Najnowsze

Opublikowano Marzec 5, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Józef Kuraś ps „Ogień” – „Wyklęty” wśród „Niezłomnych”

Za: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=8405&Itemid=56

Data publikacji: 4.03.2013

Mirosław Kokoszkiewicz

kur1

 

Dopiero trzeci raz obchodzimy dzień 1 marca, jako Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Już sam fakt, że trzeba była na to czekać 22 lata od tak zwanego odzyskania niepodległości w 1989 roku mówi nam, czym jest III RP oraz jej „elity”.

Szczerze muszę przyznać, że wolałbym, aby w nazwie święta zamiast słowa „Wyklęci” był przymiotnik „Niezłomni”, ale przypadek, który chciałem dzisiaj przypomnieć i przybliżyć Czytelnikom, chyba jak żaden inny pasuje do tego nielubianego przeze mnie określenia, „Wyklęty”.

Mam tu na myśli Józefa Kurasia ps „Orzeł”, „Ogień”, który uważany był za „zwykłego bandytę” tak przez niemieckiego okupanta i Słowaków jak i po wojnie przez komunistów, dla których każdy, kto występował z bronią przeciwko władzy ludowej, czyli UB, NKWD i KBW tym mianem z automatu był określany.

Co najbardziej zdumiewające, także dzisiaj w III RP, szczególnie dla postkomuchów i środowiska Gazety Wyborczej, Józef Kuraś tym bandytą pozostał i co dla osób mniej zorientowanych jest bardzo zaskakujące, nie brakuje na Podhalu i Słowacji do dziś ludzi, którzy w pluciu na naszego bohatera narodowego chętnie uczestniczą.

Właśnie to ochocze wsparcie w kłamliwym opluwaniu Józefa Kurasia stało się paliwem do rozpowszechniania pseudo-historycznych paszkwili i fałszywek na jego temat przez wymienione przeze mnie środowiska.

Bardzo obszernie historię „Ognia”  opisała na łamach Warszawskiej Gazety, Aldona Zaorska w artykule „Walczyliśmy o Orła, teraz o koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor” z marca 2011 roku, lecz warto wrócić do tej heroicznej postaci, nieco w innym wymiarze, zwłaszcza, że 22 lutego minęła 66 rocznica jego śmierci.

Józef Kuraś był jednym z najskuteczniejszych dowódców polskiego podziemia antykomunistycznego i już w latach okupacji dał się Niemcom tak mocno we znaki, że ci w zemście oraz przy współpracy miejscowych kolaborantów zamordowali mu ojca, żonę i 2,5 rocznego synka, a także spalili jego domostwo.

To wtedy pseudonim „Orzeł”, zastąpiony został  „Ogniem”.

Jego zgrupowanie tylko w latach 1945-47 zlikwidowało w walkach, potyczkach i zasadzkach ponad 60 funkcjonariuszy UB, ponad 40 milicjantów oraz 27 funkcjonariuszy NKWD. Rozbroili i rozbili dziesiątki posterunków MO, siedzib UB, w tym niektóre wielokrotnie, zaś najbardziej spektakularną akcją było zdobycie i opanowanie dnia 18 sierpnia 1946 wraz ze swymi żołnierzami więzienia św. Michała w Krakowie, w której to akcji uwolniono kilkudziesięciu więźniów – żołnierzy AK, WiN, NSZ.

21 lutego 1947 „Ogień” wraz z niewielką  grupką podkomendnych został osaczony przez grupę operacyjną  KBW w Ostrowsku koło Nowego Targu. Po niezwykle zaciętej walce i próbie przebicia się z okrążenia próbował popełnić samobójstwo na strychu jednej z wiejskich chałup. Mimo ciężkiej rany jeszcze raz spróbował ucieczki. Zmarł w nowotarskim szpitalu tuż po północy 22 lutego 1947 roku.

Zajmijmy się teraz tworzoną tak przez komunistów w PRL, jak i tak zwane „elity” III RP „czarną legendą” Józefa Kurasia, „Ognia” i wyjaśnijmy raz na zawsze skąd wzięli się ci wszyscy mieszkańcy Podhala i Słowacji, którzy gotowi są na jego temat produkować te wszystkie haniebne kłamstwa, które sprytnie i cyniczne podchwytuje dzisiaj Czerska wraz z komuchami.

Tu kłania się nam dzisiaj z premedytacją zaniedbana edukacja historyczna Polaków.

Otóż owszem mówi się  o Józefie Kurasiu, że uczestniczył on w przegranej kampanii wrześniowej, ale już mało kto wie, że oprócz niemieckiego najeźdźcy, i sowietów wbijających nam nóż w plecy, od południa całym swoim potencjałem zaatakowali nas właśnie Słowacy. To ich, jako wrogów ujrzał Kuraś, żołnierz 1-go pułku Strzelców Podhalańskich broniąc naszej granicy na Spiszu i Orawie. To właśnie Słowacy, a nie Niemcy urządzili sobie w Zakopanem defiladę zwycięstwa.

