Najnowsze

Opublikowano Sierpień 29, 2014 Przez a303 W Polska

Inwazja antypolonitów. Prof. dr hab. M. Suslik Trzeciak

W przededniu obchodzonego w Polsce Ludowej uroczyście „Święta 22 –Lipca” wypada przywołać w pamięci niektóre sprawy, których młode pokolenie już nie kojarzy. A stały się one w pewnym sensie ikoną samej końcówki II wojny światowej i Powstania Warszawskiego. A więc ikoną niebywałych cierpień, zbrodni, tragedii i wszystkiego najgorszego co z wojną było związane, a co w wyobraźni może się tylko w jakimś zaledwie stopniu pojawić. Osobiście mam do dziś w oczach te dni i scenerię związaną właśnie z drzwiami do „Polibudy”, ulokowanymi wprost na przeciw Domu Młodego Naukowca Politechniki, w którym po wojnie przez długie lata zamieszkiwałem. W tragicznym okresie, mieścił się tu Sztab Powstania Warszawskiego.

a

         W tak historycznym miejscu, nie sposób było wszystko zapomnieć i zlekceważyć. Chcąc nie chcąc, wiele ważnych wydarzeń trzeba było na nowo odtwarzać i zgłębiać o nich niekończące się wiadomości. Okazji do tego było co nie miara. Najpierw rocznice Powstania Warszawskiego i wspomnienia o końcówce wojny i pierwszym dniu wolności. Zanim ten dzień nastąpił, we wspomnianych drzwiach, miało się jednak dokonać ważne wydarzenie, bo spotkanie Hitlera z naszą Hrabiną Tarnowską. Jak się później dowiedziałem, zmasowane ataki na Hitlera, nie pozwoliły mu na osobiste pojawienie się w Warszawie. Przybył więc jego osobisty wysłannik, generał (nazwisko zapomniałem) z jakąś świtą i w drzwiach oczekiwał na naszą delegację. Wśród niebywałych napięć zgromadzonego przy placu Politechniki tłumu warszawiaków (sterczała w nim i moja babcia Marcinowa) zapanowała nagle grobowa cisza.

         To wieść, że pojawiła się nadzieja, którą tworzyła przybyła na to spotkanie nasza wspaniała Hrabina Tarnowska. Delegacja niemiecka ustawiła się szeroko przed drzwiami i jakby zamarła, oczekiwała. Hrabina ledwo żywa z opaską PCK (bo opiekowała się rannymi powstańcami) korzystała tym razem z wolnego przejścia, które żołnierze niemieccy utworzyli salutując na jej widok (czego nie zrobiła oczekująca świta). Nie dochodząc do drzwi wykrzyknęła resztką swoich sił: Was haben Sie gemacht mit Polen? (Coście zrobili z Polską!). Stojąca w tłumie moja babcia zalała się wtedy łzami, choć nie identyfikowała do końca wypowiadanego okrzyku. Jak wielu Warszawiaków, padła później ofiarą wywózki do Auschwitz, zostawiając wszystko na Chmielnej nietknięte, nawet cały swój ukochany skromniutki magiel w piwnicznym kącie, który dostarczał groszowego wsparcia w biedzie.

         Oświęcimską podróż odbyła wraz córką Jadzią, młodą chórzystką z Kościoła Zbawiciela. Niestety Jadzia zginęła prawie natychmiast po dotarciu do Oświęcimia. Spodobała się na nieszczęście hitlerowcowi i ten rozkazał jej przyjść wieczorem do jego mieszkania. Nie przyszła. Rozkaz powtórzył na drugi dzień zaznaczając, że jeśli nie przyjdzie to może liczyć na 11 dni wolności. Przynosiła bidula nie zjedzone ziemniaki Matce z pamiętnymi słowami: Mamo jedz, może przeżyjesz, ja już nie. Jakby na pocieszenie babcia coś z tych ziemniaków próbowała jeść, ale łzy były od nich większe i do nich się ograniczała. Przeżyła będąc w drugim etapie śmierci głodowej. Trzeci i ostatni, stanowiła bowiem śmierć. Więc z tego jeszcze okrucieństwa wyrwał ją dzień wolności, gdy usłyszała słynne rosyjskie: „zdrastwujtie”, a potem już tylko płacz przy pakowaniu ludzi niczym szkieletów na wojskowe radzieckie „maszyny”.

         Wywieźli ją do Szwecji, gdzie przebywała ponad pół roku. Potem gdy do nas przyjechała i zobaczyła na stole szklankę mleka, zaczęła rozpaczliwie uciekać od stołu. Okazało się, że człowieka umierającego z głodu można przywrócić do życia podając mu dokładnie chude, odciągane mleko. Przez wiele miesięcy takie mleko zbrzydło jej tak bardzo, że nie chciała na niego patrzeć, nie mówiąc o jakimkolwiek spożyciu. Część tych rodzinnych wspomnień udało mi się po latach odtworzyć w Tyrolu na spotkaniu z zapoznanym Hrabią niemieckim, rodzonym bratem pani z Monachium, która w trudnych dla mnie chwilach tyle życzliwości mi okazała.

         Na spotkaniu z Hrabią niemieckim trzeba było najpierw przekazać pozdrowienia z ziemi nad Wisłą, która jakoś tam kataklizm wojenny przetrwała i zachowała pełno swoistych uroków. Można powiedzieć bez przesady, że to ziemia ładna, ciężko i krwawo wywalczona, wygodna, bez wielkich kataklizmów, z urokami zimy i lata, z krajobrazami gór i morza, jezior i bajecznych łąk. Rozmówca wsłuchiwał się w opowieści o niej i przyjaznym uśmiechem je potwierdzał. Siedzieliśmy w głębi Tyrolu z widokiem na jego posiadłość, delektując się ulubionym jego piwem, które otwierało coraz śmielsze wstawki z wojennych przeżyć, a szczególnie te z samych walk frontowych w Warszawie.

       Gospodarz z wizytówką podkreślającą szanowany w Niemczech tytuł „Von”, walczył jak się okazało z frontem radzieckim, w którego szeregach szarżował mój dobry przyjaciel płk Władysław (wtedy Vładimir) Tryliński. Później, Władek jako szef Biura „Grunwaldu” był moim zastępcą (i następcą). W wolnych chwilach poznałem jego twardy charakter, kiedy to bez obaw o życie rozminowywał na warszawskiej Pradze obiekty Stolicy. Gdy je opuszczał, upamiętniał swój pobyt napisem: min niet, dodając po polsku: min nie ma. Długo po wojnie można było takie napisy jeszcze czytać.

