Opublikowano Listopad 22, 2017 Przez NS W Żydomasońska rewolucja w "Kościele katolickim"

Judeomasoneria i modernizm – te same cele i metody !

„Masoneria i modernizm mają te same metody i ten sam cel” – Wywiad z x. Franciszkiem Ricossą dla pisma „Rivarol”.

aaWywiad niniejszy porusza kilka ciekawych kwestyj, z których bardzo aktualną jest ta, którą akurat kilka dni temu poruszyłem w kilku refleksjach na temat święta Chrystusa Króla. W naszym kraju ciężko bowiem znaleźć organizację czy środowisko, które nawet jeśli nie jest zinfiltrowane przez osoby o szemranym pochodzeniu, nie powołuje się na zasady czy metody masonerii. W połączeniu z dalekim od katolicyzmu integralnego powszechnym u nas katolicyzmem liberalnym, tudzież gallikanizmem wielu tradycjonalistów, stanowi to doktrynalną gwarancję niepowodzeń tych wszystkich ruchów i środowisk.

Do gorliwości i zapału, których nam nie brak, pilnie trzeba dołożyć starań nad poważną formacją doktrynalną i wykształceniem roztropności w działaniu.

Pelagiusz z Asturii

Naczelny redaktor pisma „Sodalitium”, włoski kapłan x. Franciszek Ricossa od dekady co roku wygłasza w Paryżu serię wykładów na wysokim poziomie na jakiś ważny aktualny temat dotyczący religii czy doktryny katolickiej. Z okazji trzechsetnej rocznicy powstania nowożytnej masonerii26 listopada 2017 wygłosi serię referatów, z których po każdym nastąpi czas na pytania z sali, a referaty będą dotyczyły tego fenomenu, jego źródła, jego doktryny, jego związków, jego przenikania i jego wpływu w środowiskach „katolickich”, zarówno modernistycznych jak i tradycjonalistycznych. Zadajemy więc Xiędzu pytania na ten istotny temat, ale także na inne aktualne tematy.

RIVAROL: Co sądzi Xiądz o „synowskim upomnieniu” skierowanym do Bergoglio w następstwie „adhortacji apostolskiej” Amoris laetitia? Dokument ten, podpisany przez soborowych konserwatystów i przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X, który wylicza siedem herezyj w Amoris laetitia, jak do tej pory nie wywołał żadnej oficjalnej reakcji ze strony Watykanu.

Xiądz Franciszek Ricossa: Amoris laetitia, z technicznego punktu widzenia nie jest encykliką, ale post-synodalną adhortacją. Choć często podzielam krytykę tej adhortacji, nie mogę zgodzić się z inicjatywą. Nie mogę podzielać podjęcia próby obronienia doktryny Kościoła wyraźnie opierającej się na nauczaniu Pawła VI i Jana Pawła II, na Soborze Watykańskim II, ani popierać tego, że ten dokument przedstawia się jako synowskie upomnienie i uznaje prawowitość Bergoglio. Jest to bowiem przyjęcie stanowiska nie do utrzymania, stanowiska tych, którzy odrzucają magisterium Kościoła, bowiem uważają, że Bergoglio jest jego głową oraz którzy wobec tego odmawiają posłuszeństwa temu, którego uważają za prawowitą władzę. Stawiają się nawet nad „kardynałami”, którzy wyrazilidubia, wątpliwości. Ci ostatni poprosili „magisterium” o rozjaśnienie dokumentu „magisterialnego”, podczas gdy sygnatariusze „synowskiego upomnienia” pozwalają sobie na odrzucenie dokumentu, który uważają za magisterium.

R.: Jednakże sygnatariusze stwierdzają, że ich „synowskie upomnienie” nie podważa nieomylności papieskiej.

X.F.R.: Czy mamy do czynienia z dokumentem nieomylnym czy nie, katolik ma synowsko przyjąć magisterium. Nie może przebierać między tym, co jest nieomylne a tym, co nie jest. Co najwyżej można poprosić o rozjaśnienie, jak to zrobili „kardynałowie”. Ale nie można oskarżać o herezję oficjalnego dokumentu magisterium. Nawet dawni teologowie, którzy stawiali hipotezę papieża heretyka zawsze uważali, że papież mógłby być heretykiem tylko jako doktor prywatny. Nie mogli nawet sobie tego wyobrazić, by był heretykiem w magisterium autentycznym i oficjalnym.

R.: Czyż wielu tradycjonalistów nie ma bardzo minimalistycznej wizji nieomylności papieskiej?

