Najnowsze

Opublikowano Październik 27, 2013 Przez Jan W Rosja

Jakie jest rosyjskie prawosławie?

r500Rosyjskie prawosławie wygląda dziś jak porcja waty cukrowej – w środku jest cienki patyczek, czyli garstka głęboko wierzących, a wokół kłęby waty, czyli ludzie, którzy tylko mówią o prawosławiu

Na nocne nabożeństwo w ostatnią Wielkanoc do 300 cerkwi prawosławnych w Moskwie przyszło 150 tys. ludzi. Następnego dnia odsypiali udział w długiej liturgii. W pierwszy dzień świąt 3 mln moskwian, którzy na co dzień nie chodzą do cerkwi, pojechało na cmentarze wspominać zmarłych. Władze miejskie wysłały specjalne oddziały milicji do ochrony cerkwi w nocy, a w ciągu dnia specjalne autobusy do przewozu ludzi na nekropolie.

Jednak w Moskwie mieszka 10 mln ludzi. Ponad połowa z nich nie uczciła ostatnich świąt zmartwychwstania religijnie, choć Moskwa jest ponoć bardziej religijna od reszty kraju. Nasuwa się smutny wniosek, że zamiast religijności w Rosji dominuje dziś praktyczny ateizm.

Prawosławie to narodowość

Głęboko religijni prawosławni odwiedzają cmentarze nie w samą Wielkanoc, jak większość moich rodaków, ale dziesięć dni po niej. Prawdziwie wierzący nie piją też na grobach wódki, jak robi to większość Rosjan. Kto sam pije lub stawia na grobie kieliszek z kawałkiem chleba, jest nieświadomym poganinem, wskrzeszającym stary obyczaj słowiański.

Większość nieświadomych pogan, podobnie zresztą jak większość równie bezrefleksyjnych ateistów, deklaruje w sondażach, że są prawosławni. Stopniowo jednak procent prawosławnych się zmniejsza. W połowie lat 90. przynależność do prawosławia deklarowało 80 proc. Rosjan, teraz jest ich nieco więcej niż 50 proc. Ludzi, którzy chodzą do cerkwi przynajmniej raz w miesiącu, jest ledwie 5 proc. Wielu deklarujących się jako prawosławni mówi, że nie wierzy w Boga. Prawosławie oznacza dla nich narodowość, przynależność do określonej kultury, ale nie wiarę.

Jeszcze na początku lat 90. patriarcha Aleksy II, mówiąc o sile swojego Kościoła, lubił powoływać się na badania socjologiczne. Dziś woli mówić bardziej abstrakcyjnie, że “prawosławnymi są wszyscy, którzy mają korzenie prawosławne”. A “korzenie prawosławne” zdaniem Aleksego to nie tylko przodkowie, ale po prostu uznanie kultury rosyjskiej za swoją.

W ciągu ostatnich 10 lat wolności religijnej liczba parafian wzrosła ponad dwukrotnie, liczba parafii – kilkakrotnie więcej. Patriarchat moskiewski ma dziś 14 tys. parafii i 15 tys. księży (średnio na jednego księdza przypada od 100 do 500 praktykujących wiernych). W porównaniu z czasami ZSRR Cerkiew jest więc liczna, ale to ciągle mało nawet w porównaniu z tymi krajami Zachodu, które uważa się za bardzo zlaicyzowane.

Kij i laseczka

Prawosławie często odgrywa w Rosji rolę kija. W 1997 r. patriarcha doprowadził do przyjęcia przez Dumę ustawy o wyznaniach religijnych, która mocno ogranicza prawa nieprawosławnych, przede wszystkim nowych ruchów religijnych. W praktyce władze posuwają się jeszcze dalej, niż pozwala na to ustawa. W Moskwie zabroniono np. działalności Armii Zbawienia, argumentując, że to “organizacja militarna”. Ograniczane są przede wszystkim prawa tych wyznań, które przyciągają najwięcej nowych członków. Dyskryminowani są więc przede wszystkim adwentyści i mormoni, którym mimo to co roku udaje się podwajać liczbę wiernych. Katolicy są pod tym względem dużo mniej aktywni, więc nie stwarza im się wielkich utrudnień, gdzieniegdzie tylko mają kłopoty z odzyskaniem świątyń zbudowanych jeszcze przed rewolucją. Nie bardzo cierpią też dość pasywni luteranie i baptyści.