     Ale w Politechnice i na Placu Zbawiciela było inaczej. W Politechnice dzielnie wojował wysoki starszy oficer niemiecki, ukazujący się dyskretnie z za filaru, strzelając do wszystkie co po stronie przeciwnika się ruszało. Przed takim strzałem Władek nauczył się bronić, posyłając odpowiedni ładunek granatu, gdy brakowało lub trzeba było oszczędzać naboje pistoletu. I teraz, gdy tak nieoczekiwanie wypominałem te sceny, zacząłem stopniowo rozpoznawać w rozmówcy tamtego oficera, z którym Władkowi przypadło wojować. Ale zapamiętali się nie z Politechniki, lecz z walk o wyzwolenie kościoła przy Placu Zbawiciela. Dokładne sprawozdanie z tych wojennych „spotkań” składane przez mojego rozmówcę śledziłem z zapartym tchem.

       Wszystko się zgadzało. I w najdrobniejszych szczegółach powtarzało. Dostojny hrabia niemiecki wręcz błagał abym mu pokazał jakieś zdjęcie Płk Trylińskiego bo cenił jego odwagę i spryt. Niestety takiego przy sobie nie miałem a obiecanki zorganizowania spotkania były bez pokrycia, bo Hrabia był już mocno starszy a Płk Tryliński praktycznie bez żadnych funduszy. Sprawa umarła –jak to się mówi „śmiercią naturalną” jeśli nie liczyć fragmentów różnorakich, nieuporządkowanych wspomnień. Obejmujących dodajmy częściowo również okres powojenny. Ale ten okres dotyczy już kilkudziesięciu lat i daje się wtłoczyć w pewne etapy historyczne, mające istotne znaczenie dla inwazji antypolonitów.

         Bezpośrednio po wojnie, staraliśmy się jak wiadomo nadrobić czas, zgodnie z teorią przyśpieszonego rozwoju. Ta teoria przetrwała do dziś z tym, że obecnie obejmuje etap przyśpieszonego wprowadzenia zmian kapitalistycznych. Jej zwolennicy (czołowi działacze „Solidarności” z Wałęsą na czele), pragną wyprowadzić nasz kraj z tzw. komunizmu i to szybciej, niż ich poprzednicy bądź oni sami wprowadzali go niedawno na tę drogę. Toteż teoria ta, poparta praktyką „solidarnościowego” rządu przynosi już rozległe skutki i wszystko wskazuje na to, że wkrótce, w samym centrum Europy będziemy mieli kraj kolonialny, całkowicie zależny od obcych kapitałów, a w szczególności od kapitału amerykańskiego czy też żydowsko-amerykańskiego.

         Jeżeli mówimy wkrótce, to z pewnym nadmiarem ostrożności, bowiem już dzisiaj zależność ta jest jaskrawo odczuwalna, jeśli wziąć pod uwagę miliardowe zadłużenie kraju i brak z tego powodu samodzielności tak w polityce zewnętrznej jak i wewnętrznej. Oficjalnie nawet wicepremier Balcerowicz wymienia zalecenia i nakazy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i z pokorą wykonuje to, co zaleca prof. Sachs z USA. Zapłaci mu za to krocie w dolarach. O podobnej zależności od zewnętrznych decyzji, świadczyć może stosunek Polski do wojny w Zatoce Perskiej, w wyniku czego straciliśmy wiele miliardów dolarów. Nie inaczej jest w polityce wewnętrznej.

         Przyśpieszona reprywatyzacja oznacza wykup i oddawanie niemal za darmo coraz to nowych części majątku narodowego i tworzenie krańców bogactwa i biedy. Warto jednak zauważyć, że to pierwsze Polakom nie grozi, przeciwnie, zasady reprywatyzacji umożliwiają reaktywizację okresu, w którym stosowano żydowskie porzekadło: wasze ulice, nasze kamienice. Dziś podobnie rozumieć trzeba ulice, jako symbol przestrzeni pełnej biedy i bezdomnych Polaków, i to obok obcego kapitału, jako właściciela co lepszych obiektów i kamienic czynszowych. Takich obiektów, nie należących do Polaków jest już bez liku i z dnia na dzień w wyniku inwazji antypolonitów ich nieustannie przybywa. Co gorsze, w wyniku tej inwazji dokonuje się nieustannie proces wdrażania systemu niszczycielskich reform, stanowiących pułapki dla naszego narodu i państwa, które systematycznie stosowane, prowadzą nieuchronnie do jego totalnej zagłady. Historycznie biorąc możemy wskazać na wiele okresów powojennych z których wyrosła sytuacja znana nam dobrze z obecnej „solidarnościowej” rzeczywistości. Oto one:

         1. Rok 1948, kończący układ wielopartyjny na rzecz jednej, rządzącej partii komunistycznej, to znaczy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W wyniku tego wydarzenia władzę w kraju objęli ludzie realizujący swój program rewolucyjnych zmian, stanowiących konkretyzację „internacjonalistycznych” wskazań dowództwa światowego komunizmu. Zmiany te zapewne poparłby sam Trocki doradzając wzmocnienie metod terroru indywidualnego i fizycznej likwidacji osób z rewolucji nie zadowolonych. Taka bowiem taktyka stanowiła warunek przyśpieszania tych zmian. Wkrótce tak się też i stało.

       2. Bermanowszczyzna /od nazwiska Bermana Jakuba, polskiego odpowiednika Lavrentina Berri/, znana z rzezi polskich patriotów, a szczególnie inteligencji. Okres ten nigdy nie został rozliczony i nacjonalistyczni oprawcy narodu polskiego gorliwie realizujący politykę Urzędu Bezpieczeństwa którym kierował Berman, do tej pory nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, jeśli nie liczyć drobnych, raczej „propagandowych” odstępstw od tej zasady. Wszelkie próby ujawnienia prawdy są bowiem nadal w zarodku tępione.

     Osobiście na przykład podpisywałem w imieniu Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald” petycję do władz państwowych, aby zezwoliły na umieszczenie tablicy pamiątkowej na ścianie byłego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego mówiącej o tym, że w kazamatach tego budynku syjonistyczna klika J. Bermana i R. Zambrowskiego torturowała, skazywała i zabijała polskich patriotów. Tablica -jak pisaliśmy- powinna być wmurowana ku pamięci nie winnych ofiar, ku hańbie ich katów i ku przestrodze przyszłych pokoleń Polaków. Mimo ponowień i próśb, władze nigdy nie wyraziły zgody na wmurowanie takiej tablicy.