X.F. R.: Tak, nie tylko co do dogmatu nieomylności, ale papiestwa w całości. Co do prerogatyw Papieża, a nawet świętości Kościoła. Stawiają się w tym, paradoksalnie, po stronie całej polityki prowadzonej przez Bergoglio, która polega na niszczeniu autorytetu Papieża i Kościoła. Co bowiem robi, jeśli nie potępia magisterium Kościoła i roli Papieża, na przykład wywyższając Marcina Lutra? Jeden z sygnatariuszy „synowskiego upomnienia”, profesor de Mattei, którego znam dobrze, napisał książkę, przetłumaczoną na francuski, w której sporządza listę tak zwanych błędów Papieży, od św. Piotra aż do dziś. Jest to zaskakujące, bowiem koniec końców tradycjonaliści zgadzają się z modernistami twierdząc, że Kościół zawsze się mylił. Nie zgadzają się po prostu co do spraw, w których się Kościół mylił.

R.: Uważanie, że prawdziwy Papież, wikariusz Chrystusa, następca Piotra może, pozostając nadal Papieżem, kanonizować świętych, którzy nimi nie są, promulgować sobór ekumeniczny, katechizm, kodeks prawa kanonicznego, które zawierają błędy i herezje, promulgować ryt mszy i rytuał sakramentów, które są szkodliwe dla wiary, wydawać encykliki i inne papieskie dokumenty, które nauczają poważnych błędów w dziedzinie wiary i moralności, popełniać publiczne skandaliczne akty, jak spotkanie w Asyżu czy pocałunek Koranu, czyż nie jest to dziwne? Św. Tomasz z Akwinu uczy wSumie teologicznej, że katolik, który oddałby cześć grobowi Mahometa popełniłby akt apostazji. Jaka jest przeto różnica między oddawaniem czci grobowi Mahometa a pocałowaniem Koranu, co zrobił Jan Paweł II w 1999 roku na Watykanie? Czy koncepcja omylnego Papieża, mogącego publicznie nauczać błędu i zachęcać do błędu i herezji nie jest wprost przeciwna Soborowi Watykańskiemu I, który wyraźnie i nieomylnie naucza, że Stolica Piotrowa zawsze była wolna od wszelkiego błędu…

X.F. R.: Tak, sprzeciwia się to Soborowi Watykańskiemu I i wszystkiemu, co Kościół zawsze nauczał i stwierdzał.

R.: Pozwolę sobie zauważyć, że to „synowskie upomnienie” zostało również podpisane przez byłego sedewakantystę, dziś siedemdziesięcioletniego, x. Klaudiusza Barthe. To kamyk wrzucony do Xiędza ogródka, czyż nie?

X.F.R.: Prawdą jest, że x. Klaudiusz Barthe był sedewakantystą całkowitym1. Od tamtej pory jednak zjednoczył się z Ratzingerem i stał się jego mniej więcej autoryzowanym interpretatorem. Byli niejako blisko. Nie jestem w stanie powiedzieć, co myśli, ale jako że go nieco poznałem, myślę, że ma on pojęcie gramsciowskie. Chciałby zdobyć środowisko modernistyczne w sposób intelektualny, jest to idea, według której możliwy jest postęp idei tradycjonalistycznej aby zreformować od środka. Jest to proceder, który mnie nie przekonuje, bowiem jesteśmy tu w dziedzinie wiary, a nie polityki. Zresztą, ten proceder nie działa.

R.: Jest to pewna forma infiltracji w celu rozpracowania strony przeciwnej2?

X.F.R.: Tak, ale są to zabiegi ludzi światowych, nie ludzi Bożych, jak mi się wydaje.

R.: Wspomniał Xiądz o Lutrze. Już w ubiegłym roku, na Watykanie, w rzymskiej bazylice św. Piotra, Bergoglio wygłosił przemówienie pod życzliwym spojrzeniem figury Lutra, obchodząc pięćsetną rocznicę, co do dnia, promulgacji 95 tez luterańskich. Na tym jednak nie poprzestał, potem udał się do Szwecji, aby czynnie uczestniczyć w ekumenicznych nabożeństwach z kobietami pastorami, i dalej wygłasza deklaracje bardzo sprzyjające Lutrowi. Co o tym wszystkim myśleć?

