Opublikowano Listopad 6, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Izrael nazajutrz

źródło: http://www.gilad.co.uk/writings/israel-the-day-after.html

autor: Gilad Atzmon

Niedawno ukazał się ciekawy artykuł Daniela Gordisa w Tablemag.com. Gordis, oddany sprawie syjonistyczny intelektualista, jest zaniepokojony nieuniknionym upadkiem państwa żydowskiego i wpływem takiego upadku  na światowe żydostwo w ogóle, a amerykańskich żydów w szczególności.

Chociaż potwierdzać się zaczyna to, z czego uczeni syjonistyczni zdają sobie sprawę, iż państwo żydowskie jest na dobrej drodze do niebytu, to co ważniejsze artykuł Gordisa daje nam wgląd we współczesną politykę żydowskiej tożsamości, kultury żydowskiej i stanu syjonistycznej zbiorowej psychozy. I co ciekawe, Gordis potwierdza każdy krytyczny argument, jaki ja podnoszę w mojej ostatniej książce The Wandering Who.

Gordisa nękają wyniki sondaży, które wskazują, że centralne miejsce izraela wśród  żydowsko-amerykańskiej młodzieży przestaje być istotne.

Najwyraźniej niedawne badanie sugeruje, że 50 procent młodych Amerykanów żydowskiego pochodzenia (35 lat i młodsi) nie postrzega zniszczenia izraela jako „osobistej tragedii”.

W swej próbie wyjaśnienia tak dramatycznej zmiany postawy żydowskiej diaspory, Gordis odwołuje się do badań Petera Beinarta w tej dziedzinie: że młodzi amerykańscy żydzi czują się bezpiecznie, w odróżnieniu od swoich rodziców, nie boją antysemityzmu. Beinart ma rację.

Zachodni żydzi przestali się bać. Wręcz przeciwnie, współczesna żydowska arogancja polityczna nie zna granic. AIPAC i podobne mu zachodnie lobby żydowskie otwarcie naciskają na wojny interwencyjne od ponad dziesięciu lat, a część wpływowych żydów jawnie zajęła się wyszukaniem innych form i aspektów judeocentrycznej dominacji w mediach, bankowości, kulturze i polityce. W rzeczywistości wydaje się, że wielu żydów nie martwi się możliwym wzrostem antysemityzmu i są obojętni na ewentualne konsekwencje swoich własnych działań.

Do pewnego stopnia to poczucie żydowskiej wszechmocy może być postrzegane jako bezpośrednia wytyczna istnienia izraela; gdy młodzi żydzi amerykańscy są świadkami tego, jak ich amerykańscy wybieralni politycy tańczą bezwstydnie do klezmerskiego hałasu wytwarzabego przez AIPAC, to naturalnie przepełnia ich poczucie niezwyciężonej mocy, i to jest właśnie istotą współczesnej żydowskiej władzy zbiorowej – władza, jaką można sobie wyobrazić tylko w związku z istnieniem izraela.

Ponownie rozpowszechniany – przedtraumatyczny stres

Gordis ma za zadanie dokonać wstrząsu w dziedzinie zaufania diaspory żydowskiej poprzez przywrócenie starego triku z plemienntm zbiorowym strachem. Pisze on: „Theodor Herzl zrobił to, co zrobił i napisał to, co napisał, bo życie żydów w diasporze stało, żeby użyć w tym miejscu cytatu z Hobbesa „ubogie, paskudne, brutalne i krótkie„. ” Według Gordisa, współcześni żydzi są zbyt zajęci swoimi sprawami i czują się zbyt bezpiecznie. „Co się stało wtedy, nie może się zdarzyć dzisiaj„. Ale Gordis jest zdania, że się mylą. „zaufanie ‘amerykańskich żydów’ przypomina to, jakie mieli żydzi w Kordobie – którzy przymusowo byli nawracani, paleni żywcem na stosie, albo doraźnie wyrzucani z państwa przez hiszpańską inkwizycję„. Podobnie, jak twierdzi, „żydzi w Berlinie w 1930 również wierzyli, że znaleźli się w bardzo oświeconym domu, że ciemne dni Europy nigdy nie wrócą. A na przestrzeni paru lat, niemieckie żydostwo zostało skasowane„. Tutaj Gordis przekazuje jasny komunikat – w świetle nowego potencjalnego shoah „życie amerykańskiego żydostwa, jakie teraz istnieje w obecnym kształcie, nie przetrwa utraty izraela„.

W Wandering Who, badam sprawę wpływu zaburzenia przedtraumatycznego stresu (Pre-Traumatic Stress Disorder (Pre-TSD) i odnoszę się w szczególności do unikalnej na tle innych ludzi, żydowskiej kolektywnej tendencji do kształtowania swej tożsamości kulturowej, duchowej i politycznej przez jakieś katastrofalne wydarzenie o charakterze fantasmagorii, urojenia, co do przewidywania przyszłości. Polityka żydowska od zawsze formowana jest na podstawie przyszłej dopiero traumy. Zatem wiadomość Gordisa do jego ziomków, żydów, jest jasna. To nie shoah z przeszłości powinno nas łączyć, ale shoah, jakie dopiero przed nami, powinno rozbudzić naszą więź syjonistyczną.

Wiadomość Gordisa do amerykańskich żydów jest oczywista. Silny izrael wraz z kontrolą AIPAC nad amerykańską polityką zagraniczną, jest dobrem dla Żydów, a każda alternatywa to recepta na pewną katastrofę . „Kiedy około 400, w większości ortodoksyjnych rabinów maszerowało po Waszyngtonie w październiku 1943 r. prezydent Roosevelt po prostu odmówił spotkania z nimi i opuścił Biały Dom tylnymi drzwiami. Nie było masowych protestów, nie było karawanów autobusów do Waszyngtonu z żądaniem pomocy dla ich europejskich krewnych”. Obecnie sytuacja zmieniła się radykalnie. Prezydencja w USA jest demokratycznie wybralnym stanowiskiem zarezerwowanym dla tego kandydata, który wkupił się w zaufanie żydowskiego lobby.

