Najnowsze

Opublikowano Lipiec 8, 2016 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Kłopotliwy antenat – Coudenhove-Kalergi

W osiemdziesiątą rocznicę powstania doktryny paneuropejskiej. Człowiek nie wybiera sobie rodziców, dlatego nie musi wyrzekać się przodka, którego postępowania nie aprobuje. Może go po prostu zigno­rować i nie odczuwać żadnego zakłopotania, jeśli tylko nie chełpi się splendorem patyny rodowej, którą naruszyła właśnie zła reputacja owego antenata. Sytuacja nie jest już tak prosta, gdy człowiek wstę­puje do jakiejś organizacji politycznej, czy jakiejkolwiek innej, dlatego że aprobuje jej cele, metody i środki działania, a tym­czasem nagle okazuje się, że wczesne poglądy jej założyciela były odmienne od poglądów jej aktualnych przywódców.

Żydomason Coudenhove-Kalergi

Żydomason Coudenhove-Kalergi

Staje więc on wobec trudnego dylematu: jak przywrócić przynajmniej ogólną harmonię mię­dzy stanowiskiem twórcy organizacji a stanowiskiem kontynuatorów je­go myśli i działalności? Czy zmieniając własne zapatrywania, czy też porzucając poglądy wielkiego antenata – twórcy i tym samym przekreś­lając jego znaczenie dla przyszłości organizacji? Ta ostatnia możli­wość jest jednak w praktyce na ogół odrzucana, ponieważ pozbawiłaby organizację splendoru tradycji i obniżyła jej atrakcyjność. Dostojny antenat musi więc pozostać, choć będzie antenatem kłopotliwym.

Historia idei dostarcza wielu przykładów tego rodzaju ambarasujących i zarazem niebezpiecznych sytuacji. Różni rewizjoniści wska­zywali np. na rozbieżności między poglądami „młodego Marksa” a poglą­dami marksizmu i stawiali drwiące pytanie: czy Marks mógłby być mark­sistą? Sięgając do trochę bliższej historii, natkniemy się na podobne pytanie związane z osobą twórcy doktryny Paneuropy i ruchu paneu­ropejskiego: czy hr. Richard Coudenhove-Kalergi (1894–1972), autor książki Pan-Europa, był paneuropejczykiem? czy, gdyby dziś żył, byłby uważany za paneuropejczyka, czy nie popadłby w kolizję z prawem Unii Europejskiej? Odpowiedź na te pytania warta jest trudu, gdyż z Paneuropy wywodzi się największe z powojennych zagrożenie niepodległości Narodu i Państwa Polskiego. Z jej drzewa pochodzą owoce, do których spożycia jesteśmy dziś kuszeni i przymuszani.

Hr. Richard Nicolaus Coudenhove-Kalergi, syn Austriaka i Japonki, żonaty z Żydówką, Idą Roland, wybitną aktorką scen wiedeńskich, z wykształcenia filozof i historyk, człowiek o dużej i żywej inteligencji oraz rozległych zainteresowaniach naukowych, mason wysokiego stopnia wtajemniczenia, arystokrata skoligacony z wieloma wysoko postawionymi rodami, mający dostęp do wszystkich znaczących środowisk opiniotwórczych w Europie, jest nie kwestionowanym przez historyków – i to różnych opcji politycznych – twórcą doktryny Paneuropy, czyli doktrynalnego ujęcia idei zjednoczenia naszego kontynentu. Jako wyznawca i krzewiciel integracji europejskiej miał wprawdzie wielu wybitnych antenatów (od V. Hugo i G. Mazziniego po Dantego), jednakowoż jemu pierwszemu przypadła rola nadania tej idei nowoczesnej formy, w pełni rozwiniętej doktryny. Historii doktryn politycznych i prawnych rzadko udaje się tak precyzyjnie ustalić datę powstania jakiejś doktryny – przedmiotu jej badań, jak w tym wypadku: był to rok 1923, rok wydania Pan-Europy Coudenhovego. Od tej właśnie książki wszystko się zaczęło…

