Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 9, 2015 Przez a303 W NWO

Imperium bioterroru. Część II

Część 1 „Imperium bioterroru” została opublikowana 20.8.2014 roku w W-P:

Imperium bioterroru. Część I

a

Epidemia nieznanych wcześniej chorób – nowe szczepy wirusa Ebola, AIDS, nietypowego zapalenia płuc (SARS), „ptasiej” i „świńskiej grypy”, dziwne choroby i śmierci niewygodnych dla Zachodu działaczy społecznych i państwowych – wszystko to mówi o tym, że nawet w przypadku braku konfliktów zbrojnych trwa „cicha”, ale potwornie śmiertelna wojna światowa. Stany Zjednoczone, pod pretekstami „humanitarnymi”, zmuszają wszystkie państwa do zniszczenia zapasów broni chemicznej i biologicznej, w tym samym czasie opracowując i stosując coraz to nowe środki masowej zagłady.

„Po prostu grypa”

Wysoka gorączka, silny kaszel „płucny”, osłabienie odporności, długotrwała niezdolność do pracy. Nowa, niezwykła dla ciepłego maja epidemia infekcji wirusowej w Moskwie, Sankt – Petersburgu i innych większych miastach Rosji. Wielu trzeba było umieścić w szpitalu, były przypadki śmiertelne. Zwykły „sezon grypowy” stanowił zaledwie 1% ogólnej liczby chorych. Reszta – w wyniku nowej pandemii grypy A/H1N1.

„To sprawka Amerykanów” – pisali liczni dziennikarze, mimo braku bezpośrednich dowodów. A dlaczego by i nie? USA przez nałożenie sankcji faktycznie ogłosiły nam kolejną Zimną Wojnę. Rosja jest dobrym celem do zakażania wieloma infekcjami z powietrza (zachowując amerykańską bazę w Uljanowsku samoloty wojskowe USA oficjalnie przelatują przez naszą przestrzeń powietrzną, mając doskonałą okazję do rozpylania nad nami czegokolwiek), jak również i z ziemi. Można dostarczać nam skażone produkty (bez których nie możemy się obejść przy rozwalonym własnym rolnictwie), pigułki i szczepionki, nawet odzież i towary tekstylne. Jeśli jest możliwość zaszkodzić zdrowiu „potencjalnego przeciwnika” – to dlaczego by tego nie zrobić?

Amerykańska „Hiszpanka”?

Do Amerykanów należy wątpliwa chwała „pionierów” w masowym użyciu broni biologicznej. Jako pierwsi pod nóż bioterroru trafili rdzenni mieszkańcy Ameryki. Według szacunków znanych historyków E. Stannarda, K. Seila, B. Kearnena w „amerykańskim Holocauście” zabito około 100 milionów ludzi! Przy czym obok „zwykłych” środków eksterminacji (broni palnej i białej – np. maczety), po raz pierwszy od XVIII wieku na masową skalę były stosowane „biotechnologie” – pod pozorem „dobroczynności” plemionom Indian wysyłano bieliznę pościelową od chorych na ospę, dżumę, cholerę, gruźlicę i trąd. Nie było potrzeby tracić pieniędzy na kule i pociski armatnie – w epidemiach ginęły dziesiątki tysięcy „czerwonoskórych”.

Pierwszy program naukowy pod egidą państwa został zainicjowany w 1878 roku i został poświęcony badaniu epidemii i sposobów ich rozprzestrzeniania. Jednym z ośrodków stało się „Laboratorium Higieny”, kierowane przez doktora Josepha Kinyuna. Dość szybko udało mu się znaleźć możliwość zakażania człowieka poprzez mykoplazmę (bakterie, nie posiadające ścian komórkowych), wyizolowaną z liści tytoniu. Na początku XX wieku Kinyun wykorzystał ją do wzbudzenia epidemii wśród zwierząt i ptaków. A w latach 1918-19 wirus „grypy hiszpańskiej, tzw. hiszpanki” zabił podczas najbardziej śmiercionośnej w całej historii ludzkości epidemii około 50 milionów ludzi na całym świecie – ponad dwa razy więcej niż wszystkie straty w czasie pierwszej wojny światowej! To był wirus grypy, modyfikowany „ptasią mykoplazmą”, na którego ludzkość nie miała nabytej odporności.

