Najnowsze

Opublikowano Grudzień 5, 2014 Przez Jan W Polska

Kazimierz Świtoń – Walka

+++

W dniu Świętej Barbary,  zaraz po południu, odszedł od nas do Pana Boga nasz bojowiec Kazimierz Świtoń. Jego nieustanny marsz i walka zostały nagle przerwane –  a też  niewykluczone, że podstępnym podaniem trucizny – po kilku dniach walki, świętej pamięci Kazimierz na zawsze już wypuścił z ręki swój oręż.

 +++

 aa2

+++

Dla Boga Kazimierzu!

„Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach!

A ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą żołnierzu? Zaliś swej dawnej przypomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i w trwodze zostawiasz?.. Płacz powszechny zerwał się w kościele…gdy ksiądz cnotę, miłość ojczyzny i męstwo zmarłego wysławiał..”

W dniu Świętej Barbary,  zaraz po południu, odszedł od nas do Pana Boga nasz bojowiec Kazimierz Świtoń. Jego nieustanny marsz i walka zostały nagle przerwane –  a też niewykluczone, że podstępnym podaniem trucizny – po kilku dniach walki, świętej pamięci Kazimierz na zawsze już wypuścił z ręki swój oręż.

Będąc rzemieślnikiem i mając na głowie trud utrzymania licznej rodziny, Kazimierz nigdy nie był  człowiekiem kanapy, który ma żonę i dzieci, a co u większości z nas jest azylem dla naszej społeczno-narodowej nieodpowiedzialności.

Kazimierz był klasycznym przykładem  „Polaka II Rzeczpospolitej”, jakich teraz już prawie nie ma. Wzorzec ten polegał na tym, że Polakowi takiemu nie wolno było zaskorupiać się ani w swojej rodzinie,  ani w pracy czy środowisku.

Nie mając jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla zaniedbywania najbliższych, warsztatu czy obowiązków wobec swego środowiska kulturowo – zawodowego, Polak taki musiał coś czynić społecznie dla dobra ogółu: pomagać innym, zostawiać po sobie jakąś drobną choćby cząstkę, która zostanie na zawsze i będzie jakimś okruchem Polski. Nikt też nie miał prawa do oczekiwania na pochwały, czy podzięki, to katolickie sumienie wystawiało pokwitowania, a nie bliźni. Taką osobą był świętej pamięci Kazimierz.

Mało kto pamięta czy nawet zadaje sobie sprawę z tego, że twórcą „wolnych związków zawodowych” w Polsce był Kazimierz Świtoń. Było to na długo przed tak zwanym KOR`em. Co ciekawsze, nawet KOR ze swymi czołowymi politrukami zwalczał Kazimierza Świtonia właśnie z powodu tego, że ten głosił potrzebę powołania wolnych związków zawodowych. Dopiero potem zadecydowano, że na żywiole związkowym odpowiednio pokierowanym przez takich agentów, jak właśnie KOR-owcy, będzie rozpoczęta budowa „Solidarności” jako ruchu właśnie wolnych związków zawodowych, ale i tu też zwalczano Świtonia wszelkim metodami.

Pomimo faktyczne powszechnie znanego w Polsce powojennej braku środowiska kulturowo-politycznego, Kazimierz Świtoń – sam z siebie –  potrafił przez swoje życie zachować prawidłowy kurs etyczno-polityczny, będąc osobą aktywną politycznie w najwyższym stopniu.

Świętej pamięci Kazimierz należał do bardzo szczupłego grona Polaków, mających świadomość wagi wydarzeń na Żwirowisku.  Sprawa, która wybuchła na krótko po wizycie Jana Pawła II w synagodze rzymskiej (rok 1986), stała się dla Kazimierza dzwonkiem alarmowym dzwoniącym alarm aż po ostatnie dni życia. Już wtedy Kazimierz  zauważał  w tym wielkie niebezpieczeństwo dla Polski i należał do nielicznych, którzy w tej sprawie nie byli bierni czy obojętni i podnosili ramię do walki.

Nie zważając na  ustawiczne problemy ze zdrowiem, świętej pamięci Kazimierz zdecydował się na wkroczenie na Żwirowisko celem obrony tego terenu przed żydami oraz potrzebą  wyrażenia solidarności z wyrzuconymi z klasztoru Karmelitankami. Mimo zimy, Kazimierz rozbił tam biwak i w takich warunkach podjął walkę o obronę Żwirowiska. Bardzo dobrze rozumiał to, że nie o Żwirowisko tam chodzi i nie o rzekome modlitewne żale żydowskie, ale o żydowską potrzebę złamania katolickiego ducha naszego Narodu. I ta sprawa Klasztoru karmelitanek była niczym innym, jak napoczęciem niszczenia wałów obronnych Polski przed powodzią żydowskiej szarańczy.

Niczego jednak nie wskórał, wróg był i jest przepotężny,  wszystko na Żwirowisku zostało zniszczone czy usunięte poza samym krzyżem, a który już chyba nie jest krucyfiksem, ale konstrukcja krzyża dwóch belek, czyli znakiem masońskim symbolizującym Świątynię Hirama.