Dopiero na tym tle pojąc możemy podłe i cyniczne zabiegi „naszych rodzimych” wrogów legendy „Ognia” powołujących się na „biednych”  i „prześladowanych” przez „Ognia” Słowaków.

Aby wyjaśnić widoczną i dzisiaj niechęć części mieszkańców Podhala do „Ognia” musimy przejść do bardzo wstydliwego i mało znanego epizodu naszej historii.

Zawsze, jako Polacy szczyciliśmy się tym, że w latach okupacji nie zhańbiliśmy się wydaniem na świat jakiegoś nadwiślańskiego Quislinga. Niestety, nie jest to do końca prawda.

To właśnie na Podhalu doszło do największej masowej kolaboracji w okupowanej Polsce.

Już 7 listopada 1939 roku wjeżdżającego z wielką pompą do udekorowanego swastykami Krakowa, Hansa Franka, witał znany na Podhalu działacz ludowy, Wacław Krzeptowski w otoczeniu uroczyście wystrojonych górali.

Wiernopoddańcze przemówienie Krzeptowskiego przeszło do historii, jako „Hołd Krakowski”. Już pięć dni później przybyłego do Zakopanego Hansa Franka Krzeptowski i jego zwolennicy witali pod udekorowaną symbolami hitlerowskimi bramą Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Tak oto narodziła się na Podhalu idea Goralenvolk oraz rozpoczęto pisanie historii zdrady.

Dzisiaj ocenia się,  że niemieckie kenkarty dobrowolnie wzięło, czyli przynależność niemiecką zadeklarowało około 20 procent mieszkańców Podhala, co daje w przybliżeniu 30 tysięcy osób. Kolaboracyjny Komitet Góralski, swego rodzaju samorząd wraz ze współpracownikami i donosicielami to kilkaset osób najaktywniej zaangażowanych w kolaborację z okupantem niemieckim.

Historia Goralenvolk i masowej kolaboracji na Podhalu to temat na obszerny oddzielny artykuł. My musimy wrócić jednak do Józefa Kurasia, „Ognia.”

Otóż jeszcze pod pseudonimem „Orzeł”, działając w Konfederacji Tatrzańskiej zwalczał on zaciekle rodzimych zdrajców z goralenvolk, za co ci z kolej pomogli Niemcom w opisywanym wcześniej przeze mnie mordzie dokonanym na jego ojcu, żonie i  maleńkim dziecku.

Wstydliwa historia kolaboracji na Podhalu przestaje być powoli tematem tabu, a niechęć wielu rodzin czy wręcz całych rodów góralskich do „Ognia” nie wynika bynajmniej z „terroru i strachu”, jaki siał w okolicznych wioskach i miasteczkach, ale ze zwykłego palącego ich do dziś wstydu.

Żywa jest na Podhalu pamięć o góralach i góralkach, którzy za przynależność do Goralenvolk otrzymali od żołnierzy Kurasia publicznie karę w postaci chłosty wykonywanej wyciorami od karabinów na gołe tyłki bez oglądania się na płeć.

Ból szybko minął, ale wstyd i hańba trwają  do dzisiaj i towarzyszą kolejnym pokoleniom, co ułatwia twórcom „czarnej legendy” o „Ogniu” pozyskiwać kolejnych świadków jego „bandytyzmu” i „antysemityzmu”.

Józef Kuraś niemal dokładnie o dwa lata przeżył  kolaboranta, Wacława Krzeptowskiego. Ukrywającego się w szałasie na Polanie na Stołach, zdrajcę pojmał oddział Armii Krajowej „Kurniawa” i po odczytaniu mu wyroku, powiesił dnia 20 stycznia 1945 roku. Przy powieszonym odnaleziono list o treści:

„Ja niżej podpisany Wacław Krzeptowski urodzony 1897 roku dnia 24 czerwca w Kościeliskach przekazuję cały swój nieruchomy i ruchomy majątek uwidoczniony w księgach hipotecznych w Zakopanem na rzecz oddziału partyzanckiego Kurniawa grupy Chełm AK z własnej nieprzymuszonej woli, jako jedyne zadośćuczynienie dla narodu polskiego za błędy i winy popełnione przeze mnie wobec polskiej ludności Podhala w okresie okupacji niemieckiej od roku 1939 do 1945. Kościelisko, 20 stycznia 1945, 22.30”

Artykuł opublikowany w ogólnopolskim tygodniku Warszawska Gazeta

Polecam moją nową  książkę, „Polacy, już czas” ozdobioną rysunkami Arkadiusza „Gaspara” Gacparskiego, jak i poprzednią, „Jak zabijano Polskę”.

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul.Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900

———————————————

 

Komentowanie zamknięte.