Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 15, 2015 Przez a303 W NWO

Imperium śmierci, cz. II. Jądrowy holocaust

Cześć I pod linkiem.

Zemsta za Pearl Harbor?

a

Teza o tym, że „bombardowanie jądrowe cywilów było konieczne, aby zmusić Japonię do szybszej kapitulacji i ratować życie żołnierzy amerykańskich,” nie wytrzymuje żadnej krytyki. Jak podano w części 1, rząd cesarski sam dokonywał rozpaczliwych prób, aby zawrzeć pokój na jakichkolwiek warunkach, ale Amerykanie tego „nie zauważali” w jednym tylko celu – aby wypróbować przy końcu wojny swoją nową „cudowną broń”.

Amerykanie nawet się obawiali, że Japończycy s​​kapitulują jeszcze przed użyciem przez nich bomby atomowej. I tak, 6 czerwca minister wojny Stimson powiedział Trumanowi, że on „się obawia”, że Japończycy się poddadzą i „nie dadzą możliwości zademonstrowania całej mocy naszej nowej broni.” W swoich wspomnieniach on otwarcie oświadcza, że „nie zrobiliśmy absolutnie nic, aby zmusić Japonię do kapitulacji – i wszystko tylko w tym celu, aby przetestować bombę”.

W swoich pamiętnikach generał Eisenhower wspomina o swojej rozmowie ze Stimsonem, podczas której powiedział mu, że „Japonia już jest pokonana i użycie bomby atomowej niczym nie jest uzasadnione … Myślę, że nasz kraj powinien unikać użycia broni, która zaszokuje opinię światową i wcale nie wpłynie na zmniejszenie amerykańskich strat wojskowych”. Minister, jak pisze Eisenhower, „był bardzo zirytowany moimi uwagami, i prawie z gniewem je odrzucił”.

W przygotowanym w 1946 roku, przez czołowych amerykańskich ekspertów wojskowych, „Strategicznym przeglądzie, dotyczącym wykorzystania lotnictwa bombowego”, podano: „Analizując szczegółowo wszystkie posiadane informacje oraz wyniki przesłuchań czołowych japońskich polityków, doszliśmy do wniosku, że do końca 1945 roku, a prawdopodobnie przed 1 listopada 1945 roku, Japonia skapitulowałaby nawet bez bombardowania atomowego, nawet w przypadku, gdyby Rosja nie przystąpiła do wojny, a nawet, jeśli by nie było ​​lądowania wojsk amerykańskich w tym kraju”.

Trumana, który wydał rozkaz o bombardowaniu, nie powstrzymało nawet to, że w miejskim więzieniu w Hiroszimie przebywało ponad 70 amerykańskich jeńców wojennych (rząd USA wiedział o tym!), i którzy żywcem spalili się w czasie eksplozji.

Między innymi, amerykańscy politycy i historycy uparcie ignorują ten fakt, że kluczowym znaczeniem dla zakończenia II Wojny Światowej wcale nie było użycie broni jądrowej. Japonia nie zamierzała kapitulować po zniszczeniu Hiroszimy i Nagasaki. Rząd po prostu ukrył przed narodem wiadomość o użyciu przez Amerykę nowej niszczącej broni i kontynuował przygotowanie ludności do decydującej bitwy na swoim terytorium „do ostatniego Japończyka.”

Główne nadzieje wiązano z najbardziej liczebną i doskonale wyszkoloną pod względem zdolności bojowej Armią Kwantuńską, rozmieszczoną w północno-wschodnich Chinach (Mandżuria). Rozpatrywany był nawet wariant przeniesienia cesarza i jego rodziny, w przypadku zajęcia terytorium Japonii przez Amerykanów, do marionetkowego państwa Mandżukuo. Uważano, że Amerykanie nie będą poddawać atomowemu bombardowaniu terytorium sojuszniczych Chin.

W odpowiedzi na ciosy atomowe, Japończycy opracowali plany użycia broni bakteriologicznej i chemicznej, zgromadzonej w ogromnych ilościach w Kwantuńskim zgrupowaniu wojsk („jednostka nr 731”). Japońscy eksperci twierdzili, że zapasów tych, przy idealnych warunkach rozsiewania, „wystarczyłoby dla zniszczenia całej ludzkości.”

