Najnowsze

Opublikowano Marzec 12, 2012 Przez a303 W Felietony, Polska

Józef Ignacy Kraszewski. Sprawa Polska + polemika wMordechaja

Ten materiał powinien przeczytać każdy. Admin

(X.X.: Listy Pustelnika. XI. „Tydzień Polityczny, Naukowy, Literacki i Artystyczny”, Drezno 1870, nr 49)

Pisano tyle o sprawie polskiej, iż wszystkie na nią poglądy zdają się wyczerpane. W istocie tak może nie jest; uporczywie trzymali się piszący o niej wszyscy jednego stanowiska, poglądali na nią niezmiennie z jednej prawie strony. Nic też nowego w niej dopatrzeć się nie mogli. Była to zawsze sprawa małoletnich, którą się ktoś opiekować raczył, w której liczono jedynie na jakiegoś starego lub nowo stworzonego opiekuna. Przebieżmy tylko pamięcią dzieje i kombinacje nasze polityczne od stu lat, a nawet więcej; wyjątkowo tylko występuje w nich polska sprawa samoistnie, zresztą jest zawsze ciągnięta przez kogoś, za kimś, w czyimś interesie, jak gdyby własnych sił ani praw nie miała.

Już za panowania dwóch ostatnich królów saskiej dynastii wpływ i gospodarstwo w niej rosyjskie rozpościera się coraz szerzej. Myśl podziału i rozerwania, która za Jana Kazimierza urosła, której spełnienie Jan Kazimierz przepowiedział dziwnym jasnowidzeniem, coraz dobitniej występuje. Rzeczpospolita głosi jeszcze swą niepodległość za Sasów, ale już jej nie ma. Wojska saskie i rosyjskie gospodarują w niej, jak chcą. Przy elekcji Stanisława Augusta wychodzi na jaw przewaga rosyjska, która narzuca wybór króla.

W czasie konfederacji barskiej Polska nie tyle liczy na siebie, co na Francję i Turcję; król i jego stronnictwo opierają się na Rosji. Sejm Czteroletni rachuje na Anglię i na Prusy. Konfederacja targowicka powraca pod opiekę Moskwy. Sam nawet Kościuszko, który jeden ważył się liczyć na siły narodu i na lud, ogląda się na Francję i próbuje zyskać jej poparcie.

Od ostatniego rozbioru rachuby na samych rozbiorców i na postronne mocarstwa nie ustają, zmieniają się tylko systemy i poglądy. Polska instynktowo czuje się tak słabą, iż sama przez się myśleć o sobie nie umie. Przez cały ciąg panowania Napoleona I oczy są zwrócone ku Francji, chociaż dzieje Legionów przekonać były powinny, iż naszymi sympatiami posługiwać się umiano, odpowiedzieć im nigdy. Ze wskrzeszeniem królestwa Staszic i inni wierzą w Rosję i ufają, że ona Polskę przywróci. Wspaniałomyślność Aleksandra I brzmi dosyć długo i przebrzmiewa bez owocu.

Rewolucja 1830 roku odwołuje się znowu do Francji odrodzonej rewolucją, do liberalnych idei Europy. Tysiąc razy zawiedziona Polska nie przestaje obracać oczów zawsze ku jakiemuś słońcu, którego chce być księżycem. Następują najrozmaitsze, fantastyczne kombinacje nadziei niewyczerpanych; jedni upierają się wierzyć w Rosję, drudzy rwą się do Słowiańszczyzny i sojuszu z ludami bratnimi, inni budują na Austrii, inni na nowym cesarstwie napoleońskim, na Anglii, na Turcji, na Prusach.

Wszystkie te polityki in partibus mają swych gorących zwolenników. W czasie wojny krymskiej Polska drżąca chciałaby potargać kajdany, Napoleon z Paryża powiada jej nakazująco, że nie czas. W roku 1863 książę Napoleon pyta znowu Polaków, czemu w czasie wojny krymskiej nie powstali. Napoleońskie szalbierstwo staje za Polską dla popularności, a potajemnymi depeszami zapewnia Rosję, że palcem nie ruszy. W przededniu 1863 r. policja cesarska papiery uwięzionych Polaków udziela ambasadzie rosyjskiej, która do procesu przesyła je rządowi pruskiemu.

