegoś  potrzebna?   Rodzi się podejrzenie, że nie wypływa ona jedynie z chazarskiego „miłosierdzia” (sic, sic, sic) i ma jakieś inne korzenie. Może wynikające z chazarskiej tradycjiI tak mamy :2 sierpnia 2016  –Szwedzi dalej pozytywni dla imigrantów” (Svenskar fortsatt positiva till invandring”),26 kwietnia 2016 r.(„DN Fockus”) –  „Wszyscy wygrają na imigracji”(Nästan alla vinner på invandringen), 21 marca 2016 r – „Najważniejsze mity o imigracji w punktach” („Vi punkterar de vanligaste myterna om invandringen”), 17 stycznia 2015 r – „Wielu Szwedów ma pozytywny stosunek do imigracji” („ Många svenskar välkomnar invandringen”).

To tylko jedna gazeta codzienna ale  te same artykuły  z małymi albo nawet  z żadnymi zmianami  treści, są rozpowszechniane przez inne gazety kontrolowane przez ten koncern. A jest jeszcze radio i telewizja dla tworzenia  „opinii publicznej” gojów. Ponieważ czyni się to w Szwecji od lat, nie Francja czy Niemcy, mające potężne  osadnictwo muzułmańskie ale właśnie Szwecja  będzie  pierwszym, europejskim  państwem islamu.

Ale ten chyba jest bardziej wyrazisty.

Ale ten chyba jest bardziej wyrazisty.

Kiedyś myślałem, że jest to działanie świadome : bo skoro jest cichy opór społeczny wobec nachodźców  to loże  masońskie rozkazują dziennikarzom – by wzbudzać pozytywne nastawienie tubylców do muzułmanów pisać o nich w samych superlatywach.

Dziś zmieniłem zdanie : długotrwałe pranie mózgu propagandą sprawiło, że tubylcy po prostu przejęli sposób myślenia od swoich chazarskich panów, kontrolujących loże masońskie. Stworzono,  jak u Huxleya,  Nowego Demoliberalnego  Człowieka.…  Ale nie przez „butlowanie” lecz na wskutek działalności  demoliberalnych mediów: przez stałe podkreślanie „wyjątkowości” Szwedów i  dobroci „demokracji europejskiej”.

Ponieważ  masmedia  kontrolują  Chazarzy, uważający, że islamizacja Europy jest „dobra i potrzebana”, to i liczba Szwedów ją  akceptujących, pomimo oporu „faszystów”  systematycznie rośnie : prosta sprawa , naczynia połączone. …

Podobnie jest ze światopoglądem  większości Szwedów : pomimo nielicznych„prawicowych odchyleń”(takie też się zdarzaja),  jest on tak samo…tradycyjnie  lewacki, jak wszystkich Chazarów.

Tylko na obrzeżach tego demoliberalnego bagna wypełnionego jakąś zielono  – brunatno -czerwonawą  breją trochę się zieleni : to nieliczne   pędy, wegetującej  niezależnej opinii  zwanej w Szwecji „faszystowską”.

„Faszystowską” dlatego gdyż wszystko, co ma na sobie choć trochę  znamion „narodowych”, jest dla Chazarów nienawistne –„faszystowskie”. Narodem mogą być tylko oni sami gdyż to „Jahve tak chciał i ich wybrał”.  Cała reszta to stado bezrozumnych, groźnych i nieobliczalnych „goim”.                                                                                                                           

To  było bardzo sprytne posunięcie Chazarów : szwedzcy  narodowcy -„faszyści” akceptują  wzorem Cywilizacji Łacińskiej  „równorzędność innych narodów ” chca być suwerennym narodem i sprzeciwiają się islamizacji  propagowanej przez chazarską jaczejkę Wolodarskiego, widząc w niej zagrożenie narodowego bytu i roztopienie się w chazarskim „globalizmie”.

Narodowcy nie akceptują  w takim stopniu „wybraństwa Szwedów”, jak formacje czysto nacjonalistyczne (chwala Bogu, że nieliczne),  udające narodowców,  czerpiących obficie  z nazizmu i Talmudu.

Właśnie dlatego, że narodowcy stanowią większe zagrożenie (przez swoją „łacińskość”),  są zaliczeni przez Chazarów  do kategorii… „faszystów”.

W tej sytuacji postawa osobliwego „Szweda”, Petera Wlodarskiego, jest dla nas zupełnie jasna: im więcej muzułmanów, rozłoszczonych na nędzę jaką ją ich uraczyli, współpracujący z Tel -Avivem , rządzący nimi rodzimi  arabscy demo- liberałowie,  wyjedzie do krajów zachodnich, tym lepiej dla Izraela. Ich „gniew” powinien się obracać  nie przeciw  Chazarom w Izraelu czy w Golusie (i wcale się nie obraca), a naiwnym, europejskim   tubylcom – przeciw „krzyżowcom”. Oto i cała tajemnica.

Wolodarski i jego chazarscy przyboczni nazywają spolegliwe wobec islamu dziennikarstwo  – „ dziennikarstwem śledczym”.  Oczywiście przede wszystkim śledzi ono  głównie „faszystów”: ich zainteresowania, styl życia, wypowiedzi, kontakty, stosunkem do Chazarii….Jest to więc „dziennikarstwo” przede wszystkim inspirowane chazarskim interesem.

Akurat dziś (jutro może się pojawić jakiś inny wróg) ten chazarski interes jest zainteresowany wzrostem ilości muzułmanów w Europie, w której  – obracając swój  „gniew” przeciw…tubylczym gojom – „krzyżowcom – powinni muzułmanie zniszczyć  resztki Cywilizacji Łacińskiej.

Wydaje się, że takie rozumowanie nie jest poprawne, że jest naciągane…. Ale tak nie jest: zapał islamistów do niszczenia Cywilizacji Łacińskiej pokrywa się dokładnie z zapatrywaniami Chazarów i jest niejako motorem napędowym  całej Chazarii.

