Opublikowano Październik 8, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Jan Pociej: Masonizm

Źródło: http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_133.html

Ponieważ masoneria jest organizacją tajną nie wiemy, o czym aktualnie mówi się w jej lożach, mówmy mniej o masonerii, a więcej o masonizmie, czyli o treści masońskiej doktryny i jej najróżniejszych wcieleniach, jakie spotykamy w codziennym życiu. Ponieważ nie znamy nazwisk masonów, mówmy mniej o masonach, a więcej o masonistach, czyli o ludziach rozumujących na sposób masoński. Nie zajmujmy się  kwestią ewentualnej przynależności organizacyjnej tego czy innego masonisty, lecz tym, co mówi i robi. Mówiąc obrazowo  mówmy o chorobie i lekarstwie, a nie o tym, czy pacjent należy  do „grupy podwyższonego ryzyka”.

Wstęp

„Nie wymagajcie (…) od ogromnej większości masonów zastanawiania się nad działaniem. Działają oni instynktownie, podporządkowując się tajemnym tradycjom, które na przestrzeni wieków wywierają woj sugestywny wpływ. Istnieje w nich doktryna masońska sformułowana nie wprost, która jest dla masonerii tym, czym chrześcijaństwo dla Kościołów chrześcijańskich – masonizm…”

Oswald Wirth (1860-1943) Wybitny mason

Masoneria nie głosi swojej nauki jawnie. Wielcy Mistrzowie nie wysyłają swoich uczniów, aby otwarcie nieśli wszystkim ludziom światło masonizmu. Słudzy Wielkiego Architekta Wszechświata nie przekazują ducha Nowego Porządku przez nałożenie rąk. Swoją doktrynę masoneria przekazuje w sekrecie nielicznym wydanym. Zazdrośnie strzeże swego monopolu na wiedzę i chowa swoje światło pod korcem piramidy wtajemniczeń. Swojego ducha podsuwa cichaczem w kuszących ludzki egoizm rozwiązaniach z dziedziny życia praktycznego. Wyciągnijmy zatem masońską doktrynę na światło dzienne. Zbadamy jej istotne treści i określmy ich prawdziwą wartość. Sprawdźmy, jak masonizm oddziaływuje na ludzkiego ducha. Zbadajmy jego kulturowe wcielenia. Porównajmy idealne formy masonizmu z realnie istniejącymi formami współczesnej kultury i dowiedzmy się, dokąd sięgają jego wpływy. Na koniec zastanówmy się, jak rozmawiać z ludźmi o mentalności masonistycznej.

ISTOTA MASONIZMU

Współczesna masoneria powstała z połączenia dwóch istniejących wcześniej stowarzyszeń: pierwotnych lóż wolnomularskich i stowarzyszenia okultystów zwanych Różokrzyżowcami. Jako oficjalną datę jej powstania przyjmuje się powszechnie dzień 24 czerwca 1717, kiedy to cztery loże londyńskie i stowarzyszenie Różokrzyżowców połączyły się tworząc Wielką Lożę Londynu i nadając w ten sposób ruchowi wolnomularskiemu nową jakość oraz nowe możliwości rozwoju. Istotne znaczenie tego faktu ma przede wszystkim wymiar religijny: wraz z masonerią narodziła się nowa religia (sic!), która w przeciągu blisko trzystu lat swojego trwania wywarła i wywiera ogromny wpływ na dzieje świata. Jest rzeczą charakterystyczną, że narodziny tej religii – w odróżnieniu od narodzin wszystkich religii nie wywodzących się z pierwotnych wierzeń ludowych – dokonały się bez znanego z imienia założyciela. Można zatem masonerię nazwać religią o nieustalonym ojcostwie. Nie ma również masoneria znanego z imienia i nazwiska przewodniczącego. Rolę Pasterza masońskiej owczarni spełnia „elektryczny pastuch” wewnątrzorganizacyjnego prawa kształtowanego przez nieznanych z imienia przywódców względnie przywódcę. Zasady tego prawa sformułował pastor protestancki Jakub Anderson w roku 1723 w księdze pod  tytułem Konstytucje masońskie zawierające Przepisy, Statuty tego Najbardziej Starożytnego i Prawego Bractwa. Kolejnym wydarzeniem o istotnym znaczeniu dla dziejów masonerii było pojawienie się jej odłamu zmutowanego agnostycznie. Stało się to w roku 1884 we Francji. Loże należące do rytu Wielkiego Wschodu Francji przyjęły wówczas zmienioną redakcję Konstytucji, pozbawioną odniesienia do Boga. Mówiąc zatem o masonerii trzeba brać pod uwagę dwie jej postacie:

1) postać podstawową, deistyczną, występującą głównie w krajach anglosaskich (ok. 4,2 min członków)

2) postać pochodną, agnostyczną, (ok. 300 000 członków), wywodzącą się z Francji.

Odpowiednio, mówiąc o masonizmie, trzeba brać pod uwagę dwie jego postacie: deistyczną i agnostyczną. Ponadto, badając istotę masonizmu, należy wziąć pod uwagę, że w ślad za mieszanym rodowodem masonerii składają się na nią dwa elementy: spekulatywny (odziedziczony po członkach lóż pierwotnych) i okultystyczny (odziedziczony po Różokrzyżowcach). W celu poznania elementu spekulatywnego masonizmu w postaci deistycznej należy sięgnąć po dwie księgi o fundamentalnym dla masonerii znaczeniu: Konstytucje Andersona i dzieło Alberta Pike’a Morals and Dogma – w celu określenia elementu spekulatywnego postaci agnostycznej trzeba odwołać się ponadto do oficjalnych wypowiedzi masonów obediencji Wielkiego Wschodu.

