Opublikowano Sierpień 20, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Harmonogram izraelski w sprawie “bombardowania Iranu”

źródło: http://original.antiwar.com/mcgovern/2012/08/12/israels-bomb-iran-timetable

Bibi, nie bierz do baniaka, rano oskarżysz o to Iran!

Mamy coraz więcej poufnych przecieków z Waszyngtonu, jakie prowadzą do wniosku, że przywódcy izraelscy planują atak na Iran przed listopadowymi wyborami w USA, i że oczekują oni zaangażowania w konflikt sił amerykańskich. Niemal powszechna jest diagnoza, że bez udziału wojsk amerykańskich, atak izraelski byłby zbyt dużym ryzykiem, i co najwyżej tylko marginalnie skutecznym.

Należałoby w tym miejscu wyperswadować liderom izraelskim wykonywania takiego ataku, a to wymagałoby publicznego oświadczenia prezydenta Obamy ostrzegającego Izrael, aby nie liczył na pomoc sił USA, nawet w sytuacji „koniecznego sprzątania po kimś brudów”. Chociaż Obama zrobił niemal wszystko, za wyjątkiem tego publicznego oświadczenia, widać z tego wyraźnie, że chce uniknąć konfrontacji z Izraelem na kilkanaście tygodni, jakie pozostały do wyborów.

Jednak milczenie Obamy w sprawie publicznego oświadczenia mówi bardzo wiele izraelskiemu premierowi, Netanyahu.Ostatnie pielgrzymki do Izraela wysokich rangą urzędników USA, w tym sekretarz stanu i sekretarza obrony, którzy zanieśli tam identyczny przekaz „JESZCZE NIE BOMBARDUJCIE  IRANU” – spotkały się z reakcją kamiennej twarzy i murem milczenia.

Logika dynamiki wojny wydaje się być nieubłagana, podobnie do wydarzeń z sierpnia 1914 r. urzędnicy amerykańscy i izraelscy publicznie koncentrują się na analizie szczegółów „okna możliwości”, lecz obie grupy mają na myśli zupełnie co innego.

We wtorek, rzecznik Białego Domu, Jay Carney, położył nacisk na potrzebę wprowadzenia „najsurowszych sankcji, jakie kiedykolwiek zostały użyte wobec jakiegokolwiek kraju”. To, jak sie wyraził Carney, “stanowi czasowe okno możliwości przemawiania Iranowi do rozsądku…aby zrezygnował ze swych ambicji posiadania broni atomowej”.

W tym samym dniu rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego zaprzeczył izraelskim doniesieniom, że wywiad amerykański wszedł w posiadanie nowych, alarmujących informacji w sprawie irańskiego programu atomowego. „Wciąż zajmujemy się oceną, czy Iran nie osiągnął punktu granicznego w kwestii zdobycia broni nuklearnej”, powiedział rzecznik.

Tymczasem izraelskie czasowe okno możliwości (jakie zwie się “zero tolerancji” dla Iranu budującego bombę atomową bez wiedzy Izraela, jak temu przeciwdziałać) jest ostentacyjnie skoncentrowane na trwających nadal irańskich robotach budowlanych polegajacych na drążeniu wykopów pod górami, aby ukryć swe zakłady atomowe przed izraelskimi atakami z powietrza. Bowiem ataki te mogłyby spowodować utrzymanie się Izraela jako jedynego państwa w regionie posiadającego monopol na broń nuklearną.

Lecz kolejne izraelskie “okno” czy też “strefa” ma ścisły związek z okresem przedwyborczym, jaki za 12 tygodni zacznie się w USA. W zeszłym tygodniu, były szef Mossadu, Efraim Halevi, powiedział do izraelskich telewidzów; “Następne 12 tygodni ma charakter kluczowy w kwestii oceny, czy Izrael zaatakuje Iran z poparciem czy bez poparcia amerykańskiego”.