Ludzie, którzy używają prawosławia jako kija, sami zazwyczaj nie chodzą do cerkwi albo robią to rzadko. Są to przede wszystkim urzędnicy komunistyczni starej daty, którzy pod rządami Chruszczowa ochoczo walczyli z “sektantami”, jak się wówczas określało ludzi wierzących. Nawet zarzuty wysuwane przez nich pod adresem baptystów czy katolików pozostają takie same jak kiedyś, że np. odciągają ludzi od tradycji narodowej albo że pod pretekstem chrześcijaństwa sączą niemiecką lub polską propagandę.

Większość polityków, ludzi kultury czy biznesmenów chętnie opiera się o religię jak o laseczkę. Nie chodzi tu o pozyskanie sympatii wyborców poprzez deklaracje swojej religijności, bo jak dotąd żadnemu z polityków odwołujących się wyłącznie do prawosławia nie udało się odnieść sukcesu. Ważny jest jednak gest mówiący, że popiera się “naszą religię”.

Wspierając demonstracyjnie prawosławie, politycy sięgają zazwyczaj nie do własnej kiesy, lecz do pieniędzy państwowych. Dużo na odbudowę świątyń dają państwowe i półpaństwowe koncerny wydobywające ropę i gaz. Na swoich terenach finansują budowę nowych świątyń, gdzie indziej fundują ozdoby lub sprzęt liturgiczny. Były premier i szef Gazpromu Wiktor Czernomyrdin doprowadził na przykład do budowy cerkwi we wsi, w której przyszedł na świat. Urzędnikom takim jak on prawosławie w pewnym sensie zastąpiło ideologię komunistyczną. Jednak nie szanują oni religii jako takiej, ale siebie za to, że wspierają rodzimą religię.

Energetycy w odróżnieniu od naftowców i gazowników nie dają na Cerkiew ani kopiejki, bo Anatolij Czubajs, prezes Zjednoczonych Systemów Energetycznych, jest absolutnym ateistą. Twórca rosyjskich reform Jegor Gajdar określa się jako agnostyk. Jedynym rzeczywiście praktykującym politykiem jest lider liberalnego Jabłoka Grigorij Jawliński, ale on praktycznie nigdy nie mówi o swojej wierze.

Skrajności są w cenie

Bardzo za to widoczni są aktorzy i artyści estradowi podkreślający swoją religijność. Znana z czasów radzieckich aktorka Jekatierina Wasiliewa jest na przykład szefową pewnej rady parafialnej w Moskwie. Często udziela wywiadów, w których potępia bezbożność. Wielu artystów śpiewa o złotych kopułach i krzyżach.

Większość polityków i ludzi kultury jest jednak niewierząca. I wcale nie jest to milcząca większość. Rosyjska prasa regularnie zamieszcza informacje z życia patriarchatu moskiewskiego, ale czyni tak wyłącznie dla zachowania dobrych stosunków z urzędnikami kontrolującymi słowo drukowane. Jednocześnie gazety bardzo chętnie i bez żadnego strachu zamieszczają ostre felietony antyklerykalne. Prasa chętnie drukuje artykuły o tematyce religijnej, jeśli piszą je autorzy należący do skrajnych nurtów – fundamentalistycznego lub ekumenicznego – które odstają od oficjalnej linii patriarchatu. Teksty ludzi związanych z hierarchią są wedle redaktorów mniej interesujące. W demokratycznych “Moskowskich Nowostiach” rubrykę religijną prowadzi np. monarchista i przeciwnik ekumenizmu Aleksander Sołdatow. Redakcja ceni sobie wyrazistość i opozycyjność jego poglądów niezależnie od tego, przeciwko komu są skierowane.

Ołtarz i tron

Cerkiew nie utrzymuje się sama. Zarówno biskupi z prowincji, jak i sam patriarcha dostają większość pieniędzy nie od wiernych (ci są zbyt biedni albo nieskorzy do składania ofiar), ale od rozmaitych struktur państwowych lub przedsiębiorstw należących w jakimś stopniu do państwa. Skandaliczne historie o tym, że biskupi handlują papierosami, wódką albo wodą mineralną, to drobiazg. W rzeczywistości większość wpływów Kościoła prawosławnego, kilka milionów dolarów rocznie, pochodzi z darowizn od firm handlujących ropą. Dlatego hierarchowie nie mogą sobie pozwolić na zbytnią opozycyjność wobec władzy, nawet gdyby chcieli. W odróżnieniu od greckiej Cerkwi prawosławnej Cerkiew rosyjska nie protestuje przeciwko nadaniu obywatelom numerów statystycznych, choć kilka lat temu podnosiły się głosy, że to wymysł szatana. Mimo głoszonego przez wielu biskupów antyekumenizmu Cerkiew rosyjska bierze udział w pracy Światowej Rady Kościołów, bo zależy na tym władzom. Uległość wobec władzy prowadziła nawet do sytuacji komicznych, gdy jednego dnia patriarcha publicznie popierał karę śmierci, sądząc, że taka jest wola Kremla, by następnego dnia całkowicie zmienić stanowisko. Od tego czasu na wszelki wypadek Aleksy II nie wypowiada się jasno w sprawie pochówku Lenina, by nie wyjść przed szereg.