(…)

Możemy zatem stwierdzić, że istotę masonizmu stanowią:

– dla postaci podstawowej: supraidealizm i nieantagonistyczny dualizm

– dla mutacji agnostycznej:  naturalizm i relatywizm, a dla pierwszej i – ewentualnie – drugiej ponadto:

– okultyzm, którego znamionami są:

– panteizm

– reinkarnacja

– system potrójnego świata i

– spirytyzm.

Na koniec uwaga na marginesie: można spotkać się z opinią, że masoneria nie jest organizacją religijną. Powód jest prosty: jak widać z przeprowadzonej wyżej analizy, ani doktryny masońskiej ani kultu masonerii nie można postawić w jednym rzędzie z doktrynami i kultami religii tradycyjnych. Jednakże wypowiedzi masońskich autorytetów obu odłamów nie pozostawiają wątpliwości: masoneria posiada swoją specyficznie religijną- względnie antyreligijną- tożsamość. Istnieje jako forma religijnego wirusa: nie może rozwijać się samodzielnie, ponieważ ani Wielki Architekt Wszechświata ani relatywizm nie zapali niczyjego serca do dobrego dzieła. Może wzrastać tylko w opozycji do tradycyjnych religii, nie atakując fizycznie ich wyznawców, lecz wprowadzając swoją „matrycę duchową” w ich umysły. Aby skłonić umysły ku sobie potrzebuje sprzyjających warunków: potrzebuje przynajmniej dwóch skłóconych wyznań, których doktryny mogłaby „godzić” i których wyznawców mogłaby „łączyć” względnie prezentować się na ich tle jako „bezwyznaniowa”, „naukowa”, „neutralna” alternatywa.

(…)

MASONIZM A IDEOLOGIA

Masonistyczny model ideologii.

Duszą polityki jest ideologia. Ideologia bowiem to „wizja pożądanego obrazu świata (…) mająca na celu ukształtowanie grupowej świadomości politycznej” . „Przeniesienie założeń ideologicznych do dziedziny polityki (sprawy państwa i władzy) daje doktrynę polityczną.”  Należy zatem sprawdzić, czy masonizm wywiera jakiś wpływ w sferze ideologii, a jeżeli tak, to jaki. Masonistyczna ideologia w postaci podstawowej powinna zawierać następujące istotne elementy:

1) supraidealizm: wyrazi się on w przekonaniu, że zasady działania władzy politycznej powinny być przedmiotem wolnej gry idei na rynku wyborczym, a jedynym kryterium oceny działań politycznych jest skuteczność. Oparte na tej ideologii państwo będzie odwoływało się do bliżej nie określonego boga, którego ideę każdy obywatel ma sobie wytworzyć „dowoli”.

2) nieantagonistyczny dualizm: znajdzie on wyraz w przekonaniu, że celem polityki jest utrzymywanie równowagi sił między podmiotami politycznymi o sprzecznych interesach.

Masonistyczna ideologia w mutacji agnostycznej powinna na odmianę zawierać takie istotne elementy Jak:

1) naturalizm: wyrazi się on w przekonaniu, że wszystkie idee i działania polityczne mają swe źródło wyłącznie w człowieku; że wszelka władza jest pomysłem wyłącznie ludzkim i pochodzi wyłącznie od człowieka. Oparte na tej ideologii państwo nie będzie odwoływało się ani do Boga Prawdziwego ani do żadnego innego boga.

2) relatywizm: wyrazi się on w poglądzie, że nie istnieją żadne ostateczne podstawy polityki, żadne ostateczne dobro wspólne; racjonalne uzasadnienia wszelkiej ideologii maj ą obowiązywać wyłącznie w ramach arbitralnych rozstrzygnięć władzy ustawodawczej. Ponadto przynajmniej postać deistyczna ideologii masonistycznej powinna zdradzać obecność idei wywodzących się z okultyzmu, w tym szczególnie (choć nie wyłącznie ani niezmiennie) z takich poglądów jak panteizm, reinkarnacja, system potrójnego świata i spirytyzm.

Porównanie masonistycznego modelu ideologii z historycznie zaistniałymi ideologiami