Można się sprzeciwiać: ale przecież nawet nazwa nie wskazuje na USA, tylko na Hiszpanię? Rzecz w tym, że epidemia szła w latach wojny światowej, kiedy wszyscy jej uczestnicy (w tym i USA) za pomocą ścisłej cenzury ukrywali prawdziwą skalę tragedii. Natomiast Hiszpania ogłosiła neutralność, cenzury tam nie było, więc okazało się, że największa liczba zgłoszeń nowej choroby pochodziło z tego kraju. Jednakże bezspornym faktem jest to, że pierwsi chorzy ze śmiercionośnym wirusem pojawili się w Bostonie, na terytorium USA. W 1919 roku epidemia ustała tak samo dziwnie, jak się zaczęła.

Instytut Rockefellera

„Specjalizacja” amerykańskich wirusologów w grypie została ich „znakiem firmowym”. W latach 30-ch tematem przenoszenia wirusa grypy od zwierząt – na ludzi zajmował się Richard Shoup, który kierował laboratorium w Instytucie Badań Medycznych Rockefellera (założonego w 1901 roku), który stał się głównym ośrodkiem opracowań chorób wirusowych.

Obok grypy nie zapominano tam również o innych wirusach. Pod kierownictwem „Głównego Wirusologa USA” T. Riversa w latach 1930 – 1950 prowadzono eksperymenty na dziesiątkach tysięcy Latynosów, których zarażano (pod pozorem „szczepień”), ospą, cholerą, malarią, chorobami wenerycznymi, komórkami nowotworowymi, wirusami polio, środkami, wywołującymi bezpłodność. Szczególnie barbarzyńskimi metodami wyróżniał się „koryfeusz” Instytutu dr Cornelius Rods.

W 1957 roku z amerykańskich laboratoriów wymknął się nowy szczep grypy, który zabił ponad milion osób.

W 1976 roku w Stanach Zjednoczonych znów przetoczyła się fala nieznanej dotąd grypy. Pierwszym, który na nią zachorował, był niejaki szeregowiec Lewis, którego najwyraźniej zarażono podczas jednego z eksperymentów. Prezydent Ford wezwał wszystkich Amerykanów, aby się zaszczepili, ale okazało się, że szczepionka doprowadziła do większych strat niż sama grypa. U setek ludzi pojawił się „syndrom Juliana-Barre,” paraliżującego centralny układ nerwowy.

W 2009 roku w Ameryce wybuchła masowa histeria, związana z epidemią grypy H1N1, która według wszystkich oznak, została opracowana w tajnych laboratoriach amerykańskich. Była ona powiązana ze szczepem „świńskiej grypy”, nad którym pracowali wirusolodzy USA, i w rezultacie okazała się niezbyt ciężką. Jednak ciekawe jest to, że szczepienia nie osłabiły, lecz wzmocniły epidemię choroby. Niezależni eksperci z Czech sprawdzili szczepionkę i wykryli w szeregu dostarczonych z USA partii obecność najnowszych zarazków grypy.

W ten sposób, w USA powstał całkiem dochodowy „biznes-projekt”: amerykańskie laboratoria opracowują najnowsze szczepy grypy (i innych chorób). Lekarze w różnych krajach otrzymują zarażone szczepionki (często nie wiedząc o tym), szerzą chorobę, a epidemia z kolei przyczynia się do niebywałego wzbogacania się „antywirusowych” laboratoriów, producentów szczepionek i leków przeciwgrypowych.

Czy grypa może zniszczyć połowę ludzkości?

Nieoczekiwane potwierdzenie, że „hiszpanka” jednak była „amerykanką”, powstało w 2012 roku. Naukowiec Jeffrey Taubenberger z „Instytutu Patologii Sił Zbrojnych USA” powiedział o tym, że udało mu się (rzekomo z zamrożonych szczątków żołnierza amerykańskiego, który zmarł na „hiszpankę” prawie sto lat temu) w pełni „ożywić” ten wirus.

