Najnowsze

Opublikowano Styczeń 10, 2015 Przez NS W NWO

Japoński Izrael

II rozdział eseju prof. R. Olivera „The Yellow Peril” dotyczy zagadnienia infiltracji Japonii przez międzynarodowych koczowników.

Chabad w Tokyo

Chabad w Tokyo (http://www.chabadjapan.org/indexj.htm)

Japoński izrael to kolejna odsłona ogólnoświatowej infiltracji przez żydowskie NWO. W świetle tego faktu, różnego typu pozorne konflikty między Japonią, a również okupowanymi Chinami, należy analizować wyłącznie w kontekście interesów międzynarodowego żydostwa, kierującego obydwa te narody do tego samego łagru. NWO już jest tu i teraz.

część I pod linkiem: Diaspora

autor: Revilo P. Oliver, prof. literatury klasycznej, University of Illinois

Węgierski pisarz, István Bakony, w swojej broszurze zatytułowanej „Jewish Fifth Column in Japan”, nr 9 w serii małych wydawnictw zbiorowo zatytułowanych „Library of Political Secrets,” opublikowanej po angielsku przez Mexican Unión de Católicos Nacionalistas, uważa że jeśli przyjąć tradycyjną opowieść o żydach w Japonii w roku 471 nie za rodzaj bredni, lecz zapis faktyczny, to ci żydzi zostawili po sobie jakichś następców, a zatem żydowska infiltracja Japonii wtedy się rozpoczęła.

Potem z uwzględnieniem wszystkich przyczyn praktycznych, przywlekli się żydzi zakamuflowani jako Europejczycy, gdy Japonia wznowiła stosunki z Zachodem w drugiej połowie XIX wieku oraz ponownie po klęsce Japonii w 1945 r. Chociaż wielu z tych intruzów powchodziło w związki małżeńskie z Japończykami, ogólna liczba żydów oraz mieszańców w Japonii jest zbyt mała, aby pozwolić im na skuteczną dywersję oraz dewastację tego narodu metodami, jakich żydzi tak skutecznie użyli przeciw Europie i USA, tak przynajmniej uważa Bakony.

Bakony jednak przyznaje, że jajeczka żydowskie umieszczone w japońskim gnieździe stanowią zagrożenie dla narodowej przyszłości tego kraju. Odnosi się on tutaj do władz japońskich, które potwierdzają, że “wraz z zawieraniem małżeństw mieszanych z żydowskimi imigrantami (obu płci) od XIX wieku i później, z japońskimi partnerami, liczba ludzi w kraju o pochodzeniu japońsko-żydowskim zaczęła ustawicznie wzrastać. Używają oni zwyczajnych nazwisk japońskich; przyjęli japońskie zwyczaje, a nawet główne wierzenia religijne Japonii, jak Shintoizm i Buddyzm; posiedli takie cechy rasowe i fizjonomiczne, że trudno jest odróżnić ich od innych Japończyków – a wszystko to czyni tę infiltrację szczególnie niebezpieczną dla przyszłości Japonii”.

W pracy „Populizm i Elityzm” wspomniałem mimochodem (str.62, n. 40) o ogromnym sukcesie żydów w zanieczyszczeniu krwi brytyjskiej klasy wyższej i roli, jaką to odegrało w przygotowaniu zniszczenia Wielkiej Brytanii.

ed46ff184fa151ac260e73e23a76205c_original

żydowski wynalazek genetyczny

W Japonii, robota z „podmianką” genetyczną jest nawet łatwiejsza, gdyż żydzi nie są Białą rasą, i choć mogą oni dostać się do tego kraju pod pozorem amerykańskich biznesmenów lub członków amerykańskiej armii okupacyjnej, nie mają skrupułów w zapewnianiu Japończyków co do swej nienawiści wobec Białej rasy, jaka tak dotkliwie ugodziła Japonię: oni są „bratnimi duszami Orientu” z rasową wrogością do barbarzyńskich Aryjczyków, którzy od zawsze ich „prześladują”. A zatem w Japonii przebiegli najeźdźcy mogą apelować do narodowego patriotyzmu, podczas gdy w Anglii podczas najazdu apelowali do anglosaskiego poczucia chciwości oraz chrześcijańskich przesądów.

