Opublikowano Październik 26, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Grzechy Irańczyków

źródło: http://www.revilo-oliver.com/rpo/Sins_of_the_Iranians.html

autor: prof. Revilo P. Oliver (Liberty Bell, marzec 1988)

Osoby, które oczekują po naszym żydowskim rządzie w Waszyngtonie, że będzie okazywał jakąś formę konsekwencji w swych działaniach, choćby po to, żeby baranów powstrzymać przed myśleniem, będą zdumione widząc, jak w ciągu zaledwie tygodnia, uczciwi Irańczycy, których zaopatrywaliśmy w broń po to, żeby mogli zniszczyć ludzi w Iraku, okazali się jednak nędznikami, są tak podli, że chcą sięgać po majątek, jakiego chcą żydzi, dlatego nagle zmienili się w bezecnych Irańczyków, których należy wyjąć spod prawa, bowiem w swej wojnie z Irakiem, starają się kontrolować transport morski idący przez Zatokę Perską. Było to przekształcenie tak nagłe, że niemal zakrawało na cud, lecz oczywiście amerykańskie okręty wojenne oraz wielkie siły ekspedycyjne zostały szybko przerzucone w rejon Zatoki Perskiej, aby stworzyć dogodne warunki wstępne do wojny, w jakiej wielu Amerykanów może zginąć, a pozostałe jeszcze zasoby naszego okradzionego narodu zmarnotrawione w celu zrobienia z USA czegoś jeszcze bardziej godnego pogardy, niż to się stało w czasie naszych sromotnych i umiejętnie zaaranżowanych klęsk w Korei i Wietnamie.

Teraz okazuje się, że USA nadal dostarcza broń do Iranu, aby ułatwić mu ewentualne ataki na nasze statki. A że tak się właśnie dzieje, wiemy z wypowiedzi Mansura Raftzadeha, byłego szefa irańskich służb specjalnych, który mówi, że utrzymuje kontakty z obecnym rządem (patrz Spotlight, 12.10.1987 r.). Jedynym logicznym wyjaśnieniem, że Waszyngton dostarcza Iranowi broń do użycia przeciw naszym kaczkom-nielotom w Zatoce  Perskiej (a co może stworzyć lepszy pretekst do upragnionej wojny?) to założenie, że dostawy mogą być załatwiane w zwyczajowy sposób, czyli Waszyngton daje broń izraelitom, którzy sprzedają ją Irańczykom z godziwym zyskiem, i bez wątpienia szukają okazji do orżnięcia Irańczyków w tym interesie. A opowieść Raftzadeha koresponduje z tym, co donoszą źródła Jima Taylora, o czym pisze on w artykule ze stycznia 1988 r. opublikowanym w Liberty Bell.

Jak powszechnie wiadomo, Iran jest obecnie rządzony przez bardzo uduchowionego świętego męża, który wśród muzułmanów w tym kraju wzniecił fanatyzm religijny. Wstępniak we wrześniowym numerze pisma narysował żywy kontrast między Iranem „narodem słabym militarnie, ale świadomym poprzez wszechogarniającą Ideę, wyrażoną w osobie przywódcy o ogromnych pokładach duchowych i sile wewnętrznej”, a USA, terytorium wykorzenionych jednostek, rządzonych przez hołotę „liberalnych intelektualistów”, którzy lgną do trzeciorzędnego aktorzyny, człowieka, który jest „próżny, kierowany przez innych, jest sztuczką PR ukształtowaną mistrzowsko z tworzywa moralności syfilitycznego przemysłu filmowego, duszą, jaka reaguje tylko na aplauz albo gwizdy tłumu, ględzącym świętoszkowato tak samo, jak to robił jego poprzednik – o „humanizmie”, „prawach”, „szczęściu”, „wolności” i innych przebrzmiałych pustych pojęciach…który nie ma bladego pojęcia, kim jest ani jaki jest prawdziwy cel kraju, jakiemu przewodzi”.

Duchowa siła Iranu okazywana jest przez chęć Irańczyków do walki i śmierci za tę Ideę, a stan zupełnego przegnicia zjudaizowanych Stanów Zjednoczonych najlepiej pokazuje niechęć do zadania sobie nawet najdrobniejszego trudu wystawienia się na ryzyko starcia się z objawami tej judeizacji, może za wyjątkiem przypadków wybuchu buntów wskutek popełniania zbrodni wobec mniejszości cywilizowanych Amerykanów. Ten artykuł, jaki podpisany jest „Vic Olvir”, zwiastuje potencjalną szansę renesansu naszej rasy, w końcu zaprzecza plugastwu i nędzy moralnej różnych „liberalno”-komunistycznych „intelektualistów”, a jest inspirowany duchowym ideałem, jaki nie wymaga mieszania do tego zabobonów o czymś nadnaturalnym.