Rzecz jednak w tym, że Coudenhove zamieścił w Pan-Europie (tytuł oryginału niemieckiego: Pan-Europa) jedynie te swoje poglądy, które bezpośrednio wiązały się z integracją Europy. Inne natomiast, odnoszące się do niej wprawdzie tylko pośrednio, ale ogromnie ważne w kształtowaniu i rozwoju ruchu paneuropejskiego w całym XX wieku, przedstawione zostały w jego pracach wydanych przed Pan-Europą i powtórzone w drugim, zbiorowym wydaniu po ukazaniu się Pan-Europy. W ten sposób zaznaczył on, że wydając to dzieło, w niczym nie odstąpił od swych wcześniejszych poglądów. To  właśnie te poglądy „okołopaneuropejskie” stały się powodem dotkliwych kłopotów dla architektów oraz ideologów integracji europejskiej, a także boleśnie odbiły się na dalszych losach ich autora. Dadzą się one ująć w trzy grupy tematyczne: 1) problemów polityczno-ustrojowych i metod rządzenia; 2) zagadnień z zakresu eugeniki i rasizmu; 3) najszerzej pojętej roli Żydów w budowie Paneuropy oraz ich miejsca w jej strukturze.

Pod urokiem Cezara

Coudenhove był zwolennikiem ustroju arystokratycznego. Demokracja, a właściwie socjaldemokracja, była dlań jedynie narzędziem zbudowania Paneuropy. Jeśli nawet przewidywał utworzenie dwuizbowego Parlamentu Paneuropejskiego, to nie nadawał mu rangi istotnego elementu demokracji. (Nawet dzisiejsza UE ma swój Parlament, ale jakże daleko mu do parlamentu demokratycznego). W istocie rządy mieli sprawować aristoi, najdoskonalsi, elita starannie wyselekcjonowana, wykazująca odpowiednie zdolności, lojalność, rzetelność, siłę, a nawet stosowną prezencję i sposób bycia. Miał to więc być elitarny system rządzenia. Można go też nazwać autorytarnym, gdyż opierałby się na autorytecie (powadze moralnej) władców, elit rządzących, a nie na zgodzie (wyraźnej czy milczącej) rządzonych. Coudenhove nie opowiadał się za rządami „ludu”, „mas” czy „tłumu”. Uważał, że elity łatwiej dadzą się pozyskać dla integracji i utrzymać w dążeniu do federalizacji Europy niż masy, z natury kapryśne, zadufane w sobie i podatne na wszelkie wpływy zewnętrzne. Stawiał więc na jednostki wybitne, ich autorytet, na rządy autorytarne, choć od nich do totalitaryzmu już tylko krok. Właściwie stanowią już protototalitaryzm.

To uwielbienie jednostek wyróżniających się siłą duchową i fizyczną, tytanów woli i czynu, tkwiło w Coudenhovem głęboko i towarzyszyło mu do końca życia; zakorzeniło się bowiem bardzo wcześnie, jeszcze w latach szkolnych pod wpływem lektury dzieł antycznych. Szczególnym podziwem darzył stoików, a wśród nich L. A. Senekę (Młodszego), pierwszego kosmopolitę, który powiedział o sobie: „świat jest moją ojczyzną”. Młodego adepta stoicyzmu zafascynowało nie tylko to oblicze uniwersalizmu rzymskiego, które mówiło o powszechności kultury, języka, prawa, ale także i to, które świadczyło o zewnętrznym ładzie utrzymywanym na ogromnym obszarze Imperium Rzymskiego za pomocą brutalnej siły. Może dziwić, jak ten człowiek, który stał się żarliwym apostołem pacyfizmu, uległ fascynacji metodami stosowanymi przez Cezara i jego dziełem wzniesionym, bądź co bądź, na krzywdzie ludzkiej. Jeśli się jednak zważy, że Paneuropa nie miała być tworem papierowym, ale realną siłą, to zachwyt Coudenhovego „pokojem rzymskim” (szczędzić kornych, a wyniosłych łamać) czy osobą Cezara staje się zrozumiały jako dopełnienie całości jego poglądów.