Do XVI wieku po Chrystusie masonizm w polityce zasadniczo nie występował ani jako ideologia, ani jako istotna formuła państwowotwórcza. Jest to szczególnie warte podkreślenia w odniesieniu do kręgów cywilizacyjnych wyrosłych na podłożu hinduizmu, buddyzmu i taoizmu, które to religie -jak była o tym mowa wyżej – wykazują obecność niektórych pierwiastków masonistycznych. W kręgach tych, podobnie jak w pogańskich imperiach Europy, quasi-masonistyczne rozwiązania polityczne dotyczyły co najwyżej sfery polityki wyznaniowej. Stosunkowo najbliższa masonistycznemu duchowi wydaje się rzymska zasada „Dziel i rządź”, która żywo przypomina masońskie dążenie do odgrywania roli czynnika godzącego zwaśnione strony. Myśl polityczna zwiastująca masonistycznego ducha pojawia się po raz pierwszy w XVI wieku wraz z wojnami religijnymi w Europie Zachodniej. Poszukując drogi wyjścia z wojennego koszmaru ówcześni myśliciele poczęli głosić ideę współistnienia różnych wyznań w ramach jednego państwa, czyli ideę tolerancji. Brali przy tym pod uwagę, jak była już o tym mowa, dwie doktryny tolerancji: jurysdykcjonalistyczną i separatystyczną. .Konsekwencją przyjęcia doktryny jurysdykcjonalistycznej jest państwo zbudowane na systemie wartości jednego z wyznań, zapewniające poszanowanie praw człowieka wierzącym innych wyznań. Natomiast przyjęcie doktryny separatystycznej oznacza nadanie władzy państwowej boskich prerogatyw w stosunku do poddanych przy jednoczesnym odebraniu jej boskiej legitymacji. Polska, która z powodzeniem wprowadziła jurysdykcjonalistyczny model tolerancji pozostała, niestety, osamotniona. Zachód podążył za modelem separatystycznym. W konsekwencji ideę jedności religii zastąpiono tam ideą jedności władzy państwowej. Posłuszeństwo tej władzy stało się zagadnieniem najważniejszym, wierzenia jednostki-jej sprawą osobistą . W nowo tworzonym słowniku „odteologizowanej” myśli politycznej naczelne miejsce zajęło naturalistyczne pojęcie suwerenności sformułowane przez Jean’a Bodin’a (l 530-1596). Suwerenność jest według niego „absolutną! nieustającą władzą rzeczypospolitej”. Jej znamionami są: ciągłość, niepozbywalność, nieograniczoność, bezwarunkowość i niezależność. Tym samym przejawy woli sprawującego władzę, czyli suwerena, są „prawem obowiązującym wszystkich poddanych”. Tak więc Bodin’owska koncepcja suwerenności zawiera w sobie postulat zastąpienia niezmiennego prawa Bożego zmiennym prawem władzy świeckiej. W niej ma swój początek relatywizm myślenia politycznego, stanowiący jeden z korzeni masonizmu. Rzecz przy tym charakterystyczna: Bodin odwołuje się w swoich dziełach do Boga, co może sugerować, że jest chrześcijaninem. Jego rozwiązania teoretyczne jednakże wyraźnie pochodzą od innego bóstwa niż Bóg Jezusa Chrystusa. W wymiarze międzynarodowym rozbicie chrześcijaństwa przyniosło równie tragiczne następstwa jak w wymiarze wewnątrzpaństwowym. „Dopóki bowiem utrzymywała się wspólnota chrześcijańska, dopóty bardziej lub mniej pobożni władcy określali swe wzajemne stosunki w zasadzie zgodnie ze wskazówkami etycznymi konfesjonału. Ale kiedy Europę zaczynają rozdzierać najbardziej bezsensowne walki religijne, nowym katechizmem władców staje się doktryna Machiavellego uznająca siłę za jedynego arbitra stosunków międzynarodowych.”

(…)

W miarę upływu czasu okazało się jednak, że skłócone chrześcijaństwo Ameryki Północnej okazało się mniej atrakcyjne dla dusz ludzkich niż oferujący surogat jedności masonizm. Niepodległe kolonie amerykańskie przyjęły ostatecznie ustrój masonistyczny, umieściły na swym pieniądzu pieczęć o symbolice masońskiej i podążają wytrwale ku swemu przeznaczeniu. Przeznaczeniem tym jest odegranie roli narzędzia potrzebnego do wprowadzenia Nowego Porządku Świata. Nowy Porządek ma polegać na zwycięstwie masonizmu jako globalnej religii i utworzeniu Światowego Rządu ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ideologia leżąca u podstaw działań politycznych zmierzających w tym kierunku jest oficjalnie określana mianem globalizmu. Ręką używającą Stanów Zjednoczonych jako posłusznego narzędzia w realizacji globalistycznych zamierzeń jest nieco ponad dwa i pół tysiąca członków amerykańskiej Rady Stosunków Zagranicznych . Sekundują im członkowie takich ciał zbiorowych jak Komisja Trójstronna (odpowiedzialna za zacieśnianie współzależności ekonomicznej między Stanami, Europą i Japonią), Klub Rzymski (funkcjonujący jako forum dyskusyjne) i Bilderberg (powołany do sterowania regionalnymi organizacjami handlowymi). Sercem i mózgiem globalizacji jest grupa około trzystu akcjonariuszy prywatnego banku zawiadującego finansami USA (tak zwanego Systemu Rezerw Federalnych, z których najznaczniejsi reprezentują banki Rotschilda, braci Lazard, Warbura, Izraela Mosesa, braci Lehman, Kuhna i Loeba tudzież Goldmana i Sachsa. Wszyscy amerykańscy akcjonariusze Systemu Rezerw, łącznie z największymi spośród nich – Rockefellerami, są związani z rodziną Rotschildów w Londynie. Rodzina Rotschildów jest związana z masonerią od końca XVIII wieku. Działania mające na celu ustanowienie masonistycznego Nowego Porządku Świata trwają od kilku pokoleń. Nie brakowało ludzi, którzy próbowali im przeciwdziałać. Ich akcje nie odniosły jednak skutku, ponieważ amerykańskie mass-media i oświata są zależne od wymienionych wyżej bankierów. Patrząc na dzisiejsze Stany Zjednoczone z trudem można rozpoznać w nich kraj będący spadkobiercą założycieli pierwszej demokracji w dziejach świata. Wyjąwszy bank, wszystko inne zmieniło się tam zasadniczo. Właściciele prywatnych warsztatów pracy, którzy w roku 1780 stanowili 80 (słownie: osiemdziesiąt) procent społeczeństwa, dziś stanowiąc (słownie: sześć) procent , co oznacza, że Amerykanie stali się społeczeństwem najemników podporządkowanych nowej arystokracji kapitału. Półtora miliona dzieci zabijanych rokrocznie w łonach matek, dwie trzecie rozbijanych małżeństw, „wynalezienie” pragmatyzmu, feminizmu, wojującego homoseksualizmu, postmodernizmu, „trzeciej kultury” i Bóg jeden wie jakich jeszcze obłąkanych ideologii – to dokonania obyczajowe większości współczesnego elektoratu amerykańskiego. Amerykanie o takich obyczajach nie są w stanie sprostać demokracji i już popadli w jej pragmatystyczną karykaturę, a trudno przewidzieć, do czego jeszcze okażą się zdolni. Upadek demokracji amerykańskiej ma, niestety, swoje smutne konsekwencje dla tych narodów, które dążą do wprowadzenia systemu demokratycznego w swoich krajach. Nie znając prawdziwej demokracji, wprowadzają u siebie ów masonistyczny model demokracji, w którym rolę osobowego Pasterza, do którego nauki odwoływaliby się rządzący, przejmuje w praktyce Elektryczny Pastuch prawa stanowionego przez zbiorowego – a więc bezosobowego – ustawodawcę. W ślad za tym musi iść przyjmowanie przez obywateli masonistycznych zasad myślenia i działania, bowiem -jak zauważa Tocqueville – „…układ społeczny usposabia umysły do ich przyjęcia.” Uzasadnieniu masonistycznej demokratyzacji ma służyć najnowsza wersja państwowotwórczej myśli liberalizmu rozpowszechniana w mass-mediach. W Polsce przedstawiana jest ta wersja następująco:

„Stoimy wobec fundamentalnych pytań: czy mamy zamienić demokrację przymiotnikową („ludowa”, „socjalistyczna”) na demokrację z innym przymiotnikiem („chrześcijańska”, „narodowa”), czy na demokrację po prostu? (…) Ale na pytania te nie można odpowiedzieć nie pytając o inne sprawy. Przede wszystkim to: czym jest demokratyczne państwo? Odpowiedzi na to pytanie nie można szukać w niebie idei, lecz trzeba ją wyprowadzić z kontekstu historycznego, w jakim się poruszamy. Otóż we współczesnej myśli państwowotwórczej zaznacza się wyraźnie tendencja do formalizacji instytucji państwa. Czym jest państwo? Państwo to wielka forma. A forma to zwykłe „jak” a nie „co” działania. Państwo określa obywatelom to, jak mają działać, ale nie wskazuje im tego, co mają robić. Państwo kieruje ruchem drogowym, ale nie pyta ludzi, gdzie jadą. Innymi słowy: państwo określa tylko jedną stronę działania społecznego. Nie znaczy to, że lekceważy drugą stronę. Znaczy tylko, że pozostawia sprawę obywatelom. Formalizacja państwa robi niekiedy wrażenie laicyzacji. I na tym  polega ogromne nieporozumienie. Nieporozumienie bierze się stąd, że wartości moralne znajdują się zasadniczo po drugiej stronie formy. Są wartościami „materialnymi”. Określają to, co człowiek ma robić. Ale lego właśnie demokracja formalna nie jest w stanie określić. (…) Fundament demokracji już jest chrześcijański. Dlatego uważam, że główny nurt przemian w nowożytnej koncepcji państwa, określony najszerzej przez ideę liberalizmu, nie jest klęską człowieka, lecz jego zwycięstwem.”

Zaprezentowana wypowiedź reklamuje ideologię postulującą pozostawienie obywatelom „dowoli” ich „materialnej” sfery działania oraz kształtowanie przez zmienną większość parlamentarną ich „formalnej” sfery działania. Rozwijając zawartą w niej metaforę ruchu drogowego: państwo nie zabrania przejechania dziecka na przejściu dla pieszych – określa tylko jak trzeba to zrobić. Państwo może na przykład określić, że zabicie dziecka będzie legalne, o ile nastąpi to przed ukończeniem przez nie pierwszego miesiąca życia. Jest tu więc wyraźne opowiedzenie się w sprawie kształtu demokracji po stronie pragmatyzmu. Jest rozdzielenie „demokracji samej w sobie” od „demokracji chrześcijańskiej” przy jednoczesnym utożsamieniu „demokracji samej w sobie” z „demokracją określoną najszerzej przez ideę liberalizmu”. Można zatem stwierdzić, że jest to ideologia, której zrąb jest jednoznacznie masonistyczny. Na zakończenie analizy wpływów masonizmu w dziedzinie ideologii należy sprawdzić, czy istnieją jakieś ideologie zdradzające inspirację okultystyczną. Otóż da się zauważyć takie ideologie. W ciągu ostatniego półwiecza pojawiły się w życiu politycznym różnych krajów świata organizacje ekologiczne, które znacznie częściej sięgają po idee spod znaku Wodnika niż świętego Franciszka. W Stanach Zjednoczonych przybrały one formę ruchów obywatelskich, takich jak na przykład „Greenpeace”, w Niemczech – formę partii politycznej, która wprowadziła swoich przedstawicieli do parlamentu. Ich oficjalna ideologia wyrażana jest, jak dotąd, głównie w terminach ogólnych, które każdy człowiek choć trochę kochający przyrodę zaakceptuje, jednakże symbolika Ruchu Nowej Ery, do której się odwołują, nadając, na przykład, swemu statkowi imię „Rainbow Warrior”, nie pozostawia złudzeń co do istotnych źródeł ich inspiracji. Ich wpływ na politykę w porównaniu z wpływem organizacji ożywianych elementami spekulatywnymi masonizmujest znikomy, można więc pominąć na tym miejscu bardziej szczegółowe zajmowanie się ich  wizjami pożądanego obrazu świata. Można zatem stwierdzić, że – podobnie jak w przypadku filozofii – główną płaszczyzną propagowania masonistycznej ideologii inspirowanej pierwiastkami okultystycznymi jest ekologia.

