Opublikowano Czerwiec 12, 2017 Przez a303 W Świat

Kronika szwedzka nr 23. Jan Bek

Chazarski  ” Expressen” (chazarskie pismo w jęz. szwedzkim przeznaczone dla tubylców, wydawane przez chazarski koncern Bonniers) często wypisuje w dziale „Kulturen”(sic!)  piórem  skrajnego lewaka i syjonisty,  Salomona Schulmana, mrożące krew w żyłach opowieści na temat ”prześladowań Żydów ” w Malmö.

To jego konik – zawodowe skrzywienie. Schulman wszędzie wietrzy „antysemitów”  chociaż jakoś nie może dostrzec stałej, pro – islamskiej propagandy, uprawianej przez jego chazarskich szefów w doskonałym, porywającym stylu. Może przejął schedę po sławnym Szymonie Wiesenthalu ?  A może wypełnia zadanie powierzone mu przez Mossad i działa jako zawodowy dezinformator i tropiciel ?

Jeszcze w 2015 r. zajmował się Assadem  i …niemieckimi pomagierami Hitlera, z których jeden, szczególnie groźny Alois Brunne (prawa ręką… Chazara Eichmanna)  „był ochraniany przez rodzinę Assada” i krył się gdzieś w Damaszku.  Fakt, że Brunner najprawdopodobniej zmarł bo taka wieść doszła do uszu Mossadu gdzieś ok. 2010 r,.,  nie obchodził Schulmana –ważne było to, że „ochraniał go Assad ”- inny „ groźny i nie mniejszy zbrodniarz wobec narodu żydowskiego”.

Oczywiście w węszeniu Schulmana są, bo muszą być, także  polskie akcenty. Jak to bywa z „wybitnymi specjalistami”, mającymi doskonałe rozeznanie w stosunkach narodowościowych, w Europie Środkowej także i Schulman ma swoje moralne alter ego  – niejakiego „Władysława Żelazo”. „Żelazo” był powstańcem w warszawskim ghettcie  i późniejszym komunistycznym oprawcą  – podopiecznym samego Jakuba Bermana. Jakoś tak się stało -pewnie był to ”przypadek” –  rzecz jasna, gdy „nastała wolność”Żelazo” nie wypuścił broni z ręki i nie wyjechał – jak to uczyniło  wielu jego rodaków – do Izraela  tylko jako „patriota”,  prowadził wojnę przeciw ”polskim karłom reakcji”.

Gdy w 1968 r. chazarscy towarzysze na krótki okres czasu stracili władzę w Polsce , „Żelazo” wyjechał do Szwecji i z miejsca zaczął oskarżać Polaków o  „antysemityzm” , „współpracę z Niemcami w tzw. „Zagładzie” i  „tłumieniu powstania Żydów w ghettcie” :. „Polacy –  mówił Schulmanowi „Zelazo” – pomagali Stroopowi w zlikwidowaniu powstania”.

Jednak  z powodu „antysemityzmu” Polaków”, „Żelazo” został…uratowany i przechowany przez nauczycielkę, p. Nagórzewską, zamieszkałą w Warszawie po „stronie aryjskiej”. To piękny i typowy  przykład  chazarskiej wdzięczności….

Schulman rzecz jasna także się zgadzał z „Wł. Żelazo” chociaż wydawało się, że  zadanie postawione przed nim przez Mossad, przypomina znalezienie rozwiązania „kwadratury koła” bowiem udowodnienie „antysemityzmu” Polaków nie było możliwe.

Ale powtarzając w kółko niestworzone historie, że „obozy wyniszczania Żydów nie powstały przypadkiem” Schulmanowi się udało: dziś  wielu Szwedów zostało całkowicie przekonanych, że to  „Polacy mordowali  niewinnych Żydów, a Niemcy im tylko pomagali”.

W maju 2017 r. argusowe oko Schulmana padło na Norwegię – to też jest kraj „urodzonych antysemitów”. Równie wredny jak Polska. Wcale nie gorszy. Kolejne zadanie także  było niełatwe: „Sprawić by Norwegowie zaczęli odczuwać wstyd obchodząc swoje narodowe święto.”

a

Święto narodowe w Oslo

Mało gdzie święto narodowe obchodzi się tak radośnie jak w Norwegii. 17 maja Norwedzy tłumnie wylegają na ulice, świętując rocznicę przyjęcia przez państwo konstytucji w 1814 roku. Zamiast znanej z innych krajów uroczystej pompy, tego dnia w Norwegii panuje atmosfera zabawy.

