Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 11, 2017 Przez a303 W Świat

Kontrreformacja jest koniecznością, cz. III. Janusz KowalczykPrzyklejony

„Zysk najmądrzejszym (giełdowym profesjonalistom) przynieść może raczej antycypacja psychologii tłumu niż realnych tendencji, a także czujne małpowanie nierozsądku. To dlatego, że naprawdę wiedzą niewiele więcej niż ten tłum – choć udają, że wiedzą”. (John Maynard Keynes)

a

Pomimo, że sprawa chazaro – masonerii zajmują sporo miejsca w rozważaniach A.Doboszyńskiego, to przecież  z uwagi na ich znaczenie dla państwa i obywateli zagadnieniom ekonomicznym trzeba poświęcić o wiele więcej  miejsca. Trzeba zaznajomić się z nimi o wiele bardziej, gdyż  dystrybucyjny model ekonomiczno-polityczny państwa –zarówno w modelu A.Salazra, „Trzeciej Drogi” i A. Doboszyńskiego jest ściśle związany  z  całą polityką.

Ekonomia klasyczna, tworząc „teorię praw gospodarczych”, wychodziła co prawda ze słusznych założeń ale … wyciągnęła fałszywe wnioski.

Śp.ks. Jan  Piwowarczyk, rektor  krajowskiego Seminarium Duchownego, ,   pod wpływem myśli Papieża Leona XIII napisał w swojej książce, „  Katolicka etyka społeczna”, ( t. II, Londyn 1963, s. 22- książka została napisana już po zamordowaniu A. Doboszyńskiego przez komunistów) , że:

  „…Życie gospodarcze, choć składa się ze zjawisk indywidualnych i od siebie odrębnych, jednak tworzy pewną jedność, w której poszczególne elementy są od siebie współzależne i jakby zdeterminowane bez udziału woli ludzkiej. Jest to spostrzeżenie słuszne, ale fałszywym było wyjaśnienie go przez ekonomię „klasyczną”. Mianowicie ekonomiści tego kierunku rozumieli owo zdeterminowanie życia gospodarczego jako mechanizm, poczęli się dopatrywać przyczyn determinujących życie gospodarcze w „prawach gospodarczych”, które kierują nimi, jak prawa przyrodnicze, absolutne i powszechne kierują chemią lub fizyką…”

Wszystko jest jasne jak na dłoni:  skoro przyjmuje się, że  ekonomia  „konkurencyjnego kapitalizmu” , preferowana dzisiaj w „wolnym świecie”  jest „wolna od jakichkolwiek norm etycznych”, to pogląd „leseferyzmu” (  „laissez faire” „rynek sam się w końcu wyreguluje”),  propagowany przez demo- liberałów,  a więc,  że nieład, zamieszanie i samowola, lichwa, rabunek słabszych przez silniejszych – implikowane przez tę „nieskrępowaną wolność rynku”  – są automatycznie („sam się wyreguluje”) wolne od  wszelkiej ingerencji ze strony państwa.  Państwowy interwencjonizm nie jest koniczny bowiem  ekonomiczny mechanizm”  sam się wyreguluje, i  doprowadzi do powszechnego dobrobytu i pokoju. I tak w koło…Czasami dodaje się znaczące „nie ma innego wyjścia”…bo „musimy załapać się na ten sam pociąg”….

 Ustrój gospodarczy wprawiają jednak w ruch – jak podkreślał ks. Piwowarczyk –, „nie jego „spiżowe prawa”  lecz jednostki, które wskutek powiązania ze sobą wytwarzają zjawisko usuwające się już spod ich wpływów, ale przez nie utworzone.Ich stosunek do niego nie jest ani stosunkiem jednostki do dzieła bezpośrednio wytworzonego, ale i nie stosunkiem jednostki do przyrody, lecz stosunkiem jednego ze współtwórców do dzieła wielkiej ilości jednostek.

Na skutek tego, prawa rządzące tym dziełem…. nie są ani prawami jednostki, tworzącej określone dzieło, z którym ona może uczynić co zechce, ani też prawami przyrody, skoro wytwarza je zbiorowość ludzka, lecz prawami społecznymi, które można ustalić obserwując reakcje mas ludzkich, czyli na podstawie statystyki.