X.F.R.: W rzeczywistości wygląda na to, że praktycznie do wszystkich diecezyj dotarł odgórny rozkaz obchodzenia i świętowania „Reformy”. Państwo Watykańskie nawet stworzyło 31 października znaczek pocztowy, na którym widać Lutra i Melanchtona, teologa i przyjaciela Lutra. To wszystko opiera się na wieloznaczności owego dokumentu, w którym luteranie i „katolicy” doszli do zgody w sprawie usprawiedliwienia. Z tej okazji napisałem artykuł w „Sodalitium”. Prawdą jest, że Bergogliańska doktryna miłosierdzia bardzo jest podobna do teorii usprawiedliwienia Marcina Lutra. Bergoglio, na przykład, starał się przekonać spowiedników, że człowiek z konieczności jest grzesznikiem i wskutek tego, nawet jeśli penitent nie przyzna się do swych win, nie żałuje za nie, nie poprawi się, miłosierdzie Boga zakrywa go jakby płaszczem i zawsze wybacza. Jest to ta sama doktryna co Marcina Lutra, pod inną nazwą. Bergoglio jest luteraninem i to nie jest żadna obraza, bowiem on sam nie ukrywa swego nabożeństwa do tego osobnika, który był zadeklarowanym wrogiem papiestwa, sakramentów, ofiary mszy, wszystkich cnót chrześcijańskich, wiary. Co jest zaskakujące, to to, że większość ochrzczonych nie zdaje sobie z tego sprawy. Trzeba powiedzieć, że ta pochwała Lutra trwa już od dawna, jest wręcz pewnego rodzaju tradycją. Zaczęło się to od Jana Pawła II.

R.: Już w 1999 roku nastąpiło porozumienie w sprawie usprawiedliwienia…

X.F.R.: Tak, Jan Paweł II udał się do Niemiec, jako pielgrzym, jak sam powiedział, śladami Marcina Lutra. Udał się do świątyni luterańskiej w Rzymie. Ratzinger zrobił to samo. Z tego punktu widzenia Bergoglio nie jest nowatorem. Należy do tradycji, niestety nie jest to tradycja katolicka.

R.: Czy Bergoglio nie idzie dalej niż jego poprzednicy, przynajmniej na płaszczyźnie publicznego i radykalnego demontowania moralności chrześcijańskiej: w sprawie rozwodów, homoseksualizmu, faktycznego porzucenia nierozerwalności małżeństwa, publicznego poparcia dla ruchów należących do lobby LGBT, duchownych otwarcie wojujących za wyświęcaniem kapłanów homoseksualistów i sprzyjających „małżeństwu” zboczeńców?

X.F.R.: Bergoglio rozwija to, co było już ustalone począwszy nawet od Pawła VI. Jasne, że znaleźć można materialne sprzeczności między tym, co mówi Bergoglio a tym, co mówili na przykład Wojtyła czy Montini. Ale jest to sprzeczność, powiedziałbym, w literze. W głębi, w duchu, już od Montiniego, a jeszcze bardziej od Wojtyły obecny jest tam ten personalizm, nawet z punktu widzenia moralnego, który stawiał fundamenty, podstawy filozoficzne, samego odwrócenia w dziedzinie moralności, zwłaszcza moralności płciowej, a Bergoglio nie robi nic innego, jak tylko doprowadza to do ostatecznych skutków. Nawet Ratzinger już zaczął przewidywać „światowe” rozwiązania w sprawie rozwodów, grzeszników publicznych. Bergoglio nie urodził się niespodziewanie na dziewiczym terenie. Jest spadkobiercą całej tej mentalności, która jest mentalnością modernistyczną i soborową. Różnica polega na tym, że on jest grubiański, mówi otwarcie, nie stara się ukryć tego, co mówi w formie terminologii teologicznej, dlatego oczywiście dla ludzi na świecie jest to bardziej widoczne.

R.: Ale nie wywołuje to tylu reakcyj w świecie oficjalnie katolickim.

X.F.R.: Troszeczkę więcej. Nie tyle jednak, ile potrzeba. Po prostu po ponad pięćdziesięciu latach modernizmu ludzie są już całkowicie w śpiączce: mają wiarę słabą albo całkowicie wykolejoną. Już nie wiedzą, czym jest prawda wiary. Ten tak jasny sposób postępowania, gdyby go podjęto w 1965 roku, zaszokowałby, wywołałby gwałtowne reakcje. Ale nie można zapomnieć o ponad półwieczu bez przerwy modernistycznego kaznodziejstwa. Gdy w październiku 1986 roku Jan Paweł II zwołał pierwsze ekumeniczne i synkretyczne spotkanie w Asyżu, wywołało to wielkie zdziwienie i pewnie niezrozumienie. Dziś niestety tego rodzaju spotkania, które dzieją się co roku, stały się pewnego rodzaju codziennością i po trzydziestu latach wzbudzają oburzenie wyłącznie nielicznej mniejszości ochrzczonych.

