Najnowsze

Opublikowano Styczeń 14, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Kazimierz Bartoszewicz: Antysemityzm w literaturze polskiej XV-XVII W. VI.

Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/12/kazimierz-bartoszewicz-antysemityzm-w-literaturze-polskiej-xv-xvii-w-vi/

Data publikacji: 12.01.2013

KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ.

 

ANTYSEMITYZM

LITERATURZE POLSKIEJ XV-XVII W.

 

VI.

Nikt tak wiele o Żydach nie pisał,co Sebastyan Sleszkowski, lekarz i sekretarz Zygmunta III.

Urodzony w Wieluniu 1576 r., kształcił się w Akademii Krakowskiej i za granicą, otrzymał doktorat medycyny i filozofii, był profesorem wydziału lekarskiego w Krakowie, potem przeniósł się do Heilsbergu na stanowisko lekarza Szymona Rudnickiego, biskupa warmińskiego, po którego śmierci, nastąpionej w r. 1621, osiadł w Kaliszu, gdzie też i dokonał życia (7 maja 1648) i gdzie mu małżonka Agnieszka z Demianowiczów wystawiła pomnik, którego napis przechował. Starowolski w Monumenta Sarmatiae 1).

Sleszkowski pozostawił po sobie kilka dzieł lekarskich wysokiej na swe czasy wartości. Ludwik Gąsiorówski, hi­storyk sztuki lekarskiej w Polsce, pisze o nich obszernie i oddaje im wysokie pochwały. Nazywa Sleszkowskiego biegłym chirurgiem i uczonym lekarzem, gruntownie obezna­nym ze starożytnymi pisarzami. Jego „Praxis Phlebothomiae”

’) Kiedy Sleszkowski’ był „S. R. M. medicus et secretarias” (na­pis na pomniku)—dojść trudno. Może dopiero z Kalisza powołany zo­stał do boku królewskiego, a’po śmierci Zygmunta 111 powrócił do tego miasta. O tem, już w r. 1623 znajdował się w Kaliszu, mówi no­tatka z tego roku w księgach miejskich krakowskich: „P. Doktorowi Sleszkowskiemu z Kalisza posłano Contentatii Talarów 10 po flor. 2 i pół za dedicatią preservativi Xzianski, facit fl. 25″. Była to nauka morowem powietrzu. (Ambr. Grabowski Starożytne wiadomości « Krakowie 18S2, str. 22S.)

uważa za rozprawę napisaną „uczenie, pracowicie, dokładnie i z wielkim użytkiem dla zajmujących się chirurgią”—świad­czy ona, że chirurgia nie była zaniedbana w Polsce na po­czątku XVII w. Jego rozprawa „de febribus“ jeszcze dziś za­sługuje na czytanie — stała zupełnie na wysokości nauki 1).

Już w swojej broszurze „Vaticinia ex natura & moribus depromta de anno,_ MD CXIII aliisque sequentibus” wydanej w Krakowie w r. 1612, pisał Sleszkowski nieprzychylnie o Ży­dach w rozdziale De Judeis, Przytaczał znane już nam z „Li­stu Rabi Samuela” opowiadanie o Żydzie Teodozyuszu, dworzaninie cesarza Justyniana, wspominał o zamordowaniu dziecka chrześcijańskiego w r. 1494, o bezczeszczeniu Eucharystyi i t. d.2). Potem w dziele o truciznach (Medicorum Tetras operuni) ostrzegał Sleszkowski przed kupowaniem cze­gokolwiek u Żydów.

Ta niechęć Sleszkowskiego do Żydów przybrała formy bardzo ostre w obszernej książce, wydanej w ostatnim roku pobytu jego w Heilsbergu p. t. „Odkrycie zdrad, złośliwych ceremonii, taiemnych rad, praktyk szkodliwych Rzeczpospolitey y straszliwych zamysłów żydowskich. Także wytknienie niektórych pomocników żydowskich. Przytym Zdrowa Rada, iako zdradom, praktykom y przedsięwziętym zamysłom żydowskim, ieśli chcemy w cale bydź, przed czasem zabiegać mamy. Z siedmidziesiąt y ośmi nieomylnych autorów, y z sa­mego doświadczenia, krótko zebrane; a teraz nowo, na prze­strogę wszystkim stanom Królestwa Polskiego, z pilnością wydane. Auctore Sebastiano Slescovio, Doctore Illustrissimi Principis & Reverendissimi Domini, D. Simonis Rudnicki, Dei & Apostolicae sedis gratia Episcopii Varmien. Medico Physico. Cum Gratia & Privilegio S. R. M. & licentia su- periorum loci. Brunsbergae, in Officina Typographica Geor­gii Schonfels clc lcc XXI”.26arkuszy in 4-to.