HOMO MASONICUS

Model człowieka masonistycznego

System komunistyczny, panujący blisko 70 lat w Rosji, ukształtował specyficzny typ ludzkiej mentalności, określany mianem Homo sovieticus. Można zatem domniemywać, że masonizm, który zapuszcza korzenie w glebę Zachodu od blisko trzystu lat, powinien był również ukształtować charakterystyczny dla siebie typ mentalności, któremu można by nadać nazwę Homo masonicus. Sprawdźmy zatem, czy i jak masonizm wpływa na mentalność współczesnego człowieka. Modelowy masonista w postaci podstawowej powinien posiadać następujące przekonania:

1)  supraidealizm antropologiczny: masonista uznaje, że istnieje jakieś ponadwyznaniowe „czyste człowieczeństwo”, o którym każdy człowiek powinien wytworzyć sobie pojęcie „dowoli”. Nie istnieje w związku z tym dla masonisty nic takiego jak grzech, a w konsekwencji nie potrzeba mu żadnego zbawiciela

2) nieantagonistyczny dualizm antropologiczny: najlepiej wyraża go masońska nauka przekazywana braciom na trzydziestym drugim, najwyższym stopniu wtajemniczenia rytu szkockiego, która mówi, że człowiek, „istota zrodzona z podwójnej natury (tego, co nazywamy złym i dobrym, duchowym i ziemskim, śmiertelnym i wiecznym) znajduje cel swego istnienia JEDYNIE, GDY TE DWIE NATURY ISTNIEJĄ W IDEALNEJ HARMONII” Masonista będzie zatem działał zgodnie z mechanizmem zachowywania „równowagi biologicznej”, przy czym rolę ofiary pozostawi oczywiście drugiej stronie. Analogicznie, stan „równowagi biologicznej” dobra i zła w stosunkach międzyludzkich będzie celem działań masonistów w sferze społecznej i politycznej. Masonistyczna władza będzie starała się równoprawnie traktować małżeństwo i rozwód, narodziny nowego obywatela i tzw. aborcję, opiekę lekarską i tzw. eutanazję itd.

Homo masonicus w mutacji agnostycznej powinien na odmianę prezentować poglądy następujące:

1) naturalizm antropologiczny: masonista uznaje wyłącznie przyrodzony (by nie rzec: przyrodniczy) wymiar człowieczeństwa. Wzorcem człowieczeństwa, jedyną dopuszczalną dziedziną poznania i działania jest dla niego przyroda.

2) relatywizm antropologiczny: jest to absolutne odrzucenie przez masonistę absolutnych wyznaczników człowieczeństwa. Prawo i prawda człowieka maj ą być dlań zależne wyłącznie od decyzji człowieka „w jego każdorazowym dzisiaj .”

W obszarze antropologii masonistycznej powinno się ponadto znaleźć miejsce na wizję antropologiczną karmiącą się pierwiastkami okultystycznymi.

(…)