Z tego powodu, Bakony mówi, że żydzi opierają się na bzdurach o „Zaginionych Plemionach”, aby wprowadzić w błąd Japończyków i osłabić społeczeństwo do tego stopnia, żeby „ziemia judaizmu, jaka jest oznaczona, została podbita i kontrolowana za wszelką cenę”.

Dlatego żydzi propagują oszustwo, jakie możemy nazwać “japońskim Izraelem” przez analogię z groteskową fikcją, jaka doprowadziła do odurzenia Anglosasów. Bakony nawet szacuje, że McLeod mógł być czymś więcej niż tylko prostodusznym fantastą, jakim w istocie również wydawał się być.

McLeod i wielu japońskich profesorów, którzy, wg posiadanych przeze mnie informacji, są Japończykami tylko na zewnątrz, a potajemnie żydami od środka, rozpowszechnili te bajeczki [że Japończycy są potomkami Izraelitów i dlatego mają „Tożsamość” na równi z żydowską] w celu upowszechniania po całym kraju religijnego imperializmu, przy pomocy którego żydzi próbują zdobyć kontrolę nad narodem japońskim.

Starania, aby narzucić Japonii żydowskie jarzmo poprzez propagowanie podstępu z „tożsamością” wespół z prozelityzmem przyniosło znaczący sukces.

“Japoński Izrael” jest zwyczajnie tym samym, co “Brytyjski Izrael”, tylko nazwy się pozmieniały. Stare „olśnienie” McLeoda stało się źródłem zupełnego nonsensu. Jego zasadniczą przesłanką była historyjka, jaką sam wytworzył poprzez naleganie na to, że pierwszy cesarz Japonii nazywał się Osee i ustanowił swe rządy w 730 r.p.n.e. i dlatego musiał być ostatnim królem izraelskim, Hosea (Osee wg Septuaginty), który dał nogę do Japonii zanim Assyryjczycy dokonali podboju w 722 r.p.n.e.

Wyrozumiałością graniczącą z głupotą jest zakładać, że McLeod przybył do Japonii z pokaźnym zapasem wielkiego szkockiego trunku. Nie rozumiem, jak mógł on nie wiedzieć, że jeśli nawet wziąć na poważnie legendy zebrane w japoński Kojiki (czego jest dobre naukowo tłumaczenie na angielski prof. B.H. Chamberlaina) oraz chronologię, jaka jest z tym związana, to pierwszym władcą Japonii był Jimmu, prawnuk bogini słońca, Amaterasu (który, na marginesie mówiąc, miał tradycyjne narodziny z dziewicy, lecz bez udziału Ducha Świętego, który pomagał przy zapłodnieniu). O Jimmu jednoznacznie powiedziano, że był pierwszą ludzką istotą, jaka rządziła na wyspach japońskich, a tradycja określa datę tych rządów na 660 r.p.n.e. (i z tego powodu nasz rok 1983 jest w japońskim kalendarzu rokiem 2643).

Jimmu oczywiście jest zwyczajną legendarną postacią i japońscy badacze przyznają, że nie ma żadnej pewnej bazy historycznej, w odróżnieniu od legend, która by to potwierdzała, historia zaczyna się rozjaśniać dopiero w kolejnych wiekach. Nawet sławny Jingo (200 lub 320 r.n.e.) jest fałszywie zaliczany do kręgu agresywnych wojowników, mających boską inspirację, chociaż ona prawdopodobnie istniała i rzeczywiście zastąpiła na tronie swego głupawego męża w pewnym okresie jeszcze nie całkiem zjednoczonej Japonii.

Jimmu, który dosłownie był Synem Niebios, wg tradycji był protoplastą wszystkich następnych Synów Niebios, w tym obecnego Cesarza, lecz jeśli wierzyć legendom (jakie są pełne niewiarygodnych cudów, jak sama Biblia), wtedy łatwo jest wepchnąć fikcyjnego Hosea do tej genealogii, łatwo też pokazać, że obecny Cesarz jest potomkiem Dawida, a więc żydem, i jak do pokazano w przypadku biednej Królowej Wiktorii, wywodzi swój rodowód od tego samego bandyty.