R.: Słowo o tym, co ciągle powtarza Bergoglio o przyjmowaniu bez zastrzeżeń, bez ograniczeń, mahometańskich migrantów w Europie…

X.F.R.: Moderniści stracili horyzont doktrynalny, który stawia wiarę i sprawy duchowe na pierwszym planie, a mają tylko punkt widzenia horyzontalny i humanitarystyczny. W oczywisty sposób z punktu widzenia doktrynalnego skutki są mniej poważne, bowiem przyjmowanie, miłosierdzie, miłość względem ubogiego, nieszczęśliwego, zawsze istniały, zawarte jest to w przesłaniu Pana Jezusa. Ale poważne jest to, że niekontrolowana i masowa imigracja, a fortiori osób wyznających religię wrogo nastawioną wobec religii katolickiej, jest fenomenem bardzo trudnym do naprawienia i zmienienia. Jest to problem prawie niemożliwy do wyeliminowania i który wywoła znaczne wzburzenie, którego skutki dla dobra wspólnego będą nieskończenie wielkie. To władza świecka powinna – i powinna była – interweniować, aby zachować dobro wspólne, ale tu także widać najbardziej absolutną ciszę.

Fakt, że Europa nie ma już żadnej wiary, ani żadnej moralności prowadzi oczywiście do rozpadu tożsamości. Ale uważam, że fenomen napływu migracyjnego był chciany. Europa była już w tym nieszczęśliwym stanie apostazji zanim rozpoczął się fenomen masowej imigracji. Zresztą, problemy ubóstwa i wojny istniały już pół wieku temu na mniej uprzywilejowanych kontynentach, a jednak prawie nie było imigracji. Ten fenomen został więc zorganizowany na najwyższym szczeblu i to w ściśle określonym celu. Ale największym problemem, ważniejszym jeszcze od inwazji, która jest z zewnątrz, jest zepsucie, które u nas panuje. Gdyby nasza cywilizacja stała na poziomie ze swej przeszłości, swego dziedzictwa, większość naszych problemów zostałoby rozwiązanych. Ale niestety to my jesteśmy pierwszymi winnymi. Oczywiste jest też to, że zostaliśmy zdradzeni, ci, którzy winni pracować dla dobra pracują w rzeczywistości dla wroga.

R.: W tym roku mamy nie tylko pięćsetną rocznicę Reformy luterańskiej, ale również trzechsetną rocznicę stworzenia nowożytnej masonerii. Z tej okazji i aby wspomnieć to smutne wydarzenie 26 listopada wygłosi Xiądz w Paryżu serię wykładów na ten temat. Czy może nam Xiądz o tym coś więcej powiedzieć?

X.F.R.: Te trzysta lat od założenia nowożytnej masonerii stanowią okazję do przemyślenia tego fenomenu, tego zaciekłego wroga chrześcijaństwa i wiary tym groźniejszego, że w wielkiej mierze działa w tajemnicy. W tym celu wygłoszę trzy wykłady. Pierwszy omawiał będzie historię masonerii odwrotnie. Zamiast zaczynać od 1717 i przejść aż do teraz, będzie to raczej historia odwrotnie. Przestudiujemy źródła masonerii, czyli masonerii przed oficjalnym powstaniem masonerii nowożytnej. Skąd się wzięli ci ludzie, którzy założyli masonerię w Londynie 24 czerwca 1717? Jakie były ich idee? I jakie było źródło masonerii, co jest kwestią dość dyskutowaną?

W drugim wykładzie pochylimy się nad doktryną masonerii. A punktem wyjścia będzie encyklika Leona XIII Humanum genus. Zostanie uzupełniona esejem Artura Preussa o amerykańskiej masonerii, co jest jednym z najlepszych dzieł o tej kwestii, ale które, w przedziwny sposób we Francji nie miało żadnego rozgłosu.

Trzeci wykład zajmie się sprawą aktualności, wpływem, który wróg może wywierać na modernistów, co jest oczywiste, ale także w „naszych” środowiskach, po to, aby się przed nim strzec. To jest część najbardziej polemiczna i najbardziej smakowita, że się tak wyrażę!