Świadczy o tym uważna lektura dzieła wybitnego chazarskiego dzieła profesora, Hermana Graetza  – „Historia Żydów” (3 tomy) wydanego w Polsce, w  1929 r. Sam prof. dr H. Graetz działał w XIX w. w Niemczech  w czasach , w których Chazarstwo nagminnie przechodziło na protestantyzm  i nikt go nie prześladował – Chazarzy cieszyli się wtedy (także od czasów Lutra) wielką estymą  Niemców. Dlatego chazarski profesor pisał prawdę.

Graetz pisał swoje dzieło ( jak sam zaznacza)  „ku pokrzepieniu żydowskich serc”. Powstało ono na długo przed  powstaniem i zdefiniowaniem się „syjonizmu” , a więc nie można go oskarżać o  jakiś „żydowski faszyzm”. Był to uczciwy Chazar-mozaista,  zawodowy historyk, wyrażający poglądy Chazarów.

Jakie więc obrazy i fakty z historii przywołuje .Graetz by „pokrzepić żydowskie serca” ?

Otóż ten uczony Chazar stale podkreśla jak „dobrze mieli żydzi  w kalifatach”, „jak mądrzy byli władcy arabscy wobec żydów”, „jak światli byli władcy arabsy w Damaszku”, „jak rozkwitała żydowska kultura pod władaniem Arabów”, „jak rządzili sułtanami tureckimi” jak świetnie im się powodziło, gdyżbyli doradcami, wezyrami i bankierami Arabów” i jak  ”stale Żydzi byli prześladowani przez Kościół Katolicki”. Zawsze jednak byli „prześladowani przez katolików  i papieży”. Dlatego w wielu przypadkach…”by przeżyć uciekali pod opiekę kalifów”…

Czyli, że chazarska pisanina o „wiecznej nienawiści Arabów do Żydówjest czczą, bezpodstawną gadaniną. Ordynarnym kłamstwem , nie mającym żadnego zakotwienia w historycznych faktach.

A jeśli nie ma zakotwienia , to dzisiejsza „nienawiść muzułmanów do Żydów” jest chazarskim przekrętem – niczym więcej, jak tradycyjnym, chazarskim oszustwem.         Natomiast jest prawdą ich nienawiść do „krzyżowców”, których na szczęście dla nich, nienawidzą muzułmanie.

Chazarzy, wskazując  perfidnie na „błędne działanie władz wobec imigrantów” ,  na  rosnące „islamofobiczne  nastawienie  ludności” i,  zachęcając muzułmanów do osiedlania się w Europie,  jednocześnie biją  na alarm,  bowiem… „wzrasta  zagrożenie żydów  i ich mienia”. Czyż to nie mistrzowskie pociągnięcie?

Te same chazarskie dzienniki, stale piszące o „źródłach  i konieczności imigracji muzułmańskiej  do Europy”, jednocześnie wskazują na rysującą się nową „zagładę” ale…

Ale „zagłada” nie przyjdzie ze strony muzułmanów (pierwotni Chazarzy   to przecież mimo wszystko także… semici  : „lud z nasienia Ismaela, syna Abrahama”, „starszy brat”, „lud Księgi”  i „ojciec islamu” ) , lecz od strony…podludzi – „goim, którzy  są atawistycznie wrodzy żydostwu”.

Rabinistyczna dialektyka utożsamia się w tym przypadku ze sprawą muzułmanów bowiem ten, kto jest „islam fobem”, jest jednocześnie… „antysemitą”- „faszystą”. To znaczy, że jednocześnie ”nienawidzi Żydów”.

Jako żywo przypomina to myślowe asocjacje związane np. z „nożycami” – zbyt częste mówienie o „nożycach i krawcach” może spowodować chazarskie oskarżenie kogoś o…”antysemityzm”, gdyż każdy wie, że to kojarzy się gojskim prostaczkom z krawieckimi pracowniami na Nalewkach . A tam,  wiadomo  – ciachali nożycami i szyli sami Chazarzy…Z kolei stąd już prosta droga do getta , „zagłady”…. i „faszystów”.

Tak  więc, np. chazarska prasa we Francji, niby to nawołująca  Chazarów  „do emigracji do Izraela” robi to tylko po to , by francuscy tubylcy zaczęli współczuć Chazarom, gdyż wszyscy „wiedzą jak muzułmanie nienawidzą”  Chazarów.  Hucpiarsko dawano do zrozumienia Francuzom, że jest to spowodowane wzrostem „nastrojów ksenofobicznych”„islamofobii”.

Wzrastająca ilość Francuzów, nie pałających miłością do Arabów „ksenofobów-faszystów”,   powoduje naturalną drogą powstanie „nastrojów antyżydowskich”  i zmusza  ”  w obawie przed nowym Holokaustem do emigracji, do Izraela”.

Jednocześnie też zmusza   do okazywania ciepłych uczuć  wobec  Chazarów „zagrożonych przez islamistów” i wiernopoddańczych zapewnień   –  zarówno ze strony „postępowej, opiniotwórczej prasy” (a więc „postępowej opinii publicznej kontrolowanej oczywiście przez tychże samych Chazarów),  jak i ze strony rządu z prezydentem na czele – o francuskim „poparciu dla Izraela w  jego bliskowschodniej polityce”.

Groźba „emigracji” ze zrozumiałych względów cieszy co prawda „faszystów”  ale wzbudza więcej  pozytywnych uczuć „intelektualnej elity” do  emigrujących, do „ziemi obiecanej”, Chazarów (zresztą b. nielicznych) i nie pozwala tubylczym Francuzom  ani na chwilę zapomnieć o… „zagładzie”. Między wierszami daje się do zrozumienia, że brak zdecydowanego odporu islamistom będzie  przyznaniem się Francuzów do „nieczystych rąk” i ich  pośredniego  udziału  w „zagładzie”. Mają tylko jedno wyjście : muszą się zdecydowanie opowiedzieć po stronie Izraela.

Aby szybciej  się opowiedzieli, „niezależna francuska” prasa zaleca …„wrogą Żydom” muzułmańską imigrację.

Tę rabinistyczną dialektykę objęto także państwa, nie mające z „zagładą” nic do czynienia.