Kontrast jest znaczny, ale dla celów tego opracowania dobrze pamiętać o jednej sprawie, że ludność Iranu wciąż zawiera znaczący udział krwi aryjskiej, w jakiejś proporcji oczywiście, której nie mamy możliwości określić. (nazwa Iran, jaką oni sami wolą zastępować mianem „Persja”, oznacza „ziemię Aryjską”). Ich język, współczesny perski, jest językiem z grupy indoeuropejskiej, jaki wziął się (po przebyciu długiej drogi) ze staroperskiego, jakim mówili Cyrus Wielki i Aryjczycy, których poprowadził on na podbój wielkiej części Azji. Ich religia mahometańska nie jest ta sama, co semickich narodów islamu: jest to religia szyicka, jaka choć wzięła swój początek od działań żydów, którzy jak zwykle robili masę zamieszania, co jest wpojone w ich rasowe instynkty (patrz Liberty Bell, kwiecień 1987, str. 11-15), zamieniła się w religię, jaka jest wyraźnie nie-semicka w swych założeniach, i w jakiej historyk lub etnolog może odszukać obecność zoroastriańskiej religii magów. Chociaż Chomeini mówi o świętej wojnie z tradycji muzułmańskiej, jestem pewny, że siła duchowa jaka go prowadzi, różni się znacznie od tego, co przejawia się w dżihadzie Arabów i semitów mówiących po arabsku na Bliskim Wschodzie.

Nie sądzę, żeby nagła wolta Ronniego w sprawie Iranu miała jakiś inny motyw niż celowe wzniecenie wojny, w której życie Amerykanów może być tracone bezcelowo, a zasoby naszego zbankrutowanego narodu marnotrawione jeszcze obficiej niż „pomoc zagraniczna”, lecz chcę zwrócić uwagę na interesujący szczegół irańskiej nikczemności, o jakiej Ronnie się nie zająknął.

Nie znam politycznych powiązań wydawców gazety the Tehran Times, publikowanej po angielsku w stolicy, ale z pewnością gazeta nie jest wroga reżimowi Chomeiniego. W wydaniu z dnia 14 Rajab 1407 = 15 marca 1987 r., the Tehran Times wydrukował artykuł, jaki dotyczy sprawy odebrania doktoratu prawidłowo przyznanego uczciwemu historykowi, Henri Roques, przez uniwersytet w Nantes – odebrania, które zostało nakazane przez grubociosane zbiry rządzące Francją w imieniu żydów. Artykuł zauważa paralelę z wcześniejszym „odebraniem” doktoratu dr Stäglicha oraz innych środków karnych, jakie na niego spadły po napisaniu prawdziwej książki Der Auschwitz-Mythos, ze strony odrażających zdrajców, którzy rządzą Niemcami na rzecz światowych niszczycieli. Artykuł dochodzi do nieuchronnego wniosku:

“Takie metody, podjęte z całkowitym lekceważeniem wszelkich reguł prawnych wskazują na to, że powojenna Europa jest dyktaturą, a żydzi są w niej dyktatorami. Nic bardziej nie może o tym świadczyć niż to, że w dwóch najbardziej cywilizowanych krajach świata, podstawowe zapisy krajowych kodeksów prawa mogą być zupełnie odłożone na bok: usuwanie osób mających posady wynikające z kwalifikacji, zabieranie doktoratów badaczom, karanie sędziów obniżeniem ich wynagrodzenia o 10 % ze skutkiem wstecz – a wszystko to dzieje się, jakbyśmy żyli w koszmarnej rzeczywistości rodem z „1984” Orwella”.

Niewiele wiem na temat tej gazety, ale to co wiem o the Tehran Times wskazuje, że ten artykuł nie jest jakimś wyjątkiem, że jest to polityka wydawnicza tej gazety, na pewno zaaprobowana przez Chomeiniego, w celu omawiania problemu żydowskiego otwarcie i uczciwie. Teraz na pewno poczciwy Ronnie może okazać więcej entuzjazmu dla projektowanej z jego udziałem wojny poprzez przypominanie jego amerykańskim poddanym o ich moralnym obowiązku eksterminacji narodu tak nikczemnego, że odważył się nie czcić supermenów, których Jahwe z pełną premedytacją stworzył do rządów na ziemi. 

Komentowanie zamknięte.