Eksperci z różnych krajów natychmiast oświadczyli, że to niemożliwe. Najprawdopodobniej poważne straty Ameryki (w latach epidemii zginęło około pół miliona Amerykanów!) zmusiły ich w 1919 roku do odłożenia probówek „do lepszych czasów”. I (jeżeli, oczywiście, wynalazek Taubenbergera nie jest blefem) należy przypuszczać, że w ciągu minionych dekad została opracowana szczepionka przeciwko śmiertelnej chorobie, którą będzie można lokalizować na przeciwnikach, unikając strat wśród „swoich”.

Wirusolog oświadczył, że jego modyfikacja „hiszpanki”, na bazie „ptasiej grypy» H5N1 jest znacznie bardziej śmiertelna aniżeli jej poprzedniczka (1919 zejścia śmiertelne były w 10% przypadków, a nowy szczep zapewnia potworną cyfrę zgonów – 50%) i jest w stanie przenosić się nie tylko poprzez bezpośredni kontakt, a także przez skórę – po rozpyleniu w postaci aerozoli.

Artykuły Taubenbergera, opublikowane w czasopismach naukowych, wywołały prawdziwą panikę przede wszystkim wśród „cichych Amerykanów”, którzy wiedzą z pierwszej ręki o tym, że wszystkie najnowsze „osiągnięcia” mikrobiologii USA najpierw testuje się na nich. Władze odreagowały w oryginalny sposób, właściwy dla „bastionu demokracji”: po przedstawieniu sprawy przez „Narodową Radę ds. Bezpieczeństwa Biologicznego USA”, postanowiono zaostrzyć cenzurę publikacji w amerykańskich czasopismach naukowych.

„Purpurowa śmierć”

Fakt, że liczne modyfikacje «ОРВИ» (ros. – Острые респираторные вирусные инфекции (ОРВИ), pol. – ostre oddechowe infekcje wirusowe– od A.L.) pochodzą z doświadczeń J. Kinyuna, potwierdzany jest nawet w nazwach chorób. „Hiszpankę, czyli hiszpańską grypę” w swoim czasie nazwano „purpurową śmiercią”, ponieważ chorzy dusili się, kaszlali krwią i umierali w strasznych męczarniach. Ale w naszych czasach nazwa ta została przeniesiona na „nietypowe zapalenie płuc” – również (tego prawie się nie ukrywa) wynalazek amerykańskich wirusologów. SARS lub w języku rosyjskim TOPC (ros. – тяжелый острый респираторный синдром; pol. – zespół ostrej ciężkiej niewydolności oddechowej – od A.L.) jest powodowany przez koronawirusa, podobnego do „ptasiej grypy”.

Przypuszcza się, że używano go jako jednego z pierwszych rodzajów „broni etnicznej”, ponieważ największe rozprzestrzenienie SARS miał w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej. Jednak niemało chorych było również w USA i Kanadzie. Amerykanie piszą, że choroba pojawiła się „sama” jeszcze w 2002 roku w chińskiej prowincji Guangdong, ale dane te są dementowane przez chiński rząd. Pierwszy udokumentowany przypadek choroby, jak zwykle, zdarzył się u pewnego „amerykańskiego biznesmena pochodzenia chińskiego”, który na początku 2003 roku przybył do Wietnamu, tam poczuł się źle i po kilku dniach, pomimo wszelkich wysiłków lekarzy, zmarł. Przypuszcza się, że za pośrednictwem systemu wentylacji w hotelu, choroba przeniosła się do innych gości, a następnie szybko rozprzestrzeniła się w całym regionie.

Dzięki staraniom organizacyjnym krajów azjatyckich (surowe kwarantanny, wykorzystanie lokalnych skutecznych leków) epidemię udało się zlikwidować. Zmarło około tysiąca osób. Jednak amerykańscy i europejscy wirusolodzy oświadczyli, że SARS łatwo się modyfikuje, dlatego „można spodziewać się nowych ognisk”. I mogą je organizować nowymi „modnymi” obecnie sposobami.