Tak wygląda schemat ogólny, bo czyż inaczej byłoby możliwe pisanie o „zagładzie” w kółko i na okrągło w Szwecji, w której ich nigdy nie prześladowano? Ochraniano? Ratowano? Jaki byłby w tym sens?

Ma! I to duży, bowiem gdy zaimportuje do Szwecji się muzułmanów , „nienawidzących” Chazarów ( „nienawiść do Żydów wyssali z mlekiem matki”), to będzie można stale pisać o zagrożeniu chazarskiego  życia i mienia.

Uruchamiając jednocześnie propagandową machinę na największym, pirackim lotniskowcu świata pod gwiaździstą banderą, noszącego nazwę „Wielkiego Izraela” i zakotwiczonego  na światowym oceanie,  przypominać „zagładę”  i  grozić światu  kolejną światową, demokra – tyczną   „wojną, „kończącą wszystkie wojny” . Wszystko po to, by uniemożliwić „zagładę”…

Inaczej: jeśli w wyniku nowej światowej wojny zginie 4/5 %  ludzkości to dobrze, byle  ocalał „winny szczep Izraela”, Wtedy  wojna spełni swój szczytny, demokratyczny  cel.

Ale dopóki to się nie stanie to stałe mówienie o „zagładzie” umożliwi spokojne, „pokojowe” pacyfikowanie Arabów w prawdziwym, najważniejszym  „wielkim Izraelu” (Liban, Syria, cześć Iraku i Iranu) w „Ziemi Świętej” , likwidowanie  resztek Palestyny, szkolenie  arabskiej, „demokratycznej opozycji”, niszczenie Syri.

I  uruchamianie  demokratycznych  wojen w Libii, Libanie, Iraku, na Filipinach, w Kaszmirze, nieustanne grożenie  zbombardowania Iranu, destabilizowanie  poprzez „arabską demokratyczną opozycję” Jemenu, Egiptu…. itd.

Umożliwi – przez odwrócenie uwagi europejskich tubylców na nachodźców –  jeszcze lepsze zakamuflowanie przed zachodnimi tubylcami swojej, wzrastającej potęgi ekonomicznej, a dzięki temu jeszcze lepszą  kontrolę,  rozrastającej się biurokracji w  „krajach rozwiniętych”. Wreszcie umożliwi dokończenie  wielkiego dzieła Bar Kochby („Syna Gwiazdy”), wyniszczającego Chrześcijan gorzej, niż osławiony Neron i jego następcy.

IMIGRANCI SĄ…” ZYSKIEM”. Dziennikarz, Henrik Bror, dzielny, przestrzegający  regulaminu żołnierz chazarskiej kohorty Wolodarskiego, 13 maja 2013 r. (rzecz stara ale głośna –  także dziś…chociaż zarazem wstydliwa bowiem, nakreślająca już przed paru laty, linię oficjalnej propagandy- dlatego warto ją przypomnieć) wziął „pod lupę” „Raport OECD”(“Organization for Economic Co-operation and Development”); wg. statutu „OECD” ma ona „wspierać państwa członkowskie w osiągnięciu jak najwyższego poziomu wzrostu gospodarczego i stopy życiowej obywateli.”

Cel zbożny i piękny. Dlatego chazarski pachoł, Henrik Bror,  zajął się nim by wykazać, że ”imigracja jest potężnym dodatkiem dla szwedzkiego społeczeństwa”.

„Raport OECD” jakim się posiłkował Bror  zbadał  efekty imigracji na kraje ich osiedlania się.

Chociaż  w 2013 r. wyszło na jaw, że „Szwedzi pracując więcej niż w latach poprzednich , otrzymując mniejsze zasiłki od państwa, przynoszą jednak  państwu siedem razy więcej dochodu niż statystyczny imigrant”, to wniosek końcowy „Raportu OECD” w wersji Henrika  Brora  mówił wyraźnie, że „Imigracja ma pozytywny efekt na gospodarkę”...

Interesujące, chociaż całkowicie mijające się z danymi źródła, z  „OECD”. Podane tam dane liczbowe , oparte na badaniach  efektów  pracy imigrantów w innych krajach Europy i porównaniu  ich z efektami pracy nie-muzułmańskich  grup imigrantów,  zwracają  szczególnie naszą uwagę – są one absolutnie negatywne dla muzułmańskich nachodźców.

Czyżby „raport” ordynarnie sfałszowano?

Rzecz jasna Henrik Bror  swój artykuł opatrzył prawidłowym, politycznie poprawnym tytułem : ”Imigranci są zyskiem”. Żonglując dowolnie cyframi  H. Bror  wyjaśnia, że „imigranci przynoszą więcej zysku szwedzkiemu społeczeństwu, niż go dostają.”                Artykuł zrobił furorę jak Szwecja długa i szeroka : debatowali, mając go za podkładkę  tzw.„celebryci”,  politycy, poważni „ludzie kultury”, polityczni dziennikarze. Zabrał nawet głos na „Twitterze” ówczesny „minister integracji”,  Erik Ullenhag: „ Często pojawia się na „Twitterze” wątpliwości  o koszty imigracji. Teraz  „Raport OECD” potwierdza to wszystko co (o niej) mówiłem”.

Na wszelki wypadek  „minister imigracji” nie podał żadnego linku  , potwierdzającego „to co mówił”– powołał się jednak na H. Wolodarskiego. Wpis rządowego zidiociałego, demo –liberalnego ramola oczywiście wzbudził zachwyty podobnych mu czytelników, nie znających  ani „Raportu” OECD ” , ani nie umiejących wyciągnąć samodzielnych wniosków z podanych w nim, cyfr.

Wpisy demo-liberalnej gawiedzi na „Twitterze” , a wśród niej także  „ministra imigracji” , pochwalne okrzyki, artykuły i debaty w mediach  miały miejsce rankiem 13 maja 2013 r.  w godzinach przedpołudniowych . Wrzawa  jednak ucichła już w południe  tego samego dnia gdy coraz więcej sieciowych argonautów zapoznała się w sieci z raportem.

”Dziennikarz śledczy”, publikując „swój” wniosek  nie tylko na papierze ale i w sieci , najwyraźniej nie wziął pod uwagę tego, że  ujawniona w sieci zawartość  „Raportu OECD”, skonfrontowana ze szwedzką rzeczywistością, nasuwa nieodparcie wrażenie celowej manipulacji-jeśli nie fałszerstwa.