A massive column of billowing smoke, thousands of feet high, mushrooms over the city of Nagasaki, Japan, after an atomic bomb was dropped by the United States on Aug. 9, 1945. A B-29 plane delivered the blast killing approximately 70,000 people, with thousands dying later of radiation effects. The attack came three days after the U.S. dropped the world's first atomic bomb on the Japanese city of Hiroshima. The attacks brought about Japan's unconditional surrender, and the war ended when the papers ofsurrender were accepted aboard the U.S. battleship Missouri on Sept. 2, 1945. (AP Photo/U.S.Signal Corps)

Ciekawe, że również amerykańskie służby strategiczne wysoko oceniały zdolność bojową armii Kwantuńskiej. Według ich szacunków, do jej rozgromienia armia radziecka będzie potrzebować co najmniej 18 miesięcy.

Jednak wszystkie te obliczenia, na szczęście, nie spełniły się. Błyskotliwe i szybkie rozgromienie przez wojska sowieckie milionowej Armii Kwantuńskiej postawiło ostatnią kropkę w tej wojnie. 8 sierpnia 1945 roku rozpoczęła się ofensywa i w ciągu tygodnia stało się jasne, że najlepsze pod względem bojowym jednostki armii japońskiej padły już w trakcie pierwszych walk. A śmiercionośne zapasy „jednostki nr 731″ zostały przejęte w wyniku błyskawicznego rajdu radzieckich spadochroniarzy. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Najwyższej Rady Wojskowej Japonii, już 9 sierpnia, premier K. Suzuki, powiedział: „Przystąpienie do wojny Związku Sowieckiego stawia nas w końcu w sytuację bez wyjścia.”

Cesarz Hirohito, 15 sierpnia, w swoim wystąpieniu ogłosił kapitulację kraju. Akt kapitulacji został podpisany w dniu 2 września 1945 roku, na pokładzie pancernika US Navy „Missouri”.

Drugą, modną obecnie tezą, jest to, że bombardowania atomowe były „zbawienne” dla Japonii, jako że szybka kapitulacja i okupacja kraju przez Amerykanów, „uratowały” Japonię od okropności okupacji sowieckiej. „Jednak ta fałszywa teza, podobnie jak pierwsza, opiera się na fałszywym twierdzeniu o tym, że kapitulacja była bezpośrednią konsekwencją użycia broni atomowej. Związek Sowiecki ściśle spełnił wszystkie warunki, określone w konferencjach w Jałcie i Poczdamie, w których było przewidziane przystąpienie do wojny przeciwko Japonii, a po kapitulacji Japończyków – ustalenie suwerenności Związku Sowieckiego nad Południowym Sachalinem i Wyspami Kurylskimi, a także okupacja Japonii przez wojska amerykańskie. Przystąpienie ZSRR do wojny (które obecni japońscy politycy często interpretują jako „zdradzieckie naruszenie porozumień pokojowych„) było podyktowane zobowiązaniem, które zostało przyjęte w porozumieniu z sojusznikami.

 Skok przez Chingan

Skok przez Chingan

Jednak mimo pomocy dla sojuszników, kierownictwo ZSRR starało się uniknąć wyjścia wojsk amerykańskich na radziecką granicę lądową. J. Stalin dowiedział się, że jeszcze w czasie konferencji w Kairze, 23 listopada 1943 roku, Franklin D. Roosevelt i premier Chin Czang Kaj-szek prowadzili tajne rozmowy na temat utworzenia po wojnie amerykańsko-chińskiego sojuszu wojskowo -politycznego i podziału sfer wpływów w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, a także w Indiach i na Pacyfiku.

Dlatego też, wbrew obecnej rozbieżnej tezie, trzeba mówić nie o mitycznym „zagrożeniu zagarnięcia przez Sowietów Japonii”, a o realnym zagrożeniu okupacji Mandżurii (przez wojska amerykańskie), które zostało zażegnane po rozgromieniu Kwantuńskich ugrupowań japońskich przez armię Sowiecką! Co więcej, to zwycięstwo pozwoliło okazać skuteczne wsparcie dla chińskich sił komunistycznych w ich walce przeciwko proamerykańskiemu reżimowi Czang Kaj-szeka.

