Najnowsze

Opublikowano Marzec 22, 2014 Przez Jan W NWO

Gramsci. Opisywanie potwora

a00Gramsci. Opisywanie potwora. Ludzie z reguły nie chcą wierzyć, że może być gorzej niż jest. Nie wierzą, że tzw. świat wcale nie jest „dobry i miły” i wcale nie kieruje się miłością bliźniego. Wyśmiewają teorie spiskowe, a nie zauważają, że całe nasze życie to tychże spisków praktyka.

10 lipca. Umawiamy się na jutro z sąsiadami do kościoła i nie chcemy wierzyć, że z tymi banderowcami to na poważnie.

31 sierpnia. Kpimy z tych, co ostrzegają, że Niemcy mogą z nami wygrać wojnę.

12 grudnia. Spokojnie kładziemy się spać, bo „komuna się nas boi”

A w poniedziałek idziemy do państwowego lub może samorządowego teatru na 18:30 i wierzymy, że tak wygląda „prawdziwa sztuka”, i że jak jest „prawdziwa”, to mówi prawdę, a prawda musi być dobra dla człowieka. I jesteśmy przekonani, że idąc tam i wierząc w to wszystko, należymy do świata ludzi kulturalnych.

Może to nas zaskoczy, ale zło nigdy nie ukrywało swoich zamiarów wobec dobra. Może warto wiec sobie to i owo przypomnieć:

Obowiązkiem polityki zagranicznej narodowego państwa jest zapewnienie optymalnych warunków istnienia narodu poprzez utrzymywanie naturalnej i zdrowej proporcji pomiędzy liczebnością i przyrostem narodu a rozmiarami i jakością obszaru, który zamieszkują. Tylko odpowiednia przestrzeń na ziemi zapewnia wolność egzystencji narodowi.

Może jeszcze jeden cytat:

Granice z 1914 roku nie znaczą nic w odniesieniu do przyszłości Niemiec. Nie były ochroną w przeszłości i nie oznaczałyby siły w przyszłości. Nie dałyby niemieckiemu narodowi wewnętrznej solidarności ani nie zaopatrzyły go w żywność. (…)Powstrzymujemy germański potok skierowany na południe i na zachód Europy i zwracamy nasze oczy w kierunku wschodnim. Skończyliśmy z przedwojenną polityką kolonii i handlu i przechodzimy do polityki terytorialnej przyszłości.

Alles klar?

Hitler napisał „Mein Kampf” na początku lat 20-tych ubiegłego wieku, a pierwsze wydanie ukazało się już w 1925 r. Ideowy mistrz wszystkich banderowców, Dmytro Doncow, przetłumaczył Hitlera na język ukraiński, a w swoim „Nacjonalizmie” (rok 1926) poszedł jeszcze dalej, niż późniejszy kanclerz Niemiec:

Są narody – panowie i narody plebejskie.(…) Teoria Darwina tłumaczy postęp zwycięstwem silniejszego nad słabszym w nieustannej walce o byt. (…) Wszystko niezdolne do życia musi szczeznąć, skoro swą duchową siłą nie mogło dowieść swego prawa doń. (…) Bez przemocy i bez żelaznej bezwzględności niczego w historii nie stworzono.

Dodajmy, że naród wybrany, to według Doncowa Ukraińcy, którzy „stworzeni są z gliny, z jakiej Pan Bóg tworzy narody wybrane”. I jeszcze wiele mówiąca puenta tego wywodu:

Nacja, która pragnie panować, powinna mieć też pańską psychikę narodu-włodarza. Fanatyzm i przymus, a nie łagodność wykonują podstawową funkcję w życiu społecznym (…).

Wystarczy?

Jeżeli tak, to zostawmy już 13 grudnia i renegata Jaruzelskiego sądowi Bożemu, a zajmijmy się teatrem, bo ewidentnie „coś nam tutaj nie gra”. Nie tylko na scenach, ale w ogóle w kulturze. Artyści zamiast chwalić Boga – bluźnią, a cała kultura zamiast czynić człowieka lepszym – prowadzi go do upodlenia. Dlaczego?

Wszystko zaczęło się w 1891 r. w wiosce Ales na Sardynii. W rodzinie Gramsci na świat przyszło czwarte dziecko – Antonio. Gdy miał 6 lat, jego ojciec trafił do więzienia oskarżony o kradzież. Kilka miesięcy później służąca upuściła dziecko na ziemię, co spowodowało uszkodzenie kręgosłupa. W efekcie chłopiec prawie nie rósł (jako dorosły miał zaledwie 146 cm wzrostu), a ponadto wykształciły mu się garby na plecach i klatce piersiowej.