Obchody święta narodowego w różnych miejscach przebiegają nieco odmiennie, ale łączy je zazwyczaj przynajmniej jedna wspólna cecha, mianowicie jest to najradośniejszy dzień w roku dla większości norweskich dzieci. Obowiązkowo muszą się odbyć dziecięce pochody, składające się z odświętnie ubranych maluchów, dzierżących miniatury norweskich flag i maszerujących przy dźwiękach szkolnych orkiestr. Największa z takich parad odbywa się w Oslo. Specjalnie na nią do centrum miasta co roku przybywa nawet 100 tys. osób.

b

Znów maszerują!Ale, ale….A gdzie pamięć o „zagładzie”?

Chociaż także Szwedzi patrzą z zadowoleniem na święto sąsiadów, to jednak są zazdrośni, że Norwegowie czują tego dnia radość i dumę. Szczególnie „warstwy oświecone”- demo liberałowie. Wyrazicielem  opinii tej „postępowej” części szwedzkiego społeczeństwa stał się… chazarski lekarz (pediatra oczywiście) i z niestrudzony dziennikarz, Salomon Schulman. Przyznał on co prawda, że 17 maja jest świętem narodowym Norwegii ale jednocześnie podkreślił, że „świętowanie graniczy z pustką”.

W swojej „kronice” w chazarskim „Expressen” podejmuje niełatwy problem „pomocy Norwegii Niemcom” w drugiej w. św. Najgorzej go oburza  fakt, że  pomoc  Chazarom przez „norweski ruch oporu nie była  najwyższym priorytetem jego działalności”.

Po przydługim wstępie pełnym inwektyw miesza z błotem dziesiątki tysięcy cywilnych Norwegów, którzy dobrowolnie walczyli ramię w ramię z innymi przeciw Niemcom – wystarczy sięgnąć chociażby do książki Pera Hansena, o konwojach morskich (Norwegia miała w II w. św. jedną z największych flot) , „Co dziesiąty musiał umrzeć” by także i nam z oburzenia zacisnęły się pięści.

Trzeba się „ poważnie zastanowić czy szeroko śpiewając, „ Kochamy ten kraj”, mamy prawo prześlizgnąć się nad losem ofiar i obojętnością, która popierała Zło” – oto przykład typowej  publicystyki chazarskiego propagandysty.

***

Ta sama „Expressen”, dn.20 maja 2017 r. piórem pro-chazarskiego giermka, Pera Wirtena, daje wyraz swej frustracji, że „na ekranie szwedzkiej telewizji, SVT,  jest za mało nie-szwedzkich twarzy”.

c

Może to jednak kobieta?

Kiedy nastąpiła zmiana na stolcu ”naczelnego” w „SVT”, nowa dyrektor, Hanna Stjärne (od razu się domyślamy, że ona też…) obiecała, że wprowadzi „ kwoty” („kvotering” w tym przypadku  oznacza „pozytywne promowanie imigrantów”) dla  rządowych kanałów. Trzeba uczciwie przyznać, że to się jej udało. Ale „Expressen” nie jest zadowolony – chce widzieć jeszcze więcej imigrantów.

Wirten chce widzieć „więcej nowych Szwedów na ekranie”.

„Imigranci”, a później „nowi Szwedzi” to przecież w 99,99%… muzułmanie. Ergo: Wirten chce widzieć więcej Arabów, Somalijczyków, Pakistańczyków i innych przedstawicieli tego islamskiego barachła ( tj. „nachodźców”)  w szwedzkiej telewizji.

Rozumiem Szwedów: gdy do tej pory patrzyli na telewizyjny ekran, czuli się jak w ”dawnej Szwecji”, a gdy tylko wychodzili na zewnątrz – byli „w nowej”.

Oburzenie buduje Wirten wyłącznie na braku w telewizji osób o „cudzoziemskich korzeniach” . Szczególnie w lubianym programie porannym, „Dzień dobry Szwecjo(”Gomorron Sverige”).

