Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 13, 2016 Przez a303 W Ukraina

„Haj żywe samoistina Ukraina…” cz. I. Jan Bek

Jonathan Littel (cytat z jego książki, „Łaskawe”, 2008) opisuje wkroczenie band „OUN” (oddziałów batalionu „Nachtigall”, kooperującego z niemieckim SSsłużyli w nim wyłącznie ukraińscy ochotnicy zwerbowani przez „Welykij zbor”, Jacka Bandery) do Lwowa. Przytacza w niej fragment wspomnień jednego z niemieckich oficerów:

ZWOLENNICY UPA DEMONSTRACJA

…Dwa bataliony pułku „Brandenburg 800” w nocy z 29 na 30 czerwca weszły do Lwowa. Batalion nacjonalistów ukraińskich Abwehry, Nachtigall” wszedł do Lwowa o godz. 4:30.  Żołnierze „Nachtigallu” zajęli elektrownię, dworzec, radio, ratusz i inne ważne punkty oraz wzięli czynny udział w eksterminacji polskiej ludności cywilnej oraz żydowskiej…..

Na ulicach można było zaobserwować naprawdę dantejskie sceny….Ludzie wydzierali się jak szaleni, klaskali;…Pośród tłumu, wewnątrz wielkiego, pustego kręgu, paradowali mężczyźni przebrani w kostiumy ukradzione z teatru albo muzeum, mieli ekstrawaganckie ubiory, peruki z czasów regencji i kurtki huzarów z 1812 r., togę magistrat z gronostajem, mongolskie zbroje i szkockie tartany, na wpół rzymski, na wpół renesansowy operetkowy strój z krezą; jeden z mężczyzn przebrał się w mundur czerwonej armii konnej Budionnego, a do tego założył cylinder i futrzany kołnierz, wymachiwał długim pistoletem Masera; wszyscy mieli pałki albo strzelby. U ich stóp klęczeli jacyś mężczyźni i lizali bruk. Od czasu do czasu, któryś z przebranych facetów częstował ich koniakiem albo ciosem kolby. Prawie wszyscy klęczący obficie krwawili. Tłum wył jak opętany….

Jakaś kobieta, tłustawa, prawie naga, w podartych pończochach, wybiegła nagle zza katedry, głośno zawodząc. Wpadła między stoliki, zatoczyła się, przewróciła jeden i łkając runęła u naszych stóp. Jej biała skóra poznaczona była plamami sińców ale nie krwawiła zbyt mocno. Za nią, nie śpiesząc się szło dwóch rosłych osiłków z opaskami. Jeden z nich odezwał się do nas złą niemczyzną: „Wybaczcie, Offizieren,Kein Problem”. Drugi złapał kobietę za włosy, podniósł i uderzył pięścią w brzuch. Czknęła i zamilkła z piana na ustach. Pierwszy dal jej kopniaka w tyłek, pobiegła dalej. Potruchtali za nią ze śmiechem i znikli za kaplicą. Koch zdjął furażerkę i znowu otarł czoło, a ja podniosłem przewrócony stolik. „Prawdziwe dzikusy” – powiedziałem….”

Jak byśmy cytowali ,wstrząsające opisy mordów i rozpasania z „Ogniem i mieczem”, H. Sienkiewicza, prawda? – są kubek w kubek podobne do siebie. Sceny zbrodni w obu książkach dzieli bez mała trzysta lat, ale jedno pozostało niezmienne: dzicz pozostała dziczą. Nie wspięła się na wyższy szczebel cywilizacyjnego rozwoju. Dzicz, wciąż ta sama, niezmienna od stuleci ukraińska dzicz, szalała w XX w. po ulicach polskiego Lwowa i mordowała. Czy mogła się ta dzicz, która nawet Niemcom wydała się bestiami w ludzkiej skórze, reprezentować jakieś inne wartości, coś sobą reprezentowała? Czy, choć była to dzicz ale może była dziczą bitną, dzielną? Może to byli mimo wszystko odważni mężczyźni? Okrutni ale odważni?

