Najnowsze

Opublikowano Grudzień 1, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

ISIS, Izrael, Irak i Syria: to wszystko to część planu

Przeciwko wojnie

a

Izraelowi brakuje narodowego motto. Jeśli jego przywódcy szukają jakiegoś łacińskiego, „carpe chaos” byłoby trafnym i uczciwym wyborem.

„Chwytaj chaos” jest połową łupiny orzecha izraelskiej zewnętrznej polityki (drugą połową jest rozpoczęcie tego chaosu w pierwszej kolejności). W rzeczy samej, nawet jego przyjaciele w mediach nie mogą powstrzymać się przed ujmowaniem tego w takich określeniach. Dla przykładu, The New York Times ostatnio doniósł o tym, że „…wielu izraelskich przywódców i myślicieli skwapliwie wykorzystuje chaos w Syrii, aby utrwalić izraelski chwyt na Golanie”.

Odnosi się to do Wzgórz Golan, które Izrael przejął od Syrii w 1967 roku i od tego czasu okupował. Nawet Narody Zjednoczone, które aktywizowały Izrael, uważają okupację i późniejsze przyłączenie za niesprawiedliwe i nielegalne. Zwrócenie Golanu Syrii przez długi czas było zaawansowane, jako część potencjalnej umowy pokojowej.

Ale teraz Izrael używa wojny domowej w Syrii jako wymówki do rozszerzenia osad na Wzgórza Golan; starszy minister chce 100 tysięcy nowych rezydentów w ciągu najbliższych pięciu lat. Ich potencjalne użycie jest różnorodne: „400 i więcej mil kwadratowych kontrolowanego przez Izrael Golanu przy północno-wschodniej granicy z Syrią jest zarówno strategicznym płaskowyżem jak i bujnym terenem rolniczym wydającym doskonałe jabłka, wiśnie i wołowinę. Jest to również ogromne pole rozrywkowe, które przyciągnęło 3 miliony turystów w zeszłym roku”.

To także zwyczajowe modus operandi Izraela na Palestyńskim Wschodnim Brzegu: wysuwanie się do przodu z bezprawnymi osadami dla ustanowienia „realiów na gruncie”, które będdą ciężkie do odwrócenia, tym samym ustalanie okupacji stale na miejscu.

Obrońcy nowych osad na Golanie bronią ich przytaczając chaos w Syrii: „Z Syrią ‚zdezintegrowaną’ po latach wojny domowej, argumentują, trudno jest sobie wyobrazić stabilne państwo, któremu terytorium mogło by być zwrócone”.

The Times cytuje Izraelskiego premiera Michaela Orena, który dodaje bezczelny argument przestrzeni życiowej (lebensraum) do sprawy jako dobrą miarę: „Potrzebujemy miejsc do budowania i świat nie chce, abyśmy budowali na Zachodnim Brzegu. Nie sądzę, że ktokolwiek na świecie może do nas przybyć i mówić, że budujemy na ziemi, która będzie częścią umowy pokojowej, jeśli będziemy budowali na Wzgórzach Golan”.

„Chwytaj chaos” nie jest nową doktryną: nie jest też ograniczony do izraelskich korytarzy władzy. Istny manifest „chwytania chaosu” został napisany w roku 1996 dla waszyngtońskiego think-tanku przez Davida Wurmsera, pierwszego izraelskiego neokonserwatysty (ale powtarzam się), który później odegrał kluczową rolę w prowadzeniu administracji Busha ku wojnie w Iraku: doradzając Dickowi Cheneyowi w biurze Wiceprezydenta, towarzysząc Johnowi Boltonowi w Departamencie Stanu i zmyślając wyimaginowane „połączenia” pomiędzy Irakiem i Al Qaedą w Departamencie Obrony.

W artykule „Zmaganie się z rozpadającymi się państwami: równowaga zachodniej i izraelskiej strategii władzy dla Lewantu” Wurmser ustanowił kwestię „ograniczania i oczekiwania na zapadający chaos” rządów Baathystów w Iraku i Syrii.

Wurmser przewidział, że „dni Baathyzmu są policzone” ze względu na ich własne wrodzone niedociągnięcia stanowiące stabilną podstawę państwowości. W rzeczy samej, argumentował, arabski nacjonalizm generalnie był niewłaściwy dla arabskich narodów, zważywszy na partykularyzm i plemienne skłonności. Zatem ich przyjęcie może tylko skazać kraje arabskie na wieczne „oscylowanie między represją a anarchią”.