Na odwrotnej stronie karty tytułowej znajdują się „herby przednich a głównych miast przesławney Korony Polskiey”

1) Gąsiorowski. Zbiór wiadomości do historyi sztuki lekarskiej W: Polsce. Poznań, 1853,

s) „Przepowiednie” (vaticinia) dzielą się na kilkanaście rozdzia­łów. Są między niemi de Turcis, de Scythis, de Muliertbus, nawet de Pseudopoeti3; i t. d. W rozdziale de Cracovia, gromiąc mieszkańców Kra­kowa, ostrzegał ich Sleszkowski, aby jak Judasz nie zaprzedali religii katolickiej i Chrystusa. (Cavete… ne cum Juda Iscariote Religionem Catholicarn, Christianam, atque adeo multo potius Christum ipsum, tri- ginta aureis Ministris sathanae divendatis, utque in manu peccatorura tradatis. Quod si feceretis, aqcipietis mercedem fratris vestri Judae).

poczem idzie na herby te „Hypostenimaticon”. Jest to utwór Teofila Ostroucha, „equitis poloni”, który napisał po 12 wier­szy rymowanych na herby Krakowa, Wilna, Lwowa, Pozna­nia, Warszawy, Lublina, Kalisza i Przemyśla, doszukując się związku między wyobrażeniami tych herbów a sprawą, ży­dowską. A więc „Orzeł Krakusowy, ozdoba „murów”, trzyma czujną straż i niszczy te „bezecne sowy”, bo go nie uwodzą podarki żydowskie — za orła też „ostrożnością, zginą zdrady żydowskie z szkodliwą wolnością”. A więc „lwie czujny”, co strzeżesz Lwowa, powiedz, „co te plugawe Harpyie działaią pod twymi Mury, co się zdradami parają” — wprawdzie „umysł wysoki pogardza z takimi wieść wojnę bestiami aż nazbyt brzydkimi”, ale choć spojrzyj na nie, aby się przestraszyły i zaniechały sztuk swoich. Warszawa niedarmo w herbie nosi Syrenę, „pannę niezmazaną”, miecz srogi na „bezecne” wznoszącą-— panną ona jest rzeczywiście, al­bowiem

ani Judasz tam mieszka bezecny,

Ani Aryan ani inszy człowiek niecny.

Bodajże szczęśnie swego miecza dobywała

A plugawe żydowskie swaty odpędzała…

… Chwal się tym, cna Warszawo, żeś panną została

Nad insze, a żydowskie zdrady zrozumiała.

Po tych wierszach SleszkoWskl występuje z obszerną dedykacyą swej pracy „burmistrzom y panom radnym” miast wymienionych. Kraków jest dla niego stolicą Polski, Wilno stolicą Litwy, Warszawa stolicą księstwa mazowieckiego, Poznań „głową Wielkiej Polski, Lwów stolicą księstwa ru­skiego, Kalisz „drugiem głównem y przedniem miastem” w Wielkopolsce, takiem samem Lublin w Małopolsce, a Prze­myśl w księstwie ruskiem.

W przedmowie wypowiada zdanie, że każdy człowiek, czujący się na siłach, powinien „wydawać na świat pisma swoje”, aby zostawić po sobie pamiątkę i potomnym przy­nieść pożytek. Więc też i ja — pisze — „zaraz iakom się iedno z cudzych krain, do którychem dla nabycia nauk wy­zwolonych, a osobliwie lekarskich, peregrinował, wrócił, abym czasu darmo nie trawił, ilekrociem był wolnym od nawiedza­nia chorych, abo im rady dawania, zwykłem się obracać do czytania, w którem zawszem sobie zwykł terminować, ilekroć czytając napadłem na co godnego pamięci, bądźby to nale­żało do nauki lekarskiey, bądź też do innych nauk”. Nie czynił tego, aby to wszystko miał zaraz „przez druk między ludzi, podać, ale aby w starości mógł mieć ratunek pamięci” (jeżeli chodziło o rzeczy lekarskie) i „dla recreowania myśli spracowaney”. W ten sposób zebrał wiele notat „o wierut­nych niecnotach, y wielom ludziom dotąd niesłychanych zbro­dniach żydowskich”. A ponieważ słyszał, jak ogólnie na nie narzekają, ponieważ sam na własne oczy niecnoty te widział, przeto zebrany materyał porządnie ułożył” i dał „chędogim i czytelnym charakterem przepisać, aby miał po gotowiu, gdyby czego zażyć potrzeba”. Przyjaciele, przeglądając jego pracę, zachęcili go, aby ją „przez druk między łudzi na przestrogę podał“. Wzbraniał się, wymawiał, ale w końcu uległ, nie chcąc swego rozsądku przekładać „nad rozsądek wielu ludzi pobożnych, mądrych y uczonych, którzy w wydaniu jego pracy „upatrzyli i naleźli pożytek Rzeczypospolitey”. Zresztą jeżeli komu, to medykowi o tej „chorobie” pisać należy i za­razem wskazać na nią lekarstwa. Na ten temat szeroko się rozwodzi, poczem objaśnia, iż dlatego dedykuje swą książkę burmistrzom i radnym, ponieważ mieszczanie najbliższą stycz­ność z Żydami mają, a przytem właśnie burmistrze i radni miast wymienionych są przykładem, jak należy czynić, aby swych obywateli „od tej jadowitej zarazy wybawić”. Mają wprawdzie i inne miasta „swoje uczone roztropne y mądre senatory”, ale Sleszkowski szukał takich senatorów, „którychby miasta nietylko przed inszymi wszystkimi pierwsze mieysce miały, ale którzyby sami nauką, mądrością, roztropnością i rządem inszych przechodzili i którym wszyscy insi bez zazdrości „przodek chętliwie pozwalaią i przyznawaią”. Na przedmowie położył Sleszkowski datę: W Heilsbergu na Zamku dnia 2 Czerwca Roku 1621“.

