Opublikowano Październik 31, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Jak zbombardować Iran

źródło: http://theuglytruth.wordpress.com/2012/10/29/how-to-bomb-iran/#more-46173

 

theamericanconservative.com

Podczas wojen napoleońskich, gdy pojawiły się doniesienia, że Francuzi szykują się do inwazji na Anglię, admirał John Jervis powiedział: „Nie mówię, że Francuzi nie mogą tu dotrzeć – mówię tylko, że nie mogą dotrzeć do nas morzem”. Nie licząc próby przeprawnienia się pułku sankiulotów przez Kanał La Manche za pomocą floty balonów Montgolfiera, komentarz Jervisa doskonale podsumowywał możliwości realizacji ambicji francuskich, dopóki to Brytania rządziła na falach mórz i oceanów.

Zupełnie podobnie poza zasięgiem wojskowym wydają się być kwestie dotyczące rzekomego planowania przez izraelczyków ataku lotniczego na irańskie zakłady atomowe. Amerykańskie media i nawet niektórzy rzecznicy Pentagonu czynili aluzje, że izrael sam nie jest w stanie wykonać tego zadania, lecz problem jest znacznie większy i prowadzi do postawienia pytania, czy izrael w ogóle jest w stanie podjąć się realizacji tego zadania. Izrael ma ponad 400 myśliwców, ale wiele z nich ma tak skonfigurowane systemy, żeby zapewnić przewagę w powietrzu nad potencjalnym przeciwnikiem poprzez strącenie lotnictwa przeciwnika i wyłączenie z użycia jego urządzeń obrony przeciwlotniczej na ziemi. Są to myśliwce służące niesieniu pomocy w operacjach wojsk lądowych, a ich zdolności w zakresie wykorzystania ich jako bombowców są sprawą drugorzędnie potraktowaną.

Izrael nie ma celowo utworzonych sił bombowych, ale ma, jak się powszechnie ocenia, 125 rozbudowanych do celów bombardowania myśliwców F-15I i F-16I, jakie otrzymały w trakcie służby specjalną awionikę zainstalowaną przez przemysł lotniczy, aby poprawić ich zdolność wykonywania lotów w specyficznym terenie i warunkach pogodowych, jakie przeważają na obszarze Bliskiego Wschodu. Samoloty są zdolne do wykonywania misji dalekiego zasięgu oraz mają bardzo rozwinięte zdolności bombardujące, ale mają też swoje istotne ograniczenia.

Istnieje ogólnie zgodny pogląd, że każda próba zniszczenia umocnionych i dobrze przygotowanych do obrony irańskich zakładów atomowych będzie wymagała użycia amerykańskich (i dostarczonych przez USA) bomb burzących GBU-28, ważących 5 tysięcy funtów, laserowo naprowadzanych ładunków burzących, jakie mogą być precyzyjnie naprowadzane na cel. GBU-28 uważane jest za coś, co jest narzędziem precyzyjnym i zdolne jest penetrować cele głęboko schowane pod powierzchnią, dlatego zostało opisane jako „niszczyciel bunkrów”. Dokładne charakterystyki zdolności burzących tej broni są ściśle tajne, lecz uważa się, że jest zdolna przenikać powierzchnie zbudowane ze wzmocnionego betonu na głębokość 20 stóp.  Niezależnie od tego, jaki cel będzie brany pod uwagę spośród możliwych irańskich celów ataku, czy będą to ośrodki badawcze w Natanz i Fordow, zakład wytwarzania ciężkiej wody w Arak, czy działający na pełną moc reaktor w Bushehr, co trudno z góry określić, niektórzy analitycy jednak przedstawiają jednakowo brzmiącą opinię, że w każdym razie będzie to wymagać wielokrotnych trafień w ten sam cel i to trafień bardzo dokładanych, aby móc wykonać założone zadanie. A w przypadku Bushehr, najłatwiejszego dostępnego celu spośród wymienionych, to trzeba zaznaczyć, iż jest to czynny reaktor atomowy, i atak spowodowałby uwolnienie wielkiej ilości skażenia.

Zakładamy, że USA dostarczyło izraelowi dostateczną ilość bomb GBU-28 do tego, żeby zaopatrzyć całe lotnictwo, to nadal mamy dwa dodatkowe problemy z tą bronią, jakie mają wpływ na zdolność izraela do wykonania takiego ataku. Po pierwsze, jest to rodzaj uzbrojenia tak ciężki, że tylko 25 izraelskich F15I jest w stanie przenosić go, i to tylko jedną bombę podczas jednego lotu. W celu optymalnego użycia broni przeciw celowi, GBU-28 wymaga również jasnego pola widzenia, co oznacza, że samolot winien lecieć nisko i względnie powoli, przez co myśliwce przeznaczone do bombardowania są bardziej podatne na trafienie naziemnej obrony przeciwlotniczej, szczególnie że ich zdolności manewrowe będą  zależne od przenoszonego ładunku. Pierwszy poruszony problem stwarza od razu przesłankę drugiego, że jeżeli atak ma się powieść, potrzebna będzie oddzielna flota powietrzna myśliwców F-16 nieobciążonych ładunkiem GBU-28, która będzie musiała lecieć pierwsza i zniszczyć zdolności obrony przeciwlotniczej, co tylko dodatkowo skomplikuje misję.