W szczególności Wojna w Zatoce „przyspieszyła schodzenie Iraku w wewnętrzny chaos”. Dla Wurmsera uczyniło to Środkowy Wschód z 1996 roku podobnym do Europy z 1914 roku. Tuż przez I Wojną Światową Imperium Otomańskie od dłuższego czasu było nazywane „chorym mężem Europy”. Poza wątpliwością był jego nadciągający upadek; co było kwestią do rozstrzygnięcia to to, kto splądrowałby jego rozpadające się zwłoki.

W 1996 roku Irak był „chorym mężem Środkowego Wschodu”. Wurmser przewidywał, że po nieuchronnym upadku jego władcy Sadama Husseina, Irak zostałby zdominowany albo przez reżim Baathistów w Syrii albo pałac królewski „Haszemicki” w Jordanie.

Opisał Irak nie jako poważne zagrożenie dla Izraela czy Zachodu, ale jako „nagrodę” w środkowo-Wschodniej grze tronów:

„Nagroda sama w sobie jest potężniejsza niż którykolwiek z sąsiadów, którzy jej pragną. Irak, naród 18 milionów, okupuje najbardziej strategicznie ważne i dobrze zaopatrzone terytoria Środkowego Wschodu”.

Wurmser wezwał Zachód i Izrael do pomocy Haszemickiej monarchii Jordanu w wygraniu tej gry tronów przez wyniesienie na tron jednego ze swoich jako króla Iraku. Propagował to, co określił Jordańską „Haszemicką opcją dla Iraku”, jako pierwszorzędną alternatywę dla zdominowanej przez Syrię kontynuację arabskiego Baathistycznego nacjonalizmu. Ten pierwszy, deklarował, jest „bardziej trwały i tradycyjny”, oraz:

„Haszemici sami w sobie są biegli w wykuwaniu silnych plemiennych, rodzinnych i klanowych sojuszy do tworzenia opłacalnych sojuszy w Lewancie”.

Oczywiście amatorska socjologiczna analiza Wurmsera jest brednią, a prawdziwą korzyścią, jaką neokonserwatyści widzieli w „Haszemickiej opcji”, było posłuszeństwo pałacu królewskiego Jordanu Izraelowi, ponieważ jest to klient całkowicie posiadany przez zachód, zupełnie zależny od setek milionów dolarów w zewnętrznej pomocy, którymi Stany Zjednoczone karmią go każdego roku.

W rzeczy samej, Wurmser wskazał na ten prawdziwy powód, kiedy argumentował, że miał się stać Haszemicki:

„…wtedy Syria zostałaby odizolowana i otoczona przez pro-zachodni jordańsko-izraelsko-irakijsko-turecki blok…”

Tak więc odizolowany, nieunikniony „chaotyczny upadek” Baathatystycznej Syrii mógłby być „oczekiwany”. A wtedy rozszerzony pro-zachodni blok mógłby:

„…opanowywać i zarządzać.. zakresem nadchodzącego kryzysu w Iraku i najprawdopodobniej w Syrii”.

To była „równowaga strategii władzy”, którą Wurmser zaproponował Zachodowi i Izraelowi, do zastąpienia wzgardzonego „…poszukiwania wszechstronnego pokoju – z włączeniem zapewnienia ‚ziemi dla pokoju’, z Syrią”.

Dziewiętnaście lat później, Wurmser musi być ucieszony tym, że Wzgórza Golan są, jak to omówiono powyżej, usuwane ze stołu jakichkolwiek umów „ziemi dla pokoju” dzięki jego nadziejom na chaotyczny upadek w Syrii.

W rzeczywistości, zaledwie miesiące przed napisaniem „Zmagania się z rozpadającymi się państwami”, Wurmser wysunął kwestię zawziętej wrogości wobec Syrii jako uprzywilejowanej alternatywy do zwrócenia Golan w szczególności:

„Biorąc pod uwagę naturę reżimu w Damaszku, jest zarówno naturalne jak i moralne, że Izrael porzuca slogan ‚wszechstronny pokój’ i rusza do opanowania Syrii, zwracając uwagę na jej program broni masowej zagłady i odrzucając umowy ‚ziemi dla pokoju’ w zakresie Wzgórz Golan”.