Po klęsce pod Brodami (dawny Lubicz) nieopodal Lwowa, w których ongiś „sławny ataman”, Chmielnicki dokonał potwornej rzezi mieszkańców i, pod którymi, po zęby uzbrojeni przez Niemców „sławni chłopci zaporożc, zostali rozbici w puch przez sowieciarzy (padło wówczas ok. 7000 zaporożców), sam Himmler nabrał do nich nieprzezwyciężonej odrazy – stwierdził, że „Ukraińcy nie nadają się do służby liniowej na froncie, a tylko do akcji pacyfikacyjnych”. Czyli Niemcy ich szybko rozgryźli i używali „ukraińskich wojaków” (proszę się nie śmiać) do brutalnych akcji policyjnych, eksterminacji Polaków i Żydów, służby wartowniczej przy obozach koncentracyjnych… Czyż męczeństwo św. Piotra Boboli na rynku w Janowie za czasów Chmielnickiego, w otoczeniu czerni „ukraińskiej” miało inną scenerię?

**************

FRONDA”…” FRONDUJE”. W powodzi artykułów na temat „ konieczności potrzeby wzmocnienia obronności Ukrainy” po chazarskim przewrocie w Kijowie, jakie zalały prasę polską, zwłaszcza prasę tzw. „niepodległościową”, orientująca się na „Gazetę Polską” i reprezentowana przez niejakiego T.Sakiewicza, zwraca uwagę czytelników artykuł Cezarego Krysztopa na portalu „Fronda” ( 26.01.2015), zatytułowany: „7 powodów dlaczego Polska powinna wspierać Ukrainę!” Od razu we wstępie wyłuszcza w czym rzecz:

Rosja nigdy nie była naszym sojusznikiem. I nigdy nie będzie. W historii było tak dlatego, że na obszarze Europy wschodniej rywalizowaliśmy ze sobą w roli mocarstwa….”

Tę pokrętną myśl, stanowiącą „aksjomat” pro- unijnych i pro -amerykańskich „niepodległościowców” rozwija C. Krysztop w punkcie 1-szym :

1.„Rosja nigdy nie była naszym sojusznikiem. I nigdy nie będzie.”

Drugi aksjomat tego „anty-ruskiego” propagandysty jest prosta, jakby matematyczna, szlachetna w swej prostocie definicja, że :

2. „Polska nie ma przyjaciół, Polska ma interesy”. 

Trzeci jest równy w swej „logice” dwóm powyższym:

3. „Polityka Jagiellońska / Międzymorze”.

Czwartym jest :

4. „Majdan – autentyczny zryw ale leży również wydarzenie leżące w interesie wrogów Rosji.” 

Punkt 5-ty leje miód w chazarskie serca:

5. „Wojna ukraińsko-rosyjska jest sprawą całej Europy, ze szczególnym uwzględnieniem Europy wschodniej.”

Typowy dla antypolskiej formacji wypad :

6. Kapitał emocjonalny jako podbudowa przyszłego sojuszu

I ostatni, demaskujący autora i „niepodległościową” sitwę:

7. Jeśli Ukraińcy przyjadą do Polski do pracy czy się uczyć, to dobrze. 

Ponieważ „Fronda” zamieściła ten artykuł należy sądzić, że jest on ważny dla pewnych kręgów czytelników portalu, a on sam, portal „Fronda”, zaciągnął się do upowskich „kureni” miłośników upowskiej ideologii Petro Tymy – czołowego, udającego Polaka „Ukraińca”, żerującego na naszej naiwności; awangardę pochodu tworzy niesłychanie dziś głośny obóz „niepodległościowy”, a w nim , popierająca bez żenady ukraińskich Chazarów szpica: Macierewicz i J. Kaczyński.