Szefowa „wiadomości, ”Anne Lagercrantz (ona też…) zareplikowała, że  „nie znalazła kompetentnej osoby pochodzenia imigranckiego do  prowadzenia programu” przez co, oczywiście, należy rozumieć, że Chazaria, która wodzi rej w telewizji, woli na to stanowisko jakiegoś swojego… Co, zresztą w sumie wychodzi na jedno.

„To – zauważa przygłup, Wirten –  jest „team-marzenie” ale jeśli idzie o „wielokulturowość” nie poszliśmy dalej pomimo, że w grupie nachodźców (Wirten używa poprawnie politycznie słowa słowa „imigrant” – JB) są ludzie w różnym wieku, o różnych kompetencjach i przeszłości.”

Gdyby jednak trochę się zastanowił musiałby dojść do wniosku, że jego obiekcje są całkiem nie na miejscu – wszystko jest w należytym porządku, gdyż  kierownikami programowych działów są  ludzie o „różnych kompetencjach”- Chazarzy.

***

Wielkie emocje wzbudza jeszcze dziś  rozpoczęta kilkanaście lat temu (1992 r.) przez „prawicę” reforma szkolna. Rzecz prosta, że nawet ta ułomna reforma wywołuje jeszcze dziś ostre reakcje „postępowych nauczycieli”, dla których uczestnictwo dzieci w „marszach pokoju”, czy ich samych w „paradach gejów” lub wstępne  nauczanie seksu dzieci już w przedszkolach  i bardziej zaawansowana edukacja  (np. o „seksie alternatywnym”) w liceach jest bułką z masłem. Z tego względu demo- liberałowie nie tolerują „szkól religijnych”„Takie szkoły – mówią unisono – w nowoczesnym społeczeństwie powinny zostać zakazane”.

Oficjalny organ demoliberalnych „edukatorów”, „Tidning Lärarnas”( „Dziennik Nauczyciela”) w dn. 31.05.2017 r. przynosi ciekawy wywiad  Hansa Ingvara Rotha, wizytatora z ramienia „Ministerstwa Szkolnictwa” i wykładowcy na „Wyższej Szkole Nauczycielstwa”,  zatytułowany .„Jezus w szkole- dobrze czy źle?” („Jesus i skolan- rätt eller fel?”).

Ingvar Roth, jak przystało na skrajnego demoliberała, piastującego odpowiedzialną profesurę (stanowisko powierzyła mu z ”największym zaufaniem”  rządząca  demolibralna masoneria i on jest „jej bardzo wdzięczny” )  jest poważnym człowiekiem i nie rzuca słów na wiatr.

Od razu to widać: „jest skupiony, skoncentrowany i mówi z głębokim zastanowieniem-znać, że sytuacja w szkolnictwie leży mu na sercu”

Zaczyna  tak:

„…Oni proponują bezpieczne środowisko. Nie, nie łamią wolności jednostki. Poglądy o szkołach religijnych są rozbieżne. Odwiedziliśmy jedną taka szkołę – „Chrześcijańską Szkołę w Borås”. Rozmawialiśmy z ekspertami i jednym odskoczkiem”.

Potem podmalowuje od niechcenia atmosferę w szkole i od razu jest zdumiony, że” lekcje zaczynają się modlitwą i czytaniem Ewangelii.”  Ale tylko trochę  bo dodaje  z wyraźną ulgą , że „szybko następuje „amen” i uczniowie się uspokajają, a  całość się kończy już po 10 min” Teraz „nastąpi pisemny sprawdzian z matematyki… dobrze, że nie było żadnych psalmów i alleluja”- to właściwie wcale nie wygląda tak religijnie”.

Roth dzieli się ze swoimi spostrzeżeniami z nauczycielami. Ale pastor i rektor szkoły go „prostują”, mówiąc, że „religijna atmosfera oczywiście jest – podobnie jak w innych tego typu szkołach.” Najwyraźniej nie rozumieją wizytatora-on chce żeby takiej atmosfery w ogóle w szkołach nie było.

Ingvarowi j cisną się jednak na usta  pytania. Nie waha się i wali prosto z mostu: „Czy, wyglądające na sekty zgromadzenia religijne mają prawo prowadzić szkoły? A jeśli nie,  to gdzie musi przebiegać linia  poza którą nie można wyjść? Czy szkoły religijne muszą się w ogóle znajdować?”.