Wurmser napisał tą nikczemną polityczną pracę „Czyste złamanie: nowa strategia dla ocalenia królestwa”, która byłą adresowana nie do Waszyngtonu, a do Tel Avivu (wyrażając jego prawdziwą lojalność).

W „Czystym przełom” Wurmser nawet bardziej stanowczo uczynił kwestię otwartej zmiany reżimu jako „środka” „osłabiania, opanowywania, a nawet odosobnienia Syrii”. (To z kolei było niezbędne, ponieważ „Syria wyzywa Izrael na libańskiej ziemi”).

„Czysty przełom” zostało napisane pod auspicjami „grupy badawczej” dowodzonej przez mentora Wurmsera, Richarda Perle, i łącznie z protegowanym kompanem Perlego- Douglasem Feithem. Jest to niezmiernie znaczące, ponieważ Perle i Feith, jak Wurmser, również odgrywali kluczowe role w pchaniu administracji Busha ku wojnie.

W celu uzyskania większej liczby szczegółów zarówno o „libańskim związku” wspomnianym powyżej i roli „czystych łamaczy” w rozpoczęciu wojny w Irak odsyłam do mojego eseju, „Clean Break to Dirty Wars„.

W rzeczy samej to waszyngtońska polityka zagraniczna okupującego Izraela, która umożliwiła doktrynę Izraela „chwytaj chaos” poprzez używanie ogromnych imperialnych możliwości Ameryki do stworzenia tak wielkiej ilości chaosu do pochwycenia w pierwszej kolejności.

Jak się okazało, Irak nie był nawet tak blisko pogrążenia w chaosie czy wpadnięcia na jego krawędź, jak sądził Wurmser w roku 1996. O świcie XXI wieku Saddam był osadzony we władzy tak mocno jak nigdy. To tyle o Wurmserze jako geopolitycznym analityku.

To stworzyło problem. Nie było szansy na „oczekiwane” „chaotyczny upadek”, którego tam nie było; proces musiał zaistnieć najpierw, zanim będzie mógł być przyspieszony. Więc Wurmser i inni neokonserwatyści w administracji Busha sami musieli ugotować załamanie z zadrapań.

I potrzebna była pełnowymiarowa inwazja i okupacja przez supermocarstwo, aby zrobić ten szczególny leninowski „omlet”, kosztem ogromnej ilości „rozbitych jajek”: 4425 amerykańskich żyć i 1.7 biliona dolarów.

Ale neokonserwatyści i Izrael w końcu dostali utęskniony chaotyczny upadek w Iraku, razem ze śmierciami ponad miliona Irakijczyków i przesiedleniem milionów więcej. Ten nasiąknięty krwią biznes jest tym, co oni nazywają „rzemiosłem państwowania”.

Lecz, nawet wtedy, najlepiej przeprowadzane plany neokonserwatystów i likudystów wciąż zupełnie nie wypaliły w rozwoju.

W obu z jego brzemiennych w skutki strategii dokumentach z 1996 roku, Wurmser wyobrażał sobie, że jeśli Haszemici zostali by zainstalowani w Iraku, mogli by tam użyć swoich wpływów na pewnego wybitnego duchownego do zwrócenia Szyitów w Syrii i Lebanonie przeciwko Assadowi, Iranowi i Hezbollahowi.

Raport „Zmagania się” przewidywał wspomagającą rolę w tym projekcie dla Ahmeda Chalabi, zidentyfikowanego przez Wurmsera jako „jednego z najbardziej wybitnych irakijskich opozycjonistów do Saddama” i „jako Szyitę i bliskiego, długoterminowego powiernika Haszemitów”. Wurmser w swoich dalszych przewidywaniach:

„…pro-jordańscy irakijscy Szyici jak Ahmed Chalabi… zdefiniowaliby irakijską społeczność Szyicką po usunięciu Saddama”.

Przez wojnę w Iraku neokonserwatyści przestali oczekiwać jawnego osadzenia Haszemity na tronie w Bagdadzie. Jedną rzeczą jest koordynowanie czegoś niejako zza kulis, ale umieszczenie królewskiego despoty poprzez rzucającą się w oczy amerykańską wojnę spowodowałoby nieakceptowanie złą prasę wobec Waszyngtonu.

Więc Perle i spółka przystali na „demokratyczną” „Haszemicką opcję”. W tym planie B, „Haszemicki powiernik” Ahmed Chalabi został wypromowany z roli wspierającej do przewodniej w planu Izraela dla nowego Iraku.