To wszystko byłoby również zrozumiałe, biorąc pod uwagę doświadczenie premiera Netanyahu z kontaktów z prezydentem Obama, że Netanyahu wyniósł z tego wrażenie, że Obamę można zahukać, szczególnie gdy znajdzie sie w ciasnym politycznym klinczu.

Dla Netanyahu, prezydencka potrzeba pokonania republikańskiego kandydata, Mitta Romneya, w dziedzinie okazywania miłości do Izraela stawia Obamę w potrzasku. I uważam, że to jest najważniejsze „okno możliwości”, jakie zajmuje naczelne miejsce w kalkulacjach Netanyahu.

Z punktu widzenia Netanyahu, zupełnie wykluczona jest jakakolwiek ewentualność, że Obama mógłby zatrzymać siły wojskowe USA z boku, gdyby Izrael i Iran weszły w stan poważnych wzajemnych aktów wrogości. To, co wydaje się najbardziej prawdopodobne to fakt, że lider izraelski obawia się bardziej możliwości, że wybrany na drugą kadencję Obama poczuje się znacznie swobodniej, aby siły amerykańskie nie stanęły po stronie Izraela.   Obama drugiej kadencji mógłby również użyć amerykanskiej przewagi, żeby wymusić na Izraelu ustępstwa w newralgicznych kwestiach dotyczących Palestyny.

Przeszkodzenie Obamie w osiągnięciu drugiej kadencji jest również częścią kalkulacji Netanyahu; wtedy on również wie, że nawet najmniejsze spięcie z Iranem, czy dojdzie do eskalacji czy nie, wywindowałby strasznie cenę benzyny tuż przed wyborami – a to niechciany rozwój wypadków dla Teamu Obamy.

Oczywiste jest, że twardogłowi przywódcy izraelscy woleliby mieć Romneya za partnera do ubicia interesu na okres kolejnych 4 lat. Były gubernator Massachusetts ostatnio otrzymał cieplutkie przywitanie, gdy odbył podróż do jerozolimy z licznymi żydo-amerykańskimi finansowymi poplecznikami w zanadrzu, aby wyrazić swą solidarność z Netanyahu i tym, co robi w polityce.

Wbrew tym politycznym założeniom i zakładom o wysoką stawkę, osobiście natknąłem się na pewną anecdote, jaką osobście traktuję jako budzącą niepokój. 30 lipca, the Baltimore Sun zamieścił mój komentarz “Czy Izrael ustawia dowody wywiadowcze po to, żeby znaleźć uzasadnienie ataku na Iran?” Informacja, jaką dostałem dosłownie dzień później wzbudziła moje podejrzenia i niepokój.

Grupa byłych analityków wywiadu i ja przygotowaliśmy propozycję, aby ustanowić bezpośrednie łącze komunikacyjne między flotami USA i Iranu po to, żeby zabezpieczyć się na wypadek awarii lub prowokacji w Zatoce Perskiej, które mogłyby wymknąć się spod kontroli. Wiedząc o tym, że oficjalny projekt Pentagonu w tej samej sprawie został powoli obumiera w Senacie od ponad miesiąca, nie sprawiło że poczuliśmy się odrobinę lepiej, gdy nasza własna propozycja została zignorowana. (Nadal, trudno zrozumieć, dlaczego ktoś, kto stara się uniknąć eskalacji w Zatoce Perskiej, odkłada albo otwarcie jest przeciw takim środkom zabezpieczającym).

Szukając dojścia z innych źródeł wraz z przekonaniem się o skali przygotowań wojskowych USA, zrozumiałem, że choć wiele posunięć wosjkowych zostało zakomunikowanych, to inne, z wyraźnym celem przygotowań na wypadek aktów napaści ze strony Iranu, nie zostały ujawnione publicznie.