       Berman był jak widać ogniwem pośrednim w rewolucji komunistycznej przekazującym dzieło Trockiego w ręce samych swoich, do dzisiejszego dnia będących przy władzy. Kolejne po nim ekipy wyraźnie broniły systemu przez niego stworzonego i skutecznie uniemożliwiały ujawnienie i rozliczenie syjonistycznych zbrodni i zbrodniarzy. To co obecnie ważne, to fakt, że żadne przyśpieszenie w tej dziedzinie nie istnieje. Przeciwnie, czas zaciera dawne zbrodnie, a nowe znajdują szybko obrońców opowiadających się za przedawnieniem i tworzeniem zbudowanych z otoczki kłamstw.

         3. Rok 1968, symbol przemian po wojnie Izraelsko-Arabskiej, która obnażyła światowe siły syjonizmu i wzmogła z nimi walkę. Wielu syjonistów /głównie prominentów partii komunistycznej/ opuściło nasz kraj, bynajmniej nie zasilając Komunistycznej Partii Izraela, lecz wpływowe ośrodki syjonistyczne na całym świecie. Dodajmy, że wywieźli przy tym z Polski nie tylko olbrzymie majątki, ale i sekrety życia społeczno-gospodarczego, przydatne do zniewolenia naszego narodu i państwa. Po niedługim czasie staną się bohaterami walki z komunizmem i antysemityzmem, znajdując opiekunów w różnych instytucjach, środkach masowego przekazu i centrach władzy państwowej nie tylko w naszym kraju.

         4. Wydarzenia „grudniowe” z I970 r., które w dużym stopniu przywróciły syjonistom utracone wcześniej pozycje i rozwaliły nie wygodny już dla nich reżim Gomułki. Przypomnijmy, że nie poparł on Izraela w wojnie z Arabami i próbował odwrócić falę kłamstw z nią związanych.

      5. Radomski „czerwiec” 1976 r. uniemożliwiający dostosowanie struktury cen do wymogów rynku i zwiastujący walkę z niewygodną ekipą Gierka. Syjoniści z pod znaku KOR –u (Komitet Obrony Robotników) troszczyć się teraz będą o wprzęgnięcie haseł ekonomicznych /podobnie jak to czynił Trocki/ do celów walki politycznej, jaką podejmie rodząca się już opozycja „solidarnościowa”. Hasła te to wypróbowany już rodzaj pułapki dla robotników żądających poprawy ich ciężkiej sytuacji materialnej. Nie długo się o tym przekonają, ale wyjście z pułapki jest nie takie proste, jeśli w ogóle możliwe.

        6. Gdański „sierpień” 1980 r. obejmujący słynny strajk w stoczni i powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Ruch ten wywodzący się z KOR, opanowany został przez żydowsko-syjonistyczne kadry podporządkowane antypolskim siłom na Zachodzie. Podporządkowanie to, opłacone zostało milionami dolarów, z których nikt i nigdy nie został należycie rozliczony.

         Powstanie „Solidarności” zmierzającej do zmiany ustroju, to początek całej dekady niebotycznych strajków o sile zniszczenia raczej nigdzie na świecie niespotykanej. Przygotowały one grunt dla bankructwa wielu ważnych przedsiębiorstw i wstrzymały tworzenie nowych, w tym nawet jedynej w Polsce elektrowni atomowej, której budowa mimo olbrzymich nakładów finansowych została wstrzymana a praktycznie w wyniku zorganizowania akcji strajkowej zlikwidowana i zastąpiona dyskoteką. Równolegle z tym, przystąpiono do fizycznej likwidacji wielu ważnych dla gospodarki narodowej przedsiębiorstw, w tym takich jak huta aluminium w Krakowie, fabryka tworzyw sztucznych w Jeleniej Górze i wiele, wiele innych przedsiębiorstw niezbędnych dla dalszego rozwoju gospodarki narodowej.

         W wyniku całokształtu niszczycielskich działań których nie wytrzymałaby gospodarka nawet najbogatszych krajów świata, zablokowano cały rozwój społeczno – gospodarczy kraju, co odczytać można bez trudu w każdym roczniku statystycznym. Kraj staje się w ten sposób niewypłacalny z długów zagranicznych. Lichwiarskie procenty tego zadłużenia z dnia na dzień zwiększają zależność naszej gospodarki od zagranicy i wywołują głęboki kryzys jakiego po wojnie nigdy nie było. Upadek gospodarczy powoduje rozkład pozostałych dziedzin życia społecznego, w tym także oświaty. Przykładem działań niszczycielskich sił w oświacie, może być Wyższa Szkoła Inżynierska w Radomiu im. Kazimierza Puławskiego, gdzie zorganizowany przez „Solidarność” strajk w drugiej połowie 1981 r. który trwał bez przerwy 49 dni i przerwany został dopiero w wyniku wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Opisałem ten strajk szczegółowo na 225 stronicach książki zatytułowanej „Upiory studenckiej jesieni”. Pierwsze jej wydanie ukazało się w wakacje 1982 r., zaś drugie, w grudniu 1989 r. Oba wydania przyniosły lawinę ataków wpływowej prasy i różne formy zemsty środowiska żydowsko-syjonistycznego, które boleśnie odczuwam do dnia dzisiejszego.

           7. Objęcie rządów przez ekipę „sołidarnościową” Tadeusza Mazowieckiego, z natychmiastowym nawiązaniem stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Ekipa ta, tworzy warunki do przyśpieszonych wyborów prezydenta i wystawia w nich kandydaturę właśnie Tadeusza Mazowieckiego.

           8. Przyśpieszone wybory prezydenta w 1990 r. i przyśpieszane za wszelką cenę wybory do Parlamentu. To dobra metoda niedopuszczenia do zorganizowania się opozycji narodowej, tłumionej w każdy możliwy sposób. Równolegle do tych przedsięwzięć, realizuje się teorię przyśpieszenia kapitalistycznych zmian w kraju, głównie poprzez reprywatyzację majątku narodowego. Niszczy to najważniejszy w kraju sektor państwowy i spółdzielczy. W pierwszej kolejności, jawią się fatalne konsekwencje w przemyśle ciężkim, budownictwie i rolnictwie. Z tych dziedzin życia płynie zagrożenie dla całej gospodarki, rekrutacja bezrobotnych i bezdomnych w mieście i ludzi pozbawionych podstaw do gospodarowania i egzystencji na wsi. Nadmiaru sukcesów poszukuje się w handlu, a szczególnie w handlu zagranicznym. Jednak po pierwszych osiągnięciach i tu wkracza kryzys coraz szerzej wykazywany w literaturze popularnej i naukowej.