Roth jest bystrzakiem, ma doświadczenie pedagogiczne i zauważa, że jak ”zadawać pytania proste, konkretne, to odpowiedzi  na nie, ” są pokrętne i jakby nieszczere”.  Takie pytania  stawiali kiedyś, żądając „prostej, jasnej  odpowiedzi”  bolszewicy stalinowscy. Stawia je także i dziś „Wielki Wschód” we Francji, Niemczech, Włoszech – w całej „unii”…

Roth, uniwersytecki wykładowca  i …docent ”etyki” przy „Wyższej Szkole Nauczycielstwa” w Sztokholmie daje przykład swojej metody, pytając podstępnie: ” Czy szkoły muszą bazować na wierze i zawsze być miejscem segregacji? A gdzie się podziewa wizja szkoły, mającej być miejscem kontaktów dla różnorodności poglądów? ”. Rektor z pastorem wywijają się jak piskorze i, odpowiadając, głupawo pytają: „A czy to źle?”

W tym miejscu nieodparcie nasuwa się wrażenie, że konikiem Rotha jest walka z religią , bo koncentruje się przede wszystkim na niej i, zwracając  uwagę na swoją „metodologię”, wskazuje kilka istotnych rzeczy, będące jego zdaniem „ sprawą zasadniczą”„one  sterują debatą”. Te „rzeczy” to po prostu „wychowanie religijne”. Roth pracuje wg. lożowych wytycznych.

Po pierwsze podkreśla, że problem roli religii w wykształceniu młodzieży  „jest najbardziej naładowany uczuciami” co  „ w tak ekstremalnie zsekularyzowanym – w porównaniu z krajami katolickimi – społeczeństwie jak szwedzkie nie może mieć miejsca”. Można i trzeba …” podważyć potrzebę istnienia, trzymających się ściśle religii takich szkół i preferować szkoły ściśle neutralne” gdyż „…szkoła zawsze znajduje się w specyficznym, socjalnym, wzajemnym stosunku, w którym oceny światopoglądowe uczniów, nauczyciela i rodziców wpływają wzajemnie  na środowisko. To, że jest a-religijna jest życiową postawą.”

Po drugie wskazuje, że „szkoły religijne  łączą się z fundamentalizmem  – zawsze istnieje   obawa, że uczniowie zostaną indoktrynowani innym światopoglądem, jaki panuje w grupach fundamentalistycznych”.

I po trzecie  uzasadnia przyczynę skłaniającą do likwidacji „szkół religijnych”. Jest nią „powszechny,  negatywny stosunek do nich. Jest to coś, czego państwo nie może wypuścić z rąk”.

Każdy demo-liberał  widzi w „różnorodności poglądów” największe niebezpieczeństwo -ideałem jest „całkowita jedność moich poglądów na wszystko”. Oczywiście chodzi tu o przede wszystkim o moralność, o etykę światopoglądu  laickiego chazaro-masonerii, nie dającego  się absolutnie pogodzić ze światopoglądem chrześcijaństwa – nawet tak ułomnego jak protestanckie.  Ale to nie wszystko:

„ Rosnące skoncentrowanie się na „prawach dziecka, istniejące w dzisiejszym społeczeństwie też ma znaczenie. Istnieje obawa przed tym, że religijne szkoły wzmagają segregację kiedy dzieci wcześnie socjalizują się w grupach religijnych” – dodaje, podnosząc ostrzegawczo rękę do góry.

Redakcja dodaje od siebie, że niestety  tak jest , że  ”Przepisy prawne unii”  jakimi  musi się kierować Szwecja „nie pozwalają na całkowite zamkniecie prywatnych szkól religijnych…. Mówią one, że  rodzice maja prawo do wyboru szkoły zgodnie ze swoim filozoficznym przekonaniem”.

W tym ciemnym, zatęchłym klerykalnym  tunelu widać jednak u jego wylotu światełko:  „ społeczeństwo nie musi takich szkól dofinansowywać.”

Tego samego zdania jest „odskoczek” ze szkoły religijnej – lektor Per Kornhall:

„To słuszne by szkoła nie prowadziła indoktrynacji. Płacić za to jest błędem Jego doświadczenie mówi o elitaryzmie, hierarchii, autorytecie i zamknięciu się przeciw wrogiemu, zewnętrznemu światu, jakiejś wierze w Zbawienie i podobnego typu bzdury. To było dla niego za dużo….Otwiera się puszkę Pandory, zezwalając na takie szkoły.”

