Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 26, 2016 Przez a303 W Ukraina

„Haj żywe samoistna Ukraina…” Cz. V – ostatnia. Jan Bek

Zobacz także: „Haj żywe samoistna Ukraina…” cz. IV. Jan Bek

Charakterystyczną, wprost chorobliwą  cechą polskiej polityki jest unikanie  merytorycznych wypowiedzi na najważniejsze tematy natomiast chętnie się po prostu ględzi, wekslując całość na tematy uboczne, mające mało (lub nic) z polityką polską do czynienia. Najchętniej, wykolejając narodowe myślenie, roztacza się przed rozdziawionymi słuchaczami  baśniowe wizje gospodarczego rozwoju, budowy polskiej armii, itp…

a

Od czasów nieszczęsnej dla Polski Lizbony,  odmieniając nazwę tego miasta w kółko przez wszystkie przypadki, nic nie wspominając o złowrogiej akcji śp. L. Kaczyńskiego przeciw interesowi Polski, ględzi się o zupełnie irracjonalnych planach „odbudowy Ukrainy”(której…nigdy nie było), polegające na odebraniu Rosji siłą jej prawowitych terytoriów i „wspólnej akcji polsko-ukraińskiej.”

Chociaż o tym się nie mówi wyraźnie można w podtekście wyczytać, że Polska „musi poprzeć zbrojne akcje Ukrainy przeciw Rosji, gdyż tylko istnienie wolnej Ukrainy gwarantuje nam bezpieczeństwo narodowe”.

Oczywiście taki bełkot matołkowatych „niepodległościowców” jest postrzegany na Kremlu jako  zamieszanie się w interesy Rosji.

Ale jest gorzej: Polska pod obecnymi rządami nawet coraz wyraźniej wchodzi w zbrojny konflikt z Rosją, którego przecież – jak sami oni sami twierdzą – należy… unikać, odgradzając się od niej „niepodległym państwem ukraińskim”. Ciekawa taktyka: unikać, a prowokować…

Chciałbym się mylić ale czy np. województwo lubelskie, zapewniające „zaporożcom” korzystanie z „wszechstronnej pomocy medycznej” (tajnie, przebywało na oddziałach blisko 500 żołnierzy),  oddające do ich dyspozycji polską służbę zdrowia ze szpitalnictwem dla rannych, nie jest jak najbardziej czynnym uczestnictwem w zbrojnym konflikcie? Czy byli jacyś „lekarze bez granic” na statusie ONZu?

Chciałbym się mylić ale czy organizowanie batalionu litewsko-polsko-ukraińskiego, mającego wziąć udział w walkach przeciw „Republice Ługańskiej” nie jest zbrojnym   konfliktem z Rosją ? Na co więc liczą „niepodległościowcy” ? Kto ich popycha do obłędnych czynów?

Czy ten konflikt nie tylko, że nie powinien nas politycznie obchodzić ale powinien zostać wykorzystany przez stronę polską do odzyskania naszych ziem?

A jeśliby się na ten krok zdecydowano (oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu z Kremlem), to czy wkroczenia wojsk nie dałoby się uzasadnić np. „koniecznością obrony terytorium ukraińskiego przed agresją Putina ”?- „ I wilk syty, i owca cała”.  

Jakie wtedy argumenty mieliby zachodni demo- liberałowie? Groźba wykluczenia z unii”? Z NATO?

Ale oczywiście taki krok oznaczałby na pewno opuszczenie „unii”.  Dlatego propaganda rządowa…. oszalała!  Jakby wróciły czasy Peerelu….

SKOK DO PUSTEGO BASENU. Miano  wyłącznie realizować  „Plan A” czyli skoczyć głową w przód do …pustego basenu  – popierać banderowców i Chazarów na  „ Samoistnoj Ukrainie” . „Plan B”, zakładający w zasadzie pokojowe odzyskanie utraconych terytoriów nie wchodził w rachubę. W ogóle nie był brany pod uwagę chociaż, gdyby się go wybrało,  to niewspółmiernie wzmocniłaby się nasza pozycja wobec Litwy i wzrosły szanse odzyskania Wileńszczyzny .

Wybór „Planu A” oznaczał konieczność uderzeniowej manipulacji medialnej . Uczyniono to bez najmniejszego wahania, stosując  prostą, socjologiczną sztuczkę z okresu  Peerelu . Wtedy  komuniści  straszyli nas  stale „RFN”em  czyli ”niemieckimi odwetowcami”. Teraz zamieniono tylko Niemców na „Ruskich”. Propaganda, wychodząca z różnych agentur uderzyła mocno, zdecydowanie i jak zawsze skutecznie.

 Co prawda ,„Na Zachodzie bez zmian”  to  tylko powieść Ericha Remarque , beletrystyka uznana przez „intelektualistów”  za „arcydzieło” –  autor był dobrze zamaskowanym Chazarem. W prawdziwym życiu  często jest  inaczej.

Jednak okazało się, że… jest „bez zmian”: w polityce jest „na Zachodzie”  dokładnie tak samo, jak u Remarque,a , a może nawet   jeszcze lepiej  bowiem  „polska strona odgrywa coraz większą rolę w gaszeniu konfliktu”. Zawsze ta rola była chwalona i chwalona ale teraz  jest „coraz większa”.

W końcu  2015 r. zorganizowano w Brukseli spotkanie dwóch mężów stanu : W. Waszczykowskiego i J.Kerry. W  notatkach rozsyłanych na cztery strony świata podkreślono, że  minister  spraw zagranicznych  Polski, Witold Waszczykowski i sekretarz stanu USA, John Kerry,  rozmawiali o „koniecznej obecności wojsk NATO na wschodniej flance”, o konflikcie  na „Ukrainie” i o „potrzebie walki z Państwem Islamskim”.

Szczególnie mocno podkreślono, że John Kerry był ( jakby nie wiedział tego wcześniej) , „mile „zdumiony”, że Polska będzie przeznaczała  2 %  PKB na wydatki obronne .Wyraził nawet swój podziw… Ale to nie dziwi  u aktora – nawet takiej klasy jak J.Kerry. Grunt, że facet mile  połechtał próżność Polaków.                                                                                                                

Obaj „wybitni mężowie stanu”, rozmawiając o „obecności wojsk NATO na wschodnich rubieżachzgodzili się z tym, że „stacjonowanie amerykańskich wojsk w Polsce jest konieczne”. A amerykański pieszczoch, min. Waszczykowski,  jakby potwierdzając status wiernego przybocznego USA , złożył serwilną deklarację żePolska rozważy wsparcie koalicji m.in. poprzez przeznaczenie dodatkowych środków”.

NATO to temat uboczny : prawdziwym „hitem”   była wojna na „Ukrainie” :porozumienia z Mińska muszą być przestrzegane a sankcje nałożone na Rosję powinny zostać utrzymane”.

Ciekawa rzecz : słowo „muszą” może być rozumiane dwojako: albo USA, korzystając z „polskiego lotniskowca” czynnie się przeciwstawi „agresji” albo, że  „niepodległa” Polska, nie mając jak przed wiekami odpowiedniej ilości wojska na rozkaz USA, „unii” czy NATO wstąpi, jak Indianie z tomahawkami,  na „wojenną ścieżkę” przeciw „drugorzędnemu  mocarstwu”…

Przed laty stale popychały nas  do powstań Prusy, a dziś USA – to jedyna różnica.

Walki  Polaków o Lwów w 1918-1919 r. z „ukraińskimi” „strzelcami siczowowymi”  (tzw. „Powstanie Lwowskie” jedne z trzech polskich powstań w XX w., które się tylko dlatego udały, bo były autentycznie polskie) odparcie sowieckiej „Armii Konnej  Budionnego i „Ukraińskiej Armii Halickiej” w 1920 r. czy marsz gen. Żeligowskiego na Wilno miał, przynajmniej w ówczesnej sytuacji  politycznej, głębszy sens : przyłączyły utracone na rzecz Rosji, polskie terytoria.

Ale jakie może znaczenie może mieć taktyczne  (o strategicznym nawet nie mówię)  działanie jednego mieszanego batalionu?

Oczywiście, że nie ma  najmniejszego znaczenia militarnego ale  ma duże znaczenie propagandowe, tzn. takie, że „Polska jest jak zawsze głupia i stwarza tylko problemy”. Ani Czesi, ani Słowacy, Rumuni czy Bułgarzy, Węgrzy czy Serbowie, Chorwaci i Słoweńcy nie wypinają dumnie piersi, nie rwą się do przodu i jakoś nie chcą umierać za masońską „waszą i naszą wolność”, a  my …tak!  Nikt nam specjalnie o tej bohaterskiej przyszłości  nawet  nie musi przypominać.

 U podstaw strategicznego planowania, jak w ostatniej alternatywie, przepojonej pierwszorzędną wiedzą o owadzich nogach i głębokich (jak sadzawka) przemyśleniach p. Kierownika Składu Desek, leży, przed wszystkim,  przeświadczenie o własnej nieomylności, wszechwiedzy i – z „racji uczestnictwa w strukturach obronnych NATO” -zapewnienie „zdecydowanego poparcia”  przez najpotężniejszego, oceanicznego  sojusznika.

 WRAK „LIBERTY”.   Badacze owadzich nóg tracą jednak z pola widzenia wartość tego „poparcia”. Obóz rządowy tak naprawdę nie wyboru .

Albo musi  wypracować sobie status Finlandii („finlandyzacja”),  albo też od razu poddać się dyktatowi „Brukseli”. W obydwu przypadkach, faktycznie -„demokratycznym”  Niemcom .  Jest jeszcze inna i kto wie czy nie  najgorsza alternatywa : grając rolę młodego marynarza mieć  nadzieję, że jego wąchający na okrągło „śnieg” amerykański kapitan, na pokładzie amerykańskiego, coraz bardziej rdzewiejącego  transportowca typu „Liberty” z okresu II w. eu., zawinie w końcu do cichej, urokliwej  przystani, pełnej kiosków „Macdonaldsa”, sprzedających hamburgerowy szajs, „kawiarni”  „Starbucksa”, koczujących hord narkomanów , tłumów uśmiechniętych prostytutek i pederastów i żądnych krociowych zysków korporacji.

Do tej wyśnionej przystani, której co 100 mieszkaniec (3 mln) siedzi obecnie w więzieniu, a 10% ogółu (30 mln)…już siedziało.

Czyli jak w komunizmie da się ich podzielić na tych ”co siedzieli , siedzą lub będą siedzieć”….

Najgorsza jest oczywiście alternatywa pierwsza : „ Jest ona z uwagi na pakt Ribbentrop –Mołotow , Katyń i całą polską historię absolutnie niemożliwa”. Niepotrzebna jest jakakolwiek rzeczowa analiza tej historii gdyż zna ją doskonale  każde polskie dziecko. A jak nie zna, to pani przedszkolanka , pani w szkole mu wytłumaczy podobnie, jak ich rodzicom tłumaczą   Sakiewicze czy pp. Waszczykowscy  et consortes. Poza tym taka analiza byłaby zbyt niebezpieczna, nie patriotyczna  i antypolska : w Polsce „myślimy niepodległościowo, jesteśmy patriotami”. No, może poza Narodowcami – ci są „pachołkami Kremla”, „ludźmi Putina”. To śmiecie – „ludzkie odpadki..”. Padały takie na sieci inwektywy ze strony nadpobudliwych , walonych powstaniową propagandą „niepodległościowców”, padały….

I znów sprawy, które powinny stanowić centrum zainteresowania Polaków : jak to możliwe, że Niemcy, które za sprawą Rosji poniosły straszne klęski w obydwu w.eu. (klęska w II w. eu) była druzgocząca) mogą z nimi utrzymywać  doskonałe  kontakty, a Polska nie?  Dlaczego Polska jest wciąż aż tak wyjątkowym („Mesjaszem narodów”)  krajem?  Czy nie czas zakończyć mesjanizm i pilnować swojego interesu?

Jak to możliwe, że także Finlandia, która o mały włos na wskutek napaści sowieckiej uniknęła bolszewizacji ale, której odebrano Karelię, która była sojusznikiem Niemiec w II w. św. i także jak Niemcy oblegała „miasto Lenina”, „Leningrad” , zbudowała po wojnie doskonałe stosunki z Sowietami i nie zerwała ich bezmyślnie jak my –pomimo nacisków w okresie „pierestrojki”?

Druga alternatywa, choć niby „negatywnie oceniająca perfidną politykę Niemców wobec Polski i jej praktyczną, morderczą  realizację”, jest oceniana…pozytywnie w tym sensie, że stanowi nawet kartę przetargową, środek szantażu wobec „unii europejskiej”, w której prym wiodą Niemcy.

Tak, tak: „karta niemiecka” nie jest zła, bo „Niemcy nie są źli – to niesłychanie kulturalny europejski naród. Trzeba patrzyć w przyszłość, a nie ciągle w przeszłość”. Należy tylko „unię” zdemokratyzować. Gdyby nas uznano za jeden z krajów-decydentów, zostalibyśmy w unii demokratycznej. Niemcy tego nie chcą zrozumieć. Musimy im wytłumaczyć….”. I tłumaczymy ale oni jakoś „nie rozumieją” i rola Niemców w deprecjonowaniu Polski w Brukseli jest widoczna jak na dłoni.

Oczywiście dlatego  ”najlepszą z możliwych” alternatywą  jest – wiążąca się z alternatywą drugą –  alternatywa ostatnia.-  ona „jest bezdyskusyjnie najlepsza!…”

Jest  tak  oszałamiająco wspaniała, że wprost oślepiła „niepodległościowców”. Ale co miała nie oślepić: finansowy, intelektualny i militarny potencjał USA jest „największy na świecie”. Problem w tym, że „USA jeszcze nie widzą w nas ważnych partnerów  na Wschodzie”. Trzeba więc „ jakoś sprawić  by wreszcie zrozumiały”… Sęk w tym, że USA ciągle nie chcą zrozumieć…Trzeba więc się wykazać…i tak w kółko.

Rzecz w tym, że  amerykańska „Liberty” ma już tak spracowane maszyny,  jest do cna przerdzewiały i przeciekający, a jej  kolejni kapitanowie ćpają coraz więcej,  że stosunkowo dłuższy sztorm pośle go na dno. Dla wielu Amerykanów jest jasne, że USA, obecnie militarnie najsilniejsze, się rozpadnie, a pytanie: „Kiedy to nastąpi?” jest dla nich pytaniem kluczowym.

POLSKA RACJA STANU. Są duże kłopoty z jej zdefiniowaniem. Mieliśmy  kłopot z definicją w XIX w, w „Międzywojniu”- mamy i teraz. Najgorszy jest nasz stosunek do Rosji.

Miał on uzasadnienie  przed wojną i po 1945 r. – rozmowy z Sowietami nie mogły  się powieść z powodu przeciwstawnych sobie różnic światopoglądowych, zagarnięcia części  Polski i późniejszej, bolszewickiej okupacji. Choć na różnice światopoglądowe można było przymknąć oko, to na okupację i grabież naszej własności-nie.

Należy jednak przy tej okazji zauważyć, że dziś –tak samo zresztą jak za peerelu-  „Polska unijna” jest  dokładnie tak samo suwerenna jak po „Powstaniu Styczniowym”, a z całą pewnością o wiele mniej suwerenna od Królestwa Polskiego, które miało kilkakrotnie silniejszą armię niż…dzisiejsza: była to armia doskonale uzbrojona   i  polska.

Z kolei „karta niemiecka”, rozgrywana  przez siły „liberalno- demokratyczne” pod wodzą  pod każdym względem prymitywów , Tuska i Sikorskiego ,wyznaczała zgubny, niemiecki kierunek.

Próba balansowania pomiędzy Moskwą, a Berlinem, uleganie podszeptom jakobinów francuskich i „Szkotów” brytyjskich, skończyła się dla nas katastrofalnie : Niemcy i za nimi cała „unia”,  zacieśniły kontakty z Kremlem.

Niemcy, używając swojej agentury w Polsce oraz , żerując na ludzkiej chciwości, opóźniając inwestycje kierunków strategicznych  gospodarki polskiej, skutecznie blokując ważny polski port, doprowadziły do strategicznej budowy przez Rosję linii przesyłowej gazowego paliwa do europejskiej Rzeszy, zwanej „unią”.

Narzucona Polsce budowa strategicznych autostrad na najważniejszych dla Rzeszy kierunkach (głównie Wschód-Zachód),  bez modernizacji istniejących dróg istniejących, paradoksalnie doprowadziła do budowy takiego właśnie „korytarza”, jakiego utworzenia  staraliśmy się uniknąć przed 1939 r. Dziś cała Polska stała się gigantycznym „korytarzem”, którym, pomimo…”sankcji za zielonych ludzików” na Krymie i w Donieckim, wlewa się do Rosji morze towarów.

Ta , zadziwiająca nas stale gra  „Zachodu ” z Rosją , lekceważąca Polskę, pełna sprzeczności w swych posunięciach  tak nas oszołomiła,  że sami, bez przymusu, bierzemy w niej udział, snując przy tym nierealne plany  „demokratyzacji unii”.

Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie : nie jest nim „wystąpienie z unii” (to najtęższym komediantom polskiej sceny politycznej nie wydaje się możliwe) ale wydaje się im… możliwa …  „ przemiana Zachodu w duchu demokratycznym”.

Nie widząc (o czym świadczy obecność Chazarów i masonów rządzie RP) jako „niepokorni” chytrze uważają, że toczącą się walkę polityczną pomiędzy „elitami” europejskimi , a USA,  można wykorzystać dla siebie . Ale jak mogliby to uczynić skoro ta walka ( na wskutek której z „unii” wystąpiła W. Brytania) jest walką dwóch masońskich ugrupowań – jakobinów i Szkotów ( Chazarzy są jak zwykle w obu ugrupowaniach) o zapanowanie  nad „unią”. Pomimo rytualnego kreślenia znaku krzyża , tworząca polski rząd zbieranina nie jest elitą-pełno w niej ludzi przypadkowych: są ateiści, agnostycy, Chazarzy, bezwzględni karierowicze, pijacy… Ot, typowa „elita” demoliberalna. Różniąca się od zbieraniny jakobińskiego, brukselskiego  lewactwa poglądem na „szybkość zmian w unii”: jest ona mniej rewolucyjna, powolniejsza ale w końcowym rachunku – tak samo niebezpieczna dla Narodu.

Koncepcja „odgrodzenia się” od Rosji kordonem „niepodległych państw”, z których „Ukraina” grać miała rolę kluczową, legła u podstaw myślenia „niepodległościowców” nie zauważających znanego z historii powszechnej faktu, że  Rosja zawsze… miała bezpośrednie granice z Niemcami  – najpierw były to Prusy Fryderyka II,  później Bismarcka i Wilhelma i wreszcie III Rzeszy. I wcale się tym faktem zbytnio nie kłopotała.

Ba, pomiędzy elitami tych państw panowała nawet… przyjaźń, której ciepłe promienie padały na niższe klasy: w Rosji osiedlało się dużo małorolnych chłopów niemieckich – liczne kolonie nad Wołgą, a nawet na Powołżu i ..”Ukrainie”.  Niemiecka elita kupiecka była liczne reprezentowana  w Królewcu, Tallinie, Rydze i Petersburgu.

Ale nigdy Niemców nie opuściła myśl, samodzielnego zawładnięcia częścią rosyjskiego imperium i z tej właśnie myśli narodziła się niemiecka, skuteczna  taktyka przypalania Rosji tyłka, polskimi powstaniami. Udało im się im: nawet bolszewika, Lenina, przywieziono do Rosji w niemieckim, zaplombowanym wagonie. Później przyszły mniej dla nich szczęśliwe-nawet tragiczne- wojny. Bowiem choć w I w.eu. rosyjska armia Samsonowa przegrała taktycznie (bitwa pod Grunwaldem) z armia niemiecką, to przecież musiała wstrzymać ofensywę na Zachodzie, co zaowocowało w końcu zwinięciem oblężenia Paryża i w końcu strategiczną klęską Niemiec.

Chyba nie jesteśmy aż  tak naiwni, że Francja o tym nie pamięta.

O wojnie Hitlera w II w. eu.  nie ma nawet co mówić – była to klęska totalna, zakończona podziałem Niemiec.

Tak więc znaczona „karta niemiecka”, którą przebijała w Polsce agentura niemiecko-chazarska (Tusk i Sikorski) nigdy dla Polski nie była szczęśliwa. Myśl, że moglibyśmy się oprzeć na Niemcach i z nimi współpracować jest po prostu skrajnie matołkowata.

Ale natrętna medialna propaganda po „upadku komunistów” w 1989 r., nasilająca się w miarę wzrostu siły „obozu niepodległościowego”, nawiązującego do…niemieckiej tradycji i wszystkich innych (byle nie były to tradycje polskie), a więc tragicznych zrywów narodowych, okraszona starą ideą „Polski Jagiellonów” spowodowała powtórną restytucję  potworka jagiellońskiego okraszonego równie starym hasłem „walki za nasza i wasza wolność” i ideą „państw-kordonu” przeciw Rosji.

Czyli nihil novi :  rzeka rzetelnej polityki polskiej, przerwana na krótko peerelem i propagandową ideą „Polski Piastowskiej”(jednak bez  polskich ziem na Wschodzie) została znów skierowana w stare łożysko partyzantki anty-rosyjskiej.

Starą, mającą jednak podstawy, nieufność Rosji do Polski, przerywa na okres 54 lat współpraca z nią polskich komunistów ale już po 1989 r. Polska, popychana znów przez Niemców z jednej strony, a przez USA z drugiej, wraca  do tradycyjnej, anty-rosyjskiej polityki.

Czy można się więc dziwić przybierającej fali rosyjskiego szowinizmu, kierującego się przeciw nam? To, że ludzie zachłysnęli się nagłym nadmiarem dóbr, to nie dziwi.

Ale musi budzić nasz wstręt zachowanie się… staro-nowych „elit”, które dorwały się do państwowego żłobu i steru polityki.

 Rozkradły one bez żadnych moralnych hamulców wypracowany straszliwym trudem powojennego pokolenia dorobek Polaków, a na dokładkę związały Polskę z  masońską, anty-chrześcijańską Europą „unijną”.

BUDOWAĆ Z WOLNOMULARZAMI. Problemem naszej polityki jest to, że uprawiały ją do tej pory siły  wrogie naszemu państwu. Wraz z dojściem do władzy PiSu siły te nie oddały pola ale jak kameleon zmieniły barwę i dodatkowo przywdziały szatę „konserwatywnych liberałów” –  „niepodległościowców” . Oznacza to, że stare siły wciąż są czynne w Polsce ale działają w inny, bardziej perfidny sposób. Zmieniając czerwono-różową barwę na ”maryjny błękit” unijny one się nawet wzmocniły. Ale czy mogło być inaczej?

Gdy L. Kaczyński „utrwalił nas w „unii” i uczynił z naszego państwa bezwolne narzędzie Brukseli, straciliśmy, może bezpowrotnie, pole manewru: jakobińska „unia”, wspomagana ideą anglosaskich „Szkotów” co do celu głównego (po chazarsku pojmowanej „globalizacji|”) i  zawsze ustawianej politycznie pod kątem interesów Izraela,  kompletnie nas od siebie uzależniła  i oddaliła szanse na odbudowanie państwa.

Jego likwidacja idzie tak szybko (może nawet jest ona bezpowrotna), że  znów musimy liczyć na jakiś nadzwyczajny szczęśliwy splot wydarzeń, umożliwiający  nam jego odbudowę.  Masonerie wszystkich odcieni narzuciły nam jedną, obowiązująca nam alternatywę-mesjanizm. Nie jest ona nowa i ma dużą u nas tradycję. Czym się charakteryzuje ten mesjanizm?

Prometeizmem wobec Rosji i służalczym poddaństwem wobec Niemiec.

Mówiliśmy to nie raz – powiemy to tyle razy ile to będzie konieczne: oszukańcza  „unia europejska” nie ma nic wspólnego z kontynuacją Cywilizacji Łacińskiej ale jest jej zaprzeczeniem. Nie tworzy ona ani siły, ani politycznej jakości! Ale, realizując małymi krokami swój chazarsko-masoński program „rozwoju”, prowadzi katolickie narody do zniszczenia tak samo, jak zniszczono je w tzw. „Europie zachodniej”. Zboczonego masońsko-chazarskiego kosmopolityzmu, cmentarza, po którym snują się widma zombich, zakamuflowanego jako „globalizm”, nie da się  w żaden sposób uratować.

Musimy pracować nie tylko nad szybkim wycofaniem się z unijnego sowchozu- wycofanie bez przeorientowania zasadniczych biegunów polskiej polityki, nic nie da. Oznacza to, że „orientacja zachodnia” jest mirażem, gonitwą za „błędnym ognikiem”, „szukaniem Graala”-działaniem równie skutecznym co drążenie tunelu do środka ziemi.

Zamiast tego powinniśmy, zmieniając bieguny  naszej polityki na czysto narodowe, przekonać Rosję, że o wiele lepszym dla nich rozwiązaniem są nie „dęte” stosunki z Niemcami ale dobrosąsiedzkie stosunki z Polską. Byłoby to prawdziwe trzęsienie ziemi. Ale czy taka polityka ma szanse powodzenia?

Tak, bowiem  dobre stosunki Rosji z Niemcami prowadziły w przeszłości wyłącznie  do straszliwego wyniszczania Rosji: rezultatem ostatniej (pomimo „pokojowego” paktu niemiecko –sowieckiego, co było od początku błędnym założeniem), była nie tylko decymacja narodu rosyjskiego ale rozpijaczenie narody i w rezultacie, postępujący  spadek ludności. Stało się to faktem pomimo pozornego „zwycięstwa”, będącego w ostatecznym rachunku – „pyrrusowym zwycięstwem”.

W interesie Rosji nie leży powiększanie jej „władztwa” nad terytoriami (Polska podobnie władała obszarami daleko na wschodzie, leżącymi poza jej terytoriami etnicznymi) ale pozyskiwanie prawdziwych sojuszników.

Takim sojusznikiem powinniśmy się stać. Nie mamy dziś z Rosją żadnych sporów o terytoria – terytoria na dalekich kresach  I RP -były tragicznym dziedzictwem Unii Lubelskiej : zostały przez Polskę odziedziczone przez zdradziecką Litwę  i bezpowrotnie utracone w zaborach . Nawet dobrze, że je utraciliśmy bo nie byliśmy w stanie ich bronić. Ale to nie oznacza, że mamy zrezygnować z ziem czysto polskich. Wileńszczyzny, części Polesia, Grodna, Baranowicz, Brześcia, Wołynia, Lwowa…O ile nie było możliwe dogadanie się z Łukaszenką o polską część Białorusi w czasach re -inkorporacji Krymu przez Rosję, to przecież nie oznaczało to wcale, że nie mieliśmy do sprawy wrócić w czasie bardziej odpowiednim. Nota bene oferty współpracy ekonomicznej, za którą z pewnością poszłaby i polityczna z Białorusią, na rozkaz „Brukseli” i Amerykanów -odrzuciliśmy.

Dziś na Wschodzie zostaliśmy kompletnie sami. „Trójkąt Wyszehradzki” dobra rzecz ale… Ale do jego realnego działania konieczne są inne działania, bowiem „trójkąt” ma, niestety, problemy podobne…do polskich: Węgry mają poważne pretensje do Słowacji o „swoją mniejszość” …

Spór rozpoczął się w 1920 r. – kiedy podpisano „Traktat z Trianon”, na mocy którego ogromna część terytorium węgierskiego wraz z 3 milionami Węgrów znalazła się pod zwierzchnictwem Słowacji (wtedy formalnie jeszcze Czechosłowacji) i Rumunii – i trwa…do dziś. Oprócz tego niespostrzeżenie urósł spór Węgrów z…Chorwatami o islamskich nachodźców.

Poza tym Słowacja ma już walutę unijną, a reszta „trójkąta” – nie ma. Jak ktoś się wyrzekł narodowej waluty, to scedował swoją suwerenność na „unię” …

Rumunia chce z powrotem „Mołdawię”: choć prawie połowa „Mołdawian” chce być Rumunami, a wszyscy Rumuni chcą z powrotem Mołdawii, to jednak demoliberalny „rząd  Mołdawii”, oczywiście złożony z Chazarów…chce …do „unii”. W międzyczasie ten „pro-unijny rząd” zorganizował aferę korupcyjną w wielkim stylu, „wyprowadzając w niewiadomym kierunku” kwotę  1 mld. dolarów…

A jest jeszcze „Naddniestrze”- „republika” o długości około 200 km, szerokości od 40 do 4 km. Jest wciśnięte między „Ukrainę” i Mołdawię  i funkcjonuje tylko dzięki pomocy Rosji. „Naddniestrzańska Republika Mołdawii” („PMR”), bo taką nosi nazwę, to… lewobrzeżna część Republiki Mołdawii”, nieuznająca władz mołdawskich w Kiszyniowie. „Naddniestrze”  jest obecnie państwem nieuznawanym przez społeczność międzynarodową. Niepodległości separatystycznego terytorium nie uznaje również Moskwa, choć do Naddniestrza płynie rosyjska pomoc.

18 marca 2014, po przyłączeniu Krymu do „Federacji Rosyjskiej”, parlament „Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej” zwrócił się z …prośbą do rosyjskiej Dumy, by ta wprowadziła zmiany w ustawodawstwie w taki sposób, by stworzyć warunki umożliwiające przyłączenie tego terytorium do Rosji. Ale pomoc rosyjska jest blokowana przez „Ukrainę”, która też ostrzy sobie zęby na tę „republikę”.

Wydaje się , że w „Trójkącie Wyszehradzkim” jedynie Polska ma z Czechami uregulowaną granicę.

Ale jest ona…także niepewna – bardzo łatwo da się „podgrzać” stary konflikt i szybko może się okazać, że jednak mamy spór terytorialny  z Czechami : wystarczy zdecydowana akcja niemieckiej „BND” (tak jak na Bałkanach ), żeby zdestabilizować sytuację…

Ale „stabilna” Polska ma problemy terytorialne z „Ukrainą” , Litwą i Białorusią, a blisko na Wschodzie, o miedzę , z rosyjskim mocarstwem, które bez przerwy niepotrzebnie  zaczepiamy – katastrofa smoleńska” (w której bez wątpienia także maczali palce Rosjanie ) jest wypadkową naszych stosunków z Kremlem.

Tak oto w całej krasie wygląda „Trójkąt Wyszehradzki”, któremu przypadnie…. spadek terytorialny  jego członkowskich państw.

Jest jeszcze jedno: niezależnie od czynnej, wytrwałej pracy masonerii europejskiej-podzielonej na masonerie szkockie i jakobińskie (podległe „Wielkiemu Wschodowi”) dochodzi działalność masonów amerykańskich , „pracujących” wg. wytycznych „rytu szkockiego” oraz potężnej masonerii Chazarów,  „B,nai B,rith”, dyrygującej nimi wszystkimi.

PRZEDMURZE. W Przeszłości program dla Polski pisali nie politycy, a poeci narodowi-wieszcze, którym udało się przemycić do politycznej świadomości niemało idei masońskich. Brak sukcesów militarnych po wyprawie króla Sobieskiego obrócono na rojenia o potędze i „szczególnym przeznaczeniu” Polski jako „przedmurza” przeciw muzułmanom i prawosławnym schizmatykom. Po upadku I RP określenie to poszerzono o masońskie hasełko : „ o naszą  i waszą wolność”.

O ile  „przedmurze”, chociaż nie jednoczące  pod swoim sztandarem żadnych państw, mających równie dużo jak Polska na pieńku z muzułmańską Turcją ( a może nawet więcej), niosąc pewny ładunek emocjonalny miało jeszcze jakiś sens, o tyle negatywny dodatek masoński „walki o naszą i waszą wolność” stworzył w obliczu rozpadu państwowości wielce niebezpieczną sytuację, sprowadzając Polskę do roli wygodnego narzędzia w ręku masonerii.

Od tej pory masoneria będzie bezwzględnie wykorzystywać polski naród w europejskiej polityce i starać się, roztaczając przed Polakami miraż „niepodległości” , utrzymywać naród polski w stanie permanentnego, powstańczego  wrzenia.

Szczególnie Prusy, pragnąc osłabienia rosyjskiego współzawodnika do polskich ziem, grające oficjalnie rolę „przyjaciela” Rosji i wspierając ją w międzynarodowych poczynaniach, grały za jej plecami obłudną, tajną rolę także „przyjaciela” Polaków. Wypełniając polecenia raz „Ścisłej Obserwy,  „Wysokiej Wenty” czy „Wielkiego Wschodu” podżegiwały  ich w odpowiedniej chwili do buntów przeciw Petersburgowi.

Wykorzystywały do tego celu wszystkie argumenty, mogące trafić Polakom do przekonania: raz był to „zagrożony przez prawosławnych katolicyzm, okropieństwa carskiego reżymu, tyrania carska , poddaństwo wy bitnego katolickiego narodu stepowym najeźdzcom” (to tradycyjny pruski argument, którym także z lubością posługiwał się Hitler),  a innym razem „sprzyjający do wyzwolenia się spod jarzma carskiego moment”- w sam raz pasujący do działania.”

Zdruzgotani upadkiem RP , Polacy, podnieceni rysującymi się „możliwościami odzyskania niepodległości ” nawet nie dostrzegli, że myśli o samobójczych zrywach podsuwa im jeszcze gorszy okupant Polski niż Rosja – walka z polskością ziem w Prusach, ich totalna germanizacja była jeszcze bezwzględniejsza niż pod okupacją rosyjską.

Ale Prusy były większym  „przyjacielem Rosji” :  informowały ją o wszystkich knowaniach  „podłego narodu”.  Car miał więc ułatwione zadanie  i kolejne zrywy niepodległościowe Polaków dławił bez trudu.

Prusy, prowadzące bezwzględną germanizację w swoim zaborze ( wybił się tu w Poznańskim szczególnie Edward Flottwell ) nie traciły z oczu swego celu głównego jakim było osłabienie austriackich Habsburgów i tym samym objęcie przywództwa w śmiałym planie „rzeszy niemieckiej” czyli zjednoczeniu wszystkich „prastarych ziem niemieckich”.  Plan ten od początku obejmował inkorporację wszystkich bez wyjątku ziem polskich do „rzeszy niemieckiej”.  Korzystając z lożowych koneksji lożowych (przynależność arystokratów do rozmaitych lóż była warunkiem sine qua non w ówczesnych czasach) bez trudu podsunięto katolickim acz zachzarzonym  austriackim władcom ideę „Galicji”.

Od  I rozbioru wykorzystali  Prusacy stare spory Habsburgów z Węgrami oraz  tytuł książąt węgierskich, że są władcami „Galicia et Lodemeriae” ( Königreich Galizien und Lodomerien”) , nakłaniając ich do …utworzenia z ziem polskich „Galicji” , składającej się z ziem oderwanych od Polski.

W skład nowego tworu weszły :  Wielkie Księstwo Krakowskie( sam Kraków był jej częścią od 1846 r.), Białą Krakowską, Tarnów, Rzeszów, Nowy Targ, Chrzanów (tak jak w przypadku Krakowa) i Nowy Sącz Była to „Galicja Zachodnia”. Utworzono też  „Galicję Wschodnią” z  Sanokiem, Krosnem, Przemyślem, Lwowem, Stanisławowem i Tarnopolem. A więc nazwa (tytuł królów) węgierska, przejęta przez Habsburgów pochodzi od „Gałyczyny” –  „Rusi Halickiej” ( ukr. Галичина – pol. Hałyczyna, niem. Galizien, węg. Gácsország, cz. Halič, jid. גאַליציע Golicje, tur. Haliç, rum. Galiţia, ros. Галиция Galicija)  do której Polska nigdy nie rościła sobie pretensji: były to ziemie zamieszkałe  przez ludy, mówiące językiem małoruskim („ruska mowa”), blisko spokrewnionym z językiem rosyjskim, odziedziczone po Litwie w wyniku nieszczęsnej „Unii Lubelskiej”.

Zwraca uwagę, że nazwę „Galicja” „uznali” także …Chazarzy ale akurat to wcale nie dziwi: Chazarzy żyli na „Ukrainie” nawet dłużej niż organizatorzy „Rusi”- skandynawscy władcy legendarnej „Rusi Kijowskiej”. Ale nigdy na niej nie stworzyli państwa, jak Wikingowie ze Skandynawii.

Jak wspomina kronikarz, mnich Nestor (za Henrykiem Paszkiewiczem : „Początki RusiKraków, 1996, str. 139-175, 322-323), przed „ przyjęciem chrześcijaństwa przez Włodzimierza Wielkiego w 988 roku usiłowali (Chazarzy –JB) namówić go na przyjęcie judaizmu jako religii państwowej”.

Ale Chazarzy nigdy nie zyskali takiego znaczenia w Polsce Piasta ani nie żyli w takiej masie jak na „Ukrainie”.

Tak w dużym skrócie wygląda „samoistna Ukraina”– poza „Rusią Kijowską” („republiki” bandytów na Siczy nie można przecież traktować jako…”państwa”) twór od czasów Stalina – sztuczny.

Jej historia świadczy o tym, że ten twór należy wyłącznie traktować  jako terytorium, którym włada Polska i Rosja.

Jan Bek

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.