W roku 1863 cesarz Napoleon gra rolę podwójną, wysłańcom polskim trzymać się każe, notami popiera wrzekomo sprawę polską, a w Petersburgu upewnia, iż znowu nikt dla niej palcem nie ruszy. Nareszcie w owej sławnej mowie, która zdaje się zapowiadać wojnę, obala Napoleon III traktaty wiedeńskie, ażeby w imię ich upominać się nie mógł nawet o prawa Polski Kongresowej. Nic bardziej na rękę nie mogło być Rosjanom, i choć pozornie się gniewali, mogli po cichu podziękować za tę przyjacielską usługę.

Od roku 1863 nasłuchaliśmy się i napatrzyli najrozmaitszych systemów zbawienia Polski, głównie jednak idea oparcia się na Austrii panowała.

Hr. Bismarck oświadczył się także z ochotą stworzenia Polski neutralnej, która by między Rosją a Niemcami stanowiła rodzaj poduszki i nie dopuszczała im tłuc się o siebie. Z Francji od czasu do czasu zalatywały obietnice upomnienia się, kongresu, podniesienia sprawy naszej. Od r. 1864 mieliśmy w obiegu idee najrozmaitsze, szukanie przymierza ze Słowianami, oddania Polski i jej losów Austrii, zaufania Niemcom, którzy muszą i powinni wskrzesić rodzaj Polski dla swego bezpieczeństwa, przejednania z Rosją, nie licząc przymierza z rewolucją europejską, z socjalizmem moskiewskim i ultrakonserwatorami a ultramontanami całego świata. Nie wiem, czy w tym pobieżnym wyliczeniu nie zapomnieliśmy jeszcze o czym, tak wiele różnych, zawsze na kimś i na czymś opartych systemów zajmowało umysły, a kraj ostatecznie dzieliło.

O jednej rzeczy wszakże, zdaje się, że zapomnieliśmy zupełnie, to jest o obliczeniu się z siłami własnymi i o wytworzeniu ich z siebie i w sobie. Zdaje się, że pora by była na ostatek pomyśleć o tym, zwłaszcza gdy inne rachuby mylnymi i do niczego nie prowadzącymi się okazały.

Naród dwudziestokilkomilionowy, mający przeszłość, tradycje, indywidualność odrębną, mógłby, zaprawdę, inaczej sobie postąpić. Należałoby mu obrachować materiał własny i pracować nad jego zwiększeniem i uporządkowaniem. Polityka nasza winna by się ograniczyć do wewnętrznego trudu około wytworzenia sił i skupienia. Sprzymierzeńców innych nad samych siebie możemy nie potrzebować i nie rachować na nich. Przyjdą oni sami, gdy się staniemy potęgą, z którą rachować się będą musieli.

Co stanowi słabość naszą? Rozerwanie, rozbicie, dezorganizacja, nie tylko prowincji, ale samego społeczeństwa; zjednoczenie się, porozumienie, pochód w oznaczonym kierunku stały i logiczny, uprzątnienie nieszczęsnych kwestii społecznych — dałyby nam znaczenie, któreśmy postradali.

Nic dla nas szkodliwszego nad pokusy rewolucyjne; rewolucje i socjalizmy nas nie zbawią, cofanie się i reakcja, ciemnota i fanatyzm na nic też się nie zdadzą! Byłaby chyba ostatnim na śmierć pomazaniem. Naszym zadaniem praca organiczna, ale szeroko i rozumnie pojęta, zdążanie ku jedności, wyrobieniu stanu pomyślnego we wszystkich warstwach społeczeństwa.

Sprzymierzeńcem naszym najpewniejszym jest lud, który, jeśli nie stworzyć, to oświecić, wykształcić, spotęgować, połączyć potrzeba, sprzymierzeńcem jest klasa średnia, wyrabiająca się i niemnoga jeszcze, siłą naszą jest jedność własna, odzyskanie straconych awulsów, jak mówiono w starej rzeczypospolitej, Szląska, Kaszubów, Prus itp.

Polityka więc nasza powinna by się zasadzać głównie na restauracji społeczeństwa polskiego, na zużytkowaniu samych siebie. Jest to z natury swej praca długa, wymagająca czasu i cierpliwości, lecz opłacająca się rezultatem tak niechybnym, iż z matematyczną ścisłością rachować nań by było można. Jesteśmy li do niej zdolni? To pytanie. Warto by wszakże lub zdolność tę starać się wyrobić, lub, jeśliśmy jej na wieki pozbawieni, wyrzec się już mrzonek wszelkich.