Jednym z tych praw, najgłośniejszym, jest prawo podaży i popytu, które mówi: im większa podaż, tym niższa cena, im większy popyt, tym wyższa cena, i na odwrót. Zapytajmy: jak doszło do sformułowania tego prawa? Odpowiadamy: przez obserwację zachowania się ludzi, przez statystykę...”

Wszystkie te prawa , wywodzi ks. Piwowarczyk, są prawami  społecznymi, wyrastającymi z określonego podłoża politycznego, gospodarczego i kulturalnego. Nie są a  prawami uniwersalnymi i ostatecznymi, jak te w świecie przyrody. Tworzą je ludzie i stąd wypływa logiczny wniosek, że życie gospodarcze nie reguluje się samoczynnie. Regulują je działania ludzi,jako dziedzina działalności ludzkiej jest ono poddane wpływom namiętności i egoizmu; dlatego czynnik, który – jak państwo – ma troszczyć się o dobro ogółu, ma także prawo i obowiązek wkraczania w życie gospodarcze, ile razy dobro ogółu byłoby na szwank narażone.

Model liberalny i  wywodzące się z niego wszelkie modele komunistyczne, i  kapitalistyczne, nazywa ks. Piwowarczyk „pogańskimi” . Wiemy, że tak jest: liberalizm gospodarczy wyrósł, jak faszyzm i niemiecki nazizm, z  demoliberalizmu – Mussolini  i  Hitler byli dziećmi demokracji liberalnej propagowanej przez Chazarów i podległe im masońskie centra. To oni, finansując za kulisami, finansując i  tworząc  materialistyczny ” narodowy socjalizm”, pchali świat do nowej wojny – „ kończącej (jak I.w.) wszystkie wojny”. 

A więc materializm komunistyczny  miał to samo inspirujące masońskie, demoliberalne  źródło i  także był on , jak faszyzm –  „demokratyczny”.

Ponieważ w obu  tych „demokracjach” podstawą był ateizm, to naturalną koleją rzeczy musiały z niego wyrosnąć naturalizm (naturaliści dostrzegali jak Chazarzy w zachowaniach  ludzi ich podobieństwo do… zwierząt) i materializm.

Po chrześcijańskim  Średniowieczu”  – które  A. Doboszyński postrzega jako „ ustrój, który na chwilę uchylił przed ludźmi wrota do sprawiedliwszego świata ale szybko się one zatrzasnęły” –   także zdaniem ks. Piwowarczyka następuje reakcja pogańska, którą widać już   w „Renesansie”,  a pogłębianie się tego procesu  w drugiej połowie XVIII w.

„Poganizm”, o którym pisał ks. Piwowarczyk, uwidacznia się w materializmie, tj. w demo-liberalizmie  przede wszystkim w oddzieleniu ekonomii od etyki  i  jego nastawieniu się na konsumpcję, bezlitosną lichwę  i poglądach na  tak przez demo-liberalizm opiewaną „wolność człowieka”  – stał się on skrajnie indywidualistyczny czego konsekwencją jest przyznanie właścicielowi prawa do jej nadużywania:

„…Liberalizm, jak zatomizował społeczeństwo czyniąc z niego tylko sumę suwerennych jednostek, tak znów rozbił życie społeczeństwa na szereg dziedzin od siebie niezależnych, rządzących się własnymi rzekomo prawami, a związanych z sobą co najwyżej negatywnie przez ideę wolności…”

W bezlitosnej krytyce chazarskiej lichwy oraz poglądach na przyszły ustrój państwa  jest ks. Piwowarczyk  zwolennikiem „Trzeciej Drogi”  („Terceryzmu”) . Zdecydowanie odrzucając rozwiązania demoliberalizmu  „socjalistycznego”czy „kapitalistycznego” , jako  modeli wypływających z tego samego ateistycznego chazaro-masońskiego źródła,   socjalistyczne, polegające na pełnej nacjonalizacji środków produkcji. Wyrażał jednocześnie przekonanie, że  przyszły ustrój  musi wrócić do korzeni- do chrześcijańskiej nauki o naturze ludzkiej i społeczeństwie.