         W wyniku tego ulegają dezorganizacji nawet sprawne ongiś instytucje, które teraz nie wykonują zadań do jakich zostały powołane, w tym instytucje kontroli formalnej i nieformalnej, w skutek chwiejności kryteriów ocen i w skutek wzmożonego występowania negatywnych zjawisk w skali masowej. Zjawiska te trwają do dziś i coraz mocniej dają się nam odczuć. Przykładowo można wspomnieć następujące:

       1. Alkoholizm i narkomania, rozpowszechniane szczególnie wśród młodzieży, która chętnie ucieka przy tej okazji od rzeczywistości /escape drinking/ dla niej coraz trudniejszej. Włączamy tu i masowe palenie tytoniu.

         2. Wzmożone występowanie zachowań seksualnych uznawanych za patologiczne, a głównie prostytucji i zgwałceń oraz zdrad małżeńskich. Do niebotycznych rozmiarów urósł w skutek tego problem aborcji, którym od wielu miesięcy zajmują się władze centralne i ciągle nie wiedzą co z tym fantem zrobić by wyjść z błędnego już w tej dziedzinie koła.

         3. Rosnąca stopa przestępczości we wszelkich postaciach, przy czym co istotne, przestępczości zorganizowanej, jak Np w wypadku słynnej afery alkoholowej, która przyniosła państwu wielomiliardowe straty, czy afery dewizowej Grobelnego, który z potężną kwotą dolarów bankowych, uciekł zagranicę i jest poza prawem. Takich afer jest już co nie miara i nie sposób je tu wyliczać. Należy do nich powtarzalny ciągle skandal w postaci przemytu różnej maści drogich papierosów, tytoniu itd., itp. Zarówno wspomniane tu afery jak i szereg nie mniejszych, związanych najczęściej z reprywatyzacją, dokonane zostały w nieodległym czasie i obciążają bezpośrednio władze „solidarnościowe”, które do tej pory nie znalazły w Tuskolandzie sposobów należytego ujawnienia i ukarania sprawców.

         Dodajmy, że w każdej dziedzinie rozwój przestępczości jest olbrzymi i systemowo niebezpieczny. W niektórych zaś dziedzinach takich jak kradzieże, włamania, zabójstwa, korupcja, łapownictwo, przekupność urzędników, niedbałe wykonywanie obowiązków służbowych, powstawanie zorganizowanych band przestępczych itp., ukazanie prawdziwych danych mogłoby się stać szokujące i dalece zawstydzające obecne władze, ponieważ jest to już przykry „postkomunistyczny” dorobek w ramach przyśpieszania kapitalistycznych zmian.

         4. Rozwój żebractwa, praktyk okultystycznych, szarlataństwa medycznego /do czego aktywnie włącza się telewizja seansami bioenergo – terapeutycznymi i innymi tego typu audycjami/, spirytualizm i hołdowanie patologicznym kierunkom w nauce i sztuce. W skutek takich działań ginie między innymi rodzima twórczość i kultura czego wyrazem jest obcojęzyczny bełkot w telewizji. Co istotne, ginie cały tradycyjny wzorzec kultury narodowej mieszczącej się w cywilizacji chrześcijańskiej. Równolegle z tym, umacnia się proces judaizacji gwałtownie narastający w telewizji /zwanej satyrycznie „telawizją”/ i w innych działach i instytucjach kultury masowej.

           Na naszych oczach tworzy się w miejscu wypieranej cywilizacji chrześcijańskiej wspierana polityką cywilizacja żydowska, z wszelkimi tego konsekwencjami. Wydaje się, że wkrótce przeciętna jednostka nie będzie w stanie odróżnić serwowanego w tej cywilizacji kłamstwa od prawdy, dobra od zła, praktyk satanistycznych od głęboko uzasadnionych i pożądanych praktyk religijnych. Próby zresztą praktyk satanistycznych nie są już obce nawet w tak wielkich imprezach młodzieżowych jak Ogólnopolski Festiwal Muzyki Rockowej w Jarocinie.

         5. Zjawiska negatywne i groźne, to również zwiększona ilość załamań nerwowych i prób samobójczych oraz dezorganizacja zachowań i dezintegracji osobowości również w sporcie, przesadnie i niewłaściwie prezentowanym w programach radiowo-telewizyjnych. Przy codziennych wielogodzinnych Np audycjach sportowych i około 1 godzinnej informacji o wydarzeniach w kraju i na świecie, telewidz nie ma pojęcia o przyczynach i skutkach wojny izraelsko-irackiej w wydaniu amerykańskim, za to dowiaduje się Np jaki ułamek sekundy zadecydował o zwycięstwie tego lub innego zawodnika z odległego kraju i jakie jest prawdopodobieństwo, że zwycięski zawodnik poprawi swój rekord o 1/4 sekundy w kolejnych zawodach zaplanowanych tym razem w kanadyjskiej miejscowości Backdown koło Pussyprove Valley. Za te ogłupiające programy radiowo- telewizyjne odbiorca ich wnosi co miesiąc ogromne opłaty mimo, że finansowane są z kasy państwowej, w tym również potężną kwotą środków dewizowych. W całokształcie narastających zjawisk negatywnych w naszym życiu narodowym, „zasług” radia i telewizji trudno przecenić. Najbardziej przykre jest jednak to, że obłęd niszczenia gospodarki i kultury trwa i wzmacniany jest procesami ciągłej inwazji antypolonitów. Ta inwazja to niewypowiedziana nam wojna idąca w stronę kataklizmu narodowego i państwowego.

           Druga wojna światowa, do której nawiązywaliśmy powyżej, „nie była starciem –jak pisze Rafał Ziemkiewicz Dobra i Zła. Była walką Zła szalonego ze złem przebiegłym”.1 Ważne, że została w skutek bohaterstwa i poświęceń m.in. naszego narodu pokonana. A pamiętam, że była straszna, niczym piekielna choroba nasłana przez moce szatana. Nie wierzyłem nawet, że zostanie przezwyciężona w bezprzykładnej szarży Lenino – Warszawa – Berlin. Wyrosła w tej szarży na szczęście chwała oręża polskiego, na wzór grunwaldzkiego. Ale wraz z wychodzeniem z wojennej tragedii rozwijały się właśnie siły nowej, czy też jak kto woli, nowoczesnej wojny. Z tą bardziej już podstępną, Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” podjęło (1 Patrz Rzeczpospolita z dn. 14 czerwca 2014 r.) walkę od początku swojego istnienia. Nowa wojna wdzierała się jak niewidzialna ręka, czy niszcząca bakteria do wszystkich dziedzin życia naszego Kraju. Przede wszystkim do kształcenia i wychowywania młodego pokolenia, nie odpornego na procesy niszczenia narodu, gospodarki, kultury i państwa.