R.: Jak odpowiedzieć tym, którzy twierdzą, że masoneria nie ma już dziś takiego wpływu, jaki miała w przeszłości?

X.F.R.: Niech mi Pan pozwoli, że zaśmieję się z takich twierdzeń. Były wielki mistrz Wielkiego Wschodu Włoch w latach sześćdziesiątych powiedział, że masoneria wygra partię, gdy wszyscy będą myśleć jak masoneria, to znaczy, gdy wartości masonerii staną się sposobem myślenia całego świata. To się już właśnie stało. Prawdą jest, że dawniej masoneria była u rządów głównych krajów, i tak jest nadal, w takiej czy innej formie, ale wówczas była reakcja. Byli ci, którzy bronili wartości masonerii i ci, którzy się im sprzeciwiali, władze Kościoła katolickiego i pewna część ludu. Dziś nawet ci, którzy słowem sprzeciwiają się masonerii, co robi naprawdę mało ludzi, bardzo często, bezwiednie, podzielają te same zasady, co sekta. Nawet nie zdają sobie sprawy, że zatwierdzają i szerzą w rzeczywistości idee masonerii. To jest najlepszy znak zwycięstwa braci fartuszkowych.

Niektórzy nawet nie zauważają już szkodliwej obecności masonerii, bowiem jest ona naprawdę wszędzie, włącznie z tymi, którzy uważają, że są władzą Kościoła katolickiego. Spotkania w Asyżu są w ten sposób wstrząsającą manifestacją tego, co się dzieje w lożach. Jest to ta sama metoda, której używa się w tym samym celu. Założyciel wspólnoty św. Idziego (wł. Comunità di Sant’Egidio – przyp. PA), Andrzej Riccardi, który organizuje te spotkania w Asyżu kilka lat temu oświadczył, że jego inspiratorem jest rabin Livorno, Eliasz Benamozegh, człowiek bardzo bliski masonerii i pragnący urzeczywistnić zasady noachizmu, którego cytują Konstytucje Andersona, czyli konstytucje regulujące nowożytną masonerię.

R.: Czy same ruchy radykalnej prawicy w Europie nie są przeniknięte przez masonerię?

X.F.R.: Tak, a ta infiltracja istnieje z dwóch punktów widzenia: z punktu widzenia ludzi i z punktu widzenia idei. Istnieją ruchy, w których masoni są przyjmowani a nawet promowani. Jawnie lub niejawnie. Jest też problem idei: osoby, które nie są wtajemniczone podzielają najważniejsze zasady masonerii. Nie mówię wyłącznie o zasadach, które stały się niestety myślą wspólną wszystkich, których naucza się w szkole, które są głoszone w „parafii”, wolność, równość, braterstwo, etc., ale mówię o ezoteryzmie. W „naszych” środowiskach, które często szczerze sprzeciwiają się rewolucyjnej triadzie i nowoczesnemu światu często robi się to w imię ezoterycznej doktryny, która jest samą istotą masonerii. Porzuca się jeden błąd, aby popaść w inny nie mniej poważny.

R.: Ma Xiądz na myśli wpływ w środowiskach radykalnej prawicy, który mogą wywierać myśliciele jak René Guénon czy Juliusz Evola?

X.F.R.: Ci dwaj myśliciele, Guénon i Evola, mogli powiedzieć coś prawdziwego, zwłaszcza jeśli chodzi o odrzucenie i potępienie świata nowoczesnego, wśród wielu rzeczy fałszywych, i dlatego wielu jest tych, którym wydaje się, że sprzeciwiają się obecnemu światowi, a [tymczasem] trzymają się wszystkich zasad masonerii. Jest to oczywiste w przypadku René Guénon, bowiem on sam był wtajemniczony. W przypadku Evoli, jego przynależność do masonerii daleka jest od udowodnionej, ale był to intelektualista, którego masońskie znajomości są oczywiste a jego doktrynie ezoterycznej, której nigdy nie ukrywał, jest obiektywnie po drodze z masonerią.

R.: Jakie były relacje między włoskim faszyzmem a masonerią?