Przyglądając się zatem otaczającej nas rzeczywistości musimy stwierdzić, że Homo masonicus nie tylko realnie w niej istnieje jako pewien typ mentalności, lecz jest wręcz „człowiekiem idealnym naszych czasów, tj. człowiekiem idealnym epoki postmodernistycznej” . Trudno nie zapytać, co mogą zgotować ludziom ludzie ukształtowani według takiego wzoru. Jaki los mogą zgotować ludziom ludzie pozbawieni duchowej mocy potrzebnej do walki ze swymi własnymi złymi skłonnościami? Jaki los mogą zgotować ludziom ludzie pozbawieni mocy pozwalającej przezwyciężyć strach przed przemocą, dyktaturą, prześladowaniami, cierpieniem? Skąd jednak ów tolerancyjno-złowrogi Homo bierze się na świecie w tak wielkiej liczbie, że zyskał rangę typu idealnego naszych czasów? Czyżby -jak chcą redaktorzy mass-mediów – był on owocem zarówno wygodniejszych jak i bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości złożonych warunków życia stwarzanych przez postęp naukowo-techniczny? Czy rzeczywiście rodzi go rewolucja telekomunikacyjna, która zmieniła świat w „globalną wioskę”? Czy masonizacja człowieczeństwa i społeczeństwa miałaby być naturalną tendencją wynikającą z rozwoju cywilizacyjnego ludzkości? Ależ wiadomo, że jest dokładnie odwrotnie: masonizm oznacza powrót do stanu zwyrodnienia ludzkości z epoki przedabrahamowej. Cóż zatem? Czy pojawił się gdzieś jakiś prorok, który porywa za sobą ludzkość? Jakoś nie widać nigdzie tego nowego proroka. Cóż w takim razie może sprawiać, że dzieci chrześcijan wyrastają na wyznawców Wielkiego Architekta Wszechświata? Czy znany jest z historii jakiś środek, który pozwalałby na podobne cuda? Otóż jest znany. To środek, przy pomocy którego zamieniano chrześcijańskie dzieci w bezwzględnych janczarów, polskie dzieci – w Niemców i Rosjan, dzieci Zamojszczyzny – w narybek dla Hitlerjugend. Ten środek to… swego rodzaju wychowanie. Należy zatem sprawdzić, czy masonizacja nie dokonuje się poprzez wychowanie. W tym celu trzeba przyjrzeć się pokrótce współczesnej pedagogice. Od razu rzuca się w oczy, że pedagogika w krajach zwanych chrześcijańskimi oficjalnie ignoruje wyznaniowy wymiar osoby ludzkiej. Klasycznym reprezentantem tej pedagogiki jest lansowany na autorytet John Dewey, który stwierdza: „To, czego pragniemy, to jest wychowanie bez przymiotnika, po prostu i w całej jego czystości – wychowanie.” „Czysty pedagogizm” opiera się, jak należy wnioskować z wypowiedzi Dewey’a i jemu podobnych, na milczącym założeniu, że pedagogika ma do czynienia z jakimś „czystym uczniem”, z jakimś „czystym człowiekiem”. „Czysty pedagogizm” odwołuje się zatem do „czystej antropologii”, wyobcowanej z teologii i metafizyki w czasach tzw. Oświecenia. Według jednego z najwybitniejszych współczesnych myślicieli religijnych W. Pannenberga, wskutek rozpowszechnienia się na przestrzeni ostatnich dwustu lat owej „czystej” antropologii „…w mentalności współczesnej człowiek jawi się jako „struktura świecka”, tj. taki, jakim widzą go i badają biologia humanistyczna, genetyka, psychologia i socjologia.” „Czysta” (czy jak kto woli „niezależna” względnie „uniwersalna”) antropologia jest więc ścisłym odzwierciedleniem opisanego wyżej idealnego modelu antropologii masonistycznej. Znaczy to, że odwołujący się do niej „czysty pedagogizm” jest po prostu klinicznym przypadkiem masonizmu. Atrakcyjność masonistycznej pedagogiki bierze się z jej pozornej „neutralności”, która rzekomo ma być jedynym sposobem pozwalającym na pokojowe współistnienie uczniów o różnych przekonaniach w jednej szkole. Jej zwolennicy są przekonani, że dzięki swym zabiegom wychowawczym docierają do czystego jądra człowieczeństwa swoich wychowanków, które jest niezależne od wyznawanej wiary. Nie zauważają, że traktując wychowanków jako osoby „ponadwyznaniowe” wpajają im tym samym system wartości sprzeczny z ich wiarą chrześcijańską, a za to zgodny z wiarą masońską. Nie zauważają, że odżegnując się werbalnie od szkolnictwa wyznaniowego faktycznie wprowadzaj ą szkolnictwo wyznaniowe w duchu masońskim. Nie przeczuwaj ą nawet, że w ten sposób odwodzą swoich wychowanków od ich prawdziwego człowieczeństwa odkupionego przez Chrystusa, a prowadzą ku człowieczeństwu „idealnej harmonii dobra i zła”. Nie przeczuwają, że wychowują uczniów do przyjęcia konsekwencji wynikających z masońskiej wiary przy werbalnym wyznawaniu jakiejkolwiek innej wiary „dowoli”. Tak oto dzięki wysiłkom rzeszy pedagogów – czynionym często w dobrej wierze w imię „tolerancji”- rodzi się tłum osobników gatunku Homo masonicus. Sądząc po postępach degeneracji młodzieży szkolnej i studenckiej należy stwierdzić, że masonistyczny system oświatowy w krajach cywilizacji zwanej chrześcijańską ma poważną siłę oddziaływania zarówno na umysły pedagogów jak i wychowanków. Co stanowi o jego sile? Niestety, to samo co stanowi o sile masonizmu w innych sferach życia naszej cywilizacji: skłócenie chrześcijan. Rzut oka na historię pozwala stwierdzić, że zjawisko masonistycznego pedagogizmu jest jednym ze smutnych następstw rozbicia Kościoła w XVI wieku po Chrystusie. Utrata jedności duchowej chrześcijan pociągnęła za sobą utratę jedności filozoficznej i etycznej, a w ślad za tym -jako że pedagogika stanowi dział etyki -jedności pedagogicznej. „Ogromna dziedzina moralnej działalności człowieka, tak obiektywnie i wszechstronnie, a jednocześnie tak szczegółowo badana w starożytności i w średnich wiekach, od czasu reformacji stała się polem zaciętych walk religijnych z wielką szkodą dla postępu obiektywnych badań naukowych. Myśl filozoficzna od tej chwili zaczęła płynąć dwoma odrębnymi prądami, z których jeden pragnął nadal utrzymać organiczny związek między filozofią a wiarą chrześcijańską oraz teologią, będącą jej systematycznym ujęciem naukowym, podczas gdy drugi dążył mniej lub bardziej świadomie do zerwania tego związku i do dania w ten sposób filozofii zupełnie niezależnego stanowiska. Rozbrat ten odbił się z konieczności i na dziedzinie etyki, w której, dzięki jej doniosłości dla życia codziennego, doszedł do najostrzejszych antytez i najsilniej odbił swe piętno na umysłowości nowożytnej. Tradycyjnej etyce chrześcijańskiej, opartej na podłożu objawienia i teologii, zaczęto coraz silniej przeciwstawiać etykę niezależną od wszelkich czynników objawionych, a z czasem nawet i religijnych” . Deistyczno-agnostyczna pseudopedagogika została jednoznacznie osądzona w encyklice Piusa XI Divini illius magistri z dnia 31 grudnia 1929, zwanej przez niektórych „Wielką Kartą katolickiego wychowania.” Papież stwierdza, że „fałszywa jest i pełna błędów każda taka metoda wychowawcza, która poprzestaje na samych tylko środkach przyrodzonych, a odrzuca albo lekceważy to, co z woli Bożej ma się przyczyniać do należytego ukształtowania życia chrześcijańskiego. Całkiem też odbiega od prawdy każdy taki system pedagogiczny, który albo wcale nie liczy się z grzechem pierworodnym i z łaską Bożą, albo też ledwie, ledwie je uwzględnia i dlatego opiera się zupełnie li tylko na siłach przyrodzonych. Takimi mniej więcej są te współczesne systemy wychowawcze, które pod różnymi nazwami niemal całą podstawę wszelkiego wychowania upatrują w tym, żeby dzieciom zostawiono zupełną swobodę w wychowywaniu siebie samych według ich własnego sposobu myślenia i upodobania, nawet z odrzuceniem rad ludzi starszych lub nauczycieli i bez oglądania się na jakiekolwiek przepisy czy pomoce ludzkie i boskie”

Pius XI stwierdza dalej, że:

„jesteśmy dzisiaj świadkami niezwykłego i nowego zjawiska. Oto pedagodzy i filozofowie suszą sobie głowy, żeby wymyślić i ułożyć jakiś nowy ogólny kodeks wychowania młodzieży, jak gdyby nic nie były warte przykazania boskie spisane w Dekalogu, jak gdyby nie istniały żadne prawa ewangeliczne, jak gdyby nie było prawa przyrodzonego, które Bóg zaszczepił i niejako wyrył w sercach ludzkich, które to prawo głosi zdrowy rozum, a sam Bóg mu w Dekalogu nadał ważność i ogłosił je jako swoją wolę”. Osobno zwraca Papież uwagę na niebezpieczeństwo naturalizmu pedagogicznego w dziedzinie seksualnej: „O wiele bardziej niebezpieczne są wszelako te zapatrywania i nauki, które głoszą, że należy we wszystkim ulegać popędom natury. Poglądy te wdzierają się w pewną dziedzinę wychowania, która jest wprost najeżona trudnościami, czyli w dziedzinę niewinności obyczajów i czystości. Mamy bowiem wielu takich, którzy w swej głupocie głoszą i propagują tę niebezpieczną metodę wychowawczą, którą się określa wstrętnym mianem wychowania seksualnego. Zdaje się im, i w tym się mylą, że potrafią zabezpieczyć młodzież od szukania rozkoszy zmysłowej i rozpusty środkami czysto naturalnymi z wykluczeniem wszelkiej pomocy religii i pobożności. Do takich środków zaliczają oni przede wszystkim tak zwane uświadomienie płciowe młodzieży wszystkiej, bez różnicy płci, nawet publiczne; gorsze jeszcze jest to, że uważają oni, iż należy młodzież zawczasu wystawiać na okazje do grzechu, żeby się, jak mówią, dusze młodzieży z tymi rzeczami oswoiły i tym sposobem uodporniły na niebezpieczeństwa okresu dojrzewania płciowego. Ludzie ci co do tej sprawy są w ciężkim błędzie. Nie uznają bowiem przyrodzonej ułomności natury ludzkiej i owego zakonu tkwiącego w członkach naszych, który się sprzeciwia zakonowi umysłu naszego, jak mówi Apostoł (Rz. 7,23). Nie chcą oni też w swej lekkomyślności wiedzieć o tym, o czym mówi codzienne doświadczenie, że właśnie młodzież tak często wpada w grzechy nieczystości nie tyle dla braku uświadomienia, co dla słabości woli, wystawionej na pokusy, a pozbawionej pomocy Bożej.”

Słowa Piusa XI były i są konsekwentnie ignorowane przez świat naukowy pedagogiki. Pedagogika deistyczna lub agnostyczna została narzucona jako obowiązujący kanon kształcenia nauczycieli w krajach Zachodu, co w konsekwencji doprowadziło do masowej erozji sumień młodzieży szkolnej. Trudno nie widzieć w tym celowego działania, którego nie jest w stanie powstrzymać nawet świadomość krzywdy wyrządzanej milionom dorastających ludzi. Współcześni psycholodzy, zatroskani o swych współobywateli w ojczyźnie „wychowania w całej jego czystości”, zmuszeni są przyznać: „Obecnie stoimy w obliczu epidemii psychospołecznej, dotykającej miliony dzieci w wieku szkolnym – uzależnienia, ciąże, aborcja, niska samoakceptacja, depresja i samobójstwa. Równocześnie obserwujemy, że coraz więcej rodzin rozpada się, zwiększa się liczba rozwodów i liczba rodziców samotnie wychowujących dzieci.”  „Dzieci, które w walce z nudą, lękiem lub samotnością piją, biorą narkotyki czy przedwcześnie rozpoczynają życie płciowe, nie mogą ujawniać cnót, których nauczyły się. To cud, że niektórym spośród nich udaje się nauczyć czytać, opanować matematykę czy zaliczyć sprawdziany szkolne” . Wnioski wyciągane przez tych psychologów z opisanego stanu rzeczy na pierwszy rzut oka budzą nadzieję zmiany na lepsze: „Ponieważ młodzi ludzie są głównymi ofiarami tej epidemii, a najwięcej czasu spędzają w szkole, właśnie ona jest tym miejscem, w którym powinno się przeprowadzać oddziaływania mające na celu promowanie zdrowego rozwoju. Tak więc oczekuje się od szkół, że w większym stopniu niż w przeszłości zajmą się kształtowaniem charakteru.”  Po bliższym przyjrzeniu się konkretnym propozycjom owego „kształtowania charakteru” okazuje się jednak, że mamy nadal do czynienia z tą samą deistyczno-agnostyczną pedagogiką, którą potępił Pius XI. Oto uznany autorytet współczesnej pedagogiki amerykańskiej, niejaki Benninga, twierdzi (1988), że „szkoły powinny nauczać niektórych właściwie przez nikogo nie kwestionowanych wartości: sprawiedliwości, wytrwałości, hojności, lojalności, współpracy społecznej i uczciwości” ale nic nie wspomina o ostatecznym autorytecie określającym ich znaczenie, a to oznacza, że każda z nich może prowadzić do działań dobrych lub złych. „Promowanie zdrowego rozwoju” ma być dokonywane poprzez „uświadamianie wartości”, które polega na „analizie swojego systemu wartości” i „uzyskaniu wglądu w motywy własnych wyborów i decyzji”. Amerykańscy krytycy zwracali uwagę na relatywizm etyczny programu polegający na komunikowaniu uczniom, że nie ma lepszych czy gorszych systemów wartości oraz na to, że proponowany system nie osiąga zamierzonego celu: „Na przykład zarówno zwolennicy prawa do aborcji, jak i jego przeciwnicy, twierdzą, że wartością jest dla nich życie. Tak więc ta sama wartość może służyć wspieraniu przeciwstawnych działań. W tym przypadku kształtowanie jakiejś wartości nie dawałoby jednoznacznej wskazówki co do zachowania, a to stanowi przecież cel uświadamiania wartości „Hersh, Miller i Fielding, 1980” „. Krytyka ta pozostaje jednakże zasadniczo bez skutku, powodując co najwyżej zmianę jednej formy „czystego pedagogizmu” na inną. Wydaje się wręcz, że tylko widok ostatecznej katastrofy, którą niesie ludzkości Homo masonicus, byłby w stanie masonistycznych pedagogów usatysfakcjonować. Oprócz szkoły niekwestionowany wpływ na kształtowanie się Homo masonicus mają środki masowego przekazu. Już Tocqueville dostrzegał kapitalną rolę prasy w kształtowaniu powszechnie przyjmowanych poglądów. Zauważał, że „kiedy wiele organów prasowych zaczyna zmierzać ku jednemu politycznemu celowi, ich wpływy stają się po pewnymczasie przemożne, a opinia publiczna, atakowana stale z jednej strony, poddaje się w końcu sugestiom prasy”. Zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa płynącego z tej sytuacji dla społeczeństwa demokratycznego: „Jeżeli społeczeństwa demokratyczne zastąpią wszystkie te rozmaite moce, które krępowały i opóźniały rozwój indywidualnego rozumu, absolutną władzą większości – zło zmieni tylko swój charakter”. jego czarne przewidywania sprawdziły się, niestety, w całej złowrogiej pełni. Środki masowego przekazu są dziś środkami masońskiego przekazu i skutecznie kształtują opinię publiczną krajów „demokratycznych”. Ambicje masonerii sięgają jednak głębiej niż panowanie nad aktualną opinią. Jak na religię przystało stawia sobie ona za cel zapanowanie nad duchem ludzkości.