Zakładając, że izraelskie myśliwce są zdolne do przeniesienia GBU-28, i że są one dostępne w odpowiedniej ilości, a tego nie da się powiedzieć w tej chwili, 25 bomb może nie wystarczeć do spowodowania odpowiednich zniszczeń wśród oznaczonych celów. Niezbędny jest doskonały meldunek wywiadowczy, aby umieścić zrzucone bomby dokładnie tam, gdzie wywołać mogą największe zniszczenia, element, jakiego prawdopodobnie najbardziej brakuje przy planowaniu ataku na cele podziemne. Część bomb na pewno chybi, inne mogą nie zadziałać tak, jak powinny i mogą eksplodować zanim przenikną warstwy ochronne. A nadto zanim bomby zostaną zrzucone, samoloty muszą przebyć przestrzeń powietrzną nad Iranem.

Załóżmy, że izraelczycy wybrali opcję ataku z użyciem 50 myśliwców, 1/3 z nich została przeznaczona dla wyeliminowania ognia obrony naziemnej. Samoloty będą wyposażone w odpowiednie dodatkowe zbiorniki paliwowe wbudowane w kadłuby po to, aby zwiększyć zasięg działania. Będą mieć także pomocnicze zbiorniki, jakie można odrzucić po ich wyczerpaniu. Tym niemniej siły atakujące startujące z lotnisk izraelskich prawie od razu powinny zostać dotankowane albo nad izraelem albo nad Morzem Śródziemnym, ponieważ myśliwce spalają ogromną ilość paliwa podczas startu. Dotankowanie z posiadanych przez izrael 12 zmodyfikowanych tankowców powietrznych Boeingów 707 i C-130 również zajmie trochę czasu, nawet jeśli każdy z przeznaczonych do misji w Iranie zrobi to w ciągu 30 sekund. Procedury manewrowania i łączenia się w celu tankowania zajmują jednak o wiele więcej czasu. Dotankowanie 50 samolotów to będzie wielkie zadanie, zadanie zasadnicze w kwestii powodzenia misji, a dodajmy, że samoloty w powietrzu, formujące się w szyk będą łatwo wykrywalne przez radary w Egipcie i Libanie, będzie to informacja, co do której trzeba zakładać z całkowitą pewnością, iż dotrze do Iranu.

Cele w Iranie leżą ponad 1000 mil od izraela i samoloty muszą stracić trochę czasu latając nad wyznaczonymi celami ataku, właśnie dlatego sprawa dotankowania jest problemem podstawowym. Lecz nawet i po pokonaniu tej trudności będą problemy, jeśli izraelskie lotnictwo wda się w walki z samolotami przeciwnika albo na drodze do celów albo nad Iranem. Będzie musiało odrzucić pomocnicze zbiorniki w celu podjęcia działań obronnych i wskutek tego prawdopodobnie zostanie zmuszone do niezwłocznego powrotu do izraela.

Są trzy możliwe trasy lotu nad Iran. Jedna wiedzie na południe i powoduje naruszenie strefy powietrznej Arabii Saudyjskiej i w żaden sposób nie da się przewidzieć, czy ponad 80 myśliwców F-15 z Saudi Air Force nie wda się w powietrzną szamotaninę albo wręcz nie przechwyci sił atakujących Iran. Co do Syrii, małe prawdopodobne jest, aby mogła zakłócić przelot biorąc pod uwagę aktualne kłopoty tego państwa, chociaż wciąż posiada ono bardzo zmyślne rakiety przeciwlotnicze rosyjskiej produkcji, w tym wypadku nie da się jednak przewidzieć tureckiej odpowiedzi na możliwe naruszenie przestrzeni lotniczej. Trzecia i najbardziej prawdopodobna trasa przelotu, to lot wzdłuż południowej granicy Syrii, uniknięcie Jordanii, a potem przelot nad Irakiem, który ma bardzo ograniczone zdolności obrony przeciwlotniczej odkąd amerykańskie wojska opuściły jego terytorium pod koniec 2011 r.