Książka dzieli się na dwie części. W pierwszej autor „odkrywa zdrady, złośliwe ceremonie” i t. d. (co już sam ty­tuł wylicza), w drugiej podaje „zdrową radę”, co z Żydami czynić należy. Część pierwsza niewiele przynosi nowego po Miczyńskim. Mamy tu mniej więcej te same zarzuty, te same dowody, te same argumenty, ale nie tak systematycz­nie, nie tak jasno przedstawione. Jest za to więcej czczej ga­daniny.

Najszerzej traktuje, Sleszkowski sprawę lekarzy żydowskich. Nic dziwnego, czuł się tu bowiem kompetentnym. Ubolewał przeto, że Żydzi „na nieszczęście uczą się nauki lekar­skiej, w którey się tak biegłymi udaią, że ani Galenus, ani Hyppocrates nic nie ma mieć przed nimi”. Przez leczenie dwa cele osiągają: łupią swych pacyentów z majętności i ze zdrowia — jest to „subtelny” sposób zabijania chrześcijan, „bo ich o to urząd nie karze”. Dalej wprost oskarża Slesz­kowski lekarzy żydowskich, że trują chrześcijan, na co przy­tacza „przykłady”. Leczący się u Żydów gubią duszę, bo sprzeciwiają się prawom Bożym i kościelnym. Jest bulla Grzegorza XIII (1581), przypominająca postanowienia poprze­dnich papieży, zabraniające Żydom leczyć i grożące sądem Pań­skim chrześcijanom, porady ich szukającym. Bullę tę „potwierdzającą” podaje Sleszkowski w dosłownym przekładzie. Następnie polemizuje z tymi, co przytaczają „racye” w obro­nie leczenia się u Żydów. Lekarz powinien chorego miłować, a jakże ma miłować chrześcijanina ten, co go nienawidzi? Zdarza się wprawdzie, choć bardzo rzadko, że Żyd z cho­roby wyprowadzi, ale albo jest to wola Pana Boga, albo też interes Żyda, który usiłuje uleczyć kogoś, „co mu go niebez­pieczno zabić, boćby inaczey potym żadnego pacyenta do sie­bie nie przyłudził, aby ich dziesiąci tym sposobem do siebie przywabiwszy, mógł z świata zgładzić.

Mówiąc o „faworach”, w jakich Żydzi są u wielkich pa­nów, przytacza z własnego doświadczenia: „Jeśli się kto rze­czom przypatruie, niechay y mnie wierzy, którym to oczyma swymi nie raz widział, że częstokroć chrześcianie, ludzie go­dni y zacni, Szlachta y Kapłani y Zakonnicy, stali długo przedpokojem Panów niektórych w Krakowie, którzy maią kamienice swoie w rynku zwłaszcza przeciw Ratuszowi, — opowiedziano ich (anonsowano), a przecie Jego Miłość abo dissimulował iakoby o nich stojących y czekaiących przed progiem swoim nie wiedział, abo, ieśli inaczey nie mogło bydź, kazał powiedzieć, że Jego Miłość ieszcze śpi; a, tym­czasem widziałem, gdy przeklęty y bezecny żyd śmierdziuch przyszedł przed pokóy, zaraz wszedł do łożnice Jego Miłości, nawet nikomu się nie opowiadając”.

Potępiwszy za swymi poprzednikami tych, którzy Żydom wypuszczają sklepy, oddają w arendę cła, karczmy i młyny, wspomina jeszcze Sleszkowski o tem, że Żydzi dzierżawili huty i kuźnice. Mówiąc o szynkowaniu przez nich gorzałką, zaręcza, że ją zaprawiają uryną i ekskrementami.

Przytacza też dosłownie znaleziony przez siebie w bibliotece heilsberskiej wiersz Dantyszka: Carmen de Judaets. Quid sił gens Judaica et eius epitheta 1).

1) Wzmianka o tym wiferszu jest wyżej na str. 14.

Poza tem, powtarzam, pierwsza część „ Odkrycia zdrad” jest, z małymi wyjątkami, parafrazą tego, co podał Miczyński. Słabą jej stroną jest i brak cytat — wprawdzie Sleszkowski podaje „Elenchus auctorum”, z których korzystał, ale w tek­ście samym nader rzadko na nich się powołuje..