Chalabi długo zachwycał neokonserwatystów przez karmienie Waszyngtonu fałszywym „wywiadem” co do irakijskiego uzbrojenia, co ostatecznie pomogło usprawiedliwić amerykańską inwazję. Na podstawie tego raportu Chalabi zapewnił neokonserwatystów, że jako wiodące światło „demokracji” Iraku mógłby sterować polityką państwa na korzyść Izraela. Neokonserwatyści nawet przełknęli jego zobowiązanie wobec nich co do budowy rurociągu z irakijskich pól naftowych do izraelskiej rafinerii i portu.

Żadna z obietnic Chalabiego nie weszła w życie. Jak się okazało, Chalabi był nie tyle agentem Iranu (wrogiego zarówno dla Saddama jak i Izraela), co „Haszemickim powiernikiem”. Po więcej szczegółów na ten temat w niezwykłym artykule „Jak Ahmed Chalabi okantował neokonserwatystów„.

Neokonserwatyści i Izrael mieli swoją wojnę i załamanie w Iraku, ale wybuchła im ona w twarz. Uzbrojony przez USA nowy rząd Iraku, tak samo jak bojownicy Szyiccy, którzy walczą w głównej mierze, został zdominowany nie przez lojalny Jordan, a przez znienawidzony Iran. Ups..

Po wojnie neokonserwatyści stanęli w obliczu nie wobec oczekiwanego przez Wurmsera „bloku jordańsko-izrealsko-irakijsko-tureckiego”, ale w obliczu czegoś, co postrzegali jako anty-izraelski „Szyicki półksiężyc” uwzględniający Iran, Irak, Syrię i (co najważniejsze) Hezbollah w Lebanonie. Daleka od bycia w izolacji, Syria wydawała się mieć więcej przyjaciół niż kiedykolwiek. Ups..

Ale Izrael z cholerną pewnością nie zamierzał zostawić tego w, wystarczająco złym, spokoju. Gdzie subtelności neokonserwatywnych „strategów” marnie zawiodły, wpływ Izraela nad oczywistym bogactwem i brutalną potęgą amerykańskiego imperium (co Wurmser nazywał jego „surowym potencjałem”) musiał ustanowić różnicę jeszcze raz.

Więc ze względu na Izrael i przynajmniej od roku 2007, Waszyngton razem z jego regionalnymi sojusznikami, prowadził szeroko zakrojoną wojnę zastępczą pod przykrywką aby podkopać „Szyicki półksiężyc”. Oś tej polityki, którą legendarny dziennikarz Seymour Hersh nazwał „Przekierowaniem” angażowała mudżahedinów w Lebanonie, Syrii i Iranie wspierających Sunnickicj islamistów.

Później, po powszechnym powstaniu Arabskiej Wiosny w 2011 roku, która dosięgła Syrię, „Przekierowanie” weszło na najwyższe obroty. Koalicja prowadzona przez USA (Turcji, Jordanu, Arabii Saudyjskiej, Karatu etc.) próbowała usilnie obalić syryjski reżim Bashara al-Assada od przynajmniej 2012 roku, poprzez bardzo znaczne sponsorowanie powstanie prowadzonego przez dżihadystów włączając Al Qaedę i ISIS.

Izrael również brał udział w powodowaniu chaosu bardziej bezpośrednio. Jak rozjemca zawodowego boksera, izraelskie wojsko stało w narożniku Al Qaedy, przyjmujący ich rannych terrorystycznych „buntowników”, reperując ich i odsyłając z powrotem do Syrii do wznowienia walk.

W Syrii też neokonserwatyści i Izrael w końcu ujrzeli długo oczekiwane chaotyczne załamanie do melodii ćwierć miliona Syryjskich śmierci i milionów więcej przesiedlonych (wielu uciekających do Europy albo tonących po drodze).

Jak to przedyskutowano powyżej, Izrael chwytał chaos, który rozpętał w swoim północnym sąsiedztwie jako wymówkę dla rozszerzenia osad na Wzgórzach Golan.

Mniej więcej, kiedykolwiek ten chaos chociażby troszkę ociera się o Golan, Izrael chwyta to jako pretekst dla rozproszenia jeszcze więcej wojny.