Na opozycyjność patriarchat moskiewski pozwala sobie wyłącznie w drobnych, czysto symbolicznych sprawach. Cerkiew nie chce np. uznać autentyczności szczątków rodziny carskiej zamordowanej w Jekatierinburgu, którym prezydent Jelcyn urządził kilka lat temu uroczysty pogrzeb w Petersburgu.

Religijność Putina

O polityce rosyjskiej decyduje dziś solidarność rządzącej nomenklatury. Religijność poszczególnych polityków, w tym nawet prezydenta, ma bardzo mały wpływ na całą kastę. Zarówno Jelcyn, jak i Putin pomagają patriarchatowi finansowo, ale żaden z nich nie wpuści religii do szkoły, czego Cerkiew bezskutecznie się domaga od kilku lat. Nomenklatura po prostu nie chce, żeby “popi mieszali w głowach” jej dzieciom. Duchowieństwo może swobodnie działać tylko w więzieniach, w szpitalach i w wojsku.

Putin demonstruje większą religijność niż Jelcyn, ale jeszcze ani razu nie dał do zrozumienia, że jakąkolwiek decyzję podjął po konsultacjach z duchownymi. Prezydent utrzymuje wokół siebie dwa kręgi intelektualne. Jeden z nich jest antyzachodni i procerkiewny, a na jego czele stoi petersburski bankier Siergiej Pugaczow, który finansuje fundamentalistyczny program telewizyjny “Russkij Dom” i wspiera jeszcze bardziej wsteczną stronę internetową przeora Tichona Szewkunowa. Drugiej grupie przewodzi Gleb Pawłowski, który jest też antyzachodni, ale zdecydowanie sceptyczny wobec prawosławia. Na razie żadna z tych grup nie zdobyła przewagi i Putin całkowicie samodzielnie decyduje o stosunkach z patriarchą. Większość najbliższych doradców prezydenta stanowią jednak ludzie niewierzący albo wręcz zażarci wrogowie Cerkwi.

Pod względem mentalności Putin jest podobny do poprzednich pokoleń nomenklatury komunistycznej – może myśleć jedno, mówić drugie, a robić jeszcze zupełnie coś innego. Rzeczywiście – obecny prezydent żegna się znakiem krzyża częściej i sprawniej, niż robił to Jelcyn, ale utrzymuje hierarchów na tak samo krótkiej smyczy jak jego poprzednik. Dlatego przyjazd Papieża do Rosji w 2002 r. jest całkiem możliwy. Patriarcha Aleksy II będzie, rzecz jasna, protestował, ale uciszy się, gdy dostanie kolejną porcję naftodolarów. O tym, co będzie, gdy naftodolary się skończą, władze cerkiewne, podobnie zresztą jak i świeckie, wolą nie myśleć.

Trzeba jednak oddać sprawiedliwość Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, że są w niej także ludzie gotowi budować Kościół nie na ropie, władzy czy fundamentalizmie, ale na Chrystusie. Fundamentaliści, do których należy większość episkopatu, stanowią zauważalną, ale jednak mniejszość. Większość świeckich i szeregowi duchowni wolą się trzymać z dala od polityki. Nie są antysemitami ani zaciekłymi wrogami Zachodu, nie popierają monarchizmu, jak czyni to większość hierarchów. Mimo niechętnego stosunku biskupów powoli rośnie liczba księży i prawosławnych intelektualistów nawiązujących do tradycji ekumenicznej ojca Aleksandra Mienia, zamordowanego przez nieznanych sprawców w 1990 r. Dlatego wcale się nie zdziwię, jeśli za dwa pokolenia rosyjskie prawosławie dojrzeje do własnego Soboru Watykańskiego II, który odnowi nasz Kościół.

Jakub Krotow

Przekład Marcin Wojciechowski

Za: http://redakcjapartyzant.wordpress.com/2013/10/27/jakie-jest-rosyjskie-prawoslawie/#more-1165

Data publikacji: 27.10.2013

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.