Ale oni wszyscy, tzn. Macierewicz, Tyma, Sakiewicz i Kaczyński są lokomotywami natrętnej propagandy pro- ukraińskiej, ukrywającej perfidnie pod płaszczykiem „polityki polskiej”, historyczne fakty, że utracone – na wskutek sowieckiej agresji z 17 września 1939 r. oraz późniejszych postanowień jałtańskich – ziemie, były polskimi ziemiami od początków polskiej państwowości. Bez tej, handlującej ziemią polską jak śledziami na chazarskim straganie „bandy czworga”, mogliby Polacy realnie wykorzystać nadarzającą się okazję i uprawiać polską politykę, mającą przede wszystkim na celu odebranie od „Ukrainy” okupowanych prapolskich (bo piastowskich) ziem.

BYŁ ODPOWIEDNI MOMENT. Był w całkiem bliskiej przeszłości moment, kiedy było to możliwe ale wtedy musieliby na czele rządu stać Polacy myślący kategoriami Narodu, a nie, orientujący się podług wskazówek międzynarodowych pachciarzy, spolegliwi subiekci. Było to możliwe pod warunkiem przeorientowania kierunku polityki polskiej z pirackiej, oceanicznej super-wyspy, USA, i „największej demokracji na Bliskim Wschodzie”, Izraela, na kierunek …ściśle narodowy: tj. należało się odczepić od poronionej polityki jagiellońskiej, nierealnych czarnomorskich mrzonek i skoncentrować się na polityce piastowskiej!

Wtedy, kiedy powstawała „Republika Ługańska” należało ją silnie, choćby tylko moralnie, werbalnie wesprzeć, wykorzystać dziejową szansę, wkroczyć na tereny Wołynia, do Lwowa i przyłączyć te regiony znów do państwa polskiego. Czyli przyłączyć do Polski wszystkie ziemie zagarnięte siłą przez Sowiety w 1939 r. ,a później przejęte „odzyskaniu niepodległości” przez „Ukrainę. Niespotykanej, dziejowej szansy wtedy nie wykorzystaliśmy choć Historia tworzyła się na naszych oczach.

Oczywiście inaczej zachowała się Rosja: nie zważając na „protesty opinii światowej” rozpoczęła odzyskiwanie części swoich ziem. Żadne nabożne zaklęcia i pseudo-patriotyczny bełkot Semków, Sakiewiczów, Macierewiczów i ich do cna zdurniałych przybocznych, stałe straszenie Polaków „ruskiem” nie przysłoni nagiego faktu, że Krym, który dla Rosji zdobył na Tatarach (wówczas sojusznika „Wielkiej Porty”) faworyt Katarzyny II, ks. Potiomkin, nigdy nie był „ukraiński” – w carstwie rosyjskim na Krymie mieszkało zaledwie 2% Ukraińców. Tak samo była „ukraińska” częściowo gubernia chersońska, a w Odessie stanowili Ukraińcy tylko 21,9% ludności gdy Rosjanie 37,4% , a Żydzi aż 22%. , A więc „gospodarze” tych ziem rdzenni” Ukraińcy, byli zdecydowaną mniejszością .

Ale czyż mogło być inaczej skoro „gospodarze” aż w 85% stanowili na ukraińskich ziemiach…element napływowy, przesiedlany z Kaukazu siłą przez carskie ukazy XIX w.? Dlaczego ukrywa się to, że prawdziwi, etniczni Rusini, budujący „Ruś kijowską” i „Ruś halicką” stanowili jedynie 11% całej populacji „ukraińskiej”, a rządząca, „ruska” warstwa arystokracji często bardziej wolała znów skandynawskie zimno, krwawe rozprawy na holm, ach i często opuszczała na zawsze „Ruś Kijowską”?

O narodach, o ich narodowym charakterze dużo mówią ich narodowe pieśni: prawie zawsze są to pieśni czy ballady o bohaterskich czynach żołnierzy, o plugawych zdrajcach, wyrzutkach rycerskich surowo ukaranych przez króla czy pieśni miłosne – chętnie śpiewane przy kominkach pańskich dworów, mieszczan czy przy piecach chłopskich chałup. Na pieśniach wychowały się całe generacje – stały się one jakby „ bliską ciału koszulą”powszechnie je znano i chętnie słuchano. Jaka jest ulubiona pieśń, dumka „Ukraińców”?