Gdy chazarska agentura Mossadu zorientowała się w sytuacji  (pomimo, że czytelnicy używali już linku do internetowej strony OECD średnio 30 razy na minutę ) natychmiast na jej polecenie wycofano link z internetowej strony, to całkowite  wycofanie nakładu „normalnego” „DN” z pkt. sprzedaży nie było  możliwe.

Po południu zareagowała , ostrożna jak zwykle, szwedzka TV: zmieniła tekst swojej rubryki w „wiadomościach” ze stwierdzenia „…wg.OECD imigracja jest korzystnym rozwiązaniem…”, na  „…wg. „DN” imigracja jest korzystnym rozwiązaniem”.

Zabawa na „cztery fajery”  trwała nadal : nieliczne dzienniki codzienne, nie podlegające jeszcze kontroli Chazarów już nazajutrz zamieściły artykuły i wywiady krytyków: ekonomisty Tino Sanandaji i uniwersyteckiego profesora ekonomii, Jana Ekberga.

Wydawało się , że sprawa przycichnie ale hucpiarstwo Wolodarskiego wcale nie zmalało – ono się nawet nasiliło, publikując… hymny pochwalne dla muzułmanów.

 STRAŻAK, KTÓREGO NIE BYŁO. Dnia 3 czerwca 2014 r. ”DN” piórem Chazarki z Iranu (w redakcji pracują prawie ”sami swoi”), Golnaz Hashemzadeh (proszę zwrócić uwagę na „starożytną” końcówkę  semicką „deh”, wskazującą na „kanaańskie” pochodzenie , tj. na „Wielki Izrael”), zamieściła we „wstępniaku” „mrożący krew” w żyłach reportaż o „rasistowskim przeżyciu, jakiego sama na sobie doświadczyła”.  (….”Den 3 juni 2014 berättade hon i en ledare om sin upplevelse av den svenska rasismen”).

Chazarka Golnaz Hashemzadeh

Chazarka Golnaz Hashemzadeh

Otóż pewien starszy pan (oczywiście nie nazwany z nazwiska) z Norrland ( jedna z prowincji Szwecji) był strażakiem w Boden. Wg. Hashemzadeh człowiek ten wierzył, że ”wszyscy imigranci są terrorystami”  i doszedł do wniosku, że „będzie dobrze jeśli się temu położy kres tak,  by poznali swoje miejsce”  – to bardzo lubiane przez wszystkich Szwedów wyrażenie chociaż , mające  pejoratywny wydźwięk.

Dalej, ten strażak, używając „drwiącego tonu” opowiedział dziennikarce, jak jeden z imigrantów próbował „stać się członkiem szwedzkiego społeczeństwa” i zaczął nawet pracować w Straży Pożarnej, w Boden. Ale  imigrant „nie znał swojego miejsca” i tego nie można było puścić płazem: „ koledzy poddali go takiemu ostracyzmowi, że zrezygnował z pracy”.

Dla demoliberalnych Szwedów jest to  wstrząsająca historia – tak straszna, że natychmiast rozdzwoniły się telefony do rządowych notabli, komórek lożowych, redakcji, a „celebryci” grozili nawet  samospaleniem się jeśli „faszystowskiemu rasizmowi nie da się należytego odporu”.

Powstał jeden pewien problem: szybko okazało się, że historyjka Golnaz Hashemzadeh o rasizmie i strażaku, z którym  dziennikarka „wielokrotnie rozmawiała” nie trzyma się kupy i jest …”fałszywką”.

Wstrząsająca historia o „strażaku” z Boden  była  jedną z wielu jakie  opowiadała codzienna prasa . Z tą różnicą, że w przeciwieństwie do prasy „faszystowskiej”,  dziennikarscy, demoliberalni  spece unikali jak ognia nazw, nazwisk, dat , posługując  się ogólnikami, np. : „na sztokholmskiej ulicy  kobietę zgwałcili chłopcy”, „napastnikami byli cudzoziemcy” (nie wiadomo skąd ci cudzoziemcy?), „ napaść na kobietę miała miejsce w nocnym(albo rannym) autobusie”, „w metrze”, itp. „Świadkami” byli „jacyś”  „ przechodnie” bez nazwisk (najczęściej zasłaniano im twarze), „interweniowała policja i zatrzymano napastnika”….

Tylko w przypadku zatrzymanych za różne-zresztą bardzo nieliczne czyny – Polaków zawsze z lubością  podawano  ich narodowość, a często ich imiona i nazwiska. „Niewinne” szwedzkie przyzwyczajenie, pewna protestancka  tradycja….

Ale fałszywkę o strażaku  zgubiły zbyt dokładne szczegóły. Głupia sprawa, dziennikarskie potknięcie : Straż Pożarna w Boden, oprócz „pewnego …Białorusina” , nigdy nie zatrudniała żadnego cudzoziemca.

Gwoli prawdy należy wyjaśnić, że praca strażaka w tym demoliberalnym państwie jest wysoko notowana (śmieciarz , a także lekarz czy policjant ma podobnie wysoki status społeczny) i raczej jest zarezerwowana wyłącznie  dla  Szwedów.

Idzie rzecz prosta  o pracę stałą – praca na kontrakt (jakiej w straży pożarnej nie ma) jest  możliwa także  dla „imigrantów drugiej generacji”, znających świetnie język szwedzki lub cudzoziemców.

Każdy głupi wie, że aby zgasić pożar, machać toporkiem i trzymać w dłoniach  wąż sikawki trzeba doskonale mówić po szwedzku – nawet samo doskonałe rozumienie przełożonych i kolegów  nie wystarczy do wykonywania zawodu.

Dlatego, że całkiem zwyczajnie praca w straży pożarnej jest dobrze opłacana ( 11,75 tys. złp), a więc cudzoziemcy (ale nie Germanie), a tym bardziej islamscy nachodźcy  powinni zrozumieć „gdzie ich miejsce”.