Profesor- wizytator  jest tego samego zdania i zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy:

„Anty – dyskryminacja jest najbardziej fundamentalną rzeczą jaka mamy dziś w społeczeństwie. Jeśli szkoła propaguje dyskryminację, np. kobiet, to stwarza  nadzwyczaj poważne problemy. Państwo nie powinno finansować żadnej działalności, która propaguje anty-państwowy kierunek  wartości, tj. poddaje krytyce podstawowe wartości, jak wartość człowieka, równość i anty- dyskryminacja.”

Rektor i pastor  tej niewątpliwie „faszystowskiej”( bo chrześcijańskiej) szkoły w pewnym stopniu rozumieją obiekcje wizytatora i  szczerze zauważają, że    „o religii nie mówi się wiele – w zasadzie jest tylko ta wstępna modlitwa, a później tylko parę godzin religii” …Te parę zdjęć Jezusa to tylko resztka…Tyle, żeby podkreślić charakter szkoły….Mieliśmy nawet uczniów muzułmanów…”

Roth wyraźnie poweselał  ale surowo zauważył , że „nawet te parę zdjęć obrazów z wizerunkiem Jezusa to za dużo”.

Bez trudu zauważamy, że utytułowany propagandysta, Ingvar Roth, kompletnie przemilcza istnienie religijnych szkół chazarskich, islamskich, a nawet buddyjskich i koncentruje się wyłącznie na jednej: „chrześcijańskiej szkole religijnej”.

Jest to rzecz jasna szkoła protestancka  –  katolicy z południa Szwecji czy Sztokholmu mają swoje osobne szkoły religijne.

Ale te ostatnie właściwie już idą po linii oficjalnej – tylko  szkoły chazarskie, uczące jak najbardziej „elityzmu” i „wyjątkowości chazarstwa” oraz  szkoły muzułmańskie, twierdzące publicznie, że „wszyscy tubylcy, czy tego chcą, czy nie,  i tak będą muzułmanami ”, funkcjonujące przy każdym meczecie (są tam nawet przedszkola) jakoś nie budzą jego takiego sprzeciwu  jak szkoły chrześcijańskie.

Pozwala to wyciągnąć wniosek, że przede wszystkim należy zwalczać „światopogląd chrześcijański”, a katolicki – szczególnie.

Ingvar Roth jest tak „tolerancyjny”, że aż… jest nietolerancyjny: raz po raz chwyta pałę „tolerancji” by walnąć Chrześcijan w głowę.

***

Nie da się bez łykania tabletek  uspokajających czytać wywiadu  demoliberalnego profesora bo można doznać nerwowego rozstroju. Ale w jednym punkcie ma rację, mówiąc o finansowaniu  :  dobra szkoła w żadnym wypadku  nie może być finansowana przez państwo.

Wyniki testów przeprowadzonej w szkołach szwedzkich wykazują, drastyczne zaniżanie poziomu nauczania . Nie ma w tym nic dziwnego : absolwenci tych szkól „znają” szwedzki tak słabo, że nie rozumieją testów jakie mają rozwiązać. A co dopiero mówić o wyższych uczelniach?

Gdy popatrzymy na poniższe zdjęcie zrozumiemy silne obiekcje Ingvara Rotha przeciw chrześcijańskim szkołom religijnym wypływają także z innego(choć skrzętnie skrywanego) powodu : muzułmanie ,nie chcąc się uczyć o Jezusie i preferując „proroka”, wolą szkoły państwowe, w których – z uwagi na coraz niższy poziom – czyją się jak ryba w wodzie. Gdy uda się im skończyć „gimnazja” ambitniejsi (jest ich jednak przeraźliwie mało gdyż gardzą nauką „krzyżowców”)  z nich  pójdą na studia uniwersyteckie i oczywiście je skończą gdyż nie ma takiej mocy by nie dostali dyplomu.

d

  Na terenach wyzwolonych: typowa szkoła w Malmö

Kiedyś za czasów głębokiego Peerelu, komunistyczna „Polityka” „dysydenta” Rakowskiego drukowała wspomnienia  lektora jęz. polskiego w USA na jakimś uniwersytecie. Otóż ten Polak stał się sławny w gronie amerykańskich edukatorów gdyż  wpisał „ndst.” Do indeksu czarnego studenta.  Powodem do wpisania”niedostatecznie” było nieuczęszczanie na wykłady i ćwiczenia – wykładowca widział go po raz pierwszy.