Zarysy tej nauki , znanej jako „korporacjonizm” („terceryzm”),  zostały jasno nakreślone przez  Piusa XI w Encyklice „Quadragesimo Anno”.  Ks. Piwowarczyk wyróżniał w związku z tym dwa typy korporacjonizmu : autorytarny i demokratyczny.

Pierwszy był charakterystyczny dla państw, w których korporacje stały się organami administracji, a nawet państwa policyjnego,  służyły specjalnym celom politycznym czy partyjnym i, dążąc do podporządkowania całego społeczeństwa władzy państwowej, praktycznie je ubezwłasnowolniły  i  stłumiły inicjatywę prywatną.

Korporacjonizm demokratyczny jest natomiast związany z instytucją samorządu, chroni zbiorowość przed omnipotencją państwa, służy celom ogólnospołecznym, pobudza inicjatywę prywatną i stoi na stanowisku personalistycznym a więc zgodnym z nauczaniem Kościoła.

Tak więc cechą najbardziej charakterystyczną terceryzmu-korporacjonizmu demokratycznego jest  dystansowanie się zarówno od strony „prawej|” ( „prawicowcy -„konserwatyści”), będącej zwolennikiem  lichwiarskiego demoliberalizmu –„kapitalizmu konkurencyjnego”,   jak  i „lewej”„postępowego społeczeństwa obywatelskiego”, atakujących zgodnie Chrześcijaństwo.

Ks. Piwowarczyk, piszący o „korporacjonizmie” często korzysta z  prac wybitnego polskiego adwokata i ekonomisty, Leopolda Caro,  zmarłego w lutym 1939 r.  Chociaż Leopold Caro, był prawnikiem, to jednak jego konikiem była także ekonomia, historia, filozofia, nauki społeczne  i socjologia  – 19 lat wykładał jako profesor  ekonomii społecznej i nauk prawniczych  na Politechnice Lwowskiej.

W swoich licznych pracach L. Caro koncentrował się głównie na problemach rozwoju rolnictwa oraz sytuacji ludności wiejskiej, atakując bezpardonowo  etykę judaizmu, co  musiało  rzecz jasna doprowadzić do potępienia go  przez środowisko Chazarów (zajętych wtedy konstruowaniem tzw. „judeopolonii” ) i było ostateczną przyczyną przejścia Caro na katolicyzm w roku 1903.

L.Caro opublikował za swego życia ponad 200 prac  poświęconych  ideom solidaryzmu i współdziałania ale nie włączył się w ruch „kółek solidarystycznych”,  gdyż pragnął pozostać jak najdalej od polityki, skłaniającej – jego zdaniem –„ludzi do postępowania oportunistycznego”.

Znaczenie Caro jako ekonomisty dla polskiego „Terceryzmu” polega więc na tym, iż jako jeden z pierwszych w Polsce głosił potrzebę szerokiej pośredniej i bezpośredniej ingerencji państwa w gospodarce, za pośrednictwem zarówno tradycyjnych środków interwencjonistycznych, jak również rozwijaniem sektora państwowego.

***************

Mówiąc w Polsce (i całej Europie) o „Trzeciej Drodze”(„ Terceryźmie”)  musimy  mocno podkreślić, że dzisiejsza symbolika i werbalizm (pseudo)”prawicy”, wyzute z ideowego, narodowego  kontekstu, operujące wyświechtanymi pojęciami „lewactwa”, operujące pojęciami globalistycznymi („musimy pozostać za wszelką cenę w unii”), bezkrytycznym podziwem i łaszeniem się do USA, chęć pozostania pachołem amerykańskim nawet  kosztem życia tysięcy Polaków, głęboka niechęć do europejskich ruchów narodowych – wszystkie te czynniki są jej zdecydowanym  jej przeciwnikiem.