Stał się wprost wielbicielem Cezara. W swym studium Held oder Heiliger (1927) napisał: Uważamy Cezara za pierwszego nowoczesnego człowieka, który był bardziej europejskim niż helleńskim. On był właściwym założycielem Europy: przez zdobycie Galii przesunął punkt ciężkości Imperium Rzymskiego ku północy i zachodowi, znad Morza Śródziemnego ku Europie. Coudenhove widział w nim poza tym wzór doskonałego poganina, który ucieleśniał w sobie antyczną harmonię ciała, rozumu i woli. Postać ta była przeciwieństwem Chrystusa: typem człowieka – pana, narodu panów, kasty panów, moralności panów: tej moralności pychy i niezłomności, której dostępna jest łaskawość, ale nie współczucie – hart, ale nie okrucieństwo. Ten bojownik zaprowadzający porządek udowodnił, że świętość nie jest ani najwyższym, ani jedynym ideałem ludzkim. Juliusz Cezar jest bowiem od dwóch tysięcy lat czczony, podziwiany i naśladowany przez całą Europę, choć nie było w nim ani jednej cechy świętości czy chrześcijaństwa.

Powyższe cechy swego bohatera Coudenhove uznał za powód, dla którego wszyscy europejscy mężowie stanu chodzili i chodzą do szkoły Cezara. Poszedł więc do niej i on sam, a zaprowadziła go ona wprost do… Mussoliniego. We wspomnieniach bowiem autora Pan-Europy możemy przeczytać, że w trakcie swych podróży propagandowych po Europie, odbywanych w latach trzydziestych XX w., zawitał również do Rzymu, gdzie udało mu się uzyskać audiencję u Mussoliniego. Rozmowę ułatwił im F. Nietzsche (drugie po Cezarze bożyszcze Coudenhovego), nieżyjący już zwolennik Stanów Zjednoczonych Europy, którego także Mussolini uważał za swego mistrza. W rezultacie tego spotkania Coudenhove mógł stwierdzić z przyjemnością, że duce jest przychylny idei Paneuropy. Zauroczony ideą jednostki silnej, wybitnej, wodzem, dyktatorem otoczonym elitą, w swej pracy Held oder Heiliger napisał:

Nadejście nowej formy istnienia, nowej moralności w Europie może się dokonać tylko za pośrednictwem jakiegoś dyktatora.

Idea rządów elitarnych w Paneuropie musiała zrodzić w projekcie Coudenhovego problem sposobu utworzenia elit, ich selekcji i wychowania. Autor Pan-Europy uważał, że samo wychowanie – to mało. Elity trzeba naprzód wyhodować, a następnie wychowywać. Stąd jego zwrot w stronę eugeniki.

  Od eugeniki do rasizmu

Coudenhove stworzył swoistą teorię eugeniki społecznej na użytek Paneuropy. Wychodzi on z założenia, że endogamia (małżeństwa między kobietami a mężczyznami jednej grupy społecznej, a szczególnie jednej rasy) wzmacnia charakter człowieka, ale osłabia ducha, natomiast egzogamia osłabia charakter, ale wzmacnia ducha.

Według bowiem praw dziedziczenia, z różnorodnością przodków rośnie różnorodność potomków, a z jednorodnością przodków – jednorodność potomstwa. W rodzinach jednorasowych każde dziecko jest podobne do innych, ponieważ reprezentują one ten sam typ rodziny. W rodzinach rasowo mieszanych dzieci różnią się między sobą silniej: każde bowiem przedstawia nową kombinację różniących się między sobą elementów pochodzących od rodziców i dziadków.

Stąd Coudenhove postulował wymieszanie się ras. Jest ono konieczne do uzyskania „materiału hodowlanego”, z którego można by wyselekcjonować elity mające rządzić Paneuropą. Wieścił więc, że:

Człowiek dalekiej przyszłości będzie mieszańcem. (…) Euroazjatycka rasa przyszłości, zewnętrznie podobna do staroegipskiej, zastąpi różnorodność narodów przez różnorodność osobowości. (…)  Prekursorem człowieka przyszłości naszej planety jest we współczesnej Europie Rosjanin – mieszaniec słowiańsko–tatarsko–fiński. Ponieważ wśród wszystkich narodów europejskich jest on w najmniejszym stopniu jednorasowy, stanowi typ człowieka o duchowości wielorakiej, o duszy szerokiej, bogatej, wszystko obejmującej (Praktischer Idealismus, 1925, s. 22, 23).

Niewtajemniczeni na pewno nie zgadliby, komu hr. Coudenhove powierzał misję realizacji tego planu hodowlanego. Otóż – socjalizmowi i socjalistom. Już w 1922 r. napisał:

Socjalizm, który zaczął od likwidacji szlachty, od zrównania ludzkości, osiągnie swój szczyt w wyhodowaniu szlachty, w zróżnicowaniu ludzkości. Tu, w eugenice społecznej, tkwi jego największa misja, której nie jest on dziś jeszcze świadom: wyprowadzić ludzkość z niesprawiedliwej nierówności i doprowadzić, poprzez zrównanie i ruiny wszelkich pseudoarystokracji, do nierówności, ale sprawiedliwej, do prawdziwej nowej szlachty.

