Opublikowano Luty 18, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Jakie opcje leżą na stole? Manewry zygzakowe Obamy w sprawie Izraela i Iranu

http://www.counterpunch.org/2012/02/15/obamas-zig-zag-maneuvers-with-israel-and-iran/

15.02.2012 r. Washington, DC

Autor: Gareth Porter, tłum. wMordechaj

W końcu prezydent Barack Obama zaczął dawać sygnały do Izraela, że USA nie dadzą się wciągnąć w wojnę, jaką chce rozpocząć Netanyahu bez aprobaty Stanów Zjednoczonych. Jeżeli nacisk na tę kwestię będzie odpowiednio twardy i trwały przez cały 2012 rok, to taka postawa może być szansą na zapobieżenie wojnie. Jednak jeśli Obama będzie chwiejny wobec pokuszeń ze strony Netanyahu, aby rozpocząć atak na Iran, odda się czemuś, co jeden z obserwatorów spraw izraelskich nazywa „mesjanizmem” w sprawie irańskiej. Idźmy dalej, oficjalne źródła USA poruszają kwestię nowej strategii odciągnięcia Izraela znad przepaści wojennej poprzez informowanie Netanyahu, że jeśli USA nie zostanie przyznana rola decydenta i  koordynatora akcji zbrojnej wobec Iranu, to USA nie przyjdzie Izraelowi z pomocą w jego wojnie.

Netanyahu, jak każdy poprzedni izraelski premier rozumie, że izraelski atak na Iran nie zależy wyłącznie od tolerancji amerykanów, lecz przede wszystkim od bezpośredniego udziału USA w wojnie przeciwko Iranowi, przynajmniej po wstępnym uderzeniu. W maju 2008 r., jego poprzednik, Ehud Olmert, domagał się aprobaty George’a W. Busha na atak lotniczy na Iran, ale wtedy Bush odmówił.

Netanyahu widocznie przeczuwa, że jednak może manipulować prawym skrzydłem amerykańskiej polityki, znajdującym się pod wpływem izraelskim, aby uniemożliwić Obamie trzymanie się z daleka od wojny Izraela z Iranem. Zignorował administrację Obamy przez odmowę zapewnienia Waszyngtonu, że podejmie z nimi konsultacje zanim podjęta zostanie jakakolwiek decyzja w sprawie wojny z Iranem.

Leon Panetta

Ostrzegawczy sygnał o niebezpieczeństwie izraelskiego ataku zaczął zapalać się na czerwono dla administracji Obamy po tym, jak Sekretarz Obrony, Leon Panetta, wrócił z pustymi rękoma z podróży do Izraela we wrześniu.

Pierwszym krokiem wobec tego była strategia przedstawiona podczas konferencji w Saban Centre of Brookings Insitution, gdzie Panetta odpowiadał na pytania w dniu 2 grudnia. Nie tylko wyraził jasną dezaprobatę wobec izraelskiego ataku jako czegoś, co przyniesie odwrotne skutki do zamierzonego celu, czego administracja chciała koniecznie uniknąć w 2009 i 2010 r., ale doszedł do wskazania, że USA wyraża niepokój, iż „mogłoby to przypuszczalnie doprowadzić do akcji odwetowej Iranu w postaci atakowania naszych okrętów i uderzenia w nasze bazy wojskowe”. Nawet bez bezpośredniego żądania, takie stwierdzenie było aluzją, że jeśli to będzie konieczne, USA podejmą odpowiednie działania, aby uniknąć tej sytuacji. W wyraźny sposób chciano zasiać w głowie Netanyahu ziarno niepewności, czy Obama zareaguje na wypadek ewentualnego odwetu Iranu wobec Izraela w następstwie ataku izraelskiego.