Powszechnie uważa się, że bajki o Dawidzie zostały oparte na wyczynach żydowskiego bandyty, który działał w jakimś nieustalonym czasie i zrobił na współczesnych mu świadkach takie wrażenie, że stał się bohaterem z cyklu ludowych opowiadań, bardzo podobnie do przygód wyjętego spod prawa w Anglii Robin Hooda, z tą wszelako różnicą, jaka oczywiście zawarta jest w osobliwościach mentalności żydowskiej w odróżnieniu od mentalności anglosaskiej. Jednak zauważyć należy, że dr Erich R. Bromme w swym dziele p.t. “Untergang des Christentums” (Berlin, 1979-80), dochodzi do wniosku, że był tylko jeden Dawid, dowódca armii perskiej, jaka trzymała w kleszczach porządku południową Palestynę, który wykorzystał klęskę Imperium Perskiego z ręki Aleksandra Wielkiego, aby uczynić siebie królem zaimprowizowanego Królestwa Izraela w 332 r.p.ne. i rozpropagował baśnie o wcześniejszym Dawidzie w celu nadania legitymacji swojej władzy nad zagarniętymi terenami. Dla przejrzenia wniosków dr Bromme’a patrz tom V, str. 304-307, gdzie związek falsyfikatów o Dawidzie z esseńsko-chrześcijańską propagandą jest opisany lapidarnie; wśród wielu passusów prezentujących dowód w tej sprawie, patrz indeks na końcu tomu V, indeks imion ‘David.’

O ile mi wiadomo, banialuki McLeod’a pierwszy raz na serio wzięto, gdy został wskrzeszony z zapomnienia w 1925 r. przez prof. Chikao Fujisawa, któremu prędko przyszedł w sukurs prof. Anasaki, którego wzorzec filologicznego kuglarstwa mogliśmy zauważyć już wcześniej. Jeden z nich, przynajmniej ja tak uważam, wytworzył prawdziwego „gorącego kasztanka”: tytuł Cesarza Japonii – Mikado. Jest on hebrajskim słowem mi-Gad i dlatego oznacza, że Cesarz jest następcą „zaginionego plemienia” Gad.

Jestem rozczarowany, że żaden naciągacz z Belfastu nie zdobył się na odwagę, żeby podjąć wyzwanie wyjazdu do Japonii i rzucenia swego losu na szalę poprzez nauczanie Japończyków, że Jimmu jest zwyczajnie formą wymowy imienia „Jimmy”, a zatem Mikado jest z całą pewnością latoroślą Szkoto-Irlandczyka, który nazwał swego syna Mike, a potem Mike dał to samo imię swojemu z kolei synowi, przy czym ten młodszy znany był jako Mike-do, przy czym ‘do’ to taki sobie standardowy skrót od ‘ditto’ – oto jak powstał wasz tytuł, Synu Niebios.

A co do prababki Amaterasu, która sama byłaby zadziwiona, że jej imię wzięło sie po prostu z języka greckiego, jest to rodzajnik określony (wymawiany po dorycku) plus słowo „matka” (= łacińskie mater) plus dopełniacz zaimka w drugiej osobie (błędnie użyte as w nowogreckim „Nowym Testamencie”), jakie wymawiano jako sû. Oczywiście Amaterasu oznacza “twoja mama”.

Widzisz – Jimmy, to było uczone chłopisko ze Szkocji, a wszyscy Mikados powinni być dumni ze swego rodowodu. Czyż filologia nie jest cudowna?

Wywnioskowałem, że ta prognostyka boskości w wykonaniu profesorów Fujisawa i Anasaki zainspirowała ufundowanie Najświętszego Kościoła, którego biskup, Juju Nakada, ogłosił że “jest wolą boską, aby te dwa narody [Dziesięć Plemion, które w 722 r.p.n.e dostały kopa i znalazły się w Japonii oraz Dwa Plemiona, które wampirowały na Gojach na całym pozostałym świecie] zostały zjednoczone po 3000 lat”. I oczywiście japońscy Izraelici, którzy chcieli dostąpić boskości będą musieli zwrócić się i poprosić starego Jahwe, by spełnił ich życzenie. Nie może on aktualnie zrobić niczego nawet dla siebie, z wyjątkiem wykonania jakichś trywialnych cudów w miejscach położonych na jakimś zadupiu, gdy nikt nie patrzy.