Początek drugiej części też jest powtórzeniem faktów i argumentów, przez poprzedników Sleszkowskiego wyzyska­nych. Dopiero później staje się oryginalny, kiedy przedsta­wia projekt, jak urządzić Żydów. Najlepiej, prosta rzecz, by­łoby ich wygubić lub wygnać, ale kiedy już „ślepota na oczy nasze padła… i iuż tak z nami osiedzieć y ostać maią”, przeto, ponieważ prawem przyrodzonem boskiem i ludzkiem są wiecznymi całego świata i chrześcijaństwa niewolnikami, „czyń­myż to, co każdy pan i szlachcic z poddanymi y niewolnikami swymi czynić zwykł”.

Naprzód należy ich spisać, potem rozdzielić na tyle części, aby z każdej stworzyć „osadę iedney wsi dobrey”.- Bogatym dać wolność póki się nie pobuduią biedniejszym zaś na lat kilkanaście, tak aby..się pomału zupełnie zrównali. Ale każda taka wieś żydowska powinna być znacznie odda­lona od drugiej. Pod względem prawnym należy ich zró­wnać z chłopami. W każdej wsi powinien stanąć kościół, „aby się wprawowali w.cnoty chrześciańskie y bogoboyność”. W każdej wsi też ma być szkoła pod zawiadowaniem ple­bana, „żeby się ich potomstwo y dzieci uczyli łaciny, bowiem nie ma im bydź wolno, po żydowsku ani czytać uczyć dzieci swoich, ani księgi żadney żydowskiey abo niemieckiej mieć”. Ziemi i pustek jest w Polsce dosyć, a więc zaludnienie ich Żydami będzie nawet pod względem gospodarczym poży­teczne. Gdyby którzy z nich nie chcieli się zgodzić na opu­szczenie miast, to takich należy wygnać, nie pozwalając im jednak wywozić z sobą pieniędzy. Rabinów na gruntach Sleszkowski osadzać nie radzi — trzeba ich wypędzić, lub „w wiecznym więzieniu trzymać”.

Tak osadziwszy Żydów na roli, Sleszkowski „suggeruje” ustawy, któreminależałoby ich ująć w kluby. Nie chce czy­nić im „żadnej krzywdy”, jedynie radzi wprowadzić to, co już nieraz ojcowie święci, pasterze najwyżsi, monarchowie, sena­torowie i t. d. na różnych miejscach uradzili.

A więc pierwszy paragraf tych „ustaw” zakazywałby Żydom bluźnierstwa, ku czemu należałoby popalić wszystkie ich księgi i Talmud, bo bez tego „nic nie opuszczą z niena­wiści”.

Po drugie, czyniąc wyjątek dla starszych Żydów, młod­szym trzeba nakazać, aby czytali księgi Nowego Zakonu po łacinie.

Po trzecie: „niechay słuchaią kazania w każdą Niedzielę y Święto w Kościelech Chrześciańskich”. W soboty, dopóki z miast nie ustąpią, trzeba ich sprowadzać do kościołów, aby o sabbacie nie myśleli i aby słuchali kazań, wyłącznie poświęconych tak wykazywaniu, że Mesyasz przyszedł, jak wykładowi pisma  świętego i porównywaniu Starego Zakonu z nowym.

To przepis czwarty, a piąty ma zakazać Żydom wszel­kiego handlu. Niech się uczą rolnictwa, ogrodownictwa i tem na życie zarabiają (punkt szósty); również niech się kształcą na rzemieślników, z pominięciem drukarstwa, złotnictwą i tym podobnych rzemiosł, które mają być wyraźnie określone (punkt siódmy). Bóżnice porozbierać i porozwalać, zosta­wiwszy tylko te, któreby chcieli na kościoły przerobić (punkt: ósmy). Księgi ich, prócz Starego Zakonu, popalić, a pod utraceniem gardła i majętności zabronić im uczenia się języka, żydowskiego i niemieckiego; nakazać natomiast, aby Się po­społu z naszą młodzieżą uczyli pisma i języka łacińskiego i polskiego (punkt dziewiąty). Rabinom nie pozwolić na ka­zania na żadnem miejscu, a ponieważ, wypędzając ich z kraju, „zarazilibyśmy” sąsiadów bluźniercami, złodziejami, zbójcami, przeto najlepiej, jak to już wyżej powiedziano, trzymać ich do śmierci w więzieniu, „dawszy się im szczupło żywić z ichże własnego zbioru” (punkt dziesiąty;. Bogatym Żydom, chcą­cym wynieść się z Polski, należy na drogę dać tyle co po­trzeba, a resztę ich majątku obrócić na potrzeby wojenne Rzeczypospolitej,—choć wypuszczenie ich jest rzeczą niebezpieczną, bo przeniosą się do Turcyi, gdzie tajemnice koronne zdradzać będą (punkt jedenasty).