Korporacjonizm jest powrotem do normalności :w ekonomii dopuszcza interwencjonizm  państwa w chwilach zagrożeń ekonomii obywateli danego państwa. To rzecz zrozumiała-tak oczywista konieczność, że dla większości obywateli jest niezrozumiały ….jej brak.

Ale to właśnie zrozumiemy bez trudu gdy sobie uświadomimy, że za kulisami sceny państwa demoliberalnego, działają w cieniu określone siły, które, przywłaściwszy sobie tę rolę państwa, używają interwencjonizmu wyłącznie w swoich prywatnych, lichwiarskich interesach.

Powiedzmy to prosto z mostu: gdy chazarscy lichwiarze  – gdziekolwiek by to się nie działo na świecie – naciskają rządy tych państw, by te hojnie wspomogły publicznymi funduszami ich zagrożone interesy , tj. ratowały …chazarską lichwę, to w takim przypadku takie rządy są „demokratyczne”.

Jeśli jednak rządy tychże państw stają okoniem i chcą strukturalnych zmian w ekonomii, a już otwarcie przeciwstawiają się ratowaniu banków, instytucji finansowych,  mówią o „konieczności rozbicia monopoli i karteli”, ukróceniu chamskiej, giełdowej  spekulacji , to takie rządy są „populistyczne”  i „faszystowskie”  : jako takie zasługują na obalenie gdyż „stanowią zagrożenie dla demokracji”.

**************

Dzisiejsza „unia europejska” jest taniutką kopią amerykańskiego „Disneylandu”-sztucznego świata, mającego pozory normalności.

Chociaż pełno w nim sztucznych postaci z disneyowskich kreskówek, masy nigdzie nie zbudowanych domów, betonowych imitacji karawel i galer weneckich, szabrawych, tandetnych, kolorowych dekoracji,  codziennie szwendają się tłumy rozentuzjazmowanych ludzi, prowadzących za ręce swoje dzieci, zajadających kiełbaski z rożna, hamburgery i zapiekanki, popijających „cocę” z tekturowych kubków.

Wita ich zaraz za bramą disnejowskiego raju „kaczor Donald” z „kuzynami”, „pies Pluto” lub „myszka Miki”: wspólne fotki, uściski i znów fotki….

– „Kwa, kwa, kwa” chrypi „kaczor” z ukrytego pod kostiumem głośnika.

–„Kwa,kwa, kwa” – kwilą jego kuzyni…

 Gdzieś dalej poszczekuje elektroniczny  „Pluto” i popiskuje „Myszka Miki”.

Tłum gości ”Disneylandu” promienieje ze szczęścia: ten język on doskonale rozumie. Jest  prosty  i zrozumiały. Taka wzajemna komunikacja jest dla niego bardzo wygodna  : nie trzeba się wcale,  ani trochę,  wytężać intelektualnie .  Wystarczy tylko szybko raz za razem zakwakać, a „kaczor” i „kuzyni”  natychmiast podobnie odpowiedzą  tym  samym.

Tyle, że pytając się o coś „kaczora”, trzeba zadać mu od razu pytanie retoryczne. Tylko wtedy odpowie jednym, potakującym kwaknięciem.

W przeciwnym wypadku albo zamilknie, albo będzie dalej kwakał bez sensu nagraną frazę. Aż do skutku, zresztą.

W „Disneylandzie” pozór rzeczywistości jest realnością.

****************

Nie tak dawno byliśmy świadkami obrzydliwego i jak najbardziej realnego  rabunku europejskiego państwa : ludzi bez większych ceregieli, bez miłosierdzia ogołocono z posiadanych pieniędzy.

Rabunek  odbył się on na naszych oczach, podług znanego scenariusza przy entuzjastycznym akompaniamencie medialnych wrzasków i wtórującego mu kwakania  „euro-obywateli” : wespól-zespół  oskarżono  zgodnie Greków o ”życie ponad stan”  i pogodnie stwierdzono, że „sami są sobie winni”.

