Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 16, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Kim pan jest, panie Szenborn? – Tadeusz Płużański

źródło: http://niezalezna.pl

Tytułowy bohater komunistom bardzo się zasłużył. Zanim w 1952 r. został kierownikiem jednej z najbardziej okrutnych, a zarazem tajnych ubeckich katowni – więzienia w Miedzeszynie pod Warszawą, był ważną figurą w bezpiece w Rzeszowie (tu urodził się w 1915 r., po ukończeniu 7-klasowej szkoły powszechnej uczył się zawodu malarza) i Krakowie.

Potem Ludwik Szenborn pracował w stołecznej centrali MBP i szefował Wojewódzkiemu Urzędowi ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy.

W pierwszym okresie utrwalania władzy ludowej zwalczał głównie niepodległościową konspirację zbrojną. Jak wynika z akt IPN, w latach 1946–1947 brał udział „w walce z bandami i reakcyjnym podziemiem”. Jako szef WUBP w Krakowie pracował „na odcinku band”: „Żelaznego”, „Groźnego”, „Pióro”, „Gurgacza”, „Mikołajczyka”. Potem rozprawiał się z innymi, którzy stali na drodze polityce miłości, wówczas nazywanej powszechną szczęśliwością. Po wyeliminowaniu „band” przyszedł czas na Kościół katolicki. I tak np., zarządzając „zabezpieczenie operacyjne obrzędów oraz imprez kościelnych”, pouczał, że informatorzy „winni być na odpowiednim poziomie umysłowym i politycznym”. Za swoją ofiarną służbę dochrapał się stopnia podpułkownika.

Służba w willi „Spacer”

Swoją wysoką pozycję zawdzięczał przedwojennym „zasługom”. Członek MOPR (Międzynarodowa Organizacja Pomocy Rewolucjonistom), PPS-Lewicy, Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, w końcu KPP. Jego zdradziecka antypolska działalność została rozpracowana przez ówczesne służby państwowe. Trzykrotnie aresztowany, na kilkanaście miesięcy trafił nawet do więzienia. Pewnie właśnie dzięki uznaniu jego przedwojennych zasług ominęły go stalinowskie czystki. Łagodny stosunek II Rzeczypospolitej do obcego komunistycznego knowania, to dowód na to, jak represyjne było „faszystowskie” państwo Piłsudskiego, a po 1935 r. sanacyjnych spadkobierców jego „totalitarnej” idei… Niejako naturalne było, że w czasie wojny Szenborn znalazł się w szeregach Gwardii Ludowej (ps. Jaś) i PPR. Znów był więziony za komunizm – tym razem przez niemieckie gestapo. Jego pracę jako sowieckiego agenta (od maja 1941 r.) potwierdzał kontrwywiad AK.

Wróćmy jednak do tajnego więzienia bezpieki w Miedzeszynie. Szenborn, zarządzając tym obiektem, noszącym wdzięczny kryptonim „Spacer”, władzę miał ogromną. Uwięzieni tutaj nie wiedzieli, gdzie się znajdują. Nie przedstawiano im powodu aresztowania ani aktu oskarżenia. Dla zamkniętych miesiącami w piwnicznych celach jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym był brutalny przesłuchujący. Często był nim nasz „bohater”. O tym ponurym miejscu właściwie nikt w Polsce nie słyszał, z wyjątkiem kilku komunistycznych dygnitarzy. Willa-więzienie była wyłączną własnością X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Tu w największej tajemnicy przetrzymywano i katowano „wrogów ludu”. Bohaterów Polski Podziemnej, ale także ludzi komunistycznej władzy, których zamierzano „rozmiękczyć” i skompromitować. Ilu z nich przeszło przez piwnice „Spaceru” w ciągu kilku lat jego funkcjonowania – nie wiadomo. Znamy zaledwie kilka, najwyżej kilkanaście nazwisk. Listy więźniów nie ma, dokumenty zniszczono.

Pan życia i śmierci

Jako pan życia i śmierci w Miedzeszynie Szenborn pozostawał w dyspozycji wiceszefa bezpieki Romana Romkowskiego, podlegając słynnemu Józefowi Światło. Jednocześnie pełnił inną niebagatelną funkcję – szefa stołecznego UB. W ramach rozpracowywania Kurii Metropolitalnej w Warszawie inwigilował m.in. bp. Zygmunta Choromańskiego i kard. Stefana Wyszyńskiego. Wiadomo, że Prymas trafił do „Spaceru” po aresztowaniu 25 września 1953 r. Być może przez ręce Szenborna przeszedł też Bolesław Kontrym „Żmudzin” – policjant II RP, cichociemny, żołnierz AK. Z kolei w ramach rozliczeń za „odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne” osobiście przesłuchiwał m.in. swojego partyjnego towarzysza Mariana Spychalskiego. Torturował również gen. Stanisława Tatara, Franciszka Hermana i Jerzego Kirchmayera oraz płk. Mariana Utnika, oskarżonych potem o spisek w wojsku, czyli wymyślone szpiegostwo na rzecz „imperialistów”.

Czerwona pajęczyna

Kiedy Gomułka razem ze Spychalskim i innymi „prawicowymi odchyleńcami” powrócił do władzy, odwdzięczył się Szenbornowi, pozbawiając go funkcji kierownika bydgoskiego UB. W oficjalnym uzasadnieniu napisano, że„nie był on w stanie należycie pokierować całokształtem pracy Urzędu. Nie ułożył należycie stosunków z Komitetami Partyjnymi”. Tak komunizm pożerał własne dzieci. W 1955 r. w trakcie „odwilżowego” procesu przeciwko bezpieczniakom sprawę Szenborna o stosowanie przemocy fizycznej umorzono. „Represje” wobec bandyty zakończyły się przyznaniem mu – po zwolnieniu ze „służby” – renty inwalidzkiej. Od 1962 r. do śmierci w 1990 r. mieszkał w Rzeszowie. Emeryt, kombatant… Czy to już koniec tej historii? A być może Ludwik Szenborn ma godnego siebie następcę? Czy czerwona pajęczyna naprawdę istnieje? Z jednego z forów internetowych dowiadujemy się, że synem Ludwika Szenborna jest Marek Szenborn, zastępca redaktora naczelnego lewackich „Faktów i Mitów”. Dalej czytamy, że ów dziennikarz skrzętnie ten fakt ukrywa. Że w tym samym pisemku drukuje syn wspomnianego dziennikarza – Ariel, pod nazwiskiem Kowalczyk. A może internauta nie mówi prawdy, choć podaje jeszcze wiele szczegółów o rodzinie Szenbornów mieszkających w Rzeszowie, a potem w Łodzi? I jedna rzecz – Marek Szenborn zwalcza Kościół z podobną zajadłością, jak robił to Ludwik Szenborn.

Autor: Tadeusz Płużański, | Źródło: Gazeta Polska Codziennie | (foto. arch.)

Komentowanie zamknięte.