Negrzy przyszli po wpis do indeksu i strasznie na niego później  pomstowali, że nie chciał wpisać „zaliczenia”.

-„Jesteś bardzo odważny! My tego nigdy nie robimy– objaśniła mu koleżanka  – Jak tacy przychodzą, podają indeks i mówią, że chcą „czwórkę” to im wpisujemy. Nawet „piątki”. Co to szkodzi? I tak wszyscy w USA wiedzą co jest wart murzyński dyplom”.

Szkoły szwedzkie, mające  coraz niższy poziom nauczania, dopasowany do poziomu światopoglądu i wiedzy,wyniesionej  przez muzułmańskich uczniów z ich domów, są –  wg mniemania muzułmanów i państwowych speców – tym lepsze… im są…gorsze. Będziemy jeszcze mieli okazję by to szczegółowo omówić.

***

Przenieśmy się teraz do starego królewskiego miasta Århus w Danii. Tubylcy w byłej stolicy Danii są oczywiście już w mniejszości –jak wszędzie zresztą. W tym niegdyś spokojnym mieście doszło do kolejnego „mordu honorowego” – rzeczy zupełnie normalnych także i w Szwecji.

Jednak ciekawe są okoliczności:  normalnie nieposłuszne kobiety mordują najbliżsi: ojciec, bracia, kuzyni…Niełatwe zadanie obrony honoru rodziny muszą wziąć na swe barki męscy członkowie ale doceniana i wysoko punktowana, jest pomoc… matek ofiar, które, oszukując swoje córki, wywożą je do ich ojczyzn- wtedy dziewczyny morduje stryjek, dobry wujek czy dalsi członkowie… Honor to dla muzułmanina rzecz święta. Tak święta, że brat musi zrzucić siostrę z V p. na bruk-niech ginie przeklęta! Ale różnie dobrze może ją zakłuć nożem, co za różnica? Zależy jaki miał w tym momencie humor…

No więc w Århus pewien nabożny ojciec nabrał podejrzeń, że jedna z jego córek ma niewłaściwego narzeczonego. Zaczęła z nim „chodzić” bez jego pozwolenia.  Wtedy ojciec z synem zaczęli działać: porwali go, torturowali  i…zgwałcili. Zostali zatrzymani przez policję i „grozi im” aż 5 lat więzienia! Ta Dania to nieludzki kraj drakońskich kar, prawda?

Wszystko zaczęło się 10 lutego 2015 r, ( na zakończenie śledztwa trzeba było … aż dwóch lat bowiem sprawa była…”niełatwa”) kiedy pewna dziewczyna w dobrej wierze opowiedziała swemu bratu (rodzina już się „zintegrowała”), że „chodzi” z chłopakiem – 22- letnim mężczyzną z sąsiedztwa. Brat miał zaaranżować spotkanie ojca dziewczyny i tego młodego chłopaka.

Tydzień później ojciec zgodził się na spotkanie  z „narzeczonym” córki.   Później 22-latek zeznał, że kiedy przyszedł na miejsce spotkania, podjechał samochód i poproszono go by wsiadł – poczciwiec myślał, że jedzie do jakiegoś lokalu „by pogadać”.  Ale w samochodzie został potraktowany pieprzowym sprayem i zawieziono go do jakiegoś warsztatu na przedmieściach Åhus. Tam na niego czekał już 54-letni „teść” i 29-letni brat dziewczyny.

Najpierw zmuszono go do rozebrania się, a potem skrepowano ręce. Tatko i brat dziewczyny  najpierw go skatowali, grożąc przy okazji śmiercią, a potem  jakby tego było za mało…tatko go zgwałcił. Tortury trwały kilka godzin – byli metodyczni w działaniu. Do gwałtu przyłączył się także brat. Nie spieszyli się. Mieli czas. Po udzieleniu „nauczki” oblali go benzyną i zagrozili, że go podpalą. Ledwie dającego znaki życia wyrzucono go z samochodu koło dzielnicy mieszkaniowej, Tilst.