Może ten Białorusin miał odpowiednie koneksje, a może to był uciekinier od Łukaszenki?  -to by nadało wiarygodności zatrudnieniu.  „DN” znów interweniowała na „Google” i wpis o „strażaku z Boden”  – to już stało się pewną  tradycją szwedzkiego dziennikarstwa – szybko wycofano.  Zupełnie jak w powieści , „Rok 1984” , Orwella…

GWAŁCICIELE BYLI IMIGRANTAMI. Po tym jak w 2015 r. potężna fala „uciekinierów”, zwabionych przez „przemytników”, rozpowiadających legendy o zasiłkach, pomocy socjalnej i o „chętnych, niebieskookich  blondynkach w Szwecji”, napaści na kobiety lawinowo się zwiększyły – prawie każdy festiwal muzyczny notował liczne gwałty lub przypadki  obmacywania  młodych dziewcząt. Zrozpaczone dziewczyny zeznawały na policji o grupach młodych mężczyzn, zrywających im brutalnie z ciała sukienki, biustonosze, majtki, gwałcących je grupowo publicznie…

Gwałt publiczny wydaje się niemożliwy…A jednak…

Szwedzka TV przeprowadziła kiedyś na tę okoliczność test: para aktorów  odgrywała rolę Gwałciciela i Gwałconej na placu budowy w Sztokholmie. Ludne miejsce, w samym centrum. Ogrodzenie budowy parkanem z typowymi „oknami” na różnych poziomach – rozkoszne maluszki też chcą popatrzeć na dziarskich robotników: popatrzy sobie taki, może mu się spodoba i też zostanie  w przyszłości budowlańcem?

No więc ta para aktorów na odległym od parkanu z 15 m  stosie desek – „uprawiała seks”.

Ona, mając twarz oblana keczupem , strasznie krzyczała i wzywała pomocy, że ją gwałcą. Płakała i rzucała się. Ale obok, czekając swojej kolei, stali krzepcy budowlańcy-koledzy tego pierwszego gwałciciela.

Gdy za bardzo wierzgała  przytrzymywali ją kumple, a gwałcący  bił ją po twarzy. Wszystko wyglądało bardzo naturalistycznie. Ale nie było… interesujące : cała  kupa ludzi, a wśród nich matki z maluszkami w wózkach zaglądała przez „okienka”. Nikt nie zareagował: ludzie , jak ludzie: popatrzyli „na seks”, a po „zmianie warty” stracili kompletnie zainteresowanie i sobie poszli.

W  końcu gwałt to zwyczajna rzecz: w telewizji pokazuje się go w różnych odmianach kilkanaście razy dziennie. Co w nim interesującego?

Pomimo, że wszystko trwało aż  20 min. na placu budowy w centralnym Sztokholmie,  alarmu… nie było.

Tak więc jeśli komuś się wydaje, że nie można gwałcić kobiet publicznie, to się strasznie myli. Trzeba także wziąć pod uwagę to, że gwałcone kobiety są brane do „środka” gangu „młodych mężczyzn”. Nikt  postronny tych kobiet  nie widzi, nikt ich nie słyszy w ogłuszającej, satanistycznej „muzyce”  i wyciu oszołomionego narkotykami  tłumu.

Policja jednak ustaliła , że sprawcami byli…muzułmańscy imigranci, a nawet …nieletnie dzieci .  Internetowy dziennik, ”Fria Tider” z dn. 2 czerwca 2016 r. podał, że usłyszał od Per-Arne Erikssona, komendanta policji w Karlstad (miasto nad jez. Vännern), że ” w tym roku z okazji corocznego festiwalu na miasto spadła inwazja…obmacywaczy . Zapłakane dziewczęta opisywały ich – przynajmniej wg. ich rozeznania- jako „obmacywaczy z Afganistanu””.

Zdjęcie z prasy norweskiej, z art. zat. :” Napaść na młode dziewczyny-pół roku milczenia w szwedzkich mediach” – dziennikarz rozmawial z anonimowym chłopakiem , który ostrzegł „Dagens Nyheter”.

Zdjęcie z prasy norweskiej, z art. zat. :” Napaść na młode dziewczyny-pół roku milczenia w szwedzkich mediach” – dziennikarz rozmawial z anonimowym chłopakiem , który ostrzegł „Dagens Nyheter”.

Jakby tam nie było, Afganistan czy jakieś inne państwo muzułmańskie (Szwedzi z reguły mają słabe rozeznanie kraju  pochodzenia-tylko Polaków rozpoznają bez pudła), seksualni przestępcy byli muzułmańskimi  nachodźcami.  Interesujące jest to, że wcześniejszy „Sytuacyjny raport policyjny”  z dn. 16 maja 2016 r. -pisze „Fria Tider” opisywał całe wydarzenie oraz propozycje przeciwdziałania”.

W raporcie napisano, że: „…W przypadku, gdy popełniano przestępstwo w miejscu publicznym  w dużej grupie, najczęściej przestępcami była męska młodzież, szukająca obecnie azylu w Szwecji…Wielu z nich nie miało numeru osobistego i dlatego” Doniesienie o popełnieniu przestępstwa” przypisano grupie chłopców, szukających azylu…”…

d

Coraz więcej „szwedzkich”policjantek chodzi w..hidżabach.

Oficjalne, prorządowe  media  doszły do wniosku, że muszą zadbać „o prawdę” i wystąpić przeciw „antymuzułmańskiej fobii”. Akurat nadarzała się dobra okazja: festiwal muzyczny w Sztokholmie – „We are Stockholm”, na którym znów doszło do kolejnej seksualnej napaści.

Kiedy „DN” dostało „tips” ( tajne doniesienie), że pewien duży gang wybiera się na w/w festiwal. Natychmiast wydelegowała nań niejaką Hanne Kjöller (no..ona też…) – ”feministyczną liberałkę”.

e

Hanne Kjöller- bez wątpliwości

Miała za zadanie przypatrywać się przewidywanym zajściom , a potem napisać artykuł. Hanne skontaktowała się z policją i zaczęła „pracę”. Oczywiście gang „chłopców” znów zgwałcił parę dziewcząt i dużo z nich obmacał. Ale Chazarka nie dotarła bliżej zajścia bo „był straszny tłok” . Mimo to rozpoczęła pisać artykuł.