Uderzające, że socjalizm rzeczywiście powierzone mu zadanie spełnił (świadomie czy nieświadomie) co do joty i szczególnie w Europie Wschodniej i Środkowej. W niespełna 50 lat po opublikowaniu wypowiedzi Coudenhovego ruch ten miał już za sobą etap pierwszy, w którym zlikwidowane zostały wszelkie nierówności (niesprawiedliwe!), tzn. szlachta i pseudoarystokracja oraz, gdzie trzeba było, spalona została ziemia i pozostawione gruzy; miał także za sobą etap drugi: wyprowadzenie społeczeństw z etapu pierwszego (nierówności niesprawiedliwych) i przeprowadzenie do etapu trzeciego; w tym ostatnim, którego realizację socjalizm zaczął, ale jeszcze nie skończył, tworzone są nowe nierówności (ale już sprawiedliwe!), tzn. powstaje nowa, prawdziwa szlachta i prawdziwa arystokracja ducha.

Coudenhove był ostrożny i przewidujący, więc zastrzegł się wyraźnie, że nie od razu szlachtę powstałą w oparciu o ilość (przodków lub pieniędzy) zastąpi szlachta oparta na jakości (walorach osobistych, doskonałości osobistej, skończonym pięknie ciała i ducha). Dziś – pisał – na progu nowej epoki w miejsce dawnej szlachty dziedzicznej pojawia się szlachta przypadkowa („Zufallsadel”); zamiast ras szlacheckich szlachetne jednostki: ludzie, których na poziom typów wzorcowych podnosi przypadkowy skład krwi. Z tej dzisiejszej szlachty przypadkowej wyjdzie międzyspołeczna rasa szlachecka jutra.

Moglibyśmy podziwiać Coudenhovego za niebywałą trafność przewidywania i nawet uważać go za jasnowidza, gdybyśmy nie wiedzieli, że wypowiedzi jego – to nie proroctwo, a po prostu program. Nie był prorokiem, a tylko architektem nowego ładu europejskiego. Architektem zjednoczenia Europy. Był autorem programu, który w roku jego opublikowania (1922, tj. w pięć lat po wybuchu rewolucji bolszewickiej) musiał być także przedmiotem debaty przy okazji dyskusji nad ideą Paneuropy w loży Coudenhovego „Humanitas”. Wiemy o tym od historyka masonerii, Ludwika Hassa:

W dyskusjach w wiedeńskiej loży „Humanitas” powstała w 1922 r. idea „Paneuropy”, której rzecznikiem był członek tej loży hr. Richard Coudenhove-Kalergi. Wielka loża umożliwiła mu pierwsze większe wystąpienia publiczne, propagował też tę ideę wśród innych, obediencji.

Mając poparcie tak potężnej, tajnej organizacji, mógł formułować swe utopijne wizje w postaci programu i mieć pewność, że wejdzie on w życie.

Postawiwszy na socjalistyczną eugenikę społeczną, Coudenhove zaaprobował wszystkie jej nawet najbardziej krańcowe konsekwencje, prowadzące wprost do rasizmu: a więc tezę o wywodzeniu się duchowych i kulturowych cech ludzi z ich przynależności do rasy biologicznej; tezę o nierówności ras ludzkich oraz złączone z nią przekonanie o wyższości ras lepszych i ich prawie do panowania nad gorszymi. Stąd w tym samym 1922 r. mógł napisać wyraźnie (choć uczynił to na łamach ekskluzywnej gazety masońskiej „Wiener Freimaurerzeitung”, nr 9/10): Dla Paneuropy życzę sobie euroazyjsko-negroidalnej rasy przyszłości, aby osobowości zapewnić różnorakość. Logika tej deklaracji prorasistowskiej wymagała, by Coudenhove określił jeszcze, który element tego aliażu rasowego eurazyjsko-negroidalnego byłby najbardziej wartościowy, albo inaczej: która rasa i który z należących do niej narodów wykazywałby przyrodzoną wyższość w stosunku do innych i tym samym mógłby się stać wylęgarnią elit predestynowanych do rządzenia zjednoczoną Europą.