Kolejne posunięcie wydarzyło się 5 tygodni później, gdy Panetta w programie CBS „Face the Nation”, swoją wcześniejszą aluzję uczynił znacznie jaśniejszą. Panetta zapytany został o to, co USA zrobią, jeśli Izrael zaatakuje Iran, a wcześniej odmówi skonsultowania się w tej sprawie z USA. Panetta powiedział: „Jeżeli Izraelczycy podejmą taką decyzję, musimy być w takiej sytuacji przygotowani na ochronę naszych wojsk, i właśnie tylko to nas interesuje”. 

Izraelczycy z łatwością mogli dostrzec, że Panetta tak naprawdę powiedział, że USA nie dokonają akcji odwetowej na Iran, dopóki Iran nie uderzy w ich okręty lub bazy. Biorąc pod uwagę oświadczenie Panetty o miesiąc wcześniejsze, wyrażające zaniepokojenie o ewentualny atak sił irańskich przeciw wojskom USA, ta odpowiedź również powinna być traktowana jako sygnał dla Iranu, że USA są gotowe nie brać udziału w izraelskiej wojnie z Iranem.

Chociaż w Jerozolimie zapanowała sztuczna cisza, Panetta wyciągnął z tego wniosek, że jest to formalny dyplomatyczny protest ambasadora izraelskiego, Michaela Orena. A sam Izrael nie okazywał żadnych oznak złagodzenia swej polityki dwustronnej z Iranem. Wówczas Obama zdecydował się przekazać w jasny sposób tę samą sugestię. Wedle relacji krążących wśród wyższych oficerów z kręgów Połączonych Sztabów, 20 stycznia, Szef Połączonych Sztabów, gen. Martin Dempsey, powiedział Netanyahu i Ministrowi Obrony, Ehudowi Barakowi, że USA nie będą bronić Izraela, jeśli ten rozpocznie atak na Iran bez uprzedniego skoordynowania działań z amerykanami. Lecz Netanyahu zdążył  już użyć swojej kontr-strategii, polegającej na użyciu wpływów izraelskiego lobby w Kongresie, pomoc partii republikańskiej przeciw Obamie w wyborach prezydenckich oraz zwiększeniu do maksimum presji na Obamę, aby poparł atak izraelski na Iran.

W grudniu, zwolennicy Netanyahu w USA, lobbowali w Kongresie w sprawie zastosowania sankcji gospodarczych przeciw Iranowi, wymierzonych w eksport irańskiej ropy oraz irański

Timothy Geithner

bank centralny. Administracja Obamy mocno oponowała wobec tych rozwiązań. Sekretarz Skarbu, Timothy Geithner, napisał do Senatu odezwę z ostrzeżeniem, że proponowane sankcje spowodują drastyczny wzrost światowych cen ropy, co stanowi ryzyko dalszego pogorszenia się światowej gospodarki. W końcu, administracja Obamy zmuszona została przez działania Kongresu do przyjęcia tych sankcji.

Lecz sankcje nałożone na irański sektor naftowy zaczną działać dopiero za 6 miesięcy, podobnie jak odcięcie się UE od importu z Iranu, co zostało uchwalone w styczniu. Zatem administracji Obamy zostało 6-miesięczne okno negocjacyjne w sprawie irańskiego programu atomowego.

W jaki sposób może zwiększyć na Iran nacisk, aby ten zaakceptował porozumienie w tej sprawie w ciągu 6 miesięcy? Odpowiedź jest oczywista i stanowi część starej polityki Obamy – poprzez użycie groźby izraelskiego ataku w celu zdobycia dyplomatycznej przewagi wobec Teheranu. Aby zwiększyć ten nacisk, administracja Obamy stara się przedstawić Izrael gotowy do ataku w okresie kwiecień-koniec czerwca tego roku.