X.F.R.: Włoski faszyzm był przede wszystkim pragmatyzmem prowadzonym przez instynkt polityczny Mussoliniego, który wielokrotnie uległ zmianie, dostosowując się do praktyki. Pewne jest to, że na początku faszyzmu większość hierarchów była wtajemniczona, prawie wszyscy, którzy zagłosowali przeciwko Duce w 1943 roku na wielkiej radzie faszystowskiej byli również masonami, ale również niektórzy z tych, którzy pozostali po jego stronie we Włoskiej Republice Socjalnej. Ale prawdą jest też, że faszyzm zdelegalizował wszystkie tajne stowarzyszenia, przez co za Mussoliniego masoneria praktycznie zniknęła z kraju i odzyskała prawo do bytu dopiero gdy amerykańscy i angielscy Alianci wylądowali we Włoszech. Prawdą jest także to, że ci, którzy przed wojną podjęli próbę zamordowania Mussoliniego wywodzili się z teozofii i byli więc związani z masonerią. Sprawy są więc skomplikowane. Pisałem o tym w „Sodalitium” w artykule o postaci bardzo lubianej w środowiskach faszystowskich, o wielkim poecie Ezrze Pound3, który wywodził się ze środowiska angielskiego bardzo skłaniającego się ku teozofii.

Nie ma żadnych wątpliwości, że u swych źródeł faszyzm był bliski zasadom przewodzącym Risorgimento. Prawdą jest też, że za tego ustroju niektórzy myśleli, że rząd Mussoliniego doprowadzi do zwycięstwa ezoteryzmu, na przykład grupa Evoli i Reghiniego, ale nie tylko oni, grupa d’Annunzio również. Ten prąd pragnął, aby faszyzm stanowił ciąg dalszy ruchu Risorgimento w kierunku wyraźnie ezoterycznym. Ale zawiódł się w chwili konkordatu. Natomiast inne prądy myślały, że faszyzm, pomimo swych braków doktrynalnych, mógł, krok po kroku, z punktu widzenia bardziej praktycznego niż spekulatywnego, stanowić remedium na włoską rewolucję i w tym celu działali, na przykład x. prał. Benigni, założyciel Sapiniery4, który sprzeciwiał się zasadom ruchu faszystowskiego, ale który czynnie współpracował z rządem, a to w celu doprowadzenia go do stanowiska katolickiego. Wszyscy więc starali się przeciągnąć rząd na swoją stronę.

R.: Jak odpowie Xiądz tym, którzy czynią rozróżnienie między dobrą i złą masonerią, masonerią białą, monarchistyczną, rojalistyczną i tradycjonalistyczną, która miałaby być prawa, a masonerią czerwoną, ateistyczną, rewolucyjną, którą należałoby odrzucić?

X.F.R.: Odpowiem, że masoneria pracowała nad ścięciem króla! Rzecz jasna prawdą jest, że byli monarchiści, którzy byli masonami, a nawet wrogami Rewolucji francuskiej. Mieli rację będąc przeciwko Rewolucji, ale mylili się co do poddania się wpływowi masońskiego ezoteryzmowu, myślę przede wszystkim o takim Józefie de Maistrze.

Kościół nie czyni rozróżnienia na masonerię angielską i masonerię francuską, na masonerię prawicową i masonerię lewicową. Wszystkie masonerie stawiają się po stronie pewnej tradycji, jest to oczywiście ich tradycja, która nie jest naszą! Są pewne zasady wspólne dla wszelkiej masonerii. Wznowiliśmy wydanie książki Artura Preussa Esej o masonerii amerykańskiej. Celem autora było pokazanie, że masoneria anglosaska podziela te same zasady, co masoneria łacińska, ten sam zaciekły sprzeciw wobec Kościoła. Iluzją jest wierzyć w jakąś masonerię szanującą religię. Trzeba więc walczyć z wszelką masonerią, i z wszelkim ezoteryzmem, nawet jeśli podzielają go ludzie, którzy nie są wtajemniczeni w loży.

R.: Jak można krótko zdefiniować zasady masonerii?

X.F.R.: Trudno jest w kilku słowach oddać całościowy obraz masonerii. Mamy najpierw do czynienia z oficjalną doktryną, którą masoneria ogłasza dla innych, którą znamy i która przewodzi w rządach naszych krajów: wolność, równość, braterstwo, wolność religijna, laicyzm, tolerancja, niedyskryminacja. To jest to, co wszyscy podzielają. Wszyscy piją to z mlekiem matki, jest to powietrze, którym oddychamy. Ale jest też i zwłaszcza doktryna ezoteryczna, która jest prawdziwą myślą masońską. Papież Leon XIII w encyklice Humanum genus wyjaśnia, że istotnym punktem masonerii jest naturalizm, adogmatyzm. Nic nie przewyższa natury, nawet Bóg, który jest tożsamy z naturą, nawet jeśli istnieje (w co nie wszystkie loże wierzą). Wszystko, co jest objawione, świat łaski, Objawienie, boska transcendencja, dogmaty wiary, jest nie do przyjęcia w masonerii.