  Filojudaizm mesjanistyczny

W cytowanej już wyżej kilkakrotnie pracy z 1922 r. Coudenhove rolę tę powierza Żydom. Uważa bowiem, że: Wyższość ducha predestynuje ich do odegrania roli głównego czynnika w tworzeniu się szlachty przyszłości. Od tysiąca lat Europa usiłowała wytępić naród żydowski, ale zamiast zniszczyć Żydów, dokonała wbrew swej woli drogą kunsztownej selekcji ich uszlachetnienia i wychowania do roli, którą mają spełnić w przyszłości, jako naród-przywódca. (…) W momencie, gdy szlachta feudalna rozpadła się, Boska Opatrzność obdarowała Europę poprzez emancypację Żydów nową rasą z łaski Ducha. Rozwój ten nie odbywa się jednak bez przeszkód, gdyż długotrwały ucisk Żydów pozbawił ich na ogół gestów pańskości, co jest przyczyną, że instynkt europejski wzdraga się przed uznaniem żydostwa za rasę szlachecką. (…) Tak to żydowski, duchowy naród panów (das geistige Herrenvolk der Juden) musi cierpieć pod brzemieniem cech niewolnika, które wycisnął na nim jego rozwój historyczny.

Rozważając duchową wyższość Żydów nad innymi narodami, autor Pan-Europy wypowiada ciekawą myśl zatrącającą programem (chyba już realizowanym):

Nie tylko żydostwo zmieni się w kierunku zachodniego ideału szlachectwa, ale i tenże ideał sam ulegnie zmianom i wysunie się na pół drogi w kierunku żydostwa. W pokojowej Europie przyszłości szlachta pozbędzie się swego wojowniczego charakteru i zamieni go na duszpasterski. Uspokojony i zsocjalizowany Zachód nie będzie już potrzebował władców i panujących, a raczej tylko wodzów wychowawców i wzorów.

Do spełnienia tej roli Żydzi są wytypowani niemal przez naturę. Albowiem: Te same cechy, które uczyniły z nich kiedyś twórców ruchu chrześcijańskiego o zasięgu światowym, dziś stawiają ich na czele ruchu socjalistycznego. Dokonując tych dwóch prób zbawienia, (…) żydostwo obdarowało wydziedziczone masy Europy szczodrzej niż jakikolwiek inny naród. Stąd wprawdzie nie jest ono nową szlachtą, ale jest łonem, z którego wychodzi nowa, duchowa szlachta Europy, jest jądrem, dokoła którego grupuje się duchowa szlachta. Tworzy się duchowa, miejska rasa panów.

Jak się więc okazuje, stosunek Coudenhovego do Żydów wykraczał daleko poza granice zwykłej sympatii i podziwu dla ich walorów duchowych, a często przybierał formę profetycznego uniesienia, tak że można tu mówić o wyraźnym filojudaizmie (nie filosemityzmie) jako ważnym składniku jego filozofii i ideologii paneuropejskiej. Tym bardziej że wyróżniał go od innych podobnych stanowisk – mesjanizm: wiara, że naród żydowski ma do spełnienia misję, niemal religijną, w dziele jednoczenia Europy; – i wola, by misja ta została zrealizowana. Cały ten rasizm żydowski wywodził się wprost od Nietzschego. Nawet terminologia, którą Coudenhove w tym zakresie się posługiwał, jest nietzscheańska („nadczłowiek”, „nadnaród”, „naród panów”, itp.). Wiele zapatrywań autora Pan-Europy robi wrażenie trawestacji sądów Nietzschego zawartych w Aforyzmie 205 jego Jutrzenki: O ludzie izraelskim. (Nb. z tego samego źródła czerpał obficie również narodowy socjalizm niemiecki).

  Czy tylko enfant terrible?

