Opublikowano Luty 7, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Konferencja w Wannsee – prawda i mit

Źródło:http://www.gilad.co.uk

data publikacji 31.01.2012 r.

Gilad Atzmon, tłum. wMordechaj

W zeszłym tygodniu, gdy żydowskie lobby nadal zajmowało się kontynuacją wkładania olbrzymich wysiłków w dyktowanie i narzucanie rygorystycznej i niekwestionowalnej jedynie słusznej narracji na temat holocaustu, izraelska gazeta Haaretz opublikowała krótki, zwięzły i odważny raport poddający w wątpliwość prawdziwość Konferencji w Wannsee, jako dowodu na nazistowski plan „ostatecznego rozwiązania”.

Krótko przed obchodami Dnia Pamięci Holocaustu, gazeta izraelska donosi, że dr Norbert Kampe, lat 63, dyrektor Centrum Pamięci „Konferencji w Wannsee” w Berlinie, poddał w wątpliwość niektóre z najbardziej utrwalonych w historiografii „faktów” związanych z tą konferencją i jej znaczenie.

Badacze od spraw żydowskiego holocaustu zawsze upierali się, że wielki plan nazistów o zagładzie żydów został opracowany na Konferencji w Wannsee, lecz dr Kampe twierdzi, że konferencja dotyczyła tylko „spraw operacyjnych”, nie była zaś czymś w rodzaju platformy podejmującej „zasadnicze decyzje”. Aby dowieść słuszności swego punktu widzenia, Kampe wskazał na fakt, że Hitler i jego ministrowie nie byli obecni na tej konferencji. Ponadto, mówi on: „W tym okresie, w styczniu 1942, nie było zorganizowanego planu stworzenia obozów eksterminacyjnych”.

A jednak Haaretz przyznaje: “Nie ma w tym błędu. Kampe nie jest antysemitą. Nie jest też negatorem holocaustu. Przeciwnie. Tak, jak się oczekuje od zawodowego historyka, zbadał on niezliczone teksty dotyczące tematu, dokumenty i świadectwa w tej szczególnej sprawie…Jego wnioski są wynikiem analizy naukowej materiałów pisanych, jakie miał do swej dyspozycji”. 

Jakże odważnie żydowska gazeta pieje zachwyty nad Kampe i jego “fascynującą lekcją historii” i zaznacza również, że izraelskiemu ministrowi edukacji zabrakło możliwości, aby zaangażować się w rzeczową debatę na holocaustem. Haaretz wyraźnie przyznaje, że: “do dzisiejszego dnia nikt nie ma całkowitej pewności i przekonania, co dokładnie wydarzyło się 20 stycznia 1942 r. w tej uroczej willi w dostatniej podmiejskiej dzielnicy Berlina”.

Tylko jedna kopia protokołu z Konferencji w Wannsee, odnaleziona w 1947 r., przetrwała wojnę, inne zostały umyślnie zniszczone przez nazistów w celu ukrycia dowodów. Ten protokół jest jedynym autentycznym dokumentem w sprawie tego, co miało miejsce w Wannsee i jednym z niewielu, który może wyjaśnić użycie terminologii „ostateczne rozwiązanie”. Jednakże, Haaretz cofa się w obliczu prawdy, że każdy dokument historyczny, a takim jest i dokument z Wannsee, powinien być gruntownie przebadany. Słowa takie, jak „śmierć” lub „zabijanie” nie pojawiają się w protokole z konferencji. Zamiast tego jest w nim mowa o „naturalnym zmniejszeniu”, „odpowiednim potraktowaniu”, „innych opcjach rozwiązania” oraz „odmiennych formach rozwiązań”. W rzeczywistości są to wyraźne odniesienia do deportacji, nie zaś do eksterminacji. Nawet słynna tabela stanowiąca załącznik do protokołu, która wylicza żydów w krajach okupowanych, nie stwierdza, że ci żydzi są przeznaczeni do unicestwienia.

Na kilka dni przed Dniem Pamięci Holocaustu, żydowska gazeta zebrała się na odwagę i przyznała, że „całe dekady badania holocaustu nie potrafiły jasno i wyraźnie wskazać faktu jednoznacznego rozkazu wydanego przez wysokich rangą oficjeli nazistowskich rozpoczęcia systematycznej masowej eksterminacji żydów”.

Według izraelskiej gazety, naziści zakamuflowali swoje prawdziwe intencje w różnych „wieloznacznych rozkazach i kodach tajemnych”, które miały doprowadzić do tego, że oficerowie mieli je interpretować i reagować na nie zgodnie z wolą Hitlera, a nie zgodnie ze słowem pisanym.

Morał z tego wynika bardzo prosty. Znów odkrywamy, że niektórzy izraelczycy wybiegają znacznie dalej niż zachodnia prasa i akademicy w swym krytykowaniu żydowskiej ideologii w ogólnym znaczeniu, a obowiązkowej narracji syjonistycznego holocaustu w szczególności.

 

 

 

Komentowanie zamknięte.