TEPER SOBIE POHULAJU….Jest nią dumka o Stieńce Riazinie, atamanie kozackim, który, płynąc czajką, sprzeciwił się towarzyszom, pragnącym, jak to oni mieli w zwyczaju , „ pohulaty z mołodyczkoj – Teper sobi pohulaju, teper moja wola …” Choć pieśń o Wołdze („Wołga, Wołga mat rodnaja”) jest…rosyjska to powszechnie stała się sławna jak „święta Ruś długa i szeroka” : pieśń o atamanie znał każdy „Ukrainiec”. Ba, musiał znać – Stieńka Riazin był kozackim atamanem… Co z tego, że przesiedlono go za Siczy zaporożskiej nad Don? I tak zajmował się tym co zawsze – rabunkiem i mordami , a „Ukraińcy” kochają swe prastare, tradycyjne zajęcia.

Pieśń opowiada historię z roku 1670, gdy ataman kozacki Stieńka Razin po ślubie z perską księżniczką (którą rzecz jasna przed wziął w jasyr ) płynął z bratcami czajkami po Wołdze. Może to była podróż poślubna młodej pary, a może udawał się na nową wyprawę, a żona mu towarzyszyła? Tego nie wiemy ale wiemy, że kiedy chłopci sławni zaporożci zapragnęli także jej wdzięków i wszczęła się wrzawa o „nierówny podział łupów”, dzielny, pijany Riazin, rycząc „ Ech Wołgo, Wołgo, ruska rzeko, nie widziałaś to podarku od dońskiego kozaka”…( „…Волга-Волга, мать родная, Волга, русская река,Не видала ты подарка.От донского казака!”) „stanął na wysokości zadania” i spętaną dziewczynę cisnął w rzekę… Potem rozkazał kapeli by grali za…”spokój jej duszy”, a sam z bratcami puścił się w tany…. Strasznie szlochał i bratcy szlochali… I pili na pohybel dalej… Także i dziś, pijąc i śpiewając tę balladę „Ukraińcy”, szlochają – ludowa pieśń, ludowa tradycja.

Polacy „po pijaku” śpiewają „Góralu, czy ci nie żal…” i też rzewnie płaczą… Ale o czym mówi polska pieśń? Nie slawi się w niej ohydnego mordu ale śpiewa się o powrocie do ojczyzny…

UCR” WYKLUCZYŁA KRYM Z „UKRAINY”. Pro-banderowscy propagandyści, uważając Polaków za spodloną już nację wcierają w ścianę niezbity fakt, że „Ukraińska Centralna Rada” („UCR”), będąca po bolszewickim przewrocie suwerennym organem państwowym Ukraińskiej Republiki Ludowej (naczelną figurą w tej „radzie” był późniejszy „sojusznik” J.Piłsudskiego., „ataman”, Symeon Petlura) w swoim „III Uniwersale” ( z 22 stycznia 1918), określając terytorium Ukrainy pod władzą „Ukraińskiej Centralnej Rady”… wykluczyła Krym z terytorium „Samoistnoj Ukrainy. Ale ta sama „UCR” już wtedy… włączała w skład „Ukrainy” kosztem Polski….Wołyń , a granice guberni chełmskiej „wspaniałomyślnie” rezuny zgadzały się dla nas wytyczyć na …„drodze plebiscytu”. Dlaczego?