Można by sądzić, że ten starożytny, europejski naród, zahartowany przez tysiąclecia  w walce o niepodległy byt, narodził się stosunkowo niedawno, że jest jakimś afrykańskim państewkiem , doznał drętwoty umysłowej i nigdy  pojął  prostych ekonomicznych zasad . Paradoksalnie atakowi uległo greckie państwo które…  pierwsze przed tysiącami lat sformułowało … definicję ”demokracji”. 

W  demoliberalizmie obowiązuje  ”jedynie słuszny i poprawny”  model, ” neo-liberalnej ekonomii” Chazara, Miltona Friedmana : jest nim usankcjonowany rabunek państwa (  na którym  działają   “spiżowe prawa wolnego rynku”  Adama Smitha z XVIII w)    przez chazarskich ”alchemików finansów” .  Tak nazywa ich europejska prasa, pozostająca …w ich  ręku.

Żył  przed wojną w Anglii  wybitny ekonomista , liberał , John Maynard Keynes, na którego prace powoływał się w swych “Studiach politycznych” przywódca ONRu – Adam Doboszyński. Pomimo, że  Keynes preferował państwowy interwencjonizm  ( chciał jedynie”usprawnić”  liberalizm) i  stał on daleko od socjalistów ale…

Ale w latach 60-tych uczyniono z niego  prawie…niebezpiecznego komunistę, w dobrym, stalinowskim stylu.

John Maynard Keynes mawiał, że :

„…Tani pieniądz oznacza, że pozbawiona ryzyka czy rzekomo pozbawiona ryzyka stopa procentowa będzie niska. Ale realne przedsięwzięcie zawsze zawiera w sobie jakiś poziom ryzyka. Może być tak, że pożyczkodawca, którego doświadczenie zachwiało zaufaniem, będzie wciąż domagał się takiego oprocentowania kredytu dla przedsiębiorstw, na jakim pożyczający nie będzie mógł zarobić… Jeśli faktycznie tak będzie, nie ma innej drogi ucieczki od przedłużającego się, a może i bezterminowego, kryzysu niż państwowa interwencja i subsydiowanie nowych inwestycji….”

Powtórzmy raz jeszcze , że demoliberalna gospodarka, oparta na chazarskim „miłosierdziu”,  tylko wtedy „działa dobrze”,  kiedy Chazarom się to akurat  opłaca , tzn. gdy państwo, posługując się publicznymi pieniędzmi i interweniując finansowo,  ratuje ich zagrożone spekulacją  interesy: instytucję kredytową, jakieś „fundusze inwestycyjne”, giełdę czy banki.

Gdy dane  państwo  jest przeciwne wpompowywaniu grosza publicznego w  ratowanie prywatnych, chazarskich  interesów  wtedy z miejsca oskarża się  władze tego państwa … o   „politykę populistyczną” – „czysty faszyzm “komunizm” i nachalnie głosi , że jest ono przeciw “wolnemu  rynkowi” .

Ciekawa rzecz : teorie ekonomiczne Keynesa, zaraz po II w.ś., z ogromnym sukcesem zastosował w praktyce szereg zniszczonych w czasie wojny państw : państwa europejskie z RFNem, Francją, Szwecją, Norwegią, Belgią, Holandią, … – nawet pełen sukcesów rooseveltowski “New Deal “ sprzed wojny.

Ba,  amerykańska ekonomia aż do lat 50-tych na niej bazowała. A i później też : USA,  obrzucająca   wszystkie państwa, chcące u siebie wprowadzić „cła zaporowe” na wwożone towary amerykańskie)  , epitetami o „sprzyjanie komunistom”  i zaprowadzanie modelu „państwa opiekuńczego, Ale  same hojnie subwencjonują publicznym groszem swój przemysł ciężki czy rolnictwo.

Rzecz jasna przemysł zbrojeniowy też: tylko Izrael  ma prawo do  nieograniczonej sprzedaży produkowanej broni na światowych rynkach. Może ją sprzedawać nawet swoim (i USA) …”zaprzysięgłym wrogom”. Reszta „demokracji” musi się zadowolić ochłapami z pańskiego stołu.

