Najnowsze

Opublikowano Styczeń 17, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. VII/ ostatnia.

Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/14/kazimierz-bartoszewicz-antysemityzm-w-literaturze-polskiej-xv-xvii-w-vi-2/

Data publikacji: 14.01.2013

KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.

 

ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.

 

VII.

Miczyński i Sleszkowski nie byli na początku w. XVII jedynymi profesorami „sławnej Akademiey Krakowskiey, którzy zapisali swe imię w dziejach polskiego antysemityzmu. Prócz nich było dwóch jeszcze, i to nie bjde jakich. Imiona ich do dziś dnia głośne są w nauce i literaturze. O astrono­mie Miczyńskim możebyśmy nic nie wiedzieli, gdyby nie jego obszerny referat o Żydach; ze Sleszkowskim, poza jego bro­szurami antysemickiemi, spotka się zaledwie badacz nauki lekarskiej w Polsce. Ale ci dwaj, o których teraz będzie mowa, to bodaj czy nie ostatnie wielkie światła Almae Matris w pierwszych chwilach upadku jej świetności. Każdy szkic dziejów nauki w Polsce a nawet podręcznik literatury nie zapomni o znakomitym przyrodniku polskim, Szymonie Syreńskim (Syreniuszu) i o jednym z najdawniejszych naszych filozofów, Sebastyanie Petrycym.

Trwałą sławę zapewnił Syreniuszowi jego olbrzymi „Zielnik”, dzieło botaniczno-Lekarskie, niesłychanie ważne, zwłaszcza przez opracowanie flory polskięj. Druk Zielnika, rozpoczęty za życia autora, ukończył po jego śmierci (1611 r.) Gabryel Joanicy, medyk i profesor Akademji, w znacznej czę­ści kosztem Anny, królewny szwedzkiej (córki Katarzyny Ja­giellonki) która osiadła w Polsce przy swym bracie, Zyg­muncie III.

Na stronicy 1536 Zielnika, do którego, nawiasem mó­wiąc, zgrabny wiersz wstępny napisał znany nam Jan Achacy Kmita, znajdujemy niespodzianie ustęp, nie mający nic wspól­nego z treścią dzieła, a zatytułowany:

„O Z y d z i e c h rzecz k r o t k a, o srogim okrucieństwie niewiernych Żydów, którym sie na dziatkach Chrześciańskich, z dawnego y wściekłego postanowienia, co rok pastwią, świadectwa, z poważnych y wiary godnych pisarzów, przez D. Symona Syrenskięgo, Medyka Krakowskiego, zebrane”.

„Iż złośliwi Żydowie — pisze Syreniusz — dziatki niewinne Chrześcianskie, z dawnego y okrutnego postanowienia co rok zabiiaią y haniebnie morduią: także na co tey niewinney krwie używaią, świadectwo tak dawnych iako y młod­szych Historików nas upewnia”. Przytacza więc szczegóły po większey części zużytkowane już przez poprzedników. Po­tem ostro występuje przeciw „wielkim panom polskim” za obronę Żydów i utrzymywanie z nimi stosunków (myta, kupiectwa, arendy), dalej przechodzi do praw żydowskich i za Mojeckim pisze o „Asswerusie naszym polskim”, Kazimierzu Wielkim, który wolał Hesterkę niż uczciwą małżonkę Adleidę i za „tej mistrzyniey pochlebstwy” wydał „przeklęte prawa” pod imieniem Bolesława, „których dziury łacno wszędzie obaczyć”. Przytoczywszy znane już nam zarzuty prawom Bolesławowym, powraca Syreniusz na nowo do sprawy morderstw rytualnych.

„Krwie pożywać – pisze — iż Żydom zakazano wiemy: y nie trzymamy tak, żeby Żydowie mieli krwie człowieczey w jedzeniu albo piciu używać: ale to powiedamy, że krew dzieci chrześciańskich na swoie lekarstwa (albo raczey czary y zabobony) zwierzchu przykładają: y podobno ie Panom za­daią, aby sobie łaskę temi czarami ich pokupili: iako tego z ich wyznania na mękach uczynionego dochodzimy. Kto to, iest czemu Pan, kiedy, który sie w Żydy wda, trudno sie od nich wyplątać może. Aleć tey obrony marność ledwie minęło lat 50, popełnieniem tegoż okrucieństwa. y łotrostwa wydała sie“, Tu przytacza wziętą z Długosza, wiadomość o tumultach przeciw Żydom, które wywołał w Krakowie kaznodzieja Budek, oskarżając Żydów o dzieciobójstwo (1407 r.). „Tegoż okrucieństwa Żyd Brodawka, mytnik w Litwie, ważył sie: iako mi to Urodzony Jego M. Pan Sebestian Ligęza, Podstoli Sedomierski powiedał, y dla tego do Polskiey korony, odbieżawszy wszytkich majętności, uciekł”.

  Następnie, po nowej wycieczce przeciw „panom”, przy­tacza Syreniusz list św. Ambrożego do cesarza Teodozyusza, pisany, z powodu, że cesarz ten kazał ukarać tych, co pod­palili bóżnicę żydowską. Święty Ambroży karcił za to mo­narchę, bo „jakoż nas będzie mógł Chrystus ratować, którzy za Żydami przeciwko Chrystusowi woynę wiedziemy. Święty Ambroży w innem miejscu kazał się „nietylko spółków ale y rozmow z Żydy chronić”, bo „takie rozmowy to wielkie pomazanie”.  Żydzi sztuką wkradają się do domów, „wycho­dzą na ratusze, uszom sędziów y urzędom pokoiu nie daią, a tym więcey mogą im są niewstydliwszy“…

Do uwag Syreniusza, które Gabryel Joannicy zamyka słowy; „To poty Syrenius y dobrze””, dodał jeszcze sam wy­dawca kilka przykładów znęcania się Żydów nad Najśw. Sa­kramentem, oraz morderstw żydowskich na dzieciach, w Polsce popełnionych.

„Ale tak są nieszczęśliwi (?) Żydzi, — kończy Joannicy swe uwagi — żeby nagorzey uczynili, tedy z nich sprawie­dliwość być nie może: choć dają to temu to owemu, a ono przecie wszystko sie im sucho odrze. U Pana Boga każdy grzech odniesie karanie: dla tego też o niekarność żydowską y nam sie Chrześcianom dostawa. O tym teraz dosyć. Za­pisał sie próżny papier”.

Jeszcze przed Syreniuszem, bo już w roku 1605, wypo­wiedział swe. zdanie o Żydach Śebastyan Petrycy. Postać to ze wszech miar zajmująca, wyjątkowa. Uczony lekarz, pierw­szy w Europie „w wielkim stylu hygienista”, jeden z pierw­szych pionierów na polu fizycznego wychowania młodzieży (słowa rektora Kostaneckiego przy odsłonięciu pomnika Jordana), pozatem wielki filantrop, więzień w Moskwie, do której to­warzyszył Marynie Mniszchównie, tłumacz Horacego, polityk, pe­dagog, ekonomista, filozof. Współcześni opisują, jaki ogromny żal wywołała jego śmierć (1626 r.) między ubogą ludnością Kra­kowa, którą bezpłatnie leczył i której pomagał, albowiem—były jego słowa—-„bogaty dziesięciu Petryczych mieć może, ubogi żadnego”. Pozostawił zapisy na szkoły, kościoły, ubogich studentów; za życia jeszcze utworzył fundusz dla historyografa Akademii, który miał spisywać wszystkie ważniejsze zdarzenia: zagraniczne i krajowe, nawet domowe i prywatne, mające związek z Rzeczpospolitą, Kościołem, Akademią, lub wogóle ze sprawą publiczną.