Dalej (a wszystkich punktów, czyli propozycyi, jest aż 31) każe Sleszkowski Żydom, osadzonym na roli, pozabierać, drogie i kosztowne szaty, lichwą wydarte — „niechaj chodzą w guniach y kurpiach jako na chłopa przynależy”. Z nastę­pnego ustępu dowiadujemy się, iż Żydzi, a zwłaszcza lekarze żydowscy, chodzili publicznie w szatach kapłanów chrześcijanskich — Sleszkowski proponuje, aby złapany na tym despekcie tysiąc czerwonych złotych zapłacił, za drugim już razem gardło pod miecz podał. Nim przyjmą chrzest, powinni Żydzi chodzić w żółtych czapkach, stosownie do statutu Zygmunta I (1538), kara jednak za uchylanie się od tego przepisu ma być podwyższona z jednego złotego do czterech czerwonych złotych. Powinna być też silnie strzeżona usta­wa, zabraniająca Żydom trzymać służbę chrześcijańską. Gdyby który Żyd dopuścił się wszeteczeństwa z chrześcijanka, ma zapłacić 500 dukatów i ponosić karę dwuletniego” więzienia (tak postanowił senat wenecki} ubogich ma się karać za przykładem Pragi (dzika i wstrętna egzekucya, o której pełno szczegółów w ówczesnych kronikach; wspomina o niej również Achacy Kmita w swoim Sendbriefie). Gdyby Żydzi ochrzczo­nego Żyda schwycili i zamęczyli, ma dziesięciu „starszych uledz ćwiertowaniu, a przedniejsi krewni odniosą „małą karę”, bo tylko dadzą gardło. Gdyby który przechrzta na nowo do żydowskiej wiary powrócił, ma być bez żadnej folgi ze świata zgładzony”. Za zabicie dziecka chrześcijań­skiego „starsi” śmierć poniosą, a wszyscy Żydzi zostaną wygnani z miasta i dobra ich skonfiskowane będą. Ten punkt skłania Sleszkowskiego do dość obszernego przedstawienia sprawy dzieciobójstw rytualnych, do przytoczenia starych i nowych „przykładów” oraz do przywiedzenia w całości znanego nam już z Hubickiego procesu lubelskiego z r. 1598. (W tekście Sleszkowskiego są drobne uzupełnienia i różnice.) Nowy natomiast jest list o przebiegu tego procesu, pisany przez „jedną zacną osobę” do kardynała Andrzeja Batorego, biskupa warmińskiego. List ten wyjął Sleszkowski z dyaryusza rękopiśmiennego Tomasza Tretera, kustosza i kano­nika warmińskiego. Interesujący jest w tym liście szcze­gół, że Żydzi przedstawili niektórym deputatom bullę papie­ską, oczyszczającą Żydów z zarzutu używania krwi chrze­ścijańskiej. Sleszkowski dowodzi, że bulla ta była fałszywa.

Następnie przechodzi Sleszkowski do „krzyżowania Chrystusa Pana przez Żydów w najświętszym Sakramencie”.  Oprócz rzeczy i argumentów już nam znanych, mamy tu znowu wyjątek z dyaryusza Tretera, a mianowicie list Szy­mona Płochowskiego S. J. do Andrzeja Lauterbącha S. J, o zbezczeszczeniu Sakramentu przez Żydów w „Połtowsku”. (Połtóvia).

Po tym dłuższym ustępie powraca znowu Sleszkowski do sprawy służby chrześcijańskiej u Żydów. Zapewnia, że wielka liczba niewiast i rzemieślników służy Żydom. I we dnie i w nocy „naydzie tam dosyć drukarczyków, o czym ia wiem y znam niektórych, naydzie złotników, kuśnierczyków… Nie chce się zdraycom samym robić: pies Żyd do ro­boty: nie nauczył się z młodości iedno szalbierzować“… Więc radzi powrócić do surowości ustaw kościelnych, bo właśnie nie co innego, lecz obcowanie chrześcian z Żydami ułatwia im wydostanie Sakramentów i uprowadzanie dzieci chrześci­jańskich.

Nie przestrzeganą jest również ustawa synodu gnieźnieńskiego, nakazującą Żydom chować się podczas procesyi i w chwili, gdy kapłan idzie do chorego z Najśw. Sakramen­tem. Ale niestety, Żydzi, zwłaszcza w małych miasteczkach, „mieszkają pospołu z Chrzescijany”, nawet na rynkach domy posiadają. Więc niech natychmiast je sprzedadzą albo się pochrzczą, gdyż w przeciwnym razie domy z wszystkiem co się w nich znajduje skonfiskowane być powinny.

