Najnowsze

Opublikowano Luty 26, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Iran wygrywa z Izraelem

Źródło: http://www.geopolityka.org/komentarze/2080-iran-wygrywa-z-izraelem

Data publikacji: 25.02.2013

iran1Prezydent Mahmud Ahmadineżad jako pierwszy prezydent Islamskiej Republiki Iranu od 34 lat przebywał z wizytą w Egipcie. O naprawę relacji po obaleniu Hosni Mubaraka zabiegał Teheran, a kiedy w końcu nadszedł czas próby normalizacji stosunków, głównym tematem rozmów stała się kwestia palestyńska i syryjska.

O faktycznej zmianie postawy Iranu względem Egiptu świadczy również spotkanie M. Ahmadineżada z wielkim imamem meczetu Al-Azhar Ahmedem al-Tajebem. Podczas rozmowy prezydent Iranu usłyszał apel o pohamowanie irańskich działań odnośnie spraw wewnętrznych w państwach Zatoki Perskiej. W czasie, w którym następuje względna stabilizacja w państwach dotkniętych Arabską Wiosną, Iran konsoliduje kraje wspierające sprawę autonomii palestyńskiej. Najpoważniejszym wyzwaniem dla Teheranu jest Egipt. W kontekście tym warto przypomnieć, że stosunki z tym państwem zostały zamrożone po podpisaniu układu pokojowego Egiptu z Izraelem w 1979 roku. Iran z Egiptem różni także wewnętrzny konflikt syryjski, ponieważ Teheran wspiera rząd i ugrupowania prorządowe, a Egipt opowiada się za odejściem Bashara al-Assada.

Prezydent Mahmud Ahmadineżad nie przybył jednak do kraju faraonów z oficjalną wizytą, ale na szczyt Organizacji Państw Islamskich. To dobra pozycja wyjściowa do ustalenia odpowiednich ram dialogu pomiędzy oboma krajami. Administracja Iranu doskonale zdaje sobie sprawę, że bez ścisłej współpracy z Egiptem – bezpośrednim sąsiadem Izraela – nie skonsoliduje osi państw nastawionych nie tyle wrogo przeciwko Izraelowi, ale wspierających sprawę Autonomii Palestyńskiej. Przez ścisłą współpracę z Kairem, Teheran wzmocni swoją pozycję w rejonie Zatoki Perskiej i nagłośni sprawę łamania prawa przez Izrael odnośnie Palestyńczyków. Do tej pory najbliższymi sojusznikami w tej sprawie były organizacje pozarządowe oraz te, uznawane za terrorystyczne, jak Hezbollah i Hamas. Ponadto Egipt na Zachodzie uznawany jest za względnie przewidywalnego partnera.

Konsolidacja relacji ma następować na dwóch poziomach – oficjalnym (międzyrządowym) i religijnym (światopoglądowym). W niedawnym wystąpieniu w Teheranie ajatollah Movahedi Kermani podkreślił znaczenie zachowania jedności muzułmanów i powiedział, że głównymi problemami w krajach takich, jak Egipt, Syria i Irak są wewnętrzne spory między muzułmanami. 18 lutego 2013 r. irański ambasador w Bejrucie, na spotkaniu z egipskim zastępcą szefa do spraw emigrantów Hassanem Mousą oraz szefem libańskiego Stowarzyszenia Arabskiej Etniczności (Arab and Ethnic Society), podkreślił potrzebę zwiększenia współpracy wśród państw muzułmańskich, szczególnie pomiędzy Iranem i Egiptem, aby wesprzeć „naród palestyński”. Wypowiedzi te jasno wskazują na próbę otoczenia Izraela wrogimi mu państwami na drodze wspólnego i klarownego sprecyzowania swoich żądań. Konflikt Izraela z każdym innym krajem muzułmańskim i napięta sytuacja wokół kwestii palestyńskiej jest więc na rękę Teheranowi, gdyż pomaga konsolidować międzynarodową grupę państw i organizacji wywierających wspólny nacisk na Jerozolimę.