Nasuwa się zatem pytanie, jaka jest relacja między przedstawionymi poglądami Coudenhovego, twórcy doktryny paneuropejskiej, a aktualną ideologią i doktryną Unii Europejskiej? Okazuje się, że istnieje między nimi totalna rozbieżność:

1) Coudenhove był przeciwnikiem demokracji, zdeklarował się jako zwolennik rządów elit (swoistej „arystokracji ducha”), autorytarnych, prowadzących do totalizacji życia społecznego. Tymczasem UE, jak to wyraźnie stwierdza Traktat z Maastricht (1992), jest oparta na zasadach wolności, demokracji, poszanowania praw ludzkich i podstawowych swobód… (art. 6);

2) Coudenhove był zwolennikiem eugeniki pozytywnej, która zaprowadziła go wprost do krańcowego rasizmu, natomiast dzisiejsza Unia opiera się na doktrynie przeciwnej: tolerancji i nakazie zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie rasowe lub etniczne, religię lub przekonania … (Traktat o Ustanowieniu Wspólnoty Europejskiej, art. 13);

3) Autor Pan-Europy wyciągnął ostateczną konsekwencję ze swej teorii rasizmu i wskazał na rasę wyróżniającą się wśród innych ras i dzięki swym walorom predestynowaną do rządzenia zjednoczoną Europą: na rasę żydowską. Unia Europejska natomiast wprawdzie zakazuje antysemityzmu i zwalcza go, jednakże – formalnie rzecz biorąc – nie stwarza żadnych podstaw dla rasizmu filosemickiego w ogólności, a dla rasizmu czy mesjanizmu filojudajskiego
w szczególności. Trzeba przyznać, że od czasu do czasu nawet piętnuje pewne akty Izraela wobec Palestyńczyków i Arabów.

Zatem gdyby obywatel UE lub jej państwo członkowskie, albo państwo aspirujące do członkostwa Unii akceptowało dziś poglądy „ojca jej ojców”, bądź je realizowało, na pewno spotkałoby się z dezaprobatą, karą, represjami lub wręcz odrzuceniem starań o akcesję. Wynika stąd, że także twórca Paneuropy nie mógłby dziś być uznany za paneuropejczyka. Z tej kłopotliwej dla Unii sytuacji istniały i istnieją dwa wyjścia: figlarne ominięcie prawdy i pozostawienie pytania o przyczynę rozbieżności poglądów bez odpowiedzi, oraz drugie – podjęcie próby odszukania tej przyczyny bez względu na konsekwencje.

Unia wybrała pierwsze, gdyż drugie byłoby samobójcze. Gdyby bowiem przyznała, że Coudenhove mówił prawdę, wówczas musiałaby otwarcie porzucić własną ideologię, cele i metody działania i przyjąć jego poglądy; gdyby zaś wyraźnie odcięła się od poglądów Coudenhovego jako fałszywych, musiałaby wytłumaczyć (co było niemożliwe), jak to się stało, że człowiek ten głoszący nieprawdę porwał za sobą mnóstwo wybitnych osobistości, położył doktrynalne fundamenty pod ideę zjednoczenia Europy oraz stworzył elitarną organizację i ruch stawiający sobie za cel zbudowanie Stanów Zjednoczonych Europy. I jak to się stało, że po wojnie budowniczowie wspólnot europejskich nawiązali i ideowo i organizacyjnie do jego dorobku.

Wobec tego oficjalni historycy integracji europejskiej lub historycy UE przyjaźnie do niej ustosunkowani stosują wobec kwestii poglądów Coudenhovego mniej lub bardziej dowcipne formy uników, poprzetykane żartobliwymi powiedzonkami, ale sprowadzające się do jednej i tej samej tezy: Coudenhove był niewątpliwie człowiekiem genialnym, a każdy geniusz – jak wiadomo – ma swoje śmiesznostki, słabostki, niekiedy posuwa się do krańcowości i bywa kontrowersyjny, ale to wszystko nie podważa jego genialności ani zasług dla integracji europejskiej, a wręcz dodaje całej jego postaci uroku i barwności.

Np. Paweł Świeboda pisze: jego propozycje nosiły zbyt duży ładunek idealizmu, aby kiedykolwiek w tym stuleciu mogły być wprowadzone w życie (…) nie stronił od kontrowersji i dziwacznych niekiedy pomysłów, (…) jego działania zyskały miano kontrowersyjnych, a koncepcje zostały rozwodnione na użytek dialogu z potencjalnymi protektorami (…). Z tym wszystkim jednak pozostał „ojcem ojców” założycieli pierwszych europejskich wspólnot gospodarczych, z których rozwinęła się UE („Europa”, nr 1/1998).