         W gospodarce uruchomiono procesy prywatyzacyjne cofające nas w rozwoju do etapu kapitału handlowego. Niszczono głównie przemysł (i zasoby etapu kapitału przemysłowego). Makabryczne koncepcje Zachodu wobec Polski (niczym obecnie wobec Ukrainy) znane mi były jeszcze z okresu pracy w SGH-SGPS. Obawiał się ich prof. dr hab. Józef Balcerek –szef mojej katedry, którego staram się ukazać jak najlepiej w moich opracowaniach, począwszy od książki „Upiory studenckiej jesieni”. Wiele jego ostrzeżeń i zastrzeżeń jest obecnie zadziwiająco aktualne. Nie widział w nich powrotu do kapitalizmu jako uniwersalnego panaceum na nasze kłopoty.

         W pracach jego szczególnie przykro prezentowany był pogląd Zachodu wyznaczający Polsce limit ludnościowy na 15 milionów osób. A dodajmy, że pogląd ten pokutuje do dziś. Jeśli dodać do niego nowe propozycje przewidujące sprowadzenie do Polski nowych 5 milionów emigrantów, to wyraźnie widać, że miliony rodaków które wyjechały za chlebem instynktownie chyba nie widziało w kraju dla siebie miejsca, wyczuwając kataklizm dziejowy naszego narodu i państwa. Co więcej, nie wiąże z nim swojej przyszłości. Aż strach dodawać do tej sytuacji ogromne zadłużenie państwa i przebrzydłe „reformy” świadczące o dobijaniu chorego.

         Toteż w pracy Balcerka „Strategia suwerennej Polski” czytamy śmiałe myśli w tej przestrzeni. Przytoczmy więc charakterystyczne fragmenty wybrane z tych opracowań, a mianowicie:2

(2 Prof. dr hab. Józef Balcerek, Strategia suwerennej Polski, Stowarzyszenie ofiar wojny, Oficyna Niezawisłej Polski, Bielsko Biała, 2010.)

„Istota zagrożenia…

         Oficjalna propaganda upowszechnia tezę, iż sytuacja gospodarcza kraju ulega coraz wyraźniejszej poprawie i że, z tej racji, Polska cieszy się w świecie coraz większym autorytetem. Rzekomo dzięki temu, Polska jako liczący się partner zostanie, na początku następnego stulecia przyjęta do Unii Europejskiej (UE), a wcześniej, być może, do NATO. „Stowarzyszenie” z Unią Europejską byłoby -w tym kontekście – jedynie etapem na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej, a „partnerstwo dla pokoju” – przedsionkiem NATO.

         „Roztopienie” Polski w Unii Europejskiej i NATO jest szczytem marzeń kolejnych rządów „post-solidarnościowych”. Również „lewicowy” rząd W. Pawlaka zdradza skłonność do uznania tego dążenia za nadrzędny cel swojej strategii.

         „Strategia” ta nie tylko maskuje proces likwidacji Państwa Polskiego, zapoczątkowany w latach 70-tych, lecz proces ten tak gwałtownie przyspiesza, że już w połowie lat 90-tych suwerenność narodowa i państwowa może się okazać fikcją. „Europejska” i „atlantycka” filozofia „elit” intelektualnych i politycznych ma w tej kwestii tylko jedną odpowiedź: Współcześnie, pojęcie państwa narodowego jest przeżytkiem, a odwoływanie się do interesu Narodu – ostrym przejawem ksenofobii.

           W okresie stalinizmu, „elity” te zwalczały państwo narodowe w imię „internacjonalizmu proletariackiego”, przezwyciężając w 1948 r. „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne” W. Gomułki. Następnie, na przełomie lat 60-tych i 70-tych, zwalczały „doktrynę Breżniewa” o ograniczonej suwerenności państwowej. Nie dostrzegły jednak, że w latach 70-tych i 80-tych, na podstawie porozumienia radziecko-niemieckiego z 1970 r., suwerenność gospodarcza, a w konsekwencji także polityczna, Polski ulegała, zgodnie z „doktryną Breżniewa” erozji na korzyść Niemiec, a nie ZSRR. Co więcej, w latach 1960-1970, ostatecznie przezwyciężyły odchylenie już tylko „nacjonalistyczne” W. Gomułki, jako główną przeszkodę na drodze do urzeczywistnienia w Polsce wspomnianej już „doktryny Breżniewa”…

Interes Narodu Polskiego czy interes mniejszości narodowych?

           Naród Polski ma obowiązek poszanowania prawa mniejszości narodowych do ich własnej kultury i sposobu bycia. Ze swej strony mniejszości narodowe maja obowiązek zachowania lojalności i poszanowania interesów Narodu i Państwa Polskiego. Nie do przyjęcia jest zatem instytucja „podwójnego obywatelstwa”.

         Zmienność opartego na interesie międzypaństwowego układu sił powoduje, że tylko w wyjątkowych przypadkach można być lojalnym równocześnie wobec dwóch państw narodowych. Instytucja „podwójnego obywatelstwa” oznacza, że nawet przedstawiciel „piątej kolumny” (Np. w Polsce we wrześniu 1939 r.) mógłby prawnie uzasadnić (i usprawiedliwić) nielojalność wobec Państwa Polskiego koniecznością zachowania lojalności wobec wrogiego Polsce państwa.

Interes Narodu Polskiego czy interes „małych ojczyzn” ?

           Nagłaśnianie idei „małych ojczyzn”, w atmosferze filozoficznego, politycznego i kulturowego degradowania idei narodu i państwa, wskazuje wyraźnie na dążenie do rozczłonkowania Państwa Polskiego. Naród jest wspólnotą historycznie ukształtowaną na określonym obszarze, hołdującą własnym wartościom kulturowym.

         Najnowsza historia Polski dowodzi, że siła jej wspólnotowej solidarności okazała się, w okresie wojny i okupacji, głównym orężem walki przeciwko programowi systematycznej eksterminacji Narodu Polskiego…

           Zagrożenie jest dzisiaj większe niż kiedykolwiek, a próby przeciwstawiania „małych ojczyzn” Ojczyźnie zwiększają to zagrożenie ze strony tych sił, które w ludobójstwie „naukowo” zorganizowanym widzą jedyne wyjście z „impasu”, w jakim znalazła się Polska.

