Opublikowano Wrzesień 6, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Kasta bezkarnych prokuratorów

źródło: http://www.naszapolska.pl

Sprawa Amber Gold pokazała, w jakim stanie znajduje się polska prokuratura

Warto zapamiętać to nazwisko: Marzena Majstrowicz. To szefowa Prokuratury Rejonowej w Gdańsku Wrzeszczu. W ubiegły poniedziałek prokurator generalny Andrzej Seremet poinformował, że zwróci się do Krajowej Rady Prokuratury o zgodę na odwołanie prokurator Majstrowicz ze stanowiska. To pierwszy taki przypadek od czasu wejścia w życie reformy prokuratury, którą obecny rząd przeforsował w 2009 r.
Cała sprawa jest efektem afery Amber Gold, która w największym stopniu obciąża prokuraturę. Tej afery zapewne by nie było, gdyby gdańscy prokuratorzy nie odmówili wszczęcia postępowania na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego, po interwencji sądu jej nie umorzyli, a po kolejnej interwencji sądu – nie zawiesili. Wszystko to działo się w roku 2010, gdy spółka Marcina P. nie naciągnęła jeszcze tysięcy naiwnych klientów. Postępowanie odwieszono dopiero wiosną br., gdy przewodniczący KNF interweniował u prokuratora generalnego, a i tak wszelkie działania wstrzymało oczekiwanie na opinię biegłego. A po kilku miesiącach ogłoszono upadek Amber Gold…

Podczas poniedziałkowej konferencji Andrzej Seremet oświadczył, że w pracy Prokuratury Rejonowej w Gdańsku Wrzeszczu było “wiele niedoskonałości”, dlatego postanowił odwołać jej szefową, a wobec sześciorga innych prokuratorów z tej jednostki wnioskować do rzecznika dyscyplinarnego o wszczęcie postępowania wyjaśniającego.

Komu przeszkadza Seremet

Ta sprawa dobrze ilustruje rzeczywisty stan polskiej prokuratury. Zarówno w sensie merytorycznym, jak i systemowym. System bowiem jest taki, że prokuratora funkcyjnego – takiego, jak pani Majstrowicz – jej najwyższy zwierzchnik, czyli prokurator generalny, nie może odwołać bez zgody Krajowej Rady Prokuratury (KRP). Ta zaś składa się z 25 osób, po części polityków, po części reprezentantów różnych szczebli prokuratury, którzy niekoniecznie podzielają personalne wybory Andrzeja Seremeta. Z kolei “szeregowi” prokuratorzy mogą być ukarani wyłącznie przez sąd dyscyplinarny złożony z ich kolegów po fachu, w dodatku w trybie niejawnym i bez jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli, gdyż przed zwykłą odpowiedzialnością karną chroni ich immunitet. Zatem prawie 6,5 tysiąca prokuratorów to de facto kasta ludzi bezkarnych i nieodpowiadających za swoje decyzje.

Trudno powiedzieć, czy Seremetowi uda się uczynić wyrwę w tej bezkarności przy okazji afery Amber Gold. To zresztą nie pierwsza sytuacja, gdy obecny prokurator generalny (co ważne: z zawodu sędzia, a zatem człowiek spoza środowiska) podejmuje decyzje sprzeczne z interesami kasty prokuratorskiej. W marcu 2011 r. Seremet odmówił powołania do Prokuratury Generalnej dwóch spośród 17 kandydatów przedstawionych przez KRP: Andrzeja Kaucza i Leszka Pruskiego – prokuratorów skompromitowanych ściganiem opozycji w latach 80. A w styczniu br. prokurator generalny wywalczył odwołanie szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gen. Krzysztofa Parulskiego, który publicznie wypowiedział mu lojalność, stając w obronie sławnego “samobójcy”, płk. Mikołaja Przybyła. Na dymisję Parulskiego ostatecznie zgodził się prezydent Komorowski, ale jest tajemnicą poliszynela, że uczynił to pod naciskiem premiera Tuska, a swoje niezadowolenie zademonstrował, rezygnując z osobistego mianowania następcy generała.