Tak więc, na początku maja bieżącego roku pojawiła się informacja, że z paryskiego Instytutu Pasteura (zajmującego się badaniem, i, być może, tworzeniem, na zlecenie USA nowych wirusów) w „tajemniczy sposób” zniknęło 30 pudełek z wirusem „nietypowego zapalenia płuc – „SARS” (2600 probówek). Ta dawka, według obliczeń ekspertów, jest w stanie całkowicie zniszczyć ludność „wielkiego kraju europejskiego.” Tak więc pozostaje tylko czekać, kiedy „nieznani terroryści” (w rzeczywistości pracownicy zachodnich agencji wywiadowczych) dostarczą tę zarazę do „państw – odszczepieńców”. Wszystko zostanie zapisane na konto mitycznych złodziei z „Al-Kaidy” lub innych organizacji, utworzonych przez służby specjalne.

Szczepienie faszyzmu

Temat bioterroryzmu jest ściśle związany z polityką. Obecnie na własne oczy widzimy prawie to samo, co przeżywali Europejczycy w latach 30–ch – całkowite połączenie liberalizmu i faszyzmu. Liberalne rządy Europy „zdały się” na rządy Hitlera, mając przedsmak „Drang nach Osten” i krach znienawidzonej przez nich Rosji. Ogromna pomoc dla nazistów szła ze Stanów Zjednoczonych. Pokrewieństwo liberałów i faszystów przejawiało się również po klęsce hitlerowskich Niemiec, kiedy rola głównej siły uderzeniowej, skierowanej przeciwko Rosji, przeszła na USA. Wszyscy „profesjonaliści” nazistowscy, splamieni krwią tysięcy niewinnych ofiar, znaleźli popyt w Stanach Zjednoczonych.

Jeszcze przed wojną amerykańscy biolodzy ściśle współpracowali z nazistami i ich eksperymenty nad „ludźmi drugiej kategorii” w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej niewiele się różniły od siebie. Jednak w czasie wojny te okrucieństwa osiągnęły w nazistowskich obozach koncentracyjnych kulminację. „Tortury medyczne”, kończące się śmiercią dziesiątków tysięcy więźniów, polegały na zarażaniu wszystkimi znanymi ludzkości chorobami, chemikaliami, substancjami toksycznymi, okaleczaniu, zamrażaniu, ekstremalnym nagrzewaniu, radioaktywnym napromieniowaniu (w celu sprawdzenia granic wytrzymałości ludzkiego organizmu).

Po wojnie w Norymberdze odbyły się znane „procesy niemieckich lekarzy, zakończone wyrokami śmierci lub dożywocia. Został przyjęty „Kodeks Etyki” lekarzy. Jednak szybko okazało się, że większość zbrodniarzy – fanatyków nie dynda z pętlą na szyi, ale po cichu przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Tajną operację, dotyczącą przerzucania setek „ekspertów” hitlerowskich, nazwano «Paperclip» – «Spinacz» (podczas rejestracji jeńców w amerykańskich obozach filtracyjnych, pracowników zmuszano do zaznaczania akt z „szczególnie cennymi Niemcami” spinaczami biurowymi).

Znani nazistowscy lekarze i biolodzy: Erich Traub (prowadzący w obozach koncentracyjnych eksperymenty, dotyczące zarażania więźniów zapaleniem mózgu, wirusowym zapaleniem opon mózgowych, pryszczycą), Edward Maj (badający sposoby zarażania przeciwnika śmiercionośną malarią za pomocą nowego gatunku komarów, których można było rozsiewać z samolotów), Aribert Haim (z wyrafinowanym sadyzmem zabijający podczas eksperymentów tysiące więźniów w Mauthausen), Kurt Blome (zarażający doświadczalnych więźniów dżumą i innymi chorobami zakaźnymi i wirusami, prowadzącymi do bezpłodności), Gerhard Rose (przeprowadzający eksperymenty z chorobami egzotycznymi, rozpowszechnionymi w klimacie tropikalnym), Ari Hagen (wpływ różnych gazów, dodatków roślinnych na organizm człowieka), generał-major Walter Schreiber (główny lekarz Rzeszy, kierujący wszystkimi eksperymentami w obozach koncentracyjnych!) i setki innych, dodali nowego impulsu amerykańskiej tajnej wirusologii. Nie zapomniano również o najbardziej znanym wśród morderców Josefie Mengele, który pod ukrytą opieką Amerykanów kontynuował swoje eksperymenty z dziećmi – bliźniakami w Ameryce Łacińskiej.