Dlatego, że gubernia chełmska ostała włączona do generał -gubernatorstwa kijowskiego formalnie w 1915 roku. I tylko okupacja guberni przez państwa centralne zapobiegła temu, że decyzja o odłączeniu „Ziemi Chełmskiej” nie weszła faktycznie w życie. Jeśli więc dla „Ukraińców”, Chełmszczyzna, podlegająca na mocy dekretu carskiego Kijowi dopiero od r. 1915-ego – nie bacząc na obalenie cara Rosji i jego rządu – jest…” integralną częścią „Ukrainy””, to tym samym upowcy uznają dziś …carskie ustawodawstwo. Chociaż w nim nie było mowy o „samoistnoj Ukrainie” …Taki termin po prostu nie istniał. I tak można bez końca ale… Ale gdy rząd Polski z własnej woli, dziś sam mówi o „konieczności istnienia wolnej Ukrainy i bronienia jej granic” , to dostarcza Chazarom w Kijowie koniecznych argumentów by podważać…dzisiejsze granice Polski. A także całej Europie, a w niej szczególnie Niemcom.

Tym, co najbardziej przerażające, jest to, że dzisiejszy rząd rzekomo „suwerennej” RP, uznając „Chemłszczyznę” za integralną część Polski, wyrzeka się …pozostałych polskich ziem – to niezbity fakt! A co będzie jeśli pod wpływem nacisków „zachodnich przyjaciół” spolegliwy establishment odda Przemyśl ( w którym rozzuchwalone bandy banderowców już otwarcie biją Polaków na ulicach), odda Chełm, Zamość, część Małopolski „Ukrainie” by zapewnić sobie jej „wieczystą przyjaźń” ?

Pytanie o „ukraińskości” Krymu zadałem przed paru laty na konferencji w Lublinie głośnemu apologecie „Samoistnoj Ukrainy”, Piotrowi Semce. Oczywiście jako doświadczony, świetnie wyszkolony dezinformator, wywinął się od odpowiedzi i nigdy jej nie udzielił. Czy to może nas zadziwić?

Jego nazwisko, „Semko”, nasuwa niedobre skojarzenia: czy aby nie jest to nazwisko ukraińskie? Od „semena” lub „Symeona” ? Jeśli mam rację to jego miłość do tzw. „Ukraińców” ma rodowe podstawy. Jeśli nie jest to nazwisko polskie z polskich ziem wschodnich, to musi być ukraińskie, a wtedy…. Widzimy więc, że upowska propaganda, wspomagana przez Chazarów, mająca bandyckie, siczowe lub czysto azjatyckie tradycje , zwerbowała do współpracy jakichś „Polaków”, handlujących obrzydliwie prastarymi ziemiami polskimi. Ci „Polacy” mówią dziś dokładnie samo, co mówił Karol X Gustaw przed 400 laty, oferując podczas „potopu” Zamoyskiemu „w dziedziczne władanie”…Zamość: „Daję, bo nie moje”…

Głoszenie przez estradowych , politycznych sztukmistrzów jawnych kłamstw i stawianie wyżej relacji z Ukrainą( „bo to jest konieczne dla obrony przed Putinem”) nad prawdę historyczną i polski interes narodowy, prowadzi na manowce i jest zamachem na wartości moralne. Twierdzenie (zwróćmy uwagę na sformułowanie), że ludobójstwo na Ukrainie „ma znamię etnicznej czystki” jest perfidnym kłamstwem „bandy czworga”– ma ono wyprzeć ze świadomości Polaków zasięg zbrodni popełnianych tylko dlatego, że ofiary były Polakami. Wyprzeć i zastąpić je politycznym, relatywnym wodolejstwem. Bo przecież „etniczna czystka” kojarzy się ludziom raczej z przymusowym, nieprzyjemnym przesiedleniem polskiej ludności na inne tereny – oczyszczeniem „prastarej ziemi ukraińskiej” z Polaków, którzy byli tam (wg. wielu głuptaków) tylko „kolonizatorami”.

Demoliberalni, estradowi czarodzieje pstrykają palcami i… już nie ma 1/3 polskiego terytorium…Nigdy go nie było. Ale prawda, tak niemiła tym wielce osobliwym Polakom, jest inna: to właśnie państwa, zwanego dziś „Ukrainą” nigdy nie było.

Cdn.

Jan Bek

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.