Konsolidacja państw

Administracja Iranu próbuje w ten sposób skonsolidować narody podobne światopoglądowo, ideowo i religijnie. Poprzez sankcje ekonomiczne, które są nieskuteczne, Iran zmuszony jest do zawierania egzotycznych sojuszy z punktu widzenia Waszyngtonu. Ostatnimi czasy Teheran wzmacnia współpracę z państwami, których interesy nie są zbieżne z dążeniami Waszyngtonu. Politycznie korzystna pozostaje współpraca na poziomie Economic Cooperation Organization (ECO) [1]. Stanowi ona platformę dialogu nad wzmocnieniem rozwoju i promowaniu handlu i inwestycji. ECO jest organizacją ad hoc funkcjonującą w ramach Karty Narodów Zjednoczonych (w rozdziale VIII). Wspólnym celem jej członków jest stworzenie jednolitego rynku dla dóbr i usług, podobnie jak w Unii Europejskiej. Departament ECO do spraw kultury jest ulokowany w Teheranie, ds. ekonomicznych w Turcji, natomiast oddział ds. nauki znajduje się w Pakistanie. Łączna populacja członków organizacji liczy ponad 416 mln ludzi, zaś obszar państw wchodzących w jej skład zajmuje blisko 8,620,697 km². Organizacja została utworzona przez Turcję, Iran i Pakistan. Jednak dziś w jej skład wchodzi także Azerbejdżan, Afganistan, Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan i Turkmenistan. Są to państwa które charakteryzują się dwoma specyficznymi czynnikami:

– są islamskie;

– wspierają sprawę Autonomii Palestyńskiej (przede wszystkim Turcja).

Stąd też ECO stanowi idealne miejsce na promowanie swoich wartości politycznych i światopoglądowych. Mimo to pojawiają się dość poważne rozbieżności między państwami członkowskimi ECO. Przykładowo Afganistan staje się polem bitwy służb specjalnych pomiędzy Iranem a USA, co nie budzi poklasku w pozostałych stolicach. Teheran także różni się z Azerbejdżanem względem podziału dostępu do nośników energii z Morza Kaspijskiego.

Współpraca pomiędzy Iranem a Rosją jest dość utrudniona przez sankcje nałożone na Iran głównie na handel bronią, natomiast oba państwa potrzebują siebie nawzajem. Rosja Iranowi jest potrzebna do współpracy w dziedzinie nauki i wymiany technologicznej. Ponadto Rosjanie wybudowali elektrownię atomową w Buszer, czym mocno podkopali swoje relacje z Izraelem. Natomiast Iran Rosji jest niezbędny do nadzorowania ruchów i organizacji ekstremistycznych, które działają w regionie Kaukazu. Kolejną kwestią są sankcje gospodarcze, nałożone na Iran, które wydają się być po prostu nieefektywne. Pierwszym przykładem jest wypowiedź dyrektora zarządzającego firmą Petrochemical Goods Company Bahrama Pourhassana z konferencji prasowej w poniedziałek 18 lutego br., na której zbagatelizował efektywność sankcji ekonomicznych nałożonych przez USA i Unię Europejską na jego kraj, tłumacząc że ostrzejsze embarga na sektor energetyczny miały nie większy wpływ niż 1,7 % wobec całości obrotu handlowego w gałęzi petrochemicznej Iranu. Podkreślił, że 75% urządzeń i narzędzi potrzebnych do przemysłu petrochemicznego jest produkowane w kraju, a tylko 25% musi być kupowane poza jego granicami. W związku z sankcjami Iran jeszcze bardziej zainwestował w infrastrukturę, która uniezależniła państwo od gróźb kolejnego embarga. Oznacza to, że Teheran produkuje ropę na swoim terytorium bez większych problemów.

Iracki parlament we wtorek 19 lutego 2013 r. ratyfikował umowę o budowie rurociągu „przyjaźni”, który bazować będzie na eksporcie irańskiego gazu do Iraku i Syrii. Jednak Damaszek w sytuacji wojny domowej na swoim terytorium jest niezdolny do realizacji międzynarodowych projektów. Pod koniec stycznia rzecznik prasowy ministerstwa ropy Alireza Nikzad Rahbar powiedział, że Iran rozpocznie eksport gazu ziemnego do Bagdadu od następnego lata. Jednocześnie podkreślił, że projekt ten jest w obecnym czasie najważniejszym projektem realizowanym przez resort ministerstwa ropy. Ministrowie Iraku, Syrii i Iranu, odpowiedzialni za tę gałąź przemysłu podpisali porozumienie o powstaniu rurociągu 25 lipca 2011 r. W ówczesnym czasie urzędnicy mówili, że Syria zobligowała się do kupna od 20 do 25 mln m3 dziennie irańskiego gazu, natomiast Irak 25 mln m3 dziennie.

Również w ostatnich dniach Iran z Pakistanem uzgodnił warunki porozumienia na budowę rafinerii ropy w Pakistanie, w której budowie Iran zobligował się udzielić pomocy. Rafineria ma powstać w południowo-zachodniej części miasta Gwadar. Irański minister ropy Rostam Qassemi powiedział, że rafineria ma przetwarzać 400 tys. baryłek ropy dziennie.

