Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 15, 2016 Przez a303 W Ukraina

„Haj żywe samoistna Ukraina…” cz. II. Jan Bek

Zobacz także: „Haj żywe samoistina Ukraina…” cz. I. Jan Bek

TRADYCYJNA, NIEMIECKA PROPAGANDA. Jest całkiem możliwe w ofensywie pro – upowskiej prowadzonej dziś bezkarnie w Polsce wyśledzenie powiązań nie tylko, ze skrywającymi się jaczejkami jakobińskimi ale też z antypolskimi ośrodkami w Niemczech.

a

Wszystkie te ośrodki nałożywszy na twarz maseczki europejskich demokratów, walczących o „powszechną demokrację na świecie”, prowadzą dokładnie tę samą propagandę-trzeba się tylko dobrze wsłuchać w ten syreni chór globalistów. Ale pomimo ich starań by ukryć swoją matołkowatą propagandę można bez trudu wyłowić główną jej myśl , że dla „każdego kryzysu czy konfliktu międzynarodowego w tej (tzn. naszej -JB) części Europy, decydujące będzie to, co się stanie na terytorium Polski : zmiana systemu rządzenia w Polsce może stworzyć niebezpieczną sytuację u sąsiadów Polski”.

Najwidoczniej autorzy tej myśli najpoważniej uważają, że nie wolno dokonywać jakichkolwiek zmian rządu bo „grozi to unicestwieniem sił demokratycznych”. Przy tym, mówiąc o „konieczności popierania ze wszystkich sił Ukrainy” wskazują na państwo, wiecznie dybiące na „zasady demokratyczne w Wolnym Świecie”- Rosję. Oczywiście, że nie chodzi o kosmetyczną zmianę rządu PO-PSL na PiS . Nie! Tu idzie o prawdziwą zmianę rządu: idzie o zapobieżenie wyłonienia rządu narodowego, kierującego się przede wszystkim interesem Polski – właśnie stąd obawy jakobinów!

Jest to szczególnie perfidne choć zarazem bezdennie głupie, bowiem przed „zmianami demokratycznymi w bloku sowieckim” te same demokratyczne siły chazaro – masonerii wskazywały na „ konieczność zmian, które miały by stworzyć możliwości dla zjednoczenia Niemiec”. Ale po „wyłonieniu się sił demokratycznych” i po zjednoczeniu się Niemców, zaczęły one natychmiast mówić, że „ Polacy muszą sobie uświadomić, że w całej Europie poza blokiem post-sowieckich państw odgrywają coraz mniejszą rolę zarówno w życiu codziennym, jak i w świadomości obywateli”. To stanowisko Polaków, ich sposób rozumowania jest , zdaniem jakobińskich propagandystów, karygodne bowiem „z chwilą uwolnienia się spod jarzma sowieckiego staniemy twarzą w twarz z Niemcami.”

Prawdziwą polską „świadomość” określił wyraźnie swego czasu „minister spraw zagranicznych”, Radosław Sikorski, nawołujący do „większej roli Niemców w Europie”.

Z czego , logicznie wynikał wniosek , że choć Polska była na tyle silna by do 1989 r. wyzwolić się sama spod panowania potężnej Rosji, będzie jednak…za słaba w przyszłości… by móc rozwiązać problem swoich stosunków z Niemcami. W podtekście kryje się prosta myśl, że tylko służebny stosunek do niemieckiego sąsiada pozwoli Polsce …odegrać przysługująca jej rolę w bloku post-sowieckim.

Właśnie taki służebny stosunek wbijano tłuczkiem w polskie głowy za rządów koalicji PO-PSL. Zmiana pro – niemieckiego bieguna polskiej polityki na „niepodległościowy” wcale nie zmieniła tego stosunku gdyż – słuchając z kolei pro-ukraińskich amerykańskich podszeptów i jednocześnie pozostając w „unii europejskiej”, czyli uprawiając woltyżerkę na dwóch koniach – dalej pozostaje Polska narzędziem w ręku rozbestwionych sił demokratycznych. Bardzo pomocnym w „pracy dla demokracji” ale zużywającym się. A co się robi ze zużytym narzędziem?

WESOŁE” AFORYZMY BISMARCKA. Od lat obowiązującą kliszę polskiej „polskiej polityki” – „polskiego interesu narodowego” jest bycie poręcznym… narzędziem. Jej rolę zdefiniował jeszcze Bismarck – autor „wesołych” aforyzmów o Polakach : Polacy są poetami w polityce, a politykami w poezji”, on sam „ma wielką litość dla ich położenia”,należy ich bić, ażeby aż o życiu zwątpili.” Bicie Polaków to obowiązek: przykry ale konieczny : „jeżeli chcemy istnieć (Niemcy – JB), to nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić”. Co tu się czepiać Hitlera…

Po tym koniecznym wstępie, przechodząc do złowrogich Narodowi kłamstw demoliberalnych propagandystów odnośnie Ukrainy, musimy zawsze mieć na uwadze, krążące i podtrzymywane przez osobliwych Polaków kłamstw propagandy niemieckiej gdyż, jeśli tylko zamienimy słowo, „Niemcy”, we wcześniejszych rozważaniach na „Ukrainę”, to otrzymamy tę samą, anty-polską treść… tyle, że tym razem pro -„ukraińską.” Czy na pewno są to oryginalne, polskie przemyślenia ? A może jak zawsze są one niemieckie? Ostatnia wojna odpowiedziała z cała stanowczością na te pytania: źródłem antypolskiej propagandy na dzisiejszej „Ukrainie” są Niemcy – wypróbowany druh we wspólnych zbrodniach. Wobec ich ogromu często zadajemy sobie pytania: „Czy mamy do tych ziem prawo? Czy mamy niezbywalne prawo do odzyskania części prastarego polskiego terytorium?