Syryjscy żołnierze desperacko walczą z Al Qaedą na północy Golanu. Kiedykolwiek pocisk zabłąka się na Wzgórza (prawie zawsze eksplodując nieszkodliwie na jakimś nie zamieszkałym polu) Izrael odpowiada bombardowaniem wojskowych pozycji syryjskich, w ten sposób efektywnie służąc jako siły powietrzne Al Qaedy tak samo jak jego wojenny lekarz.

Robi to bez względu na to (i generalnie równie bezmyślnie) kto wystrzelił obraźliwy pocisk: czy była to syryjska armia, Al Qaeda czy jakiś inny odłam. Jak CBS News relacjonowało w raporcie dotyczącym ostatnich takich ataków:

„Podpułkownik Peter Lerner, rzecznik izraelskiego wojska, powiedział w oświadczeniu, że Izrael utrzymuje, że syryjskie wojsko ‚jest odpowiedzialne i pociągane do odpowiedzialności za każdą agresję pochodzącą z Syrii’.”

Samo-sprawiedliwe socjopatyczne zachowanie Izraela względem Syrii i Wzgórz Golan jest nie do wiary. To jakby jakiś zamożny właściciel odbierał swojemu biednemu sąsiadowi podwórko, a później wysyłał gang szalonych zabijaków, aby zajęli jego dom. A później w wynikłej burdzie, kiedy cos wypada przez okno sąsiada na zajęte przez niego podwórko, złodziej ziemi krzyczał z balkonu „Dlaczego nie możesz doprowadzić swojego domu do porządku!” i strzelał do niego ze strzelby. A później złodziej wraca do swojego pokoju mamrocząc do siebie „Co za podbramkowa sytuacja! Z pewnością nie oddam mu jego podwórka.”

To co czyni to szczególnie niesamowitym jest to, że zabijacy w scenariuszu z prawdziwego życia są Al Qaedą i ISIS. Ale z pokręconej perspektywy Izraela i neokonserwatystów ma to zupełny sens.

Nawet całkiem , w 1996 roku, Wurmser już naciskał w swoim raporcie „Zmaganie się”, że arabski nacjonalizm musi być rozważany jako wróg numer jeden, i że islamski fundamentalizm był tylko odległym drugim wrogiem.

Wurmser zupełnie odrzucił jakiekolwiek pragmatyczne odprężenie z Baathystami, nawet przez wzgląd na „wał” przeciwko rozprzestrzenianiu się radykalnego islamu. Gardził każdym takim „procesem pokojowym” jako wspieraniem świeckiego arabskiego nacjonalizmu w jego kruszącej się słabości”. Twierdził on, że taka polityka jest:

„…zakotwienie w wierzeniu, że może on [świecki arabski nacjonalizm] ‚zreformowany’ wystarczająco, aby być odrodzonym jako wał obronny przeciwko islamskiemu fundamentalizmowi. Lecz jednym z głównych strategicznych celów pokoju procesowego jest utrwalenie świeckich arabskich nacjonalistycznych reżimów Lewantu. W rzeczy samej, poprzedni izraelski rząd wierzył, że ‚rolą [Izraela] jest ochrona istniejących reżimów, aby zapobiec albo zatrzymać proces radykalizacji i zablokować ekspansję fundamentalnego religijnego fanatyzmu’. Ale obecne badania… pokazują, że pościg za wszechstronnym pokojem i wysiłek poskromienia świeckich arabskich nacjonalistycznych reżimów, takich jak Syria, w bitwie, aby zatamować fundamentalistyczną falę, jest nie tylko bezcelowe. Jest to również niebezpieczny strategiczny błąd”.

Wurmser argumentował, że wsparcie USA dla świeckich arabskich nacjonalistów w Iraku w ich brutalnej inwazji na fundamentalistyczny Iran w latach 80-tych ubiegłego stulecia, było „wybuchową pomyłką”, jak przedstawiła to późniejsza „łobuziarska” inwazja na Kuwejt. A więc:

„Ta sama lekcja powinna zostać teraz zastosowana do Syrii. Zarówno w interesie Izraela jak i Zachodu przyspieszenia upadku świeckiego arabskiego nacjonalizmu. (…) Pościg za procesem pokojowym jest zapobieganiem temu”.

Świecki arabski nacjonalizm, nalegał Wurmser, jest niczym innym jak „przeszkodą” do wprowadzenia lepszych środków obrony przeciwko i alternatyw dla fundamentalizmu i dla „bardziej zdrowej przyszłości” dla świata arabskiego.