Takich rzeczy się nie zapomina, podobnie jak tego, że konkurentem Seremeta do stanowiska pierwszego po reformie prokuratora generalnego był Edward Zalewski, kierujący Prokuraturą Krajową w rządzie Tuska. Prezydent Kaczyński niedługo przed śmiercią zdecydował o powołaniu krakowskiego sędziego (zapewne dlatego, że nie był związany z obecnym układem rządowym), ale prezydent Komorowski postawił Zalewskiego na czele Krajowej Rady Prokuratury, czyli organu kontrolującego pracę Seremeta, a nawet mogącego wnioskować o jego odwołanie.

Prezydent i stary układ

Nietrudno zauważyć, że główni oponenci prokuratora generalnego to jednocześnie protegowani Pałacu Prezydenckiego. Ale to także ludzie o charakterystycznych życiorysach. Zarówno Zalewski, jak i Parulski należeli do PZPR i zaczynali kariery w PRL-owskiej prokuraturze czasów stanu wojennego (jeden w cywilnej, drugi w wojskowej). Ponadto za Zalewskim ciągnie się ponura sprawa z lat 80.: wydanie zgody na przesłuchanie niepełnosprawnego opozycjonisty z Lubina, podczas którego oficer SB próbował szantażem wymusić współpracę aresztowanego z bezpieką. Sprawa wyszła na jaw ponad trzy lata temu, ale w niczym nie zaszkodziła karierze Zalewskiego.

Nic dziwnego, że takich prokuratorów bardzo uwiera osoba Andrzeja Seremeta – w młodości działacza NZS na Uniwersytecie Jagiellońskim, później sędziego o nienagannej reputacji. Zapewne z chęcią by się go pozbyli, ale to bardzo trudne, bo cała reforma z 2009 r. przeprowadzana była pod hasłem uniezależnienia prokuratury od rządu. Wprawdzie minister Jarosław Gowin przygotował niedawno projekt zmian, który zakłada, że prokurator generalny musiałby składać roczne sprawozdanie do oceny nie tylko premiera (jak jest dziś), lecz i Sejmu, co zwiększałoby szansę na odwołanie Seremeta przed upływem 6-letniej kadencji. Ale projekt ten ostro skrytykowała nawet Krajowa Rada Prokuratury, zarzucając jego autorowi chęć “przywrócenia kontroli politycznej rządu nad prokuraturą oraz ograniczenie niezależności prokuratorów”. Ten ostatni zarzut dotyczy zresztą głównie pomysłu Gowina, by prokurator generalny mógł zmieniać decyzje każdego z podległych sobie prokuratorów, co dałoby wreszcie Seremetowi rzeczywistą władzę nad całą kastą. Nic dziwnego, że KRP oświadczyła, iż “właściwym ośrodkiem” prac nad nową ustawą o prokuraturze powinna być… Kancelaria Prezydenta.

Skoro więc projekt Gowina raczej nie przejdzie, a innego na razie nie ma, jedyną możliwością odwołania Seremeta pozostaje odrzucenie przez premiera rocznego sprawozdania prokuratora generalnego i tym samym rozpoczęcie procedury jego dymisji. W ubiegłym tygodniu zaapelował o to Ruch Palikota, co można uznać za swoistą odpowiedź na decyzje personalne Seremeta. Najwyraźniej palikotystom (i środowiskom, które za nimi stoją) osoba prokuratora generalnego również bardzo przeszkadza. Ale raczej wątpliwe, by Donald Tusk zdecydował się na tak drastyczny krok, zwłaszcza w sytuacji, gdy sam pośrednio uwikłany jest w sprawę Amber Gold. Na razie zażądał od Seremeta raportu na temat wszystkich śledztw prokuratury dotyczących przestępstw finansowych od 2007 r., co wskazuje, że będzie próbował “utopić” gdańską aferę w całej masie innych spraw. Ale też może próbować uczynić z Seremeta “kozła ofiarnego”, zrzucając na niego odpowiedzialność za błędy i zaniechania licznych prokuratorów, w ten sposób odsuwając uwagę od siebie.