Do podobnych wniosków prowadzi inna, na głębszej analizie oparta charakterystyka Coudenhovego, której autorem jest Jerzy Łukaszewicz, profesor, a następnie rektor Collčge d’Europe w Brugii, b. ambasador Polski we Francji, wykładowca historii integracji na uczelniach polskich. W swej pracy Cel: Europa (Warszawa 2002) pisze, że Coudenhove ulegał niecierpliwości, która dyktowała mu ryzykowne uogólnienia w rodzaju federacji paneuropejskiej; że charakteryzowała go niezręczność ekspresji i zacieranie różnicy między życzeniami a rzeczywistością; że poza Pan-Europą wprawdzie dorzucił garść nowych argumentów, ale nie ukazał nowych horyzontów; że miewał chimery arystokratyczne, a potęgująca się z wiekiem próżność kosztowała go niejedną porażkę (…)  Ale ten sam człowiek wyprzedzał swą epokę (…). Pan-Europa olśniewa analizą, proroczym charakterem i nienaruszoną aktualnością. Tę swoją opinię prof. J. Łukaszewicz przypieczętował cytatem z W. Churchilla, który wyraził się o Coudenhovem: chociaż jego idea pod względem formy była niedojrzała, błędna i niewykonalna, to jednak jej impuls i inspiracja były istotne.

A więc trochę maniak, trochę wizjoner z głową w obłokach, trochę enfant terrible – dzieciak niezręczny i kłopotliwy, trochę chimeryk, a jednak geniusz! Takie jednak postawienie sprawy nie jest odpowiedzią na pytanie o powody rozbieżności między jego poglądami a zasadami UE, a jedynie unikiem wymijającym rzetelną odpowiedź; wypowiedzią sformułowaną po to, by się jedynie wydawało, że jest jakąś odpowiedzią.

W tej sytuacji rozwiązanie problemu nasuwa bardzo prosta i bardzo prawdopodobna hipoteza: Coudenhove, ogłaszając swe poglądy, uznane potem przez rzeczników integracji Europy za kontrowersyjne, dopuścił się jedynie niedyskrecji wobec swych braci wolnomularzy i mocodawców, gdyż wszystkie kwestie związane z doktryną i realizacją Paneuropy  były dyskutowane w jego loży „Humanitas”, tam zostały uzgodnione i zaaprobowane. Rzecz tylko w tym, że do publikacji przeznaczone zostały jedynie te, które ukazały się potem w Pan-Europie. Tymczasem Coudenhove opublikował także i te tezy, które miały być do czasu utajnione. Zamieścił je w Praktischer Idealismus (1925) oraz w Held oder Heiliger (1927). Dotyczyły one ostatecznych celów Paneuropy, metod oraz środków jej realizacji. I na tym polegała jego wina, która kosztowała go odsunięcie po II wojnie światowej od kierownictwa ruchem integracji Europy przez takich jego inspiratorów, jak J. Monnet czy W. Churchill.

Skąd brała się „niedyskrecja” Coudenhovego? Czy tylko ze szczerej naiwności, a może i z chimer arystokraty? Raczej z jego zadufania we własne zdolności, siłę perswazji, słuszność podjętej walki i imponujących jej rezultatów, a nade wszystko z pewności poparcia przez możnych i zakonspirowanych protektorów. Motywy te można zrozumieć, ale trzeba także zrozumieć i jego przeciwników.

Gdyby po zakończeniu wojny w 1945 r. i ustaniu okupacji wojennej z jej retoryką oraz pakietem haseł totalitarnych i rasistowskich rzecznicy integracji europejskiej pozostawili jej przywództwo Coudenhovemu, który głosił te same lub zbliżone hasła w latach dwudziestych XX w. i ich nie odwołał ani z nich nie zrezygnował, to sama idea Paneuropy poniosłaby klęskę.