Japończycy to najbardziej układni ludzie w świecie, ale mimo to, brak wybuchu powszechnego rechotu na widok tego typu porcji kitu, byłby czymś niesłychanym, gdyby nie wiedzieli oni, że w poprzednim wieku wielu wykształconych Anglików, w tym członek Parlamentu i astronom o pewnej renomie, byli skłonni uwierzyć w brytyjską wersję tego nonsensu, i w to, że Dwanaście Plemion mogłoby uczynić Imperium Brytyjskie wiecznym. Bakony kończy swój krótki esej reprodukcjami fotografii różnych rzeczy z prasy. Na jednej z nich, pochodzącej z the Jewish Voice (17 września 1954), rabin, który akurat wrócił ze Wschodu mówi, że w Japonii, państwie zdemoralizowanym klęską poniesioną z rąk żydowskich popychadeł przed 9 laty „dziesiątki tysięcy Japończyków gotowych jest przyłączyć się do szeregów izraelskich”.

Koizumi_Yarmulke

premier Koizumi

Nie należy wierzyć jakimkolwiek niczym nie popartym oświadczeniom, jakie emanują z tej rasy, gdyż stara się ona narzucić wszystkim swą „holocaustyczną” bajeczkę, lecz rzecz z Jerusalem Post (2 lutego 1980) wydaje się oparta na faktach, gdy ta gazeta donosi, że jakiś producent papieru do komputerów, który ma wielki zakład w Japonii, przenosi siedzibę firmy na Zachodni Brzeg, jaki ostatnio żydzi zabrali muzułmanom, którzy mieszkali tam od wieków. Przemysłowiec, który jest szefem sekty grupującej 2000 osób w Japonii twierdzi, że jest synem japońskiego generała, który zginął w czasie wojny. Mówi on, że gdy był podrostkiem na Okinawie, zapadł na poważną chorobę, mieszaninę gruźlicy i zapalenia opłucnej, a wtedy chrześcijański misjonarz przyniósł mu Biblię. Chory chłopiec zaczął czytać książkę i przekonał się na jej podstawie, że cokolwiek można tylko powiedzieć o Synu Boskim, to to, że Papa nadal jest szefem, i że „Bóg obiecał wszystko żydom, a oni są jego Wybrańcami”. I chłopiec wkrótce przekonał się, że jest następcą „Zagubionych Plemion”, które zaludniły Japonię, i że w końcu on sam jest jednym z dziedziców wszystkiego, więc lepiej zrobi, jeśli skieruje swe kroki ku Palestynie, gdzie Mesjasz (Chrystus) może przecież w każdej chwili spaść z niebios, tak jak mówi Proroctwo Biblijne, aby wprowadzić swych dziedziców w niekwestionowane posiadanie wszystkiego.

Beztrosko zadowolony przemysłowiec, który nosi przedziwne nazwisko Sadao O’Hara, mówi że on, jako syn wojownika, jest samurajem, a nazwa tej japońskiej kasty wojskowej jest pochodną od Samarii, skąd ich przywołano do Japonii. Nie mam pojęcia, co by zrobił, gdyby dowiedział się, że żydzi przez wieki pracowali nad tym, ażeby doprowadzić do zagłady wszystkich Samarytan (np. ich inwazje na Samarię w czasach panowania Klaudiusza, około daty, gdy część wczesnych sekt chrześcijańskich zostało wyznaczone do ukrzyżowania) a teraz są już na progu sukcesu w tej materii. (Około 300 Samarytan ocalało 10 lat temu, a Begin prawdopodobnie znalazł trochę czasu, aby popodcinać im gardła).

Dlatego wydawać by się mogło, że żydzi odnoszą pewien ograniczony sukces w kolportowaniu bzdury o „japońskim izraelu” wśród słabszych na umyśle Japończyków. Dlaczego mający szacunek wobec samego siebie Mongoł albo Anglosas miałby życzyć sobie nakreślenia swego pochodzenia do plemienia plugawych i przewrotnych barbarzyńskich bandytów ze „Starego Testamentu” jest psychologiczną łamigłówką, jaka rzuca wyzwanie logice jakichkolwiek wyjaśnień, lecz musimy zaakceptować fakt, że niektórzy członkowie obydwu tych ras mają naprawdę tak niską samoocenę.

Każdy naród może tolerować kilka tysięcy ekscentryków i dziwaków tak długo, jak cała pozostała masa ludności ma zdrowy do tego stosunek, a jeśli mamy szacować jakie są szanse, że żydzi będą w stanie nadwątlić Japonię przy użyciu bredni o „japońskim izraelu”, powinniśmy koniecznie dokonać szybkiej retrospekcji jednego z epizodów w długiej historii Japonii.

Przygotował: Pluszowy Miś.

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.