Naród, który chce żyć, żyć musi, abdykacja jest samobójstwem; nie znajdujemy powodu, dla którego byśmy wyrzekać się mieli przyszłości. Potrzeba nam tylko określić ściśle, co czynić mamy i viribus unitis dążyć do celu. Na to spisków, potajemnych organizacji nie trzeba wcale, szkodziłyby one więcej, niż posiłkowały. Owszem, to, co nam pozostaje do czynienia, jawnie, prawnie i głośno robić się powinno. Nie wątpiemy, iż stawiać nam będą przeszkody, że na tej drodze do życia wiele będzie do zwalczenia, lecz wszystko zdobywać się musi.

Jeśli zakres prawny naszego działania uszczuplony zostanie, ograniczym się chwilowo jego rozmiarem, usiłując go powiększyć.Do roboty jest i będzie zawsze wiele: jednostka, rodzina, gmina, szkoła, gospodarstwo rolne, handel, przemysł, sztuka, literatura, język zużytkują działalność naszą.

Nikt nie zaprzeczy, że Żydzi mogą służyć za przykład narodu rozproszonego, pokrzywdzonego, pozbawionego praw, a nawet ziemi, uciśnionego ostatecznie, który przez parę tysięcy lat dorobił się w Europie takiego stanowiska, iż dziś właściwie wszystko jest w ich ręku. Nikt nie zaprzeczy, że oni panują teraz swym dawnym ciemiężcom. Majątek państw, dziennikarstwo, przedsiębiorstwa, handel, koleje, wszystko dziś posiedli. Tę zdobycz winni oni pracy organicznej lat dwóch tysięcy.

Nasze położenie jest punktem wyjścia stokroć korzystniejszym, czas, idee, prawa (jakie jeszcze pozostały) sprzyjają nam.

Żydzi, o ile możności, nie zajmowali się nigdy polityką, pracowali dla siebie i przyszłości, nie drażnili nikogo, nie wiązali się też bezpowrotnie z niczym i z nikim, korzystali ze wszystkiego. Była to polityka egoizmu, myśmy zawsze praktykowali politykę ofiar, dla nas bezużytecznych.

Niech Bóg uchowa, byśmy namawiali na zaparcie się zasad, idei i tradycji, byśmy żądali po narodzie egoizmu izraelskiego, ale mamy prawo wymagać po nim pojęcia potrzeby idei zachowawczej i własnych interesów.

Polska, stworzona przez kogoś dla interesu jego, będzie sługą cudzej idei i niesamoistnym narzędziem, ta, o jakiej my marzemy, bo do niej mamy prawo, zrodzi się z konieczności, z uzyskanego prawa do bytu.

Gdybyśmy, zamiast robić rewolucje bezsilne i demonstracje, okupione ogromem ofiar, trwale byli umieli pracować nad wyrobieniem sił i skupieniem narodu od r. 1772, już byśmy do dziś dnia odzyskać byli mogli byt niezależny. Rozterki wewnętrzne i rzucanie się na wsze strony a ufanie lada komu osłabiło nas. Jeszcze czas się poprawić dzisiaj. Jutro? Jutro być może za późno!!

Pracujmy więc wszyscy, w warunkach, jakie mamy, poświęćmy osobiste widoki i systemy, zapomnijmy nawet na chwilę polityki… a osiągniemy tym najwyższy cel polityczny. Siły! Siły a siły wyrabiać potrzeba, wiarę, język i narodowość zachować skrzętnie, a reszta przyjdzie sama.

*Podkreślenia w tekście moje.

W związku z licznymi głosami pesymizmu i czarnowidztwa, wieszczenia ostatecznego upadku, spadania w przepaść, itd., pozwalam sobie nieśmiało zabrać głos na marginesie artykułu, który napisał dawno temu Józef Kraszewski.

Moim skromnym zdaniem, jest to jeden z najbardziej przenikliwych tekstów, jakie udało mi się przeczytać w kwestii, którą dyskutujemy na forum, jako „Sprawę Polską”. Chciałbym szczególnie odnieść się do kształtowania się naszej postawy w wyniku studiowania problemów omawianych na tej stronie i własnych obserwacji dość nieciekawej rzeczywistości.

Jeden z czytelników w komentarzu napisał:

„Swiadomosc i wiedza o tym co nas otacza to za malo aby dobro zwyciezylo zlo a prawda klamstwo. Do zwyciestwa potrzebne sa dzialania z wczesniejsza analiza i planem jak zwyciezac !

Czy jest portal polsko jezyczny, ktory daje wytyczne do dzialan i organizuje madrych Polakow ?

Jezeli tak, to prosze o link.

Same informacje to jeszcze nie zwyczestwo,czesto informacja paralizuje ludzi slabych i strachliwych.