Tak sobie pisała i pisała o „chuliganach” gdy policja zawiadomiła ją, że „gang składał się z samych muzułmanów”. To zupełnie nie pasowało do jej światopoglądu i linii pisma – przerwała „pracę”  i artykułu nie skończyła.

Akurat w tym samym czasie , gdy ona błądziła po festiwalu i w natchnieniu pisała o „dobroci imigracji muzułmanów”, a  „DN” wystartowało kampanię prasową , w której ….serdecznie zapraszano nachodźców muzułmańskich do Szwecji i usiłowano przekonać Szwedów do „dobrze sytuowanych uciekinierów z Afganistanu”, muzułmanie rozpoczęli muzułmańskie „seksualne uświadamianie”  Szwedek; żeby tubylcze kobiety wiedziały co je czeka,  gdy nie konwertują szybko na islam… Nie potrafią  inaczej : gwałt na kobietach wroga to miły sercu obyczaj „zbrojnego męża i muzułmanina”. Tym bardziej, że i  Allah, i Mohammad „nie mają  nic przeciwko temu” : w „Koranie” dają wyraźne instrukcje  w tej materii- „gwałćcie kobiety wroga”.

Kiedy „DN” zorientowała się, że muzułmanie dokonali masowego gwałtu  usiłowała, wybielając się  wszystko zwalić  na…policję. Posunięto się nawet tak daleko, że oszukano czytelników fałszywymi „doniesieniami”, że to właśnie „DN” „odkryła napaść”, pisząc, że: „W oficjalnym policyjnym raporcie podano, że wydarzenia na festiwalu miały spokojny przebieg ale śledztwo „D” wykazało, że alarmujące raporty wyciszano”.

W domyśle: policja coś najwyraźniej ukrywała.

Policja usiłowała przedstawić swoją wersję ujawniając publicznie treść esemesów, które ponad wszelką wątpliwość wykazywały zupełnie coś innego: to policja próbowała kilka razy  nakłonić „DN” by ta przedstawiła prawdziwą wersję wydarzeń i, że Kjöller „była zainteresowana ale urwała kontakty kiedy okazało się, że faktyczny przebieg wydarzeń nie pasował do tego, co napisała.”

Już wcześniej Hanne Kjöller pisała na łamach „DN”, że Szwedzi powinni zaakceptować muzułmańska nienawiść kierowaną przeciw nim i wyrażać ja w inny sposób, niż przez rasizm okazywany imigrantom,” ;  w podobny sposób piszą także inni dyżurni dziennikarze, nazywając niechęć do imigrantów, „islamofobią”, nie przejmując się wcale tym, że ofiary muzułmanów są od razu zaliczane do kategorii „szwedzkich kurew”. Ich nienawiść jest zresztą całkowicie „uzasadniona bo  imigranci należą do grupy z większymi prawami do wyzywania   Szwedów” ( „DN” z 18 marca 2014 r.).

!3  stycznia 2016 r. badaniem cenzury w „DN” zajęła się norweska dziennikarka, Helge Ögrim ze związkowego dziennika ludzi pióra, „Jurnalisten”(„Dziennikarz”). Po wnikliwym badaniu przyznała rację wszystkim „dziennikom alternatywnym” (czyli w nowomowie dzienniki nie-rządowe i antyliberalne) .

Wg. niej ,Hanne Kjöller,  „choć była świadoma tego, że islamiści gwałcą kobiety (Kjöller jest oczywicie  żarliwą „obrończynią praw kobiet” i niesłychanie pozytywnie nastawiona do homoseksualistów – JB) pominęła w swojej relacji   przypadki gwałtów, wybierając taktykę przemilczania niewygodnych faktów”.

A kiedy norweski dziennik związkowy dziennikarzy,” Jurnalisten”   (http://tino.us/2016/01/nya-avlsojanden-i-wolodarskiaffaren/  )

 spytał ją o wewnętrzną cenzurę w „DN” , ten  chazarski dziennik odpowiedział, że „nie będzie komentował oskarżeń pochodzących od populistów”.

A więc jest taka sama jak taktyka  chazarskiego koncernu medialnego „Agora” i kontrolowanych przez niego  jej pisemek propagandowych, „Gazety Wyborczej” „Newsweeka”, „Kultury Liberalnej” „Krytyki Politycznej”, „Liberte!” „Przeglądu Politycznego”  i podobnym im szmatławcom „pierwszego” i „drugiego obiegu”.

Dziś Hanne Kjöller jest po procesie sądowym o zniesławienie: została wyrokiem sądu zmuszona o wypłatę miljonowego  odszkodowania pewnemu właścicielowi restauracji, którego niesłusznie – stosując swoją metodę przemilczania, fałszowania faktów i pomówień –oskarżyła o machlojki z mieszkaniem. Sąd nie dopatrzył się winy restauratora i skazał pupilkę Wolodarskiego.  Po tym zajściu ( Chazarzy strasznie nie lubią jak ich się skubie z forsy-nawet jeśli są to inni Chazarzy) wymuszono na Kjöller „dobrowolne odejście”.

„CHRONIĆ ELITĘ OD MOTŁOCHU”.   „Nowa” taktyka chazarsko- liberalnych dzienników  została uznana na całym świecie za „opiniotwórczą”. Oczywiście przede wszystkim w Szwecji , w której  wszystkie duże  dzienniki  są „opiniotwórcze”. Tę „nową” taktykę  (w Polsce np. wyraża się ona np.w tzw. ”opozycji totalnej” i rzucaniu kalumnii na obóz rządzący) można poznać przede wszystkim po głośniej wrzawie i szczekliwym, napastliwym tonie „dziennikarzy śledczych”, a także przedstawicieli  demo-liberalnej opozycji.

I tak 24 czerwca 2016 r. ”DN” w niesygnowanej nazwiskiem, bardzo krytycznej ”opinii” zat. „En mörk dag för Europa” ( „Mroczny dzień dla Europy”– (http://www.dn.se/ledare/huvudledare/en-mork-dag-for-europa/) osądzono w szczekliwej formie Brytyjczyków, którzy odważyli się coś uczynić dla siebie , a nie dla „dobra Europy” („för Europas bästa”).