         To co spotyka dzisiaj Jugosławię może nas spotkać jutro.”3

         (3 Prof. dr hab. Józef Balcerek, Strategia suwerennej Polski, Stowarzyszenie Ofiar wojny, Bielsko Biała, Wyd. I. r. 1994, wyd. II rok 2010, s. 1, 14-15.

4 Witold Kieżun, Patologia Transformacji, Poltext sp. z o.o., W-wa, 2012.

5 Witold Kieżun, Patologia Transformacji, Poltext sp. z o.o., W-wa, 2012, s.140-3.)

         Te myśli korespondują wyraźnie ze współczesnymi pracami prof. Witolda Kieżuna. W swej ostatniej pracy4, Profesor Kieżun nawiązuje do opracowań Balcerka co zilustrujemy poniższym cytatem dotyczącym Huty Warszawa:

         „W procesie likwidacji polskiej własności hutnictwa wyróżnia się proces sprzedaży Huty Warszawa. Raport prof. Józefa Balcerka (1994) dla Sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych ujawnia patologię prywatyzacji tego obiektu. Huta Warszawa była jedynym w Polsce producentem szlachetnej stali dla przemysłu zbrojeniowego. Wartość rocznej produkcji Huty dochodziła do 400 min dolarów, natomiast wartość całej Huty, według oceny prof. Józefa Balcerka, dochodziła do 3 mld dolarów. Transakcja sprzedaży była bardzo skomplikowana. Włoska firma Lucchini zdecydowała się zakupić 51% Huty za 27,6 min ecu, co według aktualnego kursu odpowiadało 33,5 min dolarów amerykańskich. Jednak firma Lucchini wpłaciła tylko 6,1 mln dolarów, pozostałą należność pokrywając maszynami i skryptami dłużnymi. Jednocześnie zobowiązała się do odbioru 60% produkcji po cenach przez nią ustalonych i do bezterminowego utrzymania 60% załogi, a 40% na czas określony. Dokonaną w umowie wycenę majątku huty prof. Balcerek określił jako zupełnie nierealną…

         Umowa przewidywała również 7-letnie wakacje podatkowe i, w razie konfliktu, jurysdykcję zagraniczną. Pod groźbą utraty pracy 90% załogi akceptowało ten akt prywatyzacji. Ostatecznie jednak w 2005 roku inwestor włoski sprzedał Hutę Warszawa największemu koncernowi hindusko-brytyjskiemu Mittal Steel Company…”5

         O tych przykrych dla nas sprawach pisaliśmy wielokrotnie w różnych opracowaniach Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”. Nie odnosiło to większego efektu. Z satysfakcją dodać teraz trzeba, że potwierdzenie naszego stanowiska odnajdujemy w autorytatywnej opinii Prof. W. Kieżuna, dotyczącej tym razem „doradztwa” George’a, Tivadara Sorosa i Jeffreya Sachsa:

         „…od dzieciństwa posługiwał się międzynarodowym językiem esperanto ułożonym przez genialnego polskiego Żyda, Ludwika Zamenhoffa. Ojciec George’a, Tivadar Soros, był wykładowcą tego języka, który – likwidując współczesną językową wieżę Babel – miał ułatwić budowę światowego społeczeństwa obywatelskiego. George studiował w prestiżowej London School of Economics, po czym wyemigrował do USA. Pytany o narodowość odpowiada, że jest kosmopolitą. Dorobił się olbrzymiego majątku na spekulacjach giełdowych, obecnie znajduje się w pierwszej setce najbogatszych ludzi świata…

         W swojej książce Underwriting Democracy (1991) pisze, że opracował obszerny szkic spójnego programu gospodarczego dla Polski, obejmującego stabilizację monetarną, zmiany strukturalne i reorganizację długu. „Przygotowałem szeroki program ekonomiczny obejmujący trzy elementy: stabilizację monetarną, zmiany strukturalne oraz reorganizację polskich przedsiębiorstw. Zaproponowałem swego rodzaju makroekonomiczną wymianę długu na akcje polskich przedsiębiorstw (…).

         Połączyłem swoje wysiłki z prof. Sachsem z Harvard University, którego działalność sponsorowałem przez Fundację Stefana Batorego”. Szkic ten był pozytywnie oceniony przez Bronisława Geremka i prof. Trzeciakowskiego, przewodniczącego Zespołu Problemowego Gospodarki i Polityki Społecznej Okrągłego Stołu. Soros skontaktował się też w 1988 roku z generałem Wojciechem Jaruzelskim i premierem Mieczysławem Rakowskim, a także z Waldemarem Kuczyńskim.

         Waldemar Kuczyński, doradca ekonomiczny premiera Mazowieckiego i pierwszy minister Ministerstwa Przekształceń Własnościowych pisze: „Soros przyjechał z planem reformy gospodarczej polskiej, zwanej planem Sorosa. To była kombinacja »szokowej« operacji z restrukturalizacją naszych firm. (…) miałem wrażenie, że głównym obiektem zainteresowania Sorosa nie była Polska, lecz Związek Radziecki, a jego plan dla Polski miał być eksperymentem, przećwiczeniem drogi gospodarki planowej do rynkowej, którą mógłby powtórzyć później Związek Radziecki. (…) Polska miała być tą małą piramidą, którą egipscy budowniczowie budowali na próbę, zanim przystąpili do głównej roboty. Przyznam się, że rola królika doświadczalnego urażała mi dumę narodową, po dokładnym zastanowieniu dostrzegłem spore pole zgodnych interesów” (Kuczyński 1992).

         Ostatecznie twórczą realizacją tych koncepcji zajął się Leszek Balcerowicz ze swoim zespołem. Można więc w miarę obiektywnie stwierdzić, że w teoretycznej strukturze podejmowania decyzji etap kształtowania misji i strategii był dziełem George’a Sorosa i Jeffreya Sachsa, etap twórczej taktyki i operacyjnej realizacji – Leszka Balcerowicza. Trafnie więc proces polskiej transformacji powinien być nazywany dziełem Sorosa, Sachsa i Balcerowicza. Cała ta trójka jest godna pochwały za pozytywne strony idei transformacji, ale również ponosi indywidualną odpowiedzialność za patologiczne rozwiązanie poszczególnych etapów…