Arrow marks the spot where the A-bomb struck at Nagasaki, Japan, August 10, 1945. Much of the bombed area is still desolate, the trees on the hills in the background remained charred and dwarfed from the blast and little reconstruction, except of wooden shacks as homes, has taken place. (AP Photo)

Natomiast, gdy chodzi o „potworności” sowieckiego reżimu okupacyjnego, których Japończycy rzekomo uniknęli dzięki użyciu broni jądrowej, to ta bajka rozbija się o realne fakty – precyzyjną organizację zaopatrzenia w żywność ludności w okupowanej strefie Niemiec; bezwzględne położenie kresu (łącznie z rozstrzelaniem) grabieżom i gwałtom w stosunku do Niemców. Natomiast statystyka zabójstw, gwałtów i rabunków, dokonanych przez amerykańskie żołdactwo w krajach okupowanych, jest tak skandaliczna, że nie została ona jeszcze odtajniona w całości do tej pory. Według danych dowództwa amerykańskiego (!) w latach 1945-1946 okupanci amerykańscy gwałcili każdego dnia ponad 300 japońskich kobiet (i to tylko według pisemnych oświadczeń, na które odważył się tylko bardzo niewielki procent ofiar). I żaden z morderców, gwałcicieli i rabusiów nie został ukarany. W odpowiedzi na protesty cywilów, władze okupacyjne wprowadziły ścisłą cenzurę na „niepożądane materiały” o zachowaniu się żołnierzy amerykańskich i cenzura ta funkcjonowała aż do końca okupacji w 1952 roku.

Jeśli bombardowanie atomowe nie miało decydującego znaczenia ani dla kapitulacji Japonii, ani dla zapobieżenia „inwazji Sowietów”, to może była to bestialska zemsta za porażkę Amerykanów w Pearl Harbor w grudniu 1941 roku?

Do takiego wniosku dochodzi część amerykańskich historyków. Jednak ta wersja całkowicie podważa propagandowe oświadczenie o „czystości moralnej” strategii USA w czasie II Wojny Światowej. W rzeczywistości atak lotnictwa japońskiego w 1941 roku został dokonany na bazę wojskową, na okręty przeciwnika. A Amerykanie spalili i całkowicie zniszczyli ludność cywilną miast, w których nie było ani jednego obiektu wojskowego!

Ponadto, Trumanowi i jego otoczeniu na pewno były znane szczegóły przystąpienia USA do wojny, o czym świadczą odtajnione niedawno dokumenty. Wynika z nich oczywisty fakt, że władze USA były zainteresowane tym, aby „pogrzać ręce” od dostaw wojennych i zniewolić kraje walczące swymi kredytami, świadomie popychając Japonię swoimi sankcjami i embargiem do ataku na Pearl Harbor w 1941 roku. Oni nawet znali datę ataku na bazę morską, ale nie ostrzegli jej dowództwa, ponieważ potrzebowali „mocnego argumentu” na rzecz wypowiedzenia wojny – w postaci stosów trupów swoich marynarzy i zatopionych statków. Więc „mścić się” trzeba było nie tylko Japończykom, ale także samej elicie politycznej Stanów Zjednoczonych!

Teza o „zemście” nie jest potwierdzona ani jedną wypowiedzią działaczy państwowych USA. Natomiast są liczne wypowiedzi, które wskazują na prawdziwą przyczynę bombardowania atomowego.

Pierwsza salwa zimnej wojny

W chwili wybuchu amerykański prezydent był na pokładzie krążownika „Augusta”, wracając do USA z konferencji w Poczdamie. Po otrzymaniu wiadomości o zniszczeniu Hiroszimy, G. Truman powiedział sekretarzowi stanu, G. Byrnesowi, że „bombardowanie atomowe stało się największym wydarzeniem w historii ludzkości.” W tym wyniosłym sformułowaniu nie ma ani aluzji o „ratowaniu życia amerykańskich żołnierzy,” ani o popychaniu Japończyków do kapitulacji – przedstawiono w nim zupełnie inną skalę wydarzenia!