Trzeba dobrze zrozumieć, że w masonerii istnieją dwa aspekty, które należy odróżnić. Aspekt racjonalistyczny i aspekt magiczny, który nie sprzeciwia się pierwszemu, ale go uzupełnia. Można zaobserwować negację prawdziwej religii, ale jako że neguje się ją w sposób racjonalistyczny, zastępuje się ją misteriami masońskimi, które są nowym wydaniem dawnych herezyj pogańskiej gnozy i żydowskiej kabały, które mają mniej więcej te same zasady. Misteria pogaństwa zjednoczone z kierunkiem alchemii różokrzyżowców, hermetyzmu, neoplatonizmu, oto filozofia i religia masońskie, które prowadzą do kultu Węża. Nie jest zaskakujące, że wśród ludzi tradycji masońskiej wywyższa się Kaina, pewien wątek z pewnością tradycyjny, ale demoniczny. Gdy włoski poeta Carducci pisał swój Hymn do Szatana, pokazał oba te aspekty masonerii: racjonalistyczny naturalizm, Szatan jest symbolem negacji Boga w postępie ludzkim, i jednocześnie tendencję demoniczną, magiczną i satanistyczną.

R.: Co myśleć o rozróżnieniach między masonerią materialistyczną a masonerią spirytualistyczną?

X.F.R.: To jest ta sama masoneria, są to dwa oblicza tego samego medalu. Mason materialista jest zawsze ezoterykiem. Bez ezoteryzmu, bez symbolizmu, bez tajemnicy, nie ma masonerii. A jednocześnie mason ezoteryk roszczący sobie związki ze starożytnymi tradycjami wszystkich religij jest w ostateczności materialistą. Jaka jest bowiem ta tradycja, jakie są te misteria, jakie jest to bóstwo, o którym mówią? Są niczym. Materializm i spirytualizm nie są więc dwoma rzeczami, które w masonerii są sobie przeciwne. U niektórych to prostacko materialistyczny aspekt bierze górę, u innych to aspekt religijno-symboliczny. Ale w rzeczywistości oba się schodzą w jednej doktrynie.

R.: Xiędza trzeci wykład o masonerii, modernizmie i tradycjonalizmie wydaje się być polemiczny. Co ma zamiar Xiądz wykazać w tej ostatniej prelekcji?

X.F.R.: Jest to faktycznie najmniej intelektualna część konferencji, ta, która jest najbardziej podatna na polemikę. Postaram się wykazać związki między modernizmem a okultyzmem, modernizmem i myślą masońską. W modernizmie zarówno jak w masonerii istnieją dwa oblicza, aspekt naturalistyczny i aspekt (fałszywie) mistyczny: modernista filozof, historyk, polityk jest racjonalistą i agnostykiem. Ale jednocześnie twierdzi, że jest wierzący, choć nim nie jest. Doktryna modernistyczna i doktryna masońska schodzą się w tym samym miejscu.

Jeszcze bardziej zaskakująca jest sprawa tradycjonalizmu. Rozumiemy przez to słowo nie tradycjonalizm XIX wieku, który, będąc filozofią Restauracji, a z Lamennais niestety także liberalizmu, jest przodkiem zarówno modernizmu, jak i guenonizmu, ale tradycjonalizm nowożytny, ten, który sprzeciwia się Soborowi Watykańskiemu II i do którego i my należymy. Nawet do „naszych” środowisk przenikają czy to idee, czy to pewne osoby rozwijające atmosferę ezoteryczną. Istnieje kilka konkretnych przypadków, którym należy się przyjrzeć. To jest to, czego się podejmę w tym wykładzie. Nawet u tych, którzy nie mają znajomości czy nie podzielają idei ezoterycznych, niektórzy, w grupach tradycjonalistycznych, używają masońskich metod, aby osiągnąć swe cele. To wszystko trzeba wydobyć na światło dzienne. Jest to więc temat do dyskusji, aby się ustrzec przed pewnymi problemami.