         Pierwszy „kontakt” Sachsa w Warszawie to Grzegorz (Larry) Lindenberg, szef ekonomiczny „Gazety Wyborczej”, redagowanej już przez Adama Michnika. „Larry” zorganizował Sachsowi spotkanie, jak pisze Sachs, z „głównymi strategami Solidarności w Senacie”: Bronisławem Geremkiem, Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem. Geremek był zdania, że projekt reformy ekonomicznej powinien opracować rząd. Natomiast Sachs uważał, że Solidarność sama musi zorganizować reformę ekonomiczną. „Społeczeństwo opowiada się za Solidarnością i teraz przyszedł czas jej ekonomicznego działania”. Dyskusja skończyła się opinią Geremka: „myślę, że ma Pan rację, nie mamy wyboru” i zaproponował natychmiast udać się do Jacka Kuronia. Kuroń nie mówił po angielsku. Za tłumacza służył Larry Lindenberg „Kuroń” palił papierosa za papierosem i od razy wyciągnął butelkę”.6

(6 Jak wyżej, s. 122-3

7 Ibidem, s. III.)

         Do powyższych ocen „polskich reformatorów” dodajmy fragment wywiadu przeprowadzonego przez Czesława Bieleckiego (współpracownika m.in. paryskiej „Kultury”) z prof. dr hab. Witoldem Kieżunem.

          „Osoby krytycznie oceniające polską transformację – jak pan profesor – określa się od razu mianem przeciwników transformacji. Dla czytelników pana książki będzie oczywiste, że prezentuje pan krytyczną ocenę transformacji, ale to nie oznacza, że był pan przeciw samej zmianie. Gdyby na początku transformacji elementy liberalne w reformowaniu gospodarki zostały uzupełnione o elementy społeczne, nie mielibyśmy dzisiaj tego wykwitu populizmu w różnych formach. Czy podziela pan ten pogląd?

         Odpowiem na to pytanie nie wprost. Gdy w Polsce zaczynała się transformacja, przebywałem w Afryce, kierując dużym projektem ekonomicznym, realizowanym pod egidą ONZ. Tam z bliska i na własne oczy widziałem, jak kraje zachodnie dokonują gospodarczej neokolonizacji krajów afrykańskich. Wspominam o tym, ponieważ jedną z głównych tez mojej książki jest to, że po 1989 r. nastąpił proces neokolonizacji polskiej gospodarki.”7

           Kolonia kolonią, bida bidą, ciemnota ciemnotą ale my lubimy się bawić „w pluwanego”. Dobrze nam wychodzi plucie nawet na zapas. Dnia 4 czerwca skończył się komunizm- ogłasza jakaś miła aktorka: Hurra odpowiadamy i plujemy, plujemy bo to takie proste z najprostszych. A że komunizmu nigdy u nas nie było, że próbowano pokonać „ulubiony” kapitalizm, że uruchomiono najprawdziwszą wojnę z narodem polskim, że państwo polskie w procesie „wolności” nawet dla łajdaków i szpiegów, złodziei, malwersantów itd. i dalej to już sprawa dalsza, drugo i trzeciorzędna. Tyle jeszcze spraw wokół siebie mamy, że brakuje normalnego języka do ich wyrażenia. Nic dziwnego, że słyszymy terminy nowe, takie jak „bullshit” (czyli bycze g…), czy „pussy riot” (wolę tego nie tłumaczyć!) i to wypowiadane nie przez byle kogo, bo przez przedstawicieli władzy z najwyższego szczebla.

         To Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz długo chyba zatajał przed nami prawdę, by wreszcie wybuchnąć: Państwo polskie praktycznie nie istnieje. Jeśli tak, to i opinia Ministra Spraw Zagranicznych utrzymuje się w tej logice, oznaczonej w Fakcie tytułem: „Syf, folklor i szambo – Tak politycy mówią o ojczyźnie” (Fakt z 24-VI-2014).

         Nic dziwnego, że podane w opublikowanych nagraniach wiadomości obiegły błyskawicznie kraj i wiele wpływowych ośrodków opinii publicznej na świecie. W wielu pismach wybijano informacje na czołowych stronach o tym, że na szczycie władzy w kraju syf, szambo, magiel itp. Tygodnik Wprost podawał na pierwszej stronie że to zamach stanu. Uzupełniając informował, że w aferze podsłuchowej ktoś nagrał nielegalnie spotkania m.in. szefa MSW, prezesa Narodowego Banku Polskiego i byłego ministra transportu. Wygląda na to, że te kompromitujące taśmy z podsłuchu obliczone są na przeprowadzenie pełzającego zamachu stanu i obalenie rządu Donalda Tuska. A więc wielka afera świadcząca o katastrofie naszego narodu i państwa. Już choćby z uwagi na rangę wymienionych spraw i osobistości.

         Bohaterowie tej afery to przecież szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, oraz towarzyszący im m.in. prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka. Ten pierwszy, czyli Minister Sienkiewicz wypowiada się jednoznacznie, że państwo polskie istnieje jedynie teoretycznie. Praktycznie nie istnieje…Oczywiście daje argumenty na poparcie swej opinii wedle której państwo działa jedynie fragmentarycznie a nie całościowo. Wprost informuje, że w tej aferze pojawia się jakiś polityczny deal z Belką. Stawiany jest bowiem wymóg, aby Belka jako szef NBP dopomógł w finansowaniu deficytu budżetowego państwa i w ten sposób pomógł Platformie Obywatelskiej przetrwać trudne lata wyborcze. Ze strony prezesa Belki są za to należne żądania, mianowicie „głowa” ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i nowelizacja ustawy o banku centralnym. Rzecz w tym, że oba żądania w parę miesięcy później zostają spełnione.

         W ramach rekonstrukcji Rostowski zostaje z rządu odwołany a na jego miejsce wchodzi jak chciał Belka „techniczny i niepolityczny” Mateusz Szczurek. Wpływa też do Rady Ministrów projekt założeń nowelizacji ustawy o NBP wedle którego Ministerstwo Finansów ma możliwość sprzedaży i kupna dłużnych papierów wartościowych także poza operacjami rynku otwartego. Nie wchodźmy jednak zbyt daleko w szczegóły tej afery. Zajmuje się nią już zbyt wiele postaci i wszystko wskazuje na to, że ważne w niej staną się nie sprawy merytoryczne lecz los „bidaków” oskarżanych o łamanie prawa z tytułu podsłuchu rozmowy tak ważnych w Kraju osób. Dla większej przejrzystości tematu wspomnijmy jeszcze o stanowisku ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Odnajdujemy je w Super Expressie nr 143 (6932) z dn. 23 – VI – 2014 r.:

         „Co tak naprawdę sądzi o polsko-amerykańskich relacjach minister spraw zagranicznych Radek Sikorski (511.)? Jak wynika z ujawnionych przez tygodnik „Wprost kolejnych nagrań, szef polskiej dyplomacji twierdzi, że… sojusz z USA jest nic niewarty i szkodliwy dla naszego kraju. – Zrobiliśmy laskę Amerykanom – mówi Sikorski, który kilka tygodni temu patrzył Barackowi Obamie (53 l) prosto w oczy i zapewniał o polskiej przyjaźni…

         Rozmowę Sikorskiego z byłym wice premierem i ministrem finansów Jackiem Rostowskim (631.) nagrano w jednym z saloników w warszawskim Pałacyku Sobańskich. Jej fragmenty opublikowało Radio Zet.