Pomimo, że Japonia stała się poligonem doświadczalnym dla broni jądrowej, to głównym celem był bez wątpienia Związek Sowiecki. We władzach USA jak byli, tak i pozostali antykomuniści. Sojusz w czasie II Wojny Światowej był tylko krótkim odpoczynkiem w permanentnej wojnie, która rozpoczęła się w 1918 roku od amerykańskiej inwazji na Rosję. To właśnie Truman wyrecytował w 1941 roku następujący zwrot: „Jeśli będą zwyciężać Rosjanie, to powinniśmy pomagać Niemcom, a jeśli Niemcy – to pomagać trzeba Rosjanom. I niech zabijają siebie nawzajem, jak najwięcej”. Ze względu na opóźnienie w otwarciu drugiego frontu, wojska sowieckie poniosły największe straty w II Wojnie Światowej. Od stycznia 1945 roku, kiedy wojska sowieckie, ratując zachodnich sojuszników po klęsce w Ardenach, rozpoczęły ofensywę w Europie Wschodniej, Sztaby Generalne USA i Wielkiej Brytanii przystąpiły do tajnego opracowania planu wojny przeciwko ZSRR o kryptonimie „Nie do pomyślenia” (ros. – „Немыслимое, ang. – „Unthinkable” – od A.L.). Ten plan przewidywał (po

okupacji Niemiec) wykorzystanie niemieckich żołnierzy we wspólnej kampanii na wschód i zajęcie całej europejskiej części Związku Sowieckiego! Realizacji tego złodziejskiego planu przeszkodził jedynie strach przed militarną potęgą Związku Sowieckiego, a także wobec światowej opinii publicznej, będącej zdecydowanie była po stronie Rosji Sowieckiej, która wyzwoliła planetę od brązowej dżumy faszyzmu.

Jeden z głównych twórców broni jądrowej, Leo Szilard, w „Projekcie Manhattan” wspominał, że sekretarz stanu, George. Byrnes, w rozmowie z nim powiedział bez ogródek, że „bomba przeznaczona jest nie tyle dla Japonii, ile dla Rosji”. Dyrektor Projektu, generał L. Groves, przyznał w 1954 r.: „Od chwili mojej nominacji na dyrektora Projektu Manhattan, nie miałem żadnych złudzeń co do tego, że naszym wrogiem numer jeden jest Rosja, i cała nasza praca była prowadzona właśnie na tym aksjomacie”. A przecież projekt rozpoczął się we wrześniu 1943 roku – u szczytu obłudnych zapewnień Roosevelta i Churchilla o „wiecznej przyjaźni z bohaterskim Związkiem Sowieckim”!

Brytyjski premier napisał entuzjastycznie do Trumana, w maju 1945 roku, gdy na oficjalnych przyjęciach sojusznicy po bratersku obejmowali się i wygłaszali zwycięskie toasty: „W końcu mamy broń, która zmusi Rosjan do liczenia się z nami.”

Pojęcia „dyplomacja atomowa” oraz „szantaż nuklearny” zrodziły się wewnątrz Departamentu Stanu natychmiast po zbombardowaniu miast japońskich. Stimson z dumą napisał: „W Departamencie Stanu natychmiast zaczęto traktować bombę jako broń dyplomatyczną. Władze USA wystawiały bombę na pokaz, nosiły ją na „biodrze”, z wyraźną chęcią zastraszenia Rosjan”.

W listopadzie 1945 roku na rozkaz Trumana został opracowany plan bombardowania atomowego dwudziestu miast radzieckich (Plan „Totality”; – pol. – „Całość” – od A.L.). Następnie, w 1948 roku, został przyjęty uaktualniony plan «Charrioteer», zgodnie z którym wojna miała się rozpocząć od skoncentrowanych nalotów z zastosowaniem 133 bomb atomowych przeciwko 70 centrom administracyjnym i przemysłom. W ciągu następnych dwóch lat amerykańscy stratedzy zamierzali wysadzić jeszcze 200 bomb atomowych.

Plany ataków nuklearnych na ZSRR były doskonalone i przybierały coraz to nowe nazwy («Pincher», «Dropshot», «Broiler/ Frolic», «Halfmoon / Fleetwood», «Trojan», «Off-tacle» i in.), ale główne zadanie pozostawało bez zmian: „wyludnić terytorium Rosji, pozostawiając tam tylko szczątkowe elementy działalności człowieka.”