Finansminister Minister Finansów, Magdalena Andersson i premier, Stefan Löfven, komentują wynik brytyjskiego glosowania nad opuszczeniem ”unii”.

Minister Finansów, Magdalena Andersson i premier, Stefan Löfven, komentują wynik brytyjskiego glosowania nad opuszczeniem ”unii”.

„DN” skomentowała to w bardzo osobliwy sposób : „wyborcy głosowali „nie” dla unii by przeszkodzić jeszcze bardziej imigracji młodych mężczyzn z krajów islamu”.

Oczywiście  zamieszczane wypowiedzi „obywateli” brytyjskich  celowo dobierano pod kątem ich krytycznego nastawienia do wyników referendum. Wynikało z nich niezbicie, że decyzja „ludu była błędna”. Użyto słowa „populitser” („populiści”) i tym samym dano do zroumienia „intelektualistom”, że chodzi o „populizm motłochu”  bowiem ludzie naprawdę myślący są zawsze „za”. To, że „populiści wygrali referendum” jest „sygnałem, że populizm staje się powszechny”.

Jakby tego było mało wystąpił także sam „Peter Wolodarski”, który bez ogródek nazwał premiera Wielkiej Brytanii, Davida Camerona (nawet mu nie pomogło chazarskie korzenie i biblijne imię)  „zerem , które pozwoliło ludowi na decydujący głos w tak ważnej sprawie”. Najwyraźniej „ważne sprawy” są nie dla motłochu ale dla masońskich i chazarskich decydentów – naczelny redaktor, Wolodarski, bez ogródek przypomniał Cameronowi tę prawdę.

Trzeba uczciwie przyznać, że ma sporo słuszności: w końcu on sam jest 100%-wym Chazarem, a nie tylko „ ćwierć” jak Cameron  – dziadek Camerona, Emile Levita, był Chazarem z Niemiec. Czystość krwi w tej szajce ma jak zawsze i wszędzie – decydujące znaczenie.

Wystąpienie WB z „unii” wiązało się oczywiście z problem przestępstw popełnianych przez imigrantów – nie tylko w WB ale w całej Europie.  „Dziennikarze śledczy” maja wprawę w żonglowaniu cyframi i są zawsze w stanie „wykazać”, że jest on „ tylko niewiele wyższy niż normalny”. Ale oznacza „normalny poziom przestępstw”?

Bo jeśli się bierze pod lupę wyłącznie drobne przestępstwa ( kradzieże w sklepach czy kradzieże samochodów, włamania) popełnione w WB przez tubylców, to rzeczywiście jest  on „w normie”.

Ale gdy się skoncentrujemy na najcięższych przestępstwach – napadach rabunkowych, ciężkich pobiciach z użyciem noży czy broni palnej , morderstwach i ohydnych gwałtach na kobietach  – to bez trudu zauważymy ich niesłychanie wysoki, gwałtowny  wzrost. Zauważmy, że  procent zamieszanych w nie bogobojnych muzułmanów jest oszałamiająco wysoki.  Ale „dziennikarze śledczy” pracują tak: podają  liczbę przybyłych muzułmanów( zwykle ja „nieco” zaokrąglając „w dół”)  i zestawiają ją ze statystyczną liczbą „przestępstw drobnych”.

W ten sposób przeciętny tubylec może się sam przekonać i uspokoić:  „przybyło 800 tys. nachodźców czyli ludność zwiększyła się o 1,3%, a liczba przestępstw wzrosła tylko 0,09 % .” Czyli jest dobrze: każdy może się przekonać, że  „islamofobi” bezczelnie kłamią.

„Dziennikarze śledczy” jednak pomijają  przestępstwa najcięższe : w tej kategorii bogobojni  muzułmanie zwykle stanowią  grupę aż 80-85% – tową. W podanym chociaż ludność wzrosła zaledwie o 1,3%, to liczba najcięższych przestępstw wzrosła aż …130%!

W tej sytuacji Wolodarski wypuszcza następnego chazarskiego „sokoła” : do boju rusza  przyboczna Wolodarskiego, Ulrika By , która, wykorzystując swoją szansę, znów napadła na   dziennikarzy , którzy  „ nie powinni zamieszczać negatywnych  wypowiedzi  ludzi”.

O gwałtach islamistów na festiwalach stwierdziła pogardliwie, że „nie można opowiadać całej prawdy, ponieważ jest ważniejsze by Szwedzi nie mieli „błędnych” poglądów”.  „Polityka neutralnościgrzmiała w „DN” z 22 maja 2013 r. ( http://www.dn.se/sthlm/men-hur-vi-an-gor-sa-gor-vi-fel/  – jest błędem”, bowiem  „ dziennikarstwo powinno  dążyć do tego, żeby nie wzbudzać wrogich uczuć do imigrantów”….

”SEKCIARSTWO I ZASTRASZANIE”.  Dzisiejsze obyczaje w ”DN” – podkreślają starzy dziennikarze –  jako żywo przypominają  stosunki, panujące w jakiejś skrajnej, protestanckiej sekcie, np. u Świadków Jehowy”.  Porównując zaś technikę propagandy i socjotechniczne sztuczki „DN” z  propagandą „Gazetą Wyborczą , zauważamy bez trudności niezwykłe podobieństwo zachowań ”dziennikarzy” obu redakcji.  Zresztą oba te pisma należ do Chazarów…

Rozszerzając zaś porównania na „odpowiedzialne dzienniki” europejskie czy amerykańskie, jak np. „NY Times”, czy „Washington Post ” ( w którym wypisuje antypolskie artykuły chazarska żona lewaka, Sikorskiego – Anne Apelbaum) nabieramy absolutnej pewności, że celowe fałszowanie danych i wydarzeń jest motorem, napędzającym światowy, demoliberalny ośrodek decyzyjny, rozsyłający rozkazy do niższych central poszczególnych państw.