„Zachód i jego lokalni przyjaciele muszą zająć fundamentalistów lepszymi powiązaniami niż Baathyści”.

Takie myślenie wydawałoby się wyjaśniać w inny sposób zagadkową tendencję dzisiejszej twórców polityki w Waszyngtonie i Tel Avivie do upartego nalegania na obalenie jednego świeckiego arabskiego nacjonalizmu po drugim- Saddama w Iraku, Kaddafiego w Libii a teraz Assada w Syrii- nawet jeśli bez wyjątku prowadzi to do wybuchowego wzrostu ekstremistycznych grup islamistycznych w liczbę członków, możliwości i podboje.

Lecz można by oczekiwać, że ataki z 11. września wyjeżdżają spod tego dywanika racjonalności. Czyż nie są one powodem, dla którego USA rozrzuca bomby po całym muzułmańskim świecie w pierwszej kolejności? A to nie świeccy arabscy nacjonaliści powalili bliźniacze wieże, tylko islamscy fundamentaliści.

Nawet ignorując kluczowe kwestie imperium i nacisku, i obieranie przesłanek zbrojnego „ataku jako najlepszej obrony” za pewnik, czyż islamistyczne organizacje terrorystyczne- które właściwie zaatakowały amerykańskie miasta- nie powinny być zagrożeniem numer jeden, a świeckie arabskie nacjonalistyczne – które nigdy się nie ośmieliły- co najwyżej na drugim miejscu?

Nie z perspektywy Ozraela. Michael Oren (rozmiłowany w lebensraum wspomniany powyżej izraelski oficjel) wyraził się jasno, że priorytety Wurmsera są ciągle oficjalną polityką kraju. W roku 2013, pod koniec swojej kadencji jako ambasadora Izraela w USA, Orden dostarczył tą pożegnalną wiadomość przez The Jerusalem Post:

„‚Początkowym komunikatem odnośnie kwestii syryjskiej było to, że zawsze chcieliśmy, aby [prezydent] Bashar Assad odszedł, zawsze woleliśmy złych ludzi nie popieranych przez Iran niż złych ludzi popieranych przez Iran’ powiedział.

To było podstawowe, powiedział, nawet jeśli ci inni ‚źli ludzie’ byli sprzymierzeni z al-Qaidą.

‚Rozumiemy, że to całkiem źli ludzie’, powiedział dodając, że to określenia nie tyczyło się każdego w syryjskiej opozycji. „Wciąż, największym niebezpieczeństwem dla Izraela wynika ze strategicznego łuku, który rozciąga się od Teheranu, przez Damaszek do Bejrutu. I widzieliśmy reżim Assada jako kluczowy element tego łuku. Z tamtą pozycją mieliśmy się dobrze dopóki nie wybuchły starcia w Syrii. Wraz z wybuchem starć w Syrii nadal chcieliśmy aby Assad odszedł’.”

Później w 2014 roku, zaraz po tym, jak ISIS posuwało się przez Irak do Mosulu i nazwało się Kalifatem, Orem powiedział to, odnośnie konfliktu między prowadzonym przez Szyitów rządem Syrii a Sunnickimi ekstremistami zalewającymi wschodnią Syrię i zachodni Irak:

„Z perspektywy Izraela, jeśli jest jakieś zło, które ma przetrwać, pozwólmy przetrwać Sunickiemu złu”.

Żeby nikt źle nie zrozumiał, poprzez „Sunnickie zło” Orem tutaj konkretnie odnosi się do ISIS. To jest jasne, ponieważ kilka sekund wcześniej wyraził swoje uznanie faktu, że w rzeczywistości to są „źli ludzie”, poprzez odniesienie się do konkretnej masowej egzekucji, którą wtedy ISIS popełniło.

To jest stanowisko Izraela. „Assad musi odejść. Wolimy Al Qaedę. Niech ISIS przetrwa”.

Innymi słowy: „Do diabła z waszymi wieżami, Ameryko. I mieszkańcy twoich wielkich miast mogą iść do diabła, gdzie mogą płonąć razem z syryjskimi ofiarami Al Qaedy i ISIS, jeśli mnie to obchodzi. Izrael ma swoje własne regionalna strategiczne cele do przemyślenia. A teraz wracajcie do pracy i płaćcie swoje podatki, tak żeby wasz rząd mógł dziesiątkować muzułmańskie kraje dla mnie i mojej rządzącej kliki wydającej amerykańskie dolary otrzymywane w zagranicznej pomocy”.