A gdy już Żydzi wiarę chrześcijańską przyjmą, możnaby niektórych, niesposobnych do roli, zostawić w miastach, odebrawszy od nich przysięgę, że będą posłuszni „senato­rom”. Wszelako za nic w świecie nie należy ich pozosta­wiać na „starym miejscu”, a to dlatego, aby „ich radix y mie­szkanie było wykorzenione y żeby się odmiana stała tak w mieszkaniu iak y w wierze”. Tymczasem od razu należy od nich ściągać takie podatki, jakie ponoszą mieszczanie, gdyż obecnie wykpiwają się poglównem, choć najprzedniejsze i największe, wbrew prawu, handle prowadzą. A nim wiarę chrześcijańską przyjmą, nie mają się „włóczyć od domu do domu cbrześciańskiego, iakoby co kupić, abo przedać chcieli, dlatego aby nie wypatrowali y szpiegowali co czynimy, co mówimy,” albo czego z domu nie” „wymknęli”. Lichwy natychmiast należy zakazać—zastawy niech oddadzą, choćby „iścizny” nie wzięli. Nie będzie w tem nic nowego, bo tak papież Klemens, jak cesarz Wacław, nakazali swego czasu Żydom, aby wszystkie fanty pozwracali. Toż samo, we­dług interpretacyi Sleszkowskiego, postanowił synod gnieźnień­ski. Sleszkowski sam widział w Krakowie, jak ludzie ubodzy, „zwłaszcza gdy święta które wielkie zachodziły, a niewiele na nie na strawę zarobili”, zastawiali u Żydów „fanciki ubo­gie” i płacili „od iednego złotego na tydzień ieden po gro­szu”. Niestety, i chrześcijanie od Żydów się zarazili i lichwę uprawiają. Przed dziesięciu laty pewien szlachcic z ziemi krakowskiej pożyczył i sąsiadowi czterysta złotych, biorąc z góry za rok sto złotych procentu…

Ceł, myt, karczem i t. d’ nie należy Żydom wydzierżawiać, póki wiary św. nie przyjmą. Lekarzom żydowskim ma być zakazane leczenie chrześcijan, „iako tego szeroko y do­wodnie cały Rozdział 14 uczy”. Do czasu ochrzczenia się nie będzie wolno przedawać Żydom „żadney rzeczy, do iedzenia iako y picia należącey, dlatego, że zwykli w takich rzeczach chrześcianom takie trucizny zadawać, ktoreby ich nie znagła dla podejrzenia żydowskiego, ale zlekka y za cza­sem umorzyły. Powołuje się znowu Sleszkowski na synod gnieźnieński, który pod klątwą, zakazał artykuły spożywcze od Żydów nabywać. On sam dziękuje Bogu, że nie umarł, gdy niewiadom tej klątwy, „bawiąc się w młodych leciech na naukach przy zacney Akademiey krakowskiey, pił kilka razów na Kazimierzu miód, czasem też gorzałkę”. Widocznie młoda natura była jeszcze mocniejsza, ale teraz nie ważyłby się na coś podobnego, bo „mógłby który zdrajca przyrodzenie moie, iuż teraz niźli na on czas słabsze, przesadzić trucizną”.

Na tem Się kończą proponowane przez Sleszkowskiego ustawy. „Czegoby do tych Ustaw niedostawało, latwie mą­dry Urząd Chrzęściański będzie mógł supplere”.

Po ustawach daje Sleszkowski „Napomnienie”, to jest rodzaj reasumpcyi swoich wywodów, powtarzając w skróce­niu wszystkie zarzuty, Żydom czynione. Prócz „Napomnie­nia jest jeszcze i „Protestatio Autoris“, w której wszystko, co napisał, „podaje pod rozsądek S. Kościoła Powszechnego, i Apostolskiego”, a gdyby coś w jego księdze było niezgodne z nauką Kościoła, „to wszystko chce aby było miano za niepowiedziane, nienapisane y niewydane”. Wreszcie kończą książkę dwa wiersze do autora i do czytelnika pióra tego samego Gabryela Teofila Ostroucha, szlachcica polskiego, który napisał znany nam „Hypostematicon na herby przed­nich a głównych miast Korony Polskiey”.

Pan Gabryel twierdzi, że i drudzy już o zdradach -żydowskich pisali, a ich „nie słuchano, iedno śmiechem, a drugie żartami zbywano”. Toż samo prorokował on z początku i pracy Sleszkowskiego, aby gdy ujrzał, jak „dorastała”, zmie­nił swoje zdanie. Mówił więc, a teraz piórem powtarza au­torowi:

 

Nie naydzie takiego,

Któryby śmiał tak wiele odważyć swoiego

Kosztu, prace y zdrowia, iakoś wiele ważył,

Abyś Ojczyznę z błędów żydowskich wyważył,

…………………………………………….

A gdym na twe dowody, uczony doktorze,

Poyrzał, obaczyłem, że Żydzi w ciasnym worze.

……………………………………

Niegodni byli tego zaiste Żydowie

By pracowali dla nich tacy Doktorowie,

Ale Ojczyzna godna boday wdzięczną była,

Tymciby się po Bogu praca nagrodziła.