Najważniejszą jego zasługą literacko-naukową jest prze­kład Polityki, Etyki i Ekonomiki Arystotelesa. Nie tu miej­sce rozwodzić się nad uznaną doniosłością tej pracy. „On pierwszy — świeżo pisze uczony profesor filozofii na Wszech­nicy Jagiellońskiej — przyodział filozofię w szaty polskiej mowy, a jako pierwszy i niestety dotąd prawie jedyny tłumacz dzieł Arystotelesa, musiał zdobyć rozgłos niemały i poczytność” 1. Petrycy nie był prostym tłumaczem, lecz komentatorem i dopełniaczem wielkiego filozofa. W tym skarbcu filozofii praktycznej, którą do dziś dnia badają uczeni, uderza i czyslość języka, stawiająca Petrycego w rzędzie lepszych prozaików polskich.

Otóż w przydatku do części pierwszej „Polityki Aristotelesowey” znajdujemy na str. 24 osobny traktacik pod tytułem „Jeśli Żydowie maią bydź cierpień i w Rzeczypo”: Ze względu na wybitne stanowisko Petrycego, przytaczam ten ustęp w całości:

„1. Ze maią być cierpieni w Rzeczypospolitey Żydo­wie, przywodzą niektórzy to. Naprzód, iż dogadzaią potrze­bnym ludziom pieniądzmi, tym sie iuż prawie rzemięsłem ba­wiąc, czego Chrześcianie niektórzy czasem nie mogą uczynić, bo abo nie maią zbytnich pieniędzy, abo maiąc na kupią obracaią. Druga, nie tylko priwatnym ludziom dogadzaią, ale też Rzeczypospolitey, gdyż oni nawiętszą dań daią gdzie przydzie pobór Rzeczypospolitey dawać, iako pogłowie daią, abo go nie małą summą okupuią. Trzecia, nie tylko poborem, ale y mytem Rzeczpospolitą bogacą, bo iż u nich iest nawiętsza kupią, nawiętsze handle, nawiętsze też myta od towarow swoich daią. Czwarta, buntów w Rzeczypospolitey, które zwykły prędką skazę przynosić, nie stroią, ale tylko owey żywności pilnuią z lichfy, z kupiectwa: nie wdzierają sie też do rządów Rzeczypospolitey, zaczymby mogli zniszczenie iakie w Rzeczypospolitey uczynić. Piąta, ieśli sług, ubóstwa, włóczęgów, którzy nie są częścią Rzeczypospolitey, cierpiemy, także też y żydów możem cierpieć, choćby też nic niepomagali Rzeczypospolitey. Szósta, cierpiemy lichfiarzow Ćhrześcianow, którzy na to maiętność swą obracaią, aby z lichfy żyli, tedyć też może(my) cierpieć żydów.

1) Rubczyński: „O filozoficznych poglądach Sebastyana Petry- cego”. Rozprawy Akad. Hm., wydział hist.-Cilozoficzny. serya II, XXVII.

„ Wszakże gdy się obeyrzysz nadrugą stronę, wyrozu­miesz snadnie, iż żydów nie trzeba w Rzeczypospolitey cier­pieć. Naprzód, iż są glownemi Chrześcianom nieprzyiaciełmi, na skazę ich zawsze czuwaiąc, gdyż to widziemy jawnie, iż żaden, kto z żydami kiedy miał iaką sprawę, nie tylko nie przysporzył sobie maiętności, ale ieśli co miał, u tracił.

„2. Pragną krwie y rozlewaią krew Chrześciańską, iako

o tym w kronice mamy wiele, nawet za naszych czasów w Lublinie na Tribunale o to ich karano. W Bochni też także Akta świadczą mieyskie co uczynili. Także Sakramenty kupuią ciała y krwie P. Chrystusowej, o czym nie iest rzecz wątpliwa. Jeślisz tedy oni na nasze y krwie rozlanie czuwaią, ieśli Sakramentowi naszemu nie przepuszczają, cóż rozumiesz iako w tych cząstkach są nieprzyjaciółmi samey całey Rze­czypospolitey?

„3. Acz to są wielkie przyczyny do niecierpienia ży­dów, wszakże niemnieysza iest, dla którey samey godniby wyświecenia, iż są skażcy świętey sprawiedliwości y cnot: Sędziów podarkami, Panów pokłonami psuią, że dla złota nie chcą czynić dekretów, sprawiedliwych. Do tego zwodzą mę­żatki, zwodzą panienki do niecnot, czegu w Rusi, w Wołyniu dosyć. Rzeczpospolita stara sie, aby ludzie byli powodem do dobrego, do cnot, do świątobliwości, oni w tym są przeciwni Rzeczypospolitey.

„4. Monetę Rzeczypospolitey psuią, to ostrzygnieniem pieniędzy, to moczeniem w serwaserze złota, to wywożeniem do cudzych kraiow, to stopieniem na Srebra, to przyprawie­niem wagi. Tacy fałszyrze godniby haniebney śmierci abo wyświecenia.

„5. Brzydka iest u inszych narodow, aby żydowie nad Chrześciany nalisszemi panowali: u nas tak sie spospolitowali, iż miasteczka, wsi, imiona wielkie arenduią, Chrźeścianow ciemiężą, sądzą gaionym prawem, plebaniie arenduią, sługi do kuchnie, do koni, do karmienia dzieci, iako są mamki, Chrześciany naymuią: a patrzymy na to przez spary, owszem to niektórzy radzi widzą, woli mieć Arendarza, urzędnika, młynarza, karczmarza żyda, niźli Chrześcjanina. Tacy więcey sie oglądaią na pożyteczne, niźli na uczciwe, ludzie grubi y bez baczenia.

„6. Odeymuią rzemieślnikom y kupcom żywność, zubo­żałą ludzi wszytkie. Żadnego nie robją rzemiosła, a przecie rzemieślnikom skażcami są. Kupiec przed żydem nie może przedać wszelakiey swoiey kupiey. Jedwabiu, Wosku, Sukien, kupczą Wołmi, Skory, Futry, Płotny, Rzemieniem, na­czyniem srebrnym. W dalekich stronach porozumiewają sie z sobą, gdzie co poczemu idzip, y tak każą Chrześciańskie kupce.

„7. Jawnych nieprzyjaciół bożych, y których P. sam wygnał z ziemie okwitey, którą im był dał, nie godzi sie cierpieć. Ale żydowie są nieprzyjaciele boży, Pan Bóg ich nie mógł zcierpieć w ziemi oney od siebie naznaczoney y daney, wygnał, rozproszył ich po świecie: tedyć też Chrześcia nie nie maią żydów krzyżownikow bożych cierpieć w Rzeczypospolitey.