Dla zadania decydującej klęski Związkowi Sowieckiemu w wojnie atomowej, według szacunków amerykańskich „speców”, potrzebne było użycie 196 bomb, jednak produkcja broni jądrowej była w tamtym czasie kosztownym i długotrwałym procesem. W rezultacie niezbędną ilość bomb wyprodukowano dopiero w 1952 roku. A trzy lata przed tą datą, ZSRR, dzięki niezwykłemu skokowi w dziedzinie nauki i techniki, wyprodukował i przetestował swoją własną broń atomową. USA nie były gotowe na taki obrót wydarzeń. Jedna rzecz – to bezkarne rozniesienie w radioaktywny pył znienawidzonego państwa. Druga rzecz – to otrzymanie rewanżowego symetrycznego ciosu, o którym sama myśl spowodowała powszechną panikę w Stanach Zjednoczonych i kopanie przez miliony Amerykanów „rodzinnych” bunkrów.

Jednak myśl o zadaniu „decydującej” klęski Rosji, nie opuściła i nie opuszcza do tej pory „gorących głów” w Waszyngtonie.

A few steel and concrete buildings and bridges are still intact in Hiroshima after the Japanese city was hit by an atomic bomb by the U.S., during World War II Sept. 5, 1945. (AP Photo/Max Desfor)

Hiroszima po ataku atomowym

„Taperzy w burdelu”

Truman wypowiedział kiedyś jedyne, naprawdę dowcipne i samokrytyczne zdanie: „Jako dziecko namiętnie marzyłem o karierze tapera (pianisty, grajka – od A.L.) w burdelu lub polityka. Prawdę mówiąc, nie ma między nimi żadnej różnicy”.

I rzeczywiście, amerykańskie „imperium” dąży do przekształcenia całego świata w burdel, gdzie się wszystko kupuje i sprzedaje, gdzie wszystkie kraje posłusznie „tańczą” pod prymitywne melodie, wystukiwane przez taperów z Białego Domu.

W tym narzucaniu swojej władzy „światowego hegemona”, główną rolę odgrywa broń jądrowa. W ciągu ostatnich 70 lat, wyścig zbrojeń nuklearnych i szantaż jądrowy nie jeden raz stawiały świat na krawędzi globalnej katastrofy.

An unidentified young boy carries his burned brother on his back Aug. 10, 1945 in Nagasaki, Japan. This photographs was not released to the public by the Japanese military but was disseminated to the world press by the United Nations after the war. (AP Photo/United Nations, Yosuke Yamahata)

W marcu 1954 roku Amerykanie testowali bombę wodorową, której moc (15 megaton) tysiąc razy przekraczała niszczycielską siłę „Little Boy”, zrzuconego na Hiroszimę. Fala powietrzna po wybuchu kilka razy okrążyła kulę ziemską. Eksperyment doprowadził do nieprzewidzianych skutków: choroby popromiennej u 264 amerykańskich żołnierzy, znajdujących się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od eksplozji, uszkodzenia samolotu ze sprzętem naukowym, który obserwował wybuch z odległości 15 km i opadów radioaktywnych.

W 1971 roku podziemna eksplozja głowicy bojowej „Spartan” o mocy 5 megaton, na wrażliwym pod względem sejsmicznym obszarze Wysp Aleuckich, doprowadziła do trzęsienia ziemi i wywołała tsunami.

Nawiasem mówiąc, prace, dotyczące podwodnych wybuchów jądrowych dla tworzenia tsunami i trzęsień ziemi, są prowadzone w Stanach Zjednoczonych od 1945 roku i szereg ekspertów uważa, że tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 roku zabiło ponad 300 tysięcy osób, trzęsienie ziemi na Haiti w 2010 roku (230 tys. zabitych) i największe trzęsienia ziemi i tsunami u wybrzeży Japonii w 2011 roku, zostały spowodowane podwodnymi wybuchami jądrowymi (zob. np.: publikacje egipskiego magazynu Al-Osboa).