To od „największego na Środkowym Wschodzie przyjaciela Ameryki”.

Izrael wolałby, aby Lewant był rządzony przez stabilne marionetki Zachodu. Ale jeśli to się nie uda, prędzej wolałby zostać otoczony przez doświadczonych ekstremizmem muzułmański wir wzajemnych masakr niż mieć w sąsiedztwie chociażby jedno świeckie arabskie nacjonalistyczne państwo z niezależnym rozsądnym przywództwem, stałą bazą podatkową i zdyscyplinowanym wojskiem.

I przez 14 dni Waszyngton przyjął perspektywę Izraela w tej kwestii z niesamowitą wiernością. A ostatnio wydany dokument rządowego wywiadu ujawnił, że zrobił to całkowicie tak dobrze, że będzie to skutkować zajęciem Lewantu przez nienawidzących Ameryką islamskich terrorystów.

W ten oto sposób pokazano, że jedynym wrogiem amerykańskiego narodu większym wrogiem od izraelskiego rządu, jest jego własny.

David Wurmser ostrzegł, ze jeśli Zachód nie przyjmie jego wizji wojowniczej strategii, to:

„…wciąż nie osiągnie pokoju. Zamiast tego będzie spoglądał za granice Izraela na ostateczne dziedzictwo świeckiego arabskiego nacjonalizmu: morze chaosu… (które boleśnie wedrze się na Zachód)…”

Zachód w rzeczywistości przyjął neokonserwatywną/izraelską strategię, przyspieszając „chaotyczną zapaść” świeckiego arabskiego nacjonalizmu w Iraku, Libii i Syrii. Ale chaos ten nie został „opanowany i zarządzany” jak oczekiwał Wurmser. Ani też nie oczyścił drogi ku „zdrowszej przyszłości” jak to obiecał.

Zamiast tego stworzył dokładnie to, czego zapobieżenia Wurmser się spodziewał: „morze chaosu” pogrążający cały Środkowy Wschód i „boleśnie wdziera(jące) się na Zachód”. To morze chaosu nawet chłepce u wybrzeży Europy pod postacią kryzysu uchodźców.

A teraz, kiedy Rosja została wciągnięta w wojnę w Syrii, gdzie jej bomby i oddziały działają w krzyżowych celach z amerykańskimi bombowcami i zastępczymi wojownikami, morze chaosu zagraża przekształceniem się w termonuklearne jezioro ognia ogarniające cały świat.

Izrael może w końcu patrzeć, jak każdy świeckie arabski nacjonalistyczny reżim, któremu się przeciwstawia, upada. Może jeszcze widzieć Assada umierającego w jakiś upokarzający sposób, tak jak widział Saddama powieszonego przed szydzącym tłumem i Kaddafiego poddanego aktom sodomitycznym na ulicy. Może w ostateczności zobaczyć amerykańskie bomby spadające jak deszcz na Teheran.

Izraelskie oddziały mogą raz jeszcze pomaszerować na Bejrut i tym razem widzieć każdego ważnego członka Hezbollahu straconego lub wtrąconego do więzienia. (To skrajnie nieprawdopodobne, ale wyobrażalne). Może mieć wtedy całkowity wpływ nad Lebanonem i nieskrępowany dostęp do wszystkich jego naturalnych zasobów (włączając upragnioną rzekę Litani).

Izrael może nigdy nie będzie musiał dać Palestyńczykom wolności, rekompensat ani pokoju. Może nigdy nie zrezygnować z któregokolwiek z terytorialnych łupów wojennych: Zachodniego Brzegu, Strefy Gazy, wschodniej Jerozolimy, czy Wzgórz Golan. „Miejsca do zabudowania” na Golanie, jego „strategiczny płaskowyż”, jego „doskonałe jabłka” i jego „ogromne miejsce rozrywki” mogą należeć do Izrael aż do końca ludzkości.

Ale jeśli ten koniec nastąpi za dekadę – czy dzień – czy naprawdę będzie to tego warte?

Dan Sanchez, 9. listopada 2015

Źródło: http://theantimedia.org/isis-israel-iraq-and-syria-its-all-part-of-the-plan/

Tłum. Work Buy Consume Die

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.