Filozofia Zalewskiego

A trzeba przyznać, że znalezienie błędów i zaniechań w polskiej prokuraturze nie jest specjalnie trudne. Wynikają one nie tylko ze wspomnianej już bezkarności prokuratorów, ale i ze specyficznej filozofii funkcjonowania tej instytucji. Filozofii, którą trzy lata temu w wywiadzie dla “Polityki” sformułował Edward Zalewski, wówczas jeszcze prokurator krajowy: “Piękne prawnicze umorzenie prowadzonej sprawy jest tak samo dobre dla prokuratury jak wspaniały akt oskarżenia”. Krótko mówiąc: można sprawę poprowadzić, ale równie dobrze można ją też umorzyć. A skoro tak, to po co się wysilać, wnikać w skomplikowaną materię, może nawet narażać się wpływowym
osobom czy środowiskom? Lepiej sprawę umorzyć i kwita. Przypadek Amber Gold jest modelową wręcz ilustracją zastosowania takiej filozofii.

Modelową, ale oczywiście nie jedyną. Wystarczy przypomnieć tylko najgłośniejsze sprawy z okresu “niezależnej prokuratury”, czyli z ostatnich lat (by nie sięgać dalej w przeszłość). W kwietniu 2011 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie afery hazardowej, nie doszukując się przestępstwa w żadnym z jego czterech wątków (decyzję tę potwierdziła wkrótce warszawska Prokuratura Apelacyjna). Pod koniec czerwca br. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów do Smoleńska w kwietniu 2010 r. Dzięki temu jedyną osobą, której postawiono zarzuty w związku z katastrofą smoleńską, jest były wiceszef BOR, gen. Paweł Bielawny – choć trudno powiedzieć, dlaczego właśnie on, a nie jego zwierzchnicy, począwszy od szefa BOR, przez szefa MSWiA, po premiera.
W obu tych sprawach ewidentnie widać, że prokuratorzy woleli zastosować “piękne prawnicze umorzenie” niż wdawać się w rzetelną ocenę działań rządzących polityków. W innych, równie “gorących” sprawach, stosowana jest taktyka maksymalnego przedłużania śledztwa – najwyraźniej po to, by opinia publiczna zapomniała o sprawie i łatwiej można było umorzyć. Np. postępowanie warszawskiej Prokuratury Okręgowej w sprawie śmierci Andrzeja Leppera trwa już ponad rok, choć wydawać by się mogło, że skoro było to samobójstwo (jak oficjalnie ogłoszono), to sprawa powinna być banalnie prosta. O śledztwach dotyczących głośnych zabójstw sprzed lat – Krzysztofa Olewnika czy gen. Marka Papały – lepiej nie mówić. To ostatnie kilka miesięcy temu weszło w fazę całkowitej kompromitacji, gdy okazało się, że dwie prokuratury mają własnych świadków koronnych, którzy wskazują na zupełnie różnych sprawców i motywy zabójstwa byłego szefa policji…

Czasami jednak prokuratorzy zachowują się nadgorliwie i trudno nie widzieć w tym podtekstu politycznego. Tak było w przypadku oskarżenia Mariusza Kamińskiego i jego kolegów z kierownictwa CBA o przekroczenie uprawnień podczas ścigania tzw. afery gruntowej w 2007 r. W czerwcu br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia umorzył tę sprawę, uznając działania CBA za legalne. To wielka kompromitacja Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, która postawiła zarzuty Kamińskiemu, co stało się pretekstem dla premiera Tuska do odwołania go z funkcji szefa CBA. Co ciekawe, autor aktu oskarżenia, rzeszowski prokurator Bogusław Olewiński, w latach 80. był nie tylko aktywistą ZSMP i ZSP, ale też został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB. I ten przykład niech posłuży za ostateczną konkluzję stanu “niezależnej prokuratury” w Polsce.

Paweł Siergiejczyk
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 36 (879) z 4 września 2012 r.

Komentowanie zamknięte.