Po prezydenturze Trumana, gdy Amerykanom (przy wielkim pragnieniu) nie starczyło sił i czasu dla  agresji jądrowej przeciwko Związkowi Sowieckiemu, co najmniej trzykrotnie w okresie od 1953 do 1961 roku,na najwyższym szczeblu politycznym w Stanach Zjednoczonych, była poruszana kwestia o „wyprzedzających” atakach nuklearnych przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Prezydent Eisenhower poważnie stawiał tę kwestię, podsuniętą przez znanych „jastrzębi” P. Nitze i generałów T. Pauera i G. Doolittle.

W czasie kryzysu kubańskiego w 1962 roku, najbliżsi doradcy Kennedy’ego McGeorge Bundy, Dean Rusk oraz członkowie Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, wywierali presję na prezydenta w celu ataku nuklearnego na Kubę, z następującą po tym na pełną skalę inwazją wojsk amerykańskich.

Na szczęście Kennedy nie podjął tej lekkomyślnej decyzji, inaczej wybuchłaby wojna atomowa, ponieważ na Kubie znajdowały się sowieckie rakiety SS-4 z głowicami jądrowymi, skierowanymi na Waszyngton i miasta Południowego Wschodu USA. Historycy uważają, że nigdy w historii świata ludzkość nie podchodziła tak blisko do całkowitego samozniszczenia.

Podczas Zimnej Wojny, przy zachowaniu parytetu jądrowego, stratedzy amerykańscy nieco zmniejszyli swój zapał. Zostali zmuszeni do przestrzegania koncepcji „wzajemnego zniszczenia jądrowego» – (ang. – MAD – Mutually Assured Destruction). Właśnie dlatego w dobie „odprężenia” zostały zawarte najważniejsze porozumienia między ZSRR i USA w sprawie ograniczenia strategicznych zbrojeń ofensywnych. Jednak po upadku Związku Sowieckiego i wzrostu imperialnych ambicji kół rządowych w USA, ponownie „zaswędziały ich ręce” z powodu odradzającego się pragnienia ostatecznego rozwiązania drogą wojskową „kwestii rosyjskiej.”

W 2002 roku prezydent Reagan, w trybie jednostronnym, złamał porozumienie w sprawie ograniczenia systemów obrony przeciwrakietowej. Rozpoczął się demontaż całego systemu porozumień.

Zgodnie z umowami w sprawie likwidacji rakiet średniego i bliskiego zasięgu, Związek Sowiecki i Rosja zlikwidowały 1846 rakiet i 825 wyrzutni rakiet, a Stany Zjednoczone – dwa razy mniej (846 rakiet i 318 wyrzutni). Tak więc żadną uczciwością w realizacji międzynarodowych traktatów nawet nie pachnie! Co więcej, w chwili obecnej właściwie są anulowane nie tylko umowy o ograniczeniu zbrojeń strategicznych – SALT (ang. Strategic Arms Limitation Treaty – SALT; ros. – Договор об ограничении стратегических вооружений – ОСВ – od A.L.) ale i inne ustalenia (np.: zakaz umieszczania broni jądrowej w przestrzeni kosmicznej i na platformach podwodnych), które depczą

fundamentalne porozumienie o zakazie prób broni nuklearnej w atmosferze, przestrzeni kosmicznej i pod wodą, podpisane w 1963 roku pod naciskiem ZSRR.

Postawiono na taktyczną broń jądrową, której stosowanie zaczęto przedstawiać jako „normalny” środek prowadzenia wojny, w przeciwieństwie jakoby do rakiet strategicznych, „stanowiących zagrożenie dla świata”. „Mini Newquay” (o mocy w przybliżeniu równej „Little Boy” i „Fat Man”), reklamuje się jako najlepszą broń do niszczenia podziemnych bunkrów i rozwiązywania innych „problemów taktycznych” w wojnach lokalnych.

Ale znamienne jest to, że od 2001 roku doktryna wojenna USA dopuszcza „wyprzedzające ataki taktyczną bronią jądrową”: pociskami, rakietami cruise (skrzydlatymi), bombami burzącymi (fugasami), minami, torpedami itp., nie tylko na „państwa zbójeckie”, ale także na Rosję i Chiny.