 

Również w Brunsbergu wydał Sleszkowski w r. 1622 dziełko: „Dostateczna Genealogią Żydowska a zatym y przednieysze Ustawy Talmudu Żydowskiego, którymi iako własna, nauką ichże samych Rabinów starszych, iaśnie dowodzimy, że to wszystko, cokolwiek o niewypowiedzianych złościach y niezliczonych zbrodniach żydowskich z dawna piszą prawda iest nieomylna; wszytkie się bowiem te niecnoty Żydowskie w tych ich ustawach obficie znayduią. Tak samym Żydom iako y wszytkim niewiernikom, pomocnikom Żydowskim y Żydo-Chrześcianom, na poznanie z nich zatwardzenia y śle­poty swey serdeczney bardzo potrzebne y pożyteczne. Z sze­ściuset y trzynastu Ustaw Talmudu żydowskiego (tyle ich bowiem w nich maią) krótko zebrane, a teraz nowe z obiaśnieniem ich sensu dostatecznym a prawdziwym wydane, Auctore Sebastiano Słescouio Doctore Physico, Brunsbergae Georgius Schonfels 1622, in 4-to, 185 str. oprócz trzynastu kart początkowych i dwóch końcowych.

Tytuł ten, nie podany dotychczas w całości w żadnej bibliografii, przytaczam z notat Estreichera (rękopis). Siar- czyński (Obraz II 195) nazywa Genealogię „jeszcze większą, a złośliwszą ramotą” (niż „Odkrycie zdrad”), co zwyczajem swoim za panią matką powtarza Sobieszcząński, przepisujący żywcem Siarczyńskiego. Prócz tego dodaje od siebie, czy też znowu kogoś przepisuje, że utwór ten „więcej autora ni­żeli Żydów upodla”1).

Słuszności lub niewłaściwości tej oceny stwierdzić nie mogłem, gdyż nie znalazłem „Genealogii” w żadnej z dostę­pnych mi bibliotek publicznych.

W r. 1623 wydał Sleszkowski dwie broszury. Pierwsza z nich: „Metodyczna nauka o ustrzeżeniu się y leczeniu mo­rowego powietrza, także gorączkach jadowitych przymiotnych z petociami”, wyszła w Kaliszu. O niejto wspomina przy­toczona powyżej notatka z ksiąg radzieckich krakowskich.

1)  Encyklopedia wielka Orgelbranda tom XXIII, str. 584. Źe So- bieszczański nie widział na oczy Genealogii, to nie ulega wątpliwości, ale bodaj czy i Siarczyński miał Ją w ręku, boć podałby przecie dokładniej­szy tytuł niż „Genealogia Żydów’1; zdaje się, że wiadomość o tem dziełku powziął z „Odkrycia zdrad”.

Jan Lerńet, autor „Rozprawy o morze”, drukowanej w Rocznikach Tow. kr. nauk, warsz. Przyjaciół Nauk, zaznacza, że Sleszkowski między przyczynami morowego powietrza „mie­ści karę Bożą za protekeye przez Szlachtę i Magistraty Ży­dom dawane dopuszczoną”.1).

Tytuł drugiej broszury: „Jasne dowody o doktorach żydowskich, że nietylko duszę ale y ciało swoje w niebezpieczeństwo zginienia wiecznego wdaią, którzy Żydów, Tatarów y innych niewiernych przeciwko zakazaniu Kościoła świętego Powszechnego za Lekarzów używają, abo radą, perswazyą, zaleceniem, promocją, abo jakimkolwiek innym sposobem do tego powodem są, aby ich drudzy używali” 2).

„Poziome to dzieło” (wyrażenie Czackiego) wyszło prawdopodobnie również w Kaliszu (na tytule brak miejsca druku). Na 12 kartkach in 4-to rozprowadza Sleszkowski sze­rzej to samo, co już o doktorach Żydach napisał w „Odkryciu zdrad”. Tylko poglądy jego miał uzupełnić jakiś „kapłan pobożny, zakonnik, który, zrewidowawszy jego „scripta”, do­starczył mu „dowodów”. Dowodów tych, właściwie argumen­tów, podaje Sleszkowski trzynaście na wykazanie, żę kto się udaje do tych „Belzebubów”, ten nietylko ciało, ale i duszę. Na niebezpieczeństwo naraża. Jeżeli Talmud nakazuje Żydom, aby nic dobrego chrześcijanom nie czynili, to już to samo dowodzi, że lekarz Żyd, choćby chciał, nie może chrze­ścijan „z choroby dźwigać. Tego jeszcze Sleszkowski mniejby się lękał, ale druga ustawa nakazuje Żydom wprost chrze­ścijan zabijać. Skąd lekarze żydowscy mają posiąść wiedzę lekarską, kiedy prawa kościelne zabraniają Żydom uczęszczać do Akademii, nie mogą więc być i promowani, a jeżeli to się dzieje, to „tylko przez Breve albo Bulle, bez egzaminu…, do którey iednak promocyey rzadko kiedy któremu przyść się trafia”. Jest to rodzaj promowania się „napodleyszy, na nic niepotrzebny. Bowiem kogo per Breve abo Bullam promowuią, nie może mieć mieisca ani w Akademiey żadney, ani w Collegiach medyków praktykujących, nawet z miast porządnych takich wypędzaią iako nie examinowanych, ani od Akademiey approbowanych”. Zbijając „racye” tych, którzy lekarzy żydowskich bronią, prócz przytoczenia argumentów podanych w „Odkryciu zdrad”, żartuje sobie Sleszkowski

1) Rocznik, t. XI, str .13.