Dla „lepszych z najlepszych” w USA przeznaczano całe ośrodki medyczne. I tak, Traub kierował tajnym laboratorium w Fort Terry (stan NY – Nowy York), zajmując się tam swoimi „ulubionymi” tematami przenoszenia pryszczycy, brucelozy, dżumy, afrykańskiej świńskiej gorączki (pomoru świń), ptasiej malarii na ludzi.

Do setek faszystowskich „eksperymentatorów” zostały dodane jeszcze dziesiątki japońskich fanatyków – morderców na czele z Shiro Ishii, który zarażał jeńców rosyjskich, amerykańskich i chińskich surowicą tężca, wirusami tyfusu i dżumy, detonował w ich pobliżu bomby, nafaszerowane preparatami wirusowymi (w celu ustalenia stopnia ich skuteczności), kobiety zakażał kiłą, przeprowadzał przerażające operacje chirurgiczne bez znieczulenia (zmieniając miejsce ludzkich narządów). Kiedy po wojnie przekazał wszystkie materiały amerykańskiemu dowództwu, to dowództwo to, reprezentowane przez głównodowodzącego wojsk alianckich na Pacyfiku Douglasa MacArthura, zamiast powiesić go na najbliższym słupie latarni, przyznało fanatycznemu zbrodniarzowi całkowitą nietykalność. Japończyk przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i służył tam w tajnym laboratorium w Fort Detrick.

Ta cała armia ze zdwojoną siłą wzięła się za opracowywanie coraz to nowych rodzajów zarazy, przeznaczonych dla głównego wroga – Związku Sowieckiego. Eksperymenty przeprowadzano natomiast zarówno na obywatelach amerykańskich, jak i na „królikach doświadczalnych” z krajów „trzeciego świata”. Niedawno prezydent Obama był zmuszony oficjalnie przeprosić naród Gwatemali za eksperymenty medyczne, które były przeprowadzane przez amerykańskich lekarzy w latach 40-tych – i początku lat 50-tych XX wieku. Niczego nie podejrzewających ludzi sterylizowano pod pozorem szczepień, zakażano kiłą i rzeżączką, a następnie obserwowano rozprzestrzenianie się infekcji.

Trudności z „żelazną kurtyną”

Po tym, jak Związek Sowiecki osiągnął parytet w broni jądrowej, stało się jasne, że zwykłym sposobem (przez bombardowanie, zbrojną inwazję) przeciwnika nie można pokonać. Została opracowana nowa strategia, która kładła nacisk na broń biologiczną i chemiczną, działania oddziałów dywersyjnych, „zwężenie obwodu” wokół Związku Sowieckiego w wyniku interwencji i pro-amerykańskich przewrotów (rewolucji) w krajach „trzeciego świata”, tworzenie sieci „agentów wpływu” w krajach socjalistycznych.

Broni biologicznej przydzielono główną rolę. Ale Związek Sowiecki był niemal twierdzą nie do zdobycia. Chociaż akty dywersji były (zakażenie w latach 50-tych wirusem polio tysięcy radzieckich dzieci po sprzedaży partii szczepionki, nasłanie nieznanej do tej pory stonki ziemniaczanej, niszczącej uprawy), jednak dobrze zorganizowane społeczeństwo, w oparciu o samowystarczalność, a także zabezpieczone „żelazną kurtyną”, łatwo poradziło sobie ze wszystkimi próbami organizacji epidemii.