W warunkach zaostrzenia napięć między Rosją a Stanami Zjednoczonymi i najgłębszego kryzysu gospodarczego w krajach zachodnich, w Waszyngtonie coraz częściej stawia się pytanie o dopuszczalności „wojny nuklearnej na pełną skalę”, do której w ramach przygotowań tworzy się coraz nowsze modele „broni atomowej XXI wieku.”

Mimo, że Stany Zjednoczone wszelkimi sposobami próbują zdystansować się od realnego wykorzystania takich „gadżetów”, eksperci wojskowi uważają, że taktyczna broń jądrowa już była stosowana co najmniej osiem razy, począwszy od początku 2000 roku (w tym w Jugosławii, Iraku, Afganistanie, Libii i Syrii).

Niezależni zachodni badacze przeanalizowali choroby, które nagle zaatakowały ludność irackiego miasta Faludży po brutalnym stłumieniu tam powstania antyamerykańskiego. Wykryto dokładnie te same objawy, jak i u mieszkańców Hiroszimy i Nagasaki, tylko w bardziej intensywnej formie: gwałtowny wzrost umieralności dzieci, nowotwory, białaczka i zakażenie promieniotwórcze, urodzenia dzieci kalekich i z wadami genetycznymi. W kraterach, po eksplozji amerykańskich pocisków w tych krajach, wykryto zwiększone promieniowanie, charakterystyczne dla skutków wybuchów jądrowych małej mocy.

Imperium śmierci

W historii ludzkości nastąpił decydujący moment, kiedy na porządku dziennym stawia się pytanie o wielobiegunowości, czy jednobiegunowości świata. USA otwarcie deklarują swoje roszczenia o to, aby być pierwszym w historii „światowym imperium”, któremu powinny podporządkować się wszystkie kraje świata. Ale nie sposób nie dostrzec uderzających różnic nowego „dziwnego imperium” od poprzedniego doświadczenia światowego.

Wszystkie wielkie imperia (Rzymskie, Bizantyjskie, Brytyjskie) bez wyjątku, zajmowały coraz to nowe terytoria po to, aby rabować, zdobywać niewolników, wykorzystywać zasoby podbitych państw dla własnego wzbogacania się. Jednak przy tym uważali, że głównym zadaniem jest utrzymanie porządku w oparciu o istniejące tradycyjne elity, które służyły interesom metropolii.

Natomiast działania USA, mimo jawnie deklarowanych przez prezydenta Obamę imperialnych ambicji, mimo nieustannych wojen, inwazji, agresji, okupacji, bombardowań, sankcji, embarga, zamachów stanu, wywrotowych operacji, wcale nie miały na celu utrzymania porządku, rozszerzenia rynków zbytu, ustanowienia kontroli nad krajami okupowanymi, eksploatacji zasobów i wykorzystania lokalnej taniej siły roboczej. Wręcz przeciwnie, Amerykanie bezlitośnie niszczą lokalną polityczną, administracyjną i naukową elitę, wykwalifikowaną siłę roboczą; niszczą zakłady i fabryki, infrastrukturę, ograniczają i eliminują dostęp do lokalnych zasobów naturalnych; tworzą atmosferę chaosu i krwawych waśni.

Innymi słowy, postępują wprost przeciwnie do tego, co robiły wszystkie poprzednie imperia.

Mówi się, że „strategia kontrolowanego chaosu” i szantaż jądrowy są wynikiem obliczeń teoretycznych, według których zasoby kuli ziemskiej są zbyt małe dla stale rosnącej populacji. Dlatego konieczne jest pozostawienie tylko „złotego miliarda”, a pozostałych należy zniszczyć, albo w apokalipsie atomowej, albo w toku ciągłych wojen lokalnych.

Ale nikt nie udowodnił słuszności tych maltuzjańskich, w istocie ludożerczych postulatów. A liczba zabójstwa niewinnych cywili rośnie każdego dnia według stromej wykładniczej. Przy czym zniszczenie ludności cywilnej (tak zwane „straty towarzyszące”) wzrosły z 15% w latach pierwszej wojny światowej, do 80% w naszych czasach!