Jedno ze źródeł doniosło, że siły amerykańskie są w stanie najwyższej gotowości bojowej (dosłownie: hair-trigger alert) oraz że tajne operacje na terytorium Iranu (wiele z nich to akty wojny, w każdym możliwym standardowym wypadku) nasiliły się znacznie. Punkt decydujący: ostrzeżono nas, że pociąg opuścił stację; że każda inicjatywa zabezpieczenia się przed błędami lub prowokacją w Zatoce jest już zbyt spóźniona, aby nie doszło do eskalacji w postaci otwartych działań zbrojnych.

Szukanie Casus Belli

A casus belli — prawdziwy czy sztucznie stworzony — byłby wysoce pożądany przed dokonaniem ataku na Iran. Prowokacja w Zatoce byłaby jednym ze środków uzyskania tego pretekstu. Rzekome podsycanie przez Iran terroryzmu mogłoby być kolejnym.

W swym komentarzu z 30 lipca, zasugerowałem że niewiarygodna szybkość Netanyahu w oskarżeniu Iranu o terrorystyczne zabójstwo 5 izraelczyków w Bułgarii 18 lipca miała na celu wskazanie pretekstu zaatakowania Iranu. A jeśli tak, to niestety dla Netanyahu, lecz to nie zadziałało. Wydaje się, że administracja Obamy nie dała się kupić na ten „solidny jak skała dowód”, na jaki Netanyahu powołał się, aby powiązać Iran z atakiem w Bułgarii.

Jeżeli za pierwszym razem się nie udało…mamy kolejny pomysł: powiedzmy, że istnieją nowe informacje, które wskazują, że Iran jest niebezpiecznie blisko uzyskania broni jądrowej, i że poprzednie szacunki wywiadowcze na temat wstrzymania się tego państwa przed dalszym zbrojeniem się były albo błędne albo pozyskaliśmy teraz właśnie nowe dane.

Wg najnowszych doniesień medialnych z Izraela i świata zachodniego, cytujących zachodnich dyplomatów i wysokiej rangi urzędników izraelskich, wywiad USA zdobył nowe informacje –„sensacyjny” raport — który dokładnie to właśnie przedstawia. Proszę sobie to wyobrazić!

Minister obrony, Ehud Barak, powiedział izraelskiemu radio, że nowe doniesienia są “bardzo zbliżone do naszych (izraelskich) własnych spostrzeżeń, i przeczą wcześniejszym szacunkom amerykańskim. To przekształca sytuację irańską w coś nawet jeszcze bardziej pilnego”.

„Neokonserwatywny mędrzec” z Washington Post , Jennifer Rubin, szybciutko podchwyciła trop, wyrażając pełną tęsknoty nadzieję, że nowy raport w sprawie irańskiego programu atomowego „mógłby być całkowitym zwrotem akcji w stosunku do niepopularnego raportu National Intelligence Estimate z 2007 r., jaki zapewniał, że Iran porzucił swój program budowy broni atomowej”.

“Niepopularny?” Z pewnością. Rubin sieje ostrzeżenie: “Raport Narodowej Agencji Wywiadu ds Oceny Ryzyka (NIE) z 2007 roku jest wyrazem zwykłego ukłonu wobec Iranu i ostrzeżeniem przed określonym rodzajem sklerozy naszego narodowego aparatu wywiadowczego” i dodaje, że “żaden odpowiedzialny polityk nie traktuje raportu NIE z 2007 r. jako dokładnego”.

Jednak, to właśnie służba NIE stanowi zasadniczą wartość w szacunkach wywiadowczych USA na temat Iranu i jego nuklearnych zamiarów, co potwierdzane jest przez głównych urzędników amerykańskich nieprzerwanie od ponad 5 lat. Definicja „odpowiedzialny” w słowniku Rubin wydaje się mieć zastosowanie tylko do politykierów USA, którzy cedują kontrolę nad polityką zagraniczną USA w ręce Netanyahu.

W 2007 r., NIE zawiadomiło “z wysokim stopniem zaufania co do tych wiadomości”, że osąd 16 amerykańskich agencji wywiadowczych jest jednogłośny, i że wszystkie są zgodne co do tego, że Iran zatrzymał pracę nad bronią jądrową na jesień 2003 r. i nie podjął tych prac od tego momentu. Odręczny pamiętnik Georgea W. Busha i uwagi w tej materii Dicka Cheneya dają jasno do zrozumienia, że to uczciwe sprawozdanie NIE wsunęło kij między szprychy ślepej machiny niszczenia, jaka zaczęła nakręcać się w kierunku wojny z Iranem w roku 2008, ostatnim roku rządów administracji Busha-Cheneya.

Najważniejsze wnioski raportu z 2007 r. były potwierdzane rok za rokiem przez dyrektora wywiadu narodowego w formalnym przesłuchaniu przed Kongresem.

I nie na rękę dla Rubin oraz pozostałych żyjących nadzieją na postawienie wysokich zakładów na rzekomo „nowe”, bardziej alarmujące „dane wywiadowcze” w kontekście coraz bardziej wojowniczej postawy wobec Iranu. Te płonne na razie nadzieje zgasił rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który wylał na gorące głowy kubeł zimnej wody i stwierdził, że „ocena wywiadu amerykańskiego w sprawie aktywności atomowej Iranu nie uległa zmianie”.

Opierając się na niepotwierdzonych izraelskich twierdzeniach na temat “nowych” amerykańskich informacji dotyczących irańskiego programu atomowego, Rubin od razu zdążyła oświadczyć, że polityka administracji Obamy względem Iranu poniosła klęskę: „Specjaliści od polityki zagranicznej mogą sobie debatować, czy strategia sankcji była wadliwa od samego początku, niedokładnie oceniająca motywacje reżimu irańskiego, albo czy wykonanie polityki sankcji (zbyt wolne, nieszczelne) było błędem. Ale mamy za sobą 3,5 roku rządów Obamy, a Iran jest o wiele bliżej swego celu niż to miało miejsce, gdy ta administracja dopiero zaczynała urzędowanie. Pod każdym sensownym względem, postawa Obamy zawiodła, niezależnie od tego, co mówi nam raport NIE”.

Naciski nie zmaleją

Cios ze strony NSC wymierzony w izraelskie doniesienia niekoniecznie gwarantuje jednak, że prezydent Obama wytrzyma presję Izraela i jego popleczników, aby „naprawił błąd” popełniony przez wywiad w celu „usprawiedliwienia” wsparcia ataku Izraela na Iran.

Za obietnicę oparcia się naciskom uważać można odmowę przez Obamę kupienia historyjki Netanyahu o nowym „solidnym jak skała dowodzie” na odpowiedzialność Iranu za atak terrorystyczny w Bułgarii. Nadzieję na to zauważyć można także w niechęci Białego Domu, aby bezkrytycznie zgodzić się z najnowszym „dowodem” w sprawie irańskich planów posiadania broni nuklearnej.

Casus belli uzgodniony wspólnie jako wiarygodny trudno jest stworzyć, gdy jeden partner chce wojny w ciągu najbliższych 12 tygodni, a drugi jej nie chce. Naciski ze strony Netanyahu i neokonserwatywnych cheerleaderek, jak Jennifer Rubin — o Mitt’cie Romneyu nie wspominając — będą się nasilać wraz ze zbliżaniem się okresu wyborczego, niezależnie od tego czy uzgodniony zostanie casus belli czy też nie.

Netanyahu gotów jest dać każdy dowód na potwierdzenie stanu wojny – w okresie następnych 12 tygodni – jest on w komfortowej sytuacji, a to, jeżeli uda mu się sprowokować akty wrogości z Iranem, doprowadzi do tego, że Obama poczuje się zmuszony stanąć w szranki, np. dokonując selekcji z ogromnego wachlarza sił już rozmieszczonych na tym terenie.

Niestety, sądzę że Netanyahu prawdopodobnie nie myli się w swych kalkulacjach. Trzeba przygotować się na najgorsze.

Esej ten pierwotnie ukazał się na ConsortiumNews.org.

Komentowanie zamknięte.