         W trakcie tej rozmowy Sikorski przekonywał Rostowskiego, że polityka obliczona na sojusz z USA, a prowadzona przez premiera i szefa MON jest błędem. – Wiesz, że polsko-amerykański sojusz jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa – powiedział szef MSZ. Dalej Sikorski mówi o polityce zagranicznej: – Bullshit, skonfliktujemy się z Niemcami, Francuzami… Bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy. Jakby tego było mało, Sikorski za uległe podejście wobec USA wini polskie społeczeństwo. – Problem w Polsce jest, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę – ocenia Sikorski. – Taki sentymentalizm – odpowiada mu Rostowski. Na co szef MSZ mówi: – Taka murzyńskość.

       Nazajutrz tej publikacji, ani Sikorski, ani Rostowski nie odnieśli się do treści nagrań. Zaprzeczali tylko, że gościli w restauracji Sowa i Przyjaciele (nagranie miało miejsce w Pałacyku Sobańskich – przyp. red.). MSZ też nie chciało się odnieść do kompromitujących wypowiedzi. – Nie komentujemy spekulacji medialnych. Czekamy na publikację nagrań – oświadczył rzecznik ministerstwa Marcin Wojciechowski (39 l).”

         Temat rozwinął jednak wspaniale reż. Grzegorz Braun ukazując naszą perspektywę. Oto fragment jego opracowania zat. Afera podsłuchowa to finalna faza scenariusza rozbiorowego (Z reżyserem Grzegorzem Braunem rozmawiała Aldona Zaorska).

         „Kolejnym etapem będzie już niezadługo odpalenie tzw. kryzysu finansowego, bo i w finansach trzeba stwierdzić wyraźnie, że to nie żaden kryzys, tylko rezultat działań międzynarodowych lichwiarzy, będących w istocie właścicielami Polski. To dla nich i na nich obecnie pracują Polacy przywiązani niczym chłopi pańszczyźniani każdy do swoich kredytów. Ci lichwiarze w dowolnym momencie, według swego uznania proklamują po prostu bankructwo państwa polskiego, a co gorsza – doprowadzą wcześniej do sytuacji, że Polacy nawet nie będą takiego państwa żałowali.

             – Czy zaskoczyła Pana treść nagranych rozmów, czy wręcz przeciwnie – po rządzie Tuska trudno było oczekiwać czegokolwiek innego?

           Zaskoczony treścią tych nagrań może być tylko ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy, na jakim świecie żyje. Żyjemy w świecie demokracji, która właśnie w takich okolicznościach odkrywa swoje paskudne oblicze. Rządzi nami byle kto i nie wiadomo kto. Przecież ci ludzie, którzy nam się w tych rozmowach tak szeroko prezentują, nie mogą być uważani za szczyt władzy w naszym kraju. To są amatorzy i gówniarze. Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie się zorientować, kto ich zatrudnił w charakterze marionetek. Prawdziwi właściciele Tuska, Sikorskiego, Belki czy Grasia ciągle chowają się za kulisami tego teatru. Jednocześnie są zbyt profesjonalni, żeby się ujawniać. Chcę podkreślić – obecna sytuacja to nie jest kryzys demokracji, przeciwnie – to jest norma demokracji.” (Gazeta Warszawska 26(367) z dn. 27-VI-3 –VII-2014).

           Nie będziemy dalej tematu rozwijać. Podziękujmy „Nagrywaczom”, że udostępnili nam te wiadomości. Choć nie ma w całej sprawie ważnego wątku który chciałoby się z „Grunwaldem” uzupełnić. Powinien on mówić o tym, jak wrogowie przyssali się do naszego organizmu niczym kleszcze, paraliżując jego funkcje aż do śmiertelnej choroby. Dlatego w ostatniej chwili, resztką sił musimy pozbyć się tych przybłędów. Jedynym narzędziem tego musi być współczesny patriotyzm odporny na przepisy prawa i wrogiej propagandy. Dostosowany do wymogów wojny współczesnej faryzeuszy z za szyb szklanego ekranu i wrogich nam ośrodków. Musimy zrozumieć, że mamy do czynienia z rzeczywistą katastrofą narodu i państwa w której ukazuje swą moc inwazja antypolonitów, jako rezultat podstępnej wojny przez nas ostatecznie przegrywanej. Więc wnioski z naszej tragedii dotrzeć muszą do każdego z nas osobiście i w każdych warunkach. Nawet już osamotnienia.

           Przecież w Bronowicach podkrakowskich ukazanych w Weselu Wyspiańskiego wypracowano niekwestionowaną nauczkę ozdobioną legendarną melodią „Miałeś, chamie, złoty róg, miałeś, chamie, czapkę z piór: czapkę wicher niesie, róg hula po lesie, ostał ci się ino sznur”. Smutne to na koniec przypomnienie. Smutne, ale istotne i prawdziwe tak jak i to, że bez narodowej mądrości odrodzenia nie będzie.

           Na taką potrzebę wskazywał nieustannie „Grunwald”, wraz z potrzebą samozaparcia odrzucającego lęk zarówno przed straszącymi chochołami jak i antypolonitami oraz wszelaką w tym zakresie bierność. Wyzwolenie niezbędnych sił do walki z wrogami przyssanymi do naszego organizmu przywróci skromną nadzieję na wolność i lepsze jutro.

         Wiemy, że wolność utracona, zawsze jednoczyła Polaków i wyzwalała twórczy patriotyzm na miarę współczesności. Patriotyzm budujący, prezentowany w tym opracowaniu jako część życia i poświęceń twórców i działaczy Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”. Składając im należny hołd w tym miejscu, zadbajmy o nutkę własnej nadziei na przyszłość.

Warszawa, 19-07-2014

prof. M. Suslik Trzeciak

Serdeczne podziękowania dla przyjaciela Wolnej Polski, Staszka, za podrzucenie materiału Pana prof. Trzeciaka. Redakcja.

Artykuł w oryginale i w formacie PDF – link.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.