UKRAINY” NIGDY NIE BYŁO. Naukowa literatura „w temacie” jest bardzo obszerna – nie ma potrzeby znów przytaczać licznych argumentów. Stwierdzimy tylko krótko, że na „Ziemi Czerwieńskiej” żyliśmy od tysiącleci, a cały ten obszar zawsze należał do Polski od początków jej państwowości. Prawda, chociaż nie pasuje do dzisiejszej matołkowatej geopolityki „niepodległościowców”, jest inna :„Ukraina” ( z wyłączeniem ziem czysto-polskich – „Rusi Czerwonej”) stanowiła i stanowi sporny, polsko – rosyjski obszar przejściowy. Nie „ukraińsko-polski”, a właśnie za rosyjsko-polski. I to właśnie z Rosją powinniśmy się układać o odzyskanie naszych prawowitych ziem. ”Ukrainy” nigdy nie było – była „Ruś” ze stolicą w Kijowie ale nie przetrwała ona nawet 300 lat i zajmowała stosunkowo mały obszar wokół Kijowa. Została podbita przez Litwę, która zajmując wszystkie ziemie Słowian wschodnich ,a później na skutek unii z Polską scedowała na nas obronę zdobytych prawem debellatio ziem. Wtedy właśnie weszła Polska w stały konflikt z państwem carów. Należy więc raczej zastanowić się dlaczego utraciliśmy swoją prawowitą własność? Dlaczego utraciliśmy „Ruś Czerwoną” ?

PRL-owska propaganda twierdziła, że po II wojnie światowej „Polska powróciła na prastare ziemie piastowskie”. Miało to uzasadniać nie tylko przyłączenie tzw. ziem zachodnich i północnych, ale przede wszystkim utratę połowy terytorium państwowego na wschodzie z Wilnem i Lwowem. Zadaniem „dyżurnych”, komunistycznych „historyków” było udowodnienie, że granice PRL pokrywają się prawie dokładnie z granicami Polski za Mieszka I i by to „uzasadnić” od strony naukowej, przenieśli po prostu „Ziemię Czerwieńską” za Bug – na tereny Zamojszczyzny. W ten sposób nieskomplikowany sposób Kresy Wschodnie pokrywały się dokładnie z tzw. „linią Curzona” na Bugu. Co to za „linia” i kto ją opracował?

LINIA CURZONA” I DYWERSJA BERNSTEINA..”Niby opracował ją George Curzon – polityk, jak to w protestanckiej Anglii, o chazarskich korzeniach. W swym projekcie „linii granicznej Polski” wspaniałomyślnie oddawał Rosji prawie całe wschodnie terytoria Rzeczypospolitej. „Wikipedia” podaje, że „…w styczniu 1919 r. lord Curzon objął stanowisko ministra spraw zagranicznych. Na tym stanowisku wsławił się przedstawieniem 11 lipca 1920 r. w nocie dyplomatycznej do komisarza spraw zagranicznych, Grigorija Cziczerina, propozycji granicy polsko-sowieckiej zwanej popularnie „Linią Curzona”. W wyniku wojny polsko-bolszewickiej II Rzeczpospolita rozciągnęła swoje granice dalej na wschód i przez okres 20-lecia międzywojennego pomysł Curzona pozostał na papierze. Odżył on podczas II wojny światowej i stał się podstawą wytyczenia wschodnich granic Polski po zakończeniu wojny. Dziś już wiadomo, że z „Linią Curzona” miał niewiele wspólnego i w sprawach Europy Wschodniej orientował się słabo…”.

Zapamiętajmy to : „…w sprawach Europy Wschodniej orientował się słabo…”. Ale inni chazarscy, syjonistyczni politycy wiedzieli więcej i dokonali sfałszowania „projektu Curzona”.