Pragnąc utrzymać jakikolwiek choćby kult katolicki na Żwirowisku, zabiegał ciągle u władz o prawo wstępu na Żwirowisko –(bo wstęp Polakom jest tam zabroniony!) – celem odprawiania tam Mszy świętej.  Płacił za to 82 złote za jednorazowy wstęp, a której to zbrodniczości tego faktu nie uzmysławia sobie  lud kremówkarzy .

Znosząc te razy, pobicia, obelgi, wyroki sądów, przeszkody administracyjne, nigdy nie chował głowy w ramiona, nigdy nie był zmęczonym weteranem, który już się nawojował.

Mając swoje lata, dźwigając trud  opieki nad ciężko chorą osobą we  własnym domu, zachował optymizm, bystry umysł zawadiaki szykującego się do następnego starcia, a to bez względu na rany, których był doznał dnia poprzedniego.  Będąc człowiekiem głęboko wierzącym, był dalekim od fideizmu, klerykalizmu czy oczekiwania na mannę z nieba. Na hierarchię patrzył jak na pasterzy, którzy muszą o trzodę walczyć, a nie paktować z wilkami podchodzącymi pod granice obejścia. Gniewała go zdrada tych wilków w owczych skórach i nigdy nie milczał na ten temat tej swoistej posoborowej gangreny.

Był przy tym niezwykle „wyrachowany” i modlił  się do Pana Boga o pomoc ślepo wierząc w interwencję Bożą. Jego pośrednikiem był święty Maximilian Maria Kolbe. Kazimierz Świtoń posiadał pewną wiedzę na temat losów zwłok Świętego Maximiliana. Utrzymywał, że zwłoki Świętego nie uległy spaleniu i że informacje o tym są w rękach hierarchów. Mówią one, że po dwukrotnej próbie wyciągnięto je z pieca krematoryjnego, wywieziono w nieznanym kierunku i tam gdzieś pochowano. Kazimierz miał uzasadnione przypuszczenia, że szczegółowe i wiarygodne  informacje o miejscu pochowania ciała Świętego Maximiliana posiada „Biskup ordynariusz” – Tadeusz Rakoczy, który dokumenty na temat pochówku świętego Maximiliana otrzymał i prawdopodobnie zniszczył.

Kazimierz Świtoń miał pewną świadomość tego, że sprawa miejsca pochowku Świętego ma zasadnicze znaczenie dla przyszłości Polski  w naszej walce przeciw żydom i że ta rozstrzygająca bitwa o Polskę, a może i o  Kościół  Święty  w całym świecie, toczy się właśnie tu w Oświęcimiu. Bo przecież wyrzucając Siostry karmelitanki z klasztoru na Żwirowisku dokonaliśmy aktu zaprzaństwa. Że zbrodnia ta obciąża nie tylko Jana Pawła II, ale nas wszystkich, którzy skwitowali sprawę bez skutecznego protestu.

Świętej pamięci Kazimierz Świtoń wierzył w to, że Pan Bóg dokona interwencji i dokona ujawnienia miejsca ukrycia ciała Świętego Maximiliana, że będzie to dla nas i Znak i Opatrzność.

Świętej pamięci Kazimierz Świtoń bolejąc na zdradą oświęcimską modlił się do Boga za wstawiennictwem Świętego Maximiliana, musiało to wywoływać jakieś poruszenie wśród demonów, bo diabeł przychodził do niego i ciskał Kazimierzem o ziemię lub zrzucał go z lóżka, ale ten również tu się zbytnio nie zrażał, ale narzekał jedynie na dodatkowe bóle w stawach. Nigdy jednak nie wykazywał  tego, aby mógł dać diabłu za wygraną. Ciągle planował  i przygotowywał się do następnej walki w taki jakiś sposób, jak np. harcerz pakuje swój plecak przed wyjściem na wędrówkę po bezdrożach, po której wróci z powrotem cały i zdrowy, zgodnie z planem.

Tak było. Nagle Pan Bóg  zgodził się na to, aby ten bieg został przerwany, widocznie Kazimierz dobiegł do mety – ……cóż, ……..nasze szeregi zostały ponownie uszczuplone.

Kazimierzu, my przejęci wagą chwili Twego odejścia patrzymy na  nasze sieroctwo z przejęciem, ale be trwogi. Łez po Tobie nie ronimy, bo Ty byś bardzo tego nie chciał.

Kazimierzu, jako bojowiec Chrystusa stajesz teraz przed Panem Bogiem i zdajesz raport ze służby. Wierzymy, że będziesz usprawiedliwiał przed Panem naszą marność i będziesz prosił o łaskę dla nas. Proś zatem o zesłanie nam Ducha Bożego, proś o moc Krzyża, który ma nas umocnić i ochronić przed złem, bo my sami z siebie nic już nie możemy, a jeśli coś dobrego się stanie – to tylko z Boga.

Proś zatem za nas i nie zapomnij o tych kosach, aby ten oręż był nam dany w nasze ręce do walki i to z rąk Boga samego.

Nad trumną twoją meldujemy:  Walka trwa!

In Christo

(-)Krzysztof Cierpisz

04.XII.2014

+++

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.