Obejmując stanowisko „naczelnego” Wolodarski natychmiast przeprowadził …czystkę, wyrzucając z redakcji wszystkich tych , którzy nie mieli lewicowej przeszłości w skrajnie lewicowych formacjach –  miał ku temu predyspozycje,  bo to i geny, i bogate stalinowskie doświadczenia rodziców z „okresu rozprawy z faszystowskim podziemiem” w okresie „utrwalania władzy ludowej w Polsce”.

Świadkowie opowiadali o wręcz sadystycznych, acz wyrafinowanych, metodach Wolodarskiego w pozbywaniu się „niepożądanego elementu o prawicowych odchyleniach”: była to stalinowska metoda tzw. „zamrażarki” („frysboxen”), polegająca na płaceniu… za nic nie robienie.

Wolodarski  nawet  ulepszył stalinowską metodę, pakując przeznaczonych do zwolnienia, do odległego od miasta, podmiejskiego szabrawego  lokalu, w  którym spędzali bezproduktywnie czas. Żaden nie wytrzymał presji – wszyscy  wypowiedzieli pracę po paru miesiącach.

Ale nawet „dobrowolcy”, którzy woleli sami odejść byli prześladowani za to, że… mimo to „rozpowszechniają niepożądaną informację”, tj. taką, którą wg. „DN” powinno się cenzurować ; np. kobieta (71 lat), emerytka , podpisująca się  na swoim blogu pseudonimem, ”Julia Cesar”. Po napisaniu 200 niepochlebnych muzułmanom „kronik” na swoim blogu została wyznaczona za cel dla bojówkarzy z „DN”  : obrzucano  ją wyzwiskami  podj domem, ktoś wybijał jej szyby, rysował samochód…Działania w najlepszym stylu nowojorskich, kryminalnych  gangów czy nawet chazarskiego gangstera, „capo di tutti capi”, Meyera Lansky,ego…

Ale czy to dziwi? Zaskakuje?

JACQUES WALLNER- MOREDRCA.  Jeden z ”alternatywnych” dziennikarzy  ujawnił w sieci, w 2012 r. nieprawdopodobną historię, skrzętnie chowaną za dostojną, demoliberalna fasadą „DN”: jeden z „aktywistów”, zatrudniony dziś w tej gazecie zabił  za „niewłaściwe  przekonania”, człowieka.

Było tak: pewnego wieczoru, dziennikarz „DN”, Jacques Wallner, wraz z kumplami zobaczyli na ulicy 21-letniego młodego mężczyznę, który wydał się im  „z wyglądu faszystą”. Na jakiej podstawie? Ano takiej,  że „był po faszystowsku ubrany  w skórzaną kurkę i miał krótko obcięte włosy” Wallner postanowił „dać nauczkę faszyście”: wyjął nóź,  dźgnął „faszystę” w serce pięć razy i go zabił.

Morderca, Jacques Wallner w „swojej rubryce” w „DN”

Morderca, Jacques Wallner w „swojej rubryce” w „DN”

Gdy zabijał – a było to w 1992 r. – już od roku pracował w „DN”. Później, w śledztwie, okazało się, że zamordowany mężczyzna wcale nie zajmował się polityką – szedł na spotkanie ze swoją dziewczyną…  Jak to dziś mówią demoliberalne śmiecia: „był w złym miejscu, w złym czasie”- nie podziewał się ataku „postępowca”…

Swoją drogą to ciekawe, że lewicowi dziennikarze chodzą ”dla obrony” po ulicach z nożami w kieszeni…

Pytana w tej sprawie redakcja „DN” …odmówiła komentarzy. I żaden  „poważny dziennik” tego nie komentował. Bo i po co? Ktoś tam kogoś zabił. Zwykła rzecz. Zdarza się prawie codziennie, a w filmach jeszcze częściej.

Co robi dziś morderca?

Sięgnijmy do „Wikipedii”  : https://sv.wikipedia.org/wiki/Jacques_Wallner.  Okazuje się, że morderca jest ”obecnie (znowu- JB)  redaktorem w ”DN”, , a wcześniej był m.in. dziennikarzem ”ogólnym”, dziennikarzem ekonomicznym, sekretarzem redakcji od spraw biznesu, sekretarzem w redakcji ” Arbete & Pengar” (” Praca i Pieniądze”- JB), szefem redakcji od spraw ekonomicznych, dziennikarzem od ”spraw lata”, a także korespondentem zagranicznym…” Ani słowa o mordzie. Czy to dziwi?

A czy dziwi dziś kogo taki  lewacki śmieć, Jose Barosso, grający dziś pierwsze skrzypce w unijnej ”Czerwonej Kapelii” z innymi zasłużonymi towarzyszami? Co z tego, że  w przeszłości był członkiem skrajnej, prochińskiej zbrojnej  grupy studentów z portugalskiej „Partido Comunista dos Trabalhadores”Przecież do cholery miał prawo „walczyć” bo bronił demokracji przeciw „faszystowskiemu reżymowi Antonio Salazara”… To „swój” zaufany człowiek. Dobry, niezłomny  towarzysz.

Michnikowate mówią o takich, że „człowiek inteligentny, intelektualista, musiał w przeszłości otrzeć się o marksizm”...

Marksizm to nie tylko morderstwa popełniane w imię idei na ludziach o innych przekonaniach ale także zwykłe mordy, do których „uzasadnienia” dopasowuje się ideologię. Marksistowska doskonale pasuje. Może ten wysoki komisarz unijny i komunista, Barosso też ma ręce zbroczone krwią?  – jego oszałamiająca kariera (podobnie jak Tuska i im podobnych) w jakobińskiej unii jest wielce mówiąca… : wiadomo, że jeśli się ma odpowiedni „szkielet w garderobie” ,to się jest związanym z gangiem na śmierć i życie. I szybciej awansuje w hierarchii władzy.

Na marginesie: życie w demoliberalnej Szwecji jest tanie- za morderstwo dostaje się zwykle 8-12 lat… Szemrani zwykli mawiać, że za jaką małą kradzież –„rok nie wyrok, a dwa lata jak dla brata”…

Czy niesłychanie niski wyrok na Wallnera za morderstwo nie był jak  „dla brata”?

Jan Bek

Tags : , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.