Izrael sam dla siebie jest problemem

Wszystkie wyżej wymienione i realizowane projekty nakazują zadać pytanie o faktyczną efektywność sankcji, które miały zmusić Iran do pohamowania prac nad programem atomowym. Ten stan rzeczy jest zauważalny przez Izrael i izraelskie lobby w Waszyngtonie. Klarownym przykładem jest burzliwy spór w amerykańskim Kongresie o wybór Chucka Hegla na sekretarza obrony. Wykazuje się on stonowanymi poglądami odnośnie problematyki irańskiej i działań Izraela w stosunku do Palestyńczyków, co jest sporym zagrożeniem dla Izraela. Tajemnicą poliszynela jest to, że amerykański prezydent Barack Obama i premier Izraela Benjamin Netanjahu nie przepadają za sobą. W dodatku prezydent USA, jak i poprzednia sekretarz stanu Hillary Clinton krytykowali Izrael za budowę osiedli na terenach okupowanych.

19 grudnia 2012 r. brytyjski ambasador przy ONZ Mark Lyall odczytał oświadczenie, w którym krytykuje Izrael za budowę osiedli w strefie E1, tłumacząc że „naraziłby na odcięcie Jerozolimy Zachodniej od reszty Zachodniego Brzegu oraz mógłby oznaczać przymusowe przesiedlenia ludności cywilnej” czyli ok. 290 tysięcy Palestyńczyków. Podobne oświadczenia wystosowały również Azerbejdżan, Chiny, Kolumbia, Gwatemala, Indie, Maroko, Pakistan, Rosja, Afryka Południowa oraz Togo. Jedynym państwem, które wspierało Izrael, były Stany Zjednoczone. Oznacza to, że Rada Bezpieczeństwa, licząca 15 członków, w tym 5 stałych, stosunkiem głosów 14:1 skrytykowała Izrael za plany budowy osiedli na terenach okupowanych. Plany te wzbudzają ogromne kontrowersje i wzburzenie w Unii Europejskiej, ponieważ przewidują one budowę 2610 mieszkań na obszarze Givat Hamatos, które przetnie ciągłą geograficzną pomiędzy Jerozolimą a Betlejem w palestyńskiej części Zachodniego Brzegu Jordanu. Oznacza to, że plany budowy podzielą Palestynę na trzy części i pozbawią Palestyńczyków stolicy.

To już nie jest populizm

Krytyka Izraela płynąca z państw zachodnich to motor napędowy i autoryzacja poglądów Teheranu dla całości regionu. Irański establishment w zasadzie nie musi wywierać nacisku odnośnie Autonomii Palestyńskiej, a wystarczy, że od czasu do czasu będzie przypominał tę kwestię, która wzbudza ogromne kontrowersje w Europie. Po względnej stabilizacji rządów po Arabskiej Wiośnie, Izrael nie zyskuje żadnego sojusznika, a tylko wrogów, którym nieustannie dostarcza argumenty dla populistycznej polityki Iranu i Pakistanu. Jednak pomimo populistycznego wydźwięku irańskiej polityki, która ma konsolidować przede wszystkim konserwatywne społeczeństwa w regionie, Iran postępuje bardzo racjonalnie i konsekwentnie zyskując sojuszników. Można więc twierdzić, że Iranowi po części zależy na napiętnowaniu sprawy palestyńskiej, gdyż odciąga to uwagę od irańskiego programu atomowego oraz wskazuje Izrael na głównego winowajcę destabilizacji na Bliskim Wschodzie, przy czym polityka zagraniczna Iranu zyskuje poparcie i posłuch na świecie.

Dziś krytyka Izraela nie jest tylko populizmem, ani antysemityzmem, jak próbuje się ją niekiedy przedstawiać w populistycznych mediach liberalnych, ponieważ nosi ona racjonalne argumenty w oparciu o prawo międzynarodowe. Jerozolima, opierając swoje działania na sojuszu z USA, wcale nie zwiększa swojego bezpieczeństwa, a tylko je pogarsza. Z geopolitycznego punktu widzenia, Izrael powinien bardziej oprzeć swoją polityką na pokojowych relacjach z sąsiadami. W tej kwestii istnieją jednak poważne przeszkody natury obiektywnej. Między innymi spora trudność w ustanowieniu takich relacji może pojawić się względem Libanu czy Syrii. Nie zmienia to jednak faktu, że takie pokojowe relacje Izrael powinien za wszelką cenę utrzymać z Egiptem. Wszystkie jednak państwa otaczające Izrael (z wyjątkiem Jordanii) negują Izrael za sprawę palestyńską. Tym samym państwo żydowskie wciąż znajduje się w wyjątkowo złej pozycji. Co to oznacza?

Jednym z wyjść jest tzw. ucieczka do przodu, czyli radykalne przedefiniowanie celów izraelskiej polityki zagranicznej.

Fot. www.inquisitr.com

__________________________________
1.  Organizacja międzyrządowa, licząca 7 azjatyckich państw i trzy euroazjatyckie. Jest częścią południowo-centralnej Unii Azjatyckiej.

Komentowanie zamknięte.