W społeczeństwach europejskich nie znalazłaby poparcia, lecz spotkałaby się z totalną opozycją. Jeśli więc zdecydowano się uczynić z niej napędową siłę ruchu z udziałem szerokich mas społecznych, nie można było postawić na jego czele zwolennika elitarnej, dyplomatycznej i międzypaństwowej metody realizacji Paneuropy. Coudenhovego musiał ktoś zastąpić, choć oczywiście nie musiał to być – jak to się stało – zaborczy i ambitny jego rywal Duncan Sandys, zięć Churchilla.

a0

Nie należy się więc spodziewać, że ta bądź co bądź ważna dla UE rocznica doktrynalnego sformułowania idei Paneuropy zostanie przez nią należycie uczczona, a rola Coudenhovego zgodnie z prawdą przedstawiona i sprawiedliwie oceniona. Byłoby to zbyt kłopotliwe i zbyt niebezpieczne dla dzisiejszych wielkorządców unijnych. Natomiast na paradoks zakrawa fakt, że uczucia wdzięczności wobec Coudenhovego budzą się i mogą być swobodnie wyrażane właśnie wśród opozycji unijnej czy w ogóle paneuropejskiej. I to zarówno w samej UE, jak i poza nią. Jest on bowiem człowiekiem, który dostarczył wszelkim przeciwnikom obecnie realizowanego zjednoczenia Europy niepodważalnych dowodów, jakie są ostateczne tego zjednoczenia cele, kim mają być rządzeni, kto ma nimi rządzić, jaką rolę ma w tym odegrać socjalizm i cała cywilizacja żydowska. I nikt nie może zarzucić, że dowody te są falsyfikatami, jak to zarzucano protokołom pewnych mędrców, ani że są dziełem antysemity (ich autor był nie tylko przyjacielem Żydów, ale i ich wielbicielem) czy produktem tzw. spiskowej teorii dziejów.

Szkoda tylko, że młodzież polska słuchająca wykładów historii integracji europejskiej nie może poznać całej prawdy o „ojcu ojców” tej integracji i o jej pionierze, choćby z okazji 80. rocznicy wydania swego rodzaju manifestu paneuropejskiego, którym była jego Pan-Europa.

Prof. Jerzy Łukaszewicz w pięknym eseju o Coudenhovem, który otwiera jego wyżej wspomnianą książkę, daje grubą kreską naszkicowany portret autora Pan-Europy i przedstawia główne wątki jego działalności. Brak w nim wielu cennych szczegółów, które utonęły w zgrabnych literackich uogólnieniach. Nie można jednak z tego powodu robić zarzutu biografowi Coudenhovego, gdyż taka jest natura eseju, że zwalnia on swego autora od przypisów i drobiazgowych cytatów. Takie np. ogólne stwierdzenie, że w r. 1924 Coudenhove-Kalergi uzyskuje znaczne wsparcie finansowe od kierowniczych kół gospodarki niemieckiej (s. 37) mówi bardzo mało. Gdyby jednak dać czytelnikowi klucz do tych słów w postaci odpowiedniego odsyłacza, mógłby się on wówczas dowiedzieć wprost ze wspomnień Coudenhovego, że pierwszy zastrzyk finansowy otrzymał on od słynnego bankiera i finansisty hamburskiego, Maksa Warburga, który po przeczytaniu Pan-Europy zobowiązał się przeznaczać przez trzy lata na rozwinięcie ruchu paneuropejskiego po 60 tys. marek w złocie. Był to ten sam Maks Warburg, który w 1916 r. finansował rewolucyjną działalność Trockiego i jego współtowarzyszy. Niestety, polscy adepci historii integracji europejskiej, przygotowujący się do objęcia stanowisk w administracji unijnej, tego się nie dowiedzą. A szkoda, gdyż tego rodzaju wiadomości pochodzące z autentycznych źródeł mogą okazać się bardzo pomocne do zrozumienia niejednej tajemnicy, niejednej trudności i niejednego problemu, które pojawią się na drodze rozwoju Unii Europejskiej.

Jerzy Chodorowski

Za: http://www.npw.pl/ARCHIWUM_NPW/2003_09_10/PIS-Chodorowski-klopotliwy-antenat.html

NPW 9-10, 2003

Tags : , , , , , ,

Jedna odpowiedź

  1. talmudyczno-syjoniSStyczny BEŁKOT*
    A już, odwoływanie się, co to nie ma, w tzw. eurokonSStytucji-proSStytucji 😀
    Przypomina mi to, co to to nie ma, i nie było w innych tzw. konSStytucjach-proSStytucjach.. pejsoPRL-u, II, III, IV.. pejsoRP..
    * ostatnio, co raz więcej, tego kryptopejsactwa, tu :/
    **kiedy będzie wreszcie, możliwość oceny art. ???
    Oceny typu, „za”, „przeciw”, w skali np. 0..9 ???