(…)

CUDOWNY SPOSÓB NA MASONIZM

Porównanie modelowych wcieleń masonizmu z realnie zaistniałymi zjawiskami w najważniejszych dziedzinach kultury prowadzi do wniosku, że – po pierwsze – masonizm jako taki ma znacznie szerszy zasięg, a jego korzenie sięgają znacznie głębiej w historię, niż sama masoneria, i – po drugie – współcześnie masonizm stanowi wspólną matrycę ideową dla takich kulturowych zjawisk jak:

1) ruchy pseudoduchowe i Ruch Nowej Ery w sferze religii

2) postmodernizm i inspirowany New Age’em ekologizm w sferze filozofii, a w ślad za tym antropologii

3) liberalizm w sferze ideologii.

Można zatem stwierdzić, że obecnie, w odróżnieniu od czasów przed-masońskich, mamy do czynienia ze zjawiskiem jakościowo nowym: mianowicie – z połączeniem występujących wcześniej w rozproszeniu masonistycznych pierwiastków w nową formę ideową, wielopłaszczyznowo oddziaływującą na istotę współczesnej kultury. Widocznym skutkiem tego działania jest reklamowany na banknotach dolarowych Novus Ordo Seclorum, czyli Nowy Porządek Światowy, któremu – jak się wydaje – do oficjalnego rozpoczęcia globalnego panowania brakuje już tylko ogłoszenia początku Nowej Ery i wprowadzenia nowej rachuby czasu. Zwycięstwo masonizmu jako religii światowej i – w konsekwencji -jako światowego systemu politycznego musiałoby oznaczać zepchnięcie ludzkości do czasów przedabrahamowych. Przedsmak masonistycznej Nowej Ery dają zakłamane mass-media, obłąkane sekty, psychicznie poranione dzieci z rozbitych rodzin, duchowo okaleczone matki dzieci zabitych przed urodzeniem, nieustannie rosnąca przestępczość, czy nacisk zwyrodniałych moralnie lekarzy na nieuleczalnie chorych, aby poddawali się eutanazji – by wymienić tylko najbardziej widoczne skutki masonizacji znane z życia codziennego. Przedsmak Nowej Ery daje mafijny kształt życia gospodarczego i globalna lichwa zwana zadłużeniem międzynarodowym. Przedsmak tej Ery daje powodowana masonizmem utrata duchowej odporności na zło w skali całej cywilizacji chrześcijańskiej, prowadząca do pojawiania się nowotworów politycznych takich jak faszyzm i komunizm, a obecnie grożąca jakąś straszliwą, globalną katastrofą, przed którą ostrzega ludzkość Matka Chrystusa w licznych objawieniach. Zwycięstwo masonizmu nie jest, na szczęście, przesądzone. My, chrześcijanie, możemy zapobiec katastrofie poprzez powrót do jedności. Liczne znaki budzą nadzieję na to, że Bóg da nam tę łaskę. Chrystus każe nam zwracać się do Bożego Miłosierdzia. Jego Matka wzywa do trwania na modlitwie i składania duchowych ofiar za grzeszników, zalecając proste pomoce: różaniec i post. Tyle trzeba i tyle wystarczy, by w cudowny sposób ocalić cywilizację chrześcijańską, a z nią resztę świata, która czeka na Chrystusa. (…)

****************************************************************

Tytul Masonizm
Autor Jan Pociej
Miejsce wydania Krzeszowice
Wydano w roku 2002
ISBN 83-88020-92-7
Wydawnictwo Dom Wydawniczy „Ostoja”
Adres wydawnictwa 32-065 Krzeszowice
ul. Targowa 29/12
Tel:  (+48 12) 292 72 93
Fax: (+48 12) 292 72 93
Adres wydawnictwa w internecie http://www.ostoja.pl/
Email ostoja@ostoja.pl
Elektroniczna wersja ksiazki

Komentowanie zamknięte.