Przez kilka lat po tym wypadku stan jego zdrowia był zły. Oczekiwano wręcz jego śmierci, ale ta nie przychodziła. Przez całe lata przed snem matka cierpliwie ubierała syna w najlepsze ubranka i kładła do specjalnie w tym celu kupionej trumny, spodziewając się, że Antonio nie dożyje dnia następnego. Ten jednak przeżył – został zawodowym rewolucjonistą i działaczem Międzynarodówki Komunistycznej. W latach1922-23 przeszedł nawet gruntowne wyszkolenie w Moskwie, gdzie spędził 17 miesięcy. Poznał tam też swoją komunistyczną żonę, niejaką Julkę Szucht.

Współczesna lewica uważa Gramsciego za jednego ze swoich najważniejszych ideologów. Widać to bardzo dobrze w jej teorii politycznej, jak i w praktyce działania Unii Europejskiej, choć na lewacki piedestał wywindowały go po drugiej wojnie światowej zaczadzone komunizmem amerykańskie uniwersytety, a nie czerwoni czy różowi intelektualiści ze Starego Kontynentu. Nie dziwmy się temu fetowaniu. Dzisiejsza władza postmarksistów nad większością państw i narodów Europy, to – tak naprawdę – efekt wprowadzenia w życie przewodniej myśli kalekiego włoskiego komunisty, czyli „marszu przez instytucje”. A istotą tego „marszu” miało być zwycięstwo nad kulturą.

Towarzysz Lenin uczy nas, że aby pokonać naszego wroga klasowego, który jest silny, bo ma wiele środków i rezerw do dyspozycji, musimy wykorzystać każdą szczelinę w jego systemie i musimy wykorzystać każdego możliwego sojusznika, nawet jeśli jest niepewny, niezdecydowany lub tymczasowy.

Gramsci cytował Lenina i Marksa, ale drogę do hegemonii „nowego świata” widział jednak nie przez posiadanie władzy nad „środkami produkcji”, ale nad ludzkimi umysłami. Za największego wroga uważał chrześcijaństwo, które wiąże ludzi jednorodną kulturą. Twierdził, że dopóki nie zabije się w ludziach wiary w Boga, dotąd oni nie uznają czegoś innego. Postulował więc zniszczenie fundamentów obyczajowych i moralnych z wiary wynikających, a na których od wieków opierał się ład kulturowy, czyli szacunek dla władzy, poszanowanie religii, przywiązanie do nadrzędności rodziny.

Cóż może przeciwstawić klasa nowatorska temu gigantycznemu kompleksowi szańców i fortyfikacji klasy panującej? Musi mu przeciwstawić ducha rozłamu, czyli stopniowe zdobywanie własnej świadomości historycznej, ducha rozłamu… (…) Wynikają z tego określone wskazania dla każdego ruchu kulturalnego (…): niezmordowanie powtarzać własne argumenty… powtarzanie jest bowiem środkiem dydaktycznym, działającym najskuteczniej na umysłowość ludu… Nasza doktryna nie jest doktryną zbuntowanych niewolników, jest to doktryna władców, którzy w codziennym trudzie przygotowują broń, by zapanować nad światem.

A praktyczne sposoby na wdrażanie owego „ducha rozłamu”? Oto one:

Cała funkcja wychowania i kształcenia nowych pokoleń musi stać się z prywatnej funkcją publiczną. (…)Równolegle ze szkołą jednolitą rozwijać się będzie przypuszczalnie sieć przedszkoli i innych pokrewnych instytucji, w których jeszcze przed osiągnięciem wieku szkolnego dzieci wdrażane będą do pewnej dyscypliny. (…) Szkoła jednolita… winna kultywować życie zbiorowe w dzień i w nocy. 

(…) Nowy typ człowieka, jakiego wymaga racjonalizacja produkcji i pracy, nie może się rozwinąć, dopóki życie płciowe nie zostanie odpowiednio uregulowane, dopóki i to także nie będzie „zracjonalizowane”.

I stało się. Instytucje zdobyto. Te, których zdegenerować się nie udało – zniszczono. Nad resztkami oporu, nad naturalnym etycznym instynktem samozachowawczym człowieka pracują media i system edukacji. To do nich należą dziś domy kultury i teatry. Nasze protesty przeciwko bluźnierczym przedstawieniom umacniają tylko rewolucyjny zapał janczarów tego piekła, finansowanego skądinąd także naszymi pieniędzmi. Nie tędy droga. Tam już nie ma czego odwojowywać. Tam już nie ma cywilizacji.

Stanisław Wyspiański w „Wyzwoleniu” pisał tak: Naród się zgubił. Tak, wszystko byłoby dobrze, tylko naród się zgubił. Oczywiście, nie sam. To my go zgubiliśmy, my, tak jest, my. Nie przez wojny, nie przez klęski i porażki wojenne, bo te się dadzą zmienić, bo to są chwilowe rzeczy, bardzo chwilowe. Nie dopilnowaliśmy, zlekceważyliśmy. A oni robili swoje.

Margines, którym nas uczyniono, to bardzo dobre miejsce na nowy początek.

Tomasz A. Żak

Za: http://www.pch24.pl/gramsci–opisywanie-potwora,21800,i.html

Data publikacji: 19.03.2014

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.