Do pewnego czasu musiano pracować nad coraz to nowymi wirusami i testować je w krajach „trzeciego świata” i na Amerykanach! Główni autorzy, opracowujący zarazy, byli skoncentrowani w Fort Detrick w stanie Maryland (pełna nazwa – „Badawczy Instytut Medyczny Chorób Zakaźnych Armii Amerykańskiej” – USAMRIID). Również tam rozmieszczona jest jednostka armii do prowadzenia operacji specjalnych.

Na początku lat 60-tych personel tej jednostki wykorzystywał specjalne „walizeczki” do aerozolowego rozpylania kataru siennego na przystankach autobusowych w Waszyngtonie, Chicago i San Francisco, w celu ustalenia różnych charakterystyk zakażania Amerykanów pod względem wiekowym, płciowym, etnicznym itp.. Podobne operacje były przeprowadzane na lotniskach w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Bostonie i Los Angeles. Kataru siennego nie włączono do spisu „chorób patogennych”, chociaż wywołuje on infekcje dróg oddechowych, zatrucia pokarmowe i zakażenia krwi. Następnie, podobne eksperymenty były przeprowadzane z zarazkami ospy, umieszczonymi w śmiertelnym środku do rozpylania.

W ramach tajnych operacji „Shad” i „Transit” (1956 r.) okręty wojenne w Zatoce San Francisco musiały przechodzić przez chmury z bronią biologiczną (w tym z tularemią, ospą, dżumą i botulizmem), po czym określano charakterystyki chorób wśród marynarzy.

Na południu Stanów Zjednoczonych nad murzyńskimi dzielnicami rozpylano środki, zawierające wirus malarii, a także używano zakażonych komarów w celu określenia skali występowania choroby.

Ospa została uznana przez amerykańskich „jastrzębi” w latach 60-tych jako jeden z najlepszych środków wojny biologicznej. W jednym z raportów wojskowych opisuje się następujące „atrakcyjne” jej strony: „1/ Zarazek ospy jest bardzo zaraźliwy przy bliskim kontakcie. Rozprzestrzenia się szybko od nosiciela na ludzi wokół; 2/ długi okres inkubacji pozwala personelowi operacyjnemu, odpowiedzialnemu za przeprowadzenie operacji, na opuszczenie kraju przed tym, nim pierwszy przypadek zakażenia zostanie zdiagnozowany; 3/ czas trwania choroby dla tych, którzy nie umierają, jest dość długi.”

Wśród różnorodnych „produktów”, z dziesiątków tajnych laboratoriów, były nowe szczepy wąglika, Eboli, ospy, tularemii, brucelozy, gorączki Denga, butulizmu (zatrucie jadem kiełbasianym), argentyńskiej gorączki krwotocznej, ptasiej grypy, tyfusu, żółtej febry, zapalenia mózgu, dżumy, różnych chorób roślin i zwierząt i mnóstwo innych śmiercionośnych wirusów.

W odtajnionych niedawno dokumentach zawarte są dowody stosowania broni biologicznej i toksyn dla „sytuacji paramilitarnych”. Przy czym to słówko „paramilitarne» odnosiło się (i odnosi się nadal) do kategorii „gumowych”. Można je wykorzystać również w stosunku do najemników, którzy zabijają cywilów w Salwadorze, Hondurasie, na Ukrainie. Można je wykorzystać również w dowolnej niewypowiedzianej wojnie przeciwko „państwom – odszczepieńcom”. Liderzy w takich krajach myślą, że znajdują się w stanie pokoju z „Imperium”, a ono uważa sytuację jako „paramilitarną” i opyla obywateli tego kraju śmiercionośnymi bakteriami i wirusami.

Główny cel – „depopulacja (wyludnienie)”

„Należy przyznać, że wszystkie badania w dziedzinie broni chemicznej i biologicznej utknęły w martwym punkcie, a jej stosowanie może doprowadzić do niekontrolowanych konsekwencji dla wszystkich stron, brzemiennych katastrofą dla ludzkości”. Te mądre słowa zostały wypowiedziane w 1969 roku przez nikogo innego, jak przez prezydenta Nixona, w odpowiedzi na propozycję Związku Sowieckiego, dotyczącą podpisania traktatu o całkowitym zakazie broni biologicznej. W 1972 roku USA ratyfikowały Międzynarodową Konwencję o zakazie prowadzenia badań, produkcji i gromadzenia zapasów broni bakteriologicznej (biologicznej) i toksycznej oraz o ich zniszczeniu.