Prosze to wziasc pod uwage wlasciciele portali i przewodnicy narodowi.”

Nie uważam się w żadnej mierze za narodowego przewodnika i chociaż wyrażam w gruncie rzeczy podobny pogląd, jak zacytowany przykład, zwracam się jednak skromnie do bogatej spuścizny historycznej naszych przodków. Myśl, że kto nie zna historii, zmuszony jest popełnić te same błędy, jest w omawianej sprawie naprawdę jak znalazł.

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że powyższe uwagi przekazał potomnym Józef Ignacy Kraszewski w jednym z najbardziej tragicznych momentów, jakie dotknęły nasz naród. Dla niezorientowanych czytelników przypomnę, że było to krótko po Powstaniu Styczniowym, w wyniku którego na nasz naród spadły takie klęski, że wydawało się iż dni Polski, Polskości i Polaków zostały ostatecznie policzone.

Esej ten znakomicie punktuje nasze Polskie problemy, ze zrozumieniem których do dzisiaj wciąż w większości mamy kłopot. Mnie osobiście zawarte w nim uwagi, pozwalają dostrzec znaczenie moich własnych codziennych indywidualnych wysiłków w każdej dziedzinie mojego życia.

Ja rozumiem przesłanie Kraszewskiego bardzo osobiście: im lepiej pracuję, tym bardziej służy to mojej Polsce, mimo że ktoś zawsze może ukraść efekty mojej pracy. Im bardziej poświęcam się mojej rodzinie, tym większy wpływ mam no to, że bandycka ideologia rozbijania rodzin, w moim przypadku nie zatriumfuje. Im więcej czasu poświęcę swoim dzieciom, tym mniejszy wpływ na nie będzie mieć pranie mózgu, któremu będą poddane. Im bardziej ograniczę oglądanie telewizji, tym mniejszy wpływ na mnie i moją rodzinę będzie miała wroga nam ideologia. Gdy idę na zakupy, z reguły wybieram Polskie produkty, przy czym jako w miarę świadomy konsument, staram się czytać, jaką trucizną mogę zatruć siebie i rodzinę. Staram się określić niezbędne potrzeby moje i moich bliskich, a wszelkie reklamowanie „czego naprawdę w życiu potrzebuję” uważam za farsę. Jeden raz dawno temu wziąłem w banku kredyt i każda kolejna próba „wciskania mi okazji” kończy się stanowczą odmową.

Nie odmawiam pomocy ludziom, którzy się o nią zwracają i nie odwracam się plecami wobec tych, którzy naprawdę jej potrzebują.

Gdy ktoś głosi ideologię „świata czarno-białego”, neguję ją, gdyż uważam że życie jest odcieniem szarości, więc gdy słyszę, że coś jest tylko „czarne” albo tylko „białe”, z reguły to odrzucam, chyba że mam na to wyraźny dowód.

Odrzucam jakąkolwiek formę kolaboracji z okupantami (wybory, referenda, orkiestry, itp) i nie pozwalam się zaangażować w jakiekolwiek „szczytne idee”, „happeningi” albo rzekomo „altruistyczne przesłania”, chyba że ich organizatorem jest ktoś, kogo dobrze znam i wiem, czemu konkretnie to ma służyć.

Staram się nazywać rzeczy po imieniu, chociaż nie przysparza mi to przyjaciół.

Nade wszystko, choć jestem głupcem, staram się myśleć samodzielnie i nigdy nie pozwolę nikomu myśleć za mnie.

Każdy Polski dom powinien być twierdzą Polskości. Symbolem tego, że tworzymy wspólnotę, jaka skupiona jest wokół tych samych wartości naszej Polskiej cywilizacji. Wtedy mniejszość okupantów nigdy nie podporządkuje sobie większości.

Każdy z nas może spróbować zrobić to samo, a to już będzie ogromny krok w kierunku Wolnej Polski. Trzeba odkrywać i twórczo korzystać z dorobku Wielkich Polaków, ich nauk, tego w jaki sposób oni potrafili zwyciężyć swoich wrogów, będąc w sytuacji zupełnie beznadziejnej. Tylko dlatego, że byli dobrze przygotowani na dzień, gdy mogli sięgnąć po Niepodległość, mogli też ją zdobyć. My również doczekamy się tego dnia. Przede wszystkim nie wolno „dać się zabić”, szkoda każdego z nas.

Można się z tym sposobem widzenia spraw nie zgadzać, jeśli ktoś ma lepszą propozycję, chętnie z niej skorzystam.

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.