Poprzednie ataki izraela na zakłady atomowe w Iraku i Syrii dosięgły celów, jakie były na powierzchni i wykorzystywały element całkowitego zaskoczenia. W przypadku podróży nad Iran, izraelczyków czeka konfrontacja z czymś zupełnie innym, celami, jakie znajdują się głęboko pod ziemią albo są wzmocnione betonem specjalnie zbrojonym, a dodatkowo siecią baterii obrony przeciwlotniczej, jakie znajdą się w stanie gotowości bojowej i będą czekały na napastników. O Iranie wiadomo tyle, że posiada dostarczone przez Rosję baterie SA-5 do strącania celów lecących na dużych wysokościach oraz SA-15 na niższych. Obydwa systemy uważane są za bardzo skuteczne. Domniemywa się również, że Teheran zakupił od Rosji zaawansowane systemy rakiet dalekiego zasięgu S-300, a jeśli to jest prawda, mogą one stanowic poważny problem dla izraelskich mysliwców. Izraelczycy będą mieć dużo szczęścia, jeśli uda im się uniknąć strat.

Zakładamy dalej, że siły powietrzne izraela zdolne są poradzić sobie z kwestią dotankowania, skutecznego przelotu nad Iran, zniszczenia obrony naziemnej oraz zrzucenia bomb, ale wciąż pozostaje kwestia powrotu do domu, czyli ponownego przelotu nad Irakiem, przy czym wszystkie siły powietrzne i baterie obrony przecilotniczej w regionie będą już postawione w stan najwyższej gotowości bojowej. W zależności od tego, ile działań manewrowych będą potrzebować nad Iranem, niektóre samoloty będą potrzebować kolejnego dotankowania, co oznacza konieczność rozmieszczenia wysoce podatnych na strącenie tankowców powietrznych w strefach powietrznych Iraku i Jordanii.

W czasie powrotu do domu, izraelczycy mogą się z pewnością spodziewać chmur rakiet różnego rodzaju wystrzelonych przez Hezbollah w Libanie w odpowiedzi na atak przeprowadzony przez nich w Iranie. Sfinansowany przez USA system obrony przeciwrakietowej, Iron Dome, przechwyci pewnie część z tych rakiet, ale część na pewno doleci i spowoduje wiele ofiar cywilnych w izraelu, słowem cena będzie wysoka.

Jasne jest, że wykonanie ataku na Iran będzie najeżone trudnościami i wywiad szacuje, że w najlepszym wypadku bombardowanie zatrzyma zdolności irańskie w zakresie budowy broni wyłącznie na rok albo dwa. Dodatkowo atak spowoduje, że Iran na pewno zacznie realizowac program budowy broni, choćby tylko dla celów obronnych, zasadnicza decyzja w tej sprawie, jak dotąd nie została jeszcze podjęta przez kierownictwo tego państwa.

Izrael ma inne zasoby militarne – w tym rakiety balistyczne i okręty podwodne wyposażone w rakiety manewrujące, jakie mogą zostać użyte do ataku na Iran, a co na pewno spowoduje irański odwet przy pomocy posiadanych przez Iran rakiet balistycznych i manewrujących, a co również znacznie skomplikuje rozwój wypadków, jakie nastąpią po dokonaniu ataku. Jest również możliwość użycia przez izrael broni atomowej, co z pewnością spotka się ze światową reakcją potępienia, a także doprowadzi do niezwłocznej eskalacji walk w regionie, a nawet stworzy mozliwość wybuchu większego konfliktu.

Dla zrównoważenia sytuacji, wszystkie zawarte powyżej domniemania sugerują, że często powtarzana groźba ze strony izraelskiego kierownictwa nie jest planem ataku na irańskie zakłady atomowe, jaki należy brać na poważnie. Jest to najprawdopodobniej dalekosiężna dezinformacja i część od dawna planowanej operacji, jaka ma na celu w jakiś sposób przekonać USA do wykonania tego zadania zamiast izraela albo celowego uwarunkowania opinii publicznej w izraelu i w USA, aby zdobyć poparcie dla jakiegoś incydentu, jaki może zostać zaaranżowany w celu wywołania konfliktu zbrojnego z udziałem Iranu. Jeżeli ktoś przysłuchiwał się temu, co mówili obaj kandydaci na prezydenta podczas poniedziałkowej debaty, to zwrócił uwagę, że mniej więcej zgadzali się oni co do tego, że należy wesprzeć zbrojnie każdy atak izraelski na Iran. To, czy rzeczywiście Romney albo Obama chcą zrobić w kwestii rozpoczęcia nowej wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie, jest oczywiście niemożliwe w zakresie obiektywnego rozpoznania.

 

Philip Giraldi, były oficer CIA, jest dyrektorem the Council for the National Interest.

Komentowanie zamknięte.