Związek Sowiecki, chcąc szczerze „odprężenia” i utrzymania pokoju, na próżno wierzył w mądre słowa i uroczyście podpisane umowy z Amerykanami, które począwszy od stosunków z Indianami, były w arsenale USA zawsze tylko blefem, „zasłoną dymną” po to, aby okpić przeciwnika.

Jakby nic się nie stało, tajne laboratoria nadal kontynuowały modernizację broni biologicznej, a także specjalnych środków technicznych do przeprowadzania ataków terrorystycznych. Biologiczne substancje trujące opracowywano w ramach tajnego projektu CIA «Naomi». „Egzotyczne” metody aktów terrorystycznych były adaptowane przez Departament Środków Technicznych CIA na czele z doktorem Sidneyem Gottliebem. Inne programy, dotyczące opracowań broni biologicznej, prowadzono pod kryptonimami „DORK” (pol. – głupek –od A.L.) i „CHICKWIT”.

Nowe impulsy dla projektów dał strategiczny cel „radykalnej redukcji” populacji. Po raz pierwszy został on ogłoszony w 1969 roku przez amerykańskiego Sekretarza Obrony Roberta McNamarę (przyszłego szefa Banku Światowego): „Dzieci, które umierają, są szczęśliwsze od tych milionów, które żyją i pędzą nędzny żywot, będąc ułomnymi pod względem fizycznym i umysłowym”. W 1970 roku ten „humanista” powiedział, że populacja, wynosząca 10 mld. ludzi będzie „niemożliwa do kontrolowania.” I są tylko dwa sposoby, aby przetrwać – zmniejszyć płodność i zwiększyć śmiertelność.

Jeśli słowa McNamary odzwierciedlały poglądy ideologów „Klubu Rzymskiego” i „świata za kulisami”, to słynne „Memorandum-200” Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA, opracowane przez Henry Kissingera i podpisane przez prezydenta G. Forda w 1975 roku, było oficjalnym dokumentem rządu Stanów Zjednoczonych, w którym postawiony został cel: zmniejszenie populacji na świecie. Wskazane zostały cztery sposoby – wojna, głód, spadek liczby urodzeń i epidemie. A broń biologiczna stała się głównym komponentem we wszystkich tych kierunkach.

W ciągu minionych 40 lat wiele zmieniło się w polityce USA, ale nie ta nienawistna człowiekowi strategia. W jednym ze swoich przemówień w 2009 roku Zbigniew Brzeziński zdobył się na szczerość: „Jeśli wcześniej łatwiej było rządzić milionami ludzi, niż ich zniszczyć – to obecnie jest znacznie łatwiej zabić miliony, niż zajmować się ich urządzeniem (zapewnieniem życia)”.

Nikołaj Iwanow

Międzynarodowy dziennikarz, historyk, politolog, absolwent Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Ministerstwa Spraw Zagranicznych ZSRR. Kandydat nauk historycznych. Pracował jako redaktor naczelny i wydawca programów społeczno-politycznych wiodących stacji telewizyjnych i radiowych. Autor artykułów i publikacji na tematy historii i polityki Stanów Zjednoczonych, Europy i Ameryki Łacińskiej. Wyjazdy do „gorących punktów” (Afganistan, Irak), a także USA, Hiszpanii, państw Ameryki Łacińskiej. Starszy pracownik naukowy w Centrum Studiów Łacińsko – Amerykańskich Instytutu Historii Powszechnej Świata PAH.

Autor: Nikołaj IWANOW

Poniedziałek, 2 czerwca 2014

Źródło:

http://nacontrol.ru/geopolitika/imperiya-bioterrora/

(Ciąg dalszy w następnym numerze)

Najlepszy sposób, aby podziękować autorowi – to podzielić się z przyjaciółmi!

 

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

9.9.2015 r.

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.