Stwarza się wrażenie, że to nie świat osiągnął swoją granicę demograficzną, a USA wymyśliły kolejny mit dla zaspokojenia swojej żądzy krwi. Rzeczywiście, ich swego rodzaju „naród” tworzyli emigranci, którzy bezlitośnie wycinali lokalną rdzenną ludność (według różnych szacunków: od 10 do 20 mln. osób). Podobnie bezlitośnie eksploatowali i niszczyli na początku białych (przywożonych z Europy), a następnie czarnoskórych niewolników. Po wyjściu na arenę międzynarodową postępowali nadal w tym samym duchu, wysyłając swoich marines do Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki.

Wielu badaczy, zajmujących się tragedią Hiroszimy i Nagasaki, wstrząsnął barbarzyński stosunek Amerykanów do ludności cywilnej. To jest absolutnie sprzeczne z niepisanym „kodeksem wojny”, który działał w Europie jeszcze od czasów przedchrześcijańskich i umocnił się po chrystianizacji.

Św. Augustyn uważał niszczenie każdego spokojnego obywatela w czasie wojny za morderstwo, zasługujące na karę. Hugo Grotius w swoim traktacie „O prawie wojny i pokoju”, wydanym w 1625 roku, wystąpił w obronie „sprawiedliwości”, która apelowała o zachowanie życia cywilów podczas działań wojennych. Jego postulaty stały się podstawą współczesnego prawa międzynarodowego, w szczególności Konwencji Genewskich, w których przewiduje się ochronę ludności cywilnej w czasie wojen.

Do tego, aby na zimno, a nawet z „humorkiem” odnosić się do masowego mordowania setek tysięcy ludzi, trzeba było poddać „zombizacji” polityków, generałów, pilotów oraz miliony zwykłych Amerykanów, którzy entuzjastycznie powitali atomowe bombardowania w niczym niewinnych kobiet, dzieci i starców.

I przy tym główną rolę odgrywała idea „amerykańskiej wyjątkowości”, która automatycznie sprowadzała (i nadal sprowadza) wszystkie pozostałe narody na stopień niższy niż „stuprocentowych Amerykanów”.

Właśnie ten swego rodzaju rasizm, który rysował Japończyków jako „podludzi” („Tylko spójrzcie na ich zezowate, wyszczerzone żółte mordy!”) był na wszelki sposób popierany przez polityków i w środkach masowej informacji. To on ukształtował amerykańskich zombie, którzy z gotowością zrzucali bomby atomowe na głowy Japończyków, a którzy i w naszych czasach są pełni zdecydowania zabijać wszystkich „nie-Amerykanów”.

Każde Imperium przechowuje, rozpowszechnia i podtrzymuje ducha narodu, który jest jego centrum, rdzeniem. Duch bankierów i finansistów z Wall Street polega na starodawnym, nieugaszonym pragnieniu krwi, przemocy, niszczeniu „gojów”, do których w chwili obecnej zalicza się i nas, Rosjan.

Niepokojącym objawem jest to, że obecnie w USA ożyli „uczeni”, którzy (wyraźnie na korzyść kół rządzących) deklarują, że Indianie – są genetycznie pokrewni Rosjanom. Że migracja Rosjan w starożytności postępowała w kierunku wschodnim, z centrum Niziny Wschodnioeuropejskiej. I że „proto-Rosjanie”, po przejściu 25 tysięcy lat temu na „sucho” Cieśniny Beringa (wówczas łączyła ona przesmykiem Azję i Amerykę), zasiedlili całą Amerykę, stając się rdzenną ludnością przed przybyciem tam Europejczyków. Dla zażartych amerykańskich „jastrzębi”, przygotowywane zniszczenie Rosjan w wojnie atomowej, staje się tożsame tamtemu polowaniu na Indian, którym z sadystyczną rozkoszą zajmowali się ich przodkowie w czasach Dzikiego Zachodu …

Autor: Nikołaj Iwanow (ИВАНОВ Николай) Niedziela, 9 sierpnia 2015 r.

Źródło:

Imperium śmierci – część 2 – Jądrowy holocaust

Империя смерти – Часть2: Ядерный холокост

http://nacontrol.ru/geopolitika/imperiya-smerti-chast2-yadernyj-kholokost/

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

15.9.2015 r.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.