Ten zakres czasowy operacji izraelskiej został w całości stworzony przez administrację Obamy. Ehud Barak nie dawał do zrozumienia, że atak rozpocznie się przed upływem czerwca. Przeciwnie, wypowiadając się dla CNN w listopadzie, gdy Iran osiągał granice „strefy odporności” – punkt, w którym większa część programu wzbogacania uranu będzie chroniona w dobrze ukrytych zakładach, jakich nie będzie można zniszczyć – Barak powiedział: „Prawdą jest, że nie zajmie im to 3 lat…możliwe że 3 kwartały, dopóki ktoś czegoś z tym nie zrobi…”. Informacje, które w zeszłym tygodniu przeciekły od Sekretarza Obrony, Leona Panetty, do felietonisty Washington Post, Davida Ignatiusa, mówią o tym, że Panetta uważa za „bardzo prawdopodobne”, że Izrael mógłby wykonać atak w okresie między kwietniem a czerwcem. W tej wypowiedzi z góry jasny jest wyraz obawy USA, że atak nastąpi zbyt wcześnie jako efekt nacisku na Teheran, zanim sankcje przyniosą rezultat.

Zamiast charakteryzowania postawy Netanyahu jako irracjonalnej i bezmyślnej, Ignatius stara się przedstawić oficjalny pogląd o krótkiej, względnie bezbolesnej wojnie z Iranem bez cienia aluzji, że zaprzeczają temu od razu źródła wywiadowcze Izraela i wojskowi przywódcy. Ignatius z rozmysłem kierowany jest przez Panettę, aby charakteryzować wojnę w taki sposób, żeby izarelska groźba była bardziej wiarygodna dla Iranu.

Jednak to co ujawnia zamiar Panetty w zakresie nacisku na Iran, to fakt, że użył Ignatiusa w celu ostrzeżenia Iranu, że jeśli dokona odwetu na izraelskie skupiska ludności, wtedy USA „zobowiązane zostaną przyjść Izraelowi z pomocą”. 

To ostrzeżenie wyraźnie podważa staranne wysiłki administracji Obamy poczynione w poprzednich 2 miesiącach, aby dać sygnał Netanyahu, że Izrael pozostanie sam w razie zaatakowania Iranu bez wcześniejszego porozumienia z USA. Nagły zwrot w polityce Obamy dramatycznie wyjawił głębokie sprzeczności zawarte w jego polityce.

Z jednej strony, Obama forsował koncepcję ukierunkowaną na uniknięcie wplątania się w wojnę Izraela z Iranem, które zarówno Obama, jak również dowódcy wojskowi uważają za sprzeczne z żywotnymi interesami USA. Z drugiej strony, Obama potrzebuje ubić interes z Iranem, aby zarówno Izraelowi, jak też amerykańskiej opinii publicznej dowieść, że jest skuteczny w narzuceniu Iranowi konieczności wycofania się z obecnego stanowiska w sprawie programu atomowego.

Przekonanie owo opiera się na zdroworozsądkowym podejściu organów narodowego bezpieczeństwa USA, że Iran może zostać posadzony przy stole rokowań przy pomocy odpowiedniego nacisku. Również inna rzecz wynika ze zwykłego rozsądku: żaden prezydent demokrata nie zdobędzie się na otwarte zerwanie USA ze sprawami izraelskiego bezpieczeństwa, szczególnie w stosunkach z Iranem.

Sprzeczność w zakresie dwóch elementów polityki Obamy względem Iranu przeszła niezauważona w USA. Lecz prawdziwe znaczenie rozdźwięku z pewnością zostało dobrze zrozumiane w Iranie i w Izraelu.

Jest jeszcze czas na to, aby Obama naprawił wyrządzoną szkodę i powrócił do polityki, jaką rozwijał w grudniu. Lecz dopóki Obama nie ostrzeże Netanyahu publicznie, że wykonanie ataku wbrew stanowisku USA, naprawdę będzie oznaczać, że jest sam, szanse na odstraszenie go i uniknięcie wojny z Iranem mogą być wyczerpane niemal do zera.

Gareth Porter jest badaczem historii i dziennikarzem Inter-Press Service specjalizującym się w pisaniu na tematy narodowej polityki bezpieczeństwa USA.

 

Komentowanie zamknięte.