Gdy po śmierci Keynesa dorwali się do ekonomii chazarscy  spece, “monetaryści”  spod znaku friedmanowskich i haykowskich ekonomicznych chazarskich „orłów” tzw. “szkoły austriackiej”, mających zupełnie inną, “wolnorynkowa” wizję “swobodnego przepływu kapitału w świecie globalnym”, model ekonomiczny Keynes,a odrzucono jako “błędny” , pozbyto się z ulgą parytetu złota,  a oporne państwa, nie mające chęci spróbowania chazarskiego “monetaryzmu”, nazwano pogardliwie “państwami opiekuńczymi”, przyzwyczajającymi “obywateli do nieróbstwa”.

Tym samym brama spekulacji szeroko się rozwarła.

Czytanie Keynesa, angielskiego liberalnego ekonomisty zwalczanego zaciekle przez “monetarystów”, daje dużo intelektualnej satysfakcji.

To prawda, że język ekonomistów jest często „drewniany” i nudny, ale on, Keynes, jest wyjątkiem: jego język jest plastyczny, żywy, prosty…

Czytamy w pewnym miejscu,  w jego “Ogólnej teorii o zatrudnieniu, rencie i pieniądzu“, jak problematycznym jest dla społeczeństwa fakt marnotrawienia masy energii na chytre przywidywanie krótkoterminowych zmian na “rynkach“ :

“…To jest tak – pisze J.M. Keynes – jakby pewien farmer, popukawszy w barometr zaraz po śniadaniu, pomiędzy godz. 10 a 11, zdecydował się uwolnić zainwestowany w gospodarstwo kapitał ( tj. sprzedać posiadane maszyny, zapasy ziarna siewnego, wyzbyć się zaoszczędzonej gotowizny) i zaczął rozmyślać jak jednak wrócić z powrotem do gospodarki …już następnego dnia….”

Chyba wszyscy z miejsca zauważą , że w taki sposób nie da się prowadzić żadnej farmy a przecież tak właśnie prowadzi się dziś duże firmy, zatrudniające tysiące pracowników. Właśnie tak:  pukając w barometr…

-„Puk, puk, puk….” – pukają banki,

-„Puk, puk, puk…” – pukają szefowie firm,

-„Puk, puk, puk…” – pukają „analitycy”,

-Puk, puk, puk…” – pukają się w głowę  gracze,

-Puk, puk, puk…” – pukają… się w głowę rozumni ludzie,

Przerażające, ale prawdziwe : decyzję podejmuje się  nie w oparciu o rzetelną, ekonomiczną analizę stanu firmy i przewidywalnych rezultatów za kilka lat, ale w oparciu o pozytywne wrażenie jakie się wywoła nazajutrz po podjęciu decyzji  u “analityków rynkowych“ –  gołowąsych maklerów , decydujących w mgnieniu oka poprzez swoje komputery o losach milionów ludzi.

Rzecz jasna swe decyzje owijają szefowie w grubą tkaninę sloganów podpartych “szerszą bazą kapitałową”, “ koniecznością konkurowania i wyjścia na światowy rynek” czy “efektami synergetycznymi“, mającymi “wzmocnić firmę na rynku” .  Ale koniec końców  są to tylko slogany, piękne słowa bez pokrycia – któż bowiem może wiedzieć, co będzie za trzy, cztery czy pięć lat?

Liczy się więc dzień dzisiejszy: –Jest szansa zarobku już dziś, łap ją! Wtedy będziesz wygrany!” –„Jutro?, Pomyślę…Może później?” – „Jutro mój dobry człowieku będzie za późno! Wskakuj do pociągu teraz, kiedy się jeszcze toczy wolno“.

“Hit and run” – oto dzisiejsze hasło „ekonomicznych doradców” .

Dlatego giełdowa ruleta obsadzona disneyowską gawiedzią kręci się i kręci, wciągając do gry coraz więcej milionów ludzi. Przyglądają się im, gładząc  siwe brody ludzie w jarmułkach -właściciele globalnego kasyna.

(cdn)

Janusz Kowalczyk

Przeczytaj także:

Kontrreformacja jest koniecznością, cz. II. Janusz Kowalczyk

Kontrreformacja jest koniecznością. Janusz Kowalczyk

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.