„8. Cierpiemy żydy nie dla tego, abyśmy mieli pozwa­lać na ich niedowiarstwo, ale w nadzieie tego, aby sie kiedy “nawrócili: ale iż niemasz nadzieie o nawróceniu ich, a nie staramy sie też o to usilnie, owszem miasto nawroczenia sie do wiary, ieszcze Chrześćiany odwodzą od wiary do żydostwa: iakosz iest tego przykład świeży, iż byli iednę zacną. Panię w Rusi na żydowską wiarę przywiedli. A co wiedzieć, ieśli nas temi czasy P. Bog dla tych żydów złości, która sie po Polszczę rozkrzewiła, nie karze, to woynami, to Morami, to Głodami ustawicznemi. Czekał ogrodnik, ażby było drzewo za tak iego wielką pracą owoc dało przez kilkanaście ląt: nie mógł sie doczekać, wycina ie y wyrzuca z ogroda, wyko­rzenia z ziemie.

„9. Do czego żydowie dobrego w Rzeczypospólitey przydadzą sie? Ni do rady, ni do zwady, ni do rządu. Ra­dzić y sądzić nie umieią, bo sie tego nie uczą, iedno oszu­kania ludzkiego. Na woynę nie przydadzą się, bo lud boiaźliwy y lękliwy, dał im P. Bóg zaięcze serce, tak iż sie swego cienia lękaią. Włoczęgowie, sludzi, ubostwo nasze Chrześciań­skie przecie na woynę mogą być pożyteczni, bo maią to z serca, iż mogą dla Oyczyżny w, potrzebie przeciwko nie­przyjacielowi stanąć, co P. Bog żydom odiął.

„O dogadzaniu ludziom pieniędzmi co sie mowiło, nie iest to dogadzanie, ale łupienie i odarcie ubogich ludzi. Bo ten, który u żydów pożycza, musi zastaw dać, a żyd nie da pieniędzy, iedno co połowica kosztuie: to iest. Zostawuie kto łańcuch we stu złotych, nie da nań żyd ieno złotych pięcidziesiąt: nie wykupi na czas, łańcuch ginie. Oto masz dogodze­nie żydowskie takie, iż na pięcidziesiąt zdarł dogadzając taką drugą summę. Trafia sie też to, iż zastawnik co rok będzie lichfę płacił, a płaciwszy po kilkanaście lat, iednym omieszka­niem y zastaw zgubi, y owe pieniądze, ktoremi płacił lichfę, aby nie rosła wielka. Jabym radził, co u żydów nabiwaią pieniędzi, aby to co maią zastawić, raczey przedali, a tem? pieniądzmi robili; wspomoże ich P. Bag, mogą sobie kupić zaś to, co przedali. Lepiey bowiem z małą szkodą co przę­dąc, niźli zastawę z wielką utracić. Co sie tycze dogadzania Rzeczypospolitey danią wielką abo pogłowiem: naprzód nie widzę, aby te od żydów pieniądze, miały co znacznego spra­wić, “bo są wyssaną krwią ubogich ludzi: potym mówię, iż w tym nie czynią pożytku więtszego Rzeczypospolitey nad Chrześciany, choć pogłowie daią po kopie od osoby. Ma żyd w domu czeladzi sześcioro, tyle dawszy kop, nie wie ni o czym nic: a Chrześcianin kupiec, to od kamienice gruntu, to od obeścia swego dawać musi, choć też nie maiąc iedno sze­ścioro czeladzi w domu, daleko wyniesie więcey niźli sześć kop. A tak ktoby chciał porachować pilnie, ieszczę to nay­dzie, iż żydowie mniey daią poboru pogłowie takie daiąc, ni źli Chrześcianie. Druga Żyd dawszy pobor, nie wie ni o czym daley, przespieczen iest, a Chrześcianin musi iść to na strasz czasu nieprześpieczeństwa, to na posłuchy, musi bydź gotowym zawżdy do obrony miasta, czego żydowie nie czynią. Myta wielkie od handlów ieśli daią, tedy nie stoi za to, co szkody ludziom naczynią, odeymuiąc Cbrześcianom żywność dziwnemi zabiegami y fortelami swemi. Jest to wła­śnie, iakoby kto kościoł odarszy, dzwonicę pobił. Rzeczpo­spolita temi ludźmi stoi, z których obronę ma: ale żydowie niszczą stan Szlachecki, niszczą mieszczany: a cóż będzie za potężność w Rzeczypospolitey? Bontow nie stroią, w rządy sie nie wdzieraią: niedziw, bo im tego prawa bronią, aby dla tego broni nie nosili. Słudzy, włoczęgowie, hultaie, ubostwo, nie mogą bydź porównani z żidami, gdyż ci mogą pomoc obrony Rzeczypospolitey, żydowie nie mogą. Co sie tknie lichfiarzów Chrześcian, tych prawo y świeckie y boskie zakazuie bronić: choć ich nie karze, aby co gorszego zatym nie szło. Jako cierpi nierządnice, aby dla wykorzenienia nierządnic co gorszego nie działo się w Rzeczypospolitey. Wszakże ta­kich ludzi, którzy lichfią bezecnymi zowie, nie daiąc im mieysca, iako niegodnym, na sądziech odpowiedania: przeto acz inaczey według pisma Świętego Ś. Tomasz uczy, aby żydo­wie byli cierpieni w Rzeczypospolitey, wszakże ia z potocz­nych rzeczy wywodzę, iż to skaźcy Rzeczypospolitey y nie maią bydź cićrpieni“.

Tyle słów Petrycego.

Pogląd jego na Żydów, równie jak zapatrywania Syreniusza, są ważne z tego względu, że sprowadzają do zera: gołosłowne zapewnienia Czackiego, Maciejowskiego, Juszyńskiego, Sobieszczańskiegó i t. p., jakoby antysemickie dziełka r broszury, wychodząće na przełomie wieku XVI i XVII, nie znajdowały echa w społeczeństwie, owszem spotykały się z lekceważeniem. Jeżeli bowiem tuż po Mojeckim i Hubic­kim, a ną krótko przed Miczyńskim i Sleszkbwskim, ludzie nauki tej miary, co Syreniusz i Petrycy, wyrażali zgodną z nimi o Żydach opinię, ba, wypowiadali ją w dziełach po­ważnych, cieszących się ogólnem uznaniem, to chyba dowód aż nadto przekonywujący, że, nietylko warstwy szersze,, ale i najwyżej oświecone nie różniły się w poglądach na niebez­pieczeństwo żydowskie. Pośrednio stwierdza ten fakt brak jakiejkolwiek obrony Żydów. Mieli wprawdzie, co wszyscy jednozgodnie stwierdzają, swych  przyjaciół wśród „panów“, ale była ta przyjaźń oparta na interesie materyalnym. „Przy­jaciele” bronili Żydów wpływami, nikt przecież nie śmiał wy­stąpić drukiem w ich obronie. Rzecz znamienna w czasach, kiedy literatura polemiczna była w pełnym rozkwicie 1).

Oprócz głosów poważnych, a przynajmniej pragnących poważnie sprawę żydowską traktować, mamy jeszcze wpierwszej połowie XVII w. cały szereg ulotnych pism „antysemic­kich. O wielu z nich wiemy jedynie z notat bibliograficz­nych, gdyż, jak to wyżej przy Kmicie zauważyłem, broszury kilkokartkowe masami ginęły. Niektóre przechowały się tylko dzięki odpisom, sporządzonym przez zbieraczy t. zw. Silvae rerum.