Ojciec i syn zostali zatrzymani przez policję ale zaprzeczyli wszystkiemu przed sadem dzielnicowym w Århus. W procesie zostali…uniewinnieni, tj. tylko ojciec; syn dostał… 1 rok więzienia. Wyrok został zaskarżony to sądu wyższej instancji (sądu apelacyjnego), który jednak zmienił wyrok-pomimo, że „szli w zaparte” obaj dostali po 5 lat, co oznacza, że za porwanie, tortury i gwałt dostali praktycznie tylko 2,5 roku więzienia.

Oczywiście duńskie media – podobnie zresztą jak szwedzkie – nie podały narodowości sprawców ale większość dzienników zaliczyła tę sprawę do „działania honorowego”. Nietrudno się jednak domyśleć kim była ofiara i sprawcy:  obie strony mieszkają w gęsto zaludnionej przez muzułmanów dzielnicy Gellerup w zachodniej części  Åhus , a pobicie i gwałt popełniono w imię „honoru”.

Wskazuje to ze 100% pewnością na muzułmańska ojczyznę sprawców.

***

I znowu  wracamy do Szwecji by radośnie oznajmić, że jednak nie jest ona  gorsza i chlubnie współzawodniczy  z Dania o palmę pierwszeństwa w przestępczości islamskiej. Oto „Aftonbladet” z dn. 31.05.2017 r. donosi o ciekawej i niezwykłej historii.

e

Ofiara, 21-letnia kobieta,  przybyła wraz rodziną do Szwecji z Iranu w 2015 roku. Kiedy zdjęła hidżab i zażądała rozwodu z bardzo wierzącym mężem, ten poczuł się śmiertelnie obrażony: jego honor  został wystawiony na szwank. Aby zmyć plamę na honorze … zamordował ją. Czy słusznie? Co mówi o czymś takim Koran? Ano mówi  to, że za odstępstwo od wiary – śmierć.

Dwie starsze siostry opowiedziały policji, że powzięły decyzję zrzucenia hidżabów zaraz po przyjeździe do Szwecji i wtedy ich siostra postanowiła pójść ich śladem. Co gorsze już od momentu opuszczenia Iranu planowała rozwód i pozostawienie… kuzyna, który, wypełniając gorliwie  zalecenia Koranu, często bijał ją giętkim kijem. Powstał pewien problem… współzawodnictwa bo także… rodzina zamordowanej zabroniła jej rozwodu. Powstałą  plamę na „honorze”, którą zmywa jedynie…śmierć.

Odważne kobiety, ani słowa. Ale czy dla takich jest miejsce w „normalnej, muzułmańskiej społeczności?”

Mąż rzecz jasna twierdził na przesłuchaniu,  że  „zaakceptował decyzję żony zrzucenia hidżabu” ale siostry pomordowanej, a także jej rodzina temu zaprzeczyła: uważali, że mężczyzna poczuł się „dotknięty bo jego honor został naruszony”.

Męscy członkowie rodu zauważyli też rzecz haniebną dla męża: ”śmiano się z niego”- i dodali, że była „to sprawa honoru”. Naturalnie, że  musiał zmyć hańbę krwią.

Rodzina zamordowanej co prawda zauważa, że mężczyzna był „ bardzo wierzący” ale jakoś , mieszkając w Iranie nie miała nic przeciwko by bliski, „wierzący członek” rodziny,  ożenił się z ich córką.

Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na zbieżność poglądów: także Sycylijczycy mają fioła na punkcie „honoru” i pielęgnują stary, rodowy obyczaj vendetty , będący  na wyspie powszechnie przyjętym wzorcem  postępowaniem w sprawach małżeńskich.

Nie był to jednak obyczaj rodzimy sycylijskiej ludności: ani Grecy, Kartagińczycy czy Rzymianie nie mordowali żon ale z lubością czynili to Arabowie, którzy podbili Sycylię, odrywając ją od Cesarstwa Bizantyjskiego. Ten obrzydliwy, barbarzyński  zwyczaj silnie zakorzenił się na wyspie wraz z… Arabami.

Islamistę skazano na 17 lat więzienia co rzecz jasna wzbudziło „gniew muzułmanów”: w dniu ogłoszenia wyroku spłonęło w biały dzień 50 samochodów, a tubylcy na wszelki wypadek ograniczyli swoją bytność na mieście do niezbędnego minimum  – oni już wiedzą, jak żyć w Eurabii.

Nieubłaganie nadciąga czas dżihadu.

Jan Bek

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.