żydzi, dziś już nie myślą o sobie jako ludziach chodzących na palcach” mówi Gordis. A dlaczego powinni? Dzięki izraelowi i jego potężnemu lobby, uważają się za najbardziej wpływową i potężną grupą etniczną na świecie. W Ameryce, AIPAC dominuje politykę zagraniczną, w Wielkiej Brytanii 80% parlamentarzystów czołowych partii są członkami potężnej CFI (Conservative Friends of Israel – Konserwatywni Przyjaciele izraela), a we Francji CRIF prowadzi show.  „izrael zmienił egzystencjalną sytuację żydów wszędzie, nawet w Ameryce. Bez państwa izrael, pewność siebie i poczucie przynależności, jakie teraz żydzi w USA, biorą za pewnik, szybko się ulotnią”. W skrócie, żydzi dalej prowadzić swoje show, ale tylko tak długo, jak długo izrael jest nie do pobicia.

I nie myli się. W odróżnieniu do wielu innych syjonistów, Gordis jest zarówno uczciwy i logiczny, ma cechy, jakie rzadko można znaleźć w żydowskim dyskursie antysyjonistycznym.  Gordis otwarcie przyznaje, że mamy tu do czynienia z czystym paradoksem. Poczucie przynależności i bezpieczeństwa, które prowadzi wielu amerykańskich żydów do przekonania, że nie potrzebują państwa izrael, jest samo w sobie produktem samego państwa izrael. Taka śmiertelna arogancja, jaka kieruje syjonistami w rodzaju Bernarda Henri Levi’ego albo dziennikarza z Jewish Chronicle, Davida Aaronovitcha, jaka woła o wciąż więcej interwencjonistycznych wojen na świecie, powinna być postrzegana jako wynik istnienia silnego państwa żydowskiego – państwa, które dosłownie nie liczy się z ilością popełnionych morderstw.

Symboliczny identyfikator

W Wandering Who, twierdzę że izrael działa jako kluczowy żydowski identyfikator symboliczny, a zatem żydzi  budują swoją tożsamość w odniesieniu do ich państwa. To nie  tylko jest prawdziwe dla syjonistycznych żydów, ale jest też prawdą w przypadku tych tak zwanych „anty-syjonistycznych żydów”, których tożsamość jest nierozerwalnie związana z ich sprzeciwem wobec syjonizmu i izraela. Zniknięcie izraela spowoduje, że ich polityczna tożsamość przestanie mieć podstawy.

Gordis wykrywa podobny wzór wśród amerykańskich liberalnych żydów. „Chociaż wielu amerykańskich żydów, zwłaszcza młodszej generacji, uważa utratę izraela nie za swoją osobistą tragedię, izrael wciąż pobudza ich w taki sposób, jak żadna inna kwestia”. Gordis kontynuuje „izrael to tylko ojczyzna dla izraelczyków. To również „państwo ponad diasporą”; państwo, jakie chociaż odległe, zapewnia życie i wzbudza namiętności żydów na całym świecie„. I to jest prawdą nie tylko dla syjonistów, ale także do tych nielicznych żydów anty -syjonistów, którzy, poprzez negację, „namiętnie” lgną do izraela.

Nadchodzi Apokalipsa

Gordis zdaje sobie sprawę, że dla izraela, gra jest już skończona, ale zdaje sobie sprawę, że to również może spowodować załamanie żydowskiej władzy.  „utrata izraela fundamentalnie zmieni amerykańskie żydostwo. Położy kres odrodzeniu żydowskiego życia, jakie teraz kwitnie w niektórych częściach Europy. I izraelskich żydów więcej już nie będzie. Koniec z izraelem, w skrócie, to koniec z narodem żydowskim, jaki znamy”.

Obecna „złota epoka żydowska” dobiega nieuchronnego końca. Jednak pytanie, które pozostaje, to czy nasi syjonistyczni i izraelscy przywódcy pozwolą, aby nasza planeta przetrwała upadek ich najnowszego imperium żydowskiego?

Po tym, jak Netanyahu, Barak i AIPAC nieubłaganie nalegają na wywołanie Armageddonu, oraz biorąc pod uwagę, że te zbiorowe samobójcze narracje, jak Samson czy Masada, są tak cenione w syjonistycznych i izraelskich dyskursach, powinniśmy mieć się bardzo na baczności. Niestety, zamiana naszej planety w pył jest w pełni zgodna z misją izraela i syjonizmu.

To zadanie światowych przywódców – przeprowadzenie demontażu izraela i rozbicie potężnych żydowskich lobbies w sposób rozważny i ostrożny, mając na uwadze przez cały czas, że mamy do czynienia z jednostką bardzo śmiercionośną. Ale to także zadanie każdego z nas, aby mieć się na baczności przy takiej wymianie zdań między Gordisem a jego diasporą żydowską. To do nas należy obowiązek okazania sprzeciwu wszelkim formom lub objawom żydowskiej władzy: wobec syjonistów, „anty” syjonistów i szabes gojów, jednak wobec każdego z nich. To do nas należy obowiązek ocalenia nas samych i naszego wszechświata, ale także ratowania żydów, którzy są, niestety, kolejny raz, na dobrej drodze, aby sprowadzić kolejną katastrofę na siebie i na nas wszystkich.

Komentowanie zamknięte.