1)  Dla ścisłości należy podać, że w połowie w XVI wyszła broSzura, biorąca Żydów w obronę od zarzutu zbezczeszczenia Sakramentu. Było to jednak echo walk religijnych, wywołane głośną sprawę sóchączewską (r, 1556). jakiś aryamn wystąpił wówczas przeciw katolikom z broszurą p. t. ,„0 Sochaczewskim wymęczonym a wypalonym na żydzie Bogu y fałszywych Jego cudach” i. t. d. Autor dowodził; że Chrystus już był ofiarowan, umęczon — nie mogą tedy. „nędzni żydo­wie znowu męczyć, ani igłami bose (= bość) uwyelbionego Syna Bo­żego… Nie cierpic Syn Boży kiedy Papiesz raczy, żyd zechce a Dyabel sye ..rozgniewa… Żydowie tey malowaney, zmyślonej, fałszywcy krwye nye potrzebuia wedle pism starego zakonu, który my wiemy y w ręku zawżdy mamy… Rzymskiego to Antykrysta fortele” Zresztą w sprawie sochaczewśkiej brali Żydów w obronę i katolicy, i sam Zygmunt August. Broszura znajduje sie w Bibliotece Krasińskich. Wydał ją w przedruku z objaśnieniami Ignacy Chrzanowski w księdze jubi­leuszowej „Z wieku Mikołaja Reja“ (str. 23 materyałów).

Jeden z takich zbieraczów uratował dwa wiersze, zatytułowane: „Pieśń, o Marku żydzie szalbierzu lubelskim

i „Pieśń o żydach wileńskich szalbierzach. Po tytułach możnaby przypuszczać, że oba wyszły z pod jednego pióra.Oba są kopiami „z druku gotskiego, oba znajdują w rękopisie biblioteki uniwersyteckiej w Warszawie. „Pieśń o Marku“ rozpoczyna się czterowierszem:

„Słuchay, proszę, co. się stało,

A przeczytay barzo mało:

Przez Marka złodzieja żyda

Niejednemu w Polszczę bieda”.

 

Ów Marek mieszkał w Lublinie przy Żydowskiej bramie

i brał od ludzi pieniądze, przyrzekając dobre procenta. Od jednego wziął 21 tysięcy, od drugiego „coś więcej” — i pie­niądze przepadły.

„Dobrze to na takich pewnie,

Co żydom życzliwi wiernie;

Drugiby sobie dla żyda

Dał urżnąć: o jaka bieda!”

 

Nawet od baby żebraczki, co siedziała na moście, poży­czył Marek trzysta złotych. Ale największego szalbierstwa dokonał, kiedy schował się do skrzyni pełnej złota i srebra. Skrzynię opieczętowaną wstawiono do „sklepu”, a Żyd o pół­nocy wylazł z niej, zabrał, co się dało i uciekł. Żydów wspól­ników spotkała kara. Autor kończy apostrofą:

„O psi złodzieje wściekliwi,

Nie wiem iak was Polska żywi.

Będziem wami błoto wozić,

Żeby było pięknie chodzić.

Nuż wy, wykrętne złodzieje,

W naszey Polszcze śmierdziuchowie,

Słusznie pogłowne dać macie,

Bo na woynę nie poydziecie.

W pokoju u nas mieszkacie,

Pieniądze wielkie zbieracie,

Z lichwy, kradzieży jak może,

By wam pogniły day Boże.

Nie obruszay sie na mnie, moy Zakonie stary,

Wiem, że was po śmierci diabli wezmą w dary.

 

„Pieśń o-Żydach wileńskich szalbierzach” rozpoczyna się ubolewaniem nad Wilnem:

 

„Wilno, poganin nad tobą panuie,

Tweini dobrami iako; chce szafuie,

Szaty, kleynoty, skarby drogie twoie

Przyozdobiły żydowskie pokoie.

Za twe pieniądze żyd w sobolach chodzi

I swoje córki w złotogłowie wodzi,

Już i wyniosłe stawia kamienice

Już niedobyte muruje bóżnice.

Kramy już także wszystkie oskoczyli

A kupcy twoje ksobie przywabili.

O nierządniku, żydzie poganinie,

Pod szubienicą usiądź przy drabinie;

Tam twe rzemiosło, tam twoja zabawa

Katu pomagać kiedy on ustawa;

Nie tobie, śmierdzie, bawić się kramami,

Z mistrzem się racźey uganiać za psami.1

Nie tobie, śmierdzie, zwać się sekretarzem,

Ale przystoi bardziej zakrętarzem,

Boście już wszystko miasto oszpecili,

Czosnkiem, cybulą innych zarazili.

Nie tobie żydzie, chodzić z hajdukami,

Ale przestawać wespół z złodziejami;

Onym w rzemiesło widzim pomagacie,

Kradzione rzeczy gdy zatrzymywacie;

Ongi z obrazów srebro pozbierano,

Żydowi w cenie marnej zaprzedano.

Przecie poganin chcąc się wydrzeć z tego

Przysiągł, nie pomniąc zakazu Boskiego”…

Autor radzi nie pozwalać na składanie przysięgi Żydom, lecz iść za przykładem Lublina, gdzie Żyda na proch spa­lono. Zarzuca następnie Żydom, że krwią niewinną w mia­stach handlują porywając dzieci matkom. ..morderstwa im zadawając“.

Pamiętasz dobrze, ty narodzie zgniły,

Jakie bankiety za Wiliją były,

Gdy was jako psów do wody rzucano,

Drugich drągami niezmiernie chwostano…

Drudzy po piasku pod mostem pływali,

„Chaydunay pro Boh, nie zabij” wołali”…

 

„Pieśń” kończy się opisem jak pewien dworzanin kazał Żydowi lichwiarzowi w szabas tańcować. Żyd się „upraszału i „lichwę” darował, ale dworzanin nie ustąpił, płazując Żyda szablą, zmusił go „żydowskie dygi wyprawować“, a gdy się zmordował „do łuży z gębą go przywodził”. Stąd uwaga, a raczej życzenie:

„Trzebaby teraz dworzan takich w Wilnie,

By tych lichwiarzow częstowali pilnie.

Bardzo była, rozpowszechniona, kilka wydań mająca, humorystyczną. „Wyprawa żydowska na wojnę”, wydana pierw­szy raz w Krakowie w r. 1606; jest ona dziś jednak taką rzadkością, że spotkać się z nią trudno. Maciejowski przeglądał ją w Dzikowie. „Napisana czystą polszczyzną — są jego – słowa uklecona jest z różnych wierszy, na Żydów pisywanych” 1). Autor kończy temi słowy:

„Żydowie’do Krakowa wrócili,

Szlacheckie Rynsztunki potracili.

Zony ich z płaczem ich wielkim witały,

Ze ich bardzo długo nie widziały;

A gdzieście bywali, Bachurowie?

Często u nas bywali Panowie,

Upominaiąc się swych Rynsztunków,

Już widziem, że nie uydziem frasunków.

 

W „Wyprawieu zabiera na początku głos i Żyd, który radzi współwiercom wziąć się do szlachetniejszej pracy, aby uniknąć pogardy i wyzysku ze strony pospólstwa.

Oto jego wywody i żale:

 

„Zaniechaymy, bracia, tego,

Liffy (== lichwy) y też handlu wszelakiego.

Udaymy się do inszego rzemiosła,

Aby stąd sława nasza urosła.

Bo nas wszyscy ważą sobie lekce,

Lada czasem żaczek po łbu łekce.

Każą sobie Kozubalec dawać,

Ja nie wiem, iako może nas sstawać.

Potkasz lada chłopa na ulicy,

Day haydukowi, day i woźnicy.