To wszystko oczywiście, trzeba to stwierdzić bez popadania w pułapkę dość niestety częstą u tych, którzy słusznie walczą z masonerią, to jest, robiąc to bez dostatecznie krytycznego umysłu, bez oparcia w dokumentach, bez niezbitych dowodów, bez pogłębionej formacji. W antymasonizmie jest pewna strona poważna i nawet nieodzowna, ale są też dzieła, autorzy, strony internetowe mniej poważne i wiarygodne. Podobnie, są tacy, którzy strzegą się przed infiltracjami masońskimi, ja do nich należę, i ci, którzy uważają, że wszyscy, którzy nie myślą jak oni sami są masonami. Co jest śmieszne i możne niesłusznie dyskredytować całą antymasońską szkołę.

R.: Czy poruszy Xiądz w swych wykładach sprawę żydomasonerii?

X.F.R.: Jest to sprawa naprawdę ważna. Pomówimy o tym w pierwszym wykładzie, bowiem u źródeł masonerii niezaprzeczalnie obecna jest myśl kabały. Nie tylko zresztą w masonerii, ale we wszystkich rodzajach ezoteryzmu. Poruszymy także tę sprawę w drugiej prelekcji, bowiem ważną częścią doktryny masońskiej nie jest w istocie nic innego, jak kabalizm. Ale nie będzie wykładu wyłącznie poświęconego właśnie żydomasonerii. Ten temat zasługuje sam w sobie na nowe sympozjum. Być może w innym roku!

Wypowiedzi zebrane przez Hieronima Burbona.

Rozmowa ta pojawiła się na stronach 8 i 9 numeru 3305 pisma „Rivarol” z dnia 15 listopada 2017. Numer ten można dostać w kioskach, przez internet czy drogą pocztową: Editions des Tuileries, 19 avenue d’Italie, 75013 Paryż, Francja.

Z języka francuskiego tłumaczył Pelagiusz z Asturii. Źródło: komunikat Instytutu Matki Dobrej Rady drogą poczty elektronicznej. Wywiad dostępny jest także na stronie Instytutu. Przypisy Pelagiusza:

1) Fr. „sédévacantiste complet”, sedewakantysta całkowity. X. Klaudiusz Barthe przyjmował przez kilka lat stanowisko sedewakantystyczne, wedle którego okupanci Watykanu najpóźniej od 1965 roku ze względu na herezję osobistą nie są katolickimi Papieżami. Różni się to stanowisko od sedewakantyzmu w formie tezy z Cassiciacum, która argumentuje inaczej, ale również stwierdza brak władzy papieskiej u modernistycznych okupantów Watykanu. Dla odróżnienia od tego drugiego, pierwsze bywa nazywane sedewakantyzmem całkowitym, prostym (simpliciter), totalnym. Oba stanowiska, które formalnie się zgadzają (stąd i przyjmujący je duchowni często współpracują), opisuję w tekście „Katolicka odpowiedź na kryzys w Kościele”. Szerzej natomiast omawiam samą tezę tutaj.

2) Fr. „entrisme” – metoda stosowana m.in. przez masonerię i z nią to słowo w języku francuskim często się kojarzy.

3) Artykuł ten pojawił się w numerze 67 włoskojęzycznego wydania pisma „Sodalitium” z grudnia 2015 i jest również dostępny na stronie instytutu, oraz w numerze 66 francuskojęzycznego wydania tegoż pismaze stycznia 2016. Nie dziwi mnie więc zupełnie, w związku z poważnymi brakami doktrynalnymi m.in. organizacji „Trzecia Droga”, że na stronie tejże organizacji można znaleźć tekst właśnie Ezry Pound. Dla nieukształtowanego na zdrowych zasadach umysłu wielkim niebezpieczeństwem jest powoływanie się na myślicieli z tego nurtu o podłożu gnostyckim, ezoterycznym, teozoficznym czy po prostu masońskim. A polskie środowiska „prawicowe”, „narodowe”, tym bardziej „konserwatywne” często powołują się bezkrytycznie na takich myślicieli…

4) O x. prałacie Hubercie Benignim oraz założonej przez niego, z poparciem św. Piusa X, organizacji „La Sapinière”, inaczej „Sodalitium pianum” można przeczytać w Encyklopedii „Białych plam”, pod hasłem „Integryzm” (ale Benigni nie był arcybiskupem) oraz w wywiadzie z x. Franciszkiem Ricossą z początku tego roku. Zarówno pismo „Sodalitium” jak i Instytut Matki Dobrej Rady biorą sobie od początku swego istnienia za wzrór katolików integralnych oraz Sodalitium Pianum x. Benigniego.

Za: https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2017/11/19/ricossa-rivarol-masoneria/#more-6602

Data publikacji: 19.11.2017

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.