. 2) Tytuł z edycji 1649 r. Janocki przytacza tytuł pierwszej edy- cyi z małą odmianą.

z wierzących w ich wiedzę na podstawie tego, że „pięknie diszkuruią”. Jeżeli kiedy „białogłowa sześć słów po łacinie rzecze”, to wszyscy na nią „oczy obracają”, bo to jej się „nie należy”—natomiast jeżeli uczony orator przemawia, to mało kto go słucha, bo „wszyscy wiedzą, że mu to należy. Tak też kiedy lekarz żydowski „diszcuruie lub po łacinie trochę mówi”, wszyscy się dziwują, jak i owej białogłowie.

„Przykładów” trucia, czarowania i t. d: przytacza oczywiście Sleszkowski więcej w „Jasnych dowodach”, niż w „Odkryciu zdrad”. Podaje również bullę. Grzegorza XIII, wspo­mina, że synod prow, gnieźnieński zabronił pod klątwą uda­wania się do lekarzy żydowskich, a papież Leon gardłem za to karać rozkazał. Ciekawy jest szczegół, że „z katedry w większych miastach” (między temi w Kaliszu) owe zakazy kapłani wiernym przypominali. Potwierdza też Sleszkowski znany już nam z „Odkrycia” fakt, że lekarze żydowscy wdzie­wali szaty kapłańskie; ubierali się w sutannę, kołpak, koł­nierz, a nawet „zdobywali się na naypięknieysze płaszcze y palendry, które tylko chrześcianom służą“. Powołuje się też Sleszkowski na poprzednie swoje prace: „Jakeś to lepiey zrozumiał indzie z Genealogji żydowskiey y z drugiey księgi przedtym wydaney”.

Lekarzom żydowskim nie dał Sleszkowski i dalej spokoju; W r. 1630 wydał broszurę: „Ad Illustrissimum Dotninum Joannem Jastrzembecium Baranoyscium, Palatinum Siradiensem de fugiendis medicis atque Chirurgis Judaeis epistolarum pentas” 1). Do drugiego i trzeciego wydania bro­szury o morowem powietrzu (tytuł wyżej) dodał, jak mówi Bentkowski (II, 451), „radę przeciw lekarzom i chirurgom ży­dowskim”, która to rada była osobno wydana w r. 1623 i 1649. Już tę dwie daty wyraźnie wskazują, że tu mowa o „Jasnych dowodach, co stwierdzają stanowczo notaty Estreichera, w których znalazłem pełny tytuł późniejszych wydań rozprawy o morowem powietrzu. Druga część tego tytułu brzmi: „Do czego iako przeciwko drugiemu iadowi, na który też ludzi wiele ginie, przydane są jasne dowody o dok­torach żydowskich, że nietylko duszę”… i t. d. (jak wyżej).

Wszystkie te antysemickie- elukubracye Sleszkowskiego cieszyły się niemałem powodzeniem. „Odkrycie zdrad” w ciągu trzech lat ukazało się w trzech wydaniach; „Jasne dowo­dy” przedrukowywano nawet po. śmierci autora.

Janociana, II, 261.

Powodzenie to całkiem niezasłużone. Wytłumaczyć je można chyba jedynie niechęcią do Żydów. Pomijając to naiyet, że zaciekłość wyprowadza Sleszkowskiego z równowagi, co już samo obniżałoby wartość jego rozpraw, nie posiadał on ani talentu literackiego, ani daru obserwacyi, jakim rozporzą­dzał Miczyński. Stąd też pisma jego mogą służyć jedynie jako dokument psychiki pewnej części społeczeństwa, wówczas kiedy Miczyński jest poważnem źródłem tak do historyi Ży­dów w Polsce, jak i do historyi obyczajów.

Nie można też nazwać szczęśliwym pomysłu Sleszkow­skiego, aby Żydów zamienić na ludność, rolniczą. Sam on czuł niebezpieczeństwo tego projektu, kiedy go obwarowywał różnemi zastrzeżeniami. Nie pomógłby z pewnością taki śro­dek brutalny jak chrzest przymusowy. Nietolerancya ta, nie­zgodna z duchem naszego narodu, wydałaby wprost opłakane skutki, gdyby przypuścić, że Żydzi ulegliby sile. Z pewno­ścią przechowaliby w głębi duszy swe wierzenia i swą etykę, a tylko pogłębiłaby się ich nienawiść do rdzennej ludności. Niebezpieczni ekonomicznie, staliby się niebezpiecznymi poli­tycznie. Zaludnienie nimi pustek, dobre na oko pod wzglę­dem gospodarczym, wytworzyłoby jednak z czasem nową zwartą ludność, tchnącą wrogim separatyzmem i podatną wszelkim obcym wpływom.

Uczony lekarz poznał, się na chorobie, ale chciał ją le­czyć gwałtownymi, niebezpiecznymi dla całego organizmu środkami.

____________

Koniec cz. szóstej.

 

Komentowanie zamknięte.