Wołają: Żydzie miej się do zgody,

Jeśli mi nie dasz, pozbędziesz brody.

Bierety nasze ze łbów zrywają,

W wackach, kiedy chcą, by w swych gmyrają,

Choć tam nic nie schował przecie szuka Rzeczeszli. mu co, to na cię fuka,

Nie odprawisz go ladajak groszem,

Woli wszytko wziąć razem y z trzosem 2).

Piśmiennictwo, III* 67. a) Maciejowski: „Polska”, t. II.

Ażeby skończyć z „pisezyami” nadmieniam jeszcze, że Adam Jarzemski “w swym „Gościńcu abo krótkiem1 opisaniu Warszawy” (1643) poświęca ustęp Żydom, pragnącym wbrew zakazowi osiąść w Skaryszewie, który później stał się częścią Pragi, a zatem i Warszawy; Ustęp ten nosi tytuł: „Żydzi pragnący“. Dyalog z „chłopkiem” tak się toczy:

 

„Albo tam chcą być Żydowie?*

Pewnie, że chcą ci brzydowie,

To nie wiecie jeszcze o nich?

Nie wiem. A co nam tu po nich?

Państwo mówi, że z onymi

Dobrze nam, choć niewiernymi:

U nich jest towar kosmaty,

Złoto, srebro, i bławaty,

Sznurki, guzy, wszystko tanie,

I pieniędzy też dostanie

Lub na zastaw, na frymarki;

Codziennie u nich jarmarki,

Krom szabasu; w ten nie robią,

Myśląc, co jutro zarobią..

Słabiuchne życie u niego:

Co za szaty! Wnidz do niego,

Aż on gryzie rzodkieweczkę,

Ogóreczki, marcheweczkę;

Tym się kontentuje Żydek

zbiera pieniążki brzydek,

Któremi panu wygadza

I na zastawę dogadza;

A pożytek z majętności

Wymyśla z umiejętności.

Z małego zysku przedaje;

Na strawę niewiele daje.

Mówią, że to są wygnańcy

Gorsi, niżeli pohańcy.

Obroń, ich nas, Panie Boże!

Być to może i nie może” l).

 

A teraz przejdziemy znowu do prozy.

Prawa, wydawane różnemi czasy przeciw Żydom, uznał za rzecz pożyteczną przypomnieć ks. Bazyli Wąglicki w bro­szurze p. t. „Obżałowanie wyuzdaney swawoley żydowskiey przez wielebnego w Chrystusie X. Bazil. Vagliciusa sław: Akad: Krak: Mistrza P(lebana) Olesz(yckiego) wypisane. Roku Pańskiego MDCXLVIII(bez miejsca druku, str. 32)2). Bro-

ł) Z ostatniego wydania Tow. opieki nad zabytkami przeszłości, str. 10.

2)   Rzadki ten druk znajduje się w Bibliotece ordynacyi Krasiń­skich w Warszawie.

szura ta bodaj czynnie wyszła dopieropo śmierciautora

gdyż na przedmowie autor położył datę: ,7 Aprilis 1631“, a więc wcześniejszą o 17 lat od jej wydania; przemawia za­tem i wyrażenie: „wielebny w Chrystusie”.

Wąglickt jako pleban w Oleszycach (wieś w dzisiejszej Galicyi, pow. cieszanowski), widział, jak w tem miasteczka Żydzi przed 7 laty się zjawili i jak „wbrew prawom pospo­litym i Ojców świętych bóżnicę stawiać zaczęli”. Już wów­czas więc z urzędu pasterskiego podał o tem do wiadomości właścicielce Oleszyc, Katarzynie z Steinbergu Sieniawskiej, podczaszynie koronnej. Sieniawska, skłoniona jego przedsta­wieniem, wydała dekret, aby więcej Żydów do miasteczka nie przybywało. Ale „przez cichą potuchę urzędnika”, gdy, Wąglicki, „ciężkim frasunkiem strapiony trochę się był zdrze­mnął”, wkradli się Żydzi „jak wilcy” do Oleszyc. Gdy obej­mował probostwo był tylko jeden dom żydowski w miastecz­ku, i „ten barzo cichy”, teraz jest ich 14, a „dzieck iak sza­rańczy w Egyptcie. Wszędzie mieszkają, bóżnicę mają, szkołę założyli, „na ubogie pęzołki lichwiarskie swoje siatki rozsadzili”. Przytem zachowują się w sposób wyzywający. Podczas postu, choć ich Wągłicki „urzędem miejskim obsyłał“, na złość śpiewają, tańczą, a „niewiasty ich bez wstydu, po chłopsku się poprzebierawszy, na widoku igrzyska śmiały sobie wyprawiać“. Więc też Wąglicki jako strażnik dusz, obawiając się Boga, musiał to, co przez lat kilka „przeciwko tey tak rózpustney tych bluźnierców swawoley” zebrał (nie ze swego „wymysłu”, lecz ze statutów i praw), „z kąta dobyw­szy, z prochu otrzepawszy”, podać Sieniawskiej do przeczy­tania.

Podawszy w przedmowie, a raczej dedykacyi, ten po­wód swego wystąpienia, uskarża się dalej Wąglicki na arendarza oleszyckiego, który co chce robi, bo „przeklętą minio­ną” prawa obchodzi. Więc w adwent, W post wielki pełno u niego pijatyki, zabawy, tańców „y czego gorszego”. Wolno mu w święta warzyć piwo i kurzyć gorzałkę, szynkwas swój otwiera od rana w niedziele. Wolno mu i urząd zelżyć, wolno wójtowi nałajać, utrzymywać służbę katolicką, mieć szynkarki i mamki chrześcijańskie, Po tej wycieczce przeciw arendarzowi Wąglicki wylicza krótko „inne szkodliwe zbro­dnie żydowskie” i przechodzi do właściwego celu swej pracy, to jest do wymienienia „praw przeciw swywoley żydowskiey”. Są to wyciągi z uchwał synodalnych, rozporządzeń papieskich, postanowień koncyliów powszechnych, dekretów cesarskich, z prawa magdeburskiego, statutów koronnych. W „zamknię­ciu” jeszcze raz się zwraca do Sieniawskiej, aby spełniła obo­wiązek sędziego, bo zda, kiedyś surowy rachunek przed Pa­nem, który jej myśli będzie „szpyrał”. Trudno wiedzieć, czy Sieniawska uczyniła zadość żądaniom Wąglickiego, dla miło­ści prawdy należy jednak stwierdzić, że krępował ją przywi­lej założyciela miasteczka, Hieronima Sieniawskiego, woje­wody ruskiego, który Żydom pozwalał osiadać w Oleszy­cach, domy kupować i budować 1).

Do rzadkości bibliograficznych należy pismo ulotne, wy­dane niby w Pradze p. t. „Prognosticon albo Zalecenie Cielencia smrodliwego Narodu Żydowskiego. Na ten Nowy Rok 1629. Przez Dawida Origaniusza Mathematika z Pragi. W Pra­dze prasowano w mieście starym” (in 4-o kart 4). Po tytule przed miejscem druku drzeworyt, wyobrażający świnię, na odwrotnej stronie rycma przedstawiająca Żydówkę i dwu Ży­dów, z których jeden trzyma miotłę do góry.

Tytuł objaśnia już o charakterze i tonie broszury. Czy została wydaną w Pradze, wolno wątpić; może treść broszury skłoniła do oznaczenia fikcyjnego miejsca druku. Przema­wiałby za tem i brak nazwiska drukarza. Po cechach typo­graficznych osądzić trudno, bo broszurę Znamy jedynie z prze­druku, dokonanego przez Łukaszewicza w Przyjacielu Ludu (1842). Obfitość w niej frazesów niemieckich pozwala przy­puszczać, że była może przeróbką z niemieckiego.

Prognostyki noworoczne były wówczas w modzie, odda­wali im się matematycy, astronomowie, medycy. Spotkaliśmy się już ż nimi i w naszem opowiadaniu (Vaticinia Sleszkow­skiego). Ze słów „matematyka Origaniusza”, gdyby żart nie był widoczny, wypadałoby, że sami Żydzi do niego się zgło­sili o przepowiednie; i „Żydzi, którzy w Rzymie, w Pradze, w Krakowie, w Lu­blinie, w Poznaniu, w Ostrogu, na Wołyniu, w Franklorcie ad Maenum, w Fuldzie, Opactwie. Zakonu Ś. Benedieta mie­szkają, i inszy wszyscy po Europie, Azy, Africae, a naybarzy w Konstantynopolu, włóczą się; prosili mię pilnie, żebym ich, a zwłaszcza tu w Polszczę, pisaniem swym nie. przepominał. Et praeconium iakie takie onych uczynił. Nie z musu tedy

1)  W przywileju tym czytamy: „A, jeśliby leż żydowie się budo­wali, albo sobie domy gotowe kupowali, tedy i sądom i wszystkim po­winnościom miasteczka podledz będą winni” i t. d. („Starożytna Pol- 1 ska”, II, 1219.)

ale z dobrey woli opisuiąc im na ten rok ich fata, więcey im niźli proszą, ale praepostero encomionapiszę, żeby wzdy naszy, fautores onychże niebaczni Chrześcianie, ich łotrowskie fortele y serca przeciwko nam poznawali, a iako nam życzli­wymi są, pilnie uważali”. Autor zwraca się następnie do niecnotliwego narodu żydowskiego, który nie ma własnego królestwa a nie chce przyjąć Mesyasza, przepowiadanego przez tylu proroków…          :

…„O przeklęci krzyżownicy Boży, tyrannówie y-katowie chrześciańscy, ir gottschendichte bluthunde, nie mając królestwa swego, tu z nami mieszkacie, z nas się dobrze macie a wzdy nps śmierduchowie smrodliwy w nienawiści macie, krew chrześciańską przelewacie, y tak w bożnicach waszych przeklinacie, gorzey niż pogany, które na świecie. Ą iżby to prawda była, toć ukażę świadectwa Żydów, braciey waszey, którzy się okrzcili i P. Jezusa Messiasza poznali“.

Tu wylicza „matematyk” kilka nazwisk i przytacza mo­dlitwę żydowską z przekleństwem na chrześcijan przez je­dnego z nawróconych, przełożoną na łacinę: „…oto masz ich przeklętą modlitwę: Welam schumadym, w którey nas nazywaią Minhim, to iest kacerzami; a te, którzy się z nich okrzczą, tedy ie zowią Maschumadym, a w obec nas wszystkich nie przyjacielami głównymi, y tym słowem Goym, to iest psami nazywaią. O psi śmierdzący sami, nieprzyjaciele i zdraycy koronni, nie godniście nigdy y chleba miłego, którego wam udzielamy. Za to samo przeklinanie trzykrotne, godniście tego, żeby waś król nasz królestwa kazał na Niż wygnać, albo więc wszystkich zwiesić y potopić. Słuchaycie krześcianie, niebaczni, którzy z tymi zdraycy skład miewacie, iadacie, iako wielkie morderstwa w cudzych krajach czynili, prze które z nich są wygnani y wyświeceni y drudzy spaleni”.

Podawszy szereg przykładów mordów rytualnych, doko­nanych przez Żydów na dzieciach w Trydencie, Paryżu, Wie­dniu, w Kastylii, Brandenburgii, Origaniusz dowodzi, że „ci przeklęci tyranowie, gottlose bluthunde krwie krześciańskiey syci być nie mogą”. Potem wytyka im „bluźnierstwa haniebne, które z Tałmutu biorą”, i kończy taką czułą do ich serc przemową: „O us… śmierdziuchowie Moyżeszowe, opętani szalbierze Korony Polski, zdraycy przeklęci, kabalistowie, dyabelscy synowie, łotroscy szalbierze, wykrętni fałszerze, niecnotliwi odrzyduszowie, cygańscy osżustowie, a godniżeście wy tego, że tu w Królestwie Pana naszego mieszkacie, którego y nas przy nim sercem Judaszowym y paszczami szatańskiemi-przeklinacię? y dziatki nasze miłe iako; katowie piekielnie mordujecie? wisieć wam, zdraycy, nad wszystkimi głównymi złodzieymi, Idzie, wierzcie mi, y przydzie ten czas, zakamiali a zaślepieni czarownicy, kiedy musicie won z Ko­rony, a na Nizie abo miedzy Cygany szukać mieszkania y obrony. Das guldene kalb ewer Gott wird eućh nich beschirmen: tam czarownicy, do czarowników.Porascanes et venefici Chrtsticidae nequissimi. Na ten rok iednak po Jerozolimsku, Lecie na więcey zbusznieią, y szafran, którym się ich Sary prześmierdłe w połogu obkładaią, drogo przedawać będą. Lecz na Jesień y na Zimę, na Wiosnę, nieźle się mieć będą od dzieci y chłopiąt, Pan ich, Saturnus, kazał się im od szu­bienic y od mar pokłonić, przetoż ieh wiele na drabinę, ale nie Jakubowę, skrępowanych katowie poprowadzą a kopacze im zdychaiącym rydlami, łopatami, za kozubaleś dużo dopio­rą, na które przed Piłatem skarżyć, a z Hetmanem swoim Judaszem smoły” gorzkiey y maźi Sodomskiey napiiać się będą. Passant cornos et cito dispereant rzeczmysz wszyscy, Amen, v Szalom”.

Należy teraz uczynić skok gwałtowny, by opuścić try­wialną broszurę (pełność obrazu i o tym „rodzaju” zapo­mnieć nie pozwoliła) dla dzieła obszernego i Starającego się poważnie zwalczać błędy żydowskie. Zostawiłem je na sam koniec, nietylko ze względu na chronologię, ale i dlatego, że niewiadomo, czy je można zaliczać do literatury polskiej. Wprawdzie autor jego, pisarz bardzo płodny, wydawał wiele swych prac po polsku, ale wyznanie ciągnęło go gdzieindziej i za swój język ojczysty uważał „dialect małorosyjski“. W każdym razie był tak dobrze autorem polskim jak ruskim, a do bibliografii polskiej należy bezsprzecznie jego dzieło: „Messiasz Prawdziwy Iezus Chrystus Syn Boży, od początku świata, przez wszystkie wieki ludziom od Boga Obiecany, y od ludziey oczekiwany, y w ostatnie czasy; dla Zbawienia iudzskiegó; na świat Posłany, po przyściu zaś swym, za Błogosławieństwem Wysoce w Bogu Przewielebnego IEgo Msći: Oyca INNOCENTEGO GIZIELA, Archimandryty Swiętey Wielkiey Cudotworney Ławry Pieczarskiey, Stauropigij S: Aecumenici Patriarchae Constantinopolitani. Od Grzesznika IOANICIVSZA GALATOWSKIEGO, Archimandryty Czernihowskiego, z Typographiey Kijowo Pieczarskiey, żydowi niewiernemu rozmaitemi znakami, o Messiaszu napisanemi, y na Chrystusie wypełnionemi, Roku 1672 Pokazany”. Kart 321 in 4-to prócz spisu i dodatków.

Obok Łazarza Baranowicza Galatowski byl głównym teologiem „grecko-rosyjskiego Kościoła” w Polsce. Jego „Roz­mowa białocerkiewska“ jest ważnem źródłem do dziejów Ko­ścioła ruskiego w. Rzeczypospolitej1). Jako „prawosławny ka­tolik walczył przeciw „rzymianom, aryanom, żydom, ma­hometanom i wszelkim „heretykom”. Na polemikę Jezuitów z jego „Rozmową” odpowiedział „Rycerzem prawosławnej katolickiej Cerkwi, wschodniej. Nim został archimandrytą czernihowskim był. rektorem Akademii kijowskiej. Przy końcu życia został archimandrytą Ławry Pieczarskiej. Umarł w Nowogrodzie Siewierskim (1700 r.)

„Mesyasza” napisał Galatowski „Małorossyjskim, Pol­skim y Łacińskim dialectem, bo w Małey Rossiey y w Kró­lestwie Polskim y w państwach Łacińskich żydzi mieszkający weselili się y z Chrystusa Prawdziwego Messyasza y ze wszystkiego narodu chrześciańskiego się urągali y śmiali” na wiadomość, że w Smyrnie urodził się Mesyasz prawdziwy. Mowa tu o słynnym Sabbataju Cwi, (Szabtaju; Galatowski nazywa go Sabeth sebi), który ogłosił się oczekiwanym Mesyaszem, tytułował się królem Dawidem, otoczył się proro­kami i apostołami i mimo klątwy rzuconej nań przez rabinów, znalazł w całej Europie gorących między Żydami zwolenni­ków, a skończył przyjęciem islamizmu (uin. 1676). Prócz tego byli Galatowskiemu pobudką do pracy, „mnodzy Theologowie Wschodniey y Zachodniey Cerkwi, którzy przeciw Żydów pisali, a także Samuel Rabin żydowski y Michael żyd ochrzczony”.

Dzieło o Mesyaszu, pisane w formie dyalogu między Żydem a chrześcijaninem, dzieli się na dwie części. Pierwsza część Rozmowy „ma pewne y prawdziwe znaki od chrześcianina prawosławnego żydowi niewiernemu pokazane, pro­roctwa y figury rozmaite, z których snadno zrozumieć mo­żemy, że ]uż przyszedł Messiasz obiecany y oczekiwany, a ten Messiasz iest Jezus Chrystus, Syli Boży, ponieważ na Chry­stusie te wszystkie znaki o Messiaszu przyszłym napisane wypełniły się”. Druga część Rozmowy „ma proroctwa z pi­sma, świętego, z Xiąg Sybillinych y z Hystoriy rożnych znaki insze o Messiaszu od chrześcianina prawowiernego żydowi niewiernemu y upornie sprzeciwiającemu sie pokazane y wy­tłumaczone, z których zrozumieć możemy” i t. d. (jak wyżej).

1)  Streścił ją obszernie i omówił Juljan Bartoszewicz w. swoim „Szkicu dziejów-KościoIa ruskiego w Polsce”.

Z tych podtytułów poznać łatwo tre£ć książki. Wszyst­kich znaków (proroctw) wylicza Galatowski 24. Nie ograni­cza się jednak tylko na wywodach teologicznych, lecz wyka­zuje wszystkie bluźnierstwa, przesądy i zbrodnie żydowskie. Jest więc mowa o nienawiści przeciw Chrystusowi i chrze­ścijanom, o czarach, oszustwach, kradzieżach, paserstwacb, o morderstwach dzieci, o paleniu przez Żydów cerkwi chrze­ścijańskich, o odwodzeniu „fortelami przechrztów od chrze­ścijaństwa, o lichwie, o wsypywaniu trucizny do lekarstw, o fałszowaniu pieniędzy, o czynieniu gwałtu niewiastom, o Talmudzie i t. d. Dowiadujemy się, że Żydzi krzyżem się przed śmiercią żegnają (str. 98); znajdujemy i źródło, z któ­rego Szekspir wziął pomysł do swego „Kupca weneckie­go” 1). Pokazuje się, że i wesoła anegdota z „Jerycha” Kmity (patrz str. 69) to też przeróbka z obcej literatury. Opowie­dziana jest nietylko historya Sabbataja Ćwi (nawiasem mó­wiąc— dość mylnie), ale wyliczeni są też wszyscy żydowscy fałszywi Mesyasze i prorocy (str. 46 i dalsze). Na końcu swego dzieła umieścił Galatowski kilka pieśni nabożnych w języku polskim.

Autor, jak dowodzą cytaty, znał znaczną część polskiej literatury antysemickiej, nie wyłączając t. zw. „paszkwilów” Kmity. Powołuje się nawet na broszury, przez bibliografię naszą tylko na podstawie jego świadectwa zanotowane. Wy­mienia mianowicie trzy broszury poświęcone dziejom Sabba­taja Ćwi. Oto ich tytuły: „Opisanie nowego króla żydow­skiego Sabbetlia Sebi nazwanego”, „Obszerna kontinuatia” i „Dziwny początek i straszny koniet tak nazwanego żydow­skiego króla Sabetha sebi“. Wszystkie miały wyjść w r. 1666. Wzbogacenie to jednak bibliografii, naszej należy przyjąć z ostrożnością, ponieważ można pódejrzywać, że Galatowski podawał w polskim języku tytuły obcych wydawnictw.

Kończę na tem przegląd naszej literatury antisemickiej  w. XVII. Należy go jeszcze uzupełnjć tytułami dziełek i bro­

1)  „Jeszcze Aegidius Corrozetus, de dictis & Jactis memorabilibus pisze, że w Konstantynopolu żyd Chrześcianinowi ubogiemu pewną złota summę pożyczył, żeby naznaczonego czasu y dług y miasto lichwy dwie uncye ciała swego oddał żydowi. Chrześcianin dług mu oddał, lichwy takiej dać nie chciał, dowiedziawszy się o tym Soliman Cesarz Turecki, kazał brzytwę przynieść y do życia mówił: czyń według prawa twego, z ktoreykolwiek części chcesz ciało wyrżni, ani więcey, ani mniey, nad dwie uncye, bo ieśli się pomylisz, śmiercią będziesz karany,. żyd śmiercią przestraszony będąc, zysk odpuścił ChrześcianinowiM– Str. 294.

szur nierozpatrzonych dlatego, że albo mają tylko luźny związek ze sprawą żydowską, albo że żadna z większych bibliotek ich nie posiada. O kilku doszła nas wiadomość zaledwie ze wzmianek badaczy, które je niegdyś przeglądali.

Luźny związek ze sprawą żydowską ma przedewszystkiem cały szereg broszur traktujących o skradzeniu i zbeszczeszczeniu hostyi w Poznaniu w r. 1399., O pierwszej z nich, Tomasza Kerusa „Históryi o dziwnem znalezieniu Ciała Bożego” (1583) jest już powyżej wzmianka (patrz str. 40). Później w r. 1604 wydał w Poznaniu Jan Chryzostom Sikor­ski, „Art. & Phil. Bac.“, broszurę: „Historia SS. Corporis Christi miraculose – reperta Posnaniae” etc. W pięć lat po nim (1609) wspominany już powyżej Tomasz Treter, kustosz i ka­nonik warmiński, biograf i prawa niegdyś ręka Hozyusza, a potem Andrzeja Batorego, teolog, poeta, mówca, kolekcyoner sztuki, muzyk, malarz, rytownik, wydał w Brunsberdze książkę: „Sanctissimi Corporis Christi historia et miracula” it.d. Dziełko to pięknie drukowane, dobremi rycinami ozdo­bione, przełożył, częściowo skrócił, a w części uzupełnił ks. Fr. Powsiński przeor klasztoru Bożego Ciała i wydał p. t. „Depozyt Ciała i Krwie Jezusowej powierzony i zostawiony w kościele Bożego Ciała” (Kraków 1663 u wdowy i dziedziców Cezarego!. Powsiński opuścił niektóre cuda, bo „były zmyłki w nazwiskach”, więc, co „przed niego nie doszło” tego przytoczyć „krom pewnych rzeczy, nie ważył się”. Do­łączył też swój własny, „wywód prawdy o Najświętszym sa­kramencie przeciwko Ewangelikom” 1).

Do nierozpatrzonych broszur dalej należą:

Władysławski Adam. Rada żydowska. Kraków, 1608. Broszura wierszem. Wiszniewski w swych notatach (ręk. Bibl. Jag.) pisze: Autor żywemi kolorami maluje prze­biegi Izraela, jak z pomocą panów i księży łupi Polskę „a ma­jąc gnug brantwein lubiony iest Goj”.

Grabowski. O żydach w Koronie, 1611. O tem „dziele, nieznanem” Estreicherowi, wspomina parokrotnie Czacki mie-

1) Przełożył Tretera już w r. 1616 i ks. Zaręba, ale broszury tej nie znam. Jeszcze w w. XVIII książkę Tretera „dla publicznego obojga płci używania na ojczysty język słowo w słowo pilnie przełożył” uro­dzony Kazimierz Miedzwiedzki burgrabia ziemski poznański, i wydał p. t. „Święte hostje w Poznaniu 1399 Roku nożami od Żydów ukłtite”… (Poznań 1772). Z Tretera jednak sporo cudów opuścił, a nowe poprzydawał.

niąc autora raz Piotrem, a drugi raz Wacławem. W rozpra­wie o Żydach przywodzi, z broszury tej jedno zdanie: „Za­ślepieni żydowie w Xięstwię (ńa Litwieji szlachectwa i wiary Boskiej kaiaią się” (str. 97).

„Robak summienia złego człowieka” i t. d. bez miej­sca i roku. Jocher (III 196) wymienia kilka rozdziałów tej broszury. Tytuł rozdziału jedenastego brzmi „Gdy panowie niesłuszne fawory żydom czynią”.

„Łzy świeżo smutne Podola utrapionego” 1618. Ćwiart­kową tę broszurę widział Maciejowski w bibliotece- okręgu naukowego warszawskiego, nie posiada jej jednak spadko­bierczyni tego zbioru, dzisiejsza bibliotekauniwersytecka. Au­tor, Podolanin, narzeka między innemi na matki sprzedające Żydom własne dzieci (Piśmiennictwo, III, 96).

„Poselstwo z dzikich pól”. Cytuje tę broszurę Ma­ciejowski (Polska, II,. 154) bez podania miejsca i roku jej wy­dania. Mówi ona o zbogaceniu się Żydów, o „rozpościeraniu się ich, po murowanych miastach polskich jak czerw w zrębie pięknym, jak mól we futrach kosztownych”. Żydzi chodzą nawet po odpustach, i sprzedają obrazy Chrystusa i „metale” (medaliony z wyobrażeniem świętych).

„O kulary na rozchody w Koronie” 1623. Maciejow­ski mówi, że broszura ta opowiada jak „szlachta z żydami spiknąwszy się jeździ po jarmarkach”, skupuje konie i woły, a na­stępnie sprzedaje po drogich cenach.

„Kozubales Abo obrona wszystkich Żydów niech ich nie siepąją Gdysz komu co iest słuszna Kozubales, daią. Roku Pańskiego 1625“ w 4ce, arkuszy dwa. Estreicher zna cztery wydania tej broszury, a świeżo przedrukował ją w ca­łości dr. Majer Bałaban (Dzieje żydów w Krakowie i na Ka­zimierzu I 363). Bezimienny autor dość długo i szeroko ry­muje legendę o powstaniu tej opłaty żydowskiej na rzecz księży i żaków. Dowodzi jej słuszności, ale powstaje przeciw nadużyciom popełnianym przy jej ściąganiu.

„Dowód jasnej szkody którą ponosi Królestwo Polskie z cudzoziemskich pieniędzy” i t. d. .1645. Bezimienny autor tej broszury, cytowanej przez Czackiego i Maciejowskiego, a znajdującej się w bibliotece Zamojskich w Warszawie, wspo­mina tylko że „Talary, których trochę kuiemy ledwo za Prog Menice wynidą przez Żydów wykupione abo za morze abo do wyszych Niemiec wywożone bywaią”.

„Lament dzieci pomordowanych przez Żydów 1651. Wspomina o nim Czacki. Rozpi:. o żydach 96.

Brenius Daniel. Amica disputatio Contra Judaeosy 1664.

Lubierius (Paweł Andrzej). Vindiciorum Christianae veritatis contra Jiidaeos disputatio. Frankerae 1668.

0 rozprawie tej wspomina Łukaszewicz w „Dziejach Kościo­łów wyznania helweckiego na Litwie“ (II, 172).

G r a d i u s Daniel. Orątio de idololatria Judaeorum hodiernorum. Gryphiswalde, 1690.

Engel Paulus Mathias. De Judaeis praeputium atra- hentibus preside Gabr. Groddek. Lipsk 1699. Tytuły dwu ostatnich rozpraw podaje Estreicher widocznie z drugiej ręki, bo nie wspomina gdzie się te broszury znajdują.

Tak z tego spisu, jak i z dat wydania dzieł i broszur poprzednio omawianych, widzimy, że sprawa żydowska, tak głośna w literaturze naszej na początku w. XVII przycichła prawie zupełnie w drugiej jego połowie. Dziwić to nie mo­że, bó wojny kozackie, moskiewskie, szwedzkie, czasy „poto­pu”, zbyt ciężkie ślady po sobie pozostawiły, aby omawiacie wewnętrznych niebezpieczeństw nie doznało dłuższej przerwy. Z początkiem jednak w. XVIII znów niebezpieczeństwo ży­dowskie zaczyna zajmować umysły; niezadługo, potem Frank i jego uczniowie zwracają na siebie powszechną uwagę; wresz­cie za czasów sejmu czteroletniego odzywają się liczne głosy, dążące do uregulowania sprawy żydowskiej. Ale są to już rzeczy więcej znane, zadaniem zaś autora niniejszej pracy było zgrupowanie mniej znanego materyału do dziejów antisemityzmu w literaturze polskiej dawniejszych wieków.

KONIEC

(cz. I-VII)

Deo gratias.

 

Komentowanie zamknięte.