Fałszerzem – najpewniej za zgodą chazarskiego premiera Wielkiej Brytanii, Loyda Georga – sławetnej „linii Curzona” był brytyjski polityk (a nawet „historyk”) z MSZu , chazarski syjonista i mason – „ Lewis Namier” (więcej faktów z jego życia, vide: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lewis_Bernstein-Namierowski (1886-1960).

a

Jego prawdziwe nazwisko to Ludwik Bernstein – był Chazarem z Polski, z Woli Okrzejskiej (także miejscowości rodzinnej. Sienkiewicza) w powiecie łukowskim na Lubelszczyźnie. Bernstein, jak każdy Chazar, nienawidził organicznie Polaków : był kumplem takiego samego polakożercy, syjonisty, Loyda Georga. Ciekawe albo i nie : obaj byli zaciekłymi przeciwnikami Dmowskiego, Ruchu Narodowego, i zrazem…zagorzałymi zwolennikami Piłsudskiego, który …popierał Lenina…Najwidoczniej konfederacyjne mrzonki J. Piłsudskiego pokrywały się z lożowymi wytycznymi. Opracowane dla delegacji brytyjskiej przez lorda Curzona rozwiązanie „sprawy polskiej” aż kłuło w oczy swoją prostotą : linią graniczną miał być Bug: na zachód od niego są „ziemie Polaków”, a na wschód – „ziemie sowieckie”. Prosto i jasno! To tłumaczy dlaczego Polska utraciła Lwów w 1945.

Już podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Wielka Brytania zaproponowała stronom walczącym „linię demarkacyjną”, która na odcinku Galicji Wschodniej” ( czyli „Małopolski Wschodniej”), zgodnie z aktualnym stanem militarnym. „Linia demarkacyjna” przebiegała na wschód od Lwowa, tym samym pozostawiając ten starożytny gród polski po stronie polskiej ale… Ale była ona niejako wymuszona przez działania wojenne (linia frontu, która była ruchoma) i jako taka w oczach Anglików „nietrwała i niezgodna z faktycznym stanem rzeczy”. Ten „faktyczny stan rzeczy” oddawała sfałszowana przez Bernsteina „linia Curzona”, która bez zastrzeżeń zaakceptowali uczestnicy konferencji w Jałcie. Chazar po prostu sfałszował wyniki spisu ludności na tych terenach i wynikało z nich niezbicie, że Polacy są na swych ojczystych ziemiach w …..zdecydowanej mniejszości.

Chazarom, rządzącym wtedy bolszewicką Rosją, dywersja „Anglika” była niesłychanie pomocną-dawała im mocną kartę przetargową przy negocjacyjnym stole. Tak mocną, że delegacja polska na konferencję w Rydze, w 1921 r. jakby się przeraziła sukcesów armii polskiej i wzięła od Sowietów mniej, niż oni sami, przerażeni postępami polskiej ofensywy, byli jej …skłonni zaoferować. Najważniejsze dla Sowietów było jednak to, że „linia Curzona” dawała im na przyszłość argumenty by „wymuszony przez działania wojenne” „Traktat Ryski”, w latach późniejszych, obalić : niemiecki pakt, „Ribbentrop-Mołotow”, rozdzielał na Bugu wyraźnie „terytoria niemieckie” od „rosyjskich.”

Na spotkaniu w Jałcie, obaj wybitni, zachodni „alianci Polski”, Churchill i Roosevelt, obradowali ze Stalinem nad…. mapką wydartą z gazety, z… „Times,a”, na której zaznaczono granice Polski, przebiegające zgodnie z tzw. „linią Curzona”. To nie są wydumane bajkiwspomina o tym bez upiększania Churchill w swoich sławnych pamiętnikach w rozdziale poświęconym Jałcie.

Obrady toczyły się w podniosłej atmosferze – wszyscy trzej mężowie stanu zdawali sobie sprawę z tego, że tworzą nowy, powojenny świat. Pewnym, niewielkim zresztą, zgrzytem na konferencji była sprawa przyszłych granic Polski ale od razu się zgodzono z tym, że oddawanie Polsce „Galicji byłoby nierozumne” tym bardziej, że prez. USA, Roosevelt stale piorunował nad „głupotą Polaków” bo ani w ząb nie mógł zrozumieć, dlaczego Polacy zgłaszają jakieś nierozumne pretensje do prowincji w Hiszpanii…

Tak się jakoś „dziwnie” stało, że ani Churchill, ani Stalin nie pomogli Roosveltowi wyjaśnić podstaw zadziwiających żądań Polaków ale się zgodzili z jego propozycją, żeby problem ten „załatwić odmownie – tj. wytyczyć granice przyszłej Polski zgodnie z „linią Curzona”. Były ku temu „poważne podstawy”- nostalgicznie wspominał Churchill: „… Stalin podkreślał , że sam rząd polski akceptował w 1920 r. oderwanie Lwowa od Polski i „linię Curzona””. O tym, że propozycje Philipa Kerr, a na konferencji w Spa zostały sfałszowane przez lorda Curzona, Churchill jakoś o nich nie wspomniał chociaż doskonale znał oryginał opracowania. Po zakończeniu jałtańskiej konferencji Stalin był bardzo zadowolony ze stanowiska zachodnich mężów Stanu – strzeliły korki i napełniono kieliszki szampanem.

To przez dywersję Chazara Bernsteina straciła Polska Lwów w 1945 roku. W tym właśnie roku Bernstein przechwalał się publicznie (pisze o tym Jerzy Węgierski :„Nieznana prawda o tzw. Linii Curzona” „Lwów i Kresy” Nr 97, Czerwiec 2005). , że „ to on, a nie lord Curzon był